Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'emocje'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • NASZE FORUM
    • Sprawy porządkowe
    • Z życia Forum
  • EZO CAFÈ
    • Strefa Relaksu
    • EzoTube
    • Bazarek ezoteryczny
  • USŁUGI
    • Wróżby
    • Astrologia i numerologia
    • Sny
    • Energia: analizy i uzdrowienia
    • Szukam pomocy/Oferuję pomoc
  • WRÓŻBY i WYROCZNIE
    • Runy
    • Karty Klasyczne
    • Tarot
    • Pozostałe Karty
    • Inne wyrocznie
  • ASTROLOGIA, HOROSKOPY, NUMEROLOGIA
  • UZDRAWIANIE i MEDYCYNA NATURALNA
  • ENERGETYKA
  • SEN i ŚNIENIE
  • MAGIA i OKULTYZM
  • DUCHOWOŚĆ, FILOZOFIE, RELIGIE i WIERZENIA
  • HYDEPARK
  • Runen Club's Runiczne pogaduszki
  • Runen Club's Linkownia, literatura, plotki o bogach, obyczaje i inne ciekawostki
  • Runen Club's Nasze Runy i dywinacja
  • Syreni Gród's Nasze miejsca: kawiarenki, knajpki, kluby, puby...
  • RIDER WAITE Club's Nasze Karty i dywinacja
  • RIDER WAITE Club's Tarotowe pogaduszki
  • RIDER WAITE Club's Linkownia, literatura, plotki o RIDER WAITE TAROT i inne ciekawostki...

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Found 11 results

  1. Południe

    Empatia

    Witam! Dopiero co zawitałam na to forum i z miejsca wyskakuję z problemem, czy może zapytaniem :smile: Chodzi mi mianowicie o zagadnienie empatii. Czy spotkał się ktoś z 'problemem' bardzo intensywnego odczuwania czyichś emocji? Mówię tu o pewnym "połączeniu" dwóch lub więcej osób, nawet na dużą odległość. Czy istnieje możliwość kontrolowania przepływu takich energii? Znajomi pukają się w głowę kiedy o tym mówię. Swojego czasu byłam nawet u psychologa aby sprawdzić czy mój umysł nie roi sobie czegoś niestworzonego. Lekarz stwierdził, że wszystko ze mną jest ok. Jestem tylko bardzo wrażliwa. Nie na tyle jednak, bym kwalifikowała się na jakąkolwiek terapię. Miewam jednak nagłe spadki energii, niczym niepowodowane "dołki". Skupiam się wtedy i "szukam" przyczyn. Zawsze, ale to zawsze wychodzi mi, że coś dzieje się złego z którymś z moich przyjaciół. Łapię wtedy za telefon i okazuje się, że miałam rację. Mam jednego znajomego, gdzie tego typu "połączenie" działa w obie strony. Nie jest jednak tak intesywne jak między mną, a moją mamą. U reszty przyjaciół intuicyjnie, czy Bozia raczy wiedzieć jak, wyczuwam emocje. Bardzo dużo wyczytuję z twarzy, tonu głosu, gestów. Co jednak poradzić z tym 'połączeniem' na odległość? Bardzo proszę o pomoc. Już sama nie wiem co myśleć.
  2. endymion

    Bariera ochronna?

    Proszę o przeniesienie, jesli post znajduje się w niewłasciwym dziale. Dzisiaj spotkałam się z dziwną sytuacją. Jestem raczej typem 'złej-dobrej wróżki', jak to określa mój przyjaciel (również ze zdolnościami), więc to, że czasem pozwalam ludziom uwolnić się od jakichś negatywnych emocji lub przywołuję je w kimś jest u mnie na porządku dziennym. Dzisiaj jednak siedząc w tramwaju widziałam pewnego młodego chłopaka, widocznie złego, widać było, że zaraz wybuchnie (wyczułam, że może to mieć jakieś negatywne skutki), więc powoli starałam się pomóc mu zapomnieć. Jednak już po chwili poczułam ból w ręce prowadzącej, nie nagły, lecz powolny, jak .. Trucizna? Zerwałam kontakt, jednak chłopak patrzył na mnie później, gdy próbowałam znaleźć jego stopień prawdopodobnych zdolności. Pierwszy raz zetknęłam się z takim czymś, nie znalazłam u niego większych prawdopodobnych zdolności! Czy to możliwe, że miał je tak silne, że zdołał je jakoś zamaskować? Albo że ktoś nałożył na niego ochronę? JAK można założyć na siebie barierę ochronną? Będę wdzięczna za szybką odpowiedź - ręka prowadząca pobolewa mnie nawet teraz ... Pozdrawiam, E.
  3. hank

    Tłumione emocje i co dalej?

