Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'czyściec'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • NASZE FORUM
    • Sprawy porządkowe
    • Z życia Forum
  • EZO CAFÈ
    • Strefa Relaksu
    • EzoTube
    • Bazarek ezoteryczny
  • USŁUGI
    • Wróżby
    • Astrologia i numerologia
    • Sny
    • Szukam pomocy / Oferuję pomoc
  • WRÓŻBY, WYROCZNIE i PRZEPOWIEDNIE
    • Runy
    • Karty Klasyczne
    • Tarot
    • Pozostałe Karty
    • Inne wyrocznie i przepowiednie
  • ASTROLOGIA, HOROSKOPY, NUMEROLOGIA
    • Astrologia
    • Horoskopy
    • Horoskop urodzinowy
    • Numerologia
  • ZDROWIE, UZDRAWIANIE i MEDYCYNA NATURALNA
    • Lecznicze właściwości ziół, roślin, kamieni i olejków
    • Uzdrawianie za pomocą energii i metod naturalnych
    • Porady
  • ENERGETYKA
    • Ogólnie o energetyce
    • Postrzeganie pozazmysłowe i zdolności paranormalne
    • Rzeczy niewyjaśnione
  • SEN i ŚNIENIE
    • Sennik oraz symbole senne
    • OOBE i LD
    • Tajniki śnienia
  • MAGIA i OKULTYZM
    • Magia i systemy magiczne
    • Spirytyzm
    • Magia żywiołów i natury
    • Porady magiczne
  • DUCHOWOŚĆ, FILOZOFIE, RELIGIE i WIERZENIA
    • Rozwój Duchowy
    • Potęga umysłu
    • Religie i wierzenia
    • Ezoteryka
  • HYDEPARK
    • S.O.S.
    • Na różne tematy
    • Kącik sztuki i twórczości
    • Znaczenie imion
  • Runen Club's Runiczne pogaduszki
  • Runen Club's Linkownia, literatura, plotki o bogach, obyczaje i inne ciekawostki
  • Runen Club's Nasze Runy i dywinacja
  • Syreni Gród's Nasze miejsca: kawiarenki, knajpki, kluby, puby...
  • RIDER WAITE Club's Nasze Karty i dywinacja
  • RIDER WAITE Club's Tarotowe pogaduszki
  • RIDER WAITE Club's Linkownia, literatura, plotki o RIDER WAITE TAROT i inne ciekawostki...
  • Drzwi w inne wymiary's Ogólnie

Blogs

  • AROMATERAPIA
  • Bercikowe przygody z ezoteryką i nie tylko
  • Rozmowy z Bogami
  • Runen Club's Runy i my

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Found 2 results

  1. Przez dziurkę od klucza Teologiczna wizja nieba, piekła i czyśćca Za tymi tajemnymi drzwiami Dość powszechne w naszej kulturze i sztuce jest wyobrażenie śmierci jako bramy, która wiedzie w nieznane. Jest to obraz także biblijny (por. Ps 107,18). Ludzie umierając przechodzą niejako przez tę bramę do wieczności, ale dla nas, żyjących, jest ona zamknięta. Nie wiemy, co się za nią kryje. Propozycję napisania artykułu na temat: „Teologiczna wizja nieba, czyśćca, piekła” odczytuję jako odzwierciedlenie pragnienia współczesnego człowieka, by wiedzieć, co jest za tymi tajemnymi drzwiami. Przy czym oczekuje się, że osoba studiująca Objawienie Boże zawarte w Piśmie Świętym i w przekazie Kościoła powinna nieco znać tajemnicę wieczności. Jest to domaganie się, aby teolog jakby patrząc przez dziurkę od klucza opowiedział, co widzi po drugiej stronie zagadkowych drzwi do przyszłego życia. Nie uchylam się od tego trudnego zadania, ponieważ rzeczywiście Objawienie odsłania nam rąbek tajemnicy i to w stopniu co najmniej wystarczającym dla naszego zbawienia. Nie jest oczywiście możliwe na kilku stronach odnieść się do wszystkich problemów nauki o rzeczach ostatecznych, czyli eschatologii. Muszę ograniczyć się tylko do wyjaśnienia istoty i wskazania najważniejszych aspektów. Nie zamierzam jednak tylko relacjonować, co „widzę” za owymi drzwiami lub co zauważyli inni, ale pragnąłbym tym artykułem uczynić nawet coś więcej. Chciałbym pokazać, jak czytelnik może niejako sam „popatrzeć”. Świadectwo Jezusa Najważniejsze jest to, co Chrystus nam objawił i co zostało zapisane w Piśmie Świętym. Cokolwiek możemy powiedzieć na temat wieczności, wiemy nade wszystko od Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię (2Tm 1,10). Przez Ewangelię, to znaczy przez swoje życie, Jezus daje poznać nie tylko obecną rzeczywistość, ale i przyszłą. Co więcej, Chrystus otworzył bramę do życia wiecznego „kluczem” swego krzyża. Wszystko, co może powiedzieć Kościół i teologowie, powinno być braniem z Chrystusowego objawienia w Duchu Świętym. Duch Prawdy doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi (J 16,13-14). Teolog nie może niczego dodać ani ująć z