<?xml version="1.0"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Legendy ostatnich temat&#xF3;w</title><link>https://ezoforum.pl/forum/13-legendy/</link><description>Legendy ostatnich temat&#xF3;w</description><language>pl</language><item><title>Mi&#x142;o&#x15B;&#x107; na wieczno&#x15B;&#x107;</title><link>https://ezoforum.pl/topic/9388-mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-na-wieczno%C5%9B%C4%87/</link><description><![CDATA[
<p>To legenda związana z Grudziądzem, ale motyw jest nader znany</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>U schyłku XVI wieku starosta Jan Zborowski pozwolił holenderskim osadnikom na przybycie w okolice Grudziądza. </p>
<p>Rychło założyli w Owczarkach osadę i postawili pierwsze domy. Ludzie ich lubili, gdyż byli gospodarni i uczynni. </p>
<p>Pewnego razu, gdy nadeszła Noc Świętojańska młodzież z całej okolicy zebrała się nad Trynką, by bawić się wspólnie i tańczyć; dziewczęta rzucały wianki na wodę zaś chłopcy skakali przez ogniska. Do tego rozbawionego grona dołączył też i urodziwy młodzieniec Johan. Wśród zebranych dziewcząt zauważył jedną, która wyróżniała się niezwykłą urodą. Na imię jej było Katarzyna. Nie mógł oczu oderwać od jej złocistych warkoczy i roześmianej twarzy. I ona zwróciła uwagę na młodego Holendra, a serce jej drgnęło poruszone niespodziewanym uczuciem. Choć była narzeczoną Kacpra- syna młynarza zaczęła spotykać się potajemnie z Johanem. Miłość bowiem, która ich połączyła okazała się silniejsza od wszystkich innych więzów. Szczęście jednak nie trwało długo. Kacper rychło dowiedział się o sekretnych spotkaniach narzeczonej z cudzoziemcem i nakłonił parobków, by srogą nauczkę dali „przybłędzie”. Zaczaili się na Johana i gdy powracał ze spotkania z Katarzyną rzucili się na niego a pobiwszy go do nieprzytomności wrzucili do Trynki. Młodzieniec utonął. </p>
<p>Gdy dziewczyna dowiedziała się o tym nieszczęściu zrozpaczona pobiegła na brzeg i bez namysłu rzuciła się w wodne odmęty, a silny prąd uniósł ciało ze sobą.</p>
<p>Od tego czasu, każdego roku w Noc Świętojańską na jeziorze Tarpno ukazują się duchy Katarzyny i Johana, które szukają się, by miłość połączyła ich na wieki.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">9388</guid><pubDate>Sat, 15 Aug 2009 20:04:47 +0000</pubDate></item><item><title>Wampiry, legenda czy prawda??</title><link>https://ezoforum.pl/topic/11480-wampiry-legenda-czy-prawda/</link><description><![CDATA[
<p>Legenda mówi, że pierwszym wampirem był Kain. Został on skazany przez Boga na tułacze życie po zabiciu swojego brata, Abla. Został on "naznaczony" piętnem nieśmiertelnosci i wiecznym łaknieniem krwi. Skąd ta legenda i dziwny pomysł, że on zyje i ma nawet sporo swoich zwolenników nazywanych Kainitami? To jest "wina" Starego Testamentu. Zauwazcie,że w Starym Testamencie , w Ksiedze Rodzaju {Rdz 5,1-32; 9,29; 11,10-26.32; 25,7.} nie ma wzmnianki o długosci zycia Kaina. Są informacje o wszystkich patriarchach, tylko nie o Kainie...Na tym opierają własnie teorie o tym ,ze Kain dalej jest wśrod nas.</p>
<p>Przedwieczny strach przed wampirami był zawsze. Fikcja literacka mieszała się z legendami i relacjami osób, które ponoć spotkały osobiście wampiry. Kto interesuje się odkryciami archeologicznymi dotyczacymi wątku istnienia wampiryzmu, ten wie, że natknieto się na szkielety przebite kołkiem drewnianym lub szkielety z odciętymi głowami. Nie odkryto jednak i nie udowodniono jakichś legendarnych cech wamprycznych, takich jak np. odmienne uzębienie. Fakt przebitych kołkiem szkieletów tłumaczono lękiem przez legendarnymi wampirami. Dawniej nie wiedziano, że po śmierci rosną włosy i paznokcie, a ten fakt tłumaczono zjawiskiem wampiryzmu.</p>
<p>Na różnych forach jest mieszana tematyka wampirów, czyli legendy ,tradycje i współczesne wiadomości o wampirach z grami RPG. W poważny sposób wymieniane są Klany wampirze które ktoś wymyslił sobie tylko do gier RPG i z historią o wampirach to nie ma nic wspólnego. Realnymi postaciami historycznymi, które są posądzane o wampiryzm jest Vlad "Palownik" i Elżbieta Batory. Trudno orzec, czy to byli chorzy ludzie czy to był wampiryzm, ale fakt picia krwi przez owe osoby wskazuje, że były to wampiry Sang.</p>
<p>Może trochę o Elzbiecie Batory.</p>
<p>Elzbieta Batory Urodziłą się w Transylwanii i była siostrzenica króla Stefana Batorego. Była to osoba bardzo inteligentna, wszechstronnie wykształcona i odznaczała się niezwykłą na swe czasy, nieprzeciętną urodą.</p>
<p>Wyszła za mąż w wieku lat piętnastu a meża wybrali jej rodzicej jak to było zwyczajem w tamtych czasach.Meża czesto nie było w domu, wpadał od czasu do czasu pomiędzy jedną bitwą a drugą i daltego nie zdawał sobie sprawy z tego,że jego żona to potwór. Pewnego dnia przechadzając się po przyzamkowym parku zobaczył zupełnie nagą, przywiązaną do drzewa i obsmarowaną miodem dziewczynę.Jej ciało obsiadły roje much, pszczół i mrówek.Żona wyjaśniła mu, że ta służąca została w ten sposób ukarana za kradzież. Kochajacy mąż nie uwierzył służbie opowiadającej o dziwactwach jego żony. Z czasem bezkarna Elzbieta zaczęła zachowywac się coraz okrutniej. Gdy u Elżbiety pojawiły się pierwsze objawy starości , wpadła w pańkę . Jak wszyscy dobrze wiemy w tamtych czasach istniała silna wiara w tajemnicze eliksiry , które pozwalają zachować młodość i urodę . Okrutna księżna postanowiła wypróbować jeden z nich polegający na kapielach w ludzkiej krwi. W tym celu jej służba wyszukiwała młode dziewczyny , zabijała je , a ich krew wlewała do wanny.Tego typu kąpiele stały się stałym elementem toalety księżnej .W Transylwanii miała władzę absolutną i swoich mrocznych praktyk nie urywała. Zwłoki zamordowanych dziewczyn leżały na gościńcu zamkowym , pływały w okolicznej rzece i leżały w lasach.</p>
<p>Długimi latami pobłażano księżnej . Na jej upiorną kurację odmładzającą zwrócono uwage dopiero wtedy , kiedy pojawiły się pogłoski o tym , że ma konszachty z diabłem i odprawia obrzędy satanistyczne. Stefan Batory niechętnie wszczął śledztwo , które wydobyło na jaw straszną prawdę . Przesłuchano przede wszystkim jej służbę a także naocznych świadków . Okazało się , że na polecenie Elżbiety Batory zabito około 650 młodych dziewczyn. Kilkanaście osób służby biorącej udział w zbrodniach natychmiast stracono, ale w obawie przed skandalem księżna uniknęła oficjalnej kary. Została zamknita w swoim zamku w Csuj w jednej izbie , w której zamurowano okna i drzwi , a do podawania posiłków pozostawiono tylko mały otwór. Po trzech latach zmarła.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">11480</guid><pubDate>Sun, 18 Oct 2009 09:01:24 +0000</pubDate></item><item><title>O mi&#x142;o&#x15B;ci na zab&#xF3;j : )</title><link>https://ezoforum.pl/topic/4939-o-mi%C5%82o%C5%9Bci-na-zab%C3%B3j/</link><description><![CDATA[
<p>Dochodził wieczór i lało jak z cebra. Para zakochanych gołębi postanowiła odpocząć na pobliskim drzewie. Gołębica usiadła na niższej gałęzi, natomiast gołąb na szczycie drzewa, by widzieć zawczasu niebezpieczeństwo. </p>
<p>  Wtem dostrzegł zbliżającego się kota. Sfruną, więc na najniższą gałąź. Kot wspiął się na drzewo i porwał gołębia. </p>
<p>   <span><span style="font-size:12px;">Ocalił ukochaną, lecz zapłacił najwyższą cenę. </span></span></p>
<p><span><span style="font-size:12px;">A jak Wy byście postąpili?</span></span></p>
<p><span> </span></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">4939</guid><pubDate>Sat, 14 Feb 2009 16:50:43 +0000</pubDate></item><item><title>Blizny</title><link>https://ezoforum.pl/topic/5941-blizny/</link><description><![CDATA[
<p>Był sobie kiedyś chłopiec o paskudnym charakterze. Jego ojciec dał mu torebkę gwoździ i powiedział, by je wbił w płot ich ogrodu za każdym razem, gdy straci cierpliwość lub będzie chciał kogoś obrazić.</p>
<p> </p>
<p>Pierwszego dnia chłopiec wbił 37 gwoździ. W następnych tygodniach nauczył się kontrolować siebie i liczba gwoździ wbijanych w płot zmniejszała się z dnia na dzień. W końcu doszedł do wniosku, że łatwiej jest kontrolować siebie, niż wbijać gwoździe. </p>
<p> </p>
<p>Wreszcie nadszedł dzień, kiedy chłopiec nie wbił już żadnego gwoździa. Poszedł zatem do ojca i powiedział mu, że tego dnia nie wbił żadnego gwoździa. A ojciec mu powiedział, by teraz wyjął jednego gwoździa za każdym razem, gdy nie stracił cierpliwości. </p>
<p> </p>
<p>Mijały dni, aż w końcu chłopiec mógł przyjść do ojca i powiedzieć, że wyjął już wszystkie gwoździe. Poszli razem, by to zobaczyć i ojciec powiedział: "Synu, zachowywałeś się dobrze, ale spójrz teraz na te dziury". Ten płot nigdy już nie będzie taki, jak na początku. Kiedy kogoś obrażasz i kiedy mówisz mu coś złośliwego, zostawiasz w nim rany takie, jak tutaj. Możesz komuś wbić nóż w plecy i później go wyjąć, ale zawsze pozostanie blizna. Mało ważne jest, jak często będziesz kogoś przepraszał, blizna pozostanie. Zranienie słowne robi tyle samo szkód, co zranienie fizyczne. </p>
<p> </p>
<p>znalezione w internecie.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">5941</guid><pubDate>Sun, 19 Apr 2009 19:43:47 +0000</pubDate></item><item><title>Prawdziwa przyja&#x17A;&#x144; wszystko zwyci&#x119;&#x17C;y</title><link>https://ezoforum.pl/topic/17498-prawdziwa-przyja%C5%BA%C5%84-wszystko-zwyci%C4%99%C5%BCy/</link><description><![CDATA[
<p><span style="font-size:10px;">Był sobie chłopiec, którego marzeniem było jeżdżenie na koniu. Pewnego razu mama zaprowadziła go do stadniny, gdzie zaczął się uczyć jeździć. </span></p>
<p><span style="font-size:10px;">Od tego dnia chłopiec zapragnął mieć własnego konia. Przez wiele miesięcy myślał o tym nieustannie, aż pewnego razu do stadniny przyszedł pewien mężczyzna i przyprowadził ze sobą chorego konia. Chciał go sprzedać, bo weterynarze z powodu jakiejś nieznanej choroby, nie dawali mu szans na przeżycie nawet miesiąca. Gdy chłopiec zobaczył konia, od razu zapragnął go mieć. Cena była bardzo przystępna, więc rodzice po usilnych prośbach syna, zdecydowali się go kupić. </span></p>
<p><span style="font-size:10px;">Chłopiec był bardzo szczęśliwy. Od razu zabrał go na pierwszą wspólną przejażdżkę, a potem na kolejne. Jednak nikt nie ukrywał przed nim i nie dawał mu nadziei, że jego koń będzie długo żył. </span></p>
<p><span style="font-size:10px;">Miesiąc później stan konia znacznie się pogorszył. Nie był w stanie wyjść ze swojego boksu, prawie nic nie jadł, tylko spoglądał smutno swoimi wielkimi oczami. Wszyscy mówili, że zbliża się jego koniec. Jednak chłopiec nie chciał w to wierzyć. Mimo, że nikt już nie mógł pomóc koniowi, on uparł się, że będzie się nim ciągle zajmował. </span></p>
<p><span style="font-size:10px;">Jako, że były wakacje spędzał z nim prawie całe dnie, czyścił go, głaskał, leżał przytulony do niego. Prawie na siłę karmił go i poił, bo koń już nic nie chciał jeść. Mijały kolejne dni. Chłopiec zaczął także nocować w stajni, stale doglądając swojego chorego przyjaciela. </span></p>
<p><span style="font-size:10px;">Pewnego dnia choroba się nasiliła. Gorączka przeszyła ciało konia, który przestał się już prawie ruszać. Tylko od czasu do czasu łypał swoimi oczami na chłopca. A on obejmował jego łeb i tak jak potrafił modlił się o jego zdrowie. </span><span style="font-size:10px;">Tej nocy chłopiec prawie nie spał, dopiero nad ranem usnął zmęczony. Obudziło go delikatne szturchnięcie w ramię. To koń dotykał go swoim łbem. Kiedy chłopiec odsunął się trochę na bok, żeby spojrzeć na niego, koń poruszył się cały a po chwili powoli zaczął wstawać na nogi. Chłopiec nie mógł uwierzyć, gdy zaraz zobaczył swojego konia stojącego na czterech nogach. Koń zarżał lekko. </span></p>
<p><span style="font-size:10px;">Łzy szczęścia nabiegły do oczu chłopca. Objął go czule za szyję. I tak stali w bezruchu przez kilka chwil, jakby nie wierząc w to co się stało. Choć przecież chłopiec, mimo opinii innych, przez cały czas wierzył w wyzdrowienie przyjaciela. </span></p>
<p><span style="font-size:10px;">Niedługo potem koń doszedł całkowicie do zdrowia. Chłopiec prawie się z nim nie rozstawał. Karmił go, poił i jeździł po okolicznych łąkach i lasach. </span></p>
<p><span style="font-size:10px;">W następnym roku chłopiec ze swoim koniem wystąpili w wyścigu. Mimo silnej obsady, wygrali go. Osoby, które oglądały ten wyścig, opowiadały, że nie widziały jeszcze tak harmonijnie poruszjącego się dżokeja i konia. Jakby jechali niesieni przez jakąś niewidzialną siłę.</span></p>
<p> </p>
<p><span style="font-size:10px;"><em>Znalezione w necie</em></span></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">17498</guid><pubDate>Wed, 07 Apr 2010 20:03:51 +0000</pubDate></item><item><title>B&#x105;d&#x17A; grzeczny, bo przyjdzie po ciebie Baba Jaga... czyli o potworach z dzieci&#x144;stwa</title><link>https://ezoforum.pl/topic/40626-b%C4%85d%C5%BA-grzeczny-bo-przyjdzie-po-ciebie-baba-jaga-czyli-o-potworach-z-dzieci%C5%84stwa/</link><description><![CDATA[<p>Wczoraj byłam w kinie na "Nie bój się ciemności". Poszłam sama, bo wygrałam jedną wejściówkę. Powiem szczerze - nigdy więcej nie obejrzę horroru w pojedynkę! Film może nie powalił fabułą, która w gruncie rzeczy przypominała klasyki gatunku, nie powaliła także Katie Holmes, ale nie o tym chciałam tu pisać. Film był straszny, w sensie straszenia, a nie jakości <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"> Po seansie modliłam się, żeby mi w toalecie nie zgasło światło (a dodam, że kino mamy malutkie i troszkę obskórne)</p>
<p> </p>
<p>No ale do czego zmierzam - w filmie pojawia się historia gnomów, stworków, które boją się światła i żywią się dziecięcymi zębami i kośćmi, muszą też zabić dziecko, by w ich szeregach pojawił się nowy gnom. Podobno w 999 r. "dogadały" się z papieżem Sylwestrem II, który "ze względu na swoją rozległą matematyczną wiedzę, podejrzewany bywał o kontakty z siłami piekielnymi. (...) Zginął w Rzymie, w tajemniczych okolicznościach, co stało się podstawą dla różnych legend o jego śmierci. Miał być według nich porwany przez diabły." (za: wikipedia.org). Porozumienie to zakładało, że gnomy będą zostawiały pod poduszkami dzieci srebrne monety wzamian za zęby. Nie ukrywam, że ja tam wolę Wróżkę Zębuszkę <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"></p>
<p> </p>
<p>Generalnie jednak historia ta odwołuje się do legend i naszych wierzeń z dzieciństwa.</p>
<p>Rodzice i dziadkowie często straszą swoje pociechy różnymi demonicznymi stworami nie wiedząc, że te "ożywają" w dziecięcej podświadomości i mogą rzutować na późniejsze życie dzieci (patrz: "Boogeyman").</p>
<p>Tak samo z resztą jest z horrorami, które obejrzeliśmy w dzieciństwie - gdybyśmy je obejrzeli teraz, to wydawałyby się nam śmieszne, ale że obejrzeliśmy je jako dzieci, to zapamiętaliśmy je jako te najstraszniejsze, powielane później w naszych sennych koszmarach.</p>
<p>Ja np. zapamiętałam w ten sposób "Koszmar z ulicy Wiązów", czy "Candymana".</p>
<p>Stąd też moje pytanie o Wasze demony i straszydła z dzieciństwa.</p>
<p>Czym Was straszyli rodzice i jakie potwory kryły się pod Waszymi łóżkami?</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">40626</guid><pubDate>Mon, 12 Sep 2011 10:48:17 +0000</pubDate></item><item><title>O wybaczaniu</title><link>https://ezoforum.pl/topic/29484-o-wybaczaniu/</link><description><![CDATA[
<p>Pewna mała Duszyczka przyszła do Boga z pragnieniem zejścia na ziemię i zrealizowania jakiegoś aspektu boskości w ludzkim ciele. Jej wybór padł na wybaczanie. I wtedy pojawił się problem, ponieważ wszystko, co stworzył Bóg było piękne i doskonałe i nie było komu wybaczać. Wszystkie pozostałe dusze były równie wspaniałe i nie ustępowały w niczym Duszyczce. Duszyczka zmartwiła się:</p>
<p> </p>
<p> - Komu mam wybaczyć, jeśli wszyscy są dobrzy?</p>
<p> </p>
<p>Wówczas z grona innych dusz wystąpiła Przyjazna Dusza i zaproponowała:</p>
<p> </p>
<p> - Jeśli chcesz zejdę na ziemię razem z tobą i będziesz mi mogła wybaczyć.</p>
<p> </p>
<p> - Ale co mam ci wybaczyć? - zdziwiła się Duszyczka </p>
<p> </p>
<p> - Nie martw się, coś paskudnego wymyślę. - odparła Przyjazna Dusza</p>
<p> </p>
<p> - Dlaczego ty, tak pełna Światła chcesz się zniżyć do zrobienia czegoś złego? - nie rozumiała Duszyczka</p>
<p> </p>
<p> - Z miłości do ciebie, Duszyczko. Kocham ciebie i wiem, ze chcesz poznać, czym jest wybaczanie. Nie ma na to innego sposobu. Gdy nie ma zimna, nie doświadczysz ciepła, gdy nie ma smutku, nie poznasz czym jest radość, gdy nie ma „zła”, nie poznasz „dobra”... Ktoś musi „zniżyć się”, żebyś ty mogła doświadczyć, poznać siebie jako istotę wybaczającą. Zawsze sobie pomagamy i kiedyś ty zrobiłaś cos dla mnie, chociaż być może tego nie pamiętasz  -  odpowiedziała Przyjazna Dusza  - Ale mam jedną jedyną prośbę do ciebie.</p>
<p> </p>
<p> - Zrobię co zechcesz - zapewniła Duszyczka</p>
<p> </p>
<p>-  W chwili, kiedy zadam ci cios, kiedy dopuszczę się najgorszego, nie zapominaj Kim Jestem W Istocie - poprosiła Przyjazna Dusza</p>
<p> </p>
<p>-  Nigdy nie zapomnę! - obiecała Duszyczka - Zawsze będziesz w moich oczach tak doskonała jak teraz!</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">29484</guid><pubDate>Thu, 13 Jan 2011 22:07:32 +0000</pubDate></item><item><title>Zabobony?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/63439-zabobony/</link><description><![CDATA[<p>Hej. Mam pytanie ;-D Jak to u was jest z przesądami, zabobonami i takimi tam?</p>
<p>Ja jestem raczej sceptykiem, ale podzielę się z wami swoją historyjką, która przytafiła mi się 30min temu <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"></p>
<p>Jestem Ciekawa czy ktoś kiedyś miał podobną sytuację i czy w związku z tym, coś się nieprzyjemnego wydarzyło? Jestem bardzo Ciekawa. Bo wiele razy się słyszało że zwiastuje to rozstanie z ukochaną osobą, śmierć itp....</p>
<p> </p>
<p>Przejdę do rzeczy.</p>
<p>Pól h temu, mój ala partner, wyszedł do pracy na nockę. Po 10 min wrócił się, bo zapomniał dokumentów. Wybiegł z domu, bo spieszył się na zakładowy  autobus. ( wiele razy, słyszałam że nie jest dobrze się wracać do chałupy :-D )</p>
<p>Nie minęło 10 minut kiedy ze ściany zleciał mi zegar i rozsypał się w drobny mak. </p>
<p> </p>
<p>Co o Tym sądzicie? <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":icon_smile:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_icon_smile.gif"></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">63439</guid><pubDate>Wed, 01 Jul 2015 20:34:28 +0000</pubDate></item><item><title>Przypowie&#x15B;&#x107; o duszyczce</title><link>https://ezoforum.pl/topic/12986-przypowie%C5%9B%C4%87-o-duszyczce/</link><description><![CDATA[
<p>Była kiedyś duszyczka, która wiedziała, że jest światłością, młoda i przeto żądna doświadczenia. “Ja jestem światłością", powiadała. “Ja jestem światłością." Jednak świadomość ani powtarzanie tego nie mogły zastąpić doświadczenia siebie jako światłości.</p>
<p>W świecie, z którego wywodziła się duszyczka, panowała wyłącznie jasność. Każda dusza była wspaniała, każda niepowszednia, i każda błyszczała blaskiem Mojej światłości. Zatem owa duszyczka była niczym płomyk świecy na słońcu. Zanurzona w jasności, której stanowiła część, nie mogła siebie dostrzec, ani doświadczyć, Czym W Istocie Jest.</p>
<p>Stało się wiec, że duszyczka zapragnęła siebie poznać. Tak mocne było jej pragnienie, że pewnego dnia powiedziałem: “Czy wiesz, Maleńka, co musisz uczynić, aby zaspokoić to swoje pragnienie?"</p>
<p>“Co takiego, Boże? Co? Nie cofnę się przed niczym!", odparła duszyczka.</p>
<p>“Musisz odłączyć się od nas", rzekłem, “a potem pogrążyć się w ciemności."</p>
<p>“A czymże jest ciemność, o Przenajświętszy?", spytała duszyczka.</p>
<p>“Wszystkim, czym nie jesteś ty", wyjaśniłem i duszyczka zrozumiała.</p>
<p>Tak wiec oddzieliła się od Całości i zstąpiła do innego świata. A w tym świecie miała moc ściągania na siebie wszelkich odmian mroku. I tak postąpiła.</p>
<p>Lecz pośród owych zgromadzonych ciemności zawołała, “Ojcze, Ojcze, dlaczego mnie opuściłeś?" Ja i wy to czynicie w swej najczarniejszej godzinie. Ale przecież ja nigdy was nie porzuciłem, zawsze stoję u waszego boku, gotów przypomnieć wam, Czym W Istocie Jesteście; zawsze gotów przyjąć was z powrotem do siebie.</p>
<p>Zatem, bądźcie światłem - w ciemności i nie przeklinajcie jej.</p>
<p>I nawet kiedy osaczy was to, czym nie jesteście, nie zapominajcie swej prawdziwej istoty. Głoście chwałę stworzenia, nawet gdy chcecie wnieść doń zmiany.</p>
<p>I wiedzcie, iż to, jak się zachowacie w chwili najcięższej próby, może stać się zaczynem najwspanialszego triumfu. Albowiem stwarzane przez was doświadczenie jest wyrazem tego, Czym W Istocie Jesteście - I Czym Pragniecie Być.</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Z góry uprzedzam was że nie ja to wymyśliłem, można powiedzieć że coś kazało mi to tu wkleić, aby przypomnieć co niektórym kim są. Sam przyznam że jest to na razie po za mną, to co właśnie zrobiłem, ale czuję że tak musiałem zrobić.</p>
<p> </p>
<p>Można powiedzieć że spełniłem swoja wolę.</p>
<p><strong>Fragment książki: "Rozmowy z Bogiem".</strong></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">12986</guid><pubDate>Sat, 26 Dec 2009 23:57:03 +0000</pubDate></item><item><title>Leap Castle- duch</title><link>https://ezoforum.pl/topic/60068-leap-castle-duch/</link><description><![CDATA[
<p>Podobno smierdza siarka. W Irlandii, w Leap Castle jest ,,cos" zwane elementalem, ktore smierdzi i moze cie popchnac, albo porzadnie wystraszyc. Podobno zostalo stworzone przez dawna wlascicielke, ktora sie bawila magia, ale sa rozne teorie. Wiecie moze co to jest ten caly elemental?</p>
<p> </p>
<p>_____</p>
<p> </p>
<p><span style="color:#0000FF;">Temat przeniesiony z dyskusji o </span><a href="http://www.ezoforum.pl/demonologia/23931-demon-istota-fizyczna-new-post.html" rel="external nofollow"><span style="color:#0000FF;">demonach</span></a><span style="color:#0000FF;"> jako fizyczne istoty/error404</span></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">60068</guid><pubDate>Fri, 03 Oct 2014 21:49:08 +0000</pubDate></item><item><title>Z&#x142;ota rybka spe&#x142;nia &#x17C;yczenia. Kto jeszcze ?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/57267-z%C5%82ota-rybka-spe%C5%82nia-%C5%BCyczenia-kto-jeszcze/</link><description><![CDATA[<p>Złota rybka spełnia życzenia. Kto jeszcze ?</p>]]></description><guid isPermaLink="false">57267</guid><pubDate>Wed, 02 Apr 2014 17:35:26 +0000</pubDate></item><item><title>Jak zabi&#x107; wampira  (wilko&#x142;aka) ?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/50298-jak-zabi%C4%87-wampira-wilko%C5%82aka/</link><description><![CDATA[<p>Pytam na serio. Może ktoś wie, jak się przed tymi stworami bronić? Chodzi mi konkretnie o sposoby na zabicie lub unieszkodliwienie tych "gatunków". Względnie o zabezpieczenia przed nimi.</p>]]></description><guid isPermaLink="false">50298</guid><pubDate>Wed, 08 May 2013 20:25:00 +0000</pubDate></item><item><title>Chi&#x144;ska r&#xF3;&#x17C;a alias hibiskus... czy faktycznie to kwiat przynosz&#x105;cy choroby i pecha?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/56631-chi%C5%84ska-r%C3%B3%C5%BCa-alias-hibiskus-czy-faktycznie-to-kwiat-przynosz%C4%85cy-choroby-i-pecha/</link><description><![CDATA[<p>U mnie w domu kiedyś była Chińska róża, dostała ją moja mama, która zmarła na raka. Mi jako dziecku, ten kwiat strasznie się zawsze podobał, i było mi przykro, kiedy usechł i trzeba było go wyrzucić. Wczoraj sobie kupiłam małą sadzonkę... ale później przypomniałam sobie te wszystkie historie o tym, że to kwiat śmierci i biedy... myślicie, że jest w tym coś z prawdy? Ogólnie to chcę ją wiosną wsadzić do ogrodu.</p>]]></description><guid isPermaLink="false">56631</guid><pubDate>Mon, 03 Mar 2014 07:34:46 +0000</pubDate></item><item><title>Nadprzyrodzone zdolno&#x15B;ci ps&#xF3;w?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/25892-nadprzyrodzone-zdolno%C5%9Bci-ps%C3%B3w/</link><description><![CDATA[
<p>Utarło się mówić, że psy to zwierzęta obdarzone pewnymi nadprzyrodzonymi (a przynajmniej nie do końca wyjaśnionymi) zdolnościami. Wśród nich wymienia się przykładowo zdolność do przewidywania śmierci bliskiej osoby albo "wyczuwania" chorób... Jak się na to zapatrujecie? Znacie jakieś przypadki takich "nadprzyrodzonych" psich zachowań?</p>
<p> </p>
<p>Na onecie znalazłam ciekawy artykuł na ten temat, tutaj fragment: </p>
<blockquote data-ipsquote="" class="ipsQuote" data-ipsquote-contentapp="forums" data-ipsquote-contenttype="forums" data-ipsquote-contentid="25892" data-ipsquote-contentclass="forums_Topic"><div>Musiałam przysnąć, ale koło drugiej w nocy obudziło mnie najbardziej żałosne wycie, jakie w życiu słyszałam. Było bardzo głośne, a ja pomyślałam, że w pobliżu kręci się jakiś wilk albo kojot. Ale każda seria wycia zaczynała się od jednego czy dwóch szczęknięć.<p> </p>
<p>Wtedy zrozumiałam, że to musi być Eddie, choć nigdy wcześniej nie słyszałam go wyjącego, Connie także. Brzmiało to smutniej niż kiedykolwiek mogłam to sobie wyobrazić. Zaniepokoiłam się bardzo, że obudzi babcię i zerwałam na równe nogi, aby sprawdzić, czy babcia śpi. Wydawało mi się, że nie oddycha, więc zawołałam Connie, a ona zadzwoniła po pogotowie. Przyjechali nawet szybko, ale ona już nie żyła. Pies był na dziedzińcu z tyłu domu, babcia leżała we frontowym pokoju, nie mógł przecież w żaden sposób słyszeć, jak z trudem łapie oddech. Nie mam pojęcia, skąd wiedział, ale czytałam, że psy potrafią wyczuwać takie rzeczy, mają jakiś szósty zmysł. Wtedy zrozumiałam, że on wiedział, czuł, że ona umiera i dlatego zaczął wyć z rozpaczy.</p>
</div></blockquote>
<p> </p>
<p>Cały artykuł <a href="http://strefatajemnic.onet.pl/extra/na-psa-urok,1,3728910,artykul.html" rel="external nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">25892</guid><pubDate>Wed, 20 Oct 2010 19:42:50 +0000</pubDate></item><item><title>Legendy Polskie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/1738-legendy-polskie/</link><description><![CDATA[
<p><strong>BIAŁOWIEŻA</strong></p>
