Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'kościół'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • NASZE FORUM
    • Sprawy porządkowe
    • Z życia Forum
  • EZO CAFÈ
    • Strefa Relaksu
    • EzoTube
    • Bazarek ezoteryczny
  • USŁUGI
    • Wróżby
    • Astrologia i numerologia
    • Sny
    • Szukam pomocy / Oferuję pomoc
  • WRÓŻBY, WYROCZNIE i PRZEPOWIEDNIE
    • Runy
    • Karty Klasyczne
    • Tarot
    • Pozostałe Karty
    • Inne wyrocznie i przepowiednie
  • ASTROLOGIA, HOROSKOPY, NUMEROLOGIA
  • UZDRAWIANIE i MEDYCYNA NATURALNA
  • ENERGETYKA
  • SEN i ŚNIENIE
  • MAGIA i OKULTYZM
  • DUCHOWOŚĆ, FILOZOFIE, RELIGIE i WIERZENIA
  • HYDEPARK
  • Runen Club's Runiczne pogaduszki
  • Runen Club's Linkownia, literatura, plotki o bogach, obyczaje i inne ciekawostki
  • Runen Club's Nasze Runy i dywinacja
  • Syreni Gród's Nasze miejsca: kawiarenki, knajpki, kluby, puby...
  • RIDER WAITE Club's Nasze Karty i dywinacja
  • RIDER WAITE Club's Tarotowe pogaduszki
  • RIDER WAITE Club's Linkownia, literatura, plotki o RIDER WAITE TAROT i inne ciekawostki...
  • Telekineza/Psychokineza's Telekineza
  • Telekineza/Psychokineza's Zaproszenie i podziękowanie

