Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'kataklizm'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • ADMINISTRACJA FORUM
    • Sprawy porządkowe
    • Z życia Forum
  • EZO CAFÈ
    • Strefa Relaksu
    • EzoTube
    • Bazarek ezoteryczny
  • USŁUGI
    • Wróżby
    • Sny
    • Astrologia i numerologia
    • Energia i uzdrowienia
    • Szukam pomocy/Oferuję pomoc
  • WRÓŻBY i WYROCZNIE
    • Runy
    • Karty Klasyczne
    • Tarot
    • Pozostałe Karty
    • Inne wyrocznie
  • ASTROLOGIA, HOROSKOPY, NUMEROLOGIA
  • UZDRAWIANIE i MEDYCYNA NATURALNA
  • ENERGETYKA
  • SEN i ŚNIENIE
  • MAGIA i OKULTYZM
  • DUCHOWOŚĆ, FILOZOFIE, RELIGIE i WIERZENIA
  • HYDEPARK
  • Runen Club's Runiczne pogaduszki
  • Runen Club's Linkownia, literatura, plotki o bogach, obyczaje i inne ciekawostki
  • Runen Club's Nasze Runy i dywinacja

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Found 5 results

  1. Proszę o pomoc. Śnił mi się dom - nie mój - obok którego była skarpa porośnięta drzewami. Wokół trwało trzęsienie ziemi, ale wydawała mi się, że ten dom, w którym jestem ja i chyba moja rodzina, jest bezpieczny. Podczas trzęsienia z tej skarpy odpadały coraz wieksze połaci ziemi, aż poczułam, że musimy uciekać z tego domu. Czułam się odpowiedzialna za wszystkich, znalazłam więc drogę ucieczki i wyszliśmy jakby od tyłu domu. Obeszliśmy dom naokoło i wtedy zobaczyłam, że trwa akcja ratunkowa - dom zawalony i szukają nas w nim. Mówię, że nie muszą nic kopać, bo wszyscy żyjemy.
  2. Samciu