<p>Legenda o wierzbie płaczącej....</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> W małej chatce nad Narwią żyła z trzema dorastającymi synami niebieskooka wdowa o lnianych, posrebrzonych troskami włosach.</p>
<p> </p>
<p>Dom położony na wysokiej, rzecznej, skarpie otaczały szerokie po horyzont wilgotne łąki porośnięte kępami wierzb, brzóz i olch. Niewielkie gospodarstwo z trudem mogło wyżywić kobietę i trzech chłopców. Matka najmowała się do służby u bogatszych gospodarzy aby zapewnić rodzinie godny żywot. Jedynym celem życia ubogiej kobiety było wychowanie chłopców na uczciwych ludzi. W chwilach wolnych od mozolnej pracy marzyła o chwili szczęścia na ich weselach i ujrzeniu przed śmiercią uśmiechniętych twarzyczek wnucząt.</p>
<p> </p>
<p>Z początkiem kwietnia nad modrymi nurtami rzeki zagościła wiosna, wypełniając świat śpiewem skowronków, kolorami kaczeńców i zapachem tataraku. Niebyła to jednak wiosna niosąca jedynie radość.Wraz z powracającymi nad narwiańskie błota bocianami przyniosła ona bowiem złowrogo brzmiący tętent kopyt nadciągającej armii. Wróg ze wschodu napełnił sielską krainę szczękiem oręża, głosami napastowanych niewiast i łuną pożarów. Najeźdźcy nie oszczędzali kobiet ni dzieci. Grabili miasta i wioski, wszędzie szukając łupu i zaspokojenia dzikich żądz.</p>
<p> </p>
<p>W owych czasach tylko szlachetnie urodzeni mieli przywilej obrony granic Ojczyzny. Sytuacja przerosła jednak panujące obyczaje. Wobec zagrożenia królewskiego majestatu powołano do służby wojennej wszystkich młodzieńców zdolnych do noszenia oręża. Na tych, którzy przeżyją czekała wielka nagroda - herb równoznaczny z wolnością od pańszczyzny, oraz idące w ślad za tym rycerskie przywileje. Pierwszy do służby zapragnął zgłosić się średni syn - 13 letni Dobrosław. Tak młodych chłopców jednak do wojska nie przyjmowano. Najstarszy z braci Zbyszko został jednak wcielony pod chorągiew bez zastrzeżeń. Chłopiec, choć liczył sobie tylko 15 wiosen, wyglądał na dużo starszego. Matka wyposażyła go w bochen chleba, skibę sera i błogosławieństwo na drogę. Po kilku miesiącach nadeszła straszna nowina. Zbyszko poległ podczas jednej z potyczek z wrogiem. Nie minęło czasu wiele i armia przygarnęła średniego z braci - Dobrosława, który postanowił pomścić brata. Nie zaprawiony w wojennym rzemiośle młodzian poległ jednak wkrótce gdzieś w okolicach Tykocina. Matka chłopca po otrzymaniu strasznej wieści o śmierci drugiego syna posiwiała w przeciągu jednej nocy. Serce jej pękło by niechybnie, gdyby nie ostatnia matczyna nadzieja - złotowłosy Mścisław, najukochańszy z synów. Uboga niewiasta postanowiła za wszelką cenę chronić przed gwałtowną śmiercią swoje najmłodsze dziecię. Wróg jednak nie odstępował granic Rzeczpospolitej.</p>
<p> </p>
<p>Łuny pożarów rozświetlały niemal każdej nocy szerokie po horyzont nadnarwiańskie łąki. Każdy dzień przynosił wieści o nowych gwałtach i grabieżach w spokojnej przez lata krainie. Ludzie żyli w nieustającym lęku przed hordami grabieżców ze wschodu. Nikt nie orał żyznej ziemi. Nikt nie zbierał plonu. Ludzie kryli się po lasach cierpiąc okrutny głód i poniewierkę. Nadeszła sroga zima. Okoliczni chłopi, pozbawieni zapasów ziarna, wyżynali resztki stad, by wyżywić wycieńczone głodem rodziny. Uboga wdowa, wraz z ostatnim ze swych synów, popadła w straszliwa nędzę. Wszystko co jej pozostało, to skromna chata nad brzegiem rzeki i złotowłosy Mścisław. Pod koniec grudnia kobieta stanęła przed najtrudniejszym z życiowych wyborów. Albo oboje umrą z głodu, albo wyśle ostatnie ze swoich dzieci na wojnę. Armia zapewniała żołnierzom, nawet w tych strasznych czasach, codzienny posiłek i szansę dostąpienia zaszczytów rycerskiego stanu. Kobieta w obliczu głodowej śmierci obojga wysłała ostatniego syna do wojska.</p>
<p> </p>
<p>Kolejna wiosna nie przyniosła wiele nadziei. Nieobsiane pola porosły chwastami. Okoliczne obory i chlewy nie zapełniły się kolejnym pokoleniem bydlątek domowych. Polnymi drogami wędrowali ludzie szukający azylu przed bezlitosnym wrogiem. Wraz z nadejściem lata, czasu kolejny straszliwy cios spadł na pogrążoną w nędzy matkę. Mścisław poległ w polu. Niewiasta, utraciwszy ostatnią nadzieję, udała się nad brzeg Narwi, by w jej nurtach znaleźć ukojenie. Dotarłszy tam poczęła rwać siwe włosy i pomstować bogom, którzy tak bezlitośnie się z nią obeszli. Płacz i złorzeczenia usłyszała rusałka Nirve, która upodobał sobie przed laty narwiański Topnik i obdarzył mocą zaklinania ludzi. Wodna Nimfa czy to z litości czy to dla zwykłego kaprysu, jak bowiem wiadomo sprawy ludzkie są Rusałkom obojętne, przemieniła zrozpaczona matkę w wierzbę płaczącą.</p>
<p> </p>
<p>Niektórzy wierzą, że w takich wierzbach diabły mają mieszkania i skarby tam chowają. Trudno orzec ile w tym prawdy, wiadomym jest jednak, ze z drewna wierzbowego nigdy broni nie wyrabiano czy to z powodu jego kruchości czy też z innej przyczyny. </p>
<p> </p>
<p><em>Zaczerpnęłam ze stronki o Białowieży</em></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">1738</guid><pubDate>Sun, 04 Mar 2007 04:06:45 +0000</pubDate></item><item><title>Zakonnica pech czy nie?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/6727-zakonnica-pech-czy-nie/</link><description><![CDATA[<p>Jak mylicie czy widok zakonnicy przynosi pecha??</p>
<p>Pech to jedna czy dwie zakonnice?<img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">6727</guid><pubDate>Thu, 21 May 2009 18:59:33 +0000</pubDate></item><item><title>Wysoki Kamie&#x144;</title><link>https://ezoforum.pl/topic/55155-wysoki-kamie%C5%84/</link><description><![CDATA[
<p>Słyszał ktoś może tą historię?</p>
<p> </p>
<p><a href="http://kwejk.pl/obrazek/1972694/legenda-o-wysokim-kamieniu-z-gor-bardzkich-i-aargarocie.html" rel="external nofollow">Legenda o Wysokim Kamieniu z Gór Bardzkich i Aargarocie - KWEJK.pl</a></p>
<p> </p>
<p>bo w internecie ciężko coś więcej na ten temat znaleźć ;(</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">55155</guid><pubDate>Sat, 28 Dec 2013 22:13:54 +0000</pubDate></item><item><title>Bieszczady - Legendy (&#x142;&#x105;cznie 3,5 h nagrania video)</title><link>https://ezoforum.pl/topic/48378-bieszczady-legendy-%C5%82%C4%85cznie-35-h-nagrania-video/</link><description><![CDATA[
<p>Różne legendy i opowiadania dotyczące Bieszczad.</p>
<p>Nagrań video łącznie jest około 3,5 godziny.</p>
<p>Wszystkie świetnie opowiedziane :-)</p>
<p> </p>
<p></p>
<ul><li><a href="http://www.linkonardo.com/pl/bieszczady/c3230/legendy-bieszczadzkie-video/" rel="external nofollow"><strong>Bieszczady - Legendy i opowiadania (video)</strong></a></li></ul><p></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">48378</guid><pubDate>Sun, 27 Jan 2013 21:39:22 +0000</pubDate></item><item><title>Zakopane - mity, legendy, podania...</title><link>https://ezoforum.pl/topic/45210-zakopane-mity-legendy-podania/</link><description><![CDATA[
<p><strong>Mity i legendy jak powstało Zakopane.</strong></p>
<p> </p>
<p>Przed wiekami pod Tatrami rozciągała się gęsta puszcza. Najbliższe ludzkie osiedla były w dolinie rzek Białego i Czarnego Dunajca. W głąb puszczy zapuszczali się tylko myśliwi, bo zwierząt i ryb było mnóstwo.</p>
<p>Górale jedynie patrzyli na szczyty gór. Jeden gazda z Szaflar, a wołali go Piotr, był ogromnie ciekaw, jak tam jest pod Tatrami?</p>
<p>Postanowił osiedlić się pod Tatrami. W swoją wyprawę zabrał tylko trochę jedzenia i ciupagę. Po długim marszu Piotr dotarł na maleńką, leśną polanę przy potoku.</p>
<p>- Jest tu pięknie - tu zostanę, pomyślał Piotr.</p>
<p>Następnego dnia Piotr zabrał się ostro do pracy. Rąbał las, suszył drzewo, a gałęzie i pnie palił, by ziemia była żyźniejsza. Gdy zgromadził odpowiednią ilość drzewa zbudował szałas, w którym zamieszkał. Na pozyskanej ziemi przez wyrąb drzewa uprawiał ziemniaki, owies, warzywa. Po pracy chodził na polowanie, łowił ryby w górskich potokach. Był szczęśliwym człowiekiem. Polanę, na której gazdował Piotr, ludzie z okolicznych wiosek nazywali "Kopana", a gazdę Piotra okrzyknięto Gąsienicą, a to z powodu pasiastego odzienia, w którym chodził. Później ludzie mówili, że Gąsienica siedzi na "Za kopane". A z czasem przyjęła się nazwa Zakopane. I tak już zostało. Pewnego dnia odwiedził Piotra jego najstarszy brat Jędrek.</p>
<p>- Jak Ci się gazduje? - spytał młodszego brata.</p>
<p>- Dobrze, mam swój szałas, małą gazdówkę, poluję na zwierzęta, łowię ryby. Jest tu pięknie! Tu już zostanę! - odpowiedział Piotr.</p>
<p>- Baby nie masz - powiedział Jędrek.</p>
<p>- A skąd ja tu babę znajdę? - spytał Piotr.</p>
<p>- W naszej wsi jest piękna dziewka o imieniu Kasia, może wziąłbyś ją za żonę?</p>
<p>Piotr z Jędrkiem poszli do wsi. Kasia okazała się śliczną dziewczyna, a i Piotr spodobał się Kasi. Rodzice ich pobłogosławili i wyprawili wesele. Młodzi zamieszkali w szałasie u Jędrka w Zakopanem. Po dwóch latach przyszedł na świat syn Szymon, później urodził się Paweł i córki Marysia i Hania. Synowie Szymon i Paweł byli myśliwymi i budorzami. Córki pomagały w domu i pięknie szyły i haftowały góralskie odzienia. Z czasem dzieci Piotra i Kasi założyli własne rodziny. I tak ród Gąsieniców się rozrastał. Wszyscy zwali się Gąsienice - postanowili więc, że będą dobierać sobie przydomki, po których można ich będzie odróżniać. W Zakopanem były rodziny Gąsieniców: Danieli, Kasprusi, Szymoszków, Bednarzy, Szostaków i wiele jeszcze innych. </p>
<p>Do dziś się mówi, że w Zakopanem kapusta nie urośnie, bo za dużo jest Gąsieniców.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">45210</guid><pubDate>Thu, 22 Dec 2011 15:48:58 +0000</pubDate></item><item><title>Legendy Dominika&#x144;skie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/45204-legendy-dominika%C5%84skie/</link><description><![CDATA[
<p><strong>Legendy dominikańskie</strong></p>
<p> </p>
<p>Założyciel zakonu, św. Dominik Guzman, urodził się ok. 1171 roku w Kastylii. Święcenia kapłańskie otrzymał ok. 1196 roku i był kanonikiem w Osmie. W latach 1203 i 1205 wraz ze swoim biskupem i przyjacielem brał udział w poselstwie do Danii oraz do Rzymu. Podczas drugiej podróży, idąc przez południową Francję, przyłączyli się do legatów papieskich, przysłanych tutaj w celu nawracania heretyków — i doradzili zmianę stosowanych dotychczas metod. </p>
<p>Dwa elementy nowej metody miały w przyszłości znaleźć się u podstaw nowego zakonu. Po pierwsze, miało to być apostołowanie w ubóstwie, postach i wyrzeczeniu — Dominik chciał wytrącić argument przeciw nauce katolickiej, że nie jest ona wiarogodna, bo głoszą ją ludzie bogaci i syci. Po wtóre, miało to być apostołowanie wędrowne, od wsi do wsi, od miasta do miasta, aby nie czekać na ludzi szukających pouczenia, ale samemu ich szukać. </p>
<p>Legaci odjechali do innych obowiązków, biskup Dydak umarł, pracę zaś kontynuował Dominik oraz garstka jego przyjaciół. To było początkiem zakonu, który został zatwierdzony w roku 1216. W tym momencie Dominik zdecydował się na krok ze wszech miar ryzykowny: całą wspólnotę, która liczyła zaledwie siedemnastu braci, rozesłał na cztery strony świata, aby głosili Ewangelię. Ówczesny Kościół zaroił się od dominikańskich klasztorów. Dominik umarł 6 sierpnia 1221 roku. W roku 1234 papież Grzegorz IX zaliczył go w poczet świętych. </p>
<p>Wszystkie poniższe teksty zostały zapisane przez ludzi, którzy osobiście znali świętego lub obracali się w kręgu bezpośrednich świadków jego życia. Toteż trudno dziwić się przeświadczeniu tych ludzi, że ktoś prowadzący taki tryb życia - rozmodlony, a przecież ciągle odbywający apostolskie pielgrzymki, surowy pokutnik, a przecież pełen Bożej radości, zwalczający błędy, a przecież pochylający się z delikatnością nad każdym człowiekiem, przyjacielem i obcym — musiał być naprawdę blisko Boga, musiał już na tej ziemi przebywać w wymiarach, które przekraczają doczesność. </p>
<p></p>
<div style="text-align:right;"><p><em><strong>Jacek Salij OP</strong></em></p></div>
<p></p>
<p></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">45204</guid><pubDate>Thu, 22 Dec 2011 13:18:49 +0000</pubDate></item><item><title>Bieszczadzkie upiory - legenda okultystyczna</title><link>https://ezoforum.pl/topic/42620-bieszczadzkie-upiory-legenda-okultystyczna/</link><description><![CDATA[
<p>Wszyscy doskonale wiemy ze w kazdej legendzie tkwi ziarnko prawdy.</p>
<p>Będąc ostatnio w Bieszczadach natknąłem się na legendę stricte magiczną,przekolorowaną bardzo ale pokazującą kilka rzeczy jakie w Magii od wieków sa wykorzystywane,a mianowicie różdżka magiczna i metalowe ostrze.Ta legenda,którą przedtawię Wam poniżej,w pewnym sensie jest skroconym kompedium używania leszczynowego kijka nazywanego w Magii Ceremonialnej rożdżką magiczną.</p>
<p> </p>
<p><em>Bieszczadzkie upiory</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Dawniej po wielu bieszczadzkich wsiach nieustannie wałęsały się upiory.Człowiek,który po śmierci miał zostać upiorem,już za życia naznaczony był czartowskim piętnem.W niektórych wsiach prawie wszyscy mieszkańcy po śmierci zostawali upiorami.Wieść gminna niesie,że w Jaworniku kolo Komanczy każdemu zmarłemu wbijano przed zawarciem wieka trumny osikowy kolek w serce lub żelazny ząb z brony w glowę.Miało to zapobiec ich powrotowi w postaci upiorów do świata żywych.Jedną z takich upionych bajęd wyczytałem w dawnych manuskryptach.Rzecz działa się w Bóbrce koło Soliny,ze dwieście lat temu.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Pewien gospodarz tuż przed śmiercią wezwał trzech swoich synów,z których dwóch było mądrych,zaś trzeci uchodził za niezbyt rozgarniętego,i wyznał im że ma duszę upiora.Po swojej śmierci i pochówku kazał im przez trzy dni trzymać wartę przy jego grobie.Po kilku dniach gdy umarł,po pogrzebie należało wypełnic wolę zmarłego.Dwaj starsi,mądrzy synowie ociągali się jednak.Temu głupiemu zlecili więc pilnowanie ojcowskiej mogiły.Rzekomo głupi Jasiek wziął szablę i poszedł na cmentarz.</em><em><strong>Po drodze wyciął sobie leszczynowy pręt.Na cmentarzu z leszczynowego pręta zrobił koło i stanął w jego środku.Bo trzeba wam wiedzieć,o czym powszechnie negdaj było wiadomo,że do wnętrza leszczynowego koła moce nieczyste nie mają przystępu.Podobno sam Pan Bóg tak postanowił(1)</strong></em></p>
<p><em>O pólnocy zjawiła sie jakaś straszna mara i nuże próbuje Jaska z koła wypchnąć.Kamieniami w niego rzuca,ogniem straszy,</em><em><strong>ale przystępu do niego nie ma,bo leszczynowy krąg go chroni(2)</strong></em><em>Wreszcie dobył Jasiek szabli i ściął jej głowe.Rankiem kiedy się rozwidniło,śladu żadnego po nocnych zdarzeniach nie było,tylko nieopodal leszczynowego kręgu leżała owa ścięta głowa.Podobne wydarzenia powtórzyły się w drugą i trzecią noc.Kiedy trzeciej nocy ściął głowę mary,wówczas ojcowski grób rozwarł się w wstał z niego Jaśkowy ojciec-jak sam wyrzekł-upiór.</em></p>
<p><em>Zbliżył sie do kręgu i kazał synowi ,by i jemu ściął głowę jak owym marom ,bo inaczej nie przestanie być upiorem i nie może zostać zbawiony.Syn jednak wachał się boć to przecież jego ojciec,chociaż upiór.Ale w końcu uległ ojcowskim namowom i ciął go szablą w kark,aż głowę odrąbał.Rankiem wrócił do wsi i wszystko opowiedział braciom.Ci jednak mieli go za niespełna rozumu i wierzyć nie chiceli,bo sami jak się potem okazało,mili dusze upiorów.Poszli jednak na cmentarz i zastali tam wszystko tak,jak Jasiek mówił.</em></p>
<p><em>Jasiek wyprawił ojcu jeszcze jeden pogrzeb.Był pop i wszystko jak trzeba.Do nowej trumny wlożyli ciało ojca i głowę.Pogrzebali też tam te trzy upione głowy mar.Dwaj mądrzy bracia Jaśka znikli nagle,jakby ich nigdy nie było.Widać ze strach wrócili do królestwa ciemności,kiedy wyszło na jaw,że Jasiek nie taki głupi,za jakiego go mieli.</em></p>
<p><em>W Bieszczadach nikt od dawna nie spotkał upiora.Być może ich czas dobiegł już końca i na zawsze pozostaną w krainie ciemności i nigdy nie będą niepokoić żywych.</em></p>
<p><em>Wieś Jawornik,o której wsponmiałem ,od pół wieku już nie istnieje.Jej dawni mieszkańcy rozjechali się po świecie.Kilka może kilkanaście rodzin zostało w Polsce.Jedno co ocalało z dawnej wsi,to cmentarz,na którym rozproszeni po Bieszczadach jaworniczanie nadal grzebią swoich zmarłych ,jakby na przekór tym wszystkim,co tak niecne o nich rozsiewali pomowienia.Zdarzyło mi sie razu pewnego przechodzic kolo tego cmentarza już chwilę po pólnocy i nikogo tam nie spotkałem.</em></p>
<p>Tekst pochodzi z książki Andrzeja Potockiego pt.,,Księga legend i opowieści bieszczadzkich"</p>
<p> </p>
<p>(1)-w wiekszości ksiażek o Magii Ceremonialnej jednym ze sposobów wykonania magicznej różdzki jest wycięcie jej z leszczyny.</p>
<p>(2)-krąg magiczny jako podstawowy element podczas rytualów widać ze dobrze znany był również na Podkarpaciu kilkaset lat temu.</p>
<p> </p>
<p>Nie musimy szukac daleko wiedza magiczna jest dookola nas...</p>
<p>Jak znajde koleną jakaś fajną legendę napewno opiszę ją Wam.</p>
<p>Pozdr MM.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">42620</guid><pubDate>Fri, 28 Oct 2011 17:38:29 +0000</pubDate></item><item><title>Ballada o powstaniu Szatana</title><link>https://ezoforum.pl/topic/10665-ballada-o-powstaniu-szatana/</link><description><![CDATA[<p>a ja kiedyś coś takiego znalazłem.. spodobało mi się to to tak bardzo... ze całkowicie zmieniłem postrzeganie na temat Szatana, Lucyfera, Diabła.. czy kto tam woli <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":P" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_tongue.png"> &lt; mam nadziej ze autor nie bedize mnie ścigał za wklejenie tego <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":lol:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_laugh.png"><strong>Autor Videmko</strong>&gt; Postanowiłem to wkleić tutaj a nie do utworów literackich.. bo to w końcu jedna z prawdopodobnych dróg powstania Szatana <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":chytry:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_chytry.GIF"></p>
<p> </p>
<p>1</p>
<p>Anioł z misją "Wędrówka" tułał się po świecie.</p>
<p>Szedł jako człowiek zwykły- w opończy i berecie.</p>
<p>Nikt go w tym przebraniu poznać nie dał rady,</p>
<p>Choć nad oczu niezwykłością toczyły się narady</p>
<p> </p>
<p>2</p>
<p>Wędrował więc anioł po ziemi i dobrze mu z tym było.</p>
<p>Wtem, gdy szedł przez las, nieszczęście się zdarzyło:</p>
<p>Zobaczył on istotę, piękną jakich mało,</p>
<p>A ku niej od tyłu zwierzę się skradało.</p>
<p> </p>
<p>3</p>
<p>Chciało zabić, ku temu nie było wątpliwości.</p>
<p>Istota sama, grzech nie skorzystać z takiej sposobności!</p>
<p>Anioł w sobie się spiął, ze złości się gotował.</p>
<p>Doskoczył do karku bestii, ciosów nie żałował.</p>
<p> </p>
<p>4</p>
<p>Zwierzę zaskowyczało i uciekło w puszczę.</p>
<p>"Spróbuj jeszcze raz, bestio, wtedy nie odpuszczę!"</p>
<p>To mówiąc anioł do istoty się zwrócił:</p>
<p>"Spokojnie, chłopcze, ten zwierz nigdy już nie wróci"</p>
<p> </p>
<p>5</p>
<p>Chłopiec posłał mu w podzięce uśmiech łagodny i błogi.</p>
<p>Gdy zobaczył go anioł, ugięły się pod nim nogi.</p>
<p>"Dziekuję za ratunek, panie, pięknie się odwdzięczę.</p>
<p>Musisz wiedzieć, że ze zwierzem tym od dawna już się męczę"</p>
<p> </p>
<p>6</p>
<p>Poprowadził go do swej chatki, mieszkał niedaleko.</p>
<p>Anioł rozgościł się, gospodarz podał w kubkach mleko,</p>
<p>Opatrzył zgrabnie ranki na ciele swego zbawcy,</p>
<p>I krótko opowiedział o bestii-oprawcy</p>
<p> </p>
<p>7</p>
<p>"A to szuja!"- zakrzyknął anioł, słuchając opowieści.</p>
<p>"I ciagle tu sam żyłeś, to w głowie się nie mieści </p>
<p>Wtedy dopiero na twarzy jego zakwitło zmieszanie-</p>
<p>po starciu z bestią porzucił swe przebranie!</p>
<p> </p>
<p>8</p>
<p>Trwał przed chłopcem zdziwionym w szatach swoich własnych-</p>
<p>Płaszczu śnieżnobialym, we włosach rozpuszczonych, jasnych.</p>
<p>"Wasz wygląd budzi mą niepewność- kimże wy jesteście?</p>
<p>Możecie mi zaufać, błagam, prawdę mi powiedzcie!"</p>
<p> </p>
<p>9</p>
<p>Anioł ciężko westchnąwszy prawdę mu wyjawił.</p>
<p>Wyjaśnił, czemu zamiast być w niebie, na ziemi się zjawił.</p>
<p>Chłopiec słuchał uważnie, niemal drżał z przecięcia,</p>
<p>Taką historię na długo zapamięta!</p>
<p> </p>
<p>10</p>
<p>Ten tymczasem gospodarzowi swemu dokładnie się przyglądał.</p>
<p>W czasie wędrowki piękności multum już się naoglądał,</p>
<p>Lecz żadna nie mogła się równać z bestii ofiarą</p>
<p>Istota tak piękna zdawała się być marą.</p>
<p> </p>
<p>11</p>
<p>Bo chyba nic piękniejszego nie może istnieć w świecie:</p>
<p>Oczy jego były złote, niby wieczor w lecie,</p>
<p>Włosy ciemne jak sadza, w kucyka zaplecione,</p>
<p>Z czego kilka pasemek luzem zostawione.</p>
<p> </p>
<p>12</p>
<p>Ruchy lekkie i zgrabne, postać smukła, drobna,</p>
<p>Spojrzenie łagodne, serce pelne dobra.</p>
<p>I choć postać jego aniołowi nie dawała podniety</p>
<p>To szybko zakochał się biedak, niestety.</p>
<p> </p>
<p>13</p>
<p>Został u chłopaka jeszcze kilka dni,</p>
<p>Czując jak uczucie ciepłe w sercu mu się tli.</p>
<p>Ze smutkiem ogromnym zostawiał chłopczynę.</p>
<p>Widział, że i on miał bardzo smutną minę.</p>
<p> </p>
<p>14</p>
<p>Tułał się znów po świecie, a serce mu krwawiło.</p>
<p>Humor stracił, apetyt-coraz gorzej było.</p>
<p>Widząc nieszcześnika, Pan Bóg się "zlitował",</p>
<p>I rzecz dość nieprzyjemną szybko skombinował.</p>
<p> </p>
<p>15</p>
<p>Rzekł do wysłannika :"Ból twój rozumiem,</p>
<p>Współczuje szczerze. Na szczęście załatwić to umiem.</p>
<p>Widząc jak ogromna zżera cię tęskonota,</p>
<p>Wiedziałem, że na zostanie tutaj najdzie cię ochota".</p>
<p> </p>
<p>16</p>
<p>Anioł milczał przejęty, czekał na decyzję.</p>
<p>Bóg nie odzywał się, anioła naszły wizje:</p>
<p>Jedna dobra, szczęśliwa, druga- w samotności,</p>
<p>Nie wiedział, czy Bóg pozwoli rozwinąć się grzesznej miłości,</p>
<p> </p>
<p>17</p>
<p>Czy zniszczy ją w zarodku, palca skinieniem,</p>
<p>A jego i chłopaka obdarzy zapomnieniem?</p>
<p>Czy może przyjmie ukochanego do aniołów grona,</p>
<p>Czy raczej jego niechęć powrotu do nieba pokona?</p>
<p> </p>
<p>18</p>
<p>Bóg rzekł wynośle: " Pozwolę ci zostać na ziemi,</p>
<p>Wśrod ludzi, lasów, gór i strumieni,</p>
<p>Lecz pod warunkiem jednym jedynym...</p>
<p>Hmm... Złożysz mi w ofierze gołębia, baranka i maliny</p>
<p> </p>
<p>19</p>
<p>Oddasz mi skrzydła i swą aureolę.</p>
<p>Moc zostawię, lecz jako aniołowi żyć tu nie pozwolę"</p>
<p>Byłu już anioł szczerze z głębi podziekował</p>
<p>Skrzydeł i aureoli wcale nie żałował</p>
<p> </p>
<p>20</p>
<p>Szcześliwy wyruszył w drogę do domu miłego,</p>
<p>(Strapił się lekko, bo nikt nie czekał na niego).</p>
<p>Lecz do drzwi zapukał, otworzył, po izbach się rozgląda,</p>
<p>W końcu chłopca znalazł i z czcią go ogląda.</p>
<p> </p>
<p>21</p>
<p>Leżał</p>
<p>na swym posłaniu, przepiękny jak wiosna,</p>
<p>Zdawało sie, że śpi, były anioł przy jego łóżku postał.</p>
<p>Czekał cierpliwie, aż kochanek wstanie,</p>
<p>W międzyczasie nawet zrobił mu śniadanie.</p>
<p> </p>
<p>22</p>
<p>Po całym dniu i nocy czuwania prawda doń dotarła,</p>
<p>Że osoba ta nie śpi, lecz jest już umarła!</p>
<p>Rozpacz go ogarnęła- dla niego zrzekł się nieba,</p>
<p>Na ziemi został, wracać nie chciał- bo nie bylo trzeba!</p>
<p> </p>
<p>23</p>
<p>Wszystko, czego pragnął, tu się znajdowało!</p>
<p>Kiedy o tym myslal, płakać mu sie chciało.</p>
<p>Wybiegł więc z domu i pędził, roniąc łzy.</p>
<p>Nie wiedział już: smutny być, zrozpaczony, zły?</p>
<p> </p>
<p>24</p>
<p>"Boże, ty wiedziałeś, wiedziałeś, że tak będzie!</p>
<p>Rozgłoszę, że mściwy jesteś, porozgłaszam wszędzie!</p>
<p>Nikt wtedy już nie bedzie chciał uwierzyć w ciebie!</p>
<p>Nikt już nigdy nie zawoła cię w potrzebie!"</p>
<p> </p>
<p>25</p>
<p>Były anioł słowa dotrzymał: Mówił wszystkim ludziom,</p>
<p>Jaki to Bóg zły i mściwy. W zemście tej udział</p>
<p>Brało też kilku towarzyszy anioła byłego,</p>
<p>Przez nich do rangi cesarza już podniesionego.</p>
<p> </p>
<p>26</p>
<p>Dziwne rzeczy działy się z tym, co ich słowom uległ:</p>
<p>Młodo umierał lub żywot cały dręczyły go bóle.</p>
<p>Szybko obwołano anioła panem ciemności i piekła,</p>
<p>Lecz nawet po tym wielu od Boga do niego uciekła.</p>
<p> </p>
<p>27</p>
<p>Później były anioł stał sie złości i zawiści panem.</p>
<p>Ludzie przejęci wielce nazwali go Szatanem.</p>
<p>Nikt nie chciał pamiętać, że to z miłosci wynikła ta kabała,</p>
<p>Głupi ludzie nie chcieli złej istoty, co po nocach łkała!</p>
<p> </p>
<p>28</p>
<p>Nie chcieli anioła, co dla chłopca ludzkiego zrzekł się aureoli!</p>
<p>Nie zranoinej duszy, co ze smutku i żalu biadoli!</p>
<p>Woleli mieć diabła złego w najczystszej postaci</p>
<p>Co zabija bez mrugnięcia i krwia dzieci się raczy!</p>
<p> </p>
<p>29</p>
<p>Były anioł z ludzkiej wiary pozyskał jeszcze wiecej mocy,</p>
<p>I pod ćmy postacią odwiedzał ludzi w nocy.</p>
<p>To się często zdaza, nawet w naszych czasach,</p>
<p>Więc na drugi raz zważaj, co przy oknie hasa!</p>
<p> </p>
<p><strong><em>Ballada o powstaniu Szatana</em></strong><strong> by Videmko</strong></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">10665</guid><pubDate>Sun, 20 Sep 2009 12:16:09 +0000</pubDate></item><item><title>Co oznacza &#x17C;aba?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/39919-co-oznacza-%C5%BCaba/</link><description><![CDATA[<p>Witam, pisaliście kiedyś tu na forum co oznacza spotkanie zakonnicy - pecha, problemy itp. A czy ktoś wie co wróży spotkanie z żabą?? <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=";)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_wink.png"> Ostatnio często mi się to zdarza, dzisiaj na przykład coś mnie podkusiło żeby pójść w pewne miejsce, idę a tam siedzi dorodna żaba (wcale się nie boję). Niektórzy mawiają, że żaba przynosi szczęście... Co Wy na to?</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">39919</guid><pubDate>Fri, 26 Aug 2011 22:34:21 +0000</pubDate></item><item><title>Upadle anioly</title><link>https://ezoforum.pl/topic/38699-upadle-anioly/</link><description><![CDATA[<p>skoro wszystkie tematy zostale poruszone na tej stronie wiec powinien znalezc sie i ten czy ktos cos wie na ten temat?Pre lat temu przyjaznilam sie z jedna dziewczyna i to mocno wiazaly nas wspolne problemy czyli(bezsens zycia i to ze tak naprawde nic nas nieuszczesliwia a wewnetrznie czujemy pustke i tesknote za kims).Pewnego dnia udala sie ona z rodzicami na Regresje aby dowiedziec sie czym jest zrodlo problemu i tam para (kobieta i mezczyzna)dorowadzialja do hipnozy i przez poprzednie wcielenia dowiedziala sie ze jest upadlym aniolem ,dalej ja pokierowali co powinna robic aby czuc sie szczesliwa ja sie zastanawiam czy to mozliwe?</p>]]></description><guid isPermaLink="false">38699</guid><pubDate>Fri, 29 Jul 2011 23:49:59 +0000</pubDate></item><item><title>Zbite lusterko</title><link>https://ezoforum.pl/topic/1969-zbite-lusterko/</link><description><![CDATA[
