Jump to content

lwiątko za ogrodzeniem


Sonea
 Share

Recommended Posts

kilka dni temu miałam bardzo intrygujący sen.

Razem z całą rodziną mieszkałam w ogromnym luksusowym mieszkaniu na samym szczycie wieżowca (tzw. penthouse). Był ciepły letni wieczór więc wyszłam do ogrodzonego patio za blokiem. W pewnym momencie po drugiej stronie siatki zobaczyłam lwiątko. Przechadzało się w tę i z powrotem jakby od niechcenia. Zaintrygowana podeszłam na kolanach do siatki. Nagle lwiątko się na mnie rzuciło. Drapało mnie pazurami jak tylko mogło najbardziej. Gdy udało mi się odsunąć spoza zasięgu jego łap nie byłam na nie zła. byłam raczej zdziwiona tym że mnie zaatakowało.

Jestem ciekawa co może znaczyć ten sen więc uprzejmie proszę o interpretację.

Link to comment
Share on other sites

Zwierzęta w naszych snach często symbolizują konkretne osoby. Zastanów się więc, czy ktoś nie wykazał się takim zachowaniem w stosunku do Ciebie, które Cię podobnie jak we śnie zdziwiło?

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

  • Similar Content

    • Kuroi Neko
      By Kuroi Neko
      Miałam bardzo realny sen, z którego ciężko mi było się wybudzić. Był okropny, fu
       
      Wszystko wyglądało dokładnie tak jak było naprawdę. Leżałam w łóżku i nagle zaczęło mnie coś boleć przy miednicy. Spojrzałam na brzuch, okazało się, że miałam 2 dziury obok bioder, a w nich....robaki ;/// Jakieś białawe, coś jak larwy, nie wiem dokładnie. Było ich pełno, to co było widać przy otwarciu rany to było nic :/ Czułam, że jest ich dużo jeszcze w środku. Zmieniłam pozycję i zaczęłam jakoś potrząsać sobą, żeby te robaki wypadły :/ Bolało mnie to bardzo, czułam to wszystko jak one tam w środku poruszały się :/ Dużo ich wypadło jak tak próbowałam je z siebie powytrząsać, ale cały czas wiele było w ranach ://
       
      To był straszny sen, bardzo dokładnie czułam ten ból w tych ranach i te robaki :/ Bardzo proszę o interpretację.
    • zniewolona_duszyczka
      By zniewolona_duszyczka
      Witam!
      Dziś miałam najbardziej przerażający sen w życiu.
      Na samym początku byłam na czymś na wzór dmuchanych zamków dla dzieci, organizowano tam wyścig, kto pierwszy zjedzie na dół ten wygrywa, dostaje jakąś kartkę i przechodzi do kolejnego etapu konkursu. Ja zjechałam jako pierwsza. Dostałam czarno czerwoną bransoletka z rzemyków, pomyślałam że może coś mi się pomyliło z karteczkami i drugim etapem.
       
      Dalej Śniło mi się że byłam w jakimś obcym państwie, na brzuchu zobaczyłam mały strupek który w trakcie snu zaczął się powiększać, w efekcie po jakimś czasie miałam ogromnego strupa na brzuchu i pełno mniejszych na udach, na dekolcie miałam pełno dużych krost z jakimś płynem a pod żebrami rany które wyglądały jak głębokie nacięcia było widać gdzie kończy się skóra a gdzie zaczyna tkanka tłuszczowa . Szukałam szpitala, powiedziano mi że z racji tego że jestem w innym państwie (bodajże Indie, które wyglądały jak jakieś slamsy) pomoc nie zostanie mi udzielona, w końcu jednak znalazłam lekarza który chciał mi pomóc, nasmarował mnie spirytusem (siedziałam w baseniku w stroju kąpielowym kiedy to robił) który miał zniwelować rany, strupy i krosty które brały się same z siebie. W szpitalu w którym byłam wszystko było brudne, moja bluzka również była brudna(kolor jasno różowy blady kolor, z plamami jakby od tłuszczu.
       
