Jump to content

Recommended Posts

Witam. Chciałem Was spytać o to jak rozmawiać z osobami narcystycznymi. Choć nie jestem pewien że napiszę zaraz właśnie o takiej osobie a nie o innej.

Chodzi o to że mam znajomego z którym jedna z wielu rozmów wygląda tak:

Ktoś: Jutro idę obciąć włosy.

Narcyz?: Co?! A po co idziesz obciąć włosy?! Stary, masz już je takie długie i chcesz je obciąć?! Popatrz jakie ja mam długie. A mimo tego nadal je zapuszczam!

Ktoś: No ale idę je obciąć bo uznałem że już nie chcę ich dłużej zapuszczać bo coraz bardziej mi przeszkadzają.

Narcyz?: No ale po co?! Zepnij je sobie w kucyk i będzie dobrze. Ja też tak będę robił jak będę je miał wystarczająco długie. A póki co noś je za uszami. No ale rób co chcesz, ale ja bym ich nie ścinał.

 

Co sądzicie o takiej rozmowie, z uwzględnieniem wypowiedzi Narcyza?. Mam rację czy się mylę że tak osoba jest narcystyczna; choć na to znalazłbym więcej dowodów.

 

Ale temat dotyczy tego jak rozmawiać z taką rozmową. Co zrobić gdy taka osoba neguje czyjejś poglądy itp.? I nie chodzi mi tyle o to jak jej odpyskować, ale jak z nią konstruktywnie rozmawiać. Jak taką osobę wyprowadzić z jej samolubnego myślenia, podczas takiej rozmowy :?:

Link to post
Share on other sites

Hej.

Na wstępie mówię, że nie mam uprawnień ani wykształcenia odpowiedniego więc wszystko co napiszę jest subiektywne i napisane po doświadczeniach czysto autopsyjnych.

 

Znam kilka takich osób. Faktycznie, pożycie z nimi w jakikolwiek sposób (jako chłopak, przyjaciel, dobry kumpel) jest trudne. Oczywiście inaczej się odbiera narcyzm damski i męski. Często spotykałam się z opinią, że mężczyzna-narcyz to "pedał". Nie wiem, co znaczy być "pedałem" i nie rozumiem po co się tak mówi, ale tak mówiono. U dziewczyn z kolei to jest "barbiarstwo" z tego co się orientuję wśród znajomych. Ale pomińmy opisywanie traktowania takich ludzi, bo wierzę, że żaden z forumowiczów tak się nie odnosi do nikogo. :lol:

Jak na moje oko narcyzi to ludzie żyjący w wielkim przekonaniu, że istnieją ideały - w ich postaciach. Od maluczkiego dzidziusia byli uświadamiani o swojej nieomylności, pięknie oraz wrodzonej subtelności i delikatności, zgrabności w ruchach. Zauważyłam, że narcyzy i narcyzki nie chcą słuchać opinii odmiennych z ich opiniami. To trudne, wszakże da się z nimi rozmawiać. Wiesz Blue Manie, może źle określiłeś takie pojmowanie świata jako samolubne. Musisz popatrzeć ich oczyma. Dla nich to jest normalne i nie widzą w tym co mówią błędów - na tym polega chyba trudność w rozmowie z nimi.

Najszczerzej jak umiem Ci powiem, że rozmowa którą tutaj wkleiłeś zakrawa mi raczej pod chęć dobrej porady a nie narcyzm. :grin:

Kumpel chyba chciał pokazać Ci, że ścięcie włosów będzie złym czynem, bo według niego będzie Ci lepiej w podobnych jakie ma On. Nie znaczy to, że jest narcystycznie nastawiony do świata i wszystkich mieszkających na nim ludzi, a jedynie próbuje przekazać Ci inne zdanie, próbuje na Twoją decyzję jakoś wpłynąć, abyś nie zrobił według niego błędu.