<p>Dzisiaj w dzień moich urodzin mój kot zbił mi lusterko,porpstu je stącił kiedy sciągałam go z szawki:) Niby zbite lusterko to pech, czy powinnam doprawic jakiś rytułał?</p>
<p> </p>
<p>Noszę przy sobie jako amulety ochronne Trzecie oko i Terczę Algiz.</p>
<p> </p>
<p>Proszę o podpowiedzi,dzięki:))</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">1969</guid><pubDate>Wed, 31 Oct 2007 14:49:26 +0000</pubDate></item><item><title>O psach</title><link>https://ezoforum.pl/topic/5061-o-psach/</link><description><![CDATA[
<p>Nie wiem, czy to się nadaje do tego działu, ale nie znalazłam bardziej odpowiedniego.</p>
<p> </p>
<p>"Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po rajskim ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł diabeł.</p>
<p>- Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął.</p>
<p>- Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu.</p>
<p>- I co z tego - prychnął diabeł. - Nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY.</p>
<p>Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział:</p>
<p>- Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce.</p>
<p>- To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł.</p>
<p>Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał psa.</p>
<p>- Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet kiedy on Cię znienawidzi.</p>
<p>- Dobrze - odparł dobry pies.</p>
<p>- Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola. Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat.</p>
<p>- Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie?</p>
<p>- Właśnie o to chodzi.</p>
<p>- Jak to? - zdumiał się pies.</p>
<p>- Będzie cierpiał i będzie wiele dni nieutulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu. Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.</p>
<p>I w ten sposób pies stał się aniołem, który przybrał skórę zwierzęcia i trafił na ziemię, aby uczyć człowieka miłości, wierności i przyjaźni, ale także przemijania. Nauczyć, że jest TU i TERAZ, ale także TAM i POTEM...".</p>
<p> </p>
<p>(znalezione w sieci)</p>
<p> </p>
<p>No właśnie. Nie macie czasem wrażenia, że psy są jednak mądrzejsze niż nam sie może wydawać? Ja myślę, że mój zna mnie na wylot, a nawet lepiej niż ja sama siebie. Wyczuwa moje nastroje; gdy jestem zła lub smutna przydreptuje, kładzie mi głowę na kolanach i patrzy takim wzrokiem, jakby chciał mnie pocieszyć. Nie wspominając, że złych ludzi wyczuwa na odległość; na spacerach nie mam się czego obawiać, bo wiem, że zawsze mnie obroni. Może jednak w tej opowieści jest jakieś ziarno prawdy?</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">5061</guid><pubDate>Mon, 23 Feb 2009 17:49:26 +0000</pubDate></item><item><title>Historia powstania Bieszczad - Biesy i Czady ;)</title><link>https://ezoforum.pl/topic/35358-historia-powstania-bieszczad-biesy-i-czady/</link><description><![CDATA[<p>Biesy i Czady...</p>
<p> </p>
<p>Na początku na tym skrawku Ziemi zapomnianym przez Boga, tylko diabły harcowały. Awantury, rozboje</p>
<p>i gwałty czyniły między sobą. Nie były to jakieś diabły szczególne, ot zwyczajne pospólstwo. Ich mnogość powodowała, że ludzie nie chcieli się na tym terenie osiedlać. Wydawało się iż ta część Karpat na zawsze pozostanie diablo bezludna. Nawet nazwy swojej wtedy nie miała, bo niby jak nazwać taką diablą krainę.</p>
<p> </p>
<p>Kiedy w wyniku eksperymentów genetycznych wyhodowano w piekle nowe odmiany diabłów, jedne z nich nazwano biesami, a drugie czadami. Różniły się one znacznie od reszty diablej populacji, dlatego najgorętsza egzekutywa piekielna, postanowiła umieścić je</p>
<p>w oddzielnym rezerwacie. Wybór padł na tę dotąd nieznaną diablą krainę. Wyłapano tu dotychczasową diablą hołotę, po czym zaludniono, a raczej zadiablono rezerwat, biesami</p>
<p>i czadami. Wtedy też powstała nazwa rezerwatu - Bieszczady.</p>
<p> </p>
<p>Ale gdzie jest diabeł powinien być i anioł, bo gdzie jest zło powinno być i dobro. Zawsze tak było i tego porządku nawet diabły nie waż się zmieniać. Niestety sfery niebieskie nie zgodziły się wysłać do bieszczadzkiego rezerwatu aniołków, bo one były szkolone przeciw zwyczajnym diabłom, a nie genetycznym mutantom. Zachodziła przeto obawa, że aniołkowie mogą zadaniu nie podołać, a co gorsza, zejść na psy.</p>
<p> </p>
<p>Wtedy zagrały biesy z czadami w orła i reszkę. Wyszło im, że biesy będą ode złego, a czady od dobrego.</p>
<p>I natychmiast wróciła normalność do tej krainy, a wraz</p>
<p>z nią przybyli i ludzie. Nie od razu, ale powoli zaczęli zasiedlać coraz to nowe doliny nad rzekami i potokami,</p>
<p>a potem poszli w góry.</p>
<p> </p>
<p>Jedni przybywali tu z Małopolski, inni z Rusi, a jeszcze inni z Wołoszy, ze Słowacji i od Madzirów. Tak się tu wymieszali, wykotłowali, że teraz nie poznasz kto stąd - bo każdy jest stąd. A biesy i czady? No cóż, robią od kilkudziesięciu wieków swoją zwykłą diablo - anielską robotę, raz lepiej, raz gorzej...</p>
<p> </p>
<p><a href="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/9a68b51a59554e7d.html" rel="external nofollow"><img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt="9a68b51a59554e7dm.jpg" data-src="http://images41.fotosik.pl/873/9a68b51a59554e7dm.jpg"></a></p>
<p> </p>
<p>W kazdej legendzie tkwi ziarnko prawdy,w kazdym razie do tej pory biesy i czady harcuja po bieszczadzkich poloninach,mi sie udalo je spotkac <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=";)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_wink.png"></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">35358</guid><pubDate>Tue, 24 May 2011 06:36:11 +0000</pubDate></item><item><title>S&#x142;owia&#x144;ska agnihotra - dar s&#x142;o&#x144;ca</title><link>https://ezoforum.pl/topic/6948-s%C5%82owia%C5%84ska-agnihotra-dar-s%C5%82o%C5%84ca/</link><description><![CDATA[
<p>Przed wiekami na terenach Polski i innych powszechnie palono agnihotrę.</p>
<p>Byli do tego wyznaczeni kapłani i kapłanki.</p>
<p>Mówili odpowiednią modlitwę mantrę i wrzucali do ognia specjalny zestaw ziół.</p>
<p>Budowano krąg z kamieni i to było palenisko-ołtarz .</p>
<p>Robiono to we wszystkich osadach , rodzinach i tp.</p>
<p>Energia agnihotry jest energią zasilająca wszelkie życie biologiczne.</p>
<p>Ma również silne właściwości oczyszczające.</p>
<p>Jeśli kogoś by zainteresował zestaw ziół to podaje.</p>
<p> </p>
<p>Ogień palono wyłącznie z drewna z brzozy.</p>
<p> </p>
<p>piołun</p>
<p>pokrzywa biała-jasnota</p>
<p>dziurawiec</p>
<p>mięta pieprzowa</p>
<p>babka</p>
<p>krwawnik</p>
<p>owoce jałowca</p>
<p>korzeń żywokostu</p>
<p> </p>
<p>Można zapalić ogień w piramidce i wsypywać wymieszane zioła po szczypcie.</p>
<p>Zioła powinny być w równych ilościach poza jałowcem bo tego dajemy mniej jakieś 10 do 15% porcji ziół.</p>
<p>Czas palenia to rano od wschodu słońca do 1/4 jego drogi po nieboskłonie.</p>
<p>Wieczorem od 1/4 przed horyzontem do zachodu.</p>
<p>Czas wieczornego palenia jest błędnie podawany bo koniec agnihotry to jest zachód słońca.</p>
<p>Potem już nie płynie.</p>
<p>Ktoś to błędnie przetłumaczył i tak już pozostało.</p>
<p>Jedną z właściwości energii agnihotry jest to że działa na minerały jak katalizator i powoduje że rośliny łatwiej je przyswajają , których bez niej pobrać by nie mogły.</p>
<p>Między innymi przez to są lepsze plony.</p>
<p>To tylko malutki urywek wiedzy o agnihotrze.</p>
<p>Jeśli będą zainteresowani to stopniowo napiszę więcej.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">6948</guid><pubDate>Sun, 31 May 2009 10:00:33 +0000</pubDate></item><item><title>Sk&#x105;d wzi&#x119;&#x142;a si&#x119; &#x15B;lepa mi&#x142;o&#x15B;&#x107;?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/4938-sk%C4%85d-wzi%C4%99%C5%82a-si%C4%99-%C5%9Blepa-mi%C5%82o%C5%9B%C4%87/</link><description><![CDATA[
<p>Powiadają, że pewnego razu spotkały się na Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot.</p>
<p>Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało:</p>
<p>- Pobawmy się w chowanego!</p>
<p>Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem:</p>
<p>- W chowanego? A co to takiego?</p>
<p>- To zabawa - wyjaśniło żywo Szaleństwo - polegająca na tym, iż ja zakryje sobie oczy i powolutku zacznę liczyć do miliona. W międzyczasie wy wszyscy dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć. Pierwsze z was, na którego kryjówkę trafię, zajmie moje miejsce w następnej kolejce.</p>
<p>Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość podskakiwała tak wesolutko, iż udało się jej przekonać do gry Wątpliwość, a nawet Apatię, której nigdy niczym nie dało się zainteresować.</p>
<p> </p>
<p>Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć. Prawda wolała się nie chować, w końcu i tak zawsze ją odkrywano. Duma stwierdziła, że zabawa jest głupia, ale tak naprawdę w głębi duszy gryzło ją, iż pomysł wyszedł od kogoś innego. Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.</p>
<p>- Raz, dwa, trzy - zaczęło liczyć Szaleństwo.</p>
<p> </p>
<p>Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy napotkany kamień. Wiara pofrunęła do nieba, a Zazdrość ukryła się w cieniu Triumfu, który z kolei wspiął się o własnych siłach hen! na sam szczyt najwyższego drzewa. Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca, gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealne dla przyjaciół: krystalicznie czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności, dziupla - w sam raz dla Nieśmiałości, motyle skrzydła stworzono dla Zmyslowości, powiew wiatru okazał się natomiast najlepszy dla Wolności. W końcu Wspaniałomyślność schowała się za promyczkiem słońca.</p>
<p> </p>
<p>Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sadził, wspaniałe miejsce: wygodne i przewiewne, a co najważniejsze - przeznaczone tylko, tylko dla niego. Kłamstwo schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć wskoczyli w sam środek wulkanu. Niestety wyleciało mi z pamięci, gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to przecież mało ważne.</p>
<p> </p>
<p>Gdy Szaleństwo liczyło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie odpowiedniego miejsca. W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i schowała się wśród ich krzaczków.</p>
<p>- Milion - krzyknęło na końcu Szaleństwo i dziarsko zabrało się do szukania.</p>
<p>Od razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo. Chwilę potem usłyszało Wiarę rozmawiającą w niebie z Panem Bogiem. W ryku wulkanów wyczuło natomiast obecność Pasji i Pożądania. Następnie, przez przypadek, odnalazło Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu. Egoizmu nie trzeba było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało się, iż wpakował się w sam środek gniazda dzikich os.</p>
<p> </p>
<p>Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwilę nad stawem i w ten sposób znalazło Piękność. Jeszcze łatwiejsze okazało się odnalezienie Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony płotu najlepiej się ukryć.</p>
<p> </p>
<p>W ten sposób wszyscy zostali znalezieni: talent wśród świeżych ziół, Smutek - w przepastnej jaskini, a Zapomnienie... cóż, już dawno zapomniało, iż bawi się w chowanego.</p>
<p> </p>
<p>Do znalezienia pozostała tylko Miłość.</p>
<p>Szaleństwo zaglądało za każde drzewko, sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik. Patykiem zaczęło odgarniać gałązki... Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu. Stało się prawdziwe nieszczęście!</p>
<p>Różane kolce zraniły Miłość w oczy. Szaleństwu zrobiło się niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.</p>
<p> </p>
<p>I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi w chowanego, Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>opowiadanie znalezione na necie;)</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">4938</guid><pubDate>Sat, 14 Feb 2009 16:07:52 +0000</pubDate></item><item><title>10 wsp&#xF3;&#x142;czesnych mit&#xF3;w, w kt&#xF3;re by&#x107; mo&#x17C;e wierzycie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/26222-10-wsp%C3%B3%C5%82czesnych-mit%C3%B3w-w-kt%C3%B3re-by%C4%87-mo%C5%BCe-wierzycie/</link><description><![CDATA[<p>Taka mała ciekawostka, zapraszam do lektury i dyskusji <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":D" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_biggrin.png"></p>
<p> </p>
<p><a href="http://komiksomania.pl/publicystyka/galeria/najwieksze-klamstwa-w-ktore-wierzycie/p/1.html" rel="external nofollow">Największe kłamstwa, w które wierzycie - Galeria - komiksomania.pl</a></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">26222</guid><pubDate>Fri, 29 Oct 2010 10:02:57 +0000</pubDate></item><item><title>Jedno&#x15B;&#x107; psychosomatyczna (psychofizyczna)</title><link>https://ezoforum.pl/topic/29722-jedno%C5%9B%C4%87-psychosomatyczna-psychofizyczna/</link><description><![CDATA[
<p>Wiedzę zaczerpnołem z -Chińskiej Medycyny (np. Tai Qi ,Qi Kung ,Akupunktury itp.) ,Indyjskiej (Joga,Mudroterapia ,Medytacje ,Ajurweda i inne ) ,oraz Europejskiej (Medycyna Energetyczna - Emocjonalna ,Holistyczna ,Akupresura ,Ziołolecznictwo ,Chromoterapia,Hydroterapia ,Psychoterapia ,Naturoterapia ,Horoskoterapia,Astrologioterapia ,Muzykoterapia itp.) ,oraz z własnych wieloletnich doświadczeń ,większość opisałem na moim blogu ,oraz w postach ,więc napiszę tylko ,podsumowując : </p>
<p> </p>
<p>Człowiek to Istota Psychiczno-Fizyczno -Duchowa ,łącząca w sobie sferę :</p>
<p> </p>
<p>Psychiczną (Psyche-Umysł) /Emocjonalną /Podświadomą /oraz Duszy .</p>
<p> </p>
<p> - Ze sferą Fizyczną /Materialną /Świadomą /Sferą Profanum .</p>
<p> </p>
<p>- Oraz z Naszym Wymiarem Duchowym /Energetycznym /Transcendentnym/Nadświadomym /Boskim /Sferą Sakrum .</p>
<p> </p>
<p>Mamy 5 elementów (materialnie ,organów zmysłowych - wzrok ,węch,dotyk ,smak i słuch ) ,oraz 12 organów wewnętrznych które wpływają na siebie ,i można je leczyć na wszelkie sposoby które opisałem powyżej ,wyprubowałem wszystkie,wiEc potwierdzam własną praktyką .</p>
<p> </p>
<p>- Element <span style="color:#FF0000;">Ogień</span> - Zmysł to Dotyk ,a organy wewnętrzne to Serce <span>YIN</span>,Jelito Cienkie <span style="color:#000000;">YANG</span>,Osierdzie<span>YANG</span>,Potrójny ogrzewacz <span style="color:#000000;">YIN</span> (3 organy wewnętrzne  lub czakry -3 oka ,Serca i Splotu Słonecznego ,w Chinach - Górny ,Środkowy -Dolny (dan tian ), uczucie Radość przechodząca w Smutek i znowu Radość .</p>
<p> </p>
<p>- Element <span style="color:#0000FF;">Woda</span> - Zmysł to Słuch ,a organy w. - Pęcherz Moczowy <span>YANG</span> ,Nerki <span style="color:#000000;">YIN</span> - Uczucie Strach,Obawa lęk przemienione stają się Wewnętrzną Wolnością i Odwagą .</p>
<p> </p>
<p>- Element <span style="color:#FFFF00;">Ziemia </span> -Zmysł Smak ,organy wewnętrzne -Żołądek <span>YANG</span>,Śledziona <span style="color:#000000;">YIN</span> -uczucie emocjonalne /stan psychiczny :troska,zmartwienie przepracowane uczucia negatywne jub uzdrowienie siebie przemienia się w zaufanie i wewnętyrzną pewność .</p>
<p> </p>
<p>- Element <span style="color:#C0C0C0;">Powietrze</span> - Zmysł Węch -Organy w. Płuca <span style="color:#000000;">YANG</span>,Jelito grube <span>YIN</span>,Depresja,Obawa,Obsesja przepracowane dają Radość,Zadowolenie .</p>
<p> </p>
<p>- Element <span style="color:#00FF00;">Eter lub Drzewo</span> - Zmysł Wzrok -organami wewnętrznymi są Wątroba ,Pęcherzyk żółciowy -Uczucie Emocjonalne to Gniew i Złość ,przepracowane/uzdrowione dają wewnętrzną równowagę,wolność ,Radość,Błogość i Sczęśliwość.</p>
<p> </p>
<p>Przyczym Gniew jest zdrową reakcją emocjonalną,który skłania do większej dojrzałości ,do wzrostu -od "ego /ja" do "JA" lub "JAŹNI".</p>
<p>Natomiast tym co my na Zachodzie nazywamy miłością jest skumulowanym słowem na wiele uczuć zmysłowych ,na Wschodzie natomiast  jest to - Opiekuńczość ,Caritas ,Agape (Miłość Bezwarunkowa )</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">29722</guid><pubDate>Tue, 18 Jan 2011 09:54:29 +0000</pubDate></item><item><title>Wr&#xF3;&#x17C;by andrzejkowe</title><link>https://ezoforum.pl/topic/26911-wr%C3%B3%C5%BCby-andrzejkowe/</link><description><![CDATA[<p>Jeśli się powtórzyłam z postem, to przepraszam <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"></p>
<p>Chciałabym znaleźć jakieś ciekawe wróżby dla większej liczby osób (chcę powróżyć klasie)</p>
<p>Znacie jakieś sprawdzające się, fajne wróżby? <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=";)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_wink.png"></p>
<p>Może być też coś w rodzaju psychotestu <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"> takiego ezoterycznego <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt="^_^" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_happy.png"></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">26911</guid><pubDate>Wed, 11 Nov 2009 19:30:39 +0000</pubDate></item><item><title>Przypowie&#x15B;c o diable</title><link>https://ezoforum.pl/topic/10900-przypowie%C5%9Bc-o-diable/</link><description><![CDATA[
<p><strong>Przypowieść o żółtym diable</strong></p>
<p> </p>
<p>       <strong>Zasłyszana podczas wykładu na sesshin</strong></p>
<p> </p>
<p>           W dawnych czasach, pewien ubogi i dosyć skąpy Chińczyk policzył oszczędności swojego życia (które trzymał ukryte w podłodze) i okazało się, że uzbierało się tego 30 sztuk złota. Udał się więc na targowisko, by po wielu latach po raz pierwszy kupić sobie coś ciekawego. </p>
<p>Po przyjrzeniu się różnym rozmaitościom, nie znalazł nic co by go zainteresowało. Już miał wrócić niepocieszony do domu, kiedy nagle jego uwagę przykuł... diabeł. Diabeł był czarny jak smoła, miał lekko skośne oczy, ogon, rogi, czerwone ślepia i było od niego lekko czuć siarką. Siedział spokojnie w klatce i przyglądał się przechodniom. </p>
<p>Nasz bohater spytał się po co komu taki diabeł. Sprzedawca wyjaśnił mu, że taki diabeł, to bardzo pożyteczne zwierzę - potrafi napalić w piecu, narąbać drzewo, pomalować płot, gotować, sprzątać i wiele innych rzeczy. Prawdziwa złota rączka. Przy tym je tyle co zwykły człowiek i tak jak człowiek czasami potrzebuje odpocząć i zdrzemnąć się. Jego utrzymanie nie jest więc kosztowne. </p>
<p>Kupiec obejrzał dokładnie diabła i spytał o cenę. Okazało się, że kosztuje on 30 sztuk złota i sprzedawca nie zamierza spuścić z ceny. Po długim namyśle Chińczyk zdecydował się jednak wydać wszystkie oszczędności swojego życia i kupił diabła. </p>
<p>Kiedy już odchodził, sprzedawca zwrócił mu uwagę, na pewien istotny szczegół. Otóż okazało się, że diabeł owszem, pracuje intensywnie, ale tylko wtedy jeśli zawsze powie mu się co ma robić. Musi mieć zawsze wyznaczony plan dnia. Pobudka o godzinie tej i tej, rąbanie drzewa na opał do godziny ..., śniadanie o godzinie ..., 15 minut przerwy na wypoczynek itd. I tak codziennie. Nie wolno o tym zapomnieć! - przestrzegł sprzedawca. Diabeł pozostawiony sam sobie, zajmie się swoimi diabelskimi sprawami, co nigdy nie kończy się dobrze. </p>
<p>Zdziwiony Chińczyk zapamiętał uwagę, wziął diabła ze sobą i udali się do domu. I rzeczywiście - sprzedawca nie kłamał - diabeł zawsze robił to co polecił mu wykonać jego gospodarz. </p>
<p>Wstawał bez ociągania się o 6 rano, rąbał drwa, zamiatał obejście, jadł śniadanie, odpoczywał... Właściciel był z niego bardzo zadowolony. </p>
<p>Jednak pewnego dnia wieśniak musiał wyjechać. Znane są dwie wersje wyjaśniające przyczyny jego wyjazdu:            </p>
<p>Pierwsza (dla dzieci) mówi o tym, że pojechał on odwiedzić swoją chorą matkę i został na noc by się nią opiekować.      </p>
<p>Druga (dla dorosłych) opowiada o jego wizycie u przyjaciół i imprezie, która trochę się przedłużyła...      </p>
<p>W każdym razie w obu przypadkach, chłop po prostu zapomniał o tym, że musi przydzielić diabłu zadania.      </p>
<p>Zaniepokojony wracał do domu i już z daleka zobaczył, że coś jest nie w porządku. Znad miejsca, gdzie mieściła się jego wioska, unosiły się opary dymu. </p>
<p>Wkrótce poczuł swąd spalenizny, a kiedy podszedł bliżej jego oczom ukazał się wstrząsający widok. Wieś była doszczętnie spalona, a na zgliszczach siedział diabeł i piekł w ogniu ciało dziecka... </p>
<p> </p>
<p></p>
<ul><li>Dlaczego taka ładna historia, ma tak straszne zakończenie?<br /></li>
<li>Kim jest diabeł?<br /></li>
<li>Kim jest wieśniak?<br /></li>
<li>Kim Ty jesteś?<br /></li>
<li>Co to wszystko oznacza dla Twojego życia?<br /></li>
</ul><p></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">10900</guid><pubDate>Sat, 26 Sep 2009 17:00:12 +0000</pubDate></item><item><title>Opowie&#x15B;&#x107; wielkanocna</title><link>https://ezoforum.pl/topic/17397-opowie%C5%9B%C4%87-wielkanocna/</link><description><![CDATA[
<p><strong>OPOWIEŚĆ WIELKANOCNA</strong></p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>	 	                   		</p>
<div style="text-align:center;"><p><em><span style="font-size:14px;"> </span></em>Paulo Coelho</p></div>
<p></p>
<p></p>
<p>Wedle starej legendy dawno temu w pięknych lasach Libanu wyrosły trzy cedry. Jak wszyscy wiemy, potrzeba wielu lat, aby cedr wyrósł na potężne drzewo. Dlatego drzewa te przez całe wieki rozmyślają o życiu, śmierci, przyrodzie i ludziach. Owe trzy cedry były świadkami przybycia ekspedycji z Izraela wysłanej przez króla Salomona, później ujrzały, jak ziemia spłynęła </p>
<p>krwią podczas bitew z Asyryjczykami. Dane im było poznać Jezabel i proroka Eliasza, dwu śmiertelnych wrogów. Widziały, jak wynaleziono alfabet.</p>
<p>Pewnego dnia postanowiły porozmawiać o przyszłości.</p>
<p> </p>
<p></p>
<ul><li>Po tym wszystkim, czego byłem świadkiem, chciałbym, by wyrzeźbiono ze mnie tron dla króla najpotężniejszego na Ziemi – rozmarzył się pierwszy z cedrów.<br /></li>
<li>Ja zaś pragnę stać się częścią czegoś, co przemieni na zawsze Zło w Dobro.<br /></li>
<li>Jeśli zaś chodzi o mnie, to chciałbym, aby ilekroć ludzie spojrzą na mnie, myśleli o Bogu – odpowiedział trzeci cedr.<br /></li>
</ul><p></p>
<p> </p>
<p>Minęło jeszcze wiele lat, aż pojawili się cieśle. Ścięli cedry i statek powiózł je w odległe strony. Z drewna pierwszego zbudowano schronienie dla zwierząt, a z resztek zbito rusztowanie do siana. Z drugiego wyciosano zwykły stół, który trafił do rąk handlarza mebli. Na drewno trzeciego nie znalazł się kupiec, dlatego pocięto je i umieszczono w magazynie w jakimś wielkim mieście.</p>
<p>Nieszczęśliwe drzewa żaliły się: “Nasze drewno nie było dość dobre i nikt nie doszukał się w nas piękna, by je wydobyć”.</p>
<p>Czas mijał i jednej z wielu gwiaździstych nocy pewne małżeństwo, które nigdzie nie mogło znaleźć miejsca na nocleg, schroniło się w stajence zbudowanej z drewna pierwszego cedru. Kobieta krzyczała z bólu, aż wydała na świat dziecię i położyła je na sianie umieszczonym na drewnianym rusztowaniu.</p>
<p>Wtedy cedr pojął, że oto spełniło się jego marzenie – był to największy ze wszystkich królów na Ziemi.</p>
<p>Mijały lata, aż pewnego wieczoru, w skromnym domu, mężczyźni zasiedli wokół stołu wyciosanego z drewna drugiego cedru. Jeden z nich, zanim jeszcze wszyscy zaczęli jeść, wyrzekł słowa o chlebie i winie stojącym przed nim.</p>
<p>Wtedy drugie drzewo zrozumiało, że w owej chwili to nie kielich wina i kawałek chleba spoczywa na nim, ale dokonuje się pojednanie człowieka z Boskością.</p>
<p>Następnego dnia zabrano kawałki trzeciego cedru i zbito w kształcie krzyża. Porzucono je gdzieś, a w kilka godzin później przyprowadzono nieludzko poranionego mężczyznę, którego przykuto do jego drewna. Przerażone drzewo zapłakało nad barbarzyńskim losem, jakie zgotowało mu życie.</p>
<p>Zanim jednak minęły trzy dni, trzecie drzewo pojęło sens swego przeznaczenia – ukrzyżowany człowiek stał się rozświetlającym wszystko Światłem. Krzyż, zrobiony z drewna trzeciego cedru, z symbolu tortury przeistoczył się w symbol zwycięstwa.</p>
<p></p>
<div style="text-align:center;">
<p>Jak to zwykle bywa z marzeniami, wypełniły się sny trzech libańskich cedrów, ale nie tak, jak same drzewa to sobie wyobrażały.</p>
<p>Przełożyła  Grażyna Misiorowska</p>
</div>
<p></p>
<p></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">17397</guid><pubDate>Mon, 05 Apr 2010 14:03:50 +0000</pubDate></item><item><title>Czarownice</title><link>https://ezoforum.pl/topic/24096-czarownice/</link><description><![CDATA[<p>Nie wiem czy to ten wątek, jeśli nie to proszę o przeniesienie. Chciałabym zapytać, czy macie jakieś doświadczenia z...czarownicami. Ja jak byłam mała (miałam z 7 może 8 lat) mieszkałam na wsi gdzie jak moja mama twierdziła w sąsiedztwie mieszkały czarownice. Zabraniała mi się oddalać od domu w tamtym kierunku. Ja nie bardzo w to wierzyłam <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=";)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_wink.png">. Znałam sąsiadke i nawet ją lubiłam. Ale kiedyś stało się coś co pamiętam do dziś. Mieliśmy 2 krowy <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"> nagle z dnia na dzień przystały dawać mleko, po 3 "bezmlecznych"  dniach moja mama podjęła decyzje. posmarowała futryny drzwi do obory masłem zrobionym wcześniej z mleka tych krów i zaczęła je przypalać zapałkami. Po chwili przybiegła sąsiadka i błagała moją mamę by przestała, bo wypali jej oczy, przyrzekła przy tym, że zdejmie urok z naszych krów i zostawi nas w spokoju. Byłam tak przerażona, że uciekłam do domu. Mama nie chciała o tym ze mną rozmawiać, choć wiele razy ją o to pytałam, do tej pory nie wiem co myśli o tym co się wtedy wydarzyło i skąd wiedziała co zrobić. Jakie jest Wasze zdanie w tym temacie ? Macie może podobne doświadczenia ?</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">24096</guid><pubDate>Sat, 04 Sep 2010 09:32:00 +0000</pubDate></item><item><title>Buty</title><link>https://ezoforum.pl/topic/20583-buty/</link><description><![CDATA[<p>Ostatnio słyszałam,że nikomu nie wolno dawać butów, bo się drogi rozejdą.Należy zapłacic choćby grosika. Gdy tak patrzę wstecz na moje życie, to wychodzi,że to prawda.Nie wiedziałam,nie płaciłam i z wieloma osobami urwał się tak z dnia na dzień kontakt.A Wam przytrafiło się coś takiego?</p>]]></description><guid isPermaLink="false">20583</guid><pubDate>Fri, 11 Jun 2010 06:14:41 +0000</pubDate></item><item><title>Dwie &#x142;&#x105;ki</title><link>https://ezoforum.pl/topic/16021-dwie-%C5%82%C4%85ki/</link><description><![CDATA[