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Found 90 results

  1. Coraz częściej miewam koszmary, a ten był wyjątkowo wyrazisty, dlatego opiszę go tak szczegółowo jak go zapamiętałam. Miał w sobie mnóstwo symboli, przynajmniej tak mi się wydaje, dlatego proszę o zinterpretowanie go. Zaczęło się motywem kościoła. Mama kazała mi iść na mszę, ale stroniłam od tego. W końcu się zebrałam. Nagle zjawiłam się w autobusie. Na pierwszym siedzeniu siedziała moja mama i rozmawiała z kierowcą, który był moim dalszym wujkiem (co w rzeczywistości jest prawdą). Wysiadłam z autobusu, a mama pojechała dalej. Szłam szybszym krokiem w stronę kościoła. Miałam jeszcze kawałek drogi.(całe otoczenie które widziałam we śnie istnieje naprawdę). Nagle prześcignęła mnie trójka dzieci - chłopców. Biegli, aż w końcu byli prawie na środku ulicy, a przed nimi jechał ciemny samochód który ewidentnie nie zdążyłby się zatrzymać. Dzieci zachowywały się jakby wcale go nie widziały. Już miało dojść do wypadku, słychać pisk opon. Samochód wyhamował tuż przed chłopcami, a oni sami jakimś cudem wyszli cało i wrócili do stojących w pobliżu cmentarza ich rodziców. Przerażonych z resztą. Ja ciągle idę w kierunku kościoła i odetchnęłam z ulgą widząc że chłopcom nic się nie stało. Idę. Samochodów jest coraz więcej, próbują zaparkować wzdłuż ulicy, nawet w rowach byle się zmieścić. Kilka razy musiałam się zatrzymać żeby parkujące auta mnie nie potrąciły, jakby nikt mnie nie widział. Robi się coraz bardziej tłocznie. Udało mi się przecisnąć przez tę parodię i skręciłam na chodnik prowadzący w stronę kościoła. Przy wjeździe na parking minęłam dwóch napakowanych mężczyzn. Pomyślałam, że to ochroniarze. Nagle szybko przeniosłam się na schody. Przede mną szedł jakiś chłopak, jest już prawie na szczycie schodów, kiedy widzę jak ktoś zza ściany kłuje go strzykawką w szyję i zaciąga w coś rodzaju kantorka. Od razu widząc to spokojnie się odwróciłam i szłam w dół schodów. Pomyślałam jednak, że ci 'ochroniarze' nie są tam przypadkiem, więc jeśli ich znowu minę, to będę celem. Nagle wyłoniła się dziewczyna, również że strzykawką. Pamiętam że wszystkie te podejrzane osoby były ubrane w białe kombinezony. Nagle doszło do pościgu. Chłopak i dziewczyna zaczęli mnie gonić rzucając we mnie strzykawkami abym natychmiast osłabła. Bardzo sprawnie unikałam igieł. Na marginesie - w strzykawkach znajdowały się jakieś bakterie, skutecznie miały infekować organizm. Najwidoczniej mi się nie udało uciec, bo kolejna scena już rozgrywała się w jakimś domu. Była tam ta para, która dopiero mnie goniła. Byłam związana i widocznie osłabiona, ale nie czułam żadnego bólu czy osłabienia. Dostawałam kolejne serie zastrzyków. Od tej pory nie przeżywałam tego snu. Byłam obserwatorem. Para przeszła do innego pokoju, chłopak chciał mnie wypuścić. Nie wiem jaki miał powód. W końcu zostałam porwana. Dziewczyna była przeciwna. Ja w jakiś sposób dostałam telefon. Zadzwoniłam do mamy i chciałam żeby zadzwoniła na policję i powiedziała że jestem zaczipowana, więc mnie znajdą. Nie wiem czy zdążyłam to powiedzieć czy nie, ale dziewczyna nagle zaczęła mi grozić kolejną porcją zawartości ze strzykawki. Nagle zaczęłam się jej opierać, ze łzami w oczach, nie chciałam kolejnej dawki ani kłucia, chłopak próbował ją powstrzymać. Nie wiem jak się to skończyło. Obudziłam się. Przez cały sen towarzyszył mi niepokój, zdenerwowanie. Kiedy się obudziłam (co miało miejsce kilkadziesiąt minut temu) byłam bardzo niespokojna. Wiem, że opisany sen wygląda raczej jak thriller, ale jednak to wszystko co tam się działo nie daje mi spokoju, zwłaszcza że pamiętam wszystko tak wyraźnie.
  2. Byłam w nieznanym mi miasteczku, po którym spacerowałam. Znalazłam się koło kościoła mającego 2 główne wejścia i dobiegały z niego wesołe śpiewy. Zaciekawiana tym co słyszę podeszłam bliżej i zaglądnęłam do środka jednak trzymając się z dystansem. Ci ludzie byli bardzo szczęśliwi z jakiegoś smutnego wydarzenia. Weszłam i chciałam dowiedzieć się dlaczego oni tak postępują. Było dużo, ładnie ubranych - garnitury- chłopaków, w każdym bądź razie wiek gimnazjum, taki jak mój (w tym śnie lecz nie na prawdę). Wędrując- drogi tej nie pamiętając- znalazłam się przy wąskich, drewnianych schodach. Patrząc pod nogi zauważyłam na swoich stopach białe "odświętne" buciki jakie noszą dziewczynki i ładną, słodką, różową sukienkę. Trochę bałam się wchodzić po tych schodach jednak przy moim boku znalazł się chłopak. Wspierał mnie i trzymał za rękę. Nietypowy, indywiduum co nie zadowoliło gromadkę popularnych i ich "szefa". Nic nie zrobili, dali mu kroczyć ze mną jednak odczuwalna dość mocno była ich obecność i złość. Weszłam wyżej i moim oczom ukazuje się piętro mieszkalne. Pokoje itp. I co najlepsze była tam moja "babcia" ze wsi, która miała coś do mojej osoby, czułam złe emocje i zamiary. Bała się, że mogę coś w tym miejscu odkryć, jakąś ważną tajemnicę. Była ciągle przy mnie. Weszłam do pokoju pełnego łóżek, a w 1 z nich spała nauczycielka. Położyłam się koło jej łóżka. Z racji posiadania na sobie sukienki stało się to problemem dla tamtego otoczenia. Ciocia widząc to podeszła i zsunęła mi ją naciągając do kolan. Wydaje mi się, że ten chłopiec chyba coś sobie zrobił, nie specjalnie, ale miałam coś współczującego w sobie. Gdy zrobiło się pusto, wstałam i siadłam przy oknie a wraz ze mną nauczycielka - mama. Ten budynek przesuwał się po torach jak pociąg. Wędrował. Mijaliśmy domy i