Pisma Świętego. Jego praca polega przede wszystkim na wniknięciu w głąb Objawienia, poprzez właściwe jego zrozumienie i interpretację zgodnie z wiarą i nauką Kościoła. Tajemnica Gdy mamy zamiar mówić na temat przyszłego życia, musimy ciągle pamiętać, że jest to rzeczywistość, która przerasta zdolności naszej ludzkiej wyobraźni: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2,9). Człowiek uwarunkowany czasem i przestrzenią nie jest w stanie całkowicie pojąć sposobu istnienia w przyszłym życiu. Dlatego współcześnie odchodzi się od obrazowego i przestrzennego przedstawienia nieba, czyśćca, piekła oraz nie umiejscawia się ich gdzieś, na przykład pod ziemią lub wysoko ponad firmamentem gwiazd, jak było to w starożytności i w średniowieczu, gdy ludzie niewiele wiedzieli na temat kosmosu. Oczywiście, tego typu wyobrażenia nie miały wartości dogmatu, a jedynie były teologicznymi spekulacjami. Współcześnie w teologii zamiast o miejscach przebywania duszy mówi się o stanach istnienia człowieka. Przy czym podkreśla się, że człowiek stanowi jedność duchowo-cielesną. Z drugiej strony, chociaż rzeczywistość przyszłego życia jest tak bardzo inna od obecnej, to jednak nie możemy o niej mówić bez odniesienia do teraźniejszości. W omawianiu spraw nadprzyrodzonych jesteśmy skazani na posługiwanie się pojęciami i obrazami znanymi z życia ziemskiego. Dlatego też nawet Bóg w objawieniu mówi w ten sam obrazowy sposób, tak jak dobry nauczyciel wprowadzając nowe zagadnienie odwołuje się do spraw uczniom dobrze znanych. W alegorycznym przedstawianiu rzeczywistości chodzi jednak o przekazanie istoty sprawy, nie zaś samego obrazu. Doczesne życie „przedsionkiem Życia” Nasze ziemskie życie bez odniesienia do wieczności traci sens. Z drugiej strony, jak wspomniałem wyżej, bez zrozumienia sensu tego życia nie możemy zrozumieć istoty nieba, piekła i czyśćca. Chociaż życie nadprzyrodzone jest tak inne od ziemskiego, jednak jest ono z nim ściśle związane. Dlatego całą rzeczywistość, a więc to życie i nieśmiertelność można zrozumieć tylko łącznie, podobnie jak jedno światło Chrystusa oświeca jednocześnie „życie i nieśmiertelność”, według przytaczanych słów św. Pawła z Listu do Tymoteusza, który napisał go w obliczu śmierci. Życie doczesne wyjaśnia się w świetle nieśmiertelności i odwrotnie: niebo, piekło i czyściec stają się zrozumiałe w obliczu ziemskich decyzji. Jaki jest zatem sens ziemskiego życia? Z pomocą w odpowiedzi przychodzi nam Katechizm Kościoła Katolickiego: „Śmierć kończy życie człowieka jako czas otwarty na przyjęcie lub odrzucenie łaski Bożej ukazanej w Chrystusie” (KKK 1021). Cały sens życia wyraża się w jednej najważniejszej decyzji: „tak” lub „nie” na propozycję Bożej Miłości, ukazanej nade wszystko w Chrystusie. Czas od poczęcia do śmierci jest po to, by podjąć ten jeden najważniejszy, życiowy wybór! Bóg, który jest Miłością, postanowił stworzyć człowieka i zaprosić go do wspólnoty miłości ze sobą samym. Bóg jako Trójca Świętych Osób jest pełnią szczęścia, dlatego pragnie nade wszystko obdarzać swoją miłością człowieka. Stworzenie istoty podobnej Bogu, która właśnie dzięki temu podobieństwu mogłaby być partnerem Boga – to wielkie przedsięwzięcie. Stwarzana istota musi mieć bowiem szczególną godność osobową, musi być rozumna i wolna. Wspólnota z Bogiem to jednocześnie powołanie do Życia (przez wielkie „Ż”). Aby taka wspólnota Życia i miłości z Bogiem mogła zaistnieć, stwarzana osoba musi mieć także możliwość wolnego wyboru tej wspólnoty i Życia. Bez świadomego i wolnego wyboru nie ma bowiem osobowej miłości. I tu pojawia się ze strony Stwarzającego najważniejszy „problem”: jak zapytać istotę, która jeszcze nie zaistniała, czy chce Żyć i czy chce tworzyć wspólnotę miłości z Nim? Wielki, wszechmogący Bóg ma jednak na to rozwiązanie: najpierw powołuje tę istotę do życia (przez małe „ż”), ale w sposób nie narzucający się. Stwarza, ale sam pozostaje w ukryciu. Misternie i cierpliwie rozkłada proces stwarzania wszechświata, galaktyk, istot żywych na miliardy lat, tak aby dał się on opisać prawami przyrody. Gdyby świat i życie powstało w jednym momencie, to cud stworzenia byłby jawny. Stwórca