Może ma ktoś na ten temat inne zdanie? A Ty Blue Man? Może opisz mi dokładniej całą sytuację z tym kolegą - ile go znasz, kim dla Ciebie jest itp. Ja narcyzka znam 6 lat :)

Pozdrawiam!

Link to post
Share on other sites

Witajcie,

 

mi się wydaje że to nie jest osobowość ściśle rzecz biorąc narcystyczna, lecz autorytatywna. To znaczy, co chcę przez to powiedzieć - osoba, która uważa że wszystko wie lepiej i nie znosi sprzeciwu, wszystko rozpatruje ze swojego egoistycznego punktu widzenia..

 

Mi sie wydaje, że chyba jednym z niewielu sposobów zapewniających w takim przypadku satysfakcjonującą i miłą konwersację obydwu stronom, jest zaczynanie każdego zdania od "tak, (dalej komplement), ale (dalej to co tak naprawdę chcesz powiedzieć)". I mówię to praktycznie całkowicie poważnie, bo to jest sposób.

 

Jak w takim razie wyglądałaby w tym przypadku Twoja odpowiedz, Blue Man?

 

"Tak, Ty super wyglądasz w długich włosach, ale mi one tak nie pasują jak Tobie. Muszę zrobić ze sobą porządek" I miałbyś spokój.

 

Pozdrawiam serdecznie ;) ;)

 

[ Dodano: 2008-03-22, 01:01 ]

A bardziej oporne przypadki, załatwiać odrobinę dłuższą metodą:

 

"Ależ tak, masz zupełną rację (tu płomienny uśmiech) (i dalej lecisz formą wcześniejszą)",

 

co Ci daje w ostatecznym rozrachunku odpowiedź mniej-więcej taką:

 

"Stary, jasne, masz zupełną rację i nie będę się z Tobą kłócił, w ogóle masz fajny luzacki styl i bezapelacyjnie super wyglądasz w długich włosach, ale mi one nie pasują tak bardzo jak Tobie. Poza tym nie mam tej Twojej cierpliwości, nie będzie mi się chciało ich wiązać czy robić innych cudów-niewidów. Muszę zrobić ze sobą porządek"

 

I dalej powinieneś mieć już z górki ;)

Ego gościa podbudowane, a z sympatii do tego jak dobrze go czujesz powinien pobłażliwie dać Ci spokój. I tak jest przecież lepszy i liczysz się z jego autorytetem, po prostu nie dorastasz do jego doskonałości... Dokładnie - powinien pobłażliwie dać Ci spokój ;)

 

A Ty, o ile za bardzo sie nie zagalopujesz w takim "robieniu z siebie ofiary" (bo uważaj, może polubić za mocno rolę "boga"), też z takich spotkań będziesz miał dobry ubaw.

 

Nie taki diabeł straszny ;)

Link to post
Share on other sites

kaffka świetnie to rozpoznałaś. Owszem narcyzem też jest, ale to się bardziej ujawnia latem, gdy nosi się lżejsze ciuchy; to wtedy zaczyna co chwile obmacywać swoje mięśnie, mówić o nich jakie one są niezłe itp.

Ale tak jak kaffka napisałaś on ma osobowość autorytatywną - i choć znam to słowo, to jakoś ciągle nie umiałem je złapać językiem i użyć. I tak jest na pewno, bo nawet raz sam to powiedział, że tak się czuje jeżeli chodzi o jego klasę. Że jest w niej niejako szefem.

 

:!: Ale ja nie zamierzam być żadnym uległym pieskiem jego osoby. Więc nie chodzi mi o jakieś sposoby podlizywania się takiej osobie, bo:

- jestem od niego starszy

- jestem indywidualistą a nie typowym konformistą

- prędzej dochodzi między nami do kłótni niż do uległości którejś ze stron wobec drugiej.

 

Tego znajomego znam już od dzieciństwa. Czyli dosyć długo. Mieszkamy na jednej ulicy.

