Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'bóg'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • NASZE FORUM
    • Sprawy porządkowe
    • Z życia Forum
  • EZO CAFÈ
    • Strefa Relaksu
    • EzoTube
    • Bazarek ezoteryczny
  • USŁUGI
    • Wróżby
    • Astrologia i numerologia
    • Sny
    • Szukam pomocy / Oferuję pomoc
  • WRÓŻBY, WYROCZNIE i PRZEPOWIEDNIE
    • Runy
    • Karty Klasyczne
    • Tarot
    • Pozostałe Karty
    • Inne wyrocznie i przepowiednie
  • ASTROLOGIA, HOROSKOPY, NUMEROLOGIA
    • Astrologia
    • Horoskopy
    • Horoskop urodzinowy
    • Numerologia
  • ZDROWIE, UZDRAWIANIE i MEDYCYNA NATURALNA
    • Lecznicze właściwości ziół, roślin, kamieni i olejków
    • Uzdrawianie za pomocą energii i metod naturalnych
    • Porady
  • ENERGETYKA
    • Ogólnie o energetyce
    • Postrzeganie pozazmysłowe i zdolności paranormalne
    • Rzeczy niewyjaśnione
  • SEN i ŚNIENIE
    • Sennik oraz symbole senne
    • OOBE i LD
    • Tajniki śnienia
  • MAGIA i OKULTYZM
    • Magia i systemy magiczne
    • Spirytyzm
    • Magia żywiołów i natury
    • Porady magiczne
  • DUCHOWOŚĆ, FILOZOFIE, RELIGIE i WIERZENIA
    • Rozwój Duchowy
    • Potęga umysłu
    • Religie i wierzenia
    • Ezoteryka
  • HYDEPARK
    • S.O.S.
    • Na różne tematy
    • Kącik sztuki i twórczości
    • Znaczenie imion
  • Runen Club's Runiczne pogaduszki
  • Runen Club's Linkownia, literatura, plotki o bogach, obyczaje i inne ciekawostki
  • Runen Club's Nasze Runy i dywinacja
  • Syreni Gród's Nasze miejsca: kawiarenki, knajpki, kluby, puby...
  • RIDER WAITE Club's Nasze Karty i dywinacja
  • RIDER WAITE Club's Tarotowe pogaduszki
  • RIDER WAITE Club's Linkownia, literatura, plotki o RIDER WAITE TAROT i inne ciekawostki...
  • Drzwi w inne wymiary's Ogólnie

Blogs

  • AROMATERAPIA
  • Bercikowe przygody z ezoteryką i nie tylko
  • Rozmowy z Bogami
  • Runen Club's Runy i my

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

  1. Widja

    Twarz Boga

    Grupa psychologów z Uniwersytetu Karoliny Północnej w Chapel Hill postanowiła sprawdzić, jak amerykańscy chrześcijanie wyobrażają sobie Boga. W badaniu wzięło udział 511 osób, a na podstawie udzielonych odpowiedzi naukowcy "opracowali" twarz Stwórcy. Osobom badanym pokazywano setki przypadkowo zestawionych ze sobą par zdjęć twarzy, a ich zadaniem było wskazanie, która z twarzy z każdej pary - ich zdaniem - jest bardziej podobna do twarzy Boga. Naukowcy połączyli następnie wybrane przez uczestników obrazy, tworząc w ten sposób "twarz Boga", która odzwierciedlała odpowiedzi badanych. Uzyskane wyniki są zaskakujące. Chrześcijanie od setek lat przedstawiają wizerunek Boga. Niezależnie czy widzimy go w dziełach Michała Anioła, czy w skeczach Monty Pythona, Bóg jest starszym, białym mężczyzną z siwą brodą. Tymczasem Bóg zrekonstruowany podczas opisywanych badań był młodszy, miał bardziej kobiecy wygląd i rysy twarzy mniej typowe dla rasy kaukaskiej. Naukowcy zauważyli, że współczesny wygląd Boga zależał od preferencji politycznych. Osoby określające siebie jako bardziej lewicowe nadawały Bogu więcej cech kobiecych, był on dla nich młodszy i miał bardziej przyjazny wygląd. Zdaniem konserwatystów Bóg miał więcej cech rasy białej i wydawał się potężniejszy. Te różnice mogą wynikać z typu społeczeństwa, jakiego chcieliby liberałowie i konserwatyści. Wcześniejsze badania pokazały, że konserwatyści wolą lepiej uporządkowane społeczeństwo, nad którym czuwa potężny Bóg. Liberałowie zaś chcą żyć w tolerancyjnym społeczeństwie zarządzanym przez kochającego Boga, mówi główny autor badań, Joshua Conrad Jackson. Odpowiedzi zależały też od cech samej osoby. Młodsi ludzie wyobrażali sobie Boga jako młodszego, Murzyni nadawali mu więcej cech rasy czarnej niż biali. Ludzie wykazują egocentryczną potrzebę, by Bóg wyglądał tak jak oni a także często dokonują projekcji swoich przekonań na innych, zaś badania pokazały, że tak samo dzieje się w przypadku wyobrażeń Boga. Wierzą w Boga, który nie tylko myśli jak oni, ale i wygląda jak oni. Nie zauważono natomiast różnic pomiędzy płciami. Zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet, Bóg był mężczyzną. ze źródła: PhysOrg
  2. Witam wszystkich. Nie zawracałbym wam głowy gdyby nie moja ciekawość interpretacji poniższego snu. Jeżeli jest ktoś w stanie go zinterpretować według np. Freuda czy w jaki inny sposób byłoby miło. Ostatniej nocy przypęłznął do mnie dziwny sen i nie mam pojęcia jak go zinterpretować. Początku niestety nie pamiętam, lecz pod koniec zobaczyłem Boga, który był rozmiarów olbrzyma, w białej szacie, który rzekł do mnie, że będę uzdrowicielem i będę mu potrzebny. Później wskazał na bardzo duże drzewo dębowe, większe od niego, mój wzrok automatycznie powędrował w owym kierunku, a drzewo miało jesienne liście. Pomarańczo-żółte. Później rozłożył lekko ręce i liście zmieniły barwę na zielony, jakby przyszła wiosna lecz nie na całym drzewie, a jednej gałęzi na której było około 20/25% liści całego drzewa i tylko ją zasięg jego rozłożonych rąk obejmował. Gdy to zrobił zapytałem kiedy mu będę potrzebny, odrzekł że w swoim czasie. Nie chciał tego powiedzieć jakby nie chciał psuć radości z niespodzianki. Gdy z nim rozmawiałem czułem dziwne ciepło i radość. Taki trochę dziwny sen jak dla mnie. Drzewo jeszcze mógłbym podpiąć pod symoblikę, ale co do całokształtu nie mam pojęcia. Dziękuje z góry za odpowiedzi.
  3. Ciemna Strona Boga Bóg przejawia gniew i wzbudza strach postanawia zemścić się i zabić człowieka. Autor: Posłaniec ***************************************************** Bóg przemawia do proroka: ... nie lękajcie się, czego ten naród się lęka, ani się nie bójcie! Pan Zastępów – Jego za Świętego miejcie; On jest Tym, którego się lękać macie i który was winien przerażeniem przejmować. (Księga Izajasza (8,9-15) Jezus mówi: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Ewangelia wg Mateusza 10,28 ) "Przychodzę objawić wam prawdę, i oświecić was w wątpliwościach waszych. Bójcie się Boga, a mojej nauki trzymajcie się." (Sura 43:63) w wersecie 16, Jezus mówi: Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. W wersecie 17 znajduje się ostrzeżenie: miejcie się na baczności, ponieważ – mówi im – będziecie znienawidzeni (w. 22), prześladowani (w. 23) i fałszywie oskarżani (w. 25), tak jak ja. Ale, kontynuuje Chrystus, nie martwcie się (w. 19) i nie bójcie się ich, bo oni co najwyżej mogą zabić ciało (w. 28 ). Bójcie się raczej Boga. Dlaczego? Ponieważ Bóg ma moc zatracić i duszę, i ciało. Nie musicie się bać ludzi, bo bojąc się Boga, boicie się Tego, który zna liczbę włosów na waszej głowie, który dba o was bardziej niż o wróble i Kogo z nikim nie da się porównać w tym, jak troszczy się i dba o was. Jahwe nakazał Izraelowi: (Naruszenie wolnej woli człowieka) Nie będziecie czcili bogów obcych, nie będziecie oddawać im pokłonu, nie będziecie im służyli i nie będziecie im składali ofiar. Jedynie Pana, który wyprowadził was z kraju Egiptu mocą wielką i ramieniem wyciągniętym – Jego bać się będziecie, Jemu będziecie oddawać pokłon i Jemu składać ofiary (II Księga Królewska 17,35-36) Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj, bo jest to obowiązek każdego człowieka (Księga Koheleta 12,13-14) Bóg powiedział do Mojżesza: Zgromadź mi naród, niech usłyszą me słowa, aby się nauczyli Mnie bać przez wszystkie dni życia na ziemi i nauczyli tego swoich synów (Księga Powtórzonego Prawa 4,10) Niewolnicy, ze czcią i bojaźnią w prostocie serca bądźcie posłuszni waszym doczesnym panom, jak Chrystusowi (List do Efezjan 6,5) ***************************************************** Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że Bóg to istotna nienawistna, która wzbudza strach i zgrozę, a co za tym stoi zaprzecza to stwierdzeniu, że jest to istotna miłosierna i litościwa tym bardziej, że sama pomawiała do zabijania. I tylko na tej podstawie opiera się fałsz Kościoła Katolickiego. ,,Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia.." (Księga Wyjścia 34, 6) A dalej: (Księga Ozeasza 14. 1) "Samaria odpokutuje za bunt przeciw Bogu swojemu: poginą od miecza, dzieci ich będą zmiażdżone, a niewiasty ciężarne rozprute." (Księga Liczb 31. 7) "Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn. Księga Liczb 31. 17 „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu." (1 Księga Samuela 15.2) "Tak mówi Pan Zastępów: Ukarzę Amaleka za to, co uczynił Izraelitom, jak stanął przeciw nim na drodze, gdy szli z Egiptu. 3 Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły." (Księga Ezechiela 9.5) Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości! 6 Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i kobietę wybijajcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni! I tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. Następnie rzekł do nich: Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami! Wyszli oni i zabijali w mieście. (Izajasz 13, 9,15-16) Oto dzień Pański nadchodzi okrutny, najwyższe wzburzenie i straszny gniew, żeby ziemię uczynić pustkowiem i wygładzić z niej grzeszników. (...)Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony - zgwałcone Czy jeszcze nie wierzycie? jeszcze brakuje wam jakichś dowodów? czy rozumiecie już gdzie tkwi Koń Trojański? Oto na czym bazuje Kościół Pytacie o Dowody? Więc oto wersety, które mogą o tym poświadczyć - a Biblia to kluczowy element działalności instytucji kościelnej. Polecam: BIBLIA-wnioski - CO TO ZNACZY BAĆ SIĘ BOGA Dla uwiarygodnienia pozwolę sobie jeszcze bardziej przybliżyć obraz prawdziwej twarzy Boga ,,Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia.." (Księga Wyjścia 34, 6) Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność (Psalm 86, 15). A dalej: "Ja rozdepczę ich w swym gniewie i podepczę ich w mej zapalczywości, ich krew zbryzga moje szaty i splamię całe swe odzienie". (Księga Izajasza 63:3) Księga Liczb 31. 7 "Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn. Księga Liczb 31. 17 „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu." Czy już rozumiecie gdzie fałsz? Jakieś pytania? Kim zatem jest Bóg? Znacie już odpowiedź... ***************************************************** ,,Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia.." (Księga Wyjścia 34, 6) Nie Prawda - A oto Dowód: "Ja rozdepczę ich w swym gniewie i podepczę ich w mej zapalczywości, ich krew zbryzga moje szaty i splamię całe swe odzienie". (Księga Izajasza 63:3) Księga Liczb 31. 7 "Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn. Księga Liczb 31. 17 „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu." ***************************************************** Ciemna Strona Boga Bóg przejawia gniew i wzbudza strach postanawia zemścić się i zabić człowieka. "Zazdrosnym i niszczącym Bogiem jest Pan; mścicielem i władcą gniewu; Pan się mści nad swoimi wrogami i gniewa się na swoich nieprzyjaciół" (Na 1,2-3) "Ja rozdepczę ich w swym gniewie i podepczę ich w mej zapalczywości, ich krew zbryzga moje szaty i splamię całe swe odzienie". (Księga Izajasza 63:3) Księga Ezechiela 9.5 Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości! 6 Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i kobietę wybijajcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni! I tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. Następnie rzekł do nich: Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami! Wyszli oni i zabijali w mieście. ,,Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia.." (Księga Wyjścia 34, 6) Kłamstwo I na tym bazuje Kościół Katolicki.
  4. milka