    Coś na kształt Apokalipsy

    Witam. Chciałam się zapytać czy ktoś mógłby mi pomóc w interpretacji snu. Nie ukrywam, że bardzo mi na tym zależy - po prostu wydał mi się inny niż wszystkie. Ale zacznijmy od początku. Śniło mi się, że jestem u siebie w domu. Dokładnie poznawałam wszystkie meble, pokoje, chociaż było w tym wszystkim coś jakby obcego. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jestem w ciele jakiegoś całkowicie obcego chłopaka, a nasz dom zajmuje zupełnie nieznana nam rodzina. Do rzeczy. W śnie cały czas padało. Bez przerwy, osoby w śnie mówiły, że jest tak od kilku dni. Następnie, bardzo szybko, deszcze zmienił się w śnieg, by następnie przekształcić się w grad wielkości piłek lekarskich. Pamiętam jak domownicy pakowali się, chowali do toreb i plecaków jakieś wartościowe rzeczy. Następnie poszli spać. Rano grad przestał padać, ale na dworze zastali tysiące zniszczeń - rozmiażdżone samochody, kilku martwych ludzi. Jednak najciekawsze - osoba, którą byłam wyliczyła, że na parapetach domu leży siedem martwych gołębi. Pamiętam, że później wybiegłam na dwór krzycząc jakieś dziwne rzeczy. Zaczęłam kogoś gonić po małych uliczkach, zatłoczonych przez uciekających ludzi. Miejsca poza domem całkowicie różniły się od tego co widziałam z okien domu. Goniłam tego kogoś, manewrowałam pomiędzy ludźmi, samochodami. W końcu mi uciekł, ale znalazłam to co mi zabrał pod pomarańczową czapeczką jakiegoś dziecka (muszę mówić, że miało to coś na głowie?). Był to jakiś minerał - kryształy mieniły się raz na niebiesko, raz na zielono w zależności od tego jak padało na nie słońce. Wróciłam do domu. Moi senni rodzice rozmawiali z sąsiadami, którzy nie wiedzieli jak przenieść swoją chorą córeczkę do szpitala albo chociaż do najbliższej przychodni lekarskiej lub nawet samego lekarza. Wzięłam kawałek minerału, narysowałam na ziemi nosze, poduszkę. Położyli na tym dziewczynkę i, o dziwo!, zanieśli ją gdzieś tam gdzie chcieli. Wróciłam do domu. Zapakowałam razem z młodszą siostrą/bratem (tego dokładnie nie pamiętam) do plecaka różne szklanki, kieliszki, inne szklane rzeczy. Ruszyliśmy w drogę. Szliśmy opustoszałą autostradą razem z innymi uciekinierami. Autostrada była niedaleko morza. Fale były wzburzone, niebo ciemne, całkowicie zachmurzone. Wszyscy się zatrzymali, spojrzeli na morze. Jakiś starczy głos powiedział "I wtedy nadeszli". Ta część snu urwała się. Teraz znajdowałam się w jakimś ni to średniowiecznym, ni to nowoczesnym mieście. Coś na kształt miasteczka po apokalipsie, zbudowanego na gruzach miasta, które tu wcześniej stało. Pamiętam komnatę w wieży, spiralne schody. Staruszka, który opowiadał jak do tego doszło. Mówił o morskich potworach, które nagle wyszły z głębin, mówił o wielkiej wojnie między bytami nadprzyrodzonymi (podejrzewam, że chodziło mu o anioły i demony, ale o tym później). Wspominał o tym, że ci, których mieli za najgorsze istoty we wszechświecie, źródło wszelkiego zła i najpodlejsze szkarady, stanęli w ich obronie, przeciwko "białym duchom", które kiedyś były dla nich święte. Padło imię 'Samael' ("trucizna Boga", według Apokalipsy Barucha, Parafrazy Jonatana i Męczeństw Izajasza jest to imię Szatana, w słowiańskiej Księdze Henocha jest księciem demonów i czarnoksiężników, raz występuje jako najświętszy, innym razem jako najbardziej występny duch, ale to tylko tak jakby ktoś nie wiedział). Został przedstawiony przez starca jako ten, który najbardziej poświęcił się w obronie ludzi. Pamiętam, że później (cały czas jako ten chłopak) zostałam wysłana do sąsiedniego miasta. Miasto to było odległe od 'naszego' o kilkanaście kilometrów, więc zostałam przymuszona by tam lecieć na grzbiecie czegoś na kształt smoka, chociaż smokiem to nie było. Podróż była okropnie niebezpieczna. Na niebie kłębiły się obrzydliwie ciemne chmury, wokół latały jakieś czarne stwory, ziemi nawet nie widziałam. Doleciałam do drugiego miasta, wylądowałam i... obudziłam się. Opowiedziałam o tym śnie mamie, która doszła do wniosku, że powinnam pisać książki (=_="). Sam sen jednak wywarł na mnie duże wrażenie, chociaż może mi się tylko tak wydawać. Wieczorem czytałam thriller, którego akcja działa się na wyspie, na której panował sztorm, więc może to ma jakiś związek z pogodą w śnie. Uwielbiam także czytać wszystko co ma związek z aniołami i demonami, więc to może też wywołało jakiś wpływ na sen? Nie mam pojęcia, ale po prostu chcę wiedzieć chociaż odrobinkę na temat znaczenia tego snu, więc jeśli ktoś mógłby jakoś pomóc, byłabym wdzięczna. Jeżeli jednak będą jakieś pytania jestem w stanie na nie odpowiedzieć, więc proszę śmiało pytać.
  3. MuSss

