Jump to content
tylka

Co jest po życiu?

Recommended Posts

tylka

Temat znany. W filmie, wypowiedzi ludzi, którzy byli po drugiej stronie. Bardzo ciekawe, chociażby z tego powodu, że powinniśmy nauczyć się przechodzena na drugą stronę?

To raczej mój wniosek, który nasunął mi się po obejrzeniu tego filmu.

 

Życie po życiu - polski lektor - Life after life PL

 

Nie wiem za bardzo, czy to dobre miejsce, ale innego, które nadawałoby się na wklejenie tego filmu nie znalazłam. Jak można i jest taka potrzeba, to proszę o przeniesienie mojego posta we włąściwe miejsce.

Edited by tylka
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
ziołowy_dziadek

W dziale o religiach dałem podobny temat, odnośnie historii Polaków, którzy zostali odratowani ze śmierci klinicznej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
eryknnn

odpowiem ci po zyciu dusza odchodzi od ciala oraz jest tak zwanym duchem od czakry czlowieka zalezy jakim on bedzie duchem bialy-dobry nie straszny czarny-demon okrutny intreguje do zycia ludzi kiedy jest duch to i jest miejsce do ktorego powinno sie wybrac czyli niebo albo pieklo lacz biblia nie opisuje ile bedziesz w bibli wiec bedac w niebie zostajemy wyslani na ziemie pod przykruwka innego czlowieka lecz z taka sama czakra i byc moze charakterem jak to mowia dusza

Share this post


Link to post
Share on other sites
asembler

Każdy jest tak mądry, że aż pewny jest swoich poglądów. A każdy z tych poglądów ma takie samo matematyczne prawdopodobieństwo, nawet jeśli uważasz, iż po śmierci zabierają cie Muminki do krainy smerfów...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Danvir

Przeczytałem kilka książek o tematyce życie po życiu. Naprawdę ciekawe, ale nie przypomnę sobie już autorów. Jednak nie wszystko łączyło się w całość, porównując różne książki. Choćby to że Pani która pięknie opisywała tamty świat szczęścia i spokoju, z imponującymi budowlami, chórem aniołów, gdzie każdy zajmuje się tym czym chce i tworzy czy to dom, samochód ( co tylko chce) samą myślą, wspomniała iż odbywamy od min 5 do 20 wcieleń co nie ma odzwierciedlenia w innych książkach.

Z obserwacji widzę, że każdy kto przeżył śmierć kliniczną ma trochę inne doświadczenia. Niektórzy widzą tunel, inni łąkę czy zamknięty pokój. Ze strony naukowej ludzie twierdzą, iż to tylko reakcja mózgu na ból, ale nie wchodzę na ten temat, skoro mowa tu o samym życiu po śmierci.

No i to chyba byłoby tyle. Tak naprawdę polecam czytać książki :) Ja po ich lekturze pozytywnie spojrzałem na śmierć i nie boje się jej - tak przynajmniej myślę teraz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
asembler
Przeczytałem kilka książek o tematyce życie po życiu. Naprawdę ciekawe, ale nie przypomnę sobie już autorów. Jednak nie wszystko łączyło się w całość, porównując różne książki. Choćby to że Pani która pięknie opisywała tamty świat szczęścia i spokoju, z imponującymi budowlami, chórem aniołów, gdzie każdy zajmuje się tym czym chce i tworzy czy to dom, samochód ( co tylko chce) samą myślą, wspomniała iż odbywamy od min 5 do 20 wcieleń co nie ma odzwierciedlenia w innych książkach.

Z obserwacji widzę, że każdy kto przeżył śmierć kliniczną ma trochę inne doświadczenia. Niektórzy widzą tunel, inni łąkę czy zamknięty pokój. Ze strony naukowej ludzie twierdzą, iż to tylko reakcja mózgu na ból, ale nie wchodzę na ten temat, skoro mowa tu o samym życiu po śmierci.

No i to chyba byłoby tyle. Tak naprawdę polecam czytać książki :) Ja po ich lekturze pozytywnie spojrzałem na śmierć i nie boje się jej - tak przynajmniej myślę teraz.