      Nagle jakbym przeniosła się w inne mieście, znalazłam telefon stacjonarny który dzwonił, kiedy go odebrałam okazało się że był to mój dobry przyjaciel z przed lat powiedział że mnie widzi i czy chcę się z nim spotkać, co tez zrobiliśmy, bardzo ucieszyłam się że go zobaczyłam (nagle pojawił się mój facet któremu nie spodobało się to że idę w stronę starego przyjaciela (dodam że między nami była czysta przyjaźń bez żadnych fascynacji a mój facet nie należy do zazdrosnych osób, zawsze mi ufa i wierzy nigdy nie okazał zazdrości.) spotkałam się z przyjacielem jednak nie wyglądał jak on normalnie to zadbany chłopak a w śnie, miał długie tłuste włosy pełno krost na twarzy oraz nos jak czarownica, długi i krzywy…
       
      Sceneria snu była zimna i ponura, dodam jeszcze że w szpitalu spotkałam starą znajomą która siedziała na łóżku a nad nią wisiały wyprane ciuchy.i pod sam koniec snu przyjechał po mnie mój facet, jadąc samochodem zapytał czy kupiłam sobie coś do jedzenia, odpowiedziałam że nie na co on kazał oddać mi pieniądze których nie wydałam. Miałam do niego żal że w ogolę nie przeją się ranami, strupami i bąblami które miałam i nie zapytał jak się czuję. Tu najbardziej w pamięci została mi sceneria, była noc łapmy były włączone a my jechaliśmy
      Reasumując cały sen opierał się na wielkich krostach z jakimś płynem, bąblach, strupach i brudzie. Przez cały sen odczuwałam silny strach i przerażenie, po przebudzeniu się strasznie chciało mi się płakać- dodam że byłam bardzo zmęczona przez co w pierwszych kilku sekundach po przebudzeniu nie wiedziałam czy był to sen czy rzeczywistość, pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam czy rzeczywiście nie mam strupów na brzuchu.
       
      Bardzo proszę o interpretacje, nigdy nie miałam aż tak dziwnego i realnego snu
       
      Kilka słów o tym co obecnie dzieje się w moim życiu.
      Jakieś trzy tygodnie temu wyprowadziła się ode mnie i od mojego chłopaka jego mama, abyśmy mogli mieszkać sami (mam z nią dobry kontakt) Trochę sprzeczamy się z chłopakiem, ale to jak w każdym związku. Mam dwa szczur (stąd może we śnie zadrapania na dekolcie, czasami kiedy wyciągam je z klatki i chodzę z nimi po mieszkaniu lekko zadrapią pazurkami.) Pracuje, zapisałam się do szkoły aby zrobić maturę i iść na studia (przerwałam naukę w wieku 17-18 lat w 2 klasie technikum).
    • Dead Coffee
      By Dead Coffee
      Sporo symboli, dlatego mam problem z interpretacją tego snu:
       
      Byłam na zewnątrz w nocy, kawałek od domu na wsi gdzie mieszkam już od kilku lat, blisko otwartego pola. Czułam ciągły niepokój, ale nie bałam się. Wiedziałam, że wokół dzieje się coś niedobrego (uczucie jak w czasie zagrożenia powodzią), ale wiedziałam też że mnie to nie dotyczy. Postanowiłam więc biernie się przyglądać jesli cokolwiek złego lub dziwnego miałoby się zdarzyć. Zauważyłam, że zza drzew wyłonił się księżyc (w pełni), lubię ten widok więc patrzyłam na niego i zauważyłam obok nieco poniżej drugi, odrobinę mniejszy i lekko pomarańczowy. Miałam aparat na statywie (posiadam taki w pokoju) i stwierdziłam że zrobię zdjęcie temu zjawisku i pokażę go innym. Kiedy spojrzałam znowu w górę były już trzy księżyce, każdy inny, ale wszystkie w pełni. Przestałam zwracać uwagę na ich ilość i przez myśl przeszło mi, że to strasznie dziwne i zaczęłam czuć nieuzasadniony lęk z powodu tego niewyjaśnionego widoku.
       
      Kiedy przymierzałam się do zrobienia tego zdjęcia, usłyszałam za sobą hałas i zobaczyłam wściekłego słonia, który pędzi prosto na mnie. Uciekłam w lewo żeby wyjść z otwartego pola, bo zaczęły dziać się tam dziwne rzeczy, ale nie wiem jakie. Jakaś szarpanina. Sam słoń był dziwną rzeczą. Kiedy stałam i patrzyłam na niego z małej odległości (przestał się mną interesować) rzucił się na mnie, z tej samej strony z której przybiegł słoń, wściekły lew z rzadką grzywą. Odskoczyłam przerażona, po kilku krokach do tyłu upadłam, on ryknął/warknął na mnie i wrócił do gryzienia rannego już jaguara, który leżał za nim. Stwierdziłam, że wolał zająć się już upolowaną zwierzyną która mu nie ucieknie, niż brać się za mnie.
       