małe kamery. Jakby miasteczko to było kontrolowane. W pewnym momencie tuż obok okna zaczęła przesuwać się i świecić duża kamera co dało do myślenia by ukryć się za zasłoną dla Naszego bezpieczeństwa. Kamera pilnująca parceli i osobników w niej znajdujących się. Wychodząc z pokoju znów pojawił się koło mnie rój chłopców i przodująca ciocia. Kierunek - piętro wyżej - toaleta. Tu pojawił się szok. Całe piętro było przeznaczone dla małych baby, którymi opiekowały się młode kobiety. Wszystko było takie kolorowe, ściany, drzwi, rysunki itd. Znalazłam odpowiedni znaczek i weszłam zamykając drzwi za sobą. Patrzę w bok i kogo widzę ciocię Wędrując z tym chłopcem odczułam jego przychylne nastawienie do mnie, po mimo konsekwencji nie bał się , chciał mi coś powiedzieć ale tak by nikt nie słyszał jednak było to nie możliwe ze względu na obecności tych wszystkich ludzi.
  3. Proszę o interpretację mojego snu. Śniło mi się, że mam uczestniczyć w weselu któregoś z członków rodziny mojego chłopaka. Byłam u niego w domu, pamiętam, że było tam mnóstwo ludzi (to byli członkowie jego rodziny, których większości nie znam w rzeczywistości), którzy przygotowywali się do wesela. Pamiętam, że przebywałam w takim pomarańczowym pokoju. Gdzieś na korytarzu kręciło się rodzeństwo chłopaka, pamiętam, że jego siostra miała taki radosny śmiech i schodziła po coś na dół po schodach z komórką. Miałam już zakładać swoją sukienkę na wesele (ale nie ślubną), ale kiedy doszłam do mojej walizki tam jej nie było. Na wieszaku powieszonym na klamce od drzwi także nie było mojej sukienki. Wpadłam w panikę i rozpacz, bo wesele miało już być kolejnego dnia. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiła się sukienka, w której byłam na swojej studniówce. Założyłam ją, do tego szpilki ze studniówki, ale nie chciałam w tym stroju iść na wesele, przeszkadzała mi czerń tej sukienki. We śnie nastąpił przeskok akcji. Zdaje się, że był już chyba następny dzień. Mój chłopak podwiózł mnie samochodem pod kościół Santa Maggiore w Rzymie. Ja wciąż byłam ubrana jak na studniówkę, chłopak miał na sobie czarny garnitur, białą koszulę i czarną muszkę. Kiedy wysiadałam z samochodu, byłam zła, że nie jesteśmy na mszy ślubnej, ale partner powiedział mi spokojnie, żebym się o to nie martwiła i nie jest o to zły, tylko szła do kościoła. Pamiętam, że była ciepła, słoneczna pogoda. Weszłam do kościoła po schodkach. Wnętrze było przepiękne, zwłaszcza ołtarz,dominował marmur (chyba zielony), czułam przyjemny chłód. Z racji tego, że to była poranna msza na 7 rano, w kościele był tylko ksiądz z monstrancją, którą błogosławił kilku wiernych w dwóch pierwszych ławkach. Pamiętam, że nie uczestniczyłam w mszy, ale korciło mnie, żeby skorzystać z tej możliwości. Czułam się głupio, bo wiedziałam, że do kościoła przyszłam tylko po to, żeby odzyskać sukienkę na wesele, która miała tam się znajdować. Pamiętam, że tylko rzuciłam okiem na mszę i pomyślałam:"Muszę iść szybko w lewo do zakrystii po sukienkę". Co ten sen może oznaczać? Dodam, że w rodzinie chłopaka nie szykuje się żadne wesele.
  4. Witam. W przeszłości miałam prorocze sny, które się sprawdzały. Te naprawdę znaczące to sny symboliczne. I jeszcze inne sytuacje (nie związane ze snami), których nie potrafię wytłumaczyć i nie rozmawiam o tym bo jestem racjonalnie myślącą osobą. Dziś miałam sen, który mnie naprawdę przestraszył. Śniło mi się, że byłam w kościele i w trakcie jakiegoś rytuału/sakramentu zapaliłam świecę, która natychmiast zgasła. W sumie 3 razy zapaliłam i 3 razy zgasła. We śnie zapytałam księdza, czy to oznacza, że umrę. Odpowiedział, że tak… Boję się… Sen był w kontekście czegoś ale mimo wszystko – czy to oznacza że umrę? Zapalona świeca kojarzy mi się z życiem. Świeca która gaśnie zaraz po zapaleniu???
  5. Witam! Śniło mi się, że trafiłam z moją siostrą i koleżanką do kościoła. Kościółbył bardzo przestronny, jasny i zadbany. Okazało się, że na jednej mszy odbywa sie jednocześnie ślub i pogrzeb, ponieważ dziadek panny młodej zmarł przed jej ślubem a ona zdecydowała się go nie odwołać. Panna młoda bardzo się wzruszyła oczywiście mówiąc o tym, stała w sukni ślubnej obok swojego dziadka, który był chowany w ładnej, drewnianej trumnie. Moja siostra również się wzruszyła, ale w pewnym momencie zaczęła gadać totalne głupoty, a moja koleżanka siedziała przed ławkami z gośćmi, bawiła sie krzyżem i głupkowato się śmiała. Zdałam sobie wtedy sprawę że obie są naćpane, i bałam się że wybuchnie zaraz skandal ale o dziwo, goście też zaczęli się chichotać i nikt jakoś nie zrobił afery. Mi natomiast trochę się nudziło i co chwilę łapałam się na tym, że zakładam nogi na ławkę i sama siebie karciłam w głowie, że tak nie wypada. Po ceremonii panna młoda przyszła do nas zapytać czy chcemy iść na wesele, ale odmówiłam bojąc się dalszych kompromitacji. Przy wyjściu z kościoła natomiast stała drużba, która nas obserwowała i się uśmiechali - cała grupa rosłych przstojnych facetów w intensywnie fioletowych garniturkach. Po tym śnie miałam przeskok, że szłam w długą podróż "do domu"(ale nie tak naprawdę do realnego domu) między torami kolejowymi po zielonej trawie, i wiedziałam że muszę być czujna, żeby nic mi się nie stało ale i tak poszłam. Proszę o pomoc, są przykre historie w dalszej rodzinie zdrowotne, ja natomiast chcę wyjechać za granicę na stałe, bo czuję że muszę i w obliczu tych zmian tak symboliczny sen może być dla mnie cenną informacją
  6. Luthien_Tinuviel