 

Budowle w świecie duchowym, czasami zastanawiam się czy bogowie sobie z nas kpiny robią, czy to tylko efekt uboczny naszej niskopoziomowej interpretacji nieznanego...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Perdo

Asembler, to pewnie były obrazy jeszcze z poziomu astralnego, osoba nie zdążyła przejśc wyżej, bo by już jej pewnie nie odratowali...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hrefna

Ale po co właściwie zastanawiać się nad tym, co będzie po życiu? I tak się tego po śmierci dowiemy, a to, co wydywagujemy teraz, w żaden sposób na to nie wpłynie.

 

Czy nie lepiej po prostu jak najmocniej i jak najpełniej żyć, tak jakby życie było tylko jedno i za chwilę miało się skończyć, tak, by nie żałować żadnego kroku, żadnej decyzji i wyboru? Jakby było tylko jedno "tu i teraz", które trzeba w możliwie najpełniejszy sposób wykorzystać?

 

Zawsze śmieszą mnie dywagacje nad tym, co będzie po śmierci. Będzie co będzie. Na razie żyjemy, skupmy się na życiu... umierając zorientujemy sie, jak przechodzi się na tamtą stronę (i wtedy najlepiej będzie w pełni się na procesie umierania skupić, o ile sięda oczywiście), po śmierci zorientujemy się co po niej jest. Nie ma po co martwić się tym na wyrost, na razie po prostu przeżywajmy najmocniej, najpełniej i najświadomiej każdą chwilę życia.

Edited by Hrefna

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Seid
Ale po co właściwie zastanawiać sięnad tym, co będzie po życiu? I tak się tego po śmierci dowiemy, a to, co wydywagujemy teraz, w żaden sposób na to nie wpłynie.

 

Można się co najwyżej dobrze najeść przed śmiercią - jak będą nas robaki zżerać przynajmniej będzie im smakowało.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest ELL3
Można się co najwyżej dobrze najeść przed śmiercią - jak będą nas robaki zżerać przynajmniej będzie im smakowało.

To jedz ,jedz Seidziu,bo kości to raczej robaczki nie lubią.

Tak przy okazji.

Zakładacie ze nic po śmierci nie ma.Ok,to te Wasze duchy, demony,Bożki i Bogowie od run np. niby z czego się biorą?.Z nadmiernej wyobrażni czy z dymu z ognisk sabatowych?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hrefna

Nie zakładamy, przynajmniej ja, że nic nie ma. Ktoś coś takiego powiedział? Nie. Nawet jeśli chcielibyśmy, żeby nic nie było, takie założenie jest nieuprawnione. Uważamy, że życie samo w sobie ma zbyt wiele do zaoferowania, by póki trwa tracić czas na zastanawianie się nad tym, co będzie po nim. I że zamiast tracić czas na dywagowanie nad tym, co będzie po śmierci, lepiej skupić się na możliwie pełnym i głębokim przeżywaniu każdego momentu życia, byciu tu i teraz, jak najpełniej, zawsze. To różnica. Podobnie jak istnieje różnica między wizją a nadmierną wyobraźnią, człowiek zajmujący się magią latami uczy się odróżniania wizji od halucynacji...

 

Coś jest czy nie ma - w stosunku do tu i teraz to po prostu bez znaczenia. Okaże się i tak po śmierci, i tak się wszyscy dowiemy, więc po co nad tym za życia główkować?

 

A że fajniej byłoby, żeby nie było nic, to inna rzecz... nie zawsze jest kawior. Nie wiem, po co komu marzenie o życiu wiecznym, czy w dowolnym raju czy w postaci reinkarnacji... ze strachu że jednego-jedynego życia nie umiałby właściwie wykorzystać? Ja się po prostu nad tym nie zastanawiam. Doświadczenia nie tylko kontaktu z bogami (zresztą jakie bożki od run? Mówisz o Heimdallu czy Jednookim? :P), ale i z tymi którzy przed nami odeszli za Zasłonę Światów niestety przeczą możliwości spełnienia tego marzenia - znaczy marzenia że po jednym życiu następuje koniec, nicość i żadnej kolejnej szansy czy pośmiertnego istnienia. To smutne. Kojarzy się trochę z Game over, insert coin... i nowym startem po wrzuceniu monety, dlatego mocno zakrawa na wymysł bojących się nicości ludzi... ale przekonamy się po zgonie i tyle.