<p><strong><span style="font-size:18px;">Dwie łąki</span></strong></p>
<p><em>jest to legenda napisana przez H. Sienkiewicza</em></p>
<p> </p>
<p>   Były dwie krainy, leżące obok siebie niby dwie łąki niezmierne, podzielone tylko jasnym strumieniem. Brzegi tego strumienia rozchylały się w jednym miejscu łagodnie na obie strony, tworząc bród miałki w kształcie jeziorka o wodach cichych i przezroczystych. Pod błękitną tonią widać było dno złote, z którego wyrastały łodygi lotosu, rozkwitającego nad wodną szybą kwieciem różowym i białym; tęczowe łątki i motyle wiły się wokół kwiatów, a wśród palm nadbrzeżnych i wyżej, w promiennym powietrzu, dzwoniły, jak srebrne dzwonki, ptaki.</p>
<p>I to było przejście z jednej krainy do drugiej.</p>
<p>Pierwsza zwała się Łąką Życia, druga Łąką Śmierci.</p>
<p>Stworzył obie najwyższy i wszechmocny Brahma, który w krainie Życia rozkazał włodarzyć dobremu Wisznu, a w krainie Śmierci mądremu Sziwie.</p>
<p>I rzekł:</p>
<p>- Czyńcie, jako rozumiecie najlepiej.</p>
<p>Więc w krainie należącej do Wisznu zawrzało Życie. Poczęło wschodzić i zachodzić słońce, nastały dnie i noce, przestworza morskie jęły wzdymać się i opadać; na niebie pokazały się ciężarne dżdżem obłoki, ziemia porosła puszczą, zaroiło się od ludzi, zwierząt i ptaków. By zaś wszystkie twory żyjące mogły rozradzać się i mnożyć, stworzył dobry bóg Miłość, której nakazał, aby zarazem była szczęściem.</p>
<p>A wtedy Brahma zawołał go przed swoje oblicze i rzekł:</p>
<p>- Nic doskonalszego nie zdołasz wymyślić na ziemi, że zaś uczyniłem niebo już pierwej, przeto odpocznij i niech te istoty, które nazwałeś ludźmi, snują dalej bez żadnej pomocy nić życia. Wisznu usłuchał rozkazu Brahmy i ludzie poczęli odtąd sami myśleć o sobie.</p>
<p>Z ich dobrych pomysłów zrodziła się radość, a ze złych smutki, więc ze zdziwieniem spostrzegli, że życie nie jest nieustannym weselem, ale że ową nić, o której mówił Brahma, przędą jakby dwie prządki, z których jedna ma uśmiech na twarzy, a druga łzy w oczach.</p>
<p>Udali się tedy przed tron Wisznu i poczęli się skarżyć:</p>
<p>- Panie, ciężkie jest Życie w smutku.</p>
<p>A on rzekł:</p>
<p>- Niechaj was pociesza Miłość.</p>
<p>Usłyszawszy to odeszli uspokojeni, albowiem Miłość rozpraszała istotnie ich smutki, które wobec szczęścia, jakie ona daje, wydawały się tak błahe, że nie warto było na nie zważać.</p>
<p>Ale Miłość jest zarazem wielką rodzicielkąŻycia, więc jakkolwiek ogromna była ta kraina, w której włodarzył Wisznu, wkrótce dla tłumów ludzkich nie starczyło ni jagód leśnych, ni miodu skalnych pszczół, ni owoców na drzewach.</p>
<p>Wówczas ci, którzy byli najrozumniejsi, wzięli się do karczowania lasów, do uprawy pól, do siejby zboża i do zbierania plonów.</p>
<p>I w ten sposób powstała na ziemi Praca. Wkrótce wszyscy musieli się do niej zabrać, tak że stała się ona nie tylko podstawą Życia, ale niemal Życiem samym.</p>
<p>Ale z Pracy zrodził się Trud, a z Trudu Zmęczenie.</p>
<p>Gromady ludzi stanęły znów przed tronem Wisznu.</p>
<p>- Panie! - wołały wyciągając ręce - Trud osłabił nam ciała, Zmęczenie rozsiało się w naszych kościach i chcielibyśmy odpocząć, a Życie przymusza nas wciąż do pracy!</p>
<p>Na to Wisznu rzekł:</p>
<p>- Wielki Brahma nie zezwolił mi rozwijać dalej Życia, ale wolno mi stworzyć coś takiego, co będzie jego przerwą, a przeto i wypoczynkiem.</p>
<p>I stworzył Sen.</p>
<p>Ludzie z radością przyjęli ten nowy dar i wkrótce uznali go za jeden z największych, jakie otrzymali z rąk boga. We śnie koiły się troski i zawody, we śnie krzepiły się siły zmęczonych. Sen osuszał jak dobra matka łzy smutku i otaczał głowy śpiących jakby cichą mgłą zapomnienia. Więc ludzie wychwalali Sen mówiąc:</p>
<p>- Bądź błogosławion, albowiem lepszyś jest od Życia na jawie.</p>
<p>I jedno tylko mieli mu do zarzucenia, że nie trwa wiecznie, że następuje przebudzenie, a po przebudzeniu praca - i nowe trudy, i zmęczenie.</p>
<p>Myśl ta poczęła ich trapić tak ciężko, że po raz trzeci udali się do Wisznu.</p>
<p>- Panie - mówili - dałeś nam dobro wielkie i niewysłowione, ale niezupełne. Spraw, by Sen był wieczny.</p>
<p>Wisznu zaś zmarszczył swoje boskie brwi, jakby zgniewan ich natręctwem, i odpowiedział:</p>
<p>- Tego ja wam już dać nie mogę, ale idźcie do rzecznej przeprawy, a po drugiej stronie znajdziecie to, czego szukacie.</p>
<p>Ludzie posłuchali głosu bóstwa i zastępy ich pociągnęły zaraz nad jeziorko, a stanąwszy nad nim poczęli spoglądać na drugą stronę.</p>
<p>Za cichą i jasną, haftowaną kwieciem tonią ciągnęła się Łąka Śmierci, czyli Kraina Sziwy. Nie wschodziło i nie zachodziło w niej słońce, nie było dnia i nocy, ale całe przestworze nasycała liliowa, jednostajna jasność.</p>
<p>Żaden przedmiot nie rzucał tam cienia, bo owa jasność przenikała wszędy, tak iż zdawała się tworzyć istotną treść wszechrzeczy.</p>
<p>Kraina nie była pustynna: jak okiem sięgnąć, widniały w niej doliny i wzgórza, porosłe ślicznymi kępami drzew, wokół których wiły się pnącze, zwoje bluszczu i winogradu zwieszały się ze skał. Ale i skały, i pnie drzew, i smukłe łodygi roślin były niemal przezrocze, jakby ze zgęszczonego światła uczynione.</p>
<p>Liście bluszczu miały leciuchne, różane blaski zorzy porannej, a wszystko było cudne, ukojone jakimś nie znanym na Łące Życia ukojeniem, przeczyste, niby pogrążone w świetlistej zadumie, niby senne i uśpione snem błogim, nieprzespanym.</p>
<p>W jasnym powietrzu nie było najmniejszego powiewu, nie poruszał siężaden kwiat, nie zadrgałżaden listek.</p>
<p>Ludzie, którzy przyszli na brzeg gwarno i z głośną rozmową, uciszyli się na widok tych liliowych, nieruchomych przestworów i tylko szeptem poczęli powtarzać:</p>
<p>- Jaka tam cisza i jak tam wszystko spoczywa w świetle!</p>
<p>- O tak, tam spokój i wieczny sen...</p>
<p>Więc niektórzy, najbardziej zmęczeni, rzekli po chwili:</p>
<p>- Pójdziemy szukać wiecznego snu!</p>
<p>I weszli w wodę. Grająca tęczą toń rozstąpiła się zaraz przed nimi, jakby chcąc im przejście ułatwić. Ci, którzy pozostali na brzegu, chwyceni nagłą tęsknotą, poczęli na nich wołać - lecz żaden z nich nie odwrócił głowy i szli dalej lekko i ochoczo, widocznie coraz bardziej urokiem cudnej krainy przyciągani.</p>
<p>Tłum patrzący z brzegu Życia, zauważył też, że ciała ich, w miarę jak się oddalali, stawały się rozwidnione, przejrzyste, coraz lżejsze, coraz bardziej świetlane, coraz promienniejsze i jakby topniejące w tej powszechnej jasności, która napełniała Łąkę Śmierci.</p>
<p>A gdy przeszli, układali się do spoczynku wśród tamtych kwiatów i drzew lub u podnóża skał. Oczy ich były zamknięte, ale twarze miały wyraz nie tylko niewysłowionego spokoju, lecz i takiego szczęścia, jakiego na Łące Życia nie dawała nawet Miłość.</p>
<p>Co widząc, pozostali przy życiu mówili do siebie wzajem: - Słodsza i lepsza jest kraina Sziwy...</p>
<p>I poczęli przechodzić coraz liczniej na drugą stronę. Szły jakby uroczyste korowody starców i ludzi dojrzałego wieku, i mężów z żonami, i matek prowadzących za ręce dzieci maleńkie, i młodzieńców, i dziewcząt, a potem tysiące i miliony ludzi zaczęły się tłoczyć u Cichego Przejścia, aż wreszcie Łąka Życia wyludniła się prawie zupełnie. Wówczas Wisznu, którego zadaniem było strzec Życia, przeraził się własną, udzieloną w gniewie, radą i nie wiedząc, co począć, udał się do najwyższego Brahmy.</p>
<p>- Stworzycielu - rzekł - ratuj Życie! Oto dziedzinę Śmierci uczyniłeś tak jasną, tak piękną i szczęsną, że wszyscy opuszczają moje królestwo.</p>
<p>- Zali nie pozostał ci nikt? - spytał Brahma.</p>
<p>- Jeden tylko młodzieniec i jedna dziewczyna, panie, którzy, kochając się niezmiernie, woleli wyrzec się wiecznego ukojenia, niż zamknąć oczy i nie patrzeć na siebie więcej.</p>
<p>- Czego więc żądasz?</p>
<p>- Uczyń krainę Śmierci mniej piękną i szczęśliwą, bo inaczej i tych dwoje opuści mnie za innymi, gdy minie wiosna ich miłości.</p>
<p>Na to Brahma zamyślił się przez chwilę, po czym rzekł:</p>
<p>- Nie! Nie ujmę piękności i szczęścia krainie Śmierci, ale uczynię co innego, by uratować Życie. Odtąd ludzie muszą przechodzić na drugą stronę, ale nie będą już przechodzili chętnie.</p>
<p>To rzekłszy utkał z ciemności grubą, nieprzeniknioną zasłonę, a potem stworzył dwie straszne istoty, z których jedna zwała się Boleść, a druga Trwoga, i kazał im tę zasłonę zawiesić u przejścia.</p>
<p>I od tej chwili Łąka Wisznu zaroiła się znowu Życiem, bo jakkolwiek kraina Śmierci pozostała tak samo jasna, cicha i szczęśliwa jak poprzednio, ludzie bali się Przejścia.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">16021</guid><pubDate>Mon, 01 Mar 2010 23:02:46 +0000</pubDate></item><item><title>Legenda o Czarciej &#x141;apie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/13129-legenda-o-czarciej-%C5%82apie/</link><description><![CDATA[<p>Legenda związana z moim ukochanym miastem Lublinem <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png">. Obie wersje wzięte ze strony o Lublinie.</p>
<p> </p>
<p><strong>I wersja</strong></p>
<p>Miejscem legendy jest Trybunał Koronny. Był to rodzaj sądu wyższej instancji dla szlachciców, który działał w Lublinie w XVI i XVII wieku. Jeśli ktoś nie był zadowolony z wyroku sądów grodzkich, mógł złożyć apelację do Trybunału i liczyć na pomyślny wynik rozprawy.</p>
<p> </p>
<p>Na to właśnie liczyła pewna wdowa, która 1637 roku odwołała się od wyroku sądu grodzkiego. Sprawa jej nie wydawała się być trudna do osądzenia. Bogaty szlachcic najechał jej domostwo, zagrabił to, co miała cennego i spalił zabudowania. Kobieta domagała się odszkodowania.</p>
<p>Jednak bogaty szlachcic przekupił sędziów i wyrok zastał wydany na jego korzyść. Kobieta nie poddała się jednak. Złożyła apelację do Trybunału Koronnego. Przyjechała do Lublina pełna nadziei na sprawiedliwy wyrok.</p>
<p> </p>
<p>Niestety jak się okazało również tutaj szlachcicowi udało się sędziów przekupić. Znów wyrok stwierdzał, że wdowie nic nie należy się z jego strony, że nie popełnił żadnego przestępstwa. Kobieta została pozbawiona szansy na odzyskanie choć części zagrabionego majątku. </p>
<p> </p>
<p>“Nawet diabli sprawiedliwiej by osądzili!!” - wykrzyknęła załamana wznosząc ręce ku górze i z płaczem wybiegła z Trybunału.</p>
<p> </p>
<p>Wieczorem tego dnia stało się coś dziwnego… Pod budynek Trybunału zajechała bardzo piękna, bogato zdobiona karoca, ciągnięta przez wyjątkowo dorodne konie. Z karocy wysiedli elegancko ubrani panowie. Płaszcze ich zdobione były kamieniami szlachetnymi, obszywane złotem. Gdyby nie fakt, że zamiast stóp mieli kopyta, nie różniliby się niczym od zwykłych ludzi…</p>
<p> </p>
<p>Weszli do Trybunału. Na wokandzie znów znalazła się sprawa biednej wdowy. Wezwano świadków, przesłuchano ich. Tym razem nikt nie śmiał kłamać w obecności tak niezwykłych sędziów. Wyrok, który wydali, był na korzyść wdowy. Szlachcic miał jej oddać zagrabiony majątek i wypłacić odszkodowanie za wyrządzone szkody.</p>
<p> </p>
<p>Żeby nadać ważności temu wyrokowi, diabeł go odczytujący uderzył dłonią o stół. Odbiła się ona wypalonym śladem na jego blacie. Stół ten do dzisiaj można oglądać w holu lubelskiego zamku.</p>
<p> </p>
<p>Podczas, gdy diabeł wygłaszał wyrok, Chrystus na krzyżu w sali rozpraw odwrócił głowę do ściany. Nie chciał widzieć tego, że diabli sprawiedliwszy wyrok niż ludzie wydali. Krzyż Trybunalski do dziś znajduje się w jednej z kaplic w Archikatedrze Lubelskiej.</p>
<p> </p>
<p><strong>II wersja "Diabeł w Trybunale"</strong></p>
<p>Dawno temu na wsi niedaleko Lublina mieszkała wdowa z trojgiem dzieci. Ciężko było samej kobiecie, uprawianie ziemi, oranie wołami to praca dla mężczyzny. Kobieta kochała swoje dzieci i dla nich była zdolna ponieść wiele wyrzeczeń, dla nich ciężko pracowała. Ziemię miała żyzną, dom postawiony jeszcze przez męża, więc jakoś radzili sobie.</p>
<p> </p>
<p>Pewnego dnia, szlachcic, właściciel okolicznych ziem przysłał do wdowy swoich służących z informacją, że pan chce wykupić jej pole razem z budynkami. Propozycja dla zmęczonej wdowy byłaby ciekawa gdyby nie fakt, że dziedzic za budynki i całą ziemię proponował tak małą zapłatę, za którą nie można było kupić w mieście nawet małego mieszkania i żyć lżej. Wdowa odmówiła dziedzicowi. Za kilka dni służący pojawił się ponownie, oferując jeszcze niższą cenę i przekonywał że to bardzo dobra propozycja, a ona będzie żałowała gdy jej nie przyjmie. Wdowa odmówiła ponownie.</p>
<p> </p>
<p>Minęło kilka następnych dni, gdy w nocy obudził kobietę jakiś dziwny łoskot, trzask i zapach dymu. To palił się jej dom, a ona i jej dzieci były w środku. Przeraziła się, obudziła dzieci, wzięła na ręce najmłodsze dziecko, chwyciła pudełko z dokumentami i pieniędzmi (bo trzeba wiedzieć, iż dawno temu na wsi wszystkie ważne dokumenty i pieniądze przechowywane były razem) i w ostatniej chwili wyskoczyli przez okno. Dom z całym dobytkiem spłonął doszczętnie</p>
<p> </p>
<p>Wdowa sprawę wniosła do Trybunału w Lublinie. Gdy nadszedł dzień rozprawy wraz z dziećmi udała się do Lublina. Pofatygował się także szlachcic, wraz ze świadkami których zabrał prosto spod wiejskiej knajpy, aby za kilka kufli piwa zeznali to co chciał szlachcic.</p>
<p> </p>
<p>Sprawa się zaczęła. Wdowa przedstawiła swoją wersję wydarzeń, przy tym miała wrażenie że mówi do ściany, bo nikt jej nie słuchał, nie miała świadków którzy poparliby jej wersję. Potem swoją wersję przedstawił szlachcic i jego świadkowie.</p>
<p> </p>
<p>- Wdowa kłamie, sama podpaliła dom i bezprawnie chce wyłudzić pieniądze. Szlachcic to dobry pan, to niewinny człowiek. - zapewniali świadkowie.</p>
<p> </p>
<p>Ogłoszono wyrok:</p>
<p> </p>
<p>- Szlachcic jest niewinny, wdowa ma przeprosić szlachcica za fałszywe oskarżenia i zapłacić za koszty procesu.</p>
<p> </p>
<p>- Co my teraz zrobimy,- zapłakała wdowa tuląc dzieci do siebie. – Gdzie my się podziejemy. Nawet diabeł sprawiedliwiej by sprawę osądził!</p>
<p> </p>
<p>Ledwo wypowiedziała te słowa, a w trybunale zahuczało, zaszumiało i pojawił się diabeł.</p>
<p> </p>
<p>- Takiej niesprawiedliwości to nawet ja nie mogę znieść. Rozpoczynamy sprawę od nowa – powiedział.</p>
<p> </p>
<p>Przerażeni sędziowie nie śmieli się sprzeciwiać i odbył się proces drugi, jakże inny od pierwszego. Sędziowie z uwagą wdowy wysłuchali, a świadkowie prawdę powiedzieli. Diabeł ogłosił wyrok:</p>
<p> </p>
<p>- Szlachcic jest winien, dom wdowie ma odbudować i wyposażyć. Fałszywych świdtków publicznie wychłostać należy, aby więcej nie kłamali.</p>
<p> </p>
<p>Sędziowie podpisali się pod wyrokiem, a diabeł przypieczętował go własną łapą. Zrobił to z taką siłą, że ślad czarciej łapy, który odcisnął się na sędziowskim stole, do dziś jest widocznym świadectwem tego procesu i przestrzega wszystkich sędziów przed wydawaniem niesprawiedliwych wyroków.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">13129</guid><pubDate>Tue, 29 Dec 2009 16:17:31 +0000</pubDate></item><item><title>o p o wi i e &#x15B; &#x107;  w i e l k a n o c n a</title><link>https://ezoforum.pl/topic/17394-o-p-o-wi-i-e-%C5%9B-%C4%87-w-i-e-l-k-a-n-o-c-n-a/</link><description><![CDATA[
<p></p>
<div style="text-align:center;"><p>Paulo Coelho</p></div>
<p></p>
<p></p>
<p>Wedle starej legendy dawno temu w pięknych lasach Libanu wyrosły trzy cedry. Jak wszyscy wiemy, potrzeba wielu lat, aby cedr wyrósł na potężne drzewo. Dlatego drzewa te przez całe wieki rozmyślają o życiu, śmierci, przyrodzie i ludziach. Owe trzy cedry były świadkami przybycia ekspedycji z Izraela wysłanej przez króla Salomona, później ujrzały, jak ziemia spłynęła </p>
<p>krwią podczas bitew z Asyryjczykami. Dane im było poznać Jezabel i proroka Eliasza, dwu śmiertelnych wrogów. Widziały, jak wynaleziono alfabet.</p>
<p>Pewnego dnia postanowiły porozmawiać o przyszłości.</p>
<p> </p>
<p></p>
<ul><li>Po tym wszystkim, czego byłem świadkiem, chciałbym, by wyrzeźbiono ze mnie tron dla króla najpotężniejszego na Ziemi – rozmarzył się pierwszy z cedrów.<br /></li>
<li>Ja zaś pragnę stać się częścią czegoś, co przemieni na zawsze Zło w Dobro.<br /></li>
<li>Jeśli zaś chodzi o mnie, to chciałbym, aby ilekroć ludzie spojrzą na mnie, myśleli o Bogu – odpowiedział trzeci cedr.<br /></li>
</ul><p></p>
<p> </p>
<p>Minęło jeszcze wiele lat, aż pojawili się cieśle. Ścięli cedry i statek powiózł je w odległe strony. Z drewna pierwszego zbudowano schronienie dla zwierząt, a z resztek zbito rusztowanie do siana. Z drugiego wyciosano zwykły stół, który trafił do rąk handlarza mebli. Na drewno trzeciego nie znalazł się kupiec, dlatego pocięto je i umieszczono w magazynie w jakimś wielkim mieście.</p>
<p>Nieszczęśliwe drzewa żaliły się: “Nasze drewno nie było dość dobre i nikt nie doszukał się w nas piękna, by je wydobyć”.</p>
<p>Czas mijał i jednej z wielu gwiaździstych nocy pewne małżeństwo, które nigdzie nie mogło znaleźć miejsca na nocleg, schroniło się w stajence zbudowanej z drewna pierwszego cedru. Kobieta krzyczała z bólu, aż wydała na świat dziecię i położyła je na sianie umieszczonym na drewnianym rusztowaniu.</p>
<p>Wtedy cedr pojął, że oto spełniło się jego marzenie – był to największy ze wszystkich królów na Ziemi.</p>
<p>Mijały lata, aż pewnego wieczoru, w skromnym domu, mężczyźni zasiedli wokół stołu wyciosanego z drewna drugiego cedru. Jeden z nich, zanim jeszcze wszyscy zaczęli jeść, wyrzekł słowa o chlebie i winie stojącym przed nim.</p>
<p>Wtedy drugie drzewo zrozumiało, że w owej chwili to nie kielich wina i kawałek chleba spoczywa na nim, ale dokonuje się pojednanie człowieka z Boskością.</p>
<p>Następnego dnia zabrano kawałki trzeciego cedru i zbito w kształcie krzyża. Porzucono je gdzieś, a w kilka godzin później przyprowadzono nieludzko poranionego mężczyznę, którego przykuto do jego drewna. Przerażone drzewo zapłakało nad barbarzyńskim losem, jakie zgotowało mu życie.</p>
<p>Zanim jednak minęły trzy dni, trzecie drzewo pojęło sens swego przeznaczenia – ukrzyżowany człowiek stał się rozświetlającym wszystko Światłem. Krzyż, zrobiony z drewna trzeciego cedru, z symbolu tortury przeistoczył się w symbol zwycięstwa.</p>
<p></p>
<div style="text-align:center;">
<p>Jak to zwykle bywa z marzeniami, wypełniły się sny trzech libańskich cedrów, ale nie tak, jak same drzewa to sobie wyobrażały.</p>
<p>Przełożyła  Grażyna Misiorowska</p>
</div>
<p></p>
<p></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">17394</guid><pubDate>Mon, 05 Apr 2010 13:53:15 +0000</pubDate></item><item><title>Podania i legendy ludowe insiracj&#x105; fabu&#x142; literackich.</title><link>https://ezoforum.pl/topic/17150-podania-i-legendy-ludowe-insiracj%C4%85-fabu%C5%82-literackich/</link><description><![CDATA[<p>Może ktoś z Was zna jakąś powieść, czy opowiadanie, w których występują legendy bądź podania ludowe? Jest mi to potrzebne, a poza Weselem i Lalką  jakoś nic nie kojarzę...</p>]]></description><guid isPermaLink="false">17150</guid><pubDate>Mon, 29 Mar 2010 18:25:27 +0000</pubDate></item><item><title>Nie wszystko wygl&#x105;da tak, jak to widzimy...</title><link>https://ezoforum.pl/topic/3842-nie-wszystko-wygl%C4%85da-tak-jak-to-widzimy/</link><description><![CDATA[
<p>Tę przypowieść znalazłam kiedyś na forum u czeskich przyjaciół. Spodobała mi się więc ją przetłumaczyłam na język polski...</p>
<p> </p>
<p>   Dwaj aniołowie podróżujący po Ziemi zatrzymali się w domu bogacza, by tam spędzić noc. Rodzina była niegościnna i odmówiła im noclegu w pokoju gościnnym. Bogacz umieścił anioły w zimnym pomieszczeniu w piwnicy.</p>
<p>  Gdy pościelili już sobie na twardej i zimnej podłodze, starszy anioł zobaczył dziurę w ścianie i naprawił ją. Młodszy z aniołów spostrzegł to i zapytał zdziwiony dlaczego to zrobił, starszy odpowiedział: „Nie wszystko wygląda tak, jak to widzimy”...</p>
<p> </p>
<p>  Dalszą noc przyszło im spędzić w chałupie bardzo biednego, ale gościnnego rolnika i jego żony. Małżonkowie podzielili się z aniołami pożywieniem, które było w chałupie, odstąpili im własne łoże życząc dobrego odpoczynku.</p>
<p>  Rano, skoro świt znaleźli aniołowie parę biednych rolników płaczących. Krowa, która była ich jedyną żywicielką, leżała w oborze martwa.</p>
<p>  Młodszy anioł zapytał starszego, jak to się mogło stać. Bogacz miał wszystko, a ty mu pomogłeś, wyrzucał. Biedni rolnicy mieli bardzo mało, ale podzielili się z nami wszystkim, co mieli, a ty pozwoliłeś na to, by padła im krowa.</p>
<p> </p>
<p>   „Nie wszystko wygląda tak, jak to widzimy”, odpowiedział starszy z aniołów.</p>
<p>  „Kiedy byliśmy w piwnicy bogacza zauważyłem, że w tej dziurze w ścianie błyszczy złoto. Ponieważ właściciel był skąpy i niechętnie dzielił się tym, co posiadał, naprawiłem ścianę, żeby nie mógł znaleźć skarbu. Kiedy następną noc spaliśmy w łożu biedaka, przyszła śmierć po jego żonę. Dałem jej w zamian krowę. Nie wszystko wygląda tak, jak to widzimy na pierwszy rzut oka. W większości nie znamy głębszego sensu. Nawet, kiedy wierzysz, musisz ufać, że wszystko, co się dzieje, dzieje się dla twojego dobra, a to wychodzi na jaw dopiero po jakimś czasie”.</p>
<p> </p>
<p>  Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu i szybko odchodzą. Niektórzy z nich stają się naszymi przyjaciółmi i zostają z nami na chwilę. Zostawiają w naszych sercach swoje ślady – a my już nigdy nie jesteśmy tacy sami...</p>
<p>  Wczoraj jest historią... Jutro tajemnicą...Teraźniejszość jest darem. Życie jest niezwykłe a smak każdej z przeżytych chwil nigdy się nie powtórzy...</p>
<p> </p>
<p>Rona</p>
<p> </p>
<p>Nie przekonuj nikogo do swych racji. Każdy ma swój czas przebudzenia...</p>
<p> </p>
<p>www.snienie.net</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">3842</guid><pubDate>Sat, 01 Nov 2008 14:03:52 +0000</pubDate></item><item><title>Szklanka do piwa.</title><link>https://ezoforum.pl/topic/12320-szklanka-do-piwa/</link><description><![CDATA[
<p>Siema.</p>
<p> </p>
<p>Rok temu przydarzyło mi się coś ciekawego. </p>
<p> </p>
<p>Jak to zwykle bywa, popołudniu chciałem wypić se browarka. Tak, więc wyciągnąłem butelkę, i sięgnąłem po szklankę (taką do piwa). ALE! Szklanka ta była bez spodu. Tak jakby odpadła, pękła. Byłem bardzo zdziwiony ponieważ spód był idealnie odcięty od reszty. Wręcz nie było śladu oderwania, pęknięcia, odcięcia! Następnego dnia rozmawiałem o tym z mamą. I powiedziała mi że może to oznaczać obecność duchów (łał). Wiecie może coś o tego typu zjawiskach?</p>
<p> </p>
<p>Pozdro.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">12320</guid><pubDate>Sat, 14 Nov 2009 15:45:02 +0000</pubDate></item><item><title>Bajka o uczuciach</title><link>https://ezoforum.pl/topic/5939-bajka-o-uczuciach/</link><description><![CDATA[
<p>Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy - takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma; a wszystkich razem łączyła miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. </p>
<p> </p>
<p>Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu, miłość poprosiła o pomoc.</p>
<p> </p>
<p>Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała: </p>
<p>- Bogactwo, czy możesz mnie uratować?</p>
<p>- Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie - odpowiedziało Bogactwo.</p>
<p> </p>
<p>Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem. </p>
<p>- Dumo, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość. </p>
<p>- Niestety nie mogę cię wziąć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle. </p>
<p> </p>
<p>Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek. </p>
<p>- Smutku, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość. </p>
<p>- Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam - odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal. </p>
<p> </p>
<p>Dobry Humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.</p>
<p> </p>
<p>Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu...</p>
<p> </p>
<p>Nagle Miłość usłyszała: </p>
<p>- Chodź! Zabiorę cię ze sobą! - powiedział nieznajomy starzec. Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać, kim jest jej wybawca.</p>
<p> </p>
<p>Miłość bardzo chciała się dowiedzieć, kim jest ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do Wiedzy. </p>
<p>- Powiedz mi proszę, kto mnie uratował? </p>
<p>- To był Czas - odpowiedziała Wiedza. </p>
<p>- Czas? - zdziwiła się Miłość. - Dlaczego Czas mi pomógł?</p>
<p>- TYLKO CZAS ROZUMIE, JAK WAŻNYM UCZUCIEM W ŻYCIU KAŻDEGO CZŁOWIEKA JEST MIŁOŚĆ - odrzekła Wiedza.</p>
<p> </p>
<p>znalezione w internecie.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">5939</guid><pubDate>Sun, 19 Apr 2009 19:10:08 +0000</pubDate></item><item><title>Legendy Nordyckie.</title><link>https://ezoforum.pl/topic/45-legendy-nordyckie/</link><description><![CDATA[
<p>Znacie legendy nordyckie? Ich bogów i inne mityczne stwory?</p>
<p>Jeśli ktoś wie, to się tylko zapytam: czy według legend "zmierzch bogów" już nastąpił? Czy wiecie jak mieli zginąć inni bogowie?(bo ja wiem tylko jak Odin zginął)</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">45</guid><pubDate>Thu, 13 Oct 2005 19:00:59 +0000</pubDate></item><item><title>Minuta m&#x105;dro&#x15B;ci</title><link>https://ezoforum.pl/topic/6740-minuta-m%C4%85dro%C5%9Bci/</link><description><![CDATA[