 

Tak więc czy miałby ktoś, że się tak wyrażę, nieco zmodyfikowane porady :?: Bo z jednej strony nie chcę się z nim kłócić, ale z drugiej strony nie chcę stać się mu podległym.

Nie wiem czy dobrze to nazywam; ale chodzi mi o jakieś asertywne metody komunikacji, dopasowane właśnie do takich osób jak on :P :P

 

I jak jeżeli to możliwe ściągnąć taką osobę, podczas takiej rozmowy, z wysokiego tronu na ziemię :?: :P

Link to post
Share on other sites

Blue Man, odnośnie Twoich słów:

 

:!: Ale ja nie zamierzam być żadnym uległym pieskiem jego osoby. Więc nie chodzi mi o jakieś sposoby podlizywania się takiej osobie, bo:

- jestem od niego starszy

- jestem indywidualistą a nie typowym konformistą

- prędzej dochodzi między nami do kłótni niż do uległości którejś ze stron wobec drugiej.

 

Ty mnie nie zrozumiałeś. To nie jest sposób podlizywania się tej osobie. To jest sposób. By W OGÓLE z nim rozmawiać bez kłótni. I jeśli czujesz sie na tyle niepewnie w sobie, że jest to dla Ciebie forma poniżenia, a nie żartu, to z tym człowiekiem się nie dogadasz.

 

Już pomijając że sam jesteś z pobliskiej gliny lepiony :)

 

- po pierwsze, odpowiadając na ten cytat -

jestem od niego starszy
- starszy czyli powinno być - i mądrzejszy. Nie umiesz ustąpić "głupszemu"? Ciągłe ząb za ząb? To znaczy że jesteś bardzo do niego podobny

 

- po drugie -

jestem indywidualistą a nie typowym konformistą
- no przepraszam. Ty rozmów z tym człowiekiem nie możesz traktować jako poważnej dysputy naukowej, gdzie ktoś musi mieć "większą" rację.

 

Ty nie widzisz co się tu dzieje. To, co Ci podałam to jest asertywna metoda komunikacji (w pierwszym przypadku). A do tego - dyplomacja. Nie masz do siebie nawet na tyle dystansu? Komplement Ci przez gardło nie przechodzi? Facet, zastanów się nad sobą, sam patrzysz równie egositycznie.

 

I jak jeżeli to możliwe ściągnąć taką osobę, podczas takiej rozmowy, z wysokiego tronu na ziemię :?: :P

 

Żeby ściągnąć kogoś ze tronu, sam ze swojego musisz wcześniej zejść. No chyba że masz tak długie ręce.

Link to post
Share on other sites

W tym momencie to zrobiłeś. Pomijając już tutaj ukryty cynizm Twojej wypowiedzi.

 

Kwintesencją jest tutaj zdobycie poczucia swojej prawdziwej wartości, pogodzenie sie ze sobą i takim jakim jesteś. Nie masz jeszcze tego w pełni dokonanego, żarliwie walczysz o to by pokazać innym że jesteś dobry. Bo w ich oczach widzieć tą pewność, której nie masz Ty. I by udowodnić każdemu dupkowi, że do ciebie nie doskakuje. To ta sama walka.

 

Mając poczucie własnej wartości, rozmowa z taką osobą, jaką reprezentuje Twój kolega, nie będzie Ci sprawiała przykrości czy bólu że powinieneś ustąpić dla dobra pożycia społecznego ;) Bo to, że z tym kolegą nie musisz sie zgadzać, to jest chyba jasne. My mówimy tylko o tym, jak z nim rozmawiać w sytuacjach koniecznych, abyście nie musieli mieć do siebie po takiej 50-sekundowej wymianie zdań silnej awersji.

 

Jesteś mądrzejszy - ustąpisz. I może docenisz to co Ci wyżej napisałam. Chociaż niecierpliwie czekam, może ktoś ma jakiś pomysł, jak z tą osobą rozmawiać na Twoich zasadach. Bardzo chciałabym poznać taki sposób.