 

 

Bożkom daj spokój zresztą - albo popatrz od strony religioznawczej na własnego - sam Jahwe wchłonął ich w siebie zbyt wiele, o czym jego wyznawcy zdają się zapominać. Zdają się zapominać, że jego składnikami są obecnie i Baal i Moloch i Aszera i kilka innych postaci ewidentnie przez jego czcicieli za demony uznawanych (i są to wyniki badań antropologów, archeologów, historyków i niechrześcijańskich biblistów, dla niechrześcijanina bardzo oczywiste a jednocześnie sprawiające że zaślepienie wyznawców bawi jeszcze bardziej) - żeby nie być gołosłowną: YahwehYawUgarit lub The Origins of “YHWH” - Essay Web Blog

 

Skoro Ela pojechała obraźliwie mówiąc o bożkach - ja również mam do tego prawo, tyle że ja przynajmniej zastosowałam odniesienie do źródeł. Pod warunkiem że interlokutorka włada angielskim - cóż, jeśli nie, zawsze pozostaje google translator.

 

 

PS - ładna sygnatura... nigdy nie zrozumiem pędu chrześcijan do nazywania się czyimiś sługami, bądź nawet w krańcowych przypadkach własnością... zdecydowanie bycie człowiekiem wolnym odpowiada mi znacznie bardziej.

Edited by Hrefna

Share this post


Link to post
Share on other sites
pawel116
odpowiem ci po zyciu dusza odchodzi od ciala oraz jest tak zwanym duchem od czakry czlowieka zalezy jakim on bedzie duchem bialy-dobry nie straszny czarny-demon okrutny intreguje do zycia ludzi kiedy jest duch to i jest miejsce do ktorego powinno sie wybrac czyli niebo albo pieklo lacz biblia nie opisuje ile bedziesz w bibli wiec bedac w niebie zostajemy wyslani na ziemie pod przykruwka innego czlowieka lecz z taka sama czakra i byc moze charakterem jak to mowia dusza

 

Ej chyba coś Ci się pokręciło. To co napisałeś to mega uproszczenie. Nie ma czegoś takiego jak "białe" i "czarne" duchy - biel i czerń to jedynie symbol, dobro i zło - duchy są jednakowe, jedyne co ich różni to poziom energii, którą posiadają. Duchy "dobre" mają wysokie wibracje/energię, natomiast "złe" niskie.

 

Straszenie przez złe duchy owszem, ale tylko przez poltergeisty. Nie wszystkie złe duchy straszą. Mogą Cię obserwować, ukazywać się w formie ciemnej postaci, namawiać Cię do różnych złych rzeczy... Nie muszą od razu w Ciebie rzucać jajkami czy innymi rzeczami, żeby zamanifestować swoją siłę ;) One wręcz wolą pozostać anonimowe - żeby nikt ich nie rozpoznał i nie wypędził, po to psuje im szyki.

 

Nie wiem dlaczego uważasz, że człowiek po śmierci, który posiada niskie wibracje, a więc jest "zły", zostaje demonem? Demony o ile pamiętam stanowią osobną grupę duchów, które nigdy nie były człowiekiem (są przeciwieństwem aniołów, a anioły jak wiemy są istotami czysto duchowymi). Dusze złych ludzi mogą być więzione przez demony lub im służyć.

Edited by pawel116

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest ELL3
Uważamy, że życie samo w sobie ma zbyt wiele do zaoferowania, by póki trwa tracić czas na zastanawianie się nad tym, co będzie po nim. I że zamiast tracić czas na dywagowanie nad tym, co będzie po śmierci, lepiej skupić się na możliwie pełnym i głębokim przeżywaniu każdego momentu życia, byciu tu i teraz, jak najpełniej, zawsze.