    W sieci i sklepach można znaleźć multum książek na temat różnych form medytacji i uwalniania emocji. Pojawia się tylko problem - co zrobić, kiedy owe emocje wypłyną na powierzchnie. Autorzy podają zazwyczaj jedno z dwóch rozwiązań - obserwuj emocje bez utożsamiania lub "przepracuj je". Nie wiem, jak ludzie, którzy mają tylko tyle do powiedzenia, mają czelność pisać książki, ale to już inna sprawa. Chodzi o to, że oba te rozwiązania nic nie wnoszą - bo czy ktoś wie, co dokładnie znaczy "przepracowanie" emocji? Gdyby osoba umiała "przepracować" emocje w odpowiedni i zdrowy sposób i poradzić sobie z nimi, to w ogóle by ich nie stłumiła. Z drugiej zaś strony obserwowanie emocji może się sprawdzić, jeśli chodzi o takie uczucia jak na przykład smutek, bo ktoś mi w przedszkolu kredkę zabrał, ale przy bardzo silnych emocjach to nie wypali, bo normalny człowiek nie ma tak wytrenowanego umysłu, żeby nie dać się porwać tym emocjom. Stąd moje pytanie - czy znacie jakieś rzetelne, napisane przez ludzi kompetentnych pozycje książkowe (po polsku lub angielsku), jak przepracowywać owe emocje? Oczywiście każdy ma inne problemy, ale pewne psychologiczne schematy i problemy się powtarzają, więc można je odnieść do własnej osoby.
  4. autopsja

    Emocjonalne sny ;p

    Czy wy też tak macie, że niekiedy podczas trwania snu i zaraz po przebudzeniu czujecie się tak zajebiście, że żadne "ziemskie" uczucie temu nie może dorównac? )) To coś w rodzaju emocjonalnego orgazmu, pełna ekstaza, wszystkie pozytywne uczucia w Was się gromadzą i aż gotują Gadam pewnie jak nawiedzona, ale może ktoś ma podobnie i zna sposób, żeby każdy sen tak wyglądał? ;>
  5. Uczucia niechciane Odnaleźć ukryty sens cz. II Jeśli ktoś nie umie przyjmować uczuć negatywnych, to będzie miał kłopot z uczuciami pozytywnymi albo przeżyje je powierzchownie i nigdy nie doświadczy radości czy zadowolenia z siebie. Z ks. Krzysztofem Grzywoczem rozmawiają Katarzyna Kolska i Roman Bielecki OP. Przeczytaj I część wywiadu. Czy powinniśmy kontrolować uczucia? I czy w ogóle można kontrolować coś, co przychodzi nagle i jest pozaintelektualne? To zależy od tego, jak rozumiemy słowo "kontrolować". Na pewno ważne jest, byśmy rozumieli przesłanie pojawiających się uczuć. Jeśli natomiast kontrola miałaby polegać na tłamszeniu i ograniczaniu ich spontaniczności, byłoby to niewłaściwe. Uczucia mają w sobie pewną kreatywność, której warto zaufać. Oczywiście ona sama nie wystarcza i potrafi być zgubna, stąd ważne jest, by poddać je oglądowi rozumu. Źle zrozumiany gniew w zestawieniu ze spontanicznością może być ryzykowny, a nawet niebezpieczny. Zatrzymajmy się jeszcze przy uczuciu zakochania. Zdarza się, że zakoch'ujemy się, gdy mamy już męża czy żonę albo jesteśmy siostrą zakonną czy księdzem. Trochę trudno mówić w takim wypadku o kreatywności i spontaniczności pojawiającego się uczucia. Jeżeli uznamy, że uczucie zakochania pojawiło się w nas po to, żeby zbudować trwały związek z tą kobietą czy tym mężczyzną i pozwolimy sobie na taką spontaniczność, to ten związek rzeczywiście może powstać. Ale zakochanie jest znacznie bogatsze w swoim przesłaniu. Budowanie trwałego związku jest tylko jedną z alternatyw. Są też inne sensowne możliwości przeżycia tego stanu. Zastanówmy się, dlaczego uczucie zakochania pojawia się u małżonków czy duchownych? Nie chodzi przecież o to, żeby zostawić współmałżonka albo porzucić kapłaństwo czy zakon. Jeżeli zrozumiem, jaki jest cel i kierunek tego uczucia, mogę pozwolić sobie na kreatywność i spontaniczność. To trochę jak z dzieckiem. Gdy idziemy z nim na plac zabaw, pozwalamy, by wybrało, czy woli spędzić czas na huśtawce, na zjeżdżalni, drabinkach czy w piaskownicy. A sami siadamy na ławce i czytamy gazetę. Ale już na stacji kolejowej nie pozwolimy mu na taką spontaniczność, bo to mogłoby być niebezpieczne. Zakłada ksiądz, że zakochany człowiek rozumie to uczucie. A przecież ono jest spontaniczne i wywraca świat do góry nogami. Potrafimy je ładnie opakować i rozgrzeszyć się, wierząc w to, że oto przyszła prawdziwa miłość, przeznaczenie, dar od Boga. Właśnie to jest powodem tragedii międzyludzkich. Ludzie robią coś, czego potem żałują. Dochodzi do rozbicia małżeństw, odejść z kapłaństwa, porzucenia zakonu. Po jakimś czasie pojawia się refleksja, że