ukrył się za prawami natury, ale obdarzył człowieka rozumem i inteligencją, dlatego pojawia się w jego umyśle idea Boga. Człowiek domyśla się, że za prawami przyrody, za stworzeniem i za wszystkimi darami tego życia może stać Bóg i zaproszenie do Wspólnoty. Może stać jak za jakąś kotarą lub drzwiami… Człowiek tego nie wie, ale domyśla się. I tu pojawia się przestrzeń dla wolnego wyboru, przestrzeń dla wiary. I tu człowiek jest o krok od Życia. Kto wierzy w Syna, ma życie [zoe] wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia [zoe] (J 3,36). W pismach św. Jana są dwa rzeczowniki: zoe i psyche, które na język polski tłumaczone są jednakowo: życie. Ale konsekwentnie są używane w innych znaczeniach. Rzeczownik zoe jest stosowany przez Jana na wyrażenie życia nadprzyrodzonego, wiecznego, Bożego, natomiast psyche oznacza życie naturalne, ziemskie [1]. Na przykład w rozmowie z Nikodemem Jezus mówi o ponownym narodzeniu do Życia z Ducha i dlatego występuje termin zoe: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie [zoe] wieczne (J 3,16). Natomiast gdy w rozmowie z Apostołami mówi o oddaniu życia za przyjaciół, to nie ma oczywiście na myśli życia nadprzyrodzonego, które jest celem ziemskiej pielgrzymki, lecz przyrodzone, dlatego używa całkiem innego terminu – psyche. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie [psyche] swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15,13). Jezus oddał życie (psyche), aby je potem znowu odzyskać, ale nade wszystko, aby ludzie mogli mieć Życie (zoe) (por. J 10,10.15). Jaki jest zatem sens ziemskiego życia oraz przyczyny „dyskretnego” stworzenia całego wszechświata? Wszystko po to, by zachować wolność stwarzanej istoty do przyjęcia Życia. W tej perspektywie życie ziemskie, chociaż jest pewną próbą („próbką życia”, obrazem Życia), zachowuje w całej pełni swoje rzeczywiste istnienie: jest ono życiem prawdziwym. Zachowuje także swoją wielkość, piękno, sensowność, dobroć, radość… Ale w porównaniu do Życia w Bogu ziemskie pielgrzymowanie stanowi właściwie tylko „przedsionek Życia”, „próg Życia”, wejście, wprowadzenie. Człowiek niestety może się zatrzymać tylko na tym przedsionku i nie wejść do środka. Może na przykład tak bardzo nim się zachwycić i powiedzieć sobie: „To mi wystarczy, nie wchodzę”. Albo czasami, w pewnych trudnych okolicznościach życia, może się przestraszyć i powiedzieć: „Nie chcę iść dalej, rezygnuję, wychodzę”. Oba te przypadki są związane z niewiarą, są odpowiedziami odmownymi na dar Życia w domu Bożym. Ale jest inna możliwość: człowiek zafascynowany pięknem świata przyjmie to życie i otworzy się z ufnością na jeszcze większy dar. Nawet w najciemniejszym „przedsionku życia” człowiek może zobaczyć światło (wpadające z wnętrza domu choćby przez dziurkę od klucza…), zaufać i powiedzieć: „Tak, wierzę Tobie, chcę iść dalej”. W ten sposób osoba wchodzi do domu Ojca i w wolności przyjmuje dar Życia. Po raz pierwszy człowiek rodzi się nie z własnej woli. Natomiast za drugim razem, do Życia prawdziwego rodzi się nie tylko dzięki wielkiej łasce Boga, ale także poprzez osobistą zgodę. Niebo Zaczynając od szukania sensu ziemskiego pielgrzymowania niepostrzeżenie przeszliśmy już do mówienia o niebie. Nieco łatwiej jest teraz wyjaśnić jego istotę. Niebo to „doskonałe życie z Trójcą Świętą […] komunia życia i miłości z Nią, Dziewicą Maryją, aniołami i wszystkimi świętymi. Niebo jest celem ostatecznym i spełnieniem najgłębszych dążeń człowieka, jest stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia” (KKK 1024). Nauka Kościoła określa także, kto od razu po śmierci idzie do nieba: „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem oraz są doskonale oczyszczeni, żyją na zawsze z Chrystusem. Są na zawsze podobni do Boga, ponieważ widzą Go (1 J 3,2), twarzą w twarz” (KKK 1023). Do nieba idą ci, którzy pozytywnie i jednoznacznie odpowiedzieli na Bożą miłość i łaskę. Pismo Święte przedstawia nam wieczne zbawienie w wielu obrazach: uczty weselnej, domu Ojca, niebieskiego Jeruzalem, życia, światła, pokoju, raju. Każda z tych metafor zawiera wielkie bogactwo wskazówek, czym jest niebo. Na przykład „obraz uczty weselnej