 

sam Jahwe wchłonął ich w siebie zbyt wiele, o czym jego wyznawcy zdają się zapominać. Zdają się zapominać, że jego składnikami są obecnie i Baal i Moloch i Aszera i kilka innych postaci ewidentnie przez jego czcicieli za demony uznawanych (i są to wyniki badań antropologów, archeologów, historyków i niechrześcijańskich biblistów, dla niechrześcijanina bardzo oczywiste a jednocześnie sprawiające że zaślepienie wyznawców bawi jeszcze bardziej) - żeby nie być gołosłowną: YahwehYawUgarit lub The Origins of “YHWH” - Essay Web Blog

 

Powyższe cytaty z Twojego postu są świadectwem o dualizmie jaki prezentujesz.

W pierwszym prezentujesz pogląd-a po co wnikać co po śmierci.Twierdzisz ze żyć tu i teraz z czym się całkowicie zgadzam i tak wyglądało ,moje długie już życie na tym świecie.W ogromnym skrócie-dom,rodzina i praca,z wiąrą w istnienie Boga,czegoś co jest ponad i czemu,komu,mam ufać bezgranicznie ,nie wnikając w szczegóły.A dlaczego? ano uważam ze my ludzie,jesteśmy za malutcy,by uparcie dochodzić -a skąd,a po co,a jak wygląda itp,itd.

I w jednym się z Tobą zgadzam.Wszyscy po śmierci dowiemy się ocb.I tak żyję.Ufając ślepo,żyję pełną piersią.Po prostu ufam i wierze.

Drugi cytat,zaprzecza tezie którą reprezentujesz w pierwszym cytacie_swoim poście.

Z tego postu,jak i z innych których multum w necie ,wnioskuję ze Twoje życie,to nic innego jak dochodzenie,szukanie ,czepianie się drobiazgów,słówek,na udowodnienie ze Boga nie ma.Względnie ze jeśli nawet jest,to jest be ,delikatnie mówiąc.

Do Bożków itp.nie odniosę się.

Twoim prawem jest wierzyć w to co Tobie odpowiada ALE jednocześnie(i tu kultura i TOLERANCJA się kłania Hrefno)moim prawem jest ufać w to,co ja chcę.I tu ,z braku czasu,przypominam i delikatnie i zwracam Ci uwagę-to jest tylko moja sprawa w co wierzę i jakiej treści cytaty wklejam sobie w panelu.TYLKO MOJA.I ogromnym nietaktem jest,zwracanie mi uwagi i robisz to nagminne.Wybaczam Ci łaskawie,znając Twoje upodobanie,wręcz pasję,do trolowania.A może Twoje postępowanie wynika z faktu,ze jak kiedyś napisałaś-gardzisz mną.Hmm nie wytknę Ci publicznie,drobnego szczegółu z ostatniego okresu tylko z faktu ze staram się należeć do ludzi taktownych.Czego i Tobie serdecznie życzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hrefna

Tolerancja to zgodnie z definicją tolerowanie, znoszenie z trudem cudzych poglądów, Nie jest równoznaczna z akceptacją. A to, czego się nie akceptuje, może być obiektem krytyki. Zwłaszcza jeśli owa krytyka jest jednocześnie doskonałą rozrywką i zabawą.

 

Co więcej, nie próbuję nigdzie udowodnić, że boga nie ma. Jest jedynie jedną z wielu istot będących obiektami wiary swoich wyznawców. I zgodnie z badaniami realnych uczonych, nie operujących pryzmatem wiary, ten konkretny jest zlepkiem innych, licznych wyobrażeń. Ja go postrzegam w konkretny sposób, jako istotę demoniczną i z gruntu złą, prawem jego wyznawców jest obrona swojej wizji tej istoty. Bawi mnie taka dyskusja, zresztą generalnie traktuję sieć jako rozrywkowy dodatek do życia.

 

Prezentuje mój pogląd, często dostarczając cytatów na jego poparcie - w zamian zamiast nerwowych reakcji oczekuję dyskusji i również popartej cytatami obrony krytykowanych przeze mnie poglądów. Na tym polega dyskusja, nieprawdaż?