    LIST

    ostatnio śniło mi sie cos takiego ze. widzialam pewne wydarzenia a nie uczestniczylam w nich tak jak widz w filmie widzi co sie dzieje w pewnej rodzinie a wcale jest tam nie obecny. no i w tym snie bylo tak: <ludzie dostawali[shadow=cyan:7685ff8e1b] listy [/shadow:7685ff8e1b]ktore spadaly z gory, gdy osoba do ktorej byl wziela go w rece wszyscy wraz z nia klekali. i np. byl mecz w pilke nozna, w druzynach grali i chlopcy i dziewczyny, po 45 min gdy byla przerwa a zawodnicy schodzili z boiska [shadow=cyan:7685ff8e1b] list [/shadow:7685ff8e1b]spadl w rece jednej z dziewczyn caly stadion ukleknal kibice tez. dziewczyna zaczela czytac [shadow=cyan:7685ff8e1b]list[/shadow:7685ff8e1b] tak glosno ze caly stadion slyszal, juz nie pamietam co tam pisalo byly to jakies mroczne slowa. Gdy dziewczyna skonczyla czytac chlopak kleczacy kolo niej powiedzial "powiedz swoje [shadow=violet:7685ff8e1b]imie[/shadow:7685ff8e1b]" dziewczyna powiedziala "karolina" poruszylo jej klatka i nagle wybuchla z jej klatki [glow=red:7685ff8e1b]krew[/glow:7685ff8e1b]. tak stalo sie z kazdym kto czytal ten list "z nieba". zawsze ktos kleczacy obok podpowiadal mu zeby wypowiedzial swoje imie i po wypowiedzeniu imienia ten ktos wybuchal [shadow=red:7685ff8e1b]krwia[/shadow:7685ff8e1b] [ Dodano: 2005-12-11, 17:25 ] chciałabym żebyście pomogli mi przetłumaczyć ten sen czy on może miec jakieś znaczenie? [ Dodano: 2005-12-15, 17:38 ] zaznaczylam kolorami te slowa ktore byly dla mnie najwazniejsze w tym snie. czyli LIST, KREW i IMIE mysle ze maja jakies znaczenie, ale i tak nikt nie odpowie mi pewnie z tego co widze
  5. Fumi

    Sen o tarocie

    Nie wiem czy tutaj powinnam umieścić ten post, ale jest ściśle związany z tarotem. Pewnego dnia przyśniło mi się że byłam u wróżki ( tej do której w rzeczywistości chodzę) wróżka powiedziała mi że mam predyspozycje do wróżenia potem znalazłam się w mroku na jakimś krześle. Zobaczyłam zjawy,poczułam strach..wręcz przerażenie! Rozpłakałam się krzyczałam do Boga żeby mi pomógł. Zjawy zniknęły, uspokoiłam się i obiecałam Bogu,że więcej nie dotknę tarota. Co o tym sądzicie? Czy faktycznie jakieś 'byty' chciały zabrać mi duszę? Czy to było ostrzeżenie? Jak mam potraktować ten sen.. po nim stałam się bardziej ostrożna..no i mam wątpliwości co do kart.
  6. Strach czy wiedza? Z komentarza św. Hilarego, biskupa, do Psalmów (Ps 128, 1-3) Prawdziwa bojaźń Pańska "Błogosławieni wszyscy, którzy się boją Pana, którzy chodzą Jego drogami!" Ile razy w Piśmie św. jest mowa o bojaźni Pańskiej, tylekroć trzeba zwrócić uwagę na fakt, że bojaźń ta nie jest nigdy pozostawiona sama sobie jako wystarczający motyw wiary, lecz zakłada i bierze pod uwagę wiele innych prawd, na tle których daje się zrozumieć jej istota i doskonałość. Widać to z tego, co powiedział Salomon w księdze Przypowieści: "Jeśli wezwiesz mądrości i nakłonisz swe serce ku roztropności, jeśli jej będziesz szukał jak srebra i jak za skarbami kopać za nią będziesz: wtedy zrozumiesz bojaźń Pańską". Zobaczmy, po jakich stopniach można dojść aż do bojaźni Bożej. Najpierw trzeba zawezwać mądrość i powierzyć rozumowi urząd przewodnika, a następnie roztrząsać i badać ową mądrość. Potem należy usiłować zrozumieć, czym jest bojaźń Boża. Nie jest ona w niczym podobna do uczucia określanego mianem strachu. Strach bowiem polega na przeżywaniu trwogi, wynikającej z ludzkiej słabości, która boi się cierpienia, jakie jej zagraża, i nie chce go przyjąć. Trwoga taka powstaje i wstrząsa nami przy wielu okazjach, jak wyrzuty sumienia, prawo wyższego od nas, atak silniejszego, choroba, spotkanie z dzikim zwierzem i wszelkie grożące nam zło. Takiego strachu nie musimy się uczyć, bo on nas często spotyka w słabości naszej natury. Nie musimy też dociekać, czego mamy się bać, ponieważ wszystko, co przyprawia nas o grozę, powoduje strach. Natomiast o bojaźni Bożej napisano tak: "Pójdźcie, synowie, słuchajcie mnie, nauczę was bojaźni Pana". Bojaźni Bożej trzeba się więc uczyć, ponieważ nabyć ją można tylko przez naukę. Nie jest ona bowiem tym samym, co strach, lecz mieści się w granicach wiedzy. Nie wynika też z trwogi dręczącej człowieka, lecz zdobywa się ją przez zachowywanie przykazań, przez spełnianie dobrych uczynków w życiu niewinnym i przez poznanie prawdy. Dla nas bojaźń Boża zawiera się całkowicie w miłości i miłość doskonała stanowi pełnię tej bojaźni. Właściwością zaś naszej miłości względem Boga jest posłuszeństwo Jego napomnieniom, uległość rozporządzeniom i wierność obietnicom, jakieśmy poczynili. Oto co mówi Pismo św.: "A teraz, Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, twój Bóg, jeśli nie tego, abyś się bał Pana, Boga twego i chodził wszystkimi Jego drogami, miłował Go i strzegł Jego przykazań z całego serca twego i z całej duszy twojej, aby ci się dobrze działo". Wiele zaś jest dróg Pana, chociaż On sam jest drogą. Lecz gdy mówi o sobie nazywając się drogą, ukazuje rację, dla której przypisuje sobie tę nazwę: "Nikt nie może przyjść do Ojca, jak tylko przeze Mnie". Trzeba się więc pytać o wiele dróg i rozważać wiele z nich, aby przez poznanie wielu znaleźć tę jedyną, która jest dobra, odkryć tę, która wiedzie do życia wiecznego. Istnieją bowiem drogi ukazywane przez Prawo, przez proroków, przez ewangelie, przez apostołów czy wreszcie przez różne przykazania i błogosławieni są ci, którzy chodzą po nich w bojaźni Bożej.
  7. Bóg nie lubi lizusów Człowiek, który nie zadaje pytań Zdumiewająca jest cierpliwość, z jaką rodzice odpowiadają swoim maluchom na powtarzane setki razy pytania. Bywają tym znużeni, ale czują, że właśnie w ten sposób ich dziecko oswaja świat. Bez tego nie stałoby się ani samodzielne, ani dojrzałe. Brakuje nam nieraz podobnej wyrozumiałości dla naszych pytań o wiarę, moralność, Kościół, Pana Boga... Jakiekolwiek wątpliwości w tej dziedzinie wydają nam się niestosowne, niewłaściwe, a czasem nawet grzeszne. A przecież człowiek, który nie zadaje pytań, przestaje się rozwijać – nie tylko intelektualnie, ale również duchowo. Pamiętam co najmniej kilka rozmów z osobami, które spowiadały się z tego, że są im zadawane rozmaite pytania dotyczące sensu życia, nauczania Kościoła, dogmatów, a czasem też tego, czy Bóg naprawdę istnieje. Pytania te budziły w nich lęk, bo wyrywały ich z dotychczasowego sposobu myślenia. Z jednej strony bały się, że szukanie odpowiedzi jest grzechem, a z drugiej trudno było im wierzyć tak samo jak wcześniej. Zamiast potraktować wątpliwości jako zaproszenie do pogłębienia swojego życia duchowego, żałowały, że w ogóle dopuściły je do siebie. Kto pyta i błądzi... Najwięcej pytań o wiarę pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy dorastamy. Przestaje nam już wystarczać przekazany przez rodziców obraz Boga, potrzebujemy zbudować własny. Bóg, którego ostatecznie wybierzemy, może być Bogiem rodziców, ale może być też zupełnie inny. To bardzo ważny moment, bo zależy od niego, jaka będzie nasza relacja z Bogiem i czy w ogóle jakaś będzie. Aby ten wybór nie był pozorny, każdy człowiek musi najpierw podać w wątpliwość wszystko to, co już wie o Bogu. Musi spróbować nazwać to, co odczuwa w swojej relacji z Nim, ocenić, co to dla niego znaczy. Jeśli tej pracy wewnętrznej nie wykona, będzie naśladował rodziców w rytuałach, ale jego wiara będzie martwa. Pytania są więc nieuniknione i wcale nie muszą świadczyć o braku zaufania do Kościoła. Trzeba je sobie zadawać i unikać łatwych odpowiedzi. Wątpliwości związane z rzeczywistością wiary rzadko można szybko rozwikłać, niektóre towarzyszą nam przez całe życie. Wracamy do nich w różnych życiowych sytuacjach i na podstawie nowych doświadczeń dodajemy coś nowego do swojej pierwotnej odpowiedzi. Często też różne doświadczenia weryfikują nasze odpowiedzi. Można np. teoretyzować na temat cierpienia, ale gdy spotyka kogoś bliskiego, przekonujemy się, że jedyne, co możemy zrobić, to przy tej osobie po prostu być. Są też takie problemy, których mimo usilnych poszukiwań nie udaje nam się rozwiązać. Jedyne co możemy zrobić, to uznać czyjś autorytet, np. Kościoła. Nie zwalnia nas to jednak z dalszych poszukiwań. Warto co jakiś czas wracać do tych trudnych zagadnień i próbować je sobie jakoś porządkować. Ja ciągle zadaję sobie pytanie o to, dlaczego Eucharystia, będąca przecież zjednoczeniem z Bogiem, tak mało zmienia w naszym życiu. Stawiam też inne: co dla mnie znaczy bycie w zakonie żebraczym, jeśli wokół widzę ludzi o wiele biedniejszych ode mnie? Możemy te pytania tłumić, ale w trudnych momentach życia na pewno się ujawnią i uderzą w nas ze zdwojoną siłą. Lepiej więc świadomie je podjąć i drążyć, dopóki nie znajdziemy jakiejś - choćby tymczasowej - odpowiedzi. Jeśli ktoś zbyt szybko się zniechęci, często poprzestaje na stwierdzeniu, że Pan Bóg niema wpływu na nasze życie albo w ogóle nie istnieje, i odchodzi od Niego. Zdarza się też, że ktoś odchodzi, ponieważ uznał, że samo dopuszczenie wątpliwości wykluczyło go z grona wierzących. Testowanie Boga Bóg nie chce ślepego posłuszeństwa. Nie chce ludzi potulnych i bezkrytycznych. Dlatego szanuje nawet nasz grzech. Chce naszego zaufania, a ono rodzi się bardzo powoli, ponieważ boimy się, że zostaniemy zranieni. Zanim więc odważymy się komuś zaufać, wielokrotnie go sprawdzamy i testujemy. Bóg też pozwala, byśmy Go sprawdzali. Chce być przez nasz rozumiany, więc pozwala nam wszystko wielokrotnie podawać w wątpliwość - tak długo, aż uzyskamy świadomość dobra i zła. Próbuje nauczyć nas współodczuwania z Nim. Chce nas nauczyć żyć, ale do niczego nie zmusza. Możemy przyjąć to, co Bóg mi proponuje i zacząć tym żyć, ale może my też postępować inaczej. Jeśli zaryzykuję podążanie za