wskazuje najpierw na to, że życie wieczne jest wspólnotą, braterstwem […] Jak w atmosferze wspólnej, radosnej uczty niknie dystans między ludźmi, łatwiej o porozumienie i szczerość, podobnie we wspólnocie zbawionych więź między nimi dochodzi do upragnionej, a daremnie w obecnym życiu poszukiwanej doskonałości […] będzie ono wspólnotą radości i szczęścia […] Obraz uczty nasuwa również ideę nasycenia, co pozwala zastanawiać się nad życiem wiecznym jako stanem pełnego szczęścia, zaspokojenia wszelkich pragnień” [2]. Tak o niebie pisze ks. Andrzej Zuberbier: [Gospodarzem wesela jest Bóg] „Gospodarz zna każdego, z każdym jest związany, dzięki Niemu wszyscy biesiadnicy czują się powiązani między sobą, dzięki Niemu przeżywają wspólną radość, On dba o spełnienie ich pragnień: by nie byli głodni” [3]. Weselna uczta pozwala także myśleć o miłości wiążącej Boga ze zbawionymi. Wesele wyprawione zostaje Synowi. Oblubieńcem jest zatem Syn Boży, a Jego Oblubienicą cała ludzkość. Joseph Ratzinger podkreśla, że niebo jest rzeczywistością osobową i ma nade wszystko znamię chrystologiczne: „Człowiek jest w niebie wtedy i w takiej mierze, kiedy i w jakiej mierze jest z Chrystusem” [4]. W związku z tym – stwierdza przyszły papież – „dopełnienie ” nieba w swoich zasadniczych elementach dla chrześcijanina już jest teraźniejszością. Dokonuje się ono w spotkaniu człowieka z Chrystusem. Z wymiarem chrystologicznym związany jest moment eklezjologiczny. Jedność z Chrystusem oznacza, że niebo to także współbycie z innymi, którzy tworzą jedno Ciało Chrystusa. „Niebo nie zna izolacji. Jest otwartą wspólnotą świętych, a więc i dopełnieniem wszystkich międzyludzkich odniesień” [5]. Niebo oznacza także pełne rozwinięcie najwyższych możliwości jednostki (aspekt antropologiczny). Na uwagę zasługuje także dynamiczny charakter Życia wiecznego. „Święci w chwale nieba nadal wypełniają z radością wolę Bożą w odniesieniu do innych ludzi i do całego stworzenia” (KKK 1029). Teza ta wyprowadzona jest z idei królowania świętych na wieki z Chrystusem (por. Ap 22,5). Według ks. Czesława Bartnika, w niebie będzie pewien „ruch ku Bogu” [6]. Bóg jest rzeczywistością niewyczerpaną, niedoścignioną i niezgłębioną. „Stąd egzystencja zbawionych ciągle będzie się personalnie ubogacała Bogiem i zarazem nigdy Go nie wyczerpie. Będzie wzrastało poznanie, miłość, percepcja piękna, no i działanie w Bogu. Będą też przyjmowane ciągle nowe wyższe treści życia wiecznego” [7]. Czyściec Czyśćcem Kościół nazywa „końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych” (KKK 1031). Przeżywają go ci, którzy „umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni” (KKK 1030). Należą oni do grona zbawionych, w chwili śmierci byli zwróceni ku Bogu, ale muszą przejść oczyszczenie, aby uzyskać świętość konieczną do wejścia do nieba. Na sądzie szczegółowym, który ma miejsce zaraz po śmierci, zostało ujawnione, że zasadniczo odpowiedzieli pozytywnie na łaskę Chrystusa, ale nie byli konsekwentni. Za życia jeszcze nie odpokutowali za swoje grzechy. Pokutą nie potwierdzili wystarczająco swego wyboru Boga. Ich decyzja musi jeszcze po śmierci dojrzewać. W Piśmie Świętym nie ma wprost mowy o „czyśćcu”, ale Tradycja Kościoła w tej kwestii opiera się na pewnych tekstach, które pośrednio świadczą o jego istnieniu (Mt 12,32; 5,25n; 1 Kor 3,15) oraz na praktyce modlitwy za zmarłych (2 Mch 12,45). Ta starożytna praktyka Kościoła opiera się na przekonaniu w możliwość pośmiertnego oczyszczenia. Piekło Niestety, wolny człowiek może odrzucić łaskę Bożą ukazaną w stworzeniu i w Chrystusie. „Nie możemy być zjednoczeni z Bogiem, jeśli nie wybieramy w sposób dobrowolny Jego miłości […] Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem ” (KKK 1033). Bóg nikogo nie wyklucza. Człowiek sam niestety może nie przyjąć „miłości prawdy” (2 Tes 2,10). Wiara w istnienie piekła dla wielu wydaje się problematyczna. Wydaje się im nie do pogodzenia z radosnym i wyzwalającym orędziem Ewangelii, z chrześcijańską solidarnością z każdym cierpiącym człowiekiem. Trzeba jednak podkreślić, że nie tylko Stary Testament, ale i sam Jezus w Nowym Testamencie bardzo jednoznacznie ostrzega