Link to post
Share on other sites

kaffka ale jak to zrobić :?: Bo owszem czasami na chwilę udaje mi się spuścić z tonu. Ale potrzebowałbym jakiegoś długoterminowego rozwiązania by uwolnić się od własnego egoizmu.

 

"żarliwie walczysz o to by pokazać innym że jesteś dobry. Bo w ich oczach widzieć tą pewność, której nie masz Ty."

 

Co mam zrobić by nawet nie chcieć walczyć o to by pokazać innym że jestem dobry :?: Jak widzieć i czuć w sobie tą pewność, której ja nie mam :?: (mam nadzieję że tu cynizmu się nie doszukałaś - bo nie był on zamierzony)

Link to post
Share on other sites

Niektórych ludzi można nie lubić. Ale trzeba ich tolerować. I mówię tu o tym brzydkim, dokładnym znaczeniu - nie zgadzać się z czymś, ale przyjmować że taki ktoś może istnieć.

 

Jeśli coś tolerujesz, nie musisz tego zmieniać. On ma prawo żyć. Na tych zasadach, jakie sobie ustanowił. Nie ominiecie konfliktu interesów bo jego ego wchodzi na Twoje. Ale to nie musi wyglądać jak walka dwóch jurnych samców o pozycję w stadzie. Czasem trzeba ustąpić. Dla świętego spokoju. Powyżej masz metodę, jak załatwić z nim sprawę szybko, składnie i bez większego bólu. O ile ten sposób przestaniesz traktować jako ból.

Link to post
Share on other sites

A teraz czas na mój egoizm :| : A co ze mną :?: Jak ja mam przestać być egoistą :?:

 

(Wiem trochę zmieniam temat ale chyba nie ma sensu zakładać nowy)

Link to post
Share on other sites

O, byliśmy prawie równoczasowi ;)

Odpowiadając na tego Twojego wcześniejszego posta:

 

Chcesz walczyć i chcesz pokazywać tą wartość :) O tym obydwoje dobrze wiemy, zarówno Ty jak i ja, w tym samym stopniu. To, że się na coś buntujesz - to jest dowód tej walki. I masz do tego prawo. Tu po prostu musisz popracować nad swoja własną wartością. Poszukać czegoś, co będzie dla ciebie jakimś wyzwaniem. I konsekwentnie do tego dążyć. Pewnie sam już zauważyłeś, jak wielką satysfakcję daje dojście do celu, o który musiałeś się mocno postarać. To jest bardzo dowartościowujące. Od tego powinieneś zacząć.

 

Pozdrawiam,

mam nadzieję że coś ruszyło :)

 

[ Dodano: 2008-03-22, 11:33 ]

I nie, nie jesteś egoistą w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Jesteś po prostu osobą dość niepewną siebie, nadal szukasz "siebie". Tego, kim chcesz być, w jakim kierunku sie udać. O tym powiedziałam przed chwilą. Właśnie nad ta droga powinieneś popracować, nie nad "wyzbyciem sie egoizmu". Egoizm to nie jest ten Twój dokładny problem. To znalezienie siebie. Zgoda z samym sobą i osiągniecie pewnej równowagi między tym, co chcesz Ty, a czego może chcieć od Ciebie świat. Ustalić te dwie granice. Abyś w tym przedziale utworzonym z tych dwóch granic czuł sie sobą, czuł sie swobodnie i czuł się nieskrępowanie. Wszystko.

Link to post
Share on other sites

I tu zaczyna się problem. Bo chyba z powodu tego egoizmu i po części narcyzmu na wskroś uważam się za osobę nieutalentowaną, niekonsekwentną itp.

Za co się zabiorę widzę że nie jestem w tym na tyle dobry by się tym jakoś "poważniej" zająć. Dlatego zniechęcam się do "wszystkiego innego?", pragnąć być w końcu w czymś nie jakoś super dobrym, ale lepszym niż przeciętny Kowalski. Bo chyba tylko wtedy odczuwałbym (chorą?) satysfakcję z tego.