Nim, to w konkretnych sytuacjach będę się przekonywać, że ma rację. Zaufanie będzie nas umacniać. Im więcej będziemy mieli zaufania, tym mniej będziemy potrzebować sprawdzać Boga. To tak jak z przyjacielem: gdy się poznajemy, musimy się najpierw osobie dużo dowiedzieć, zadać mnóstwo pytań i uważnie się nawzajem słuchać. Rozmaite przeżyte wspólnie wydarzenia przekonują nas o tym, że możemy na sobie polegać - najpierw w drobnych sprawach, potem w poważniejszych. Zanim zyskam pewność, że nie zawiedzie mnie w najtrudniejszych chwilach, po wielokroć podświadomie testuję go w codziennych sytuacjach, kwestionuję jego poglądy, kompetencje itd. W końcu ufam mu na tyle, że jestem w stanie ślepo pójść za jego radą. Lepiej niż inni rozumiem też motywy jego postępowania. Wychowuje czy prowadzi? Czy Bóg najpierw nas wychowuje, czyli uczy dokonywać właściwych wyborów, pokazując ich konsekwencje, czy też nas prowadzi? Wydaje się, że jest jak rodzic, który stymuluje w dziecku wszystko to, co służy jego rozwojowi. Czasem usuwa przeszkody z jego drogi, czasem specjalnie je ustawia, by dziecko nauczyło się je pokonywać. Spotkałem niedawno znajomych, którzy długo zastanawiali się nad wyborem szkoły dla swojej pociechy. Rozważali, czy lepiej posłać ją do elitarnej prywatnej szkoły, czy do publicznej znajdującej się w pobliżu ich domu. Wybrali tę publiczną, bo uznali, że ona lepiej przygotuje dożycia. Nie zawsze podobają się nam metody, jakimi Pan Bóg posługuje się, by do nas przemówić. Bywa, że są one dla nas nawet bolesne. Wcale nie muszą nam się podobać- możemy powiedzieć o tym Panu Bogu. Na tym etapie posłuszeństwo polega bowiem głównie na wsłuchiwaniu się w Jego głos, w to, co On chce przez to lub inne wydarzenie nam przekazać. Posłuszeństwo rozumiane jako bezgraniczne oddanie się Bogu - takie, o którym mówią np. święci - jest już wynikiem pewnej dojrzałości duchowej, zjednoczenia z Nim. Zawsze jest też jednak aktem wolnej woli, na który człowiek decyduje się pod wpływem tego, co wie o Bogu. Nie chodzi o to, by powierzać się Bogu na zasadzie: "Masz mnie, Panie Boże, i rób zemną, co chcesz". Zawierzenie jest pewnym krokiem w rozwoju duchowymi nie należy go na siłę przyspieszać, wypierając jakieś zastrzeżenia, obawy, zwątpienia. Aby Bogu naprawdę zaufać, trzeba je w sobie przepracować. Kiedy to nastąpi, możemy powiedzieć, że od tego momentu Bóg człowieka już nie tyle wychowuje, co prowadzi. Czy chcesz być Moim ludem? W Biblii znajdziemy wiele historii, w których człowiek kłócił się z Panem Bogiem. Spierał się z Nim Abraham, Mojżesz, Jonasz... Od chwili stworzenia człowiek jest partnerem, jest traktowany poważnie. Na kartach Starego Testamentu częściej jednak spotkamy się z obrazem Boga Wychowawcy. W księgach mądrościowych Bóg wprost wykłada, co jest dobre, a co złe, a historia Izraela jest opowieścią o tym, jak Bóg daje się coraz lepiej poznać i jak lud dojrzewa do zjednoczenia z Nim. Bóg ostrzega, doświadcza, czasem dotkliwie karze, ale zawsze towarzyszy temu pytanie o wybór: "Czy chcecie być moim ludem?". Zawiera z Izraelem kolejne przymierza i cierpliwie pokazuje, na czym ma polegać więź z Nim. Jest jednak między Bogiem a ludem jakaś bariera, która jest konsekwencją grzechu pierworodnego. To Bóg ciągle wychodzi do człowieka, wyciąga rękę, poucza. Czy Bóg zmienia zdanie? Trudno jest postawić jakąś granicę, której nasze wątpliwości nie powinny przekraczać. Wydaje mi się, że granicą jest człowiek, bo te pytania są w nim. Nie bałbym się zadawać pytań, nawet tych bardzo głupich i bezsensownych. Niech powstają, Pan Bóg się nie obrazi. Nie bałbym się także krzyczeć do Boga, gdy trudno nam się zgodzić z Jego wolą. Pan Bóg słyszy nasz ból i na pewno się nie gniewa. Lepiej do końca przeżyć wszystkie zwątpienia, niż udawać, że się wierzy. Mój wychowawca w seminarium, o. Aleksander Hauke-Ligowski OP, któremu bardzo dużo zawdzięczam, podkreślał, że dojrzałość potrzebuje pewnej przestrzeni wolności. Dokonując wyborów, musimy się liczyć z tym, że popełnimy błędy i poniesiemy tego konsekwencje. Lepiej jednak je popełniać coś robiąc, niż siedzieć z założonymi rękoma i czekać na pochwałę za to, że uniknęliśmy pomyłki. Rodzice ze swojego doświadczenia wiedzą, że relacja w wychowaniu nie jest jednostronna. Oni także uczą się od swoich dzieci. Czy zatem my też jakoś wpływamy na Pana Boga? Bóg się nie zmienia w tym, że chce nas zbawić, ale też dostosowuje się do nas. Spotyka się z nami takimi, jakimi jesteśmy. Jeśli jest to np. stan grzechu, przychodzi w miłosierdziu. Jest w relacji z nami, więc nasze modlitwy, wołania, skargi mogą sprawić, że będzie szukał innej drogi do nas. Andrzej Kamiński OP Bóg nie lubi lizusów
  8. Mądrze myśleć, dojrzale kochać i uczciwie pracować... Czy w XXI wieku potrzebny jest jeszcze Wielki Post? Z pewnością okres ten nie interesuje ludzi, którzy uciekają od twardej rzeczywistości w świat miłych fikcji i wierzą w pierworodny mit o tym, że człowiek sam odróżni dobro od zła i że będzie jak Bóg (por. Rdz 3, 5). Ten okres liturgiczny jest cenną propozycją jedynie dla realistów, bo oni wiedzą, że jeszcze nie w pełni rozumieją własną tajemnicę i że przynajmniej czasami wyrządzają krzywdę sobie oraz innym ludziom. Wielki Post jest sensowną propozycją jedynie dla tych, którzy nie boją się ciszy i refleksji oraz dla tych, dla których ważniejsze jest to, kim są, niż to, co posiadają. Niepokoi ludzi bezmyślnych i egoistów, staje się natomiast inspiracją i szansą dla tych, którzy – na wzór Chrystusa – pragną mądrze myśleć, dojrzale kochać i uczciwie pracować. Czemu służy post? Chrześcijanin jest realistą i dlatego wie, że być człowiekiem to być kimś wielkim, bo kochanym przez Boga i zdolnym do miłości. Ale to także być kimś zagrożonym przez ludzi cynicznych i zdemoralizowanych oraz przez własną słabość. Realista wie, że jest podobny do syna marnotrawnego, który miał mądrze kochającego ojca i któremu nikt nie wyrządzał krzywdy. Syn z przypowieści Jezusa sam sobie wyrządził krzywdę, wmawiając sobie, że istnieje łatwo osiągalne szczęście (por. Łk 15, 11- 32). Dla realistów Wielki Post to najpierw post od tego, co przeszkadza w ich rozwoju i szczęściu. To post od hałasu i naiwności. To świadome odwrócenie się od grzechu i słabości. To rezygnacja z agresji i wyrządzania krzywdy. To odcięcie się od buntu i rozpaczy. To zaprzestanie bezmyślności i poszukiwania jedynie chwilowej przyjemności za wszelką cenę, nawet za cenę sumienia, zdrowia i życia. Wielki Post to wyrzeczenie się egoizmu i cynizmu. To post od smutku i bezradności, ale też od pychy i poczucia samowystarczalności. To post, który karmi, bo pokarmem człowieka świadomego siebie i odpowiedzialnego jest refleksja i namysł oraz postępowanie godne ludzkiej godności. Wielki Post to najpierw czas wzrastania w miłości do Boga poprzez wyciszenie, osobistą modlitwę, rekolekcje, sakrament pojednania. To także czas wzrastania w miłości do samego siebie poprzez lepsze rozumienie własnej tajemnicy, ćwiczenie się w panowaniu nad sobą i uwalnianiu się od słabości i uzależnień. To wreszcie czas wzrastania w miłości do drugiego człowieka poprzez wrażliwość na jego los (jałmużna), poprzez pojednanie z bliźnimi, a także poprzez uczenie się dojrzalszej miłości bliźniego. Ku Zmartwychwstałemu Wielkopostna modlitwa, refleksja i dyscyplina nie jest celem samym w sobie. To wszystko przygotowuje nas do spotkania ze Zmartwychwstałym. Z Tym, w którym mogą zmartwychwstać nasze najgłębsze pragnienia i aspiracje. Wielki Post to czas nawrócenia. A nawrócić się to nauczyć się kochać. To stać się najpiękniejszą - czyli Bożą - wersją samego siebie. To w taki sposób postępować, by być świadomym, dobrowolnym i radosnym darem dla innych ludzi. To uczyć się myśleć, kochać i pracować na wzór Chrystusa. Tylko mocą Jego prawdy o nas i Jego miłości do nas jesteśmy w stanie przezwyciężyć słabość, grzech i śmierć. Gdy układamy jakąś całość z tysięcy puzzli, wtedy wielką pomocą jest wizerunek, dzięki któremu uświadamiamy sobie, jak wspaniały obraz możemy ułożyć, jeśli właściwie dobierzemy poszczególne elementy. Podobnie – patrząc na Chrystusa - możemy z góry wiedzieć, jak szlachetnym i szczęśliwym człowiekiem może stać się każdy z nas, jeśli tylko ze wszystkich perełek mądrości i miłości, które są w nas, zbudujemy najpiękniejszą, Bożą wersję samego siebie. Boże marzenia i nasza szansa Kiedy czytamy Ewangelię i obserwujemy sposób życia Chrystusa, Jego słowa i czyny, więź z Bogiem oraz Jego miłość do ludzi, wtedy mamy szansę zafascynować się perspektywą naszego rozwoju i świętości, czyli Bożymi marzeniami na nasz temat. Patrząc na Chrystusa odkrywamy, że niektóre puzzle naszego życia ułożyliśmy w błędny sposób i że warto to zmienić, by codziennie stawać się kimś większym od samego siebie. To właśnie dlatego najbardziej szlachetni i Boży ludzie robią najbardziej pogłębiony rachunek sumienia i czują się grzesznikami. Im bardziej ktoś jest człowiekiem świętym w sposób świadomy i radosny, tym łatwiej dostrzega to, że nadal może rosnąć. W rozwoju człowieka nie ma przecież granic. Wielki Post jest szansą dla tych, którzy zdają sobie sprawę, że są Bożym skarbem, a nie bezwolną marionetką w rękach Stwórcy. Tacy ludzie rozumieją, że Bóg dał nam prawdziwą wolność i prawdziwą odpowiedzialność, że kładzie przed każdym z nas życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo i że pragnie, byśmy dokonali mądrego wyboru (por. Pwt 30,15-20). Wielki Post jest potrzebny każdemu, kto chce wybierać życie i błogosławieństwo. ks. Marek Dziewiecki Dla kogo Wielki Post?
  9. Co uważacie za największą siłę sprawczą we Wszechświecie? Boga? Magię? A może jeszcze coś innego?
  10. maniekk