 

Jeśli upubliczniasz swoją sygnaturę, poddajesz ją jednocześnie krytyce i osądowi tych, którzy ją widzą. Jeśli krytyka Ci nie odpowiada lub nie umiesz na nią właściwie, czyli merytorycznie zareagować, a reagujesz nerwowo, to wybacz, ale naprawdę nie ja mam z tym problem. Wszystko, co prezentuje się publicznie, nie trzymając tego w zaciszu własnej intymności, może być publicznie omawiane, krytykowane i podlega dyskusji. O sprawach, o których capsem piszesz, że są TYLKO TWOJE powinnaś publicznie milczeć...

 

A o jakimż to szczególe nie chcesz mówić publicznie? Jestem go ogromnie ciekawa, dostarcz proszę rozrywki i nie i innym czytelnikom ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
pawel116

Ten wątek służy wymianie poglądów w kwestii życia po śmierci, a nie dociekaniu kto mówi prawdę, a kto nie. Nie proście o udowadnianie wszystkim swoich racji, bo za chwilę dojdzie tu do publicznego linczu. Opanujcie swoje emocje, a Ty Hrefna - nie prowokuj i nie chciej, żeby ktoś rozśmieszał czytelników. Równie dobrze możesz zrobić to sama ;)

Edited by pawel116

Share this post


Link to post
Share on other sites
Maliboo
Ale po co właściwie zastanawiać się nad tym, co będzie po życiu? I tak się tego po śmierci dowiemy, a to, co wydywagujemy teraz, w żaden sposób na to nie wpłynie.

 

Czy nie lepiej po prostu jak najmocniej i jak najpełniej żyć, tak jakby życie było tylko jedno i za chwilę miało się skończyć, tak, by nie żałować żadnego kroku, żadnej decyzji i wyboru? Jakby było tylko jedno "tu i teraz", które trzeba w możliwie najpełniejszy sposób wykorzystać?

 

Zawsze śmieszą mnie dywagacje nad tym, co będzie po śmierci. Będzie co będzie. Na razie żyjemy, skupmy się na życiu... umierając zorientujemy sie, jak przechodzi się na tamtą stronę (i wtedy najlepiej będzie w pełni się na procesie umierania skupić, o ile sięda oczywiście), po śmierci zorientujemy się co po niej jest. Nie ma po co martwić się tym na wyrost, na razie po prostu przeżywajmy najmocniej, najpełniej i najświadomiej każdą chwilę życia.

 

Poniewaz kazdy temat ktory zmusza Cie do rozmyslan bardziej oryginalnych niz codzienne, abstrakcyjny, a nawet kiedy sie wie ze prawie nieosiagalny do zrozumiania w daneym momencie, cwiczy twoj umysl. Wiem po sobie, zawsze mi mawiano, nie zastanawiaj sie nad tym czego dna i tak nie dosiegniesz, albo "nie gdybaj" i tak niczego nie zmienisz.. ale ja jako dziecko uparte.. i podejscia buddystycznego (z czego sam sobie nie zdawalem sprawy) bylem podejscia by nie wierzyc w slusznosc czyichs racji na wiare, opierac swoja wiedze na doswiadczeniach, samemu wszystko podwazac.. szedlem dalej swoim torem i ide tak do dzis.

Z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, ze wiele rzeczy, nad ktorymi wielu sie nie zastanawia... (bo i tak nic nie zmienia, do niczgo nie dojda bo temat zbyt gleboki/nieosiagalny), a ja mimo wszystko sie zastanawialem, wiele z tych rzeczy po jakims czasie zrozumialem i okazalo sie ze nie sia az tak nieograniczone w swym bogactwie..