    Zagłada Ziemi :|

    Śniło mi się, że na świecie ożywają przedziwaczne maszyny podobne do tworzonych przez ludzi lecz większych rozmiarów niż normalne i zaczynają niszczyć świat. We śnie uciekam zabierając swoją dziewczynę przy tym jej przyjaciółkę i przenoszę się do jakiejś jaskini w górach gdzie ze zbocza widzę monstrualne maszyny, które chodzą po ziemi a w tle dym i ogień. Następnie będąc już w jaskini rozmawiam z dziewczyną, która idzie zmęczona spać po czym widzę jej przyjaciółkę, która się do mnie uśmiecha i dziękuje mi za wszystko. I na tym sen się kończy. Proszę o wyjaśnienie tego snu ponieważ zastanawia mnie on już od 2 miesięcy i nie mogę o nim zapomnieć.
  4. Witam. Sen, który chcę opisać miałam 2-4 tygodnie temu. Jest on w dwóch częściach - odznaczę wybudzenie i powrót w trakcie opisywania. A przed samym opisem muszę opisać również sen mamy, który będzie zawarty w moim śnie. Objaśnienie, dodatkowe informacje umieszczę pod opowieścią. Część snu mamy ogólnie: silny wiatr rozpędził wiatraki po niemieckiej stronie tak, że pędzące oderwane skrzydło jednego z nich uderzyło w naszą jadalnie w mieszkaniu. Mój sen część pierwsza: Wchodziłam do szkoły, zauważyłam, że w portierni jest inaczej niż zwykle. Zastałam tam mnóstwo monitorów rodem z filmów katastroficznych , które odczytują ruchy tektoniczne, lawę i zapowiadają katastrofy. Na środku pomieszczenia stała moja mama co mnie bardzo zdziwiło. Po zapytaniu co ona tu robi, powiedziała mi, że będą się tutaj dziać straszne rzeczy, istne piekło i trzeba uciekać. Powiedziałam: to zabierz mnie stąd, lecz odpowiedziała mi, że musi iść, a ja muszę iść na lekcje, czyli muszę zostać tutaj i robić swoje. Lekko się uspokoiłam. Nagle znalazłam się w przebieralni dla dziewcząt w tej samej szkole, ustawiłam swoje rzeczy tam gdzie zwykle ustawiam je w rzeczywistości - przy drugim oknie. Były dziewczyny z klasy, skład taki sam jak w rzeczywistości. Przed tym co będzie potem czułam, że to zwykły dzień, jakbym zapomniała po części co mama mi mówiła. Nagle poczułam wstrząs i jakby spadek ciśnienia, usłyszałam krzyki, czułam w powietrzu swoje i innych przerażenie - wiedziałam, że spełnia się to co usłyszałam od mamy. Adrenalina mi skoczyła i (chyba) krzycząc otworzyłam okno i wyskoczyłam. Przebieralnia jest na parterze więc nic mi się nie stało. Biegłam drogą na przystanek autobusowy (tam, gdzie wracam ze szkoły w rzeczywistości), aby jak najszybciej dostać się do domu. Miałam uczucie, że muszę szybko znaleźć mamę czy tatę, takie pragnienie zaznania czegoś co znam, bliskości najbliższych. I nagle, jak za dotknięciem różdżki, znalazłam się w domu. Wiedziałam, że to mój dom ale wyglądał zupełnie inaczej - wszystko było z drewna, jakby obłożone panelami. Był tam mój tato - powiedział, że musimy iść więc poszłam za nim. Znaleźliśmy się na ganku widząc podwórko (tym razem wszystko było tak, jak w rzeczywistości jest), na którym jechało w maluchu w naszą stronę dwóch młodych mężczyzn. Jeden kierował, a drugi wychylał się z drzwi obok kierowcy trzymając w uniesionej ręce broń, niedaleko nich biegł pies. Wracali z jakiegoś polowania, wyłaniali się z zarośli przed zadbanym ogródkiem sąsiadki przed domem. Minęli nas w ganku śpiesząc się do środka. Tato wziął mnie za rękę i powiedział, że musimy wracać. Weszliśmy przez drzwi jakieś (nie wiem gdzie to było) i znaleźliśmy się w pomieszczeniu z ladą, z ludźmi. Tato zaczął szukać pieniędzy lekko krzycząc "kurwa, zabrakło mi ileś tam złotych!", a ja dostałam przebłysku, że mam tyle pieniędzy więc dałam mu. On wszedł za ladę do jakiegoś korytarza, obracając się w pół drogi powiedział " nie szukajcie mnie" i odszedł. Wiedziałam, że idzie zakupić sprzęt potrzebny do ratowania ludzi w mojej szkole przed śmiercią i kataklizmem. Jakaś Pani po chwili zapytała się mnie "czy wiesz gdzie Twój tato poszedł?", ja odpowiedziałam jej z dumą "wiem, poszedł ratować tych ludzi. Wiedziałam, że to zrobi bo jest szlachetnym człowiekiem". Czułam, że widziałam go ostatni raz, że w imię życia innych straci własne. W tym momencie wybudziłam się ze snu. Byłam przerażona, jakby pijana tym co właśnie widziałam. Wydawało mi się to takie prawdziwe. Wstałam, poszłam do wc, wróciłam i z trudem zasnęłam. Nie spodziewałam się tego, co zobaczę ponownie... Znalazłam się znów w szkole, widziałam pełno strażaków, uciekając stąd dojrzałam jak do jednej karetki wprowadzali na noszach dziewczynę zakrwawioną, którą znam z widzenia ze szkoły (teraz już jej nie pamiętam, która to była dokładnie). Uciekałam bo miałam straszne przeczucie, że zaraz umrę, że to pewnie trzęsienie ziemi i niedługo wybuchnie wulkan - ta szkoła położona jest na takiej górze, na skraju miasta. I nagle znalazłam się w jadalni z mamą. Rozmawiałyśmy o tym, że trzeba uciekać, jak najszybciej, mówiła, że trzeba uciekać jak najdalej i jak najprędzej bo to nieszczęście zawładnie nie tylko naszym województwem, lecz całym terenem zamieszkiwanym przez ludzi. Nagle, za jej ramieniem przez okno, spostrzegłam, jak wiatraki zaczynają przeciw wszelkim zasadą grawitacji zbliżać się do siebie i uginać do siebie zderzając się w końcu i wybuchając. I tak wszystkie pary po kolei, to był straszny widok. Zaczęłam krzyczeć do mamy: "patrz, wiatraki płoną, musimy uciekać z jadalni bo w Twoim śnie uderzyły w jadalnie, zaraz ogień pójdzie w naszą stronę!". Dalej pamiętam tylko urywek, jak jechałam z nią samochodem, czułam strach, czułam śmierć, jak miliony ludzi ginie, czułam, że nie da się uciec. We śnie zdałam sobie cholernie sprawę z tego, że przed kataklizmami nie da się uciec bo natura to my, nasz dom, a człowiek bezczelnie ją niszczył. Strasznie się bałam i płakałam. Pamiętam, że widziałam lawę, tryskające jej źródła, trzęsienie, ruchy tektonicznych płyt... W śnie nie dominował kolor, raczej dominowały uczucia. Jestem typem osoby rozwijającej się wewnętrznie, a wyrastając z okresu dojrzewania i bycia swoim własnym centrum zainteresowań, bardzo przeżywam człowieka jako takiego i przejmują mnie losy naszej rasy. Przeraża mnie zło, które panuje i to, że niedługo zbierze człowiek żniwa swoich czynów. Wracając do snu: dominował strach, uczucie braku możliwości ucieczki, a na końcu uświadomienie sobie dlaczego tak się dzieje - bezgraniczny lęk z pytaniem "co teraz?" i z chęcią przeżycia. Bardzo chciałabym dowiedzieć się... Objaśniając i dając wskazówki: Mam osiemnaście lat. 2 sierpnia kończę 19. Moja mama jest, jak na mój poziom duchowy, oświeconym człowiekiem. Robi reiki, jest prawdopodobnie liczbą 11. To dzięki niej zaczęłam wierzyć i przestałam się bać zła, myślę i przeczuwam, że jest moim przewodnikiem w pewnym sensie. Mam dwóch braci, lecz w ogóle nie było ich we śnie, w nim nie czułam, że mam braci. Jakby nie istnieli. Z ojcem nie mam dobrych kontaktów, staram się go unikać ponieważ nie lubię tej osoby. Szkoła... W sumie mam normalny do niej stosunek. Czas to teraźniejszość, pogoda dobra, choć we śnie nie zwracałam na to uwagi za bardzo. Nie wyróżniała się niczym. Dziękuję, jeśli ktoś przeczytał. I proszę o jakieś wskazówki.
  5. Adam84