    Kościół i zmarły

    Witajcie, rzadko kiedy interpretuję swoje sny czy zastanawiam się nad nimi, ale ten szczególnie mnie zaintrygował. Mam 25 lat, nie wiem, czy to ma znaczenie, ale w noc przed snem mój facet sprawił mi wielką przykrość. Nie będę opisywać całego snu, bo już nawet go nie pamiętam za bardzo, najważniejszy jest dla mnie jego fragment. Otóż byłam na spacerze z moją stryjeczną siostrą (ona ma 27 lat) i z jej córeczką (kilka miesięcy). Postanowiłyśmy wejść do kościoła (ona jest bardzo wierząca). Usiadłyśmy w ławce przy końcu. Na początku kościoła zauważyłam, że siedzi tam jej ojciec, zmarły około 5 lat temu. Niedaleko siedział również mój ojciec, a jego brat, który się do mnie uśmiechał. Wuj zobaczył mnie, uśmiechnął się i podszedł do naszej ławki. Moja siostra się modliła, ale tak normalnie, cicho, na kolanach. Mnie natomiast zapytał, co u mnie słychać. Na to moja siostra się odezwała i powiedziała, że bardzo dobrze, że mam bardzo fajnego faceta. Pamiętam, że wtedy pomyślałam, że nie do końca tak jest, ale nie chcę poruszać tego tematu przy wujku. Powiedziałam wtedy do wujka, że bardzo dobrze wygląda (co było prawdą). On na to się uśmiechnął, powiedział "cieszę się" i poszedł. Do tego chciałabym dodać, że w kościele była także inna rodzina mojej siostry, m.in. jej matka i kłócili się o pieniądze, ale bardzo krótko, bo ktoś ich uciszył. Ja sama pomyślałam, że to niestosowne rozmawiać o tym w kościele. Moje uczucia były więc mieszane. Ucieszyłam się z widoku wujka, szczególnie że wyglądał naprawdę dobrze. On był alkoholikiem, zmarł w szpitalu, nie do końca wiem, na co. Pod koniec życia wyglądał bardzo źle, wyniszczony, chudy, zaniedbany. Jego relacje z rodziną nie układały się dobrze, nie rozmawiali ze sobą, dlatego też słowa mojej siostry nieco mnie zaskoczyły. Mój ojciec był jedyną osobą mu życzliwą do końca. Chciałabym wierzyć, że ten sen oznacza, że wujkowi jest dobrze tam, gdzie się znajduje, dlatego tak dobrze wyglądał. Ale kompletnie nie znam się na snach, więc bardzo proszę o poradę
  7. Guest

    Piękny śpiew w katedrze

    Sen mojej koleżanki Wczoraj śniło jej się rodzinne miasto. Próbowała dojść (potem dojechać autobusem) do konkretnego miejsca, co na końcu okazało się być kaplicą przy katerze. Gdy szła minęła ją grupka osób, która śpiewała kolędy, potem ona poprowadzona do środka spotkała się z organistką i księdzem i zaczęły ćwiczyć pieśni, lecz nie na Boże Narodzenie, ale na Wielkanoc. Organistka była zachwycona jej śpiewem i na końcu kaplicę opanowało światło. Koniec snu. Z góry dziękuję chodź by namiastkę interpretacji tego pogmatwanego snu
  8. kociara1star

    Najazd na miasto, pocałunek

    Jeden z moich najdziwniejszych snów... No więc na początku byłam w kościele, gdzie było bardzo dużo osób i świętowaliśmy zwycięstwo - wygraliśmy wojnę (nie wiem jaką). Cały kościół był zniszczony, a jakaś dziewczyna - chyba czarodziejka - sprawiała, że wszędzie rosły rośliny i robiło się zielono. Ja byłam wojowniczką, strażniczką czy coś w tym stylu. Nagle jednak ktoś krzyknął, że coś się zbliża. Wybiegliśmy na dwór i zobaczyliśmy jak jakieś potwory biegną w stronę Kościoła. Normalni ludzie tego nie zauważali, jakby tego nie widzieli. Chwilę później rozpoczęła się rzeź, bo wszyscy zaczęli walczyć z tymi potworami. Ja chwyciłam tę dziewczynę za rękę i ukryłam się z nią i kilkoma innymi osobami w przedsionku. Przez uchylone drzwi widziałam jak moje dwie przyjaciółki walczą z tymi potworami. Chciałam im pomóc, walczyć, ale wiedziałam, że nie mogę zostawić tej dziewczyny i że muszę ją chronić. Po jakimś czasie wszystko się skończyło i wyszłyśmy z kościoła. Stałyśmy na przystanku autobusowym, a ona... mnie pocałowała. Co dziwniejsze mi się to podobało i odciągnęłam ją w jakieś miejsce, gdzie nikt nas nie widział i znów zaczęłyśmy się całować. Zapewniam, że nie jestem lesbijką, ani nic w tym stylu... Sen wydaje mi się dziwny i niezrozumiały. Może mi go ktoś zinterpretować?
  9. miron

    KOŚCIÓŁ

    ¦niło mi się, że byłem kardynałem i szedłem długimi troche ciemnymi korytarzami (prawdopodobnie na konklawe). W pewnym momęcie wszedłem do kaplicy sykstyńskiej. Była ogromna , bardzo jasna, było dużo srebra, strasznie raziło w oczy światłem . Wszedłem i zobaczylem stoły i innych kardynalów. Wyrażnie byłem ubrany na czerwono jak kardynał. Kilku cos pisalo a inni rozmawiali ze sobą. Podszedłem do stołu na , którym było dużo bardzo grubych ksiąg. Zacząłem jednej szukac mojego nazwiska i numeru przy którym stole mam usiąść. W ksiedze widzialem nazwiska wielu osób . Sen skończył sie jak kartkowalem księgę i widzialem siebie z góry. Mam jeszcze jedno pytanie, jak się interpretuje np słowa bardzo dziwne które wypowiadam w snie. Czy znaczą one to co się mówi (inny sen).
  10. Guest