<p>W tej książce Anthony de Mello ukazuje nam proste, a jakże mądre prawdy, do tego w "minutowej" formie. Ich zaletą jest także nie pozbawiona humoru pointa. Oto kilka z madrości </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Cuda </p>
<p>Pewien człowiek przemierzył morza i lądy, by osobiście przekonać </p>
<p>się o nadzwyczajnej sławie Mistrza. </p>
<p>- Jakie cuda uczynił wasz Mistrz? - zapytał jednego z uczniów. </p>
<p>- Hm! Są cuda i cuda. </p>
<p>W twojej ojczyźnie uważa się za cud, jeśli Bóg wypełni czyjąś </p>
<p>wolę. </p>
<p>W moim kraju uważa się za cud, jeśli ktoś pełni wolę Bożą. </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Dojrzałość </p>
<p> </p>
<p>Do ucznia, który nieustannie oddawał się modlitwom, Mistrz </p>
<p>powiedział: </p>
<p>- Kiedy wreszcie skończysz wspierać się na Bogu i staniesz na </p>
<p>własnych nogach? </p>
<p>Uczeń był zaskoczony. </p>
<p>- Przecież to ty uczyłeś nas, by uważać Boga za Ojca! </p>
<p>- Kiedy nauczysz się, że ojciec nie jest tym, na kim możesz się </p>
<p>wspierać, lecz tym, kto wyzwala cię z twojej skłonności do </p>
<p>wspierania się na kimkolwiek? </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Wrażliwość </p>
<p> </p>
<p>- Jak mogę doświadczyć jedności z całym stworzeniem? </p>
<p>Słuchając - odpowiedział Mistrz. </p>
<p>- A jak powinienem słuchać? </p>
<p>- Stając się uchem, zwracającym uwagę na każdą rzecz, którą mówi </p>
<p>wszechświat. </p>
<p>W chwili, kiedy usłyszysz coś, co pochodzi od ciebie, zatrzymaj </p>
<p>się. </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Absurd </p>
<p> </p>
<p>Mistrz od dłuższego czasu tarł cegłę o posadzkę pokoju, w którym </p>
<p>medytował uczeń. </p>
<p>Początkowo uczeń był zadowolony, przyjmując to jako próbę swojej </p>
<p>zdolności do koncentracji. </p>
<p>Ale kiedy dźwięk stał się nie do zniesienia, nie wytrzymał i </p>
<p>wybuchnął: </p>
<p>- Co, u diabła, wyprawiasz? </p>
<p>Nie widzisz, że medytuję?! </p>
<p>- Poleruję te cegłę, aby stała się lustrem - odpowiedział Mistrz. </p>
<p>- Oszalałeś! Jak możesz z cegły zrobić lustro? </p>
<p>- Jestem szalony nie bardziej niż ty! W jaki sposób z egocentryka </p>
<p>możesz stać się człowiekiem medytującym? </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Jasność </p>
<p> </p>
<p>- Nie szukajcie Boga - rzekł Mistrz. - Po prostu patrzcie, a </p>
<p>wszystko się wam objawi. </p>
<p>- Ale jak mamy patrzeć? </p>
<p>- Za każdym razem, kiedy patrzycie na cokolwiek, starajcie się </p>
<p>widzieć tylko to, co jest, i nic innego. </p>
<p>Uczniowie byli wyraźnie zdezorientowani, więc Mistrz wyłożył to </p>
<p>prościej: </p>
<p>- Na przykład, kiedy spoglądacie na księżyc, starajcie się widzieć </p>
<p>jedynie księżyc i nic ponadto. </p>
<p>- A cóż innego oprócz księżyca można widzieć, kiedy się na niego </p>
<p>patrzy? </p>
<p>- Człowiek głodny mógłby zobaczyć krąg sera. </p>
<p>Zakochany - twarz ukochanej osoby. </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Religia </p>
<p> </p>
<p>Podróżujący gubernator zatrzymał się, by złożyć uszanowanie </p>
<p>Mistrzowi. </p>
<p>- Ważne sprawy państwowe nie pozostawiają mi czasu na długie </p>
<p>rozprawy - rzekł. </p>
<p>- Czy mógłbyś streścić istotę religii w jednym lub dwóch zdaniach, </p>
<p>dla ludzi tak zajętych jak ja? </p>
<p>- Dla dobra Waszej Wysokości gotów jestem ująć to w jednym słowie. </p>
<p>- Nie do wiary! Cóż to za niezwykłe słowo? </p>
<p>Milczenie. </p>
<p>- A jaka droga prowadzi do Milczenia? </p>
<p>Medytacja. </p>
<p>- A czym jest, jeśli mogę zapytać, medytacja? </p>
<p>- Milczeniem. </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Duchowość </p>
<p> </p>
<p>Chociaż był to "Dzień Milczenia" Mistrza, pewien podróżny poprosił </p>
<p>go o słowo mądrości, które byłoby mu przewodnikiem w drodze przez </p>
<p>życie. </p>
<p>Mistrz uprzejmie przystał na to, wziął kartkę papieru i napisał na </p>
<p>niej jedno, jedyne słowo: " wiadomość". </p>
<p>Przybysz najwyraźniej nie wiedział, co począć. </p>
<p>- To zbyt mało. </p>
<p>Czy nie mógłbyś powiedzieć o tym czegoś więcej?  Mistrz powtórnie </p>
<p>wziął papier i napisał: </p>
<p>"Świadomość, świadomość, świadomość". </p>
<p>- Ale co właściwie znaczą te słowa? - zapytał jeszcze bardziej </p>
<p>bezradny gość. </p>
<p>Mistrz wyciągnął rękę po papier i napisał: </p>
<p>"Świadomość, świadomość, świadomość znaczy świadomość".</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">6740</guid><pubDate>Fri, 22 May 2009 16:43:47 +0000</pubDate></item><item><title>Smok z Babilonu</title><link>https://ezoforum.pl/topic/14274-smok-z-babilonu/</link><description><![CDATA[
<p>Tym razem na poszukiwanie śladów smoków wybierzmy się na Bliski Wschód. Znajdziemy tam smoka wyrytego na słynnej Bramie Isztar w Babilonie. Jest pewna hipoteza, wedle której starożytni mieszkańcy tej metropolii czcili pochwyconego smoka, nazwanego Sirrusz, a trzymanego w ciemnej jaskini w świątyni Bela.</p>
<p>Można przypuszczać, że płaskorzeźba na Bramie Isztar przedstawia prawdziwe zwierzę z pojedynczym rogiem, ciałem pokrytym łuskami, łapami jak u ptaka lub jaszczurki i wężową głową na długiej szyi. Z pyska wystaje rozdwojony język. Sirrusz na bramie jest ukazany naprzemiennie z ogromnym, wymarłym już bykiem, przypominającym naszego żubra. Na innej części bramy ukazane są też lwy.</p>
<p>W księdze Bel i smok znajdujemy adekwatną historię. Jest to apokryf, czyli pismo powstałe w czasach biblijnych, które nie zostało włączone do kanonu biblijnego, gdyż ich autentyczność nie jest pewna. Otóż prorokowi Danielowi (ok. 600 r. p.n.e.), przywódcy Izraelitów znajdujących się w niewoli babilońskiej, pokazano ogromnego smoka, którego czcili Babilończycy. Wedle innych źródeł był to wielki wąż. Król Babilonu, Cyrus, chciał w ten sposób przekonać Daniela aby ten uznał boskość smoka.</p>
<p>A tam znajdował się wielki wąż i Babilończycy oddawali mu cześć. Król rzekł zaś do Daniela: "Nie możesz zaprzeczyć, iż to żywy bóg, czcij go zatem".</p>
<p>Daniel powiedział królowi, że zabije smoka, po czym wziął smołę, tłuszcz i włosy i zszywszy to wszystko w worku, nakarmił tą mieszanką smoka, który umarł z niestrawności. Ludność wzburzyła się przeciwko królowi i jego doradcom, gdyż Cyrus kazał zabić wszystkich kapłanów i zburzyć świątynię Bela po tym, jak Daniel uśmiercił smoka.</p>
<p> </p>
<p>czy tak naprawdę wyglądał Sirrusz?</p>
<p>Przy okazji wyszło na jaw, iż kapłani potajemnie zjadali żywność przynoszoną w ofierze fałszywemu bogowi.</p>
<p>Wysnuto pewną teorię, na podstawie której można sądzić, iż starożytni mogli mieć do czynienia z żywą skamielina - dinozaurem.</p>
<p>Szwajcarski zoolog, Bernard Heuvelmans, pisze w swojej książce, że babiloński Sirrusz nie jest dokładnie taki sam jak iguanodon czy ceratops, ale wykazuje podobieństwo do tych zwierząt:</p>
<p>"Sirrusz mógł żyć w Afryce Środkowej, dokąd docierali Chaldejczycy, mogli więc widzieć tam i schwytać ową olbrzymią jaszczurkę. Hans Schomburgh przywiózł do Europy legendy o chipekwe, a wraz z nim kilka pokrytych ceramiką cegieł - takich samych, z jakich zbudowano Bramę Isztar.</p>
<p> </p>
<p>Źródło: Tajemnica Acambaro, Charles H. Hapgood</p>
<p><a href="http://www.smoki.cc.pl/alma_babilon.htm" rel="external nofollow">http://www.smoki.cc.pl/alma_babilon.htm</a></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">14274</guid><pubDate>Sat, 23 Jan 2010 23:28:26 +0000</pubDate></item><item><title>Dawno temu na Dolnym &#x15A;l&#x105;sku</title><link>https://ezoforum.pl/topic/8239-dawno-temu-na-dolnym-%C5%9Bl%C4%85sku/</link><description><![CDATA[
<p><strong>Dawno temu we Wrocławiu…</strong></p>
<p> </p>
<p>Prawie każdy zna legendę o krakowskim smoku wawelskim czy warszawskim bazyliszku. Ale i Wrocław nie wypadł sroce spod ogona i miał własną poczwarę – smoka Strachowickiego. Ponadto mamy też Świętego Wincentego bez nóg i zatrzymującą płomienie rzeźbę Madonny.</p>
<p> </p>
<p>Z Ostrowem Tumskim związanych jest wiele legend fot: Karolina Kosowicz</p>
<p> </p>
<p>Z Ostrowem Tumskim związanych jest wiele legend fot: Karolina Kosowicz</p>
<p> </p>
<p>Każde miasto ma swoje legendy i Wrocław nie jest wyjątkiem. Niektóre z nich, jak ta o Bramie Kluskowej czy Mostku Czarownic, są powszechnie znane. Inne są już częściowo zapomniane. Dlatego przypominamy trzy naszym zdaniem najciekawsze legendy. Dawno, dawno temu…</p>
<p> </p>
<p>Smok ze Strachowic</p>
<p> </p>
<p>… w Strachowickim Lesie żył sięgający ponad konary drzew potwór. Bestia miała brzydki zwyczaj pożerania krów i owiec, a od święta nie wzgardziła także zabłąkanym wieśniakiem. Jak w każdej baśni, tak i w tej nie brakuje czarów. Bo oto na skraju tegoż lasu biło, magiczne rzecz jasna, źródełko - jego woda dawała ogromną siłę. Jednak ludzie nie czerpali z niego wody z obawy przed smokiem. Okoliczni chłopi ochrzcili poczwarę Strachotą – od lęku jaki w nich wzbudzał. Wkrótce stali się też obiektem drwin mieszkańców sąsiednich wiosek, którzy pechową osadę nazywali Strachocicami – stąd też pochodzi nazwa obecnej dzielnicy Wrocławia.</p>
<p> </p>
<p>Trwało to wiele lat, aż do dnia, gdy ofiarą bestii padł syn sołtysa. Wtedy mieszkańcy osady postanowili zgładzić potwora. Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Brakowało kogoś, kto podjąłby się tego zadania. Pewnego razu do wsi zawędrował żądny sławy i przygód (czytaj - głupi) młodzieniec imieniem Konrad. Mieszkańcy powiedzieli mu, gdzie mieszka Strachota. Chłopak długo przemierzał las, aż w końcu dotarł do źródełka.</p>
<p> </p>
<p>Zmęczony wędrówką Konrad, pochylił się nad źródłem i zaczął pić. Śpiący w pobliżu smok usłyszał podejrzane odgłosy i zbudził się. Jednak Konrad, po wypiciu zaczarowanej wody zyskał ogromną siłę. Walka, mimo iż długa i ciężka okazała się zwycięska dla Konrada. Pozbawiony czarodziejskiej mocy smok uciekł w gęste knieje ciemnego lasu, gdzie głodny po wyczerpującym boju najadł się trujących grzybów i padł. Jego cielsko wciągnęły bagna. Odważny młodzieniec został pasowany na rycerza przez Księcia Śląskiego, a w nagrodę otrzymał Las Strachociński oraz osadę przy Smoczej Studni, gdzie wybudował zamek. Tu dożył sędziwego wieku i dochował się sześciu córek i syna, który później został jednym z najsłynniejszych rycerzy na Ziemi Śląskiej. Z upływem wieków zamek Strachotów uległ zniszczeniu. Po bagnach, do których wpadł smok też nie pozostało śladu. Jednak według legendy z zaczarowanego źródełka wciąż wypływa woda, dająca mądrość, odwagę i siłę.</p>
<p> </p>
<p>Święty bez nóg</p>
<p> </p>
<p>Z Ostrowem Tumskim związanych jest wiele legend. Jednak niewiele osób zna opowieść o skromnej rzeźbie na południowej ścianie wrocławskiej katedry. Przedstawia ona św. Wincentego, który w lewej ręce trzyma brewiarz a prawą opiera na udzie, którego w rzeczywistości nie ma. Okrywający świętego habit skrywa pewną tajemnicę.</p>
<p>W ciepły majowy wieczór w 1469 znany w mieście rzeźbiarz, mistrz Erazm pożegnawszy przyjaciół, udał się do swojej pracowni na Ostrowie Tumskim. Bardzo się spieszył – musiał jeszcze skończyć zamówiony przez wrocławskich rajców posąg. Jednak, gdy mijał szybkim krokiem kościół św. Krzyża poczuł przeszywający klatkę piersiową ból – osłabione pracą i stresem serce dało o sobie znać. Erazm osunął się na ziemię i stracił przytomność.</p>
<p> </p>
<p>Gdy się ocknął, ujrzał nad sobą twarz chłopca, który nacierał mu skronie wodą. Mistrz poprosił nieznajomego, by pomógł mu dojść do pracowni. Idąc spostrzegł, że ten kuleje. Nogi i stopy chłopca były zdeformowane. Mistrz Erazm spytał chłopca, jak może mu się odwdzięczyć. Ten bez chwili namysłu odpowiedział, że chce by mistrz nauczył go rzeźbić. Już na drugi dzień Maciej (tak było mu na imię) rozpoczął naukę. Szybko okazało się, że świetnie radzi sobie z dłutem. Jednak zazdrośni o jego talent pozostali uczniowie ciągle kpili z jego kalectwa i przezywali kulasem. Chłopiec cierpliwie znosił upokorzenia okazując się coraz lepszym rzeźbiarzem. </p>
<p>W pierwszą sobotę grudnia 1470 roku mistrz Erazm zlecił Maciejowi wykonanie posągu św. Wincentego, który zamówił kanonik kapituły katedralnej Jan Paszkowicz. Maciej wziął się do pracy i w cztery miesiące wyrzeźbił świętego odzianego w habit, spod którego wystawały mocne, kształtne i zdrowe nogi… Wieczorem, po skończeniu dzieła modlił się, prosząc Boga by mistrz zaakceptował jego prace. Tej nocy spał niespokojnie… Nagle zobaczył przy swoim łóżku św. Wincentego, który uśmiechnął się dobrotliwie i dotknął jego stóp. Chłopiec poczuł przeszywający ból i obudził się z krzykiem. Spojrzał pod koc. Jego nogi były zdrowe i proste. Wyskoczył z łóżka i pobiegł do pracowni, a tam zobaczył jak jego rzeźba unosi się w powietrzu, a w miejscu gdzie spod habitu wystawały nogi świętego, zwisają fałdy materiału, którego nie wyrzeźbił…</p>
<p> </p>
<p>Gdy Erazm usłyszał o niesamowitym śnie i zobaczył rzeźbę oraz zdrowe nogi ucznia, powiadomił o wszystkim biskupa. Ten stwierdził, że zdarzył się cud. Wykonaną przez Macieja rzeźbę nakazał umieścić na południowej ścianie wrocławskiej katedry a św. Wincentego ogłosił jej drugim patronem.</p>
<p> </p>
<p>…i niewrażliwa na ogień rzeźba</p>
<p> </p>
<p>Inna rzeźba stoi w północnym ramieniu katedry przy kaplicy Elktorskiej. Przedstawia Matkę Boską trzymającą na ręku Dzieciątko. Wykonał ją w 1854 roku Karol Steinhauser z Bremy, wzorując się na słynnym obrazie Rafaela. Z tymże posągiem związana jest niezwykła i tajemnicza historia z czasów drugiej wojny światowej.</p>
<p> </p>
<p>W trakcie obrony Festung Breslau Niemcy z katedry uczynili magazyn amunicji i środków wybuchowych. W pewnej chwili pocisk z radzieckiej armaty trafił w świątynię. Armia Czerwona uznała swoje działo za cenny okaz flory – armata strzelała z terenu Ogrodu Botanicznego. Po trafieniu nastąpiła ogromna eksplozja i kościół zaczął się palić. Ściana ognia w ekspresowym tempie przesuwała się w stronę niezniszczonych kaplic za głównym ołtarzem. Pewnie płomienie dotarłyby i do nich gdyby nie zdarzyło się coś dziwnego i niewytłumaczalnego.</p>
<p> </p>
<p>Podczas trwania kolejnych eksplozji z cokołu spadła rzeźba Madonny, a przemieszczający się z ogromną prędkością ogień niespodziewanie zatrzymał się kilka centymetrów od figurki i zgasł. Dzięki temu mimo ogromu zniszczeń ocalały kaplice: Elektorska, Mariacka i św. Elżbiety. Co ciekawe rzeźba Madonny pomimo upadku z wysokiego cokołu nie odniosła żadnego uszczerbku.</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Źródła: Krzysztof Kwaśniewski Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie </p>
<p> </p>
<p>Artykuł znaleziono na stronie: <a href="http://studente.pl/artykul.php?id=2323" rel="external nofollow">katedra, legendy, wrocław, smok, historia, baśnie, bajki, strachowice - Reportaże - Lifestyle - studente.pl</a></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">8239</guid><pubDate>Fri, 17 Jul 2009 06:53:24 +0000</pubDate></item><item><title>Kamienie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/10661-kamienie/</link><description><![CDATA[
<p>"Pewnego dnia, pewien stary profesor został zaangażowany aby przeprowadzić kurs dla grupy szefów wielkich koncernów amerykańskich, na temat skutecznego planowania czasu. Kurs ten był jednym z pięciu modułów przewidzianych na dzień szkolenia. Stary profesor miał więc do dyspozycji tylko jedną godzinę by wyłożyć swój przedmiot.</p>
<p> </p>
<p>Stojąc przed tą elitarną grupa (gotową zanotować wszystko, czego ekspert będzie nauczał), stary profesor popatrzył powoli na każdego z osobna, następnie powiedział: "Przeprowadzimy doświadczenie".</p>
<p> </p>
<p>Spod biurka, które go oddzielało od studentów, stary profesor wyjął wielki dzban (o pojemności 4 litrów), który postawił delikatnie przed sobą. Następnie wyjął około dwunastu kamieni, wielkości piłki do tenisa, i delikatnie włożył je kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi i niemożliwym było dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniósł wzrok na swoich studentów i zapytał ich: "Czy dzban jest pełen?". Wszyscy odpowiedzieli: "Tak".</p>
<p> </p>
<p>Poczekał kilka sekund i dodał: "Na pewno?". Następnie pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Delikatnie wysypał żwir na kamienie, po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął miejsce między kamieniami ... aż do dna dzbana. Stary profesor znowu podniósł wzrok na audytorium i znowu zapytał: "Czy dzban jest pełen?". Tym razem świetni studenci zaczęli rozumieć. Jeden z nich odpowiedział: "Prawdopodobie nie".</p>
<p> </p>
<p>Dobrze - odpowiedział stary profesor. Pochylił się jeszcze raz i wyjął spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwagą wsypał piasek do dzbana. Piasek zajął wolną przestrzeń między kamieniami i żwirem. Jeszcze raz zapytał: "Czy dzban jest pełen?". Tym razem, bez zająknienia, świetni studenci odpowiedzieli chórem: "Nie".</p>
<p> </p>
<p>Dobrze - odpowiedział stary profesor.</p>
<p> </p>
<p>I tak, jak się spodziewali, wziął butelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż po brzegi.</p>
<p> </p>
<p>Stary profesor podniósł wzrok na grupę studentów i zapytał ich: "Jaką wielką prawdę ukazuje nam to doświadczenie?"</p>
<p>Niegłupi, najbardziej odważny z uczniów, biorąc pod uwagę przedmiot kursu, odpowiedział: "To pokazuje, że nawet jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, jeśli naprawdę chcemy, możemy dorzucić więcej spotkań, więcej rzeczy do zrobienia".</p>
<p> </p>
<p>Nie - odpowiedział stary profesor, "To nie o to chodziło. Wielka prawda, którą przedstawia to doświadczenie jest następująca: jeśli nie włożymy kamieni, jako pierwszych do dzbana, później nie będzie to możliwe".</p>
<p> </p>
<p>Zapanowało głębokie milczenie, każdy uświadomił sobie oczywistość tego stwierdzenia. Stary profesor zapytał ich: " Co stanowi kamienie w waszym życiu ? Wasze zdrowie? Wasza rodzina? Przyjaciele? Zrealizowanie marzeń? Robienie tego, co jest waszą pasją? Uczenie się? Odpoczywanie? Dawanie sobie czasu na ...? Albo jeszcze coś innego?</p>
<p> </p>
<p>Należy zapamiętać, że najważniejsze jest włożyć do swego życia jako pierwsze - właśnie KAMIENIE. Jeśli damy pierwszeństwo drobiazgom (żwir, piasek), wypełnimy życie drobiazgami i nie będziemy mieć wystarczająco dużo cennego czasu, by poświęcić go na ważne elementy. Przegramy swoje życie."</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">10661</guid><pubDate>Sun, 20 Sep 2009 11:10:04 +0000</pubDate></item><item><title>To sie zdarza ;)</title><link>https://ezoforum.pl/topic/8812-to-sie-zdarza/</link><description><![CDATA[<p>Witajcie!</p>
<p>Ja mam takie do Was pytanko odnosnie -powiedzmy zabobonow-choc nie wiem jak to nazwac a mianowicie;</p>
<p>-jesli swedzi Cie nos to znaczy ze Aniolek Cie caluje?</p>
<p>-jesli swedzi prawa reka to bedziesz sie witac jesli lewa to otrzymasz pieniadze?</p>
<p>-powiedzenie prawe lzawe lewe smiewe-jesli swedzi oko sie sprawdza?</p>
<p>Co Wy o tym sadzicie ?poruszany byl temat zakonnic i pecha a jak rozumiec to ?</p>
<p>Musze powiedziec ze to ostatnie o oczach sprawdza mi sie za kazdym razem!!!!!</p>
<p>Czy jakies mhh "sily" chca nam cos przez to przekazac..ostrzec...</p>
<p><img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":z_jezorem_na:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_z_jezorem_na.gif"></p>
<p>Pozdrowionka</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">8812</guid><pubDate>Sat, 01 Aug 2009 13:59:40 +0000</pubDate></item><item><title>C&#xF3;rka rycerza</title><link>https://ezoforum.pl/topic/9725-c%C3%B3rka-rycerza/</link><description><![CDATA[
<p>Przed wiekami na półwyspie wrzynającym się w jezioro Silm nieopodal miejscowości Kamionki znajdował się kasztel wspaniały. Mieszkał tam rycerz zacny, który władał pobliskimi ziemiami. Był to człowiek prawy i dobrotliwego serca mający w opinii ludu opinię „dobrego pana”. Miał jednak córkę o wielkiej urodzie-  wyniosłą i pełną gniewu w sercu. Każdy musiał być posłusznym jej woli i spełniać różnorakie zachcianki.  Nie miała litości ni dla ludzi ni dla zwierząt. Służba drżała przed nią, gdyż w gniewie nie wahała się smagać batem nawet najbliższej służącej. Wyśmienicie jeździła też konno i niejednokrotnie można było ją dostrzec, gdy na rumaku pędziła w stronę pobliskiego lasu. Nie dawała też zwierzęciu wytchnienia tak, że często padało ono martwe z wyczerpania. </p>
<p>Martwił się ojciec zachowaniem córki, lecz zbyt ją miłował, by czegokolwiek odmawiać. Tak nadszedł dzień świętego Marcina, kiedy to jak co roku chłopi z okolicznych wsi składali panu swemu należną część zbiorów. Piękna córka rycerza z nieskrywaną wzgardą spoglądała na ów nędzny tłum ludzi znoszących swe dary i nie szczędziła ojcu gorzkich słów widząc z jaką życzliwością się do nich odnosi. W końcu dosiadła ognistego rumaka i popędziła przed siebie, by nie patrzeć na chłopów, którymi gardziła. Gdy już z wieczora wracała na kasztel i końskie kopyta zastukały na zwodzonym moście dostrzegła drżącą staruszkę stojącą przy bramie. Gniewem wielkim się uniosła i  bez wahania uderzyła batem kobietę przez twarz.</p>
<p>-Cóż za leniwa tłuszcza!- zakrzyknęła.</p>
<p>Niespodziewanie koń, którego dosiadała stanął dęba. Dziewczyna nie zdołała utrzymać się w siodle i upadła na ziemię. Ujrzała nad sobą staruszkę, która pokręciła jeno głową i wyciągnęła przed siebie rękę.</p>
<p>-Jesteś okrutnym dzieckiem śmiertelnych istot, w sercu twym nie ma miłości zaś dłonie twe jeno zło czynić potrafią…Tedy nie zaznasz już ty więcej spokoju na tej ziemi zaś ręce twe na wieki spętane zostaną. Przeklęte niechaj będą te pola, które cię karmią i przeklęty kasztel, który dał ci schronienie!</p>
<p>Ledwo przebrzmiały słowa kobiety, a góra się rozstąpiła i kasztel wspaniały jął się w nią zapadać pozostawiając jeden ślad po swym istnieniu, mianowicie zagłębienie pośrodku wzgórza. W tym samym też czasie las wzrastający w okamgnieniu pochłonął żyzne pola i łąki w okolicy. </p>
<p>Piękna córka rycerza w istocie nie zaznała spokoju, gdyż o północy można ją spotkać jak krąży wokół wzgórza. W srebrzystym blasku księżyca doskonale widać jej widmową postać, wspaniałe loki będące za życia ozdobą i oczy gorejące niczym węgle rozżarzone, przepełnione rozpaczą. Bywa, że gdy wiatr chyli ku ziemi gałęzie drzew słychać jej zawodzenie. </p>
<p>Tylko jednego dnia w roku, w dzień świętego Marcina może zbliżyć się do ludzi, by błagać o wybawienie. Siada wówczas na przydrożnym kamieniu i błagalnie wyciąga do przechodzących skrzyżowane ręce. Jeśli znajdzie się śmiałek, który je rozpęta tym samym wybawi nieszczęsną od dalszych cierpień. Jak dotąd jednak nikomu się to nie udało.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">9725</guid><pubDate>Tue, 25 Aug 2009 18:26:52 +0000</pubDate></item><item><title>Swi&#x119;ta Bozego Narodzenia - opowiadanie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/12981-swi%C4%99ta-bozego-narodzenia-opowiadanie/</link><description><![CDATA[
<p><span><em>Czerwona tarcza słońca coraz szybciej chyliła się ku zachodowi. Ostatnie długie promienie przetykały łagodnie czuby najwyższych sosen, wzniecając kręgi iskier w napotkanych pojedynczych płatkach śniegu. Dobiegał końca kolejny, mroźny grudniowy dzień.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Na skraju niewielkiej świerkowej polany tkwił nieruchomo samotny człowiek. Zamyślonym wzrokiem błądził po obsypanych świeżym śnieżnym pierzem drzewach, jak gdyby czegoś jeszcze poszukiwał. Tuż za nim, na starych drewnianych saneczkach, leżała ścięta przeszło godzinę temu mała choinka na święta. Nic nie mąciło przedwieczornej ciszy, nawet urwis-wiatr z rzadka tylko potrącał tę czy inną gałązkę.</em></span></p>
<p><span><em>- Najwyższy czas wracać już do domu - pomyślał samotny człowiek.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Było już naprawdę późno. Zdecydował się nie wracać tą samą drogą co zawsze, tylko wybrał mniej wygodny skrót przez sosnowy zagajnik. Dokuczało mu zmęczenie i niewiele go obchodziły pierwsze płatki śniegu, które niebawem poczęły wirować w powietrzu. Odetchnął za to z ulgą, kiedy doleciało go znajome naszczekiwanie psów, a później zamajaczyły tuż przed nim - niczym wielkie śnieżne grzyby - wtulone w grudniową noc domki rodzinnej wioski. W każdym z nich paliło się światło, rozlegały się krzyki zachwyconych dzieci, raz nawet poczuł zapach przyrządzonej świątecznej ryby. Tylko ostatni domek mocno odróżniał się od pozostałych: nienaturalnie cichy, mroczny, jakiś nieswój - nawet dróżkę prowadzącą do drzwi zdążył przysypać świeży śnieg.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Był to jego dom. Dom-przyjaciel, ale również niemy świadek bolesnych wydarzeń.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Dwa lata wcześniej przetoczyła się przez wioskę epidemia szkarlatyny. Bezlitosna choroba, drwiąc z wysiłków lekarzy, wyciągała drapieżne ręce po coraz to nowe ofiary. Zanim została pokonana, wielu ludziom nadszarpnęła zdrowie. W domu leśniczego poczyniła największe spustoszenie: najpierw straciła życie córka, a w parę dni później również młoda żona leśniczego. Usłużny i miły do tej pory człowiek zmienił się w samotnika o ponurym spojrzeniu. Ludzie zaczęli się go bać. Prawie nikt go nie odwiedzał, zresztą on sam wolał całe dnie przesiadywać w lesie, gdzie spędził też pierwsze święta po stracie rodziny.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Upływający czas łagodził stopniowo ból tęsknoty za najbliższymi. Młody leśniczy stał się spokojniejszy i przestał stronić od ludzi. Nadal jednak częstym gościem na jego twarzy był bezbrzeżny smutek, zwłaszcza kiedy widział inne rodziny, szczęśliwe, rozbrzmiewające hałasem dziecięcych zabaw. On był sam i to najbardziej go gryzło.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Wśród nocnej ciszy</em></span></p>