nie zrozumiało się tego uczucia, a można było postąpić inaczej. To prawda, że w wypadku niektórych uczuć, na przykład zakochania, które nie może być spełnione, gdy jest się w trwałym związku, bardzo trudno o zrozumienie jego sensu. Dlatego warto wówczas szukać pomocy u kogoś z zewnątrz. Tam, gdzie nie jesteśmy silni, mamy być mądrzy. Tak jak Odyseusz, który poprosił o pomoc swoich towarzyszy, bo wiedział, że sam sobie nie poradzi. Żeby wytrwać w dobrej decyzji, potrzebujemy wsparcia. Odyseusz nie był sam. Jeżeli żonaty mężczyzna czy ksiądz zakoch'uje się w jakiejś kobiecie i zostanie z tym sam, zginie. W tym sensie uczucia wołają o dialogiczność i w tym przypadku to jest ich podstawowe przesłanie - nie bądź sam, rozmawiaj. Przy tym warto pamiętać, że każde uczucie pojawia się dla naszego rozwoju. I nie dzieje się to przypadkowo. Dzięki niemu mogę wiele zyskać. Zakochanie, którego nie będzie można zrealizować w związku, jest niezwykle bogate i ma niezwykły potencjał rozwojowy. Można śpiewać Te Deum laudamus na dowód odkrycia, ile dobroci jest w tym uczuciu. Bądźmy poważni. Gdybym miał tyle żon, ile razy byłem zakochany, to nie mielibyście gdzie tutaj usiąść. W takim razie, jak dobrze przeżyć takie zakochanie, bo najczęściej traktuje się je ucieczkowo? Raczej lękowo. Założenie oparte na fałszywej intelektualnej przesłance jest takie, że zakochanie jest po to, by zbudować trwały związek. Jeżeli kierujemy się takim nieprawdziwym przesłaniem, to nie mamy o czym rozmawiać. Zakochanie zdarza się ludziom kilka razu w życiu, nawet jeżeli mają żony i mężów, są kapłanami czy zakonnicami. Powiem więcej: w pewnym sensie powinno się zdarzyć. Jak to powinno się zdarzyć?! Mówiąc ogólnie, chodzi o uszlachetnienie człowieka, uwrażliwienie go na obecność drugiego po to, żeby mógł pogłębić wybraną formę miłości. To, co chciałbym dać osobie, w której się zakochałem, angażuję w rzeczywistość, którą już wybrałem, a która z czasem stała się sztywna i potrzebuje oczyszczenia. Analizuję, czego brakuje mi w małżeństwie czy w kapłaństwie i co odnajduję jednocześnie w tym uczuciu, które mi się przytrafiło. Kapłan który się zakoch'uje, naturalnie chciałby więcej czasu spędzać z jakąś kobietą. Może się zdarzyć, że to doświadczenie pozwala mu odkryć, że tak naprawdę nie ma prawie żadnych relacji z ludźmi, że jest ciągle zapracowany. Funkcjonuje jak dzielny rycerz Ivanhoe. Zbroja, i do boju! Tylko jak można się przytulić do księdza w zbroi? Takiemu księdzu trzeba postawić pytanie o to, gdzie ma swoich przyjaciół? Czy chce się z kimś spotkać? Jeżeli ciągle coś z siebie daje, nie nawiązuje żadnych więzi ani żadnej przyjaźni i nie ma dla siebie czasu, to zakochanie może być dla niego ratunkiem żeby nie umarł i nie zdziwaczał. Może pokazać jego wielki głód emocjonalny i przeprowadzić remanent w tej formie miłości, którą wybrał. Kobiety czy mężczyźni, w których się zakoch'ujemy, pozostając jednocześnie w relacjach będących naszym życiowym wyborem, są raczej impulsem do zmiany, a nie przeznaczeniem. Możemy być wdzięczni, że spotykamy takie osoby, ponieważ dzięki nim pojawia się uczucie. Może właśnie po to, byśmy wyszli poza swój egoizm i zatęsknili na nowo za czymś, co dawno wyblakło - za jakąś intymnością, bliskością. To nie przypadek, że najczęściej zakoch'ują się ludzie, którzy zaniedbują swoje podstawowe więzi i są bardzo wygłodzeni emocjonalnie - i w kapłaństwie, i w małżeństwie. Bezradność też ma swoje dobre strony? Często mamy z nią kłopot. Bezradność pokazuje, że człowiek nie jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim. Narcystyczne poczucie własnej wartości jest formą głębokiej niedojrzałości, bo wielu rzeczy tak zwyczajnie nie rozumiemy i nie umiemy. Moje pięć chlebów i dwie ryby nie wystarczą, żeby zaspokoić tłumy. Tym tłumem może być konfesjonał, moja sala wykładowa, moja rodzina. Jeśli tego nie widzę, to jestem niedojrzały. W naszej kulturze jest bardzo dużo pychy i takiej dziwnej zaradności. Proszę zauważyć, jak ludzie ze sobą rozmawiają w programach telewizyjnych, jak są pewni siebie. Nie widać w nich bólu niepewności, na wszystko mają odpowiedź. Ojciec Jacek Salij powiedział niedawno podczas zjazdu egzorcystów w Niepokalanowie, że im lepszy teolog, tym częściej mówi: nie wiem. Bardzo mnie to poruszyło. Myślę, że