Nie popieram mysli "Carpe Diem", tzn popieram, by cieszyc sie tym co daje zycie, starac sie byc tu i teraz, ale jezli za bardzo sie ppojdzie w ta strone jest sie skupionym wylacznie na rzeczach przyziemnych, widzeniu krotkowzrocznym a skala wyobrazni i szerokich horyzontow nigdy nie bedzie wielka u takiego czlowieka.. bo aby umysl byl szeroki, trzeba go poszerzac- starac sie poznac niepoznane, poprzez analizowanie, rozmyslanie. Do tego bardzo dobre sa abstrakcje i tematy ktore na chwile obecna wydaja sie iemozliwe do rozwiazania..(czesto jest tak, ze dzisiaj jest to temat niezmierzony, ale jak mimo wszytsko sie nad nim mysli, a w miedzyczasie sie zyje...rok, 2 , 10.. dochodza nowe informacje a nasze rozmyslania nie odchodza w niepamiec, nasze tezy sie stopniowo buduja, odnajdujemy polaczenia a czasem poznajemy rozwiazanie jeszcze za tego zycia, na jakby sie zdawalo na poczatku temat zbyt gleboki)

I prosze nie kojarzyc tej czesci wypowiedzi z jakims samozachwytem: Sadze, ze dzieki temu gdybaniu, dzieki ciaglemu rozmysalniu nad wszytskim ,a wiec nawet nad tymi najglebszymi tematami i kazda mozliwoscia "co by bylo gdyby", dzisiaj widze czesto wiecej niz wiekszosc ludzi ktorzy mnie otaczaja i z ktorymi mialem stycznosc. Ale jedyny tego powod, dla czego ja widze to czego oni nie rozumieja jest taki, ze ja cale zycie mysle w sposob jaki opisalem, kiedy wiekszosc niestety mysli tak jak ty radzisz: "nie mysl nad tym, czego i tak nie zglebisz".

Edited by Maliboo

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hrefna

Ja wolę rozważać sprawy konstrukcji świata, tego, w jaki sposób funkcjonuje rzeczywistość. Pragmatycznie. Myśleć nad rzeczami, których można użyuć do tego, by żyć pełniej i mocniej. Jak najbardziej takimi również, których nie da się zgłębić, ale które mają wpływ na życie tu i teraz. Dlatego od dywagacji nad tym co będzie po śmierci wolę np. fizykę kwantową lub teorię strun ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Asani
Demony o ile pamiętam stanowią osobną grupę duchów, które nigdy nie były człowiekiem (są przeciwieństwem aniołów, a anioły jak wiemy są istotami czysto duchowymi). Dusze złych ludzi mogą być więzione przez demony lub im służyć.

 

Ogladaliscie egzorcyzmy Annelise Michelle? Opetalo ja 7 zlych duchow/demonow, m.in. Hitler. Czy to mozliwe by dusza czlowieka, niewazne jak zla byla, miala na tyle sily by opetac jakakolwiek osobe? Czy do tego faktycznie trzeba byc demonem...

Share this post


Link to post
Share on other sites
pawel116
Ogladaliscie egzorcyzmy Annelise Michelle? Opetalo ja 7 zlych duchow/demonow, m.in. Hitler. Czy to mozliwe by dusza czlowieka, niewazne jak zla byla, miala na tyle sily by opetac jakakolwiek osobe? Czy do tego faktycznie trzeba byc demonem...

 

Nie, nie trzeba być demonem. Duchy zmarłych błąkające się po ziemi, które z jakiś przyczyn nie przeszły na drugą stronę, też mogą opętać. Niekoniecznie muszą być złe, są świadectwa wielu ludzi, których opętały zwykłe duchy. Dzieje się tak m.in dlatego, że potrzebują energii aby przeżyć, a jedynym jej źródłem tu na ziemi jest człowiek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hrefna

...raczej najłatwiejszym do dopadnięcia i użycia.

W sumie teraz, kiedy Dziki Gon rozpędza sięw swojej gonitwie po świecie i Zaslona mięszy światami staje się coraz cieńsza, to temat zaczyna zmierzac w kierunku będącym jak najbardziej na czasie :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
Maliboo
Ja wolę rozważać sprawy konstrukcji świata, tego, w jaki sposób funkcjonuje rzeczywistość. Pragmatycznie. Myśleć nad rzeczami, których można użyuć do tego, by żyć pełniej i mocniej. Jak najbardziej takimi również, których nie da się zgłębić, ale które mają wpływ na życie tu i teraz. Dlatego od dywagacji nad tym co będzie po śmierci wolę np. fizykę kwantową lub teorię strun ;)

Hm, rozumiem twoj punkt widzenia i szanuje. Kazdy kieruje sie wlasnymi wartosciami, kazdy jest inny. Kazdy najbardziej popiera te rzeczy, ktore sa z nim bardziej kompatybilne. Szuka tych ktore mu sa wg. niego najbardziej potrzebne i przydatne, zwazajac na fakt co juz wie i jakie ma poglady, charakter w danej chwili swojego zycia.