Link to post
Share on other sites

Jejku, dużo tego na raz:)

 

No dobra. Więc widzę że dalej się nie rozumiemy. Ja Ci mówiłam o znalezieniu sobie jakiejś pasji i zgłębieniu jej na tyle, by poczuć się że jesteś w tym naprawdę dobry. A nie na zabawie np. w mechanikę samochodową, gdzie po tygodniu stwierdzasz, że i tak nie wiesz co to jest silnik i na jakiej zasadzie działa, więc to rzucasz w cholerę i szukasz czegoś innego. Bo w tym dobry nie jesteś. Chodzi o to, byś dowiedział się jak to działa. Jakie są rozwiązania, konstrukcje technologiczne, jakie mozliwości da zastosowanie takiego a nie innego silnika w takiej a nie innej maszynie. Życie nie polega na szukaniu tego w czym jesteś dobry beż żadnego trudu. Polega na doskonaleniu siebie. Im więcej umiejętności nabędziesz, tym łatwiej będzie Ci się wpasować w każdą inną sytuację życiową.

 

[ Dodano: 2008-03-22, 11:44 ]

I to daje satysfakcję. Takie większe i mniejsze zwycięstwa nad samym sobą. Tak rodzi się poczucie własnej wartości. Na ciągłym sprawdzaniu się.

Link to post
Share on other sites

I tu znowu odzywa się mój wcześniejszy temat. Lęk, niechęć przed działaniem. Ja po prostu nie lubię jakoś tak znacząco działać w swoim życiu. Jest to też warunkowane strachem przed konsekwencjami. Ta niepewność ...

 

I dlatego jeżeli chodzi o jakąś pasję. Nawet nie bardzo chcę się za jakąś brać. Bo nawet nie wiem co wymyślić. A tak na pierwszą lepszą chyba nie ma co próbować? I nie będę miał tej motywacji by iść do przodu. Bo nie będę czuł się na siłach itd.

 

To nie jest dla mnie takie łatwe, choć wiem, z perspektywy kogoś innego, trochę banalne.

Link to post
Share on other sites

A dlaczego uważam że taka pasja nawet silników samochodowych może się przydać w dalszym życiu? Bo dzięki niej ćwiczysz i rozwijasz w sobie miedzy innymi upór, determinację i konsekwencję. I nadzieję, że jesteś w stanie coś zrobić, coś zrozumieć, czegoś dokonać. A te cechy w wielu zupełnie innych, kompletnie niezwiązanych z Twoją przyszłą pasją dziedzinach życia, mogą być Ci bardzo pomocne. Nie startujesz wtedy od zera, ale masz już pewne zaplecze duchowe i emocjonalne. I już pewne poczucie wartości siebie.

 

[ Dodano: 2008-03-22, 11:55 ]

Blue Man,

 

Ty się zastanów czego Ty chcesz. Bo mi się wydaje, że nie lęk przed działaniem, a głównie lenistwo i pesymizm bierze nad Tobą górę. Takie "nie chce mi się nawet próbować, bo i tak nie wyjdzie". Pierwsze idzie lenistwo, po przecinku juz pesymizm. Masz sporo do pracy nad sobą. Im wcześniej zaczniesz, tym dla Ciebie lepiej.

 

:)

 

[ Dodano: 2008-03-22, 11:58 ]

Głownie lenistwo, pesymizm i wrażliwość jako wymówka dla lenistwa. Finito.

Link to post
Share on other sites

Ale ja nawet nie mam tej "mocy praktycznej" by zacząć. Ja się "boję" i nie chcę za bardzo. Bo jakoś nie wyobrażam sobie żeby nagle zacząć nie wiem; kolekcjonować silniki, kupować gazety na ten temat. Tu chyba też chodzi właśnie o te konsekwencje. Że inni pomyślą, powiedzą: "Co się z Tobą stało?". A w moim wypadku takie słowa co najmniej obniżą mój zapał.