      _____________________
      Jeśli lew naprawdę symbolizuje mężczyzn i seks, to akurat mogło to mieć odniesienie do moich nadziei - od pewnego czasu marzę, żeby chłopak, który się we mnie zakochał i który nie zna tematów tabu (co mnie peszy i odpycha, bo jest zbyt nachalny i bezpośredni), zostawił mnie w spokoju, znudził się mną i zajął jakąś dziewczyną, która podzieli jego poglądy i śmiałość.
      Jeśli jest coś jeszcze, co czuję że powinnam dodać od siebie, by interpretacja była bardziej trafna, to pewnie fakt że od ponad miesiąca odczuwam depresję związaną z faktem własnej śmierci. Nadal jednak nie wiem jak to odnieść do reszty snu, dlatego z góry dziękuję za propozycje!
    • Guest Neferites
      By Guest Neferites
      Kobieta Baran i mężczyzna Lew, co sądzicie o takim układzie?
       
      Zawsze ciągnęło mnie do Lwów, potrafiłam się z nimi dogadać, świetnie się razem bawiliśmy, nadawaliśmy na tych samych falach, ale koniec końców rozstania zawsze były burzliwe i przyprawione masą kłótni.
       
      Czy to dobry układ, czy Baran z Lwem nie jest się w stanie zgodzić na dłuższą metę? Jak wytrzymać z Lwem?
    • woltarius
      By woltarius
      Miałem sen, śniło mi się że byłam gdzieś na wsi i udeżyłem się w głowę uciekając przed czymś dobiegłem do
      gospodarstwa w którym było zoo z różnymi zwierzętami, jeden z lwów zaczął mnie gonić ale jego właściciel go
      powstrzymali, potem zaprzyjaźniłem się z tym lwem i właścicielami córką, potem się przebudziłem i gdy zasnołem
      ponownie to śniło ni się jakieś miasto (chyba chinskie albo gdzieś w tybecie dokładnie nie wiem) w
      którym był coś w rodzaju świątyni w której stał stół ze zwojami z dziwnym pismem ludzie potchodzili
      i brali te zwoje po czym rozwijali i wrzucali do ognia (pomyślałem że to są życzenia) jeden z ludzi podszedł
      do mnie i ja za nim poszedłem pokazał mi że mam wziąść jeden zwój rozwinąć i wżucić w płomienie, wziołem zwój
      rozwinołem i nie zdążywszy wrzócić do ognia zobaczyłem unoszący się kawałek kartki z czterama czy pięcioma
      chińskimi lub może tybetańskimi znaczkami, ludzie zareagowali ( a to był dzień jakiegoś swieta) jak by jakieś
      bustwo objawiło się nam jak co roku, po czym podchodząc do tej unoszącej kartki przyciągnołem ją do siebie
      siłą woli i chciałem żeby się spaliła lecz ona się opierała i nie chciała się spalić, ale po chwili znikła.
      Wszyscy z nie dowierzaniem popatrzyli że tak kartka unosząca się to było jakieś oszustwo, nie prawdziwa, i
      zaczeli sie cieszyć że uwolniłem ich od "klątwy"(bo chyba to było jakieś fatum) kiedy wszyscy weszli do świątyni
      ucztować, ja popatrzyłem na niebo zobaczyłem unoszące się okrągłe ale i również poszarpane skały, przyciągając
      jeden znich zobaczyłem że one są małe (ale były też i duże) małe i kruche a przy tym lekkie jak styropian, nagle
      inne głazy zaczeły spadać i zrozumiałem że zabużeyłem układ tych głazów wiszących nad ich miastem i wszystkie tak
      spadały jak by w określonej kolejności, "wszyscy się schowajcie w domach, te głazy nic wam nie zrobią sa lekkie
      jak styropian ale lepiej się schować" - powiedziałem.
      Potem i ja wszedłem do światyni.
      Jak już wyszedłem po jakimś czasie to zobaczyłem że te głazy jednak zniszczyły część miasta, leciały na ludzi i
      w ostatniej chwili zdążyłem zatrzymać je siła woli. Próbowałem chronić ludzi przed ******ącymi kawałkami głazów
      i odbudować siłą woli zniszczoną część miasta lecz nie wyszło mi bo się przebudziłem.
      Po ponownym zaśnieciu śniło ni się zniwu to gospodarstwo zoo lecz uciekajac przed zwierzętami (bałem się ich) zobaczyłem że
      ludzie nie chca mnie już tam "nie ma zaco"- powiedziałem i poszedłem sobie.
×
×
  • Create New...