złych, bezbożnych i pogrążonych w grzechu przed możliwością potępienia (zob. Mt 5, 29-30; 10,28; 23,15 i in). W oparciu o Pismo Święte Kościół odrzucił tzw. apokatastazę, czyli naukę o odnowieniu na końcu czasów całości stworzenia i przywróceniu stanu doskonałej szczęśliwości, obejmując również potępionych i demony. „Jeśliby Bóg miał w końcu włączyć do swego królestwa wszystkich, także i tych, którzy opowiedzieli się zdecydowanie przeciwko Niemu, to czy można by jeszcze mówić o zachowaniu wolności, a zatem i godności człowieka?” Z całą stanowczością trzeba stwierdzić, że istnienie wiecznego piekła nie kłóci się z prawdą o wiecznej miłości Boga do każdego człowieka. Bóg bowiem szanuje naszą wolność i nie zmusza nikogo do uszczęśliwiającej wspólnoty z Nim. Osobiste „patrzenie” na wieczność W życiu codziennym lepiej jest widzieć osobiście, niż dowiadywać się o czymś tylko z relacji innych. Każdy przekaz jest subiektywny. Kto patrzy, zwraca uwagę na to, co dla niego jest ważne, interesujące, piękne i mówiąc o tym przedstawia pewną część. Patrząc osobiście widzimy bezpośrednio – znamy daną rzeczywistość już nie tylko ze słyszenia, ale o wiele lepiej, bo oglądamy na własne oczy (por. Job 42,5). Choć to oczywiste, jednak czasami może się jakby nie sprawdzać. Gdy chodzi o oglądanie dzieł sztuki, wiele spraw na przykład na obrazie może zostać nie zauważone przez laika. Potrzebujemy znawcy, który zwróci uwagę na ważne elementy. Trudno jednak specjaliście wyjaśniać obraz komuś, kto w ogóle go nie widział. Koneser sztuki na ogół spostrzega znacznie więcej. Ale czasami zupełny ignorant może zauważyć coś, na co nigdy nie zwróciłby uwagi znawca. Jak możemy zatem sami patrzeć na wieczność? Po pierwsze, przez wiarę i osobistą relację z Chrystusem. „Wiara pozwala nam już w sposób uprzedzający doznawać radości i światła wizji uszczęśliwiającej, będącej celem naszej ziemskiej wędrówki” (KKK 163). Przez wiarę wchodzimy w kontakt z żywym, kochającym Jezusem Chrystusem i to jest „początkiem życia wiecznego” (KKK 163). „Kto wierzy we Mnie, ma życie wieczne” (J 6,47). Po drugie, praktykując miłość bliźniego i pielęgnując relacje z bliskimi i przyjaciółmi. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Doświadczenie miłości wzajemnej daje nam przedsmak tego, czym jest niebo. Mówi się, że gdy kochamy i jesteśmy kochani, to czujemy się jakby wyrastały nam skrzydła. Zakochani będąc razem tracą też niejednokrotnie poczucie czasu, bo inne sprawy stają się mniej ważne. Jakby czas zatrzymał się dla nich w miejscu. Niebo jest utrwaleniem oraz niewyobrażalnym wzmocnieniem i podwyższeniem tego stanu wzajemnej miłości i szczęścia. Po trzecie, poznajemy wieczność przez wnikanie w tajemnicę własnego wnętrza, to znaczy we własną duszę. Wsłuchanie się w nasze najgłębsze potrzeby, aspiracje, ale także w braki, prowadzi nas do odkrycia poruszeń duszy, która jest nieśmiertelna i może być do końca spełniona jedynie w wieczności. Można to zobrazować przykładem: każdy człowiek lubi, jeśli jest szczerze chwalony. Moim zdaniem, nie trzeba się tego zbytnio i z fałszywą pokorą wstydzić, bo ta potrzeba naszego serca jest znakiem chwały, którą Bóg przygotował w niebie. Ale należy szukać chwały, która pochodzi od Boga, nie tyle od ludzi (por. J 5,44). Tak moglibyśmy prześledzić wszystkie nasze dobre pragnienia i uzmysłowić sobie, że niebo będzie polegało między innymi na tajemniczym i przeobfitym ich spełnieniu. Może nie zrealizuje się to dokładnie tak, jakbyśmy sobie to wyobrażali, ale jednak prawdziwie. Prawdą jest bowiem, że będziemy przemienieni, dlatego i niektóre aspiracje się zmienią. Negatywne doświadczenia naszej duszy, osobisty grzech, zło innych ludzi może być wskazówką, czym będzie piekło. Jeśli kilkugodzinny ból zęba może być nie do zniesienia, to czy potrafimy sobie wyobrazić, czym jest cierpienie na wieki? Zachętą do osobistego wnikania w tajemnicę Życia niech będą słowa Josepha Ratzingera: „[…] niebo jest jednak dla każdego niebem indywidualnym. Każdy ogląda Boga na swój sposób, każdego obdarza Pełnia swoją miłością jako istotę jedyną i niepowtarzalną” [8]. Jeśli ludzie tak różnie postrzegają i opisują ten świat, to