    KSIĄDZ

    Kiedyś śniło mi się, że w łazience, w mojej wannie(pustej!)leżał ksiądz w sutannie. ZAPYTAŁ SIĘ CZEMU NIE PRZYSZŁAM PO NASZYJNIK. NASTĘPNIE WYJˇŁ GO Z KIESZENI I MI PODAROWAŁ .....POCZYM PRZYSZEDŁ PO NIEGO DRUGI KAPŁAN I POW. ZE JUŻ PORA WRACAĆ. NAKRYŁ GO PŁASZCZEM I ZNIKNELI.....NIE MAM POJĘCIA CO TO MOŻE ZNACZYĆ. JESTEM ¦WIADOMA ZE TO JEST JEDEN Z WIELU GŁUPICH SNÓW JAKIE SŁYSZAŁES. ALE CHCIALABYM SIĘ DOWIEDZIEĆ JAKIE MA ZNACZENIE....CZY W OGOLE JE MA?...
  11. mylma

    POGRZEB

    Kolejna senna fatamorgana a mam ich naprawdę niewiele.... kiedyś nic mi się nie śniło ale podczas jednej nocy zdarzało się kilka snów. Sny właściwie były podobne .... śniły mi się pogrzeby moich najbliższych osób z rodziny... po kolei każdy z osobna leżała w trumnie na uroczystości ostatniego pożegnania.... I tak przyśniło mi się ok 5 osób. ¦nił mi się także mój pogrzeb. Odbywał się na stadionie było wiele ludzi, około stu osób, muzyka, coś w rodzaju uroczystej defilady... wszyscy na ciemno ubrani... ja chodziłam między nimi i mówiłam aby nie płakali bo ja tu jestem i żyję... nikt mnie niestety nie widział. Zrozumiałam że to mój pogrzeb gdy zobaczyłam trumnę. Sny śną mi się raz na pól roku....
  12. Guest

    ANIO

    Witam wszystkich. Nie pisałbym na ten temat, gdybym nie był pewien wyjątkowości tego snu. Wyglądał on tak: Byłem w jakiejś świątyni czy bazylice. Siedziałem w jednym z rzędów ławek wraz z wieloma ludzmi. Nagle ku olbrzymim zdumieniu wszystkich na suficie ozdobionym malowidłami pojawił się anioł. Chodził "na czworaka" po tym suficie.Miał skrzydła, był nagi i idealnie piękny. nagle spadł na ziemię. A było to wysoko, tak jakbym miał jakoś liczbowo określic to jakies 10, 15 metrów. Wylądował na czworkach, na rękach i nogach, na srodku świątyni między dwoma rzędami ławek (tak jak w kosciele przewaznie jest korytarz po środku a po obu stronach rzedy ławek). Wylądował bardzo miękko i elegancko. Ale zaraz po tym sprawiał wrażenie speszonego mnogością ludzi. Zaczął nerwowo rozglądać się po sali, niczym spłoszone dzikie zwierze... lecz po jakimś czasie wyprostował się, i ruszył płynnym krokiem dokladnie w moim kierunku. Podszedł do mnie i...powiedział mi coś pięknym, dzwiecznym, budzącym jednoczesnie trwogę i miłośc głosem. Co mi powiedział? tego niestety nie pamiętam, jedankze wiem, ze wszystkie oczy w całej świątyni zwrociły sie na mnie. Wszyscy słyszeli co powiedział mi anioł i patrzyli na mnie olbrzymim, szczerym, pelnnym milosci usmiechem. Ja sam byłem również bardzo podekscytowany i szczesliwy tym, co mi powiedział anioł....i nagle sen sie przerwał. Dodam, ze ten sen był bardzo realistyczny, niemal namacalny. I gdy sie tylko obudziłem od razu wiedziałem, byłem dziwnie przekonany, ze to nie był ot taki normalny sen. czy ktoś moze mi wyjaznic znaczenie tego snu? Pozdrawiam serdecznie
  13. Wszedłem do kościoła. Księża się modlili a z boku siedział bł. Jan Paweł II i był niezbyt zadowolony z modlitw tych księży, ponieważ robili to nieszczerze. Chwilę później siedziałem już obok niego. Podszedłem do ojca świętego i zacząłem całować go po ręku a on powiedział że nie trzeba i podniósł mnie z klęczek. Powiedziałem mu, że nie jestem odkrytym człowiekiem i przykładając dłoń do piersi powiedziałem że wszystko siedzi tutaj, że jestem bardzo skryty. Papież powiedział, że wie o tym. Nagle zrobił się dookoła tłum i odciągnęli mnie od niego, wydaje mi się że byli to księżą. Gdy podszedłem do niego to czułem jak robi mi się lekko i błogo na duszy. I nagle się obudziłem a łzy mi same leciały. Potem już nie mogłem spać bo wszystko stało mi przed oczami. Bardzo proszę o pomoc co może to oznaczać, ponieważ nie mogę o tym śnie zapomnieć.
  14. Wszedłem do kościoła. Księża się modlili a z boku siedział bł. Jan Paweł II i był niezbyt zadowolony z modlitw tych księży, ponieważ robili to nieszczerze. Chwilę później siedziałem już obok niego. Podszedłem do ojca świętego i zacząłem całować go po ręku a on powiedział że nie trzeba i podniósł mnie z klęczek. Powiedziałem mu, że nie jestem odkrytym człowiekiem i przykładając dłoń do piersi powiedziałem że wszystko siedzi tutaj, że jestem bardzo skryty. Papież powiedział, że wie o tym. Nagle zrobił się dookoła tłum i odciągnęli mnie od niego, wydaje mi się że byli to księżą. Gdy podszedłem do niego to czułem jak robi mi się lekko i błogo na duszy. I nagle się obudziłem a łzy mi same leciały. Potem już nie mogłem spać bo wszystko stało mi przed oczami. Bardzo proszę o pomoc co może to oznaczać, ponieważ nie mogę o tym śnie zapomnieć.
  15. Tom132

    Kościół, pioruny, kule

    Witam, miałem ostatnio pewien sen, którego znaczenia nie mogę rozszyfrować. Otóż był już wieczór, niebo zachmurzone, siedziałem z kolegą pod kościołem i nagle na niebie pojawiła się błyskawica, ale bardzo niewielka z której wyleciały czerwone kule (coś w rodzaju piorunów kulistych) które leciały za nas, następnie wracały, ale ciągle obniżały swą wysokość, gdy znalazły się na wysokości kościoła, myślałem, że trafią w niego, ale jakoś go przeniknęły. Gdy już były bardzo nisko, czułem niepokój, aż w końcu zbliżyły się z naprzeciwka i chyba jedna z nich trafiła we mnie, nie wiem czy w mojego kolegę też. Po tym zobaczyłem jasność i się obudziłem. Chciałbym jeszcze dodać, że wszystko odbywało się w absolutnej ciszy, bez żadnych grzmotów. Proszę o szczerą interpretację tego snu. Tom132
  16. Darah

    Darah - Samotność?