dobrze przeżyta bezradność pozwala na budowanie lepszych relacji z drugim człowiekiem, bo okazuje się, że muszę zawierzyć Bogu swoje życie. Nie jestem drugim Bogiem. To nie jest tak, że Bóg spotkał Boga i teraz sobie dialogują jak partnerzy. Bez Niego nic nie mogę uczynić. Zupełnie nic. Czy Bóg ma uczucia? Biblia pokazuje że Słowo Boga jest rzeczywistością uczuciową. Na kartach Starego czy Nowego Testamentu Bóg daje nam obraz siebie jako postaci uczuciowej. Widzimy na przykład Jezusa, który się gniewa. Gniewa się, ale się nie śmieje. Może tego po prostu ewangeliści nie zapisali. Może śmiech Jezusa ich nie dziwił. Bardziej dziwiło ich to, że się gniewał. Może zauważyli to, z czym sami sobie nie radzili. Nie wydaje mi się, żeby Chrystus się nie śmiał. Z pewnością jednak ludzi bardziej szokowało to, gdy widzieli, jak płakał czy się złościł. Taki prorok, łagodny jak baranek, a tu - jak czytamy w Ewangelii – spojrzał na wszystkich z gniewem. A już na pewno uczniowie byli zdziwieni, gdy zobaczyli w Ogrójcu, że Jezus się boi. A czy mamy prawo złościć się na Pana Boga? Czy to jest dobre uczucie? Myślę, że uczucia są jednym z podstawowych miejsc styku naszej relacji z Bogiem. Złość czy żal to bardzo dobre uczucia. Istnieje w tradycji modlitwa uczuć. Często mamy z nią do czynienia w psalmach. Gdy się gniewam, to raczej mam ochotę używać słów mało cenzuralnych. A my tu mówimy o modlitwie. Ktoś zapyta, ale jak? Pamiętamy słynną scenę, w której Jakub mocuje się z Bogiem. Dobry Ojciec może się mocować z synem. Wiemy, że w niektórych plemionach syn, który nie wejdzie w walkę z ojcem, nie jest prawdziwym mężczyzną. Ojciec czeka na walkę z synem. W relacji z Bogiem jest również miejsce na kłótnię, gniew, żal. Jest też miejsce na ciche dni? Ciche dni są wtedy, kiedy tłumimy złość. Ludzie, którzy się pokłócą, czy to w małżeństwie czy w przyjaźni, mają wrażenie, że ich relacja jest bliższa, lepsza, bardziej intymna. Podobnie jest z Panem Bogiem. To, co nie jest włączone do modlitwy, nie rozwija się w nas poprawnie. Nawet jeżeli teraz tego nie rozumiemy. Ważne jest, żeby w modlitwie, podobnie jak w relacji z drugim człowiekiem, wyrażać swoje uczucia, nazywać stany, które się w nas pojawiają. Boże, chce mi się dzisiaj płakać. Czy tęsknię za uczuciem, karierą, pieniędzmi? Na razie nie wiem. Ufam, że po jakimś czasie to zrozumiem. Modlitwa z prośbą o zrozumienie jest otwarciem się na Boże działanie, które jest światłem i rozjaśnia nasze stany emocjonalne. Bóg nie jest obojętny na nasze prośby, jeśli zostawiamy Mu przestrzeń do działania. A swoim penitentom czy osobom w poradni mówi ksiądz: nie bójcie się uczuć? Raczej idę za tym, co pojawia się w rozmowie. Odblokowanie uczuć jest celem terapii psychodynamicznej, a celem terapii poznawczej jest świat intelektualny. Trzeba jednak od razu dodać, że oba typy terapii się uzupełniają. Tu nie ma prostego albo-albo. Muszę wydobyć swoje uczucia, otworzyć się na nie i nie spieszyć się z ich definiowaniem. Zdefiniowanie nie zawsze jest najważniejsze. Myślę, że istnieje obawa przed sprowadzeniem religii i wiary na poziom psychologii. Ksiądz mówi o Panu Bogu, bo tak musi mówić z racji swojej profesji. Ale równie dobrze możemy sobie wyobrazić inną zmienną - "siłę wyższą", "wyższy sens", "samorealizację". Wytrzymanie napięcia między dobrą antropologią a dobrą duchowością jest jednym z ważniejszych paradoksów chrześcijaństwa. Nie ma jednego bez drugiego. Psychologia bez duchowości niewielu rzeczy jest pewna. Podobnie duchowość bez psychologii staje się daleka i niezrozumiała. Łatwo wówczas o skróty myślowe, traktowanie na przykład zazdrości czy gniewu wyłącznie w kategoriach grzechu. Skoro Chrystus jest w centrum chrześcijaństwa i jest prawdziwym Bogiem i człowiekiem, to w Nim spotykają się dwie natury: prawdziwie Boża i prawdziwie ludzka. To jest dla mnie obraz duchowości chrześcijańskiej. Wobec uczuć popełnia się dwa zasadnicze błędy: psychologizacji i teologizacji. Napięcie między nimi musi zaistnieć. Łatwiej byłoby powiedzieć albo-albo. A siłą chrześcijaństwa jest utrzymanie tego paradoksu. Uczucie jest słowem Boga we mnie do mnie. Mogę je przyjąć jako miejsce modlitwy i jednocześnie mogę je przyjąć jako miejsce spotkania z człowiekiem. Nie muszę tego oddzielać. Nie zawsze muszę też je wyrażać. Dlatego świat uczuć wymaga obecności Boga - bez Niego nie zrozumiemy ich sensu. Święty Jan od Krzyża w swojej antropologicznej koncepcji człowieka przypisywał uczuciom wielką wagę. Uważał, że więź z Bogiem jest w nich najgłębsza, że to miejsce najgłębszego spotkania z Bogiem. Gdyż uczucia są czymś prawdziwe Boskim i prawdziwie ludzkim. Może papież powinien napisać encyklikę o uczuciach? Rzeczywiście, nie ma jeszcze takiej. A bardzo by się przydała. Wiara i uczucia, "Fides et passio". Z ks. Krzysztofem Grzywoczem rozmawiali Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP Uczucia niechciane