tym bardziej przyszły. Niektórzy sądzą, że w niebie będzie nudno. My, chrześcijanie, nie powinniśmy być całkowicie zaskoczeni barwnością i twórczością Życia. Jak mówi Joseph Ratzinger: „związanie z Jezusem jest już teraz zmartwychwstaniem. Gdzie nawiązana jest wspólnota z Nim, tam przekroczona zostaje tu i teraz granica śmierci” [9]. Osobiście, przez wiarę i miłość jednocząc się z Chrystusem już teraz możemy wnikać w tajemnicę wieczności. Wpatrując się, jakby przez dziurkę od klucza, możemy coraz wyraźniej także usłyszeć dochodzące z drugiej strony drzwi – pukanie (por. Ap 3,20). ks. Dariusz Jaros Przypisy: [1] Por. J. Finkenzeller, Podręcznik teologii dogmatycznej. Traktat XI. Eschatologia, tłum. W. Szymon, Kraków 1995, s. 43. [2] A. Zuberbier, Wierzę…Dogmatyka w zarysie, Katowice 1969, s. 328n. [3] Tamże, s. 329. [4] Por. tamże. [5] J. Ratzinger, Śmierć i życie wieczne, tłum. M. Węcławski, Warszawa 2005, s. 212. [6] Tamże, s. 213. [7] Cz. S. Bartnik, Dogmatyka katolicka, t. 2, Lublin 2003, s. 903. [8] Niemiecka Konferencja Biskupów, Katolicki katechizm dorosłych: Wyznanie wiary Kościoła, Poznań 1987, s. 407. [9] J. Ratzinger, Śmierć i życie..., s. 214. Przez dziurkę od klucza
  2. Maria Simma o kontaktach z duszami czyśćcowymi Ofiarowała całe swoje życie 5 lutego 1915 r. w małym austriackim miasteczku Sonntag w górach Vorarlberg, w katolickiej rodzinie, urodziła się Maria Simma. Od małego dziecka odznaczała się głęboką religijnością. Po ukończeniu szkoły ludowej pracowała przez wiele lat jako służąca. Trzykrotnie podejmowała próby wstąpienia do klasztoru, jednak za każdym razem odmawiano jej przyjęcia ze względu na słabe zdrowie. Od śmierci ojca w 1947 r. mieszkała sama w rodzinnym domu. Jedynym źródłem jej utrzymania było małe ogrodnictwo, prace chałupnicze oraz sprzątanie kościoła. Złożyła Matce Bożej ślub czystości według zaleceń św. Grignona de Montfort oraz ofiarowała całe swoje życie, aby nieść pomoc duszom w czyśćcu cierpiącym, przez modlitwę, cierpienie i apostołowanie. Według opinii proboszcza odznaczała się wybitnym uzdolnieniem w przygotowywaniu dzieci do I Komunii św. i nauczaniu religii. Specjalny charyzmat Gdy miała 25 lat, otrzymała od Pana Boga specjalny charyzmat spotkań z duszami czyśćcowymi. Pierwsze spotkanie z duszą czyśćcową miało miejsce w 1940 r. Około czwartej nad ranem w sypialni przebudziły ją kroki kogoś obcego. Na pytanie, jak tu wszedł i czego szuka, nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Maria wstała więc z łóżka i próbowała go złapać, ale chwyciła tylko powietrze. Była bardzo zdziwiona, ponieważ widziała postać, ale nie mogła jej dotknąć. Spróbowała jeszcze raz, lecz bezskutecznie. Rano opowiedziała wszystko swojemu spowiednikowi, który jej poradził, żeby w takich sytuacjach zawsze stawiała pytanie, po co osoba przychodzi i czego sobie życzy. Następnej nocy przyszedł ten sam zmarły. Zapytany przez Marię odpowiedział, że bardzo prosi, aby odprawiono za niego trzy Msze św. Od tego czasu dusze czyśćcowe zaczęły regularnie ją odwiedzać, prosząc szczególnie o Msze św., a także o modlitwę różańcową i drogę krzyżową. Wizyty odbywające się każdej nocy Do 1953 r. odwiedzały ją 2 lub 3 dusze w ciągu roku, i to najczęściej w listopadzie. Od 1954 r. te wizyty odbywały się już każdej nocy. Co noc przychodziła jedna dusza, ale zawsze inna. W tym wyjątkowym posłannictwie, jakie Maria Simma otrzymała od Chrystusa, wspierali ją ksiądz proboszcz i miejscowy biskup ordynariusz. Od 2 listopada 1953 r. Maria Simma zaczyna pomagać duszom czyśćcowym nie tylko przez modlitwę, ale również przez cierpienia ofiarowane w ich intencji. Cierpienia te odpowiadały grzechom, za które dusze czyśćcowe miały odpokutować. Cierpienia zastępcze, których doświadczała Maria, nasilały się szczególnie w listopadzie, gdyż wtedy odwiedzało ją najwięcej dusz. Warto wspomnieć o przypadku księdza, który zmarł w Kolonii w 555 r. i zgłosił się do Marii z prośbą, aby dobrowolnie przyjęła cierpienie zastępcze za jego ciężkie przewinienia, bo inaczej będzie musiał cierpieć aż do dnia Sądu Ostatecznego. Simma zgodziła się i wtedy zaczął się dla niej tydzień naznaczony szczególnie