Owszem bardzo bym chciał się wziąć za pracę nad sobą. Nawet przez takie (jakieś) hobby. Ale ja po prostu tylko chcę i nic więcej jakbym nie potrafił zrobić.

 

I to jest też to, że oczekuję od kogoś pomocy, rady. Ten ktoś mi ją daje. A ja dalej swoje. I tak jest ciągle. A ja wciąż, na własne życzenie, stoję w miejscu. Mimo iż tego nie chcę.

Link to post
Share on other sites
Blue Man,

 

Ty się zastanów czego Ty chcesz. Bo mi się wydaje, że nie lęk przed działaniem, a głównie lenistwo i pesymizm bierze nad Tobą górę. Takie "nie chce mi się nawet próbować, bo i tak nie wyjdzie". Pierwsze idzie lenistwo, po przecinku juz pesymizm. Masz sporo do pracy nad sobą. Im wcześniej zaczniesz, tym dla Ciebie lepiej.

 

:)

 

Głownie lenistwo, pesymizm i wrażliwość jako wymówka dla lenistwa. Finito.

 

Nic więcej nie mam do dodania :)

 

I nie to, że dostrzegam w Tobie tylko to co złe. Po prostu Ty chciałeś, żebym Ci pokazała co jest w Tobie złe. A tak poza tym naprawdę fajny może być z Ciebie facet :)

 

[ Dodano: 2008-03-22, 12:06 ]

Przeczytaj całą rozmowę, od początku do końca w tym temacie. Bo dalsze dywagacje będą już tylko stratą czasu.

 

Musisz najpierw zastosować sie do tego co już zostało powiedziane, o reszcie pogadamy za jakiś tydzień - miesiąc. Jeśli dalej będziesz miał ochotę na prace nad sobą.

Link to post
Share on other sites

Tak i dziękuję Ci za to że pokazałaś mi to co we mnie złe. No ale jakoś nie potrafię się uwolnić od tej wymówki. Nie wiem czy ktoś nie powinien mi "walnąć w łeb" żebym się obudził czy co.

I wiem że nie mogę już niczego więcej od Ciebie oczekiwać. Żadnych kolejnych rad.

Ale czuję że i tak nic nie zrobię ... - i niestety wiem że to jest wielka bezczelność z mojej strony.

Link to post
Share on other sites

To jest bezczelność.

 

Dorosły facet już z Ciebie, a nadal zachowujesz sie jak mały, bezbronny, zapłakany chłopiec, szukający mamy. Facet, Ty masz niedługo założyć rodzinę. Mieć żonę, dom, dzieci, pracę. Czy nie wiem, konkubinat, nie wchodzę w układy jakie chcesz mieć i w Twoja potrzebę odpowiedzialności za kogoś. O co mi chodzi - już jesteś za stary na takie łzawe gadki. To się zaczyna robić śmieszne, jeśli nie żałosne.

 

Zrób coś ze sobą, tak dalej być nie może. Może to będzie to walnięcie pałą w łeb. Wydrukuj to sobie i powieś nad łóżkiem czy gdzie tam najczęściej w domu bywasz. Żeby w oczy koliło. Nic więcej nikt za Ciebie nie zrobi.

 

[ Dodano: 2008-03-22, 12:18 ]

Nie, i się nie wycofam. Gdybym potrafiła ostrzej, zrobiłabym to. Dla Twojego własnego dobra.

Link to post
Share on other sites

Ok, dziękuję Ci za wszystkie rady. Myślę że będę do nich zaglądał nie raz, nie dwa.

 

Ale mam nadzieję że w razie czego będę mógł odświeżać ten topic i liczyć na Twoją radę kaffka :?:

Link to post
Share on other sites

Żebyśmy się dobrze rozumieli - jasne że możesz na mnie liczyć. Ale tylko wtedy, gdy ja będę mogła liczyć na Ciebie - szanuj mój czas, nie marnuj go. Pogadamy jak już zrobisz jakiś krok.

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...