    Witam. Śnił mi się dość dziwaczny sen. Składał się z dwóch części. Na początku zwiedzałam jakieś miasto. NIe wiem jakie. Było w nim dużo kościołów i piękny park/deptak, po którym spacerowałam z kimś. Wydawało mi się, że znam tą osobę. Rozmawialiśmy na temat księży i/lub biskupów. Nie potrafię przytoczyć tu całej rozmowy, zwłaszcza, że mówiliśmy po francusku. Wtedy rozumiałam wszystko. Później nie pamiętam jak, ale trafiliśmy do stołówki i tu zaczyna się robić coraz dziwaczniej. Mogliśmy dostać darmowe jedzenie. Stanęliśmy w kolejce i widziałam jak kilku ludzi zamawia całe tależe pierogów. Postanowiłam, że również je zamówię. Cennik wisiał nieco z przodu, co było wadą architektoniczną budynku. (Bo tam stoły były na dworze, i na ścianie zewnętrznej wisiał cennik. Nie było drzwi do wejścia tylko wchodziło się na taki jakby taras i w okienku wszystko zamawiało.) Gdy już przyszła moja kolej zamówiłam pierogi i zapytałam jakie co można zamówić do picia. Kobieta powiedziała, żebym wcześniej zwracała na coś takiego uwagę. Pod nogami walały mi się dezodoranty i kobieta dziwnie na nie reagowała. Jakby się bała. Kazała mi je zabrać. Podniosłam je i wyszuciłam do kosza. Gdy wróciłam żeby jeszcze raz wszystko zamówić wraz z litrowym napojem. Ludzie, których miałam wrażenie, że znam, choć teraz nie wiem kim byli. Zaczęli się ze mną kłócić, że wchodzę w kolejkę (której nie było). Ja mówiłam, że byłam trzecia zaraz po tej mojej znajomej. A później ta kłótnia trwała. Gdy w końcu podeszłam do okienka, sen się zmienił. Miałam wrażenie że się obudziłam, choć to nie była prawda. Leżałam na łóżku pogrążona w gorączce i czułam się całkowicie samotna, jakby wszyscy mnie opuścili. Nie mogłam się ruszyć, jakby działała jakaś siła wyższa. Później poczułam dotyk na ręce, ale oczy nadal miałam zamknięte. Zaczęłam się bać. Nie powinno być przy mnie nikogo. Chwyciłam w rękę różaniec. A później za wszelką cenę starałam się otworzyć oczy. Zobaczyłam jakąś postać. Nawet nie wiem, czy to była kobieta, czy mężczyzna. Nogi miałam zakute w kajdany, ale udało mi się je zdiąć. Zdałam sobie sprawę, że śpię (a może chciałam, by to był sen). Próbowałam się obudzić. Zamknęłam oczy, a gdy otworzyłam je ponownie, nikogo nie było. Tylko ciało miałam dalej ociężałe i nie mogłam się ruszyć. Chciało mi się pić, ale nie mogłam sięgnąć nawet po napój. Znajdowałam się w swoim pokoju. W nogach, tam gdzie uprzednio był łańcuch znalazłam karton. Próbowałam wstać z łóżka, ale za każdym razem, gdy wydawało mi się, że upadam, budziłam się znowu? Takie miałam wrażenie, że się budzę. Byłam sama, miałam gorączkę i czułam się odrzucona przez wszystkich. Nawet strach mnie opuścił, było tylko zrezygnowanie i pogodzenie się z losem. I wtedy się obudziłam, nie miałam ani gorączki, ani nic. Jeżeli potrzebujesz opisu tego co było wcześniej to proszę: Zasnęłam w środku dnia koło 1. Wcześniej dzwoniła do mnie kilku krotnie matka kłóciłyśmy się jak zawsze. Ostatnio ja przechodzę ciężki okres i mam wszystkiego dość. Ciągle brakuje mi środków finansowych, a znalezienie pracy jest coraz trudniejsze. Dzisiaj miałam iść podpisać umowę, ale nie byłam w stanie zdobyć jednego z niezbędnych dokumentów, więc przełożyłam wszystko na za tydzień. Moich współlokatorów chwilowo nie ma, więc mieszkam sama. Mam problemy ze znalezieniem szkoły, bo ostatni rok zawaliłam. Ostatnio kilkukrotnie się załamałam. Cóż mam nadzieję, że to pomoże ci zinterpretować ten mój sen. Pozdrawiam i z góry dziękuję. Darah
  17. Witam, To mój pierwszy post na tej stronie, jak i sen tego rodzaju. Bardzo proszę o wyjaśnienie, o co w nim chodzi... Siedziałam ubrana na czarno, odziana w czarny, długi płaszcz na zewnętrznym parapecie jednego z okien starego gotyckiego kościoła ze strzelistymi wieżyczkami. Zapadł już zmierzch, ostatnie promienie Słońca nikły nad horyzontem. Robiło się coraz chłodniej. Wszystkie odgłosy cichły, w końcu towarzyszył mi tylko szum wiatru poruszający trawy porastające łąki w zasięgu wzroku, które okalały teren przedwiecznej budowli. Siedziałam wpatrując się w mrok, księżyc przyświecał przez ciemne chmury. Noc była piękna. Wtem usłyszałam tupot ludzkich butów uderzających o płyty chodnika.Stawał się coraz głośniejszy. Ujrzałam dwóch mężczyzn (około 20lat) i jedną dziewczynę (ok.15lat), wszyscy ubrani na czarno. Jawili się niczym przybysze z innego wymiaru, a co najmniej planety. Nie wiem, jak to się stało, ale zabrali mnie w magiczny sposób do jakiegoś zamku, było równie strasznie i ciemno, dało się słyszeć bezgłośny krzyk paniki. Lecz ja nie czułam strachu, byłam spokojna. Byliśmy schowani pomiędzy murami owego zamku, tak by nikt nas nie znalazł. Powiedzieli mi, że pokażą mi coś dotyczącego mojej przeszłości, tej z poprzedniego życia. Byłam bardzo ciekawa, co to może być. Czułam, że oni przybyli specjalnie po to, by mi to pokazać.. Coś jak wypełnienie części przeznaczenia. Danie wskazówek... Po chwili wypowiadania słów w obcym mi języku znaleźliśmy się we trójkę - ja, dziewczyna i jeden z chłopców w obcym mieście. Była późna, nocna pora, księżyc rozjaśniał okolicę. Pojawiliśmy się pod koloseum w Rzymie. Nagle, nie wiem, dlaczego chłopak kazał nam uciekać. Biegłyśmy za nim, by skryć się za jakimiś autami. Potwory nas goniły, strzelały czymś, chcąc nas zabić. Dziewczyna była pierwszy raz w takiej podróży i nie zorientowała się, że nie nadąża za nami. Trafili ją - umarła. Ja i ten chłopak schowaliśmy się za wcześniej wspomnianym autem. Spytałam go, czy w realnym świecie też umarła. Odpowiedział, że będzie krwawić, że może umrzeć. Wiem, ze brzmi to jak opowieść, ale tak właśnie pamiętam ten sen. Nigdy wcześniej nie miałam tak rozwiniętej fabuły snu, jak i świadomości otoczenia, a co dopiero odczuwania upływającego czasu i następstwa zdarzeń. Pozdrawiam, Luńka.
  18. Guest