<p><span><em>głos się rozchodzi:</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Wstańcie, pasterze - doleciał go w pewnej chwili donośny śpiew kolędy z domu sąsiada-piekarza.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>- Tak, to prawda - pomyślał leśniczy. - Ja też mam powstać i nie dać się zwyciężyć rozpaczy, chociaż straciłem najbliższe mi istoty. Może i dla mnie zajaśnieje dziś szczęśliwa gwiazda?</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Pracy w domu czekało go mnóstwo. Najpierw narąbał drew i rozpalił w piecu, gdyż w całym mieszkaniu było bardzo chłodno. Potem wziął się za sprzątanie. Wytrzepał stary chodnik, pozamiatał, poodkurzał. Przy ubieraniu choinki poczuł się nagle dziwnie radosny - po raz pierwszy w ciągu tych ostatnich ponurych lat. Przyrządzając kolację w małej kuchence, z wdzięcznością wspominał żonę, która, wykazując dużo cierpliwości, nauczyła go gotowania kilku potraw. Myślał też o niespełna siedmioletniej córeczce, często śpiewającej mu wesołe piosenki. Którąś z tych piosenek zapamiętał dosyć dobrze i nawet polubił. Nakrywając teraz do stołu, mruczał dziecięcą kolędę, z rzadka tylko fałszując.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Tuż przed posiłkiem wyszedł na chwilę z domu. Lubił takie krótkie, wieczorne spacery. Pod nogami chrzęścił świeży dywan ze śniegu, wiatr ustał zupełnie i tylko niebo nad głową iskrzyło się coraz to nowymi gwiazdami. Wieczorną ciszę przerywały jedynie radosne okrzyki dzieci sąsiadów. Trójka chłopców wybiegła na dwór, by ulepić przed domem bałwana ze świeżego śniegu. Po skończeniu zabawy zmęczeni ale i szczęśliwi chłopcy pobiegli do domu cieszyć się z otrzymanych świątecznych prezentów.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Wróciwszy do mieszkania, leśniczy bardziej wyczuł niż spostrzegł jakąś zmianę. Podejrzliwie obejrzał wszystkie kąty. Wszędzie panował porządek, tylko że ktoś niespostrzeżenie odwiedził jego mieszkanie i potrącił choinkę. Dolna gałąź drzewka kołysała się jeszcze, przyozdobiona wielkim sercem z piernika.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>- Kto go tu powiesił? - zdziwił się leśniczy, podchodząc bliżej. Delikatnie wziął piernik do ręki. Oby twoje serce było wielkie - błysnął lukrowy napis na boku czekoladowego serduszka. Ze wzruszenia mężczyzna wypuścił piernik z dłoni.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>- To na pewno dzieci piekarza go przyniosły - domyślił się wreszcie. - Kochane dzieciaki, pamiętały o mnie!</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Zasiadł do kolacji. Dopiero w tym momencie poczuł, jak bardzo był zmęczony i głodny. Barszcz z grzybami, chociaż może nie najlepiej przyrządzony, smakował mu jak rzadko kiedy. Równie szybko zniknęła z talerza ryba w galarecie. Kiedy rozpoczął deser, usłyszał pukanie do drzwi. Właściwie nie było to pukanie, tylko jedno dość silne uderzenie w drzwi.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>- Co się tam dzieje? Czyżby wiatr na nowo rozpoczął swe nocne harce? - pomyślał. - Nie, tym razem to nie może być wiatr.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Dłuższą chwilę nasłuchiwał, ale hałas nie powtórzył się więcej. Nie mogąc dłużej powstrzymywać ciekawości, szarpnął za klamkę i gwałtownie otworzył drzwi. Zamiast wybuchnąć złością, ze zdziwienia aż otworzył usta.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Na progu siedziała drobna, wynędzniała postać. Podarte, przyprószone śniegiem stare ubranie nie stanowiło wystarczającego zabezpieczenia przed kłującym zimnem, czego najlepszym dowodem był głośny kaszel dziecka.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Leśniczy nie tracił czasu. Zabrał niespodziewanego przybysza do środka, ściągnął zeń podarte ubranie, polecił ogrzać się przy piecu. Dziewięcioletnia może, wystraszona dziewczynka z przyjemnością przytuliła się do ciepłego kaflowego pieca. Po dwóch kubkach gorącej herbaty zaczęła trochę nabierać rumieńców, nadal jednak kaszlała. Chciwie pochłonęła podaną jej resztę barszczu. Kiedy postawił przed nią dopiero co odgrzane drugie danie, spojrzała na niego z wdzięcznością, choć nieśmiało, i zabrała się do jedzenia.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Leśniczy czuł się tak onieśmielony, że nie bardzo wiedział, jak zacząć rozmowę. W pewnym momencie jego wzrok padł na czekoladowe serduszko, wiszące teraz spokojnie na gałęzi choinki. Podszedł do drzewka, zerwał piernik i przyniósł go dziecku. W oczach dziewczynki błysnęła prawdziwa radość. Wbiła zęby w piernik i delektowała się każdym jego kęsem.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>- Dziękuję - wykrztusiła między jednym a drugim kęsem. - Kiedy jeszcze miałam mamę, marzyłam o takich piernikach. Ale mama była biedna...</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Nie zamierzał pytać o nic więcej. Najprawdopodobniej matka dziewczynki wędrowała od wioski do wioski i najmowała się do każdej domowej pracy - prania, sprzątania... Co się właściwie stało z tą biedną kobietą i w jaki sposób jej córka trafiła do domku leśniczego? Odpowiedź na to pytanie leśniczy uznał za sprawę mało ważną. Być może dziewczynka sama kiedyś o tym opowie, jak nabierze więcej sił i ochoty.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>- Czy upieczesz mi jeszcze takie serduszko? - zapytało dziecko już śmielszym głosem.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>- Jeśli zostaniesz, upiekę ci całe mnóstwo czekoladowych serduszek - obiecał.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Jakiś czas siedzieli jeszcze przy piecu. Później, kiedy dziewczynka zaczęła się robić senna, przeniósł ją na łóżko w sypialni, dokładnie okrył grubą kołdrą i sam też położył się spać. Kaszel minął i dziecko zapadło w zdrowy, głęboki sen.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>Przed zaśnięciem leśniczy jeszcze chwilę się modlił. Wspominał zmarłą żonę i córeczkę, dwa ponuro przeżyte lata i to, że dane mu było w dniu dzisiejszym wyzwolić się z ciemnej nocy duchowego załamania. Wspominał i dziękował, a jego anioł stróż z radością przedkładał tę modlitwę u tronu Najwyższego.</em></span></p>
<p><span><em> </em></span></p>
<p><span><em>- Boże, najbardziej Ci dziękuję, że znowu zesłałeś mi kogoś, kogo mogę kochać - wyszeptał na zakończenie leśniczy, po czym mocniej przytulił dziecko do siebie, jakby w obawie, że ten świeżo zdobyty skarb odpłynie w nieznaną dal wraz z pierwszym oddechem nowego, bożonarodzeniowego poranka.</em></span></p>
<p> </p>
<p><em>o. Franciszek Czarnowski</em></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">12981</guid><pubDate>Sat, 26 Dec 2009 20:16:14 +0000</pubDate></item><item><title>Poniewa&#x17C; S&#x142;o&#x144;ce &#x15B;wieci dla NAS!Ale w jakim celu?</title><link>https://ezoforum.pl/topic/6431-poniewa%C5%BC-s%C5%82o%C5%84ce-%C5%9Bwieci-dla-nasale-w-jakim-celu/</link><description><![CDATA[<p>Mam wrażenie, że prawdopodobnie każdy z nas chociaż przez kilka sekund zastanawiał się nad tym co robi na Ziemi, nad sensem własnego istnienia...Udajemy często istoty, którymi tak naprawdę nie jesteśmy tylko chcielibyśmy byc i sami oszukujemy swoje przeznaczenie, nie dając życiu biec swoim rytmem, własną prawidłowością ...Z jakiego powodu właśnie tutaj jesteśmy, co spowodowało, że żyjemy w tych czasach a nie innych?Co miało wpływ na to, że urodziliśmy się np 01.09.1985 a nie np dwa dni później lub tydzień wcześniej?Ja już wiem, że w życiu nie ma przypadków nie istnieje coś takiego jak zjawisko "pech", czegoś takiego nie ma, zostało to tylko wymyślone przez ludzi, którzy nie potrafią w racjonalny sposób wytłumaczyc sobie kolei następujących po sobie sytuacji, które nie zawsze są zgodne z naszymi oczekiwaniami.... Więc nasuwa się pytanie...nurtujące pytanie...Jaką drogę wybrac aby spełnic wszystkie swoje przywileje, które są nam dane?Numerologia w pewien sposób (zresztą bardzo prawidłowy) obrazuje nam Kim jesteśmy i w jakim celu nasza Dusza pojawiła się na Ziemi. Ale czy to wszystko wyjaśnia?Absolutnie NIE! To jest tylko połowa tego czego powinniśmy wiedziec o sobie żeby nie popełniac błędów w życiu...Jak poznac swój cel, swoja drogę? Jak oddzielic dobro od zła? A wreszcie......Jak odgadnąc w jakim celu żyjemy?Czy jest to możliwe?</p>]]></description><guid isPermaLink="false">6431</guid><pubDate>Thu, 07 May 2009 21:04:58 +0000</pubDate></item><item><title>Z mora&#x142;em...</title><link>https://ezoforum.pl/topic/6087-z-mora%C5%82em/</link><description><![CDATA[<p>Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem: "Jestem ślepy, proszę o pomoc"</p>
<p>Pewien mężczyzna, który przechodził obok niego, zauważył, że jego kapelusz jest prawie pusty, zaledwie parę groszy...</p>
<p>Wrzucił mu parę monet, po czym bez pytania niewidomego o zgodę wziął jego kartonik, odwrócił na druga stronę i napisał coś....</p>
<p>Tego samego popołudnia, ten sam mężczyzna znowu przechodził obok tego samego niewidomego i zauważył, że tym razem jego kapelusz jest pełen monet.</p>
<p>Niewidomy rozpoznał kroki tego człowieka i zapytał go czy to on odwrócił kartonik i co na nim napisał......</p>
<p>Mężczyzna odpowiedział: " nic co nie byłoby prawdą. Przepisałem Twoje zdanie tylko troszkę inaczej."</p>
<p>Uśmiechnął się i oddalił.</p>
<p>Niewidomy nigdy się nie dowiedział, że na jego kartoniku było napisane:</p>
<p>"dzisiaj wszędzie dookoła jest wiosna.. A ja nie mogę jej zobaczyć..."</p>
<p> </p>
<p>Zmień swoją strategię jeśli coś nie jest tak jak być powinno. A zobaczysz, że będzie lepiej...</p>
<p> </p>
<p>A jeśli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że Twoja praca nie jest profesjonalna, powiedz sobie, że Arkę Noego zbudowali amatorzy a Titanica profesjonaliści...<img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":_okok:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default__okok.gif">:_okok:<img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":_okok:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default__okok.gif"></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">6087</guid><pubDate>Sun, 26 Apr 2009 20:16:24 +0000</pubDate></item><item><title>9.09.2009 - Przepowiednia</title><link>https://ezoforum.pl/topic/9722-9092009-przepowiednia/</link><description><![CDATA[
<p>Byc moze slyszeliscie juz o przepowiedniu Filipa Fediuka dotyczaca "trzech dziewiatek" i zwiazanej z tym wielkiej powodzi?</p>
<p> </p>
<blockquote data-ipsquote="" class="ipsQuote" data-ipsquote-contentapp="forums" data-ipsquote-contenttype="forums" data-ipsquote-contentid="9722" data-ipsquote-contentclass="forums_Topic"><div>
<p>„Kiedy spotkają się trzy dziewiątki, Polskę nawiedzi powódź wszechczasów!</p>
<p>To wydarzy się 9.09.2009 ! - taka przepowiednia krąży po Kłodzku i okolicy.</p>
<p> </p>
<p>Ludzie podają ją sobie lękliwie z ust do ust a jej autorem jest nieżyjący już jasnowidz, mieszkaniec wsi Waliszew k. Kłodzka, Filip Fediuk.</p>
<p> </p>
<p>Fieduk to niezwykła postać, mieszkańcy nazywali go pieszczotliwie „Filipkiem”.</p>
<p>Niepozorny, trochę zamknięty w sobie, znany był z tego, że pomagał ludziom, bezbłędnie diagnozując choroby.</p>
<p>Podobno lepiej od lekarzy…</p>
<p>Filip Fieduk przybył na Dolny Śląsk w 1945 r. wraz z innymi osadnikami ze Wschodu.</p>
<p>Od najmłodszych lat miał niezwykły dar przepowiadania przyszłości i leczenia za pomocą ziół.</p>
<p>Często żalił się, że widzi pewne rzeczy, chociaż wcale tego nie chce.</p>
<p>M.in. już w dzieciństwie przewidział exodus ze wsi ukraińskiej na Ziemie Odzyskane, itp.</p>
<p>Sława nieco go przytłaczała, pod małą chatkę jasnowidza przybywały prawdziwe tłumy. Niekiedy kazał im czekać nawet po kilka dni.</p>
<p>Potrafił być niegrzeczny, uważał bowiem, że do jasnowidza powinno się przychodzić z poważnymi sprawami, a tych którzy jego zdaniem zamierzali pytać o błahostki, po prostu przepędzał.</p>
<p>Szczególnie złościły go pytania, jak zdobyć duże pieniądze, itp.</p>
<p>Najczęściej wieszczył po ukraińsku, mówił chaotycznie i niezbyt wyraźnie, więc nie wszyscy byli w stanie go zrozumieć. Uchodził za postać ekstrawagancką, tym bardziej, że pytającymi zajmował się jakby niechcący, na przykład obierając na podwórku ziemniaki.</p>
<p>Sąsiedzi go jednak uwielbiali. Im akurat chętnie pomagał, przepowiadał ile będą mieć dzieci, jak będzie wyglądała ich przyszłość, pomagał rozwiązywać problemy i podejmować najtrudniejsze decyzje.</p>
<p>Miejscowi opowiadają historię, kiedy to kobieta niosła dla Filipka podarunek w postaci jajek. Kiedy w ostatniej chwili zdecydowała się ukryć te jajka przy drodze i nie dać ich jasnowidzowi, ten na pożegnanie rzucił jakby od niechcenia: „nie zapomnij wziąć tych jajek, które schowałaś w krzakach przy drodze”.</p>
<p>Kiedyś w obecności świadków, odwiedzając fryzjera w Kłodzku, Filipek przepowiedział katastrofę: .</p>
<p>„Kiedy spotkają się trzy siódemki, wtedy ogromna powódź przyjdzie, a wilk kłodzki napije się wody”.</p>
<p> </p>
<p>Gdy nadeszła powódź tysiąclecia 7 lipca 1997 roku, spotkały się trzy siódemki, i ku zdziwieniu mieszkańców poziom wody w zalanym mieście sięgał dokładnie... płaskorzeźby przedstawiającej wilka na jednej z kłodzkiej kamienic, przy restauracji Wilcza Jama!</p>
<p> </p>
<p>„Ostateczny potop i zagłada nadejdzie, gdy trzy dziewiątki staną obok siebie a i Lew Kłodzki pysk sobie w wodzie umoczy” – tak brzmi pełna grozy pełna przepowiednia, a ta figurka lwa jest … 30 metrów powyżej kłodzkiego wilka! Tak więc byłaby to totalna zagłada nie tylko Kłodzka i regionu, ale sporego fragmentu Polski.</p>
<p> </p>
<p>ako uzupełnienie wizji Filipa Fediuka doskonale pasują inne źródła, są to przepowiednie zachodnich jasnowidzów, którzy wyraźnie mówią o potopie obejmującym zasięgiem większość terytorium Europy, przy czym zachodnia część kontynentu ucierpi bardziej. Przyczyną ma być mega - tsunami powstałe na Atlantyku, które uderzy w kierunku wschodnim.</p>
<p> </p>
<p>Nie jest to niestety koniec apokaliptycznych wizji śląskiego jasnowidza. Przepowiedział on również trzecią wojnę światową.</p>
<p>Ostrzegał, że po jego śmierci nadejdzie kolejna, najstraszniejsza wojna, a nawet kobiety będą mobilizowane. </p>
</div></blockquote>
<p> </p>
<p>Zwrocilam uwage na te przepowiednie dwa dni temu, kiedy wsrod moich znajomych zaczela rozprzestrzeniac sie panika. Najpierw zareagowalam ze sceptycznym usmieszkiem, ale na prosbe siostry zaczelam szperac w necie w poszukiwaniu podobnych przepowiedni, jako ze na jednej "nie warto jest polegac", i musze przyznac ze sie zaniepokoilam. Edgar Cayce, Krzysztof Jackowski, ktory w zwiazku z wizja n koniec tego lata uzyl slowa "exodus", Klimuszko, Dybikowski... oni wszyscy przepowiadaja wielka wode wdzierajaca sie do Europy z Atlantyku i o ponownym wylonieniu sie z niego kontynentu (Klimuszko mowil o "bestii" obudzonej rakietami spadlymi do wody), byc moze samej Atlantydy, o wojnie...</p>
<p> </p>
<p>Co o tym sadzicie? Moja znajoma jedzie za dwa tygodnie do Ustronia, bo stwierdzila ze wobec tylu zgodnych przepowiedni nie bedzie ryzykowac. Zabiera ze soba cala rodzine i maja zamiar feralny 9 wrzesnia przesiedziec na Czantorii z jej imponujacymi 997 m nad poziomem morza. Nawet moja siostra - wielka sceptyczka robi niespokojna mine czytajac o tych wizjach.  </p>
<p> </p>
<p>Wedlug nich Polska ma poniesc najmniejsze straty po zalaniu Europy, ale ja, obecnie siedzaca w NRW, calkiem niedaleko morza polnocnego, mam stresa, zwlaszcza ze przyszlosc Niemiec nie wyglada w przepowiedniach kolorowo.</p>
<p> </p>
<p>Ktoras z przepowiedni mowi o meteorycie ktorzy uderzy w Atlantyk i spowoduje owa fale, ktora przetoczy sie az do Baltyku i spowoduje wlanie sie jego wod do koryt Odry i Wisly. Anglia prawie zniknie z map,  zaleje Paryz, wybrzeza Hiszpanii, niziny Niemiec... Tak sobie pomyslalam, ze ostatnio mielismy strasznie duzo meteorytow o dosyc pokaznej masie, w zeszlym roku w Kanadzie, teraz w styczniu miedzy Niemcami a Szwecja, z czego filmiki mozna obejrzec na YouTube...wszystkie te elementy tworza ukladanke w raczej czarnych barwach.</p>
<p> </p>
<p>Nie pomyslcie sobie ze jestem panikara i wierze we wszystkie mozliwe przepowiednie o katastrofach i koncach swiata, tylko ze akurat teraz wszystkie jakos do siebie pasuja i mnie to strasznie niepokoi.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">9722</guid><pubDate>Tue, 25 Aug 2009 17:02:15 +0000</pubDate></item><item><title>Zakl&#x119;te drzwi</title><link>https://ezoforum.pl/topic/5247-zakl%C4%99te-drzwi/</link><description><![CDATA[
<p>Gdy w domu partycjuszowskiego rodu Ferberów w Gdańsku zamontowano piękne drzwi wejściowe, przechodnie i sąsiedzi zatrzymywali sie na ich widok. Zachwyt wzbudzała płaskorzeźba zdobiąca centralną część skrzydeł. Przedstawiała ona wygnanie Adama i Ewy z raju. </p>
<p>Rzeźba powstała na zlecenie właściciela domu, znanego mecenasa sztuki, który tym razem nie kwapił się z zapłatą należną artyście. Rzeźbiarz prosił i prosił, lecz niczego nie wskórał.</p>
<p>Po kolejnej wizycie w domu Ferberów, gdy został wyrzucony za drzwi przez siebie ozdobione, przeklął je, zleceniodawcę i całą jego rodzinę. Od tego czasu Ferberowie nie mieli spokoju. W domu zamieszkał zły duch, który straszył hałasowaniem i sprowadzaniem na mieszkańców chorób i nieszczęść.</p>
<p>Dom zaczęła otaczać zła sława. Gdy w 1786 r. umarł ostatni potomek Ferberów, kamienica opustoszała  Nikt nie chciał kupićdomu, w którym działała diabelska siła. Dopiero, gdy po prawie stu latach drzwi z kamienicy przeniesiono do Ratusza Miejskiego, w domu Ferberów zapanował spokój. Ale złe zaczęło nękać burmistrzów i rajców miejskich.</p>
<p>Rzeźbione drzwi znikły z Gdańska w czasie II wojny światowej i być może szkodzą komuś gdzieś daleko od Polski.</p>
<p> </p>
<p>Tę historię opowiedział mi mój chrzestny, który mieszka na prawym brzegu Motławy.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">5247</guid><pubDate>Sat, 07 Mar 2009 14:36:09 +0000</pubDate></item><item><title>Perspektywa</title><link>https://ezoforum.pl/topic/10148-perspektywa/</link><description><![CDATA[<p>Nie wiem czy to pasuje tu, ale dostałam dziś to od kuzynki i bardzo mi się spodobało..Niestety nie ma autora <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":(" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_sad.png"> Ciągle jeszcze jednak drążę, żeby mi znalazła skąd to ma <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"></p>
<p> </p>
<p>"Pewnego razu pewien bardzo bogaty ojciec zabrał swojego syna</p>
<p>na wycieczkę na wieś, aby pokazać mu, co to znaczy bieda. Spędzili</p>
<p>kilka dni w gospodarstwie, które można było uznać za wyjątkowo</p>
<p>biedne. Po powrocie ojciec zapytał syna:</p>
<p>- jak ci się podobała wycieczka?</p>
<p>- było świetnie tato.</p>
<p>- zobaczyłeś jak żyją biedacy?</p>
<p>- o tak! </p>
<p>- czego więc się nauczyłeś?</p>
<p>- tato, my mamy jednego psa, oni cztery. my mamy basen,</p>
<p>który zajmuje pół ogródka, oni strumień, który nie ma końca. my mamy</p>
<p>w ogrodzie importowane latarnie, oni mają gwiazdy. my mamy mały</p>
<p>kawałek ziemi, oni pola, których końca nie można dojrzeć. my mamy</p>
<p>służbę, oni służą innym. my musimy kupować jedzenie, oni uprawiają</p>
<p>swoje własne. mymamy ogrodzenie wokół posiadłości, aby się chronić,</p>
<p>oni mają od tego przyjaciół...</p>
<p>ojciec zaniemówił.</p>
<p>- dziękuję ci tato, że pokazałeś mi, jak jesteśmy biedni -</p>
<p>powiedział syn.</p>
<p>czyż perspektywa nie jest piękną rzeczą..?"</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">10148</guid><pubDate>Mon, 07 Sep 2009 18:50:06 +0000</pubDate></item><item><title>Kobiety z legend, mit&#xF3;w i poda&#x144;...</title><link>https://ezoforum.pl/topic/9938-kobiety-z-legend-mit%C3%B3w-i-poda%C5%84/</link><description><![CDATA[
<p>Witam!</p>
<p>Jest to mój pierwszy post na tym forum, więc mam nadzieje, że jeśli coś zrobię źle, to nie będziedzie mieli pretensji.</p>
<p>Założyłam ten wątek, ponieważ potrzebuję pewnych informacji.</p>
<p>Poszukuję wszystkiego, co związane jest z postaciami kobiet w mitach, legendach i podaniach. Będę wdzięczna za linki, tytuły książek i najmniejsze wzmianki o danym temacie.</p>
<p>           Pozdrawiam</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">9938</guid><pubDate>Tue, 01 Sep 2009 18:34:40 +0000</pubDate></item><item><title>Trzej bracia</title><link>https://ezoforum.pl/topic/9431-trzej-bracia/</link><description><![CDATA[
<p>Miała matka trzech synów. Pewnego dnia, gdy prała bieliznę bracia posprzeczali się wielce rozmawiając o ptakach. Zirytowana zakrzyknęła wielkim głosem.</p>
<p>-Bodajbyście się orłami stali!</p>
<p>W zły czas wyrzekła te słowa bowiem synom w jednej chwili pióra wyrosły zaś oblicza przemieniły się w dzioby. Jako orły ulecieli w świat. Na próżno matka płakała ręce załamując w rozpaczy. Po dzieciach wszelki ślad zaginął. Czas jednak płynął nieubłaganie i niewieście narodziła się córka. Była to śliczna dzieweczka, której matka całe serce i czułość wszelką oddała. Gdy dorosła, opowiedziała historię o jej braciach w orły przemienionych. Córka wysłuchała z uwagą i rzekła.</p>
<p>- Pójdę w świat i braci odszukam. </p>
<p>Matka kupiła płótna i sukna, by uszyć odzienie dla synów. Córka zabrała je i poszła w świat. Wędrowała przez wiele dni i nocy aż dotarła do chatki, w której mieszkała stara kobieta. Strudzona poprosiła o nocleg.</p>
<p>-Syn mój to słońce. Gdy tu powróci spali cię dziewczyno.</p>
<p>Westchnęła ciężko i opowiedziała kobiecie o swej wyprawie. Ta wówczas pozwoliła jej zostać na noc. Kiedy słońce zaszło i przybrało ludzką postać przybyło do chaty. Zdumiało się na widok dziewczyny, ale matka opowiedziała mu smutną historię o zaklętych braciach.</p>
<p>-Wiem, gdzie są jej bracia.- rzekło i zwróciło się do dziewczęcia- Pójdź dalej aż spotkasz Księżyc. On powie ci, gdzie przebywają. </p>
<p>Podziękowała i udała się w dalszą podróż. Wędrowała dni i noce aż stanęła pod kolejną chatką, w której mieszkała staruszka. Poprosiła o gościnę i opowiedziała o celu swej wyprawy.</p>
<p>-Poczekaj na mego syna. –stwierdziła kobieta- On ci pomoże. </p>
<p>Wkrótce przybył Księżyc i wysłuchawszy historii poradził:</p>
<p>-Idź dalej, do kolejnej chatki. Tam mieszkają twoi bracia. W ciągu dnia są orłami, lecz na noc zrzucają pióra i przybierają ludzką postać. Na ich łóżkach połóż podarki i ukryj się, by z radości cię nie zadziobali.</p>
<p>Dziewczyna podziękowała pięknie i ruszyła w dalszą drogę. Znalazła chatkę i ułożywszy na łóżkach braci odzienie ukryła się w piecu. Spoglądała jednak przez dziurkę na izbę. Nagle ujrzała jak do chaty weszły trzy wspaniałe orły. Zrzuciły one pióra i przemieniły się w ludzi. Gdy wzrok ich padł na złożone na łóżkach podarunki ucieszyli się wielce pewni, iż ktoś im bliski przybył do nich. Poczęli więc chatę przeszukiwać i znaleźli ukrytą siostrę. Radość była wielka. Przygotowali spiesznie wieczerzę, przy której opowiedzieli o swoim losie z żalem o matce wspominając, która ich zaklęła. Dziewczyna popatrzyła na nich z powagą i zapytała.</p>
<p>-Jak mogę was wybawić? Wszak właśnie po to tutaj przybyłam.</p>
<p>-Pokuta jest jedyną drogą.- odpowiedział jeden z braci.</p>
<p>-Zatem jej dokonam. Co mam czynić?</p>
<p>-Musiałabyś zamieszkać na drzewie i siedzieć tam przez siedem lat nie wyrzekłszy ni jednego słowa do żadnego człowieka.</p>
<p>Siostra nie zastanawiała się długo. Zgodziła się i zamieszkała na drzewie. Czas mijał, aż w owe strony przybył młody król na polowanie. Psy zwietrzyły dziewczynę i obskoczyły drzewo ujadając głośno. Król nakazał sługom wejść na drzewo i sprowadzić ją na ziemię. Gdy ujrzał piękne dziewczę miłością tak wielką zapałał, że postanowił się z nią ożenić choć niemą była. Taka synowa nie odpowiadała matce młodego króla i przemyśliwała ona nieustannie w jaki sposób się jej pozbyć.</p>
<p>Po pewnym czasie parze królewskiej narodził się syn i wówczas królowa- matka wykradła go i wrzuciła do rzeki. Szczęściem dziecię nie utonęło, gdyż uratował je staruszek nad rzeką właśnie przechodzący. Podobnież stało się i z drugim i trzecim synem, których młoda królowa urodziła. Nieszczęsna cierpiała w milczeniu, choć wiedziała kto za tymi nieszczęściami stoi. Zbliżał się jednak już kres próby i razu pewnego powiedziała cicho do samej siebie.</p>
<p>-Boże, mój Boże... Warzy się jajko, ale jeszcze się nie uwarzyło...</p>
<p>Usłyszał to król i wielkim gniewem zapałał.</p>
<p>-Możesz ty mówić, jeno nie chcesz!- krzyknął.</p>
<p>Na próżno w milczeniu załamywała ręce i wzrokiem błagalnym na niego spoglądała. W wielkim gniewie kazał stos z drewna ułożyć i na nim spalić żonę dotąd umiłowaną. Gdy prowadzono ją na stos poglądała w rozpaczy na niebo wiedząc, iż czas próby nieomal się już zakończył. Podłożono ogień, który językami płomieni ogarnął drewniane bale. </p>
<p>I wówczas stałą się rzecz niezwykła. Usłyszano bowiem szum skrzydeł, nadleciały orły i zdusiły ogień. Otoczyły następnie siostrę chroniąc ją przed ludzkim gniewem. Po chwili pojawił się zaś anioł świetlisty prowadząc trzech chłopców- synów królewskich cudownie uratowanych. Ptaki zrzuciły pióra i stały się ludźmi bowiem przekleństwo straciło swoją moc, zaś ich siostra wreszcie przemówić mogła. Opowiedziała więc królowi o wszystkim.</p>
<p>Rozgniewany władca pojął jak wiele zła wyrządziła jego matka i polecił ją na stosie dla żony wzniesionym spalić. </p>
<p>Sam zaś wraz z małżonką i synami żył jeszcze wiele lat w szczęściu.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">9431</guid><pubDate>Sun, 16 Aug 2009 19:07:33 +0000</pubDate></item><item><title>Wielka pro&#x15B;ba</title><link>https://ezoforum.pl/topic/8685-wielka-pro%C5%9Bba/</link><description><![CDATA[
<p>Ostatnio założyłam blog, na którym umeiszczam baśnie, przypowieści, legndy i mądrości ludowe. </p>
<p>Można zobaczyć tutaj: <a href="http://basniezapomniane.blog.onet.pl/" rel="external nofollow">Baśnie zapomniane i inne - Onet.pl Blog</a></p>
<p>Mam więc prośbę, jeśli znacie takie madre bajki prześlijcie je do mnie, a ja umieszczę je na blogu. Mozecie też wejść na bloga i umieścić taką baśń w księdze gości i bajarzy. Będzie mi niezmiernie miło. Mam nadzieję, że Wam także.</p>