  6. Często w rozmowach, również tu na forum pojawiają się emocje. I równie często nie wiemy, co z nimi zrobić. A możne by spojrzeć na nie z nieco innego punktu widzenia...? Uczucia niechciane Odnaleźć ukryty sens cz. I Jeśli ktoś nie umie przyjmować uczuć negatywnych, to będzie miał kłopot z uczuciami pozytywnymi albo przeżyje je powierzchownie i nigdy nie doświadczy radości czy zadowolenia z siebie. Z ks. Krzysztofem Grzywoczem rozmawiają Katarzyna Kolska i Roman Bielecki OP. Skąd w Kościele taka powściągliwość w mówieniu o uczuciach oraz kładzenie nacisku na intelekt i rozumowe przeżywanie wiary? Chyba stąd, że w ten sposób łatwiej nam zrozumieć siebie. Uczucia są trudniejsze, wymykają się spod kontroli rozumu. Nie jest łatwo pojąć, dlaczego w danej chwili pojawia się takie, a nie inne uczucie, i jakie ono ma znaczenie dla mnie, jaki jest jego sens i przesłanie. Myślę też, że ta nieufność wynika z tego, że przez długi czas w Kościele bardziej kładziono nacisk na to, o czym się myśli, niż na to, co się czuje. Stąd mamy obecnie lękowe podejście do uczuć i traktujemy je jako coś gorszego, a nasza duchowość stała się bardzo intelektualna. I w takim ujęciu świat uczuć jawi nam się jako nieznany i niekontrolowany, zagrażający naszej wolności. Nie lubimy rozmawiać o uczuciach, wstydzimy się ich. Dlaczego? Może z lęku przed zranieniem. Mówiąc, co czujemy, odkrywamy swój intymny świat, który można zranić. Ktoś powie o swojej tęsknocie i zostanie wyśmiany. To będzie go bolało. Jak w takim razie postępować z uczuciami? Jak oswajać lęk przed nimi? Jest to pewien proces, na początku którego trzeba przyjąć, że każde uczucie, które się w nas pojawia, jest czymś wartościowym i cennym. Inaczej mówiąc, że nie ma bezsensownych uczuć i żadne nie pojawia się bez powodu, że ma swój sens i chce się przyczynić do mojego rozwoju. Jeżeli z góry zakładam i klasyfikuję jedne uczucia jako dobre, inne jako złe, potrzebne, niepotrzebne, a nie daj Boże, moralne czy niemoralne, to proces przyjęcia uczuć jest mocno zakłócony. A co z tymi, którzy tego sensu nie widzą i w chwili bólu, gniewu albo złości mówią, że nie chcą takiego uczucia? Cóż… będzie im trudno zrobić krok w swoim rozwoju wewnętrznym. W wypadku odrzucania uczuć należałoby się zatrzymać i zapytać konkretnego człowieka, co się stało w jego życiu, że nie chce przyjąć z zaufaniem jakiegoś uczucia? Co go do tego skłania w sensie intelektualnym? Zwykle w takiej sytuacji najpierw trzeba oczyścić sferę poznawczą. Każde uczucie ma jakąś otoczkę intelektualną. Na przykład gniew kojarzy nam się z krzywdą, zranieniem czy poniżeniem. Dlaczego? Bo nie nauczono nas, że gniew można zamienić w coś dobrego. Takie przyglądanie się uczuciom, po to żeby przyjąć je i potraktować inaczej niż do tej pory, jest długim procesem i wymaga czasu. I póki sam siebie nie przekonam, że chcę z tym stanem pobyć, posadzić moje uczucie na fotelu naprzeciw mnie i dokładnie im się przyjrzeć, to nic w moim życiu się nie wydarzy. Tylko to, czemu zaufamy, może się rozwijać. Uczucia pojawiają się po to, żeby lepiej kochać i być dojrzalszym człowiekiem. Rozum to źle interpretuje. Jestem zły, więc muszę komuś wygarnąć albo kogoś poniżyć. A przecież są dziesiątki możliwości, które mówią, że możemy coś innego zrobić z tym uczuciem. Nawet kiedy tego stanu nie rozumiem? Oczywiście! Kto nie potrafi wytrzymać dwóch godzin w niezrozumieniu, nie wytrzyma pięciu minut w zrozumieniu. Wytrzymanie rozumienia jest o wiele trudniejsze niż wytrzymanie niezrozumienia. Jeśli zrozumiemy uczucia wstydu, lęku czy gniewu, to konsekwentnie zadamy sobie pytanie, jak dalej z tym postępować. I to dopiero zaczyna być trudne! Może trudności w podejściu