    Niebo

    Na wstępie przepraszam, że opis jest taki długi, ale inaczej nie da się tego opisac... To był dziwny sen... Śniło mi się, żę miał nastąpic koniec świata- w 2013 oku. Był rok 2012, ludzie wiedzieli, że wybuchnie epidemia przez którą wszyscy umrą, był prowadzony jakiś spis ludności, ankieta. Wpiywałam swoje dane. Krajobraz był ponury, ciemny, pusty, zniszczony. Później znalazłąm się w niebie. To było coś niezwykłego, nigdy wcześniej nie doświadczyłam niczego takiego, ani na jawie ani we śnie! To niebo było cudowne, zwykłe ale idealne. Weszłam do wielkiego domu, czuc bylo tchnienie świeżego powietrza, bardzo świeżego powietrza. W tym domu było mało ścian, jeśli już to były białe, lekkie, biła od nich wcześniej spomniana świeżośc. To było cudowne. Wszędzie powiewały białe, kremowe i śnieżne tkaniny. Powiewały na wietrze, który nie był zminy, po prostu był. Między płótnami prześwitywały promienie słońca- wspaniały blask który nie oślepiał a przenikał całe ciało. Biegałam między tymi tkaninami, to było uczucie nie do opidania- błogośc, lekkośc. Doslownie brakuje mi łów, żeby opisac to co wtedy czułam! To smao uczucie ogarnia mnie na same wspomnienie tego snu... KW pewnym momencie odchyliłam jedną z tkanin i zobaczyłam pokój w którym leżą niemowlęta, w łóżeczkach, ubrane w białe czapeczki, przykryte białymi kocykami. Wiedziałąm, że leży tam i moje dzieco (chociaż nie mam jeszcze dzieci, mam 19 lat). Spojrzałam na jedno, to był mały azjata, spojrzałam na następne i od razu wiedziałam, że to mój synek. Był podobny do mojego chłopaka. Wtyedy podszedł do mnie Bóg. Wydawało mi się, że to była kobieta, ale raczej nie miał płci- był po prostu Bogiem. Idealnym, ale ludzkim- wyglądał jak człowiek, patrzyłam na niego, ale nie widziałam dokładnie twarzy.Rozmawiałam z nim, nie pamiętam o czym. Później apytałam go, czy mój chłopak- R. też tutaj jest- w niebie. Bóg pokiwał przecząco głową, ja odzruciłam dzieko i wybiegłam. Pobiegłm szukac R. Na tym sen się skończył. Nie daje mi spokoju, bo wiem, że ma jakieś głębsze znaczenie. To uczucie, keidy byłam w niebie jest nieziemskie, nie spotkałam się z czymś takim nigdy wcześniej, nie znam takich słów, którymi mogłabym to opisac. A najdziwniejsze jest to, że rto smao uczucie ogarnia mnie kiedy tylko przypomnę sobie ten sen, to niebo, te tkaniny, ten blask i tą świeżośc, wolnośc i błogośc... bardzo proszę o interpretację tego snu
  11. Maria Simma o kontaktach z duszami czyśćcowymi Ofiarowała całe swoje życie 5 lutego 1915 r. w małym austriackim miasteczku Sonntag w górach Vorarlberg, w katolickiej rodzinie, urodziła się Maria Simma. Od małego dziecka odznaczała się głęboką religijnością. Po ukończeniu szkoły ludowej pracowała przez wiele lat jako służąca. Trzykrotnie podejmowała próby wstąpienia do klasztoru, jednak za każdym razem odmawiano jej przyjęcia ze względu na słabe zdrowie. Od śmierci ojca w 1947 r. mieszkała sama w rodzinnym domu. Jedynym źródłem jej utrzymania było małe ogrodnictwo, prace chałupnicze oraz sprzątanie kościoła. Złożyła Matce Bożej ślub czystości według zaleceń św. Grignona de Montfort oraz ofiarowała całe swoje życie, aby nieść pomoc duszom w czyśćcu cierpiącym, przez modlitwę, cierpienie i apostołowanie. Według opinii proboszcza odznaczała się wybitnym uzdolnieniem w przygotowywaniu dzieci do I Komunii św. i nauczaniu religii. Specjalny charyzmat Gdy miała 25 lat, otrzymała od Pana Boga specjalny charyzmat spotkań z duszami czyśćcowymi. Pierwsze spotkanie z duszą czyśćcową miało miejsce w 1940 r. Około czwartej nad ranem w sypialni przebudziły ją kroki kogoś obcego. Na pytanie, jak tu wszedł i czego szuka, nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Maria wstała więc z łóżka i próbowała go złapać, ale chwyciła tylko powietrze. Była bardzo zdziwiona, ponieważ widziała postać, ale nie mogła jej dotknąć. Spróbowała jeszcze raz, lecz bezskutecznie. Rano opowiedziała wszystko swojemu spowiednikowi, który jej poradził, żeby w takich sytuacjach zawsze stawiała pytanie, po co osoba przychodzi i czego sobie życzy. Następnej nocy przyszedł ten sam zmarły. Zapytany przez Marię odpowiedział, że bardzo prosi, aby odprawiono za niego trzy Msze św. Od tego czasu dusze czyśćcowe zaczęły regularnie ją odwiedzać, prosząc szczególnie o Msze św., a także o modlitwę różańcową i drogę krzyżową. Wizyty odbywające się każdej nocy Do 1953 r. odwiedzały ją 2 lub 3 dusze w ciągu roku, i to najczęściej w listopadzie. Od 1954 r. te wizyty odbywały się już każdej nocy. Co noc przychodziła jedna dusza, ale zawsze inna. W tym wyjątkowym posłannictwie, jakie Maria Simma otrzymała od Chrystusa, wspierali ją ksiądz proboszcz i miejscowy biskup ordynariusz. Od 2 listopada 1953 r. Maria Simma zaczyna pomagać duszom czyśćcowym nie tylko przez modlitwę, ale również przez cierpienia ofiarowane w ich intencji. Cierpienia te odpowiadały grzechom, za które dusze czyśćcowe miały odpokutować. Cierpienia zastępcze, których doświadczała Maria, nasilały się szczególnie w listopadzie, gdyż wtedy odwiedzało ją najwięcej dusz. Warto wspomnieć o przypadku księdza, który zmarł w Kolonii w 555 r. i zgłosił się do Marii z prośbą, aby dobrowolnie przyjęła cierpienie zastępcze za jego ciężkie przewinienia, bo inaczej będzie musiał cierpieć aż do dnia Sądu Ostatecznego. Simma zgodziła się i wtedy zaczął się dla niej tydzień naznaczony szczególnie wielkim cierpieniem. Ksiądz ten musiał pokutować za niegodne sprawowanie Mszy św., odstąpienie od wiary i zabójstwo towarzyszek św. Urszuli. Co ciekawe, przypadek tego księdza jest odnotowany w kronikach historycznych z tamtego okresu. Maria mówiła, że czyściec jest zarówno miejscem, jak i stanem, w jakim znajdują się dusze, które muszą odpokutować za popełnione grzechy, aby oczyszczać się i dojrzewać do miłości w niebie. Największym ich cierpieniem jest oczekiwanie na zjednoczenie się z Bogiem. Maria stwierdziła, że są trzy najważniejsze poziomy czyśćca, które tak bardzo różnią się między sobą, jak nasze choroby w czasie ziemskiego życia – od zwykłego przeziębienia do ogarniających całe ciało wielkich cierpień. Dusze przebywające w najniższych poziomach czyśćca bardzo cierpią z powodu popełnionych grzechów i są nieustannie atakowane przez szatana, co dodatkowo zadaje im ogromny ból. Każda dusza ma swój własny poziom Pomiędzy tymi trzema najważniejszymi poziomami w czyśćcu każda dusza ma swój własny poziom, i przechodzi niepowtarzalny, indywidualny proces oczyszczania oraz dojrzewania do miłości. Maria Simma twierdzi, że dusze czyśćcowe najczęściej gromadzą się wokół ołtarzy i w miejscach, gdzie zmarły. Przychodzą do niej nie z czyśćca, lecz z czyśćcem. Czas pobytu w czyśćcu zależy od ilości i ciężaru popełnionych grzechów. Niektóre dusze przebywają bardzo krótko, inne kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, ale są też takie, które muszą pokutować aż do dnia Sądu Ostatecznego. Wszystkie bardzo żałują zmarnowanych okazji do czynienia dobra dla innych ludzi i Boga. Po śmierci nie są w stanie już nic dobrego same z siebie uczynić, dlatego tak bardzo oczekują naszej pomocy. Maria dowiedziała się od odwiedzających ją dusz czyśćcowych, że chociaż ich ból oczyszczenia jest przerażający, to jednak pewność pójścia do nieba przewyższa ogrom ich cierpienia. Cierpienie dusz czyśćcowych jest więc przemieszane z radością pewności zbawienia, dlatego żadna dusza czyśćcowa nie chce już wrócić do życia ziemskiego. Maria podkreślała, że Pan Bóg nie skazuje dusz na pobyt w czyśćcu. Kiedy w chwili śmierci człowiek zobaczy całą prawdę o sobie, wtedy spontanicznie rodzi się w nim pragnienie konieczności oczyszczenia i odpokutowania za popełnione grzechy. Wtedy ze wszystkich sił pragnie cierpieć w czyśćcu, aby dojrzewać do miłości w niebie. I dlatego sami zmarli, podczas sądu po śmierci, akceptują taki „rodzaj” czyśćca, jaki jest najodpowiedniejszy dla ich całkowitego oczyszczenia i dojrzewania do nieba. Akceptując prawdę o sobie W czyśćcu nikt się nie niecierpliwi, nie buntuje, lecz każdy z wielką pokorą znosi cierpienia, które są konsekwencją jego grzechów – po prostu akceptuje prawdę o sobie i cierpliwie poddaje się procesowi dojrzewania do miłości. Maria mówi, że cierpienia w czyśćcu są nieporównywalnie większe aniżeli na ziemi. Jedna z dusz powiedziała jej, że jeden z ojców rodziny przez zaniedbanie i lenistwo stracił pracę. Z tego powodu jego dzieci bardzo cierpiały. Po śmierci cierpienia ojca w czyśćcu były o wiele intensywniejsze aniżeli te, które odczuwałby, gdyby musiał ciężko pracować na ziemi. Maria Simma podkreślała, że poprzez dar kontaktu z duszami czyśćcowymi Pan Bóg powołał ją do uświadamiania ludziom, że nasze życie na ziemi ma jeden najważniejszy cel: przygotowanie do życia w niebie, do zjednoczenia w miłości z Bogiem i innymi ludźmi. Tylko pełnienie woli Bożej, współpraca z Bogiem w czynieniu dobra sprawia, że życie na ziemi staje się fascynującą przygodą dojrzewania do miłości. Simma bardzo mocno podkreśla fakt, że Pan Bóg zdecydowanie zabrania ludziom żyjącym na ziemi wzywania czy wywoływania dusz zmarłych. Ona nigdy nie wzywała żadnej duszy, a one przychodziły do niej tylko za pozwoleniem Bożym. Kto uczestniczy w seansach spirytystycznych, naraża się na wielkie niebezpieczeństwo zniewolenia, a nawet opętania przez duchy nieczyste. W czasie wywoływania duchów szatan podszywa się pod dusze zmarłych, aby kłamać i utwierdzać ludzi w kłamstwie. Dlatego tak bardzo niebezpieczne są różnego rodzaju praktyki spirytystyczne. Tak zwane wywoływanie zmarłych jest w rzeczywistości kontaktowaniem się ze złymi duchami, co jest niezwykle niebezpieczne dla wszystkich biorących w tym udział, a także postronnych obserwatorów. Przykład pewnej kobiety Maria mówi, że grzechy, które zadają najwięcej bólu w czyśćcu, to grzechy przeciwko miłości bliźniego, szczególnie brak przebaczenia, nieczystość, zatwardziałość serca, wrogość. Grzechy braku przebaczenia, obmowy i oszczerstwa wymagają wyjątkowo bolesnego i długiego przezwyciężania ich konsekwencji. Maria daje przykład pewnej kobiety, która po śmierci doznawała strasznych cierpień w czyśćcu. Odwiedzając Marię, powiedziała, że powodem jej cierpienia jest fakt, że przez wiele lat podtrzymywała w sobie wielką niechęć do swojej przyjaciółki, z którą nie chciała się pojednać, chociaż tamta wielokrotnie takie próby podejmowała. Nawet na łożu śmierci nie przebaczyła jej i nie pogodziła się z nią. To był główny powód jej wielkiego cierpienia w czyśćcu i dlatego przyszła do Marii z prośbą o pomoc. Simma podkreślała, że najgorszą pułapką dla ludzi pobożnych jest pycha. Daje przykład pewnego mężczyzny i kobiety, którzy zmarli mniej więcej w jednym czasie. Kobieta zmarła, gdy poddawała się aborcji, ale przed śmiercią żałowała i była bardzo pokorna, natomiast mężczyzna, chociaż często chodził do kościoła, to jednak wszystkich krytykował i gardził innymi. Dlatego dłużej musiał cierpieć w czyśćcu aniżeli ta kobieta. Najpotężniejszą bronią przeciwko grzechowi i zakusom diabła jest pokora. Idąc prosto do nieba Maria opowiada historię matki czworga dzieci, która, kiedy dowiedziała się, że wkrótce umrze, nie buntowała się, ale całkowicie zaufała Bogu i powierzyła Mu siebie, a troskę o swoje dzieci złożyła w Jego ręce. Jej bezgraniczne zaufanie Bogu sprawiło, że poszła prosto do nieba. Całkowite zaufanie Bogu w doskonałej miłości i pokorze są najprostszą drogą do nieba. Maria Simma przestrzega przed zboczeniami seksualnymi, a szczególnie przed praktykami homoseksualnymi, gdyż pochodzą one z inspiracji szatana. Wielką winę ponoszą ci, którzy im ulegają, twierdząc, że takimi się urodzili i mają do nich pełne prawo. Maria z własnego doświadczenia wie, że najskuteczniejszym sposobem pomocy duszom czyśćcowym w zmniejszeniu ich cierpień, a w końcu w wyzwoleniu ich z czyśćca jest Msza św. odprawiana w ich intencji. Jest to dla nich najwspanialszy dar, bo w czasie Eucharystii zostaje uobecniona ofiara krzyżowa Chrystusa i Jego ostateczne zwycięstwo nad grzechem i śmiercią w Zmartwychwstaniu. Bardzo ważną pomocą dla dusz czyśćcowych jest ofiara złożona z naszego cierpienia, choroby, pokuty, postu oraz każdej formy modlitwy, szczególnie różańcowej oraz drogi krzyżowej. Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego życia. Dopóki żyjemy na ziemi, posiadamy możliwość naprawienia zła, nie tylko tego, które sami spowodowaliśmy, ale również tego, które popełnili nasi zmarli. Całkowite zawierzenie siebie Bożemu Miłosierdziu Dusze czyśćcowe mówiły Marii, że do śmierci trzeba się przygotowywać przez całkowite zawierzenie siebie Bożemu Miłosierdziu i oddanie Jezusowi tego wszystkiego, czym jesteśmy i co przeżywamy, a więc wszystkich swoich lęków, obaw, pytań i wątpliwości. Trzeba się przede wszystkim dużo modlić, żyć w stanie łaski uświęcającej i całkowicie ufać Bogu, a nie koncentrować na swoich lękach, obawach i wątpliwościach. Maria apeluje o modlitwę w intencji umierających, szczególnie tych, którzy są w niebezpieczeństwie potępienia. Przez modlitwę, głównie przez koronkę do Miłosierdzia Bożego, można umierającego doprowadzić do aktu skruchy i pokory, złamać jego pychę i uporczywe trwanie w „nie” przeciwko Bogu. Najmniejszy choćby akt skruchy sprawi, że taki człowiek uniknie wiecznego piekła, chociaż będzie musiał bardzo cierpieć w czyśćcu. Wymysły szatana Dusze czyśćcowe powiedziały również Marii, że życie człowieka na ziemi jest tylko jedno i jest ono niepowtarzalne. Dlatego reinkarnacja jest wymysłem szatana, który pragnie ludzi wprowadzać w błąd i odciągać ich do Boga. Reinkarnację trzeba więc traktować jako diabelski trik i podstępną pokusę ojca kłamstwa. ks. M. Piotrowski TChr O kontaktach z duszami czyśćcowymi
  12. smkf