    SAMOBÓJSTWO

    Sniłam że byłam z klasą w ogrodzie szkolnym i jakiś młody chłopak wszedł na dach szkoły była burza i on skoczył w dół. Nie mam pojęcia czemu mi sie to sniło.Miejmy nadzieje że to nic wspolnego z moim chłopakiem on pracuje na wysokosciach.
  19. altowiolistka

    Demony w kościele

    Hej. TO mi się śniło: Wybrałam się na wycieczkę z rodzicami, w jakieś góry. Dojechaliśmy do kolorowego posągu Maryi. Ten posąg był duży i nas zainteresował, więc podeszliśmy go pooglądać. Jedna (dokładnie prawa) stopa Maryi była pęknięta. Potem weszliśmy do kościoła. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam grać na instrumencie. Oczywiście ludzie w tym kościele też byli, modlili się. No i nagle zrobiło się ciemno w kościele. Mama do mnie: Słyszałaś ten głos?! (z takim wielkim przerażeniem). Ja na to: Nie słyszałam, bo grałam. Po chwili ludzie zbiegli się pod ołtarz i zaczęli modlić (Wierzę w Boga, tzw. Credo). Znowu było słychać jakiś głos, ale nie pamiętam. Nie wiem dlaczego, ale ludzie nie dokończyli modlitwy. Po chwili znaleźliśmy się w bocznej nawie. To ksiądz (nie wiem, kto to był) kazał nam wchodzić po kilka osób na takie podwyższenie i śpiewać, chyba litanię. Rozpłakałam się, po dotarło do mnie, że to jakieś demony i nie byłam w stanie śpiewać. Potem siedziałam na ławce, jakaś kobieta do mnie podeszła, taka podgarbiona, i pytała się, czy z nią idę... Nie wiem gdzie i po co. I tutaj sen się urwał. Jak wstałam, bylam przerażona! Co ten sen może oznaczać? Zaznaczam, że nie jestem osobą bardzo religijną.
  20. Panilla

    Koniec świata

    Piszę z prośbą o interpretacje, ponieważ wszystkie tłumaczenia troszkę daly mi do myslenia. Początku snu nie bardzo pamietam, jechałam na tylnym siedzeniu pick upu czarnego z jakimś młodym chłopakiem z dłuższymi włosami koloru blond. Chwaliłam, że bardzo wygodny samochód. Nagle celem naszej drogi był kościół w którym mieliśmy "przeczekać" koniec świat zobaczyć jak sie wali. Jak tylko zaczęły spadać kolejne partie kościoła ,(dachu kościoła) na ziemie, przestraszyłam się i wybiegłam, Kościół zaczął runąć. Nie widziałam tego gdyż uciekałam musiałam omijać kolejno ******ące cegły i kamienie z kościoła. Wsiadłąm do samochodu rodziców z którymi pojechałam do domu. Nagle zaczeło straszni padać. Deszcz byl gęsty (prało żabmi) było to jak nie kończonce się oberwanie chmury. W ciagu godziny ogród wokoło domu był już zalany wodą. Zauważyłam w ogrodzie dzirę w ziemi, nie zbyt dużą może 1 metr średnicy głęboką może na 1,5-2 metry i nagle jakby ta dziura zaczeła wchłaniać część wody z ogrodu.... tyle
  21. Śniło mi się że jestem w Kościele chyba. Trzymałam na ręku niemowlaka a obok mnie siedział mój "chłopak", który na kolanach miał NASZĄ drugą córeczkę. Ten chłopak to piłkarz i z czego wiem nazywa się Thiago. Ogółem tam byli również piłkarze Barcelony i Realu. Xavi i Xabi coś do nas mówili. Ten cały Thiago cały czas mi mówił, że powinniśmy się pobrać bo mamy dwójkę dzieci ... i mi się sen urwał. Że też akurat muszą mi się piłkarze śnić.. yh. Dziwny sen. Wiem, mało szczegółów, ale zawsze coś. Proszę was o pomoc!
  22. Strach czy wiedza? Z komentarza św. Hilarego, biskupa, do Psalmów (Ps 128, 1-3) Prawdziwa bojaźń Pańska "Błogosławieni wszyscy, którzy się boją Pana, którzy chodzą Jego drogami!" Ile razy w Piśmie św. jest mowa o bojaźni Pańskiej, tylekroć trzeba zwrócić uwagę na fakt, że bojaźń ta nie jest nigdy pozostawiona sama sobie jako wystarczający motyw wiary, lecz zakłada i bierze pod uwagę wiele innych prawd, na tle których daje się zrozumieć jej istota i doskonałość. Widać to z tego, co powiedział Salomon w księdze Przypowieści: "Jeśli wezwiesz mądrości i nakłonisz swe serce ku roztropności, jeśli jej będziesz szukał jak srebra i jak za skarbami kopać za nią będziesz: wtedy zrozumiesz bojaźń Pańską". Zobaczmy, po jakich stopniach można dojść aż do bojaźni Bożej. Najpierw trzeba zawezwać mądrość i powierzyć rozumowi urząd przewodnika, a następnie roztrząsać i badać ową mądrość. Potem należy usiłować zrozumieć, czym jest bojaźń Boża. Nie jest ona w niczym podobna do uczucia określanego mianem strachu. Strach bowiem polega na przeżywaniu trwogi, wynikającej z ludzkiej słabości, która boi się cierpienia, jakie jej zagraża, i nie chce go przyjąć. Trwoga taka powstaje i wstrząsa nami przy wielu okazjach, jak wyrzuty sumienia, prawo wyższego od nas, atak silniejszego, choroba, spotkanie z dzikim zwierzem i wszelkie grożące nam zło. Takiego strachu nie musimy się uczyć, bo on nas często spotyka w słabości naszej natury. Nie musimy też dociekać, czego mamy się bać, ponieważ wszystko, co przyprawia nas o grozę, powoduje strach. Natomiast o bojaźni Bożej napisano tak: "Pójdźcie, synowie, słuchajcie mnie, nauczę was bojaźni Pana". Bojaźni Bożej trzeba się więc uczyć, ponieważ nabyć ją można tylko przez naukę. Nie jest ona bowiem tym samym, co strach, lecz mieści się w granicach wiedzy. Nie wynika też z trwogi dręczącej człowieka, lecz zdobywa się ją przez zachowywanie przykazań, przez spełnianie dobrych uczynków w życiu niewinnym i przez poznanie prawdy. Dla nas bojaźń Boża zawiera się całkowicie w miłości i miłość doskonała stanowi pełnię tej bojaźni. Właściwością zaś naszej miłości względem Boga jest posłuszeństwo Jego napomnieniom, uległość rozporządzeniom i wierność obietnicom, jakieśmy poczynili. Oto co mówi Pismo św.: "A teraz, Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, twój Bóg, jeśli nie tego, abyś się bał Pana, Boga twego i chodził wszystkimi Jego drogami, miłował Go i strzegł Jego przykazań z całego serca twego i z całej duszy twojej, aby ci się dobrze działo". Wiele zaś jest dróg Pana, chociaż On sam jest drogą. Lecz gdy mówi o sobie nazywając się drogą, ukazuje rację, dla której przypisuje sobie tę nazwę: "Nikt nie może przyjść do Ojca, jak tylko przeze Mnie". Trzeba się więc pytać o wiele dróg i rozważać wiele z nich, aby przez poznanie wielu znaleźć tę jedyną, która jest dobra, odkryć tę, która wiedzie do życia wiecznego. Istnieją bowiem drogi ukazywane przez Prawo, przez proroków, przez ewangelie, przez apostołów czy wreszcie przez różne przykazania i błogosławieni są ci, którzy chodzą po nich w bojaźni Bożej.
  23. mojsia