do uczuć biorą się z tego, że od dzieciństwa jesteśmy kastrowani w sferze uczuciowej? Mówimy dzieciom – "nie płacz", "nie krzycz", "nie złość się" i szybko odcinamy je od emocji. Za uczuciami stoi cała nasza historia i wychowanie. Weźmy taki przykład. Przychodzi chłopczyk z przedszkola i mówi, że zakochał się w koleżance, a rodzice zaczynają się śmiać. Chłopiec tłumi łzy i udaje, że nic się nie stało, a jednocześnie odbiera komunikat, że źle zrobił. To może rodzić blokady i trudności w życiu uczuciowym na wiele lat. Gdy taki chłopiec, już jako młodzieniec, zakocha się na poważnie, może nie wiedzieć, co z tym uczuciem zrobić. Bo przecież coś mówi mu wciąż, że to jest coś niewłaściwego. Albo weźmy uczucie lęku. Chłopiec mówi do ojca, że boi się iść do piwnicy, bo tam jest ciemno. A tato mu odpowiada, że prawdziwi mężczyźni się nie boją. A poza tym w piwnicy nie ma się czego bać. Jeśli się chłopak boi, to się boi. Dlaczego nie może pójść do piwnicy z doświadczeniem lęku i obawy? Ten mechanizm ma też swoją drugą stronę. Nie chodzi tylko o umiejętność przeżywania uczuć trudnych, ale też o zdolność do wchodzenia w stan zadowolenia, umiejętność przyjmowania pochwał. Mam głębokie przekonanie, że uczucia trzymają się za ręce i kiedy ktoś umie przyjmować uczucia nazywane popularnie pozytywnymi, to będzie także umiał obchodzić się z uczuciami "negatywnymi". Czy mechanizm przyjmowania uczuć możemy sami w sobie wykształcić? Czy raczej ktoś powinien nami w tym względzie pokierować? To zależy od tego, jak głęboko tkwią w nas skrypty zachowań wobec uczuć. Jeżeli są powierzchowne, to wystarczy dobra lektura albo rozmowa z kimś. Jeżeli skrypt jest głęboki, to może być potrzebny kurs z zakresu komunikacji czy nawet terapia. Czy przy takim sposobie zachowania nie stracimy przypadkiem poczucia grzechu? Zaczniemy mówić: ja tak czuję, takie są moje uczucia, tego nie zmienię. Kiedy moje wyrażanie siebie zaczyna być pychą, a miłość własna staje się egoizmem? Weźmy taki przykład. Ktoś mówi w konfesjonale, że się wstydził przeżegnać przed kościołem. Czy jest to grzech? Wstyd to nasz doradca, pokazujący granice intymności. Dlatego pojawia się słusznie. Mamy prawo się wstydzić, nie jest to niczym złym, gdyż świat duchowy jest naszym najbardziej intymnym światem. Powinniśmy raczej zapytać, jak ktoś zareagował na tak pojawiające się uczucie. Bo gdy mówi podczas spowiedzi, że się wstydził przeżegnać, to przecież nie chodzi mu o uczucie wstydu, tylko o podjętą decyzję. To z niej się spowiada. Podobnie rzecz ma się z zazdrością. Samo uczucie nie jest grzechem. Jest w pełni poprawne. Najczęściej jest czego zazdrościć. Pytanie, co z tym zrobimy dalej. Jeśli z zazdrości zniszczymy komuś paszport tuż przed wyjazdem na stypendium do Nowego Jorku, wówczas jest to już grzech. Zazdrość to piękne uczucie, które niedojrzale traktowane bardzo komplikuje życie. Gdzie zatem przebiega granica między uczuciem a grzechem? Grzechem może być tylko konkretny czyn podjęty np. pod wpływem gniewu czy zazdrości, nigdy samo uczucie. Ponieważ uczucia nie podlegają ocenie moralnej. Tak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego. Ale przecież spowiadamy się, że zgrzeszyliśmy myślą! Tylko wtedy, gdy w myślach podjęliśmy jakąś decyzję, że przy nadarzającej się okazji zrobimy tak, jak pomyśleliśmy. I to jest niemoralne. Dynamika czynu wchodzi w ocenę mojej decyzji. Miałem ochotę ukraść coś ze sklepu, ale akurat był zamknięty. Decyzja, którą podjąłem, była niemoralna, choć podjęta w myślach. O tym czy powinniśmy kontrolować uczucia, jak dobrze przeżyć zakochanie, o tym czy bezradność też ma swoje dobre strony i czy Bóg też ma uczucia w kontynuacji wywiadu z ks. Krzysztofem Grzywoczem już 5 lutego! "Uczucia niechciane"