    śmierć

    Śniło mi się, że umarłam. Nie tylko ja, bo też kilka osób z mojej klasy(w tym moja przyjaciółka), dwie inne przyjaciółki i jeszcze jakieś obce osoby. Spytałam kogoś, jak to się stało, usłyszałam odpowiedź, że zginęliśmy w wypadku. Przez cały czas pilnowała nas jakaś kobieta, wyglądało to jak wycieczka i opiekunka. Najpierw siedzieliśmy w jakiejś auli, rozmawialiśmy ze sobą i dowiedziałam się, że ma przyjść Bóg. Przestraszyłam się, bo jestem niewierząca i pomyślałam, że nie mogę trafić do nieba. Gdy się pojawił, wygłosił jakieś przemówienie, ja skupiłam się na jego wyglądzie, bo był przerażający, bałam się go. Wtedy pomyślałam, że przecież mam ze sobą telefon i wysłałam smsa do mojego chłopaka, że umarłam, żeby uwierzył w Boga, bo istnieje i że go kocham(w rzeczywistości właśnie nie jestem tego pewna, dlatego nie układa nam się najlepiej ostatnio). Potem wsadzili nas do jakiegoś autobusu, nie wiem po co, bo za chwile wysiedliśmy w tym samym miejscu. Wtedy zrobili nam jakby zebranie, że zaraz zabiorą nam telefony i wszystkie nasze rzeczy, ale nie zrobili tego. W końcu musielismy ustawic się w kolejkę niby do sądu, ale wyglądało to inaczej - podchodziła osoba, mówiła jaki ma talent(albo jakoś tak) i Bóg, który teraz już wyglądał zupełnie inaczej, trochę jak czarodziej i siedział przy sztaludze(chyba malował), prowadził osobę do jakiegoś samochodu, który z nią znikał. Gdy podeszła jedna dziewczyna, do samochodu wsiadła z nią jej babcia i dziadek i ja wtedy pomyślałam, że fajnie, bo spotkam obie babcie (w rzeczywistości tylko jedna nie żyje) i podeszłam tam. Usłyszałam, że dla mnie jest karawan i w tym momencie dostałam smsa od mojej mamy z pytaniem, czemu się tak długo nie odzywam i ten Bóg powiedział, że tak nie wolno, ale ja jednak napisałam jej smsa, że umarłam, że ich kocham itd. Wtedy wsiadłam do samochodu, jeszcze raz przeczytałam smsa od mamy i sen się skończył. Ogólnie cały sen działał na mnie przerażająco, czułam się bardzo źle, że już nie zobaczę najbliższych mi osób, że wszystko sobie inaczej wyobrażałam, a tu taka dziwna śmierć i tak naprawdę cały czas czuję się nie najlepiej.
  13. Kochać do pełna... Z troską o wszystko i wszystkich Kobieta jest przede wszystkim nosicielem życia. Przyjmuje ona postawę ochraniania życia, trwania przy nim. Koncentracja wokół życia to nachylenie się nad człowiekiem i jego sprawami. Jest to kolejna wartość, którą wnosi kobieta. To właśnie kobieta skutecznie walczy o życie społeczności na przekór sytuacjom politycznym, społecznym, gospodarczym, moralnym - troszcząc się o rodzinę i jej istnienie. Kobieta skoncentrowana na człowieku, spełniająca się w udzielaniu mu opieki i pomocy między innymi dzięki swojej bogatej emocjonalności, wytwarza więzi wokół dobra małżeństwa i rodziny. Obdarzając uczuciem tworzy ciepłą i serdeczną atmosferę. Kobieta dzięki bogactwu uczuciowemu wskazuje mężowi wartości, roztacza przed nim szereg nowych cech przedmiotów i stanów psychicznych, wskazując na ich zmienność. Samo jej obcowanie na co dzień z mężem stanowi okazję do poznania "innego" człowieka. Jej zainteresowania drugą osobą, dostrzeganie nastrojów, potrzeb, dostarcza wiedzy o sprawach, które nie znajdują się w centrum uwagi mężczyzny. Kobieta otwiera mężczyźnie oczy na człowieka. W życiu intymnym przez swoje uwrażliwienie na wartości osobowe, na konieczność występowania odpowiedniego nastroju, przyzwolenia, uczy poszanowania wolności. Wyzwala w nim także aktywność na rzecz innych. Kształci wyrozumiałość i tolerancję, ściera i wydelikaca ostre wymagania. Ważna rola kobiet i matek Cyprian Kamil Norwid skierował do kobiety takie słowa: Twoje myśli w sercu, twoje serce - w domu, dom twój bez serca twego byłby tylko próchnem[1]. W rodzinach śląskich jest coś, co wychodzi poza obiegowe stereotypy - to kult, a właśnie bardzo ważna rola kobiet i matek. Śląska kobieta zawsze brała w swoje ręce wiele spraw w rodzinie, gdyż spracowany, zmęczony mąż oddawał jej zarobione pieniądze wraz z zaświadczeniem, ile zarabia. Kobieta kontrolowała swojego męża. To był swoisty matriarchat, ale wszystkim było z tym dobrze, mężowi oraz dzieciom, które miały opiekę i czuły się bezpieczne[2]. Kobiety tworzą tu porządek wewnętrzny, gdzie panuje pełna harmonia i każdy odgrywa swoją rolę bez rywalizacji. Ciekawy jest również stosunek Ślązaczek do księdza i do biskupa, jak pisze w swojej książce ks. abp Damian Zimoń, metropolita katowicki. Do programu Śląskie Śniadanie, nadawanego w niedzielę przez nasze katolickie radio, często dzwonią kobiety. Niedawno jedna dzwoni i mówi do księdza prowadzącego audycję: "Księżoszku, ale wyście się tak dzisiaj za bardzo nie przygotowali do tej audycji". Widać było, że się zmieszał, gdyż ona miała rację. Właśnie takie są tutejsze kobiety w stosunku do księdza, z niezwykłą życzliwością mówią mu prawdę. Bo mężczyzna, jak zaczyna kogoś krytykować, to z tego robi się awantura. A kobieta bardzo życzliwie i żartobliwie powie: "Księże, ale ksiądz tak fałszuje, że tego się nie da słuchać"[3]. Kult Maryi Panny Maryjność na Śląsku wynika ze specyficznej i wyjątkowej roli, jaką odgrywa tu kobieta. Jest to przeniesienie sytuacji rodzinnej na życie religijne, ale też odwrotnie, życie religijne kształtuje relacje w rodzinie. Jest to wzajemne oddziaływanie, sprzężenie zwrotne. W maryjnym sanktuarium na Śląsku, u Piekarskiej Pani, zaczynamy rozumieć kobiecy geniusz Maryi, jak również możemy wymodlić odpowiedź na pytanie: "Co Piekarska Pani ma dzisiaj do powiedzenia kobiecie żyjącej na naszej śląskiej ziemi, na styku tysiącleci, na Śląsku wolnym i wdzięcznym, ale przełomowym, czyli nie wolnym od trosk i trudnych wyzwań?"[4]. Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa (Łk 1, 38). Miłość Maryi jest miłością tego formatu i rangi, że powierzony Jej macierzyństwu Syn Boży, stając się człowiekiem, staje się Człowiekiem najwyższego formatu i rangi. Jezus jest człowiekiem o niespotykanej równowadze duchowo-psychicznej. Jest odważny, przejrzysty, prosty, ofiarny, ale i - jakbyśmy dziś powiedzieli - asertywny, zdolny do głębokich uczuć i do ich wyrażania, emanujący pokojem i siłą osobowości. Matka i jej dziecko Współczesna antropologia i psychologia doskonale znają tę zależność: człowiek wyrasta na tak harmonijną osobowość - jak Jezus z Nazaretu - wówczas, kiedy jest wystarczająco i głęboko kochany przez swoją matkę. Jeden z największych teologów XX wieku, kardynał Hans Urs von Balthasar powiada tak: "Bliskość między istotą matki i jej dziecka jest o wiele głębsza niż myślano w minionych wiekach. Dziecko poczęte przez matkę kształtuje się w niej niepodzielnie w istotę duchową, jako dusza i jako ciało". Odnosząc to do Maryi, możemy powiedzieć, że Jezus otrzymał od Niej wszystko, co w człowieku odpowiada wierze, nadziei i miłości w Boga, z którym zawiera przymierze[5]. Na określenie miłości jest w górnośląskiej gwarze piękny czasownik przoć, oznacza tyle, co "kochać", "miłować" oraz rzeczownik przociel, który oznacza krewnego. W literackiej polszczyźnie krewny to ktoś związany więzami krwi. W gwarze śląskiej krewny - przociel to ktoś związany czymś jeszcze głębszym niż więzy krwi. To ktoś związany więzami miłości, to ktoś kierymu przaja. Czyli moi krewni, moja rodzina, to ludzie, z którymi wiąże nas najgłębsza i najważniejsza z więzi - więź miłości. Wszyscy w rodzinie jesteśmy z miłości, inaczej nas nie ma. Z przoć są przociele. Tak jest i tak ma być. Boża miłość "Rodzina jest Boża i nasza" - jest to hasło, które się narodziło na Śląsku, i które ma szczególne znaczenie dla śląskich kobiet. Miłość, z której rodzina powstała, ma swe źródło w Bogu, jest więc Boża. Ale jest też nasza rodzina, jej kształt i los, nieuchronnie zależna od zawartości naszego serca, od naszej miłości. Boża na dobre, nasza na dobre i złe. Dlatego nie ma nic ważniejszego dla kobiety, jak rozpalać miłość w rodzinie, którą współtworzy jako matka, kochać bliskich. Po śląsku - przoć przocielom. Trzeba się skupić na miłości do tych, których mamy na wyciągnięcie ręki, którzy wypełniają naszą codzienność, nasz powszedni świat. Znajdować dla nich zainteresowanie, czas, dobre słowo, czuły gest, bandaż i bułkę. Iść do Ain Karim odwiedzić Elżbietę, upomnieć się o radość dla zasmuconych nowożeńców w Kanie, stanąć pod krzyżem Syna. Zaangażować się w kłopoty bliskich, być dla nich źródłem życiowej siły, świadkiem wiary. Przoć przocielom, głównie najbliższym: mężowi, dzieciom. Bo kochać ich jest być może najtrudniej. Ta miłość bez fajerwerków, maryjnie "nazaretańska", wystawiona bezbronnie na działanie czasu i codzienności, jest krzyżem i największą radością. W kobiece ręce składa Bóg najcenniejsze dzieło Swej Stwórczej Wszechmocy: ludzi. Ufając, że kobiety będą miłować bliskich tak mądrze i skutecznie, że wyrosną podobni do Jezusa - w dojrzałości, w harmonii, w sile osobowości. Geniusz dzisiejszej kobiety, matki, żony Na tym polega geniusz Maryi i zadanie dzisiejszej kobiety, matki, żony; tu wypełnia się tajemnica Piekar, która jest również siłą śląskiej rodziny. Maryja zaprasza do Piekar, by "spulchniać" glebę naszego serca, by dyskretnie ukazać konfesjonał, by podać Ewangelię rękom i rozumowi pielgrzyma. Warto Piekarską Gospodynię podpatrywać w sztuce prowadzenia piekarskiego gospodarstwa, czyli w rodzeniu Boga dla innych. W Maryjnej sylwetce duchowej my, kobiety, znajdujemy klucz do zrozumienia sprawy: co znaczy być kobietą spełnioną dzisiaj? Być kobietą spełnioną, znaczy zgodzić się, by Bóg mną rozporządzał: Niech mi się stanie... Spełnić się znaczy kochać do pełna bezgranicznie, bezbronnie, mądrze i ofiarnie. Każda kobieta jest odpowiedzialna za obecność Miłości w świecie, szczególnie za obecność Miłości wśród najbliższych. Kochać do pełna...
  14. Czego poszukujesz? Zanim zagłębisz się w śledzenie literek w tym artykule, żeby odczytać sens zapisanych tutaj słów, zastanów się: Czego poszukujesz? Dlaczego czytasz teksty o tytułach podobnych do tego? Jakie impulsy odnajdujesz teraz w swoim wnętrzu? Tak szczerze: Czego tutaj szukasz? Co chcesz usłyszeć, wczytując się w te litery? Życiodajny Głos ma wielu konkurentów Słuchaj! Słuchaj i ucz się, ucz się słuchać i słyszeć - dzisiaj to zadanie jest wyjątkowo trudne. Szatan swoim jazgotem zagłusza wiele przestrzeni, które niegdyś wychwalały Boga. Całe obszary dzisiejszej kultury pustoszą zdrowie człowieka i są zwrócone przeciw Bogu. Prawdziwy, przyjazny i życiodajny Głos ma wielu konkurentów. Pewnie i tobie zdarza się śnić o idealnych warunkach odosobnienia, aby odpocząć, aby słuchać Słowa, aby się modlić, aby... Ale tam, na wymarzonej pustyni, możemy usłyszeć agresywne, atakujące głosy wewnętrznych sprzeczności. Samo "odejście na samotność" może jeszcze spotęgować to, co na co dzień zakłóca twoją wewnętrzną równowagę. Modlitwa osobista Jezus odszedł na pustynię wiedziony Duchem Świętym; tam otrzymał od złego ducha propozycje łatwego sukcesu i złudnego posiadania, jednak głos ponętnych obietnic nie miał nad Nim mocy. Dlaczego? Dlatego, że jednoznacznie brzmiał w Nim Głos Ojca znad Jordanu: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie (Mk 1, 11). Musimy uczyć się słuchać; tak się oddać słuchaniu, żeby było dla nas jasne, kto mówi; żeby Głos Ojca brzmiał w nas jednoznacznie i nieodparcie: "Kocham Cię, mam w Tobie upodobanie; dobrze, że jesteś". Uprzywilejowanym miejscem rozpoznawania Głosu Boga jest modlitwa osobista. Musi ona jednak mieć kontakt z realnym życiem. Modlimy się tak, jak żyjemy, ponieważ tak żyjemy, jak się modlimy (KKK 2725). Św. Bazyli Wielki przypomina, że modlitwa nie powinna kończyć się na słowach. Jej siła bowiem bardziej polega na usposobieniu duszy oraz na dobrych i cnotliwych czynach. I uczy dalej: będziesz zatem modlił się nieustannie, jeśli nie ograniczysz modlitwy jedynie do słów, ale całym swoim postępowaniem i sposobem myślenia przylgniesz do Boga. Wtedy twoje życie stanie się ciągłą i nieustanną modlitwą (homilia Na cześć męczennicy Julitty). Mając przed oczyma ideał modlitwy nieustannej, spróbujemy przyjrzeć się postawie, która wyraża pokorę: chcę słuchać, usłyszeć i być posłusznym. Ale to nie wszystko - potrzebne są również umiejętności. Nie wystarczy sama wola słuchania; żeby umieć słuchać, trzeba się w tym ćwiczyć. Uczyć się słuchać Postawa słuchania jawi się jako coś koniecznego, aby mogła rozwijać się miłość między dwiema osobami. Człowiek, jako istota zarówno cielesna, jak duchowa, wyraża i rozumie rzeczywistości duchowe za pośrednictwem znaków i symboli materialnych. Jako istota społeczna człowiek potrzebuje znaków i symboli, by kontaktować się z innymi za pośrednictwem języka, gestów i czynności. To samo odnosi się do jego relacji z Bogiem (KKK 1146). Przyjrzyjmy się tekstom biblijnym, mówiącym o słuchaniu. Zacznijmy od wezwania, które jest sercem Starego Przymierza: Słuchaj, Izraelu (Pwt 6,4). To wezwanie jak echo brzmi w ustach Jezusa: Uważajcie, jak słuchacie (Łk 8,18), Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha (Mk 4,9). Będziesz miłował Gdy pominiemy nakaz "Słuchaj, Izraelu", a skupimy się jedynie na wymaganiach - "będziesz miłował", może się okazać, że przykazanie to jest niemożliwe do wypełnienia, ponieważ sami z siebie nie mamy mocy, by to czynić. To tak, jakbyśmy umierając z pragnienia, próbowali zaspokoić je własnym wysiłkiem i pomysłem, a lekceważyli bijące obok źródło czystej wody. Może brak słuchania albo złe słuchanie sprawia, że nasze chrześcijaństwo jest takie "siłowe", mało pociągające, i nakłada ciężary nie do uniesienia. Dalej prorok Samuel (1 Sm 3,1-10). Bóg woła Samuela po imieniu trzy razy. Mieć przed oczyma cyfrę "3" a słyszeć trzy razy "Samuelu!" - to nie jest to samo. Różnica między wiedzieć a doświadczyć jest ogromna. "Wiedzieć - to sprawa intelektu. Natomiast jeśli czegoś doświadczę aż trzy razy, wtedy jest szansa, że przeniknie to do mego serca i stanie się częścią mnie samego. Czasem dopiero kilkukrotne słuchanie pozwala usłyszeć. " Pouczenie i posłuszeństwo To wydarzenie kontaktu trzech osób: Heli - Samuel - Pan Bóg intryguje mnie. Zaszło coś wyjątkowego, że Samuel zaczął rozumieć Głos i odtąd Pan był z nim. Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię (1 Sm 3,19). W jaki sposób dokonało się wtajemniczenie proroka? Przez proste pouczenie i posłuszeństwo Samuela. Tak, w doświadczeniu inicjacji jest również miejsce na instrukcję. "Zrób tak a tak" a kiedy tego doświadczysz, będziesz miał możność wyboru i dalszego rozwoju. Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha (1 Sm 3, 9). Samuel był posłuszny tej prostej instrukcji i wskutek tego wydarzył się cud inicjacji - odtąd Prorok rozumiał Głos Boga. Do prawdziwego słuchania potrzebna jest bowiem właściwa postawa i doświadczenie - czyli to, co podziwiamy u Samuela. Nie wystarczy chcieć słuchać, trzeba zostać w to wprowadzonym oraz się w tym ćwiczyć, aby posiąść umiejętności praktyczne. Serce słuchające Jeszcze bardziej zastanawiająca jest prośba Salomona. W Gibeonie Pan ukazał się Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: Proś o to, co mam ci dać (1 Krl 3,5). Nasze tłumaczenia mówią, że Salomon prosił o serce pełne rozsądku do sądzenia Bożego ludu i rozróżniania dobra od zła (1 Krl 3,9). Według prof. Anny Świderkówny taki przekład jest już interpretacją - dosłowne tłumaczenie mówi, że Salomon prosił o "serce słuchające" i "spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił". Jaka jest różnica? Ogromna. Serce słuchające jest zawsze otwarte na światło Bożej Mądrości, nie przywłaszcza sobie prawa do dawania i odbierania życia. Jeżeli wydaje sąd o dobru lub złu, to przekazuje jedynie to, co słyszy i widzi u Boga. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał (J 5,30). Ewangelista Łukasz opisał pouczającą scenę, która podkreśla, jak ważne jest słuchanie (Łk 10,38-42). Kiedy Jezus był przyjęty w domu swoich przyjaciół, Marta uwijała się koło rozmaitych posług, natomiast Maria siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Słuchanie słów Jezusa zostało przez Niego samego ocenione jako coś, co owocuje w wieczności: Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona. Sprawny aparat słuchu? Na początku zabrzmiało pytanie: Czego tutaj szukasz? Co chcesz usłyszeć? Jeśli usłyszałeś siebie i masz choćby niejasne odczucie tego, co mówią twoje wewnętrzne głosy; jeśli uświadamiasz sobie, jakie pragnienia zamieszkują w twoim sercu, może to znaczyć, że wewnętrzny aparat słuchu jest sprawny. Żeby słuchać, słyszeć, usłyszeć i być posłusznym, trzeba chcieć. To jest istotne, ale sama istota nie wystarczy. Nie można zaniedbać spraw fundamentalnych. W słuchaniu za fundamentalne uważam umiejętności, których trzeba się uczyć. Przechodząc do praktyki, proponuję przynajmniej niektóre z omówionych tekstów biblijnych przemedytować - modlić się nimi. Na przykład wsłuchując się w jeden wybrany fragment dziennie. Warto przy tym postawić sobie pytanie: Jak słucham na co dzień? Zacząć od Marii i Marty, a skończyć na zaproszeniu Boga: "Słuchaj, Izraelu!". Albo w odwrotnej kolejności. Każdy sam może wybrać to, co w nim najpiękniej rezonuje. Kiedy budynek staje się Domem Warto intelektualnie trochę się pogimnastykować i uczyć się rozróżniać to, co istotne, od tego, co fundamentalne. I jedno, i drugie jest konieczne, ale mają różne funkcje. Istotą domu jest to, że może w nim zamieszkać rodzina. Gdy się to stanie - budynek staje się Domem. Bardziej materialnie: istotą domu jest przestrzeń, którą wyznaczają: podłoga, ściany z drzwiami i oknami, dach nad głową i wyposażenie, które pozwala rodzinie pracować, jeść, odpoczywać, spać. Ale to, co istotne, nie mogłoby trwać i spełniać swojej funkcji, gdyby dom nie był oparty na solidnych fundamentach. Fundamenty nie stanowią istoty domu, istota jest bardziej subtelna niż betonowa podstawa, jednakże bez fundamentów... na czymże się oprze istota? Słuchaj, Izraelu: Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. Zwycięzcy dam spożyć owoc z drzewa życia, które jest w raju Boga (Ap 2,7). o. Bogumił Wiergowski OCD "Słuchaj, Izraelu" - warunek wzrostu w modlitwie
  15. Angelus_Vericarita