<p>Z góry dziękuję za wpisy i podesłane baśnie i legendy.</p>
<p> </p>
<p>Jeśli znacie też legendy z okolic swojego miejsca zamieszkania to także przesyłajcie.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">8685</guid><pubDate>Wed, 29 Jul 2009 06:11:06 +0000</pubDate></item><item><title>Skradzione kielichy</title><link>https://ezoforum.pl/topic/9528-skradzione-kielichy/</link><description><![CDATA[
<p>Dla odmiany legenda z Lidzbarku :-)</p>
<p> </p>
<p>Wojska króla Władysława Jagiełły przebywały czas jakiś w Lidzbarku spiesząc na walną rozprawę z Krzyżakami.  Podczas ich pobytu jeden z rycerzy wkradł się do kościoła świętego Wojciecha i wyniósł stamtąd złote kielichy, które pierwej sobie upatrzył. Spiesznie je sprzedał, a brzęczące monety, które uzyskał jął wydawać w pobliskiej karczmie. Po sutej wieczerzy i napitku udał się zadowolony na spoczynek. Spał twardo i żaden sen nie zmącił jego odpoczynku. Gdy jednak zbudził się i oczy otworzył ogromne przerażenie go ogarnęło. </p>
<p>Widział bowiem jeno bezgraniczną ciemność; ciemność, która przeniknęła i do jego serca. Zdjęty wielkim strachem pojął rychło, iż karę przyszło mu ponieść za kradzież naczyń świętych. Nie mógł kielichów zwrócić ani monet już przecie wydanych oddać, lecz na kolana padł i zaczął błagać Boga o wybaczenie. Jego zachowanie zwróciło rychło uwagę innych rycerzy. Gdy kradzież się wydała wiedzieli już kto jest temu winien. </p>
<p>Na rozkaz króla nieszczęśnika pojmano i skazano na śmierć. Wyrok miał zostać wykonany jak najszybciej, więc złodzieja zawleczono w miejsce, gdzie miała spaść jego głowa. Nie pozostało mu już nic innego więc jął się modlić żarliwie do świętego Wojciecha prosząc o przebaczenie.</p>
<p>I stał się cud. Nagle odzyskał wzrok i spojrzał prosto w oczy zebranym na egzekucji. Z westchnieniem wzniósł wzrok ku niebu dziękując, że ulitował się nad nim święty i przynajmniej okazał swoją łaskę skoro na ziemi już jej nie otrzyma. Gdy ukląkł, a kat miecz wznosił, by życie jego zakończyć jednym ciosem w oddali rozległ się krzyk jakiś.</p>
<p>-Miłosierdzia! </p>
<p>Po chwili pomiędzy lud zebrany, który egzekucję chciał zobaczyć wbiegł mnich pewien wołając radośnie:</p>
<p>-Miłosierdzia! Kielichy są na miejscu swoim! Niewinnym rycerz ów!</p>
<p>Mieszkańcy Lidzbarka popatrzyli po sobie w zdumieniu, lecz nie dowierzając słowom zakonnika wraz z przedstawicielami rycerstwa udali się do kościoła świętego Wojciecha.  Istotnie, oba kielichy stały na swoim miejscu. Nie było innego wyjścia jak uniewinnić rycerza.</p>
<p>Uwolniony spod katowskiego miecza udał się wprost do kościoła świętego Wojciecha, gdzie dziękował świętemu za wstawiennictwo i ślubował Bogu nigdy więcej się do tak niegodziwego czynu nie dopuścić. Gdy zaś nadszedł czas próby i wojska polskie stanęły do walnej rozprawy z Zakonem Krzyżackim okazał się jednym z najdzielniejszych rycerzy walczących pod Grunwaldem.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">9528</guid><pubDate>Tue, 18 Aug 2009 17:50:17 +0000</pubDate></item><item><title>Wojs&#x142;aw i Danka</title><link>https://ezoforum.pl/topic/9414-wojs%C5%82aw-i-danka/</link><description><![CDATA[<p>Pozwolę sobie wpisać moje ulubione podanie z Wabcza <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":oczko:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_oczko.gif"> Zakochałam się w tej opowieści przed laty, gdy dopiero zaczęłam zajmować się tą tematyką i pozostała moją ulubioną:</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>    "Dawne to były czasy, gdy w miejscu gdzie dziś wznosi się osada Wabczem zwana stał kasztel warowny, którym zarządzał dzielny i możny rycerz Mścibojem zwany. Rozległe lasy, łąki i jeziora do niego należały; liczni słudzy i poddani palili i karczowali lasy przemieniając je w pola uprawne; stada wypasające się na żyznych, nadwiślańskich łąkach dostarczały mięsa na pokarm; z pasiek po borach zbierano słodki miód natomiast kupcy, którzy aż z Gdańska tu Wisłą przybywali, zabierali skóry, miód i wosk a przywozili odzież wykwintną, sprzęty wszelakie i różnego rodzaju broń. Mścibój, który miał baczenie na lud tu mieszkający panował niczym udzielny książę bogacąc się i coraz szerzej swe imię rozsławiając. </p>
<p>Przybył on na te ziemie przed wieloma laty wraz z drużyną Bolesława, która w pogoni za nieprzyjacielem aż dotąd dotarła. Ludowi tu żyjącemu zaś przynosząc prawdziwą wiarę Chrystusową albowiem dotąd żył on w pogaństwie. Po drodze król Bolesław wznosił zamki i kasztele, które czuwać odtąd miały, by spokój i sprawiedliwość panowały na tej ziemi. Potem zaś wybierał ze swej drużyny dzielnych ludzi, którzy oddali mu znaczne usługi i osadzał ich w nowo pobudowanych grodach i kasztelach. Takim to właśnie sposobem  Mścibój został na tej ziemi stając się stróżem pokoju i sędzią sprawiedliwym.</p>
<p>Dobry i sprawiedliwy był to pan choć do gniewu skory. Gdy wpadał w złość słudzy drżeli przed nim i z pobladłymi licy padali na kolana. Kiedy ktoś dopuścił się przewinienia karał srogo i bez wahania. Trzymał też rycerz własną drużynę, z którą wspólnie polował i tępił łupieżców, którzy kryli się po niedostępnych borach. Szczęście Mściboja wszelako nie trwało wiecznie, Małżonka jego bowiem, którą miłował nad życie zmarła niespodziewanie pozostawiając po sobie jako jedyną pociechę cudną dziecinę. Mścibój z rozpaczy rwał sobie włosy na głowie, aż wreszcie zamknął się w swej komnacie i włożywszy szaty pokutnicze całymi dniami niewzruszony trwał w modlitwie. Wierni słudzy tymczasem pogrzeb wspaniały swej pani sprawili. Zrobiono bogatą trumnę z drogiego metalu przywiezionego aż z zamorskich krajów i pochowano ją w podziemiach kaplicy wśród płaczu sług i wielkiego żalu. Mścibój wyprawił wspaniałą stypę. Na podwórcu pozastawiano stoły, przy których zasiadła tak czeladź jak i przybyli goście. Sam jednak siedział chmurny, nic nie jadł i nie pił, u stóp zaś mu siedział gęślarz grając i śpiewając na cześć zmarłej pani. Uroczystość trwała przez dzień i noc całą. Rycerz zaś pełen bólu i nieutulonej rozpaczy opuścił podwórzec i poszedł do komnaty, by zajrzeć do córki. Widząc zaś małą dziecinę otuloną w miękkie skóry rozczulił się rycerz i z wdzięcznością oczy wzniósł ku niebu. Odtąd całą miłość, którą w sercu nosił na nią przeniósł. Na chrzcie zaś dano jej imię matki- Danka.</p>
<p>Rosła Danka pod opieką służby i troskliwym okiem ojca i po latach stała się urodziwą panną. Stroił ją rycerz we wspaniałe szaty tak, że dzieweczka do królewny podobną była, a jej uroda słynna była na cały kraj. Wielu rycerzy przybywało wówczas do grodu, by choć popatrzeć na piękną córkę Mściboja i pomarzyć o tym, by za zonę ją pojąć. Najwięcej nadziei miał jednak pewien włodyka z sąsiedniego grodu, który zyskał sobie przychylność tak panny jak i jej ojca. Częstym też bywał gościem i mile widzianym na kasztelu. Rychło też zaczęto i sprawę weseliska omawiać. Stary rycerz jednak hamował nieco pośpiech młodych, którzy by chętnie w dniach najbliższych na kobiercu ślubnym stanęli. Mścibój jednak swej jedynaczce wyprawić huczne zaślubiny tak, by długo opowiadano o tym wydarzeniu. Zamierzał upiększyć gród i przygotować wszystko, ażeby godnie wyposażyć ukochaną Dankę. </p>
<p>	Aż oto nagle pośród wiosennej nocy po ziemi całej Bolesława zapłonęły ognie. Zagrały donośnie rogi wojenne, zachrzęściły zbroje dobywane. Niosły się wici od grodu do grodu niosąc wieść bolesną, że król na wojnę wzywa swych dzielnych rycerzy. Nie miał Mścibój syna, więc choć stary musiał się na wojnę sposobić. Zebrano tedy ludzi, rozdano zbroje i załadowano wozy. Przez tydzień trwał gwar i ruch wielki w cichym dotąd kasztelu. Wreszcie, gdy wszystko było przygotowane nadszedł czas wymarszu. Mścibój wezwał do siebie zasmuconą Dankę, by udzielić jej ostatnich rad ojcowskich i popatrzeć na piękne lico nim na daleką wyprawę pojedzie. Wysłuchała córka rad ojcowskich wzdychając jeno i łzy roniąc skrycie. Na koniec zaś ojciec ujął ją za rękę i rzekł:</p>
<p>-Bardzo pragnę, byś poślubiła swego rycerza; niestety nie zdążyłem was połączyć węzłem małżeńskim. Dokonam jednak tego, skoro powrócimy obaj z tej wyprawy. Przyrzeknij jeno, że mu wiary dochowasz.</p>
<p>Bez chwili wahania Danka złożyła przyrzeczenie. Mścibój jednak lękał się o córkę umiłowaną. Postanowił tedy przydzielić jej opiekuna, który dbałby o nią w czas jego nieobecności. W grodzie zaś przebywał giermek czarnowłosy Wojsławem zwany, którego rycerz przygarnął niegdyś jako pacholę- sierotę, gdy zmarł jego ojciec na służbie Mściboja pozostający. Pokochał stary rycerz chłopaka jak syna i obdarzył wielkim zaufaniem. Jemu też zawierzył skarb swój największy. Wezwał go przed swe oblicze.</p>
<p>-Wojsławie, ojciec twój wiernie mi służył; ty po nim ta służbę przejąłeś. Jesteś młody, odważny i dzielny. Na twojej opiece pozostawiam przeto cały swój dobytek; ty na czas mej nieobecności panem tutaj będziesz… Tobie też zawierzam pieczę nad córką moją Danką- strzeż ją jak źrenicy oka.</p>
<p>Ucieszyło się wielce serce Wojsława na ten dowód wielkiego zaufania i uroczyste złożył przyrzeczenie, że o wszelkie dobro swego pana dbać będzie i rozkazy uszanuje. Mścibój pożegnał ich i wyruszył na wyprawę. </p>
<p>Danka płacząc rozpaczliwie odprowadziła ojca aż do granic włości jego jadąc obok na białym rumaku. Na granicy Mścibój raz jeszcze ją uściskał czując, iż tęsknota wielka go ogarnia. Wskazał też jej Wojsława jako opiekuna. Popatrzyła Danka na czarnowłosego giermka swoimi jak niebo błękitnymi oczyma i uśmiechnęła się ze smutkiem.</p>
<p>Wojsław padł przed nią na kolana i ucałował z szacunkiem kraj jej szaty.</p>
<p>-O pani moja! Z woli ojca twego staję się obrońcą twoim i sługą najwierniejszym. Będę cię szanował i bronił aż do ostatniej kropli krwi! </p>
<p>Spodobał się dziewczynie ów opiekun, zaś na te słowa żarliwe zadrżało i serce. </p>
<p>	Wojsław objął rządy na kasztelu i dobrze je sprawował. Każdego dnia też przychodził do pięknej Danki, by zdawać jej sprawę ze wszystkiego. Nie było to potrzebne, lecz giermek swą panią pokochał tak gorąco, iż tylko jej widok koił nieco ból jego serca. Danka z wdzięcznością wielką przyjmowała te odwiedziny albowiem piękny młodzieniec coraz bardziej się jej podobał. Poza mądrością wielką miał zaś dar cudnego śpiewu i gry na lutni. Na jej prośbę  często też śpiewał pieśni miast na wałach grodu pilnować służby czy z wieży wypatrywać nieprzyjaciół. Danka była coraz szczęśliwsza, a gdy Wojsław przed nią klęczał pokłon oddając jej serce trzepotało gwałtownie i oczu oderwać nie mogła od jego twarzy. Aż razu pewnego podeszła doń i podniosła go z  kolan.</p>
<p>-Nie klękaj Wojsławie, równą ci wszak jestem.</p>
<p>-Jakże to?- zapytał zdumiony.</p>
<p>-Kocham cię, jako i ty mnie.- dodała zapomniawszy o danej ojcu przysiędze.</p>
<p>Oniemiał Wojsław, lecz za chwilę porwał ją w ramiona jak szalony. Danka płakała ze szczęścia.</p>
<p>	Zaczęły się dla obojga dni cudowne, które dawała im miłość. Zapomnieli o świecie całym, o skutkach swego czynu, zaś Wojsław poczuł się na kasztelu jak pan u siebie. Czasem tylko myśl o Mściboju przesłaniała mu radość, lecz odpędzał ją od siebie sądząc, iż rycerz dawno już w walkach z Niemcami zginął. Wszak rok już upłynął a nie dał znaku życia. </p>
<p>Oto jednak wreszcie nadeszły oczekiwane wieści. Przyjechał bowiem do grodu sługa Mściboja. Opowiedział, iż wojna już się kończy, graf Gero upokorzył się i do króla przybył o pokój błagać. Mścibój zaś zdrów i za córką tęskni i niedługo powróci z wielkimi łupami. Trwoga wielka opanowała Dankę i Wojsława. Młodzian chodził po murach milczący i godzinami tkwił w głębokiej zadumie. Wszelako wrodzona odwaga przywróciła mu siłę i swobodę. Począł tedy działać, by nie oddać swej umiłowanej. Zebrał lud mnogi i na moczarach sypać zaczął szaniec, do którego zamierzał później wraz z Danką się przenieść. Zawrzała praca. Dzień i noc pracowały dziesiątki ludzi sypiąc potężną górę. Otoczono ją ostrokołami, powzmacniano na flankach, zaopatrzono w żywność i środki do obrony. Dopiero gdy praca była ukończona Wojsław odetchnął. Teraz mógł spokojnie oczekiwać na Mściboja. </p>
<p>	Wkrótce dobiegła ich wieść, iż pan kasztelu powraca do swego grodu. Wojsław zabrał resztę ludzi zdolnych do obrony, którzy chcieli mu służyć i przeprowadził się wraz z Danką na usypany szaniec. Tymczasem stary rycerz jechał dumny i milczący przez swoje włości, a za nim ciągnął się sznur wozów napełnionych łupami. Cieszył się, że zobaczy wreszcie ukochaną córkę, dla której wiózł stroje i bogactwa wszelakie. Wraz z nim powracał też Włodyka, któremu Danka była przeznaczona. Lecz u granicy nikt Mściboja nie powitał. Zdumiał się wielce, wzrok mu sposępniał i jeno przyspieszył swoją podróż. Zbliżył się wreszcie do kasztelu- już widział wyniosłe baszty i czekał aż rogi na jego powitanie się ozwą. Wszędzie jednak panowała cisza. Wjechał wreszcie w otwarte na oścież bramy, lecz i tu żywego ducha nie dojrzał. Słudzy obszukali kasztel cały i gdzieś w zakamarkach odnaleźli starca niedołężnego. Przywleczono nieszczęśnika przed oblicze Mściboja. </p>
<p>-Mów co się stało?!- odezwał się posępnie rycerz.</p>
<p>-Giermek twój, panie tutaj rządzi i nie życzy sobie, byś wchodził do jego grodu.- odpowiedział starzec z rozpaczą w głosie drżąc cały. </p>
<p>Wielkim gniewem zawrzał Mścibój jako, że ośmielony starzec jął mu opowiadać wszystko, co się wydarzyło: o tym, jak Wojsław córkę starego rycerza uwiódł i jak to kasztel warowny na moczarach wybudował a teraz czeka na przybycie zbrojnych. Zawył rycerz jak dzik raniony w kniei, zatrąbić kazał i bez wahania wyruszył w kierunku góry, by zdobyć szaniec i srogo ukarać podstępnego giermka. Wojsław był jednak dobrze przygotowany do spodziewanego ataku. Czas mijał więc, a stary rycerz mimo gniewu nie potrafił zdobyć grodu. Miotał się tedy jako zwierz oszalały- nie jadł, nie pił i nie odpoczywał. Biegał tylko jak szalony i wołał:</p>
<p>-Zemsty! Zemsty! </p>
<p>Tymczasem Wojsław czuł się bezpieczny. Żywności miał dosyć i nawet rok cały gotów był się bronić. </p>
<p>Oto jednak nadeszły mrozy i lód ścisnął moczary. Na to czekał Mścibój, w którego serce wlały się nowe siły. Na jego rozkaz przypuszczono srogi szturm, a ludzie w żelazo na poły zakuci zdobyli wreszcie nieszczęsną górę. Wówczas to rozpoczął się sąd boży, albowiem srogi rycerz wiarołomstwa nigdy nikomu nie wybaczył. Wszyscy zdrajcy, którzy przy giermku zdecydowali się stanąć i bronili nowego kasztelu padli teraz pod ciosami toporów jako pada zboże, gdy przyjdzie czas żniw. Mścibój sam wiódł prym wśród tej rzezi nie okazując nikomu litości: ani tym, którzy przed nim na kolana padli o zmiłowanie prosząc, ani niewiastom, które się łzami zalewały i o życie błagały. Znał tylko jedną karę za zdradę- śmierć. </p>
<p>Walka ta krótka był, lecz krwawa. Wreszcie dotarł rycerz ze swoimi ludźmi na sam środek kasztelu. Stała tam mała chatka zbudowana dla nowego pana i jego umiłowanej Danki. Mścibój gestem jeno wskazał zbrojnym to miejsce. Wbiegli tedy do środka z okrwawionymi mieczami w dłoniach. Sam pałając zemstą pozostał na zewnątrz czekając na winowajców. </p>
<p>Danka siedziała na ławie zaś u jej stóp leżał zakrwawiony Wojsław. Nie znały litości serca w okrutnych bojach zaprawionych wojowników. Oboje przywleczono przed oblicze starego rycerza. Spojrzał on chmurnie na dziecko, które tak wielce miłował i mimo nienawiści poczuł jak jego serce się z bólu ścisnęło. Wszelako gniew okrutny go nie opuścił, albowiem cnotę danego słowa cenił ponad wszystko. Danka zaś przyrzeczenie swoje złamała i to dla wiarołomnego giermka, którego on jak syna kochał i któremu powierzył gród cały. </p>
<p>Wielkim gniewem się uniósł krzycząc:</p>
<p>-Słowo złamałaś bezwstydnico!</p>
<p>Popatrzyła Danka ze smutkiem w błękitnych oczach na ojca. Wiedziała, iż gniew jego granic żadnych nie ma więc próżne były wszelkie tłumaczenia. </p>
<p>-Ojcze zabić mnie możesz…- odparła cicho snadź swój los przeczuwając- Poczekaj jednak dni kilka i nie zabijaj choć we mnie tego niewinnego…</p>
<p>To mówiąc głowę opuściła na wyrok czekając. Pobladł Mścibój na te słowa i usta zagryzł wściekłość tłumiąc. Cała drużyna we krwi umazana zebrała się w pobliżu. Wszyscy patrzyli na Dankę i Wojsława. Milczenie zapadło tak wielkie, że słychać było szelest śniegu padającego na ziemię i czerwieniejącego purpurą od kałuż krwi rozlanych po ziemi. Wreszcie ozwał się Mścibój posępnie.</p>
<p>-Na śmierć oboje!</p>
<p>Nie wzruszyło się serce starego rycerza, gdy oboje wleczono na dziedziniec. Struchleli słudzy pojąć nie mogąc tak okrutnego rozkazu. Wściekłość ogarnęła Mściboja i sam miecz swój wznosząc przebił serce ukochanej córki,. Padła bez życia na ziemię, a  wówczas inni zasiekli giermka jako sprawcę tych nieszczęść.</p>
<p>	Pochowano ich razem na tej górze, która stała się ich ucieczką i miejscem śmierci. Stary Mścibój zaś powrócił do dawnego kasztelu, który jednak wkrótce przekazał Włodyce z sąsiedniego grodu sam zaś przepadł bez wieści. Po kilku latach jego ciało znaleziono w miejscu, gdzie Dankę złożono do grobu.</p>
<p>	Po dziś dzień, gdy pierwszy mróz chwyci przychodzi tam Mścibój i płacze rozpaczliwie. Ludzie nazwali górę Poganką albowiem Wojsław i Danka żyli bez chrześcijańskiego ślubu. W noce księżycowe można też spotka ducha giermka, który pod postacią czarnego kota z jarzącymi ślepiami tuła się po dawnym grodzie i strzeże spokoju umiłowanej Danki."</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">9414</guid><pubDate>Sun, 16 Aug 2009 13:50:48 +0000</pubDate></item><item><title>Dla wszystkich tych, kt&#xF3;rzy s&#x105;dz&#x105; &#x17C;e maj&#x105; &#x17A;le</title><link>https://ezoforum.pl/topic/9334-dla-wszystkich-tych-kt%C3%B3rzy-s%C4%85dz%C4%85-%C5%BCe-maj%C4%85-%C5%BAle/</link><description><![CDATA[<p>Dwaj Aniołowie - wędrowcy zatrzymali się na nocleg w domu bardzo bogatej rodziny. </p>
<p>Rodzina okazała się niezbyt gościnna i niezdecydowała się na ulokowanie Aniołów w pokoju dla gości. </p>
<p>Zamiast tego Aniołowie otrzymali miejsce w piwnicy. </p>
<p>Kiedy przygotowywali sobie posłanie, starszy z nich dostrzegł dziurę w ścianie i załatał ja. </p>
<p>Kiedy zobaczył to młodszy Anioł, zapytał dlaczego. Starszy odpowiedział - <strong>nie wszystko jest takie, jakim się być wydaje</strong></p>
<p>Na kolejny nocleg Aniołowie wstąpili do domku bardzo bidnego, ale gościnnego człowieka i jego żony. Małżonkowie podzielili się z Aniołami skromnym posiłkiem jaki sami mieli i oddali im własne posłania, żeby zdrożeni wędrowcy mieli się gdzie wyspać. </p>
<p>Rankiem kiedy Aniołowie wstali, zobaczyli swojego gospodarza i jego żonę zapłakanych.</p>
<p>Ich jedyna krowa, której mleko stanowiło jedyne źródło utrzymania rodziny, leżała martwa w obórce. </p>
<p>Młodszy Anioł zapytał starszego - jak to się mogło stać? Pierwszy gospodarz miał wszystko czego dusza zapragnie, a Ty mu pomogłeś. Druga rodzina, chociaż sama miała wszystkiego bardzo mało, gotowa była podzielić się z nami wszystkim, a Ty pozwoliłeś żeby padła im jedyna krowa - żywicielka? Dlaczego?</p>
<p>Nie wszystko jest takie jakim się być wydaje - odpowiedział starszy Anioł</p>
<p>Kiedy spaliśmy w piwnicy zorientowałem się, że w dziurze w ścianie schowane jest złoto. Gospodarz był gburowaty, nieprzyjazny i nie zależało mu na czynieniu dobra, dlatego też naprawiłem ścianę aby nie mógł znaleźć ukrytego skarbu. </p>
<p>Kiedy kolejnej nocy spaliśmy na posłaniach naszych gospodarzy, przyszedł Anioł śmierci, który przyszedł po żonę biedaka, więc oddałem mu w zamian krowę. </p>
<p> </p>
<p>Przemyślcie sobie własne życie - bo nawet jeśli wydaje nam się że jest beznadziejnie i że wszyscy o nas zapomnieli, to w rzeczywistości może być całkowicie inaczej <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":aniolek_na:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_aniolek_na.gif"></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">9334</guid><pubDate>Fri, 14 Aug 2009 09:46:17 +0000</pubDate></item><item><title>Siedz&#x105;c pod czarodziejskim drzewem</title><link>https://ezoforum.pl/topic/3846-siedz%C4%85c-pod-czarodziejskim-drzewem/</link><description><![CDATA[
<p>Nie zastanawiając się, o czym myślimy czy mówimy, tworzymy bardzo silne sugestie, które realizują się wbrew naszej woli. Tak jak w tej przypowieści...</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Był sobie kiedyś pechowy człowiek, który ciągle wędrował z miejsca na miejsce. W czasie swoich wędrówek przybył do lasu. Usiadł pod drzewem i poczuł wielki spokój. Wiał lekki wietrzyk, a kiedy rozejrzał się dookoła, wędrowiec ów stwierdził, że las, w którym się znalazł, jest piękny. </p>
<p>  - Gdybym tylko miał towarzyszkę - pomyślał - byłbym zupełnie szczęśliwy. </p>
<p>  Tak się złożyło, że drzewo, pod którym siedział, było czarodziejskim drzewem. Czarodziejskie drzewo jest drzewem boskim i powiadają, że jeżeli ktoś siedząc pod nim wypowie życzenie, życzenie to zostaje natychmiast spełnione. Tak więc w tym samym momencie pojawiła się piękna dziewczyna. Mężczyzna był zachwycony. Usiadła koło niego i przez chwilę był zadowolony. Zaraz jednak pomyślał: </p>
<p>  - Szkoda, że musimy siedzieć pod drzewem, wystawieni na działanie żywiołów. Byłoby o wiele lepiej, gdybyśmy mieli dom z kilkoma sypialniami i jadalnią, wyposażony we wszelkie wygody. </p>
<p>  Natychmiast pojawił się dom, jakiego sobie życzył. Uszczęśliwiony, wszedł do domu ze swoją ukochaną. Usiedli i czule ze sobą gawędzili. Nagle mężczyzna powiedział: </p>
<p>  - Słuchaj, jaki jest sens, żebyśmy żyli w tym domu jak nędzarze? Chciałbym żyć jak książę. Gdybyśmy tylko mieli lokaja i parę służących do podawania posiłków. </p>
<p>  W mgnieniu oka pojawił się lokaj i dwoje służących. Mężczyzna wezwał służących i powiedział: </p>
<p>  - Przygotujcie nam dwie smaczne potrawy. Za chwilę lokaj przyniósł dwa wyśmienite dania. Mężczyzna spróbował potraw, były pyszne. Wtedy zaczął się zastanawiać: </p>
<p>  - Co tu się dzieje? Zapragnąłem żony, a ona się pojawiła. Zapragnąłem domu i otrzymałem piękny dom. Zapragnąłem lokaja i pary służących, a oni pojawili się. Zapragnąłem smacznych potraw i one również się zmaterializowały. Co się dzieje? Musi tu być jakiś demon! Natychmiast pojawił się przed nim demon z otwartą paszczą. </p>
<p>  - On mnie zje! - krzyknął mężczyzna. </p>
<p>  Oczywiście demon pożarł go i na tym się skończyło. </p>
<p>  <span><span style="font-family:Verdana;">Ten nieszczęsny człowiek wpadł w pułapkę własnej wyobraźni. Najpierw myślał o dobrych rzeczach, ale kiedy je sobie wyobrażał, wyobraził sobie również demona i własną śmierć. Gdyby zamiast wyobrażać sobie demona pomyślał: „Widocznie Bóg daje mi to wszystko", jego los potoczyłby się inaczej.</span></span></p>
<p><span> </span></p>
<p><span><span style="font-family:Verdana;">Rona</span></span></p>
<p><span> </span></p>
<p><span> </span></p>
<p><span>Nie ma takiego dobra, z którego nie mogłoby się zrodzić zło, i nie ma takiego zła, które nie mogłoby zaowocować dobrem...</span></p>
<p><span> </span></p>
<p><a href="http://www.snienie.net" rel="external nofollow"><span>Początek | Śnienie</span></a></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">3846</guid><pubDate>Sat, 01 Nov 2008 23:31:50 +0000</pubDate></item><item><title>Przypowie&#x15B;ci buddyjskie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/8708-przypowie%C5%9Bci-buddyjskie/</link><description><![CDATA[
<p>Był kiedyś wielki mistrz buddyjski, Nagarjuna. Przyszedł do niego złodziej. Zauroczył się mistrzem, ponieważ nigdy nie widział osoby tak pięknej i pełnej gracji. Zapytał Nagarjuna: „Czy ja również mam jakąś możliwość na rozwój? Ale musze najpierw wyjaśnić jedną rzecz: Jestem złodziejem. Co więcej: Nie rzucę tego więc nie stawiaj mi takiego warunku. Zrobię cokolwiek mi powiesz ale nie przestanę być złodziejem. Wiele razy próbowałem – nigdy mi się nie udało, więc zrezygnowałem. Pogodziłem się z moim przeznaczeniem, że jestem i pozostanę złodziejem, więc nie mówmy o tym. Niech to będzie jasne od samego początku”.</p>
<p> </p>
<p>Nagarjuna odpowiedział: „Dlaczego się boisz? Kto będzie mówił o tym, że jesteś złodziejem?”</p>
<p> </p>
<p>Złodziej odpowiedział: „No ale kiedy szedłem do mnicha, księdza, jakiegoś świętego, to mówili mi najpierw ‘Na początku przestań kraść’”.</p>
<p> </p>
<p>Nagarjuna roześmiał się i powiedział:” Widocznie chodziłeś do samych złodziei; inaczej po co to mówić? Co ich to obchodzi? Ja się tym nie przejmuje!”</p>
<p> </p>
<p>Złodziej bardzo się ucieszył. Powiedział: „W takim razie w porządku. Wydaje mi się, że teraz mogę zostać twoim uczniem, Jesteś właściwym mistrzem”.</p>
<p> </p>
<p>Nagarjuna zgodził się i powiedział: „Teraz odejdź i rób co tylko chcesz. Musisz spełnić tylko jeden warunek: bądź świadomy! Idź, włamuj się, wchodź do domów, zabieraj rzeczy, kradnij; rób co chcesz, to mnie nie interesuje, nie jestem złodziejem – ale rób wszystko z pełną świadomością”.</p>
<p> </p>
<p>Złodziej nie zrozumiał, że wpadł w pułapkę. Powiedział: „W takim razie dobrze. Spróbuje”.</p>
<p> </p>
<p>Po trzech tygodniach wrócił i powiedział: „Jesteś podstępny – ponieważ jeśli stanę się świadomy, nie będę w stanie kraść. Jeśli będę kradł, zniknie świadomość. Teraz mam dylemat”.</p>
<p> </p>
<p>Nagarjuna odpowiedział: „Dość rozmów o tym, że jesteś złodziejem i kradniesz. Nie interesuje mnie to; ja nie jestem złodziejem. Musisz zadecydować! Jeśli chcesz świadomości, to musisz podjąć decyzję. Jeśli jej nie chcesz, to też musisz o tym zadecydować”.</p>
<p> </p>