  7. Rozwój duchowy, a inteligencja emocjonalna Nierzadko spotykamy się z różnymi interakcjami międzyludzkimi, czy to w życiu realnym, czy też wirtualnym. Nie mniej jednak, w obu przypadkach mamy do czynienia z drugim człowiekiem, który wzbudza w nas rozmaite emocje. Emocje takie jak miłość, radość, czy smutek i gniew, towarzyszą nam w każdym dniu, będące nieodłączną cześcią w relacjach interpersonalnych. Krocząc ścieżką rozwoju duchowego, zauważamy jak bardzo duży wpływ mają na nas emocje. Jak niewiele potrzeba, aby uśmiechnąć się do smutnego człowieka i okazać mu swoją radość i miłość, aby poczuł się radosny tak jak my. Niesie to ze sobą pozytywne emocje, energię, które docierają do drugiego człowieka. Z tej ciemnej strony zaś, w wyniku nieprzyjemnego dla nas kontaktu z drugim człowiekiem, który wysyła w naszym kierunku negatywne emocje w postaci np. gniewu, wywołuje to w nas bardzo podobne emocje. Zauważmy, że w przypadku pozytywnych jak i negatywnych emocji, jakie są wysyłane od jednego człowieka do drugiego, zachodzi pomiędzy nimi wymiana tych emocji. Np. byłam/byłem uśmiechnięty, ktoś na mnie wyrzucił swój gniew w moim kierunku, zaczynam odczuwać te same emocje w stosunku do Tej osoby, która to wysłała. Tak rodzą się konflikty, sprzeczki, bójki i wojny. Jak reakcja łańcuchowa, jeden zacznie i na drugiego przejdzie. W ten sposób końca nie widać, a na świecie dalej panuje walka pomiędzy ludźmi, zamiast spokój i harmonia. Aby do tego nie dopuścić, zatrzymać tą reakcję łańcuchową wykażmy się inteligencją emocjonalną, która ma bardzo wiele wspólnego z rozwojem duchowym. Kierujmy się sercem, współczuciem i dobrocią dla każdej żywej jednostki. Nazywamy to tzw. empatią, zdolnością doświadczania stanów emocjonalnych u innych, uświadomieniu sobie uczuć, potrzeb drugiego człowieka, czyli rozumienia jego postawy, umiejętności odnalezienia się na jego miejscu. Nie czyńmy drugiemu człowiekowi, to co nam niemiłe (co nam uczyniono). Zatrzymajmy ten łańcuch ! Przecież nikt z nas tak na prawde nie chce nikogo krzywdzić. Poddajemy się emocjom, które nabierają kontroli nad nami. Bądźmy inteligentni emocjonalnie, świadomi naszych(i cudzych) stanów emocjonalnych i świadomi reagowania na nie. Kontrolujmy nasze stany emocjonalne. Współpracujmy razem, twórzmy między sobą więź. Wystarczy tylko abyśmy spojrzeli na drugiego człowieka jak na siebie samego i tak też go traktujmy. Wysyłajmy to co dobre, to co sprawi, że inni będą radośni i uśmiechnięci Mimo, jeśli przed chwilą byli pod wpływem negatywnych emocji, sprawmy aby nie niszczyli siebie i nas. Pamiętajmy !!! Samoświadomość Samokontrola Empatia i Współpraca Dużo uśmiechów życzę :) autor: FullMoon (Moon)
  8. Witam:) bardzo proszę o interpretacje chociaż części z mojego snu. oto mój sen: razem z moja starszą siostrą szukamy adresu domu starej znajomej, bo jesteśmy zaproszone do niej na urodziny. nr jej domu to 16c. jest lato. jej dom jest ogromny i ma mase małych pokoików. ludzie są w różnym wieku i jest ich strasznie dużo. razem z siostrą nie możemy się odnaleźć. następnie jest już zima, pada śnieg i masa śniegu jest na ulicach, jest noc. jedziemy samochodem razem z moim tatą i moim kolegą, który jest kierowcą. my siedzimy z przodu, a tato i kolega z tyłu. jeździmy po chodniku a dopiero po jakimś czasie zjeżdzamy na ulice. dojeżdzamy do skrzyżowania (świateł). spotykamy moich kolegów z klasy. moja koleżanka mówi coś takiego: " to On? przystojny jest ale głupi. zerwij z nim" i odchodzi. później jestem w pokoju koleżanki(w rzeczywistości nigdy u niej nie byłam) razem z jej chłopakiem i dwoma innymi koleżankami. koleżanka wyjmuje z szafy same swetry wiszące na wieszakach. a jej chłopak cały czas wtrąca się do rozmowy. K o n i e c. wiem, że to nie ma ładu ani składu, jeśli się to czyta, ale słyszałam, że interpretacja ma sens. bardzo chciałabym się dowiedzieć co siedzi w mojej podświadomości z góry dziękuje :*
  9. Muszę przyznać, że nigdy nie miałem tak długiego i realistycznego snu, który bym tak dobrze zapamiętał. Trochę się tego przestraszyłem, nie wiem czy cokolwiek oznacza, ale ilość RÓŻNYCH emocji skłoniła mnie do założenia konta tutaj i prośbę interpretacji. Chciałbym też zaznaczyć, że mam dopiero 18 lat, więc niektóre sytuacje były nieco dziwne. Pierwsze co pamiętam to jazda białym golfem. Okolica była mi znana, prawdopodobnie to moje osiedle. W radiu leciała jakaś skoczna muzyka wprawiająca mnie w dobry nastrój. Powoli zbliżałem się do skrzyżowania i zacząłem zwalniać. Przez okno zaczął mnie wyszarpywać jakiś mężczyzna. Twarz i głos wydawały mi się znajome. Wydaje mi się, że był to skinhead (który napadł mnie w autobusie około 2 tygodni temu w życiu realnym), ale był ubrany raczej przeciętnie - bez glanów, koszulki z napisem Nazi itp. Poczułem falę gorąca przebiegającą od serca do czaszki i kończyn. Krzyczał