 

Tylko ze czytajac Twoja wypowiedz odnioslem wrazenie, ze swoj punkt widzenia wywyzszasz nad inne i podajesz jako pewnik, ktorego inni powinni sie trzymac.. "Ze to jest ten sluszny, a inni mnie smiesza"

Na razie żyjemy, skupmy się na życiu...
śmieszą mnie dywagacje nad tym, co będzie po śmierci
przeżywajmy najmocniej, najpełniej i najświadomiej każdą chwilę życia.

 

Ale po co właściwie zastanawiać się nad tym, co będzie po życiu? I tak się tego po śmierci dowiemy, a to, co wydywagujemy teraz, w żaden sposób na to nie wpłynie.

 

Czy nie lepiej po prostu jak najmocniej i jak najpełniej żyć, tak jakby życie było tylko jedno i za chwilę miało się skończyć, tak, by nie żałować żadnego kroku, żadnej decyzji i wyboru? Jakby było tylko jedno "tu i teraz", które trzeba w możliwie najpełniejszy sposób wykorzystać?

 

Zawsze śmieszą mnie dywagacje nad tym, co będzie po śmierci. Będzie co będzie. Na razie żyjemy, skupmy się na życiu... umierając zorientujemy sie, jak przechodzi się na tamtą stronę (i wtedy najlepiej będzie w pełni się na procesie umierania skupić, o ile sięda oczywiście), po śmierci zorientujemy się co po niej jest. Nie ma po co martwić się tym na wyrost, na razie po prostu przeżywajmy najmocniej, najpełniej i najświadomiej każdą chwilę życia.

 

Wiec ja pokazalem, ze rozmyslanie na tego typu pytaniami ma sens.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest ELL3
Tylko ze czytajac Twoja wypowiedz odnioslem wrazenie, ze swoj punkt widzenia wywyzszasz nad inne i podajesz jako pewnik, ktorego inni powinni sie trzymac.. "Ze to jest ten sluszny, a inni mnie smiesza"

 

Bingo *))

Byli już tacy którzy uważali się za Alfę i Omegę i jakoś dziwnie zle skończyli.

Share this post


Link to post
Share on other sites
irek770801

"Co jest po zyciu ?",,,,,,,mozna zadawac sobie to pytanie kazdego dnia, oczekujac prozno na nie jednoznacznej odpowiedzi.Nawet kierujac sie wyznaniami,nauka czy przezyciami innych ludzi wraca wizja "dowiemy sie tego po smierci". Z nutka nadzieji ze moze jesze jakas ksiazka ,medytacja,seans spirytystyczny itd..przyblizy nas do odpowiedzi, plyniemy tak przez zycie liczac kolejne zmarszczki i co?,nic! Dopoki nie postawimy pytania czym jest "smierc" i czym sa "narodziny"nie przeskoczymy tej bariery w zaden sposob.Wyjasnie krotko co o tym temacie mysle,manifestacja zycia odbywa sie na plaszczyznie fizycznej,mentalnej i duchoweji , tak w skrocie od nierozroznialnej substancji(materii),poprzez powloke fizyczna(np.nasze cialo)do ducha(umyslu),kazda z tych plaszczyzn posiada rowniez wlasne stopnie .Narodziny i smierc sa wiec niczym innym jak tylko czescia wielkiej skali zycia i jesli zycie jest manifestacja to musi posiadac przeciwienstwa czyli * narodziny i *smierc ,ktore sa identyczne w naturze lecz rozne stopniem.Jesli ktos naprawde bedzie chcial znalezc odpowiedz na to pytanie to napewno znajdzie."""********Nie szukalem ,staralem sie zrozumiec i wiem ze moje cialo bedzie mi potrzebne tylko wtedy do poki go nie strace*********""""

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hrefna

Hech... to prezentowanie własnego zdania, niezgodnego ze zdaniem większości jest be? Poprawność polityczna górą? I jeśli jakiś pogląd mnie śmieszy, mam udawać, że traktuję go ze śmiertelną powagą? Być hipokrytką? Tego oczekujecie? Fałszu i radosnego głaskania się po aurach?