<p>Mężczyzna odpowiedział: „Ale teraz będzie to dla mnie trudne. Zasmakowałem w świadomości i jest ona czymś tak pięknym – odrzucę wszystko, wszystko co każesz. Niedawno, po raz pierwszy w życiu udało mi się wejść do pałacu króla. Otworzyłem skarbiec. Mogłem stać się najbogatszym człowiekiem na świecie – ale podążałeś za mną ty i musiałem być świadomy. Kiedy stałem się świadomy to nagle – zniknęła motywacja i żądza. Kiedy stałem się świadomy diamenty wyglądały dla mnie jak kamienie, zwyczajne kamienie. Gdy straciłem świadomość skarb znów się pojawił. Czekałem tam i wiele razy zmieniałem swój stan. Raz stawałem się świadomy, byłem jak budda, nie mogłem nawet dotknąć skarbu, ponieważ to wydawało mi się głupie, bezsensowne – to tylko kamienie, co ja robię? Zatracam siebie dla jakiś kamieni? Ale potem traciłem świadomość; kamienie znów wydawały mi się piękne, ogarniała mnie iluzja. Ostatecznie zadecydowałem, że nie są tego warte”.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">8708</guid><pubDate>Wed, 29 Jul 2009 19:04:07 +0000</pubDate></item><item><title>Dw&#xF3;ch braci</title><link>https://ezoforum.pl/topic/4547-dw%C3%B3ch-braci/</link><description><![CDATA[<p>'DWÓCH BRACI (baśń)</p>
<p> </p>
<p>Kiedyś żyło pewne małżeństwo. Długo nie mieli dzieci. W starszym już wieku żona urodziła dwóch synów, bliźniaków, dwóch braci. Poród był ciężki i kobieta, urodziwszy swych synów, zeszła z tego świata. Ojciec wynajął mamkę, starał się odchować swe dzieci i udało mu się. Do czternastu lat troszczył się o nie. Jednak sam</p>
<p>umarł, kiedy nadeszła im piętnasta wiosna. Pochowawszy ojca, dwóch braci siedziało w żałobie w izbie. Dwóch braci bliźniaków, tylko trzy minuty dzieliły ich przyjście na świat i dlatego jeden z nich uważał się za</p>
<p>starszego, a drugi za młodszego. żałobne milczenie przerwał starszy z nich:</p>
<p>– Ojciec nasz, umierając, wyjawił nam swoje zmartwienie, że mądrości życia nie zdążył nam przekazać.</p>
<p>Jak będziemy żyli bez mądrości, mój młodszy bracie? Nieszczęśliwy ród bez mądrości będzie się przedłużał.</p>
<p>Pośmiać się mogą z nas ci, którzy zdążyli przejąć mądrość od swych ojców.</p>
<p>– Nie martw się – młodszy rzekł do starszego – często bywasz w zamyśleniu i być może czas rozstrzygnie,  że w zamyśleniu mądrość poznasz. Będę robił wszystko, co mi każesz. Mogę żyć bez zamyślenia, a i tak życie</p>
<p>jest dla mnie bardzo przyjemne. Jest mi wesoło, kiedy dzień się budzi oraz przy zachodzie słońca. Będę po prostu żyć, pracując w gospodarstwie, a ty będziesz poznawać mądrość.</p>
<p>– Zgoda – starszy młodszemu odrzekł – tylko nie można, pozostając w domu, odnaleźć mądrości. Tu jej nie ma. Nikt tu jej nie zostawił. I nikt sam do nas jej nie przyniesie. Ale ja już zdecydowałem, jestem starszym bratem</p>
<p>i sam powinienem dla nas obu i dla naszego rodu, który będzie przez wieki przedłużany, całą mądrość istniejącą na ziemi odnaleźć. Odnaleźć i przynieść do naszego domu i podarować potomkom naszego rodu i nam. Wszystko, co najbardziej wartościowe po ojcu, zabiorę ze sobą. Obejdę cały świat, wszystkich mędrców z różnych państw, poznam wszystkie ich nauki i wrócę do rodzinnego domu.</p>
<p>– Twoja droga będzie bardzo długa – ze współczuciem powiedział młodszy brat. – Mamy konia, bierz go, a na wóz naładujemy jak najwięcej naszych dóbr, żebyś jak najmniej w drodze biedował. Sam zostanę w domu i będę czekał na ciebie mędrszego.</p>
<p>Bracia rozstali się na długo. Leciały lata. Od mędrca do mędrca chodził, od świątyni do świątyni, poznał nauki wschodu i zachodu, północy i południa. Miał wspaniałą pamięć, bystry umysł i wszystko chwytał w lot, łatwo zapamiętując.</p>
<p>Lat sześćdziesiąt starszy brat chodził po świecie. Jego broda i włosy stały się całkiem siwe. Ale dociekliwy umysł nadal wędrował, doświadczając mądrości. Zaczął się uważać za najmądrzejszego z ludzi ten siwy wędrowiec. W ślad za nim podążała rzesza uczniów. Głosił on szczodrze swą mądrość umysłom ciekawym.</p>
<p>W czuwali się w nią w zachwycie i młodzi, i starzy. Uprzedzając go, szła o nim wielka sława, ogłaszając wszelkim osadom po drodze wielkie nadejście mędrca. W aureoli sławy, otoczony tłumem wielbiących go uczniów do domu, gdzie został urodzony, gdzie nie był sześćdziesiąt lat, z którego wyszedł jako piętnastoletni młodzieniec, coraz bardziej zbliżał się siwy mędrzec. Wszyscy ludzie z wioski wyszli mu naprzeciw, aby go powitać.</p>
<p>I młodszy brat z podobną siwizną wyskoczył mu szczęśliwy naprzeciw i głowę ukłonił przed bratem mędrcem.</p>
<p>Szeptał w radosnym podziwie:</p>
<p>– Błogosław mnie, mój bracie mędrcze. Wejdź do domu naszego, obmyję twe nogi po długiej wędrówce. Wejdź do naszego domu i odpocznij.</p>
<p>Królewskim gestem rozkazał swoim uczniom pozostać na pagórku, przyjąć dary od witających i prowadzić z nimi mądre dysputy, a sam wszedł do domu za młodszym bratem. U siadł przy stole w przestronnej izbie zmęczony wielki i siwy mędrzec. Młodszy brat zaczął. obmywać mu stopy ciepłą wodą i słuchać słów brata mędrca. A mędrzec mówił mu:</p>
<p>– Spełniłem swój obowiązek. Poznałem nauki wielkich mędrców i własną stworzyłem. Niedługo tutaj zabawię. Teraz innych nauczać jest moim zadaniem. Ale w związku z tym, że obiecałem ci mądrość do domu przynieść, spełnię obietnicę i dzień u ciebie zagoszczę. W tym czasie najmądrzejsze prawdy tobie, mój młodszy bracie, przekażę. </p>
<p> </p>
<p>Oto pierwsza: wszyscy ludzie powinni żyć we wspaniałym ogrodzie.</p>
<p> </p>
<p>Wycierając nogi czystym, ręcznie haftowanym, pięknym ręcznikiem, młodszy brat zabiegał, aby dogodzić starszemu, i powtarzał:</p>
<p>– Spróbuj, na stole przed tobą leżą płody naszego ogrodu, sam je dla ciebie najlepsze wybrałem.</p>
<p>Płody przeróżne i wspaniałe smakował mędrzec w zamyśleniu i kontynuował:</p>
<p>– Należy, aby każdy żyjący na ziemi człowiek sam zasadził i wyhodował swoje rodowe drzewo. Kiedy  umrze, drzewo zostanie dobrą po nim pamiątką dla jego potomków i również im będzie oczyszczało powietrze, każdy z nas powinien oddychać dobrym powietrzem.</p>
<p>Młodszy brat pospiesznie się zakrzątał i powiedział:</p>
<p>– Wybacz mi, mądry bracie, zapomniałem otworzyć okno, żebyś pooddychał świeżym powietrzem – odsłonił firankę, otworzył okno na oścież i znowu rzekł:</p>
<p>– Proszę, pooddychaj powietrzem od dwóch cedrów. Wsadziłem je tego samego roku, kiedy odszedłeś.</p>
<p>Jeden dołek do sadzonki wykopałem swoją łopatką, a drugi dołeczek – twoją, którą bawiłeś się w dzieciństwie.</p>
<p>Mędrzec zamyślony wpatrywał się w drzewa, a później powiedział:</p>
<p>– Miłość jest wielkim uczuciem, nie każdemu jest dane przeżyć życie w miłości. I mądrość jest wielka – ku miłości każdego dnia każdy powinien dążyć.</p>
<p>– O, jakże ty mądry jesteś, mój starszy bracie! – wykrzyknął młodszy. – Wielkie poznałeś mądrości i gubię się przed tobą, wybacz, nawet nie przedstawiłem cię mojej żonie – i krzykną. w kierunku drzwi: Staruszko, gdzie ty jesteś, moja kuchareczko!</p>
<p>– Przecież jestem tutaj – ukazała się w drzwiach wesoła staruszka, niosąca na tacy parujące placki.</p>
<p>– Zamarudziłam z plackami – rzekła i postawiła je na stół. Kokieteryjnie dygnęła przed braćmi, blisko podeszła do młodszego, swojego małżonka, i powiedziała półszeptem, ale usłyszał brat starszy:</p>
<p>– Mężu, wybacz mi, ale teraz odejdę, powinnam się położyć.</p>
<p>– Coś ty, niemądra, nagle na odpoczynek ci się zebrało. Mamy drogiego gościa, mojego rodzonego brata, a ty...</p>
<p>– Nie ja, kręci mi się w głowie, a do tego trochę mnie mdli.</p>
<p>– Co mogło się stać mojej zabieganej żoneczce?</p>
<p>– Być może sam jesteś przyczyną, przypuszczam, że znów się dziecko u nas urodzi – uciekając, powiedziała z uśmiechem staruszka.</p>
<p>– Wybacz mi, bracie – winił się młodszy przed starszym – nie zna ceny mądrości, zawsze była wesoła i na starość też wesołkiem pozostała.</p>
<p>Mędrzec nadal tkwił w zamyśleniu. Jego zamyślenie przerwał szum dziecięcych głosów. Usłyszał je mędrzec i rzekł:</p>
<p>– Wielkiej mądrości powinien doświadczyć każdy człowiek. Jak wychowywać dzieci, by były szczęśliwe i sprawiedliwe we wszystkim.</p>
<p>– Opowiedz, mądry bracie, pragnę uczynić szczęśliwymi moje dzieci i wnuki. Patrz, weszły tutaj moje hałaśliwe wnuczęta.</p>
<p>Dwóch chłopczyków nie starszych niż sześć lat i dziewczynka prawie czteroletnia stali w drzwiach i sprzeczali się ze sobą. Starając się uciszyć maluchy, młodszy brat pospiesznie powiedział:</p>
<p>– Szybko mówcie mi, co się tam u was stało, hałaśnicy, i nie przeszkadzajcie nam w biesiadzie.</p>
<p>– Oj! – wykrzykną. mniejszy chłopiec. – Dwóch dziadków z jednego się zrobiło. Gdzie nasz, a gdzie nie nasz? Jak to rozstrzygnąć?</p>
<p>– Przecież tu nasz dziadulek siedzi, nie widzicie? – maleńka dziewczynka podbiegła do młodszego z braci, przytuliła się policzkiem do nogi, szarpnęła go za brodę i zaszczebiotała:</p>
<p>– Dziadulek, dziadulek, spieszyłam do ciebie sama, aby pokazać, jak nauczyłam się tańczyć, a oni się do mnie przyczepili. Jeden chce z tobą rysować, widzisz, przyniósł. kredę i drewnianą tabliczkę, a drugi niesie flet i dudę, chce, żebyś mu na nich pograł. Dziadulku, dziadulku, a przecież ja pierwsza do ciebie zamierzałam pójść. Powiedz im, tak właśnie im powiedz. Odpraw ich stąd, dziadulku!</p>
<p>– Wcale nie, szedłem pierwszy, żeby porysować, a mój brat dopiero później zdecydował się pójść, żeby pograć na flecie – wtrąci. wnuk z drewnianą tabliczką.</p>
<p>– Jest was dwóch dziadków, rozstrzygnijcie więc – szczebiotała wnuczka – które z nas szło pierwsze. Tak to zróbcie, żeby wyszło, że to ja byłam pierwsza, bo jak nie, to się rozpłaczę.</p>
<p>Z uśmiechem i smutkiem patrzył na wnuczęta mędrzec. Przygotowując mądrą odpowiedź, zmarszczył czoło, ale nic nie odpowiedział. Zakłopotał się młodszy brat i, nie pozwalając przedłużyć się powstałej pauzie, prędko wziął  flet z dziecięcych rąk i, nie zastanawiając się; rzekł:</p>
<p>– W ogóle nie ma powodu do waszego sporu. Tańcz, moja piękności i żywe srebro, a ja podegram twojemu tańcowi na flecie. Na dudzie pomoże mi grać mój mały muzyk, a ty, malarzu, narysuj, co dźwięki muzyki naszkicują i jak balerina swój taniec wykonuje, też namaluj. Teraz szybko wszyscy razem do dzieła. – Młodszy brat wspaniałą i radosną melodię wydobył z fletu. Przejęte wnuki mu wtórowały, każde wykonując to, co najbardziej lubi. Na dudzie starał się nie spóźniać w melodii wielki, w przyszłości znany muzyk. Jak baletnica skakała cała rozpromieniona maleńka, przedstawiając swój taniec. Przyszły malarz w radości malował swój obraz. Mędrzec milczał. Uświadomił sobie... Kiedy zabawa się skończyła, podniósł. się:</p>
<p>– Pamiętasz, mój młodszy bracie, stary ojca klin i młotek? Daj mi je, chcę swój główny wykład w kamieniu wyciosać. Teraz odejdę i chyba już nie wrócę, nie zatrzymuj mnie i nie czekaj – odszedł starszy brat. Siwy mędrzec podszedł ze swoimi uczniami do kamienia, który omijała ścieżka. ścieżka nawołująca wędrowców do</p>
<p>mądrości daleko od swego domu. Dzień przeminął, nastawała noc. Siwy mędrzec pukał, dłubał w kamieniu napis. Kiedy ukończył osłabiony siwy starzec, uczniowie jego przeczytali na kamieniu taki napis:</p>
<p> </p>
<p>“Czego szukasz, wędrowcze – wszystko w sobie niesiesz, więc nie znajdując nowego, tracisz z każdym krokiem”.</p>
<p> </p>
<p>Anastazja zamilkła, opowiedziawszy baśń, i pytająco popatrzyła mi w oczy: co zrozumiałem z tej baśni? Chyba sobie myśli.</p>
<p>– Zrozumiałem z tej baśni, Anastazjo, że wszystkie mądrości, o których opowiadał starszy brat, młodszy we własnym życiu czynił. Jednak nie bardzo rozumiem, kto nauczył młodszego brata tych wszystkich mądrości.</p>
<p>– Nikt, wszystkie mądrości wszechświata istnieją w każdej ludzkiej duszy od momentu stworzenia. Tylko mędrcy sprytnie sobie na korzyść mędrkują i w ten sposób oddalają dusze od najważniejszego.</p>
<p>– Od najważniejszego? Tylko co jest najważniejsze?'</p>
<p> </p>
<p><img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":)" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_smile.png"></p>
<p> </p>
<p>(frag. z książki W. Megre, Anastazja - 'Stworzenie')</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">4547</guid><pubDate>Fri, 09 Jan 2009 21:09:27 +0000</pubDate></item><item><title>Tygrys i Lis</title><link>https://ezoforum.pl/topic/7879-tygrys-i-lis/</link><description><![CDATA[
<p>Tygrys i Lis </p>
<p> </p>
<p>Pewnego dnia tygrys był głodny i szukał wszędzie jedzenia. Przypadkowo złapał lisa i planował go zjeść. Lis mu powiedział: „nie możesz mnie zjeść, ponieważ jestem wysłany przez boga niebiańskiego na ziemię. Bóg mianował mnie królem zwierząt. Jeśli zjesz mnie, naruszysz prawo niebiańskie.”</p>
<p> </p>
<p>Po usłyszeniu słów lisa, tygrys nie wiedział, czy mu uwierzyć. Po zauważeniu wahania się tygrysa, lis powiedział: „jeśli mi nie wierzysz, możemy zrobić tak: będę szedł z przodu, a ty za mną. Kiedy zobaczą mnie inne zwierzęta, zaczną uciekać.”</p>
<p> </p>
<p>Tygrys zgodził się z tą propozycją i poszedł za lisem. Rzeczywiście, wszystkie zwierzęta uciekały, kiedy tylko zobaczyły lisa. Tygrys nie wiedział jednak, że zwierzęta uciekły przez niego, a nie przez lisa, bowiem myślał, że bały się one lisa.</p>
<p> </p>
<p>Historia ta opowiada o tym, że należy wyraźnie znać istotę pewnej sprawy, albo pewnego człowieka, nie można oceniać czegoś albo kogoś, tylko z zewnątrz.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">7879</guid><pubDate>Sat, 04 Jul 2009 22:37:07 +0000</pubDate></item><item><title>Wilko&#x142;actwo</title><link>https://ezoforum.pl/topic/7876-wilko%C5%82actwo/</link><description><![CDATA[
<p>W pewnej wiosce żyła kobieta, której na imię było Trine. Była ona od dłuższego już czasu wdową. Żyła bardzo skromnie, ale pomimo tego zawsze była w stanie pożywić tych, którzy by ją odwiedzili.</p>
<p> </p>
<p>Pewnego razu z wizytą przybył do niej jej krewny. Na posiłek podała mu dobre, świeże mięso. „Powiedz mi, Trine, gdzie dostałaś tak dobrą baraninę?”, spytał ją mężczyzna. „Pokażę ci.”, odpowiedziała, „Musisz tylko wspiąć się na dach po drabinie opartej o ścianę z tyłu domu.” Mężczyzna zrobił, co mu kazała.</p>
<p> </p>
<p>Patrząc przed siebie, w oddali zobaczył stado owiec. Niespodziewanie na pastwisko wbiegł wilk i wpadł pomiędzy owce, próbując którąś z nich pochwycić. Jednak pastuch w czas to zauważył i razem ze swoim psem pobiegł, by ratować swoje zwierzęta. Wilk zaczął się bronić. Widząc to wszystko i zdając sobie sprawę z tego, co to był za wilk, mężczyzna na dachu krzyknął: „Trine, uważaj!” I nagle na pastwisku stanęła Trine w swojej prawdziwej formie. Pastuch tak bardzo się zdenerwował, że nawrzeszczał na Trine tak okrutnie, że ta ledwo co dowlokła się później do domu.</p>
<p> </p>
<p><span style="font-size:8px;">Na podstawie: F. Asmus, O. Knoop, Kolberg: Druck und Verlag der C. F. Post’schen Buchhandlung und Buchdruckerei</span></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">7876</guid><pubDate>Sat, 04 Jul 2009 21:40:40 +0000</pubDate></item><item><title>O wielkim d&#x119;bie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/7740-o-wielkim-d%C4%99bie/</link><description><![CDATA[
<p>Wysoki dąb stojący nad brzegiem rzeki trzymał dumnie głowę wysoko w niebie i pogardliwie patrzył w dół na cieniutkie trzciny rosnące poniżej. Pewnego dnia potężny wiatr wyrwał z korzeniami wielki dąb i zwalił go na ziemię. </p>
<p>Dąb leżał zdziwiony, zawstydzony i zmieszany. Wreszcie powiedział do trzcin:</p>
<p>- Jak to jest, że wy tak cieniutkie i delikatne stoicie nienaruszone, podczas gdy ja zostałem zniszczony u szczytu swej potęgi?</p>
<p>- Aaaaaaach… - wyszeptały trzciny. – Stałeś wysoki i mocny, nieustępliwie walcząc przeciwko czemuś potężniejszemu niż ty sam. My, małe istoty zginamy się i poddajemy każdemu podmuchowi wiatru i szalony wicher przelatuje nad naszymi głowami nie czyniąc nam krzywdy…</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">7740</guid><pubDate>Mon, 29 Jun 2009 15:34:43 +0000</pubDate></item><item><title>Siekiera drwala</title><link>https://ezoforum.pl/topic/7739-siekiera-drwala/</link><description><![CDATA[
<p>Pewnego dnia drwal ścinał drzewo nad rzeką. Nagle ostrze siekiery trafiło na sęk i wyleciawszy z rąk drwala, wpadło do wody. Drwal stał na brzegu rozpaczając z powody straty, kiedy przed nim pojawił się Anioł. </p>
<p>- Dlaczego załamujesz ręce ze smutkiem? – zapytał.</p>
<p>Kiedy drwal wyjaśnił, iż właśnie stracił siekierę, z którą przeżył całe lata, Anioł pożałował go i zanurkował w wodzie.. Szybko pojawił się na powierzchni ze złotą siekierą w dłoni. </p>
<p>- Czy to twoja? – zapytał drwala.</p>
<p>- Nie – odpowiedział człowiek.</p>
<p>Anioł ponownie zanurkował na dno, lecz tym razem powrócił ze srebrną siekierą.</p>
<p>- Czy ta srebrna siekiera należy do ciebie? – zapytał.</p>
<p>- Nie, ta siekiera także nie jest moja. – odparł drwal.</p>
<p>Anioł po raz trzeci zanurzył się pod wodą i tym razem pojawił się z siekierą drwala. </p>
<p>- Ta jest moja. Och, dziękuję. – uśmiechnął się chłop i niecierpliwie chwycił swą siekierę. </p>
<p>Anioł był tak oczarowany uczciwością człowieka, że oddał mu nie tylko jego własną siekierę, ale także podarował mu dwie pozostałe. Drwal pośpieszył opowiedzieć o swym szczęściu przyjaciołom, gdyż złota i srebrna siekiera warte były wiele pieniędzy. </p>
<p>Przyjaciele drwala pogratulowali mu szczęścia. Jednakże jeden z nich był zazdrosny i zadecydował, że on także spróbuje zostać bogaczem. Pospieszył na brzeg rzeki i uderzywszy kilka razy w drzewo, wrzucił siekierę do wody. Potem stanął nad brzegiem lamentując i płacząc. Natychmiast pojawił się przed nim Anioł i zapytał o powód smutku. </p>
<p>Kiedy mężczyzna powiedział, że stracił swoją siekierę w wodzie, Anioł zanurkował i powrócił ze złotą siekierą w dłoni.</p>
<p>- Czy to twoja? – zapytał.</p>
<p>- Tak! Tak! To jest moja siekiera. Daj mi ją – powiedział chytrus wyciągając ręce i próbując odebrać ją Aniołowi. </p>
<p>Ten był tak niezadowolony z nieuczciwości chłopa, iż nie dość, że nie podarował mu złotej siekiery, to także nie wyłowił jego własnej.</p>
<p>Będąc uczciwym, wiele zdobędziesz!</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">7739</guid><pubDate>Mon, 29 Jun 2009 15:30:23 +0000</pubDate></item><item><title>&#x15A;wi&#x105;tobliwy i prostytutka</title><link>https://ezoforum.pl/topic/3913-%C5%9Bwi%C4%85tobliwy-i-prostytutka/</link><description><![CDATA[
<p>Może trochę szokujący temat przypowieści, ale posłuchajcie:</p>
<p> </p>
<p>   W pewnym mieście w Indiach żył sobie sadhu. Cieszył się wielkim poważaniem, w wśród jego uczniów było wielu królów, artystów, naukowców i innych znaczących osobistości. Ów sadhu bardzo przestrzegał reguł czystości. Nie jadał mięsa ani ryb, czosnku ani cebuli. Nie pił i nie palił. Trzy razy dziennie modlił się. Zdawało się, że ciągle powtarza mantrę. Oczy miał zamknięte; otwierał je tylko wtedy, gdy kogoś przyjmował.</p>
<p> </p>
<p>  Sadhu mieszkał na pierwszym piętrze domu; na tym samym piętrze – tyle że w sąsiednim domu – mieszkała prostytutka. Każdego dnia wykonywała swój zawód – śpiewała, tańczyła i robiła wszystko, co robią inne prostytutki. I choć sadhu prowadził wstrzemięźliwe życie, ciągle o niej myślał. </p>
<p> </p>
<p>  Obserwował ją stale i myślał: „Ha, to już drugi gość dzisiaj. Teraz idzie trzeci. A tam czwarty. No nie, ona go obejmuje!” Cały dzień ją obserwował i rozmyślał o tym, jak bardzo jest zła i grzeszna. Ciągle zadawał sobie pytanie: „Czemu taki czysty człowiek jak ja musi mieszkać naprzeciw tak żałosnej prostytutki?”</p>
<p> </p>
<p>  A gdy prostytutka miała trochę czasu dla siebie, spoglądała na sadhu pełna skruchy. Myślała: „Jaki on jest świątobliwy i czysty. A ja w jakim nędznym jestem stanie. Ach, nie ma dla mnie ratunku”. </p>
<p> </p>
<p>  Tak mijały lata. Pewnego dnia oboje zmarli. Sadhu zmarł w otoczeniu uczniów, a jego pogrzeb był bardzo uroczysty. Jego ciało pokryto kosztownościami, zapalono drzewo sandałowe i kadzidło. Prostytutka umarła w samotności, a jej śmierć zauważono, dopiero gdy jej ciało zaczęło już cuchnąć. Przyszli urzędnicy i rozpylili w jej domu środki dezynfekcyjne, po czym zabrali zwłoki i pogrzebali je bez żadnej ceremonii. </p>
<p> </p>
<p>  Dusze sadhu i prostytutki przybyły na tamten świat, gdzie stanęły przed sądem Dharmy, czyli kontrolą prawości i uczciwości. Przejrzano ich akta, a następnie dano każdemu z nich karteczkę ze wskazówką, gdzie się mają udać. Na kartce prostytutki było napisane „niebo”, na kartce sadhu – „piekło”. </p>
<p> </p>
<p>  Sadhu nie był w stanie pojąć. Krzyknął: „Cóż to za sprawiedliwość!? Zepsutą prostytutkę posyłacie do nieba, a takiego czystego człowieka jak ja do piekła! Dlaczego tak?” </p>
<p> </p>
<p>  Urzędnik kontrolujący ich nakazał mu: „Chodź ze mną”. Wyciągnął akta sadhu i pokazał mu je. „Zgadza się, utrzymywałeś swoje ciało w czystości i odprawiałeś wiele ceremonii i rytuałów” – wyjaśnił. „Dlatego zajęto się stosownie twoim ciałem po śmierci i pogrzebano je z najwyższymi honorami. Piekło zaś jest wyrównaniem za twoje myśli. Co dzień myślałeś: „Ona jest zepsuta. Jest taka zła. Popatrzcie tylko na tych wszystkich mężczyzn, którzy do niej chodzą”. </p>
<p> </p>
<p>  Następnie urzędnik wyciągnął akta prostytutki. „Tutaj są zapisane jej myśli” – powiedział. „Każdego dnia myślała: »O sadhu, jesteś tak czysty i dostojny. O sadhu, świątobliwy człowieku, uratuj mnie, uwolnij mnie«. Oczywiście – jej ciało było nieczyste, i dlatego zostało potraktowane bez szacunku i pogrzebane jak ciało zwykłego biedaka. Ale jej myśli były dobre i czyste, została więc wysłana do nieba. A ty ciągle myślałeś o grzechach i bezbożności, musisz się udać do piekła”.</p>
<p> </p>
<p>Rona </p>
<p> </p>
<p>Można mieć na ustach przyjazne słowa, a w sercu nosić złe myśli... (Dalajlama)</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">3913</guid><pubDate>Thu, 06 Nov 2008 17:17:05 +0000</pubDate></item><item><title>Przypowie&#x15B;&#x107; o drodze do raju</title><link>https://ezoforum.pl/topic/3909-przypowie%C5%9B%C4%87-o-drodze-do-raju/</link><description><![CDATA[
<p>Ludzie po śmierci idą do nieba.Każdy niesie swój krzyż. Idzie ich masa, a wśród nich człowiek bardzo strudzony i przygnieciony. Rozgląda się dookoła i widzi, że inni mają krzyże: jedni do ramion, drudzy do pół pleców, a najdłuższy sięga im do bioder. Patrzy na swój, a jego, aż się w ziemie wrył. Myśli sobie WEZMĘ I GO SKRÓCĘ PO CO MAM TAK DUŻY NIEŚĆ. Jak postanowił tak i uczynił. Już teraz ma taki jak inni, niesie mu się lekko. Dochodzą do bram nieba .</p>
<p>Ale przed bramą jest głęboka <em>przepaść</em> - nie ma tam ani schodów, ni mostu. "Nasz" człowiek zastanawia się jak ma tam wejść i odpocząć. Rozgląda się po innych, a oni kładą krzyże na <em>przepaść</em>, a <em>przepaść</em> się zmiejsza i tak wchodzą   Polożył swój krzyż- <em>przepaść</em> mu się zmiejszyła (ale do rozmiarów krzyża przed skróceniem) niestety krzyż mu spadł w <em>przepaść</em> i do raju się nie dostał.</p>
<p> </p>
<p>Wiesz jaki jest morał?   </p>
<p>NIEŚMY TAKI KRZYŻ JAKI BÓG NAM DAŁ.</p>
<p>NIE SKRACAJMY GO, NIEŚMY DUMNIE Z WIARĄ I NADZIEJA, BO BÓG NIE DA NIGDY WIĘKSZEGO CIERPIENIA NIŻ DALIBYŚMY RADĘ UDZWIGNĄC.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">3909</guid><pubDate>Thu, 06 Nov 2008 09:20:07 +0000</pubDate></item><item><title>wiara</title><link>https://ezoforum.pl/topic/5116-wiara/</link><description><![CDATA[<p>..........................</p>]]></description><guid isPermaLink="false">5116</guid><pubDate>Fri, 27 Feb 2009 23:58:33 +0000</pubDate></item><item><title>Legenda o Merlinie i Arturze</title><link>https://ezoforum.pl/topic/39-legenda-o-merlinie-i-arturze/</link><description><![CDATA[<p>To chyba najbardziej znana legenda. Co o niej myślicie? (Jeśli jej nie znacie to napiszcie - podam jakąś strone albo książke.)</p>]]></description><guid isPermaLink="false">39</guid><pubDate>Sun, 25 Sep 2005 12:47:30 +0000</pubDate></item><item><title>Bajki chi&#x144;skie</title><link>https://ezoforum.pl/topic/452-bajki-chi%C5%84skie/</link><description><![CDATA[<p>Bajka chińska</p>
<p>Jan Brzechwa]</p>
<p>W Pekinie mieszkał szewc Sun-szi-ho, słynny na całe Chiny. Nikt nie był w stanie dorównać jego mistrzostwu i zewsząd przybywali książęta, zamorscy kupcy i zwykli podróżnicy, pragnący nabyć niezrównane wyroby pekińskiego szewca. Kiedy jego sława obiegła już cały świat, Syn Nieba wezwał swych mandarynów i rzekł: </p>
<p>- Nasz sławny Sun-szi-ho marnuje się przy szewskim kopycie. Tak znakomity mąż wart jest lepszego losu. Postanowiłem zamianować go dowódcą mojej floty. </p>
<p>Gdy po kilku dniach Sun-szi-ho przegrał wielką bitwę morską, cesarz nadał mu order Złotego Smoka III klasy i rzekł: </p>
<p>- Mianuję cię Głównym Nadzorcą Plantacji Herbaty. </p>
<p>W porze zbiorów okazało się jednak, że wszystkie zasiewy zgniły i nie osiągnięto nawet jednej setnej dorocznych plonów. </p>
<p>Syn Nieba zasmucił się, wezwał do siebie Sun-szi-ho, przypiął mu własnoręcznie order Złotego Smoka II klasy i rzekł: </p>
<p>- W nagródę za wierną służbę zrobię cię Naczelnym Hodowcą Wielorybów. </p>
<p>Po pół roku jednak wszystkie wieloryby pozdychały i nawet na cesarskim stole nie pojawiała się odtąd zupa z płetw wielorybich, stanowiąca ulubiony chiński przysmak. </p>
<p>Syn Nieba przywołał do siebie Sun-szi-ho, ofiarował mu order Złotego Smoka I klasy i pokiwał ze smutkiem ukoronowaną głową. </p>
<p>A nazajutrz zebrał swych mandarynów i rzekł: </p>
<p>- Nie mogę pojąć, czemu znakomity mój Sun-szi-ho okazał się tak złym Dowódcą Floty, tak nieudolnym Nadzorcą Plantacji Herbaty i tak kiepskim Hodowcą Wielorybów. Co mam z nim teraz począć? </p>
<p>- A może by - odezwał się nieśmiało najstarszy mandaryn - a może by polecić mu, żeby robił buty? </p>
<p>- Dobra myśl - ucieszył się Syn Nieba - świetna myśl! Wcale mi to nie przyszło do głowy. </p>
<p>I wezwawszy do siebie Sun-szi-ho rozkazał mu, aby zajął się szewskim rzemiosłem. </p>
<p>Sun-szi-ho padł na kolana dziękując cesarzowi nowy dowód łaski i zabrał się niezwłocznie do szycia przepięknego obuwia, słynnego na cały świat. </p>
<p>Nikogo to nie zdziwiło, albowiem - jak uczy Konfucjusz - <strong>nawet najlepszy szewc nie może dać z siebie więcej, niż potrafi. </strong> <img src="https://ezoforum.pl/applications/core/interface/js/spacer.png" alt=":wink:" data-src="https://ezoforum.pl/uploads/emoticons/default_wink.gif"></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">452</guid><pubDate>Sat, 24 Jun 2006 14:06:25 +0000</pubDate></item></channel></rss>