    Bóg a religia

    Czy Bóg jest Istotą czy aluzją? Czy jest jeden Bóg? Czy religię stworzył Bóg? – Na te i inne pytania postaramy się odpowiedzieć, zgodnie z własnymi przemyśleniami. Na samym początku musimy sobie powiedzieć o terminologii „religia”, „Bóg”. Zatrzymajmy się na chwilę nad pojęciem „religia”. „Religia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki do różnie pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym, w czynnościach religijnych (np. kult), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).Relacja jednostki do sacrum koncentruje się wokół poczucia świętości – chęci zbliżenia się do sacrum, poczucia lęku, czci czy dystansu wobec niego.” Jest to wytłumaczenie encyklopedyczne. Streszczając w jednym zdaniu: Religia to wytwór ludzkiego pragnienia pojęcia Bytu Nadnaturalnego, czyli Boga poprzez kanony i rytuały powszechnie przyjęte i akceptowane. Przyjmuje się, że na świecie istnieje ponad 10 tys. religii i wyznań. O religii wypowiadali się też filozofowie. O to kilka cytatów: Bergson stwierdza, że "...Nie ma religii bez rytów i ceremonii. Tym aktom religijne przedstawienia służą przede wszystkim, jako okazja... Akty te wypływają z wiary, lecz jednocześnie same na nią oddziałują i umacniają ją; jeżeli bogowie istnieją, to należy oddawać im cześć; lecz bogowie zaczynają istnieć właśnie dopiero wtedy, gdy pojawia się kult". Pozorna sprzeczność tej wypowiedzi tłumaczona jest najczęściej w następujący sposób. Kult wypływa, zatem tutaj z pewnego rodzaju "paleowiary", która przekształcając się w wiarę bogatszą, sprawia, „że bogowie zaczynają istnieć". Brughtman: "Religia to zainteresowanie doświadczeniami uznawanymi za doświadczenie najwyższych wartości; oddanie mocy czy mocom, o których sądzi się, że tworzą, wzmagają i zachowują te wartości; oraz wyrażanie tego zainteresowania i oddania czy to w obrzędach symbolicznych czy w innych zachowaniach jednostkowych i zbiorowych". Definicja Brightmana nie przywiązuje wagi do socjalnej, społecznej roli religii. Cycero: wywodził ten termin od łacińskiego relegere (Odczytać na nowo), co u niego oznacza „drobiazgowe oddawanie czci bogom”. Laktacjusz zaś od religare (wiązać, spajać), wyjaśniając jego sens, jako „odnowienie więzi między człowiekiem i Bogiem”, a św. Augustyn wywodzi go od religare (wybierać ponownie). Durkheim stwierdza, że "Religia jest systemem powiązanych ze sobą wierzeń i praktyk odnoszących się do rzeczy świętych, to znaczy rzeczy wyodrębnionych i zakazanych, wierzeń i praktyk łączących wszystkich wyznawców w jedną wspólnotę moralną zwaną kościołem". Dla Durkheima, inaczej niż dla Hobbesa religia nie może być luźnym nagromadzeniem wierzeń, ale ich systemem. Każdy składnik jest powiązany z innym, a wyjęcie jednego nie może odbyć się bez naruszenia całości. Zwraca też uwagę fakt, że system religijny generuje społeczność. Nie ma, więc religii prywatnej – jest tylko zbiorowa. Hobbes pisze: "religii (...) naturalnej dwa są elementy składowe: jednym jest wiara, to znaczy wierzenie, że istnieje Bóg i że wszystkim rządzi, drugim zaś jest kult". Niektórzy badacze krytykują ten pogląd, jako uproszczony. Bohdan Chwedeńczuk uważa, że jest to określenie zbyt wąskie z trzech powodów. Zakłada monoteizm (trudno odmawiać religijności grupom politeistycznym). Zakłada teizm, zaś religią niewątpliwie jest buddyzm, który teizmu w sobie nie zawiera. Wreszcie jest zbyt wąskie, bo zakłada, że religią naturalną jest religia monoteistyczna. Luter pisze: "Bóg i kult tworzą wzajemny związek, jedno nie może żyć bez drugiego, gdyż Bóg musi być zawsze Bogiem jakiegoś człowieka lub ludu". Należy zauważyć, że o ile u Hobbesa kult i wiara jest współwystępująca, u Durkheima powiązana systemowo, u Lutra już konieczna. Robert Pirsig pisze:, „Jeżeli jedna osoba ma jakieś urojenia nazywamy to szaleństwem. Jeżeli wiele osób cierpi na to samo urojenie nazywamy to religią. " Scheller: "Religia jest religijnym poznaniem i myśleniem, jak też szczególnym rodzajem czucia (wartości), wyrazu (język, modlitwa, kult) oraz religijnego chcenia i działania (w służbie Bogu i religijnej moralności)". Scheller, jako przedstawiciel nurtu fenomenologii uważał, że z istnienia aktu religijnego można wnioskować o istnieniu Boga. Akt jest zawsze czynem indywidualnym i społecznym, manifestuje, bowiem na zewnątrz wewnętrzne uczucie. O to wykaz ważniejszych religii: 1. Hinduizm – data powstania różni się w zależności od tradycji, ale z pewnością jest datowana na okres przed naszą erą, liczba wyznawców sięga 828 mln[9], głównymi obiektami czci był Wisznu i Śiwa, głównymi założeniami były wiara w reinkarnację, karmę, dążenie do nirwany. Wiara że po śmierci następuje reinkarnacja – wszystkie istoty rodzą się ponownie, w zależności od postępowania za życia przechodząc na wyższy lub niższy poziom egzystencji. Główne założenia to joga i medytacja. 2. Buddyzm – religia powstała ok. 500 roku p.n.e. Liczba wyznawców wynosi 364 mln[9]. Głównym obiektem czci była siła pochodząca z kosmosu. Założycielem tej „religii pokoju” był Budda Siakjamuni. Podstawowe założenia to Cztery Szlachetne Prawdy. Takie same co w hinduizmie prawdy o życiu po śmierci. Osiągnięcie oświecenia, zakończenie cyklu ponownych narodzin i śmierci i osiągnięcie nirwany poprzez wyzbycie się wszelkich pragnień i przywiązań to cele i droga, a głównym rytuałem była medytacja. 3. Konfucjanizm – powstał w latach 722-481 r. p.n.e., ma wielu wyznawców, a wiara opiera się o oddawanie czci niebu i duchom przodków. Ruch założył Konfucjusz, który zakładał zbudowanie idealnego społeczeństwa i osiągnięcie pokoju na świecie jest możliwe pod warunkiem przestrzegania obowiązków wynikających z hierarchii społecznej oraz zachowywania tradycji, czystości, ładu i porządku. Godni zmarli wchodzą w skład nieba – bezosobowego bytu sterującego losami świata. Wejście w skład nieba poprzez przestrzeganie niebiańskiego porządku. Rytuały to przestrzeganie szczegółowych zasad. 4. Taoizm - datowany jest tak jak konfucjanizm. Dane o wyznawcach są rozbieżne. Założycielem był Laozi, wierzył w energię dao, która jest esencją wszechświata i stanowi podłoże wszelkich zmian. Celem było osiągnięcie szczęścia poprzez „niedziałanie” – życie w harmonii z tao i nurtem wszechświata. Medytacja to głowny rytuał religijny. 5. Judaizm – data powstania to 1300 r. p.n.e., a liczba wyznawców sięga 14,5 mln[9]. Obiektem kultu jest Jednoosobowy Jahwe, jest jedynym Bogiem i ma on zesłać mesjasza. Po śmierci człowiek jest sądzony za swoje czyny i wiarę za życia i osiąga zbawienie, co zapewnia mu szczęśliwe życie w niebie, lub jest skazywany na potępienie i pełne cierpienia życie w piekle. Osiągnięcie zbawienia poprzez etyczne życie, wiarę i modlitwy. Rytuały to modlitwa i szabat. 6. Chrześcijaństwo – powstało w I w. n.e., a liczbę wyznawców szacuje się na 1,9-2,1 mld[9]. Kultem otaczany jest transcendentny Bóg w trzech osobach (Bóg Ojciec, Jezus Chrystus-Syn Boży, Duch Święty). Syn Boży urodził się jako człowiek-mesjasz i dla zbawienia ludzi zginął ukrzyżowany i zmartwychwstał. Po śmierci człowiek jest sądzony za swoje czyny i wiarę za życia i osiąga zbawienie, co zapewnia mu szczęśliwe życie w niebie, lub jest skazywany na potępienie i pełne cierpienia życie w piekle. Osiągnięcie zbawienia poprzez etyczne życie, wiarę i modlitwy. Modlitwa i Eucharystia to główne obrzędy tej religii. 7. Islam – powstanie religii datowane jest na VII w. n.e. a założycielem Mahomet, który uważany jest za Proroka Allacha– to imię Boga, który jest czczony przez wyznawców Islamu. Po śmierci człowiek jest sądzony za swoje czyny i wiarę za życia i osiąga zbawienie, co zapewnia mu szczęśliwe życie w niebie, lub jest skazywany na potępienie i pełne cierpienia życie w piekle. Osiągnięcie zbawienia poprzez etyczne życie, wiarę i modlitwy. Pięć filarów islamu to podstawa tej wiary. Kolejnym pojęciem jest „Bóg” – pojęcie leżące u podstaw większości wierzeń religijnych. Zajmuje się nim teologia, a także filozofia i jest ono uważane za zagadnienie metafizyczno-egzystencjalne. Ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną definicję. Jako najbardziej różniące się od siebie, należy wyodrębnić definicje używane przez popularne religie politeistyczne i monoteistyczne, deizm, panteizm oraz panenteizm. Wśród religii monoteistycznych należy wyróżnić monoteizm trynitarny. Najbardziej powszechnie pod pojęciem bóg (bóstwo) rozumie się określenie istot będących przedmiotem kultu religijnego. Czasem bogami określa się tylko niektóre (najważniejsze) z tych istot, dla innych rezerwując inne określenia (półbogowie, herosi, święci, duchy przodków, anioły itd.). O istnieniu Boga wypowiadają się także filozofowie. Między innymi Arystoteles w swoim dziele: „Meteorologia; O świecie”(PWN. Warszawa 1982) Ten wielki filozof wypowiada się o istnieniu Boga w taki sposób: „Bóg, bowiem jest rzeczywiście rodzicem i zachowawcą wszystkiego, co w jakikolwiek sposób dokonuje się we wszechświecie. Nie trudzi się jednak przy tym, tak jak istota żywa pracująca własnymi rękami i podlegająca zmęczeniu, ale wykorzystuje swą siłę potężną (wszechmoc – d.w1.), za pomocą, której sprawuje władzę nawet nad tym, co wydaje się odległe. (…) Bóg ze swej potęgi udziela najwięcej tym ciałom, które znajdują się najbliżej niego, potem stopniowo ciałom dalej położonym, a wreszcie miejscom, w których my się znajdujemy.