wielkim cierpieniem. Ksiądz ten musiał pokutować za niegodne sprawowanie Mszy św., odstąpienie od wiary i zabójstwo towarzyszek św. Urszuli. Co ciekawe, przypadek tego księdza jest odnotowany w kronikach historycznych z tamtego okresu. Maria mówiła, że czyściec jest zarówno miejscem, jak i stanem, w jakim znajdują się dusze, które muszą odpokutować za popełnione grzechy, aby oczyszczać się i dojrzewać do miłości w niebie. Największym ich cierpieniem jest oczekiwanie na zjednoczenie się z Bogiem. Maria stwierdziła, że są trzy najważniejsze poziomy czyśćca, które tak bardzo różnią się między sobą, jak nasze choroby w czasie ziemskiego życia – od zwykłego przeziębienia do ogarniających całe ciało wielkich cierpień. Dusze przebywające w najniższych poziomach czyśćca bardzo cierpią z powodu popełnionych grzechów i są nieustannie atakowane przez szatana, co dodatkowo zadaje im ogromny ból. Każda dusza ma swój własny poziom Pomiędzy tymi trzema najważniejszymi poziomami w czyśćcu każda dusza ma swój własny poziom, i przechodzi niepowtarzalny, indywidualny proces oczyszczania oraz dojrzewania do miłości. Maria Simma twierdzi, że dusze czyśćcowe najczęściej gromadzą się wokół ołtarzy i w miejscach, gdzie zmarły. Przychodzą do niej nie z czyśćca, lecz z czyśćcem. Czas pobytu w czyśćcu zależy od ilości i ciężaru popełnionych grzechów. Niektóre dusze przebywają bardzo krótko, inne kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, ale są też takie, które muszą pokutować aż do dnia Sądu Ostatecznego. Wszystkie bardzo żałują zmarnowanych okazji do czynienia dobra dla innych ludzi i Boga. Po śmierci nie są w stanie już nic dobrego same z siebie uczynić, dlatego tak bardzo oczekują naszej pomocy. Maria dowiedziała się od odwiedzających ją dusz czyśćcowych, że chociaż ich ból oczyszczenia jest przerażający, to jednak pewność pójścia do nieba przewyższa ogrom ich cierpienia. Cierpienie dusz czyśćcowych jest więc przemieszane z radością pewności zbawienia, dlatego żadna dusza czyśćcowa nie chce już wrócić do życia ziemskiego. Maria podkreślała, że Pan Bóg nie skazuje dusz na pobyt w czyśćcu. Kiedy w chwili śmierci człowiek zobaczy całą prawdę o sobie, wtedy spontanicznie rodzi się w nim pragnienie konieczności oczyszczenia i odpokutowania za popełnione grzechy. Wtedy ze wszystkich sił pragnie cierpieć w czyśćcu, aby dojrzewać do miłości w niebie. I dlatego sami zmarli, podczas sądu po śmierci, akceptują taki „rodzaj” czyśćca, jaki jest najodpowiedniejszy dla ich całkowitego oczyszczenia i dojrzewania do nieba. Akceptując prawdę o sobie W czyśćcu nikt się nie niecierpliwi, nie buntuje, lecz każdy z wielką pokorą znosi cierpienia, które są konsekwencją jego grzechów – po prostu akceptuje prawdę o sobie i cierpliwie poddaje się procesowi dojrzewania do miłości. Maria mówi, że cierpienia w czyśćcu są nieporównywalnie większe aniżeli na ziemi. Jedna z dusz powiedziała jej, że jeden z ojców rodziny przez zaniedbanie i lenistwo stracił pracę. Z tego powodu jego dzieci bardzo cierpiały. Po śmierci cierpienia ojca w czyśćcu były o wiele intensywniejsze aniżeli te, które odczuwałby, gdyby musiał ciężko pracować na ziemi. Maria Simma podkreślała, że poprzez dar kontaktu z duszami czyśćcowymi Pan Bóg powołał ją do uświadamiania ludziom, że nasze życie na ziemi ma jeden najważniejszy cel: przygotowanie do życia w niebie, do zjednoczenia w miłości z Bogiem i innymi ludźmi. Tylko pełnienie woli Bożej, współpraca z Bogiem w czynieniu dobra sprawia, że życie na ziemi staje się fascynującą przygodą dojrzewania do miłości. Simma bardzo mocno podkreśla fakt, że Pan Bóg zdecydowanie zabrania ludziom żyjącym na ziemi wzywania czy wywoływania dusz zmarłych. Ona nigdy nie wzywała żadnej duszy, a one przychodziły do niej tylko za pozwoleniem Bożym. Kto uczestniczy w seansach spirytystycznych, naraża się na wielkie niebezpieczeństwo zniewolenia, a nawet opętania przez duchy nieczyste. W czasie wywoływania duchów szatan podszywa się pod dusze zmarłych, aby kłamać i utwierdzać ludzi w kłamstwie. Dlatego tak bardzo niebezpieczne są różnego rodzaju praktyki spirytystyczne. Tak zwane wywoływanie zmarłych jest w rzeczywistości