    spadające konstelacje

    Witam i przy okazji pozdrawiam wszystkich, ponieważ jest to mój pierwszy post Ostatnio śnił mi się dziwny sen: bardzo wielu ludzi świętowało jakieś święto, miałem wrażenie że wyzwolenie się z czegoś. To było wysoko w górach w nocy. Spojrzałem w niebo pełne gwiazd, przyglądałem się wielkiemu wozowi, który zabłysnął, potem gwiazdy z tej konstelacji stawały się co raz większe i spadły na ziemię. Potem kolejne konstelacje, na każde które spojrzałem spadały. Potem nastąpił jakiś wielki kataklizm wszystkie domy zwiało z ziemi. W tym wszyskim czułem się jakiś spokojny, tak jakbym wiedział co robić jakby to wszystko było naturalne... ludzie biegali w panice a ja spokojnie znalazłem miejsce schronienia i pokazałem mojej rodzinie. No i potem się obudziłem. Zwykle potrafię sobie zinterpretować sen, a bo to mi się wczoraj przytrafiło, a bo jutro mam ważne spotkanie albo jakiś film niepotrzebnie obejrzałem Tym razem ten sen pojawił się tak sam z siebie. Jeżeli za długi opis to przepraszam czytających :tongue: i jeszcze raz pozdrawiam
×
×
  • Create New...