(…) Bóg – o ile godzi się porównywać z nim rzeczy mierne – podobny jest do konstrukcji w sklepieniu, które nazywamy zwornikami.(…) Taką samą, więc funkcję spełnia Bóg we wszechświecie. Utrzymuje harmonię i zachowuje wszystko, z tą tylko różnicą, iż nie zajmuje miejsca, pośrodku (…), lecz zasiada wysoko, sam doskonały w miejscu doskonałym, które my słusznie nazywamy niebem, gdyż stanowi ono górną granicę(…) Bóg, pozostając sam niewzruszony, porusza wszystko swoją potęgą i prowadzi, dokąd chce i jak chce, zgodnie z różnorodnością form i natur. (…) Bóg jest dla nas prawem najdoskonalszym, które nie ulega jakikolwiek zmianom czy doskonaleniu.” Inny filozof imieniem Empedokles tak powiedział o Bogu: Od Niego(p.w.) „wywodzi się wszystko, co było, jest i znowu będzie, rodzą się drzewa, mężczyźni i kobiety, dzikie zwierzęta, ptactwo oraz wodokarmne ryby.” Tak, więc mamy potwierdzenie na to, że Bóg, jako siła stwórcza i wiecznie istniejąca jest, był i będzie. Oczywiście są tacy, co będą się upierać, że Boga nie ma, albo, że jest, ale nic a nic się nie interesuje tym, co stworzył. Uważają, iż On poszedł na urlop. – Czasem ludzka głupota sięga zenitu. – Kiedyś w śród ludności chodziła taka anegdota: „Po powrocie Gagarina z kosmosu stwierdzono że Boga nie ma, bo ów kosmonauta Go nie spotkał. Władze PRL-u rozpoczęły edukację narodu. Wybrano w każdym województwie kilku do kilkudziesięciu „agentów propagandy”, dano im kołowrotki z układem słonecznym, przeszkolono i wysłano między „lud”. Na jednym ze spotkań w małej gminie doszło do konfrontacji prawdy z propagandą. Towarzysz reformator opowiadał ludziom zebranym w Domu Kultury jak to jest z tymi planetami, gwiazdami, słońcem i innymi dziwami kosmosu i jak się to wszystko kręci. Poruszał korbką i tłumaczył kolejność ruchów w kosmosie. Na końcu stwierdził, że Boga nie ma i jest to wymysł kleru, który pragnie władzy i wciska ciemnotę. Wtedy to z końca sali, starszy pan, który przez cały referat nic się nie odzywał tylko kiwał głową, tak rzekł: Towarzyszu dobrze mówicie, jednak ja się tak zastanawiam, jak to jest, skoro Boga nie ma to, kto tą korbą kręci? Pytanie wywołało w ludziach wesołość a w towarzyszu się zagotowało z braku argumentów. Zdenerwowany wziął kołowrotek i materiały propagandowe i tyle go widziano. Z tej anegdoty wynika jedno, człowiek nie jest w stanie zrozumieć i wyobrazić sobie Boga. Gdyby się dało zrozumieć Boga to nie był by Bogiem. Powołując się na pisma i prawdy wiary chrześcijańskie stwierdza się, iż On był widzialny przez krótką chwilę, jako człowiek, czyli Jezus Chrystus. Można powiedzieć za teologami: Bóg zniżył swój majestat i ograniczył się do bycia człowiekiem dla ludzi. Było to spełnienie obietnicy danej przez Boga w Eden. Stwierdza się też, że Chrystus to wcielenie Boga i uświęcenie ciała ludzkiego. Nie neguje się dwoistości Jezusa, jako Boga-Człowieka. U Greków starożytnych był to heros, ale w religii chrześcijańskiej Chrystus jest więcej niż heros, dlatego uznawany jest za jedną z Osób Trynitarnego Boga. Stwierdza się, że trynitaryzm jest trzema wcieleniami jednego i tego samego transcendentnego Istnienia nazwanego przez nas Bogiem, - bo On sam nie nosi imienia, co wynika ze słów skierowanych do Mojżesza „Ja jestem, który jestem…” Tłumaczy się to, jako JAHWE lub JEHOWE.- Więc idąc tym tropem wyraża się twierdzenie: Istota transcendentna w czasie i przestrzeni (dziejach ludzkości) ukazała się pod trzema postaciami Ojca-Stwórcy, Syna-Zbawcy i Ducha-Ożywiciela wiecznie przebywającego we wszystkim, co zostało stworzone, we wszystkim, co ożywione i nieożywione. Należałoby przyjąć dla spójności wiary i myśli, iż jedynym trafnym imieniem Istoty zwanej Bogiem jest każde imię, którym człowiek kiedykolwiek określił Boga. Jednakże łatwiej i spójniej będzie, jeśli przyjmiemy za uniwersalną formę imienia-określenia Istoty transcendentnej słowo BÓG, pisane przez szacunek z dużej litery. Przez wieki szły spory ilu jest bogów i jakie noszą imiona, i który w swej mocy jest większy. Arystoteles tak wypowiedział się w tej kwestii: „Bóg, choć jest jeden posiada wiele imion. Nazywany jest, bowiem od wszystkich zjawisk, które sam nieustannie odnawia. Nazywamy go zatem Zen i Dia, używając tych imion w takim samym znaczeniu, jak gdybyśmy powiedzieli „ten, przez którego żyjemy”. A Platon mówił tak: „Bóg. Jak poucza najstarsza tradycja, jest początkiem, kresem i środkiem wszystkich bytów, prowadząc je drogą odpowiednią ich naturze. Wraz z nim podąża nieustannie Sprawiedliwość karząca tych, którzy przekraczają Boże prawo. Kto zatem chce być szczęśliwy i pogodnego ducha, niech od zarania jej towarzyszy.” Nie ważne jest to jak nazywamy, mianujemy Boga. Ważne jest to żeby czcić dobro i wierzyć dobru. Bóg nie jest wymysłem człowieka, bo czyim wymysłem jest człowiek? Istota ludzka jest zbyt słaba by sama z siebie wymyśleć i opanować wszechświat. Ta siła, która napędza wszystko to nic innego jak Bóg. Siła kosmiczna, siła stwórcza czy Istota Transcendentna to po prostu BÓG. Tutaj należy jeszcze zatrzymać się, nad sensem istnienia tylu religii skoro w każdym wyznaniu chodzi o to samo. Stwierdzamy, iż religie są wymysłem człowieka szukającego prawdy o Bogu. Jednakże bezsensowne jest dzielenie przymiotów Boga i tworzenie wokół nich nowych wyznań. Przecież każda religia zawiera aspekty religii podstawowej, jaką jest wiara w Byt Nadnaturalny. Czy nie można by było dojść do porozumienia między wszystkimi wyznawcami różnych religii i ustalenia nowego kanonu wiary, który będzie zawierał najważniejsze aspekty ze wszystkich wyznań i odłamów? – Owszem, można by było tak uczynić, lecz przekora ludzka i płytkość myślenia sprawia, że są podziały. Każdy chce dowieść swoich racji i stawia je za wzór, przyciągając zwolenników czy to w sposób dobrowolny czy pod przymusem. Wiara jest tylko wtedy prawdziwa, kiedy człowiek dobrowolnie wierzy i bierze czynny udział w obrzędach i tradycjach. Można stwierdzić, że ilu ludzi tyle religii. Żadna obecnie wyznawana religia nie jest w pełni prawdziwa ani wzorcowa. Dlaczego tak jest? – Ponieważ przez błędy ludzkie (teologiczne, fundamentalne) nie można tak naprawdę uwierzyć, że Bóg istnieje i jest tylko jeden. Błędy, którymi jest naznaczona każda religia poróżniły wyznawców tych samych prawd i sprawiły podziały. Niejednokrotnie w skutek fanatycznych poczynań ludzkich przelano ocean niewinnej krwi. Nawracanie poprzez miecze, ogień, zastraszanie było i nadal jest w niektórych społecznościach. W ten sposób dana religia traci na wartości i staje się przykrością dla wyznawców. Stąd biorą się ateiści, agnostycy, ruchy sekciarskie. Jeśli chcemy pokoju to należy zacząć od połączenia wszystkich religii w jedną całość. Z pozoru wygląda na bardzo trudne posunięcia, lecz wystarczy tylko ludzka zgoda a reszta sama się ułoży w całość. W imię danej religii niszczono dawne kultury, które kultywowały wielobóstwo. Takiemu stanowi rzeczy została poddana nasza kultura przedchrześcijańska. Dziś niewiele wiemy o religii naszych przodków. Opieramy się o wiedzę szczątkową i nie jednokrotnie przypuszczenia naukowe. Kultura Polski Plemiennej była bardzo bogata. Właśnie z tej „pogańszczyzny” – jak to piętnowali średniowieczni mnisi mamy tak silnie zakorzenione wartości religii i tradycji. O tym obecnie się nie mówi. Wmawia się tylko, że nasze korzenie wywodzą się tylko z chrześcijaństwa. Tuszuje się w sposób brutalny wiedzę o prawdziwych korzeniach religijnych. Tak wiele świąt współczesnych wywodzi się przecież z tradycji pogańskiej. Boże Narodzenie przypada na czas narodzin boga słońca. Wielkanoc jest w okresie, kiedy obchodzono narodziny wiosny. I jeszcze wiele innych świąt ma swe początki w kulturach przedchrześcijańskich. Niewybaczalnym błędem chrześcijaństwa są schizmy i procesy o czary. Przez zachłanność przywódców religijnych powstała przepaść mentalna wśród osób wierzących. Pragnienie posiadania wpływów na duże obszary etniczne związane z tym korzyści majątkowe były i nadal są powodami do rozłamów i schizm. Przecież każda religia posiada fundament wiary w postaci świętych zwojów, tablic, ksiąg gdzie zapisano jak należy żyć i postępować by osiągnąć cel swego istnienia. Przewrotność i zachłanność ludzka doprowadza wszystkie religie, w których dochodzi do takiego incydentu, do totalnego zepsucia i rozluźnienia. Otwiera furtkę na czynienie zła w i mię jakiejś urojonej prawdy i pod płaszczykiem błogosławieństwa Boga. Z takim precedensem mieliśmy do czynienia w okresie tzw. „polowań na czarownice”. Tyle niewinnych kobiet i dziewczyn zginęło na stosach czy też przez utonięcie. Prawdziwa czarownica – osoba obdarzona nadprzyrodzoną mocą, o skłonnościach do czynienia zła – nie pozwoliłaby się dać złapać i torturować nawet pod wpływem symboli i znaków religijnych. Czary są tak samo niepojęte jak cuda. Zło i dobro potrafią o siebie zadbać.
  16. merrus

    sąd ostateczny

    dziś nad ranem miałem dziwny sen. śniło mi się że byłem u siebie w pokoju wraz z mamą i patrzyliśmy przez okno. nagle pokazała palcem w niebo i powiedziała: patrz, to już koniec!." na niebie, które wcześniej było czyste, zobaczyłem chmurę która zaczęła się kłębić i powiększać, wydobywało się z niej światło. powiedziałem wtedy: o nie to sąd ostateczny, nie jestem jeszcze gotowy" i zmusiłem się w śnie bym się obudził. proszę o interpretację tego snu.
  17. paralinka