kontaktowaniem się ze złymi duchami, co jest niezwykle niebezpieczne dla wszystkich biorących w tym udział, a także postronnych obserwatorów. Przykład pewnej kobiety Maria mówi, że grzechy, które zadają najwięcej bólu w czyśćcu, to grzechy przeciwko miłości bliźniego, szczególnie brak przebaczenia, nieczystość, zatwardziałość serca, wrogość. Grzechy braku przebaczenia, obmowy i oszczerstwa wymagają wyjątkowo bolesnego i długiego przezwyciężania ich konsekwencji. Maria daje przykład pewnej kobiety, która po śmierci doznawała strasznych cierpień w czyśćcu. Odwiedzając Marię, powiedziała, że powodem jej cierpienia jest fakt, że przez wiele lat podtrzymywała w sobie wielką niechęć do swojej przyjaciółki, z którą nie chciała się pojednać, chociaż tamta wielokrotnie takie próby podejmowała. Nawet na łożu śmierci nie przebaczyła jej i nie pogodziła się z nią. To był główny powód jej wielkiego cierpienia w czyśćcu i dlatego przyszła do Marii z prośbą o pomoc. Simma podkreślała, że najgorszą pułapką dla ludzi pobożnych jest pycha. Daje przykład pewnego mężczyzny i kobiety, którzy zmarli mniej więcej w jednym czasie. Kobieta zmarła, gdy poddawała się aborcji, ale przed śmiercią żałowała i była bardzo pokorna, natomiast mężczyzna, chociaż często chodził do kościoła, to jednak wszystkich krytykował i gardził innymi. Dlatego dłużej musiał cierpieć w czyśćcu aniżeli ta kobieta. Najpotężniejszą bronią przeciwko grzechowi i zakusom diabła jest pokora. Idąc prosto do nieba Maria opowiada historię matki czworga dzieci, która, kiedy dowiedziała się, że wkrótce umrze, nie buntowała się, ale całkowicie zaufała Bogu i powierzyła Mu siebie, a troskę o swoje dzieci złożyła w Jego ręce. Jej bezgraniczne zaufanie Bogu sprawiło, że poszła prosto do nieba. Całkowite zaufanie Bogu w doskonałej miłości i pokorze są najprostszą drogą do nieba. Maria Simma przestrzega przed zboczeniami seksualnymi, a szczególnie przed praktykami homoseksualnymi, gdyż pochodzą one z inspiracji szatana. Wielką winę ponoszą ci, którzy im ulegają, twierdząc, że takimi się urodzili i mają do nich pełne prawo. Maria z własnego doświadczenia wie, że najskuteczniejszym sposobem pomocy duszom czyśćcowym w zmniejszeniu ich cierpień, a w końcu w wyzwoleniu ich z czyśćca jest Msza św. odprawiana w ich intencji. Jest to dla nich najwspanialszy dar, bo w czasie Eucharystii zostaje uobecniona ofiara krzyżowa Chrystusa i Jego ostateczne zwycięstwo nad grzechem i śmiercią w Zmartwychwstaniu. Bardzo ważną pomocą dla dusz czyśćcowych jest ofiara złożona z naszego cierpienia, choroby, pokuty, postu oraz każdej formy modlitwy, szczególnie różańcowej oraz drogi krzyżowej. Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego życia. Dopóki żyjemy na ziemi, posiadamy możliwość naprawienia zła, nie tylko tego, które sami spowodowaliśmy, ale również tego, które popełnili nasi zmarli. Całkowite zawierzenie siebie Bożemu Miłosierdziu Dusze czyśćcowe mówiły Marii, że do śmierci trzeba się przygotowywać przez całkowite zawierzenie siebie Bożemu Miłosierdziu i oddanie Jezusowi tego wszystkiego, czym jesteśmy i co przeżywamy, a więc wszystkich swoich lęków, obaw, pytań i wątpliwości. Trzeba się przede wszystkim dużo modlić, żyć w stanie łaski uświęcającej i całkowicie ufać Bogu, a nie koncentrować na swoich lękach, obawach i wątpliwościach. Maria apeluje o modlitwę w intencji umierających, szczególnie tych, którzy są w niebezpieczeństwie potępienia. Przez modlitwę, głównie przez koronkę do Miłosierdzia Bożego, można umierającego doprowadzić do aktu skruchy i pokory, złamać jego pychę i uporczywe trwanie w „nie” przeciwko Bogu. Najmniejszy choćby akt skruchy sprawi, że taki człowiek uniknie wiecznego piekła, chociaż będzie musiał bardzo cierpieć w czyśćcu. Wymysły szatana Dusze czyśćcowe powiedziały również Marii, że życie człowieka na ziemi jest tylko jedno i jest ono niepowtarzalne. Dlatego reinkarnacja jest wymysłem szatana, który pragnie ludzi wprowadzać w błąd i odciągać ich do Boga. Reinkarnację trzeba więc traktować jako diabelski trik i podstępną pokusę ojca kłamstwa. ks. M. Piotrowski TChr O kontaktach z duszami czyśćcowymi
×
×
  • Create New...