    R

    Śniło mi się, że w kościele (gdzie nie było nikogo), namiętnie całowałam się z mężczyzną, który jeszcze pół roku temu był dla mnie bardzo bliski i wyjątkowy (bliższy niż przyjaciel).
  24. Bóg nie lubi lizusów Człowiek, który nie zadaje pytań Zdumiewająca jest cierpliwość, z jaką rodzice odpowiadają swoim maluchom na powtarzane setki razy pytania. Bywają tym znużeni, ale czują, że właśnie w ten sposób ich dziecko oswaja świat. Bez tego nie stałoby się ani samodzielne, ani dojrzałe. Brakuje nam nieraz podobnej wyrozumiałości dla naszych pytań o wiarę, moralność, Kościół, Pana Boga... Jakiekolwiek wątpliwości w tej dziedzinie wydają nam się niestosowne, niewłaściwe, a czasem nawet grzeszne. A przecież człowiek, który nie zadaje pytań, przestaje się rozwijać – nie tylko intelektualnie, ale również duchowo. Pamiętam co najmniej kilka rozmów z osobami, które spowiadały się z tego, że są im zadawane rozmaite pytania dotyczące sensu życia, nauczania Kościoła, dogmatów, a czasem też tego, czy Bóg naprawdę istnieje. Pytania te budziły w nich lęk, bo wyrywały ich z dotychczasowego sposobu myślenia. Z jednej strony bały się, że szukanie odpowiedzi jest grzechem, a z drugiej trudno było im wierzyć tak samo jak wcześniej. Zamiast potraktować wątpliwości jako zaproszenie do pogłębienia swojego życia duchowego, żałowały, że w ogóle dopuściły je do siebie. Kto pyta i błądzi... Najwięcej pytań o wiarę pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy dorastamy. Przestaje nam już wystarczać przekazany przez rodziców obraz Boga, potrzebujemy zbudować własny. Bóg, którego ostatecznie wybierzemy, może być Bogiem rodziców, ale może być też zupełnie inny. To bardzo ważny moment, bo zależy od niego, jaka będzie nasza relacja z Bogiem i czy w ogóle jakaś będzie. Aby ten wybór nie był pozorny, każdy człowiek musi najpierw podać w wątpliwość wszystko to, co już wie o Bogu. Musi spróbować nazwać to, co odczuwa w swojej relacji z Nim, ocenić, co to dla niego znaczy. Jeśli tej pracy wewnętrznej nie wykona, będzie naśladował rodziców w rytuałach, ale jego wiara będzie martwa. Pytania są więc nieuniknione i wcale nie muszą świadczyć o braku zaufania do Kościoła. Trzeba je sobie zadawać i unikać łatwych odpowiedzi. Wątpliwości związane z rzeczywistością wiary rzadko można szybko rozwikłać, niektóre towarzyszą nam przez całe życie. Wracamy do nich w różnych życiowych sytuacjach i na podstawie nowych doświadczeń dodajemy coś nowego do swojej pierwotnej odpowiedzi. Często też różne doświadczenia weryfikują nasze odpowiedzi. Można np. teoretyzować na temat cierpienia, ale gdy spotyka kogoś bliskiego, przekonujemy się, że jedyne, co możemy zrobić, to przy tej osobie po prostu być. Są też takie problemy, których mimo usilnych poszukiwań nie udaje nam się rozwiązać. Jedyne co możemy zrobić, to uznać czyjś autorytet, np. Kościoła. Nie zwalnia nas to jednak z dalszych poszukiwań. Warto co jakiś czas wracać do tych trudnych zagadnień i próbować je sobie jakoś porządkować. Ja ciągle zadaję sobie pytanie o to, dlaczego Eucharystia, będąca przecież zjednoczeniem z Bogiem, tak mało zmienia w naszym życiu. Stawiam też inne: co dla mnie znaczy bycie w zakonie żebraczym, jeśli wokół widzę ludzi o wiele biedniejszych ode mnie? Możemy te pytania tłumić, ale w trudnych momentach życia na pewno się ujawnią i uderzą w nas ze zdwojoną siłą. Lepiej więc świadomie je podjąć i drążyć, dopóki nie znajdziemy jakiejś - choćby tymczasowej - odpowiedzi. Jeśli ktoś zbyt szybko się zniechęci, często poprzestaje na stwierdzeniu, że Pan Bóg niema wpływu na nasze życie albo w ogóle nie istnieje, i odchodzi od Niego. Zdarza się też, że ktoś odchodzi, ponieważ uznał, że samo dopuszczenie wątpliwości wykluczyło go z grona wierzących. Testowanie Boga Bóg nie chce ślepego posłuszeństwa. Nie chce ludzi potulnych i bezkrytycznych. Dlatego szanuje nawet nasz grzech. Chce naszego zaufania, a ono rodzi się bardzo powoli, ponieważ boimy się, że zostaniemy zranieni. Zanim więc odważymy się komuś zaufać, wielokrotnie go sprawdzamy i testujemy. Bóg też pozwala, byśmy Go sprawdzali. Chce być przez nasz rozumiany, więc pozwala nam wszystko wielokrotnie podawać w wątpliwość - tak długo, aż uzyskamy świadomość dobra i zła. Próbuje nauczyć nas współodczuwania z Nim. Chce nas nauczyć żyć, ale do niczego nie zmusza. Możemy przyjąć to, co Bóg mi proponuje i zacząć tym żyć, ale może my też postępować inaczej. Jeśli zaryzykuję podążanie za Nim, to w konkretnych sytuacjach będę się przekonywać, że ma rację. Zaufanie będzie nas umacniać. Im więcej będziemy mieli zaufania, tym mniej będziemy potrzebować sprawdzać Boga. To tak jak z przyjacielem: gdy się poznajemy, musimy się najpierw osobie dużo dowiedzieć, zadać mnóstwo pytań i uważnie się nawzajem słuchać. Rozmaite przeżyte wspólnie wydarzenia przekonują nas o tym, że możemy na sobie polegać - najpierw w drobnych sprawach, potem w poważniejszych. Zanim zyskam pewność, że nie zawiedzie mnie w najtrudniejszych chwilach, po wielokroć podświadomie testuję go w codziennych sytuacjach, kwestionuję jego poglądy, kompetencje itd. W końcu ufam mu na tyle, że jestem w stanie ślepo pójść za jego radą. Lepiej niż inni rozumiem też motywy jego postępowania. Wychowuje czy prowadzi? Czy Bóg najpierw nas wychowuje, czyli uczy dokonywać właściwych wyborów, pokazując ich konsekwencje, czy też nas prowadzi? Wydaje się, że jest jak rodzic, który stymuluje w dziecku wszystko to, co służy jego rozwojowi. Czasem usuwa przeszkody z jego drogi, czasem specjalnie je ustawia, by dziecko nauczyło się je pokonywać. Spotkałem niedawno znajomych, którzy długo zastanawiali się nad wyborem szkoły dla swojej pociechy. Rozważali, czy lepiej posłać ją do elitarnej prywatnej szkoły, czy do publicznej znajdującej się w pobliżu ich domu. Wybrali tę publiczną, bo uznali, że ona lepiej przygotuje dożycia. Nie zawsze podobają się nam metody, jakimi Pan Bóg posługuje się, by do nas przemówić. Bywa, że są one dla nas nawet bolesne. Wcale nie muszą nam się podobać- możemy powiedzieć o tym Panu Bogu. Na tym etapie posłuszeństwo polega bowiem głównie na wsłuchiwaniu się w Jego głos, w to, co On chce przez to lub inne wydarzenie nam przekazać. Posłuszeństwo rozumiane jako bezgraniczne oddanie się Bogu - takie, o którym mówią np. święci - jest już wynikiem pewnej dojrzałości duchowej, zjednoczenia z Nim. Zawsze jest też jednak aktem wolnej woli, na który człowiek decyduje się pod wpływem tego, co wie o Bogu. Nie chodzi o to, by powierzać się Bogu na zasadzie: "Masz mnie, Panie Boże, i rób zemną, co chcesz". Zawierzenie jest pewnym krokiem w rozwoju duchowymi nie należy go na siłę przyspieszać, wypierając jakieś zastrzeżenia, obawy, zwątpienia. Aby Bogu naprawdę zaufać, trzeba je w sobie przepracować. Kiedy to nastąpi, możemy powiedzieć, że od tego momentu Bóg człowieka już nie tyle wychowuje, co prowadzi. Czy chcesz być Moim ludem? W Biblii znajdziemy wiele historii, w których człowiek kłócił się z Panem Bogiem. Spierał się z Nim Abraham, Mojżesz, Jonasz... Od chwili stworzenia człowiek jest partnerem, jest traktowany poważnie. Na kartach Starego Testamentu częściej jednak spotkamy się z obrazem Boga Wychowawcy. W księgach mądrościowych Bóg wprost wykłada, co jest dobre, a co złe, a historia Izraela jest opowieścią o tym, jak Bóg daje się coraz lepiej poznać i jak lud dojrzewa do zjednoczenia z Nim. Bóg ostrzega, doświadcza, czasem dotkliwie karze, ale zawsze towarzyszy temu pytanie o wybór: "Czy chcecie być moim ludem?". Zawiera z Izraelem kolejne przymierza i cierpliwie pokazuje, na czym ma polegać więź z Nim. Jest jednak między Bogiem a ludem jakaś bariera, która jest konsekwencją grzechu pierworodnego. To Bóg ciągle wychodzi do człowieka, wyciąga rękę, poucza. Czy Bóg zmienia zdanie? Trudno jest postawić jakąś granicę, której nasze wątpliwości nie powinny przekraczać. Wydaje mi się, że granicą jest człowiek, bo te pytania są w nim. Nie bałbym się zadawać pytań, nawet tych bardzo głupich i bezsensownych. Niech powstają, Pan Bóg się nie obrazi. Nie bałbym się także krzyczeć do Boga, gdy trudno nam się zgodzić z Jego wolą. Pan Bóg słyszy nasz ból i na pewno się nie gniewa. Lepiej do końca przeżyć wszystkie zwątpienia, niż udawać, że się wierzy. Mój wychowawca w seminarium, o. Aleksander Hauke-Ligowski OP, któremu bardzo dużo zawdzięczam, podkreślał, że dojrzałość potrzebuje pewnej przestrzeni wolności. Dokonując wyborów, musimy się liczyć z tym, że popełnimy błędy i poniesiemy tego konsekwencje. Lepiej jednak je popełniać coś robiąc, niż siedzieć z założonymi rękoma i czekać na pochwałę za to, że uniknęliśmy pomyłki. Rodzice ze swojego doświadczenia wiedzą, że relacja w wychowaniu nie jest jednostronna. Oni także uczą się od swoich dzieci. Czy zatem my też jakoś wpływamy na Pana Boga? Bóg się nie zmienia w tym, że chce nas zbawić, ale też dostosowuje się do nas. Spotyka się z nami takimi, jakimi jesteśmy. Jeśli jest to np. stan grzechu, przychodzi w miłosierdziu. Jest w relacji z nami, więc nasze modlitwy, wołania, skargi mogą sprawić, że będzie szukał innej drogi do nas. Andrzej Kamiński OP Bóg nie lubi lizusów
  25. Śniło mi się, że miałam do szkoły na dość późną godzinę (12.35) i już od rana szykowałam się do wyjścia. Pamiętam, że byłam ubrana na czarno i żółto (przy czym kolor żółty przeważał). Nagle przyjechała do nas do domu moja przyszywana ciocia nowym samochodem. Potem pojechała gdzieś do sąsiadów i przybiegła moja mama i powiedziała mi, że ciocia zderzyła się samochodem z autem mojego wujka. Pamiętam, że ja cały czas gdzieś w domu leżałam i patrzyłam na zegarek. Miałam bardzo mało czasu, żeby zdążyć na autobus, a koniecznie musiałam założyć żółte kolczyki. W końcu nie zdążyłam na ten autobus i do szkoły. I później pokazała mi się moja mama i jakieś migawki dziwnych obrazów: rysunek jakiegoś ciała kobiety, kościół. Z tego snu nic mi się w żadną logiczną całość nie składa, więc może ktoś mi pomoże. Dawno nie miałam tak dziwnego snu, dlatego chciałabym się dowiedzieć, o co może chodzić
×
×
  • Create New...