    Egipskie bóstwo

    Proszę o interpretacje takiego snu : Jestem w starożytnym Egipcie, jako mężczyzna, ubrany na złoto. Wędruję przez pałacowe sale, spotykam Egipcjanki i Egipcjan, jestem traktowana jak wcielenie któregoś z bogów. Mimo wszystko czuję się w pałacu jak w złotej klatce - nie wolno mi pokazywać się ludziom, jedynie w pałacu jestem "bezpieczna" ... dodam, że sen był naprawdę fascynujący i męczący zarazem.... Z góry dziękuję!
  18. Dziwny sen. Miałam jakiś problem, coś nie dawało mi spokoju. Poszłam do p[pokoju babci, spojrzałam przez okno i wtedy nastała wielka jasność. Jakby Bóg nadchodził. był w pobliżu. Nie widziałam go, ale czułam. Potem spojrzałam kolejny raz i pojawiła się tęcza. Bardzo wyrazista, kolorowa, na niebie. Czułam obecność Boga i uśmiechałam się do nieba. Co może znaczyć ten sen ? Proszę o pomoc w interpretacji. Dziękuje
  19. Guest

    KRÓLESTWO NIEBIESKIE

    Ja też miałam strasznie dziwny sen. Dawno temu, ale do tej pory bardzo dobrze go pamiętam. Otóż, ktoś zastrzelił moją mame i widziałam, że jej dusza się unosi. Nie chciałam zostawać bez niej więc złapałam się jej ręki i poleciałam razem z nią. Znalazłyśmy sie w niebie. Miasto na ogormnej chmurze było przecudne! Ponadto długa kolejka do jakiegoś pałacu. Z czasem kolejka zmniejszała się, i gdy my już przy niej byłyśmy zauważyłam złotą bramę na której widniały czerwone róże i róznorodne napisy typu : Jezu ufam Tobie, Jezu kocham cię. Weszłyśmy p;rzez tą bramę. Pałac był taki typowy sułtański. Z kopułami. Był niebieski. Gdy weszliśmy do środka zauważyłam jakąś osobę siedzącą na tronie, ale była zamazana. Po jego prawicy stała Maryja a za nią wszyscy święci. Po jego lewicy stał chyba św. Piotr nie jestem pewna, a za nim apostołowie. Przede mną na tacy leżał baranek i uśmiechał się do mnie... Jak można ten sen tłumaczyć
  20. Didem

    Sen z Bogiem.

    Oto moj sen: Szlam do ortodonty(naprawde mialam umowiona wizyte nastepnego dnia) ale stwierdzilam ze mam jeszcze kupę czasu, wiec wsiadlam do autobusu zeby pojezdzic sobie 2 przystanki w tę i wewtę. Ale nagle autobus wywiozl mnie na koniec miasta i nie chcial wracac. wiec wysiedlismy (ja i wszyscy pasazerowie) i stwierdzilismy ze idziemy spowrotem piechotą. Ja nagle zaczelam sie unosic i zaczelam latac. Wstapilismy do kosciola, zamienilam sie w demona, mialam krotkie blond wlosy, bylam wymalowana itp i byly jeszcze 2 jakies osoby, tez demony. Nagle przyszla jakas kobieta, nie wiem kim ona byla i zaczela do mnie mowic 'demonie metroseksualny' (doslownie), ale wiem ze chodzilo o biseksualnego, bo ja sie ogolnie łasiłam do dwoch innych demonow. Kobieta zaczela gadac ze jak Bog przyjdzie to nas zmiecie z powierzchni ziemi i ze nie jestesmy godni zeby zyc itp. Nagle przyszedl Bog i zaczal strasznie na nas krzyczec. Ja nagle ukleklam i zaczelam plakac, ze nie chce tak zyc, ze kocham rodzicow itd. I nagle byla taka scena, tak jakby wiedniecie rózy od tylu, w sensie z takiego wyschnietego kikuta róża nagle zaczela nabierac znowu kolorow i pozniej byla taka ladna roza jak w "pieknej i bestii", pod kloszem, blyszcząca itp. Pozniej byla nastepna scena jak bylam gdzies w jakims miasteczku i wszyscy ludzie gadali po hiszpansku (ucze sie hiszp wiec rozumialam, ale wiem ze to byl hiszpanski). I tam widzialam takie cos ze chlopak odwiozl na skuterze dziewczyne do domu i poszedl z nią, a jego kumple pojechali 'załatwiac porachunki' (mniej wiecej tak to bylo ujęte). Chlopak i dziewczyna sie przytulali i poszli do domu, a ja poszlam dalej i trafilam do takiej wielkiej sali , dzie byl caly moj rok (studiuje) i tam byl maciek, ten moj eks i byla moja wykładowczyni która mnie oblała i ona kazala kazdemu po kolei podchodzic do mikrofonu i wymyslac nowy tekst dla lecącej piosenki (nowe słowa zamiast istniejących) i on trafił na Beate Kozidrak i sie strasznie wczuwal i spiewal glosno, a ja strasznie nie chcialam i nagle sie obudzilam;p dodam jeszcze, ze moj obecny partner bardzo bardzo bardzo przypomina mi swoimi niektórymi zachowaniami mojego eks (m.in. jak sie wyglupiamy), tak ze pare razy musialam ugryzc sie w jezyk, zeby nie pomylic imion
  21. Mój sen był bardzo długi. Pierwszej częsci nie pamiętam do końca. W każdym razie byłam w domu. Spałam, w drugim pokoju spała reszta mojej rodziny wraz z psem. Nagle obudziły mnie piski mojego psa. Weszłam do pokoju, zachowywał się bardzo dziwnie. Kiedy otworzyłam drzwi, natychmiast wybiegł z pokoju, i wskoczył do lodówki. Kiedy poszłam po niego do kuchni, wydawał się bardzo przestraszony, pogłaskałam go i poszłam spowrotem do pokoju żeby zobaczyć co go tak wystraszyło. Okno było otwarte na oścież. Podeszłam i je zamknęłam. Na dworze zaczęła się burza, jakiej jeszcze nie widziałam. Jakiś dziwny wiatr za każdym razem otwierał to okno, które na każdy sposób próbowałam zamknąć. Bałam się. Nagle za oknem pojawiła się postac kobiety. Lewitowała pomiędzy piorunami. Chciała czegoś ode mnie. Nie jestem pewna czego, ale napewno czegoś złego. Po pewnym czasie zaczęła się zbliżać do okna. Nie wiedziałam co zrobić.W końcu powiedziałam do niej ''wypędzam Cię, w imie Boga Jehowy''. Wtedy ona przystała. Powtórzyłam to kilkukrotnie, aż jej ciało stanęło w płomieniach.Wiedziałam że Bóg w ten sposób mi pomaga. Kiedy zniknęła zupełnie, rozległ się głos Boga który powiedział mi że MOJE DNI SĄ POLICZONE, I ŻE CO 40 DNI, ONA (ta dziwna postać za oknem) BĘDZIE ZSYŁAĆ DO MNIE TYGRYSA. Wiedziałam że znajde się z tym tygrysem gdzies sama, i że będe musiała z nim walczyć o życie. Nie mam pojęcia skąd wziął się taki sen. Dość często miewam dziwne sny. Ten jednak był jakiś taki... wyraźniejszy. Zastanawia mnie najbardziej ten tygrys, kobieta, i 40dni. Bardzo proszę o pomoc!!
  22. lost_angel

    Walka z szatanem

    Witam. Miałam dzisiaj bardzo dziwny sen, dlatego zwracam się tutaj z prośbą o interpretację. Otóż śniło mi się, iż byłam w swoim mieszkaniu(w bloku) na zewnątrz rozpętała się straszna burza, wszędzie były pioruny. Strasznie się bałam...Nagle pojawił się szatan, który zaczął mnie atakować. Nie wiedziałam co robić, więc zaczęłam się modlić. Moja modlitwa byłą na tyle silna, że pokonałam go. Gdy to się stało, niebo zaczęło się rozjaśniać i zobaczyłam chmurę, która przybrała kształt Boga. Zaczęłam mu dziękować, że mnie uratował i nie zostawił. Ten sen był dla mnie strasznie męczący... Dodam, że jestem osobą młodą (17lat) i wierzącą. Dzięuję z góry za pomoc
  23. maciek123

    mieszkanie, niebo, Bóg

    Śniło mi się, że jestem w moim mieszkaniu z kimś tylko właśnie nie wiem z kim, coś się stało. Od teraz wszystko juz pamiętam, więc chciałem zeby nm Bóg pomógł, ale nikt mi nie wierzył ze coś mozna zrobić więc na głos powiedziałem Boże pomóż, a wtedy niebo zrobiło się bardziej niebieskie, wszyscy się zdziwili al powiedzieli ze to przypadek, więc znowu powtórzyłem te słowa i znowu niebo zrobiło sie jeszcze bardziej niebieskie, ktos powiedział ze to nie ma sensu I wtedy powiedziałem modlitwe: "Ojcze Nasz" i z nieba tak jakby wylała się niebieska mazia, popatrzałem przez okno i widziałem jak ulice zalewa to coś co było niebieskie- leciało z nieba. wyszedłem na korytarz i usłyszałem: "Dziękuje Ci Panie Boże"- czy jakoś tak , potem weszłem do mieszkania i usłyszałem jak ktos rozmawia przez telefon i coś mówi chyba do Boga. potem popatrzałem przez okno i nagle zobaczyłem boisko szkolne( co jest normalnie niemożliwe bo to boisko zasłania mi szkoła) z wyrwaną ziemia do góry, ale takie coś to mi sie od dawna śni. Potem wyszedłem na klatkę schodową i przyszedł jakiś mężczyzna i powiedział że się coś udało i wręczył mi paczkę, odwróciłem ją i to były piersi z kurczaka- takie jak w sklepie.Opakowanie było koloru czerwonego. Tyle pamietam, ale po tym śnie cuje jakby mi " kamień spadł z serca" i coś bardziej wierze Moze ktos wie co dokładnie oznacza ten sen ??
  24. deszcz_jesienny

    Znaki na niebie

    Śniło mi się jasne błękitne niebo, że patrze do góry i nagle pojawia się znak - oko narysowane białą linią i podpis "BÓG". Co to może znaczyć nigdzie nie ma opisu znaków na niebie ? Proszę o interpretację. Pozdrawiam
  25. Pustelnik

    Ulica

    Śniło mi się że wyjeżdżam od kuzyna z drogi polnej na ulice i spotykam kolegę który mówi mi abyśmy poszukali jakiegoś skarbu i podaje mi kartkę na której jest zapisane coś w stylu: "Odnajdź swój dar, który uważasz za coś normalnego a w tedy będziesz mógł być szczęśliwy" czy coś w tym stylu nie pamiętam tego dokładnie ale jego treść była bardzo podobna do tego. No więc po przeczytaniu tego tekstu rozmyślałem o co w tym chodzi jednak niczego nie wymyśliłem i tak z kolegą zaczeliśmy wracać do domu jednak co chwila zdarzały się jakieś nieszczęścia z których jednak wychodziłem cało, np. jadąca ciężarówka przejeżdża sobie koło mnie a na samym końcu spada pręt który zachacza mi się o ubranie ale zdążam go zdjąć gdy już miałęm za nią pofrunąć... no i tak dochodze do pewnego momentu gdzieś już połowa drogi i już zrozpaczony tymi nieszczęściami, kolega wspomina że mógł jednak sam przeczytać ten tekst[bo ten cały fatum któy zaczoł mnie prześladować był chyba winą przeczytanie tego tekstu] ale ja nie zwracająć już na niego uwagi wychodzę na lewą stronę ulicy, rozkładam ręcę i mówi:"[boże]Jeśli sonbie rzyczysz mojej śmierci to zabij mnie teraz/niech zgine teraz" Po czym wóz hamuje mijając mnie a kolega który biegnął od tyłu popchnął mnie chyba w celu ratowania a ja zaczełęm lecieć obok tego wozu kóry zachamował obracająć się w koło, jak w jakimś kung-fu po czym spadłem na ziemie i byłem ranny, ale wszystko skończyło się dobrze choć byłem w szpitalu. Dodat tyle że działo to się praktycznie w absolutnej nocy, na terenie który dobrze znam. Jeśli wiecie o co w tym śnie chodziło prosze o wytłumaczenie Pozdrawiam
×
×
  • Create New...