coś do mnie i chciał ukraść mi samochód. Zauważyłem kątem oka policję patrolującą tą ulicę, więc zawołałem ich. Przegnali go. Mi to jednak nie wystarczało. Zastrzyk adrenaliny spowodowany strachem przerodził się w rządzę zemsty. Przejście ze strachu w pewność siebie trwało ułamki sekund dzięki tej policji. Zauważyłem, że coś mi ukradł (to jedyna rzecz której w tym momencie nie pamiętam), w każdym razie była to dla mnie rzecz cenna. Może portfel, telefon ale z pewnością coś małego. Dorwałem go w jego domu. Była to obskurna, śmierdząca kamienica, a mieszkanie było na ostatnim piętrze albo strychu. Ujrzałem tam liczną rodzinę zasiadającą do obiadu. Było ich na pewno ponad 10. Jedli gołąbki, ziemniaki, sos pomidorowy. Czułem rozszerzone tętnice w całym ciele, bo aż w uszach słyszałem szum krwi. Wściekłość pochłaniała mnie bez reszty. Zacząłem się rozglądać. Był tam starszy człowiek w łóżku pod kilkoma kołdrami - zapewne niewiele życia już mu zostało. Małe brudne dzieci bawiące się lalkami bez głów czy rąk. On stał jak wryty i nie wiedział co zrobić. Biłem go, rzucałem na ściany, rozbijałem krzesła na jego ciele, ale on nadal nie chciał oddać mi tego przedmiotu. Rodzina nie przejmowała się tym zbytnio i jadła dalej obiad. Nie rozumiałem tego i chciałem to przerwać. Rzucałem ich talerzami, z całej siły ciskałem w skinheada gołąbkami, rozbijałem talerze na ścianach. Rodzina traktowała mnie jakbym nie istniał Trwało to bardzo długo, aż nagle sytuacja się zmieniła. Pokazał mi ten przedmiot i siedząc na ziemi ociekając krwią zaczął się śmiać. Nagle moje uczucie przewagi zniknęło. Zaczął się mną bawić. Wabił mnie tym przedmiotem. W końcu jego przewaga urosła do tego stopnia, że czułem się jak pięciolatek w starciu z Hitlerem czy całą armią członków mafii. Zaczęły mi się pocić dłonie, serce waliło młotem, a nogi miałem jak z waty. Nagle cała rodzina zauważyła mnie. Wstali od stołu, dzieci rzuciły lalki, a dziadziuś powstał z łóżka. Zrobili na mnie wrażenie opętanych, niczym zombie. Wszyscy się wrednie i szyderczo śmiali i szli na mnie. Na ich twarzach był wymalowany wyrok dla mnie. Ich poszarpane i zaniedbane ubrania dodawały większej pikanterii. Wszyscy rzucili się na mnie. I tu się budzę. Po otwarciu oczu wydawało mi się jakbym jeszcze słyszał ten śmiech. Był jak tysiąc igieł wbijających się w moje serce. Dźwięk który kojarzy się ze śmiercią i bólem.
  10. irga

    Emocje

    Od dawna mam problem ze swoimi emocjami,od lat wczesno-młodzieńczych. Niskie poczucie wartości, zamknięcie w sobie, smutek towarzyszyło mi większą część życia. Zaowocowało to zaburzeniami hormonalnymi. Teraz zmieniam to, przejmuję kontrolę na swoim życiem. Długą drogę przeszłam aby znaleźć się w tym miejscu w którym jestem teraz,ale wiem, że jest jeszcze wiele przede mną pracy. Czuję,że z tygodnia na tydzień ziemian się. Inaczej odbieram otaczający mnie świat i ludzi i siebie przede wszystkim. Z dnia na dzień zaczęłam interesować się poezją, otwieram się na ludzi i pewniej się wśród nich czuję. Moja głowa jest pełna pomysłów. Każdy dzień mnie cieszy, choć czasem jeszcze odzywają się nierozwiązane sprawy przeszłości. Wiem,że moje życie nie jest jeszcze do końca uporządkowane, zwłaszcza w relacjach damsko-męskich jest wiele do zrobienia. Mam problem z organizacją dnia, nie realizuję często swoich planów, a potem sama się na siebie złoszczę. Zawsze jest coś ciekawszego, co przykuje moją uwagę niż na przykład...sprzątnięcie mieszkania. Jak już się w coś zaangażuje to całkowicie mnie to pochlania i nie potrafię się skoncentrować na innych rzeczach. Ostatnio przyglądam się swoim myślom i wyłapuje te nieprawdziwe, niekorzystne, zastępuję innymi. To też mi pomaga. Stosowałam medytacje ale są dni kiedy nie jestem w stanie jej przeprowadzić. Czasem hormony nadal chcą przejąć nade mną kontrolę.. Może znacie jakieś inne sposoby na radzenie sobie ze swoimi emocjami? Pozdrawiam:)
  11. ant

    Złość

    To bardziej dla osob interesujacych sie filozofia(chociaz..?). Raz na wykladzie wlasnie z filozofii (zeby nie bylo ja studiuje, ale zaczynam drugi kierunek:p). Pani profesor zaczela cos mowic o zlosci, ze zbierana przez dlugi okres potrafi zniszczyc nie tylko ludzka psychike ale i cialo(zlamac reke itp.). Ktos wie cos na ten temat?
×
×
  • Create New...