Żałosne...

 

Nigdzie nie powiedziałam, że prezentuje jakieś prawdy objawione przecież... wszystko co bywa mówione publicznie może zostać podważone dowolnym argumentem. Jeśli coś jest słuszne DLA MNIE, nie musi przecież takie być dla kogokolwiek poza mną. Moje jest po prostu mojsze.

 

Inna rzecz, że ja nie szanuję poglądów sprzecznych z moimi. Co najwyżej je toleruję :P

 

 

Fakt, byli tacy, co uważali się za Alfę i Omegę i źle skończyli.

Na przykład Joszua, nieślubny syn niejakiej Miriam, na krzyżu :P

Edited by Hrefna

Share this post


Link to post
Share on other sites
caliah
Inna rzecz, że ja nie szanuję poglądów sprzecznych z moimi. Co najwyżej je toleruję :P

Nie musisz się tym chwalić, to widać i bez dodatkowej autoreklamy.

 

Fakt, byli tacy, co uważali się za Alfę i Omegę i źle skończyli.

Na przykład Joszua, nieślubny syn niejakiej Miriam, na krzyżu :P

Sarkazm dość chybiony.

Dla Jezusa śmierć była drogą, a nie końcem drogi.

Początkiem, a nie końcem...

 

"Was, którzy byliście niegdyś obcymi dla Boga i Jego wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz Bóg pojednał w doczesnym ciele Chrystusa przez śmierć, by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych." Kol 1, 21-22

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
pawel116
Inna rzecz, że ja nie szanuję poglądów sprzecznych z moimi. Co najwyżej je toleruję :P

 

A ja myślałem, że to jedno i to samo. Dla mnie tolerancja jest jednym z przejawów szacunku wobec drugiej osoby.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Danvir

To nie forum na temat tolerancji, zbaczacie z tematu. Paweł dobrze powiedziane. Tak wiec szanujmy się wszyscy i wróćmy do tematu...

Ja chciałbym dodać, że w mojej opinii po życiu jest nowy początek...przenosimy się do świata, który tak naprawdę jest blisko nas ale go nie widzimy. Nie ma nieba, jest inna rzeczywistość z tą różnicą, że oni mogą nas widzieć, a my tylko sporadycznie, mając najczęściej większe zdolności. Gdy już tam dotrzemy, zwykle wracamy by dalej się doskonalić.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
pawel116

Danvir ja uważam tak samo. Według mnie nie ma czegoś takiego jak niebo, czyściec i piekło w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest jeden świat, podobny do naszego, z tym że panują w nim zupełnie inne zasady... Ludzie kierują się przede wszystkim miłością i zrozumieniem wobec drugiego człowieka (duszy). Zmarli mogą nas obserwować i nam pomagać z tamtej strony. Mają o wiele większe możliwości od nas żywych.

Edited by pawel116

Share this post


Link to post
Share on other sites
tranquil

Ludzie idą do takiego nieba na jakie sobie zapracują, sami też mogą zgotować sobie piekło. Osobiście niesądze by zmarli mogli nas stale obserwować w internacie okołoziemskim. Nie mogliby być w pełni szczęsliwi widząc nasze zmartwienia..

Share this post


Link to post
Share on other sites
Danvir

No tak, nie mówię tu o stałym obserwowaniu, ale myślę że możemy zwrócić ich uwagę, gdy intensywnie o nich myślimy, albo mamy kłopoty.

Share this post


Link to post
Share on other sites
tranquil

Pewnie tak, ostatnio była audycja z Elżbietą Nowalską, channelerką która odbiera przekazy od dusz, mówiła że po jakimś czasie mogła je obserwować i to jest tak jakby obraz nakładał się na obraz, to jest podobnie jak z widzeniem aury tylko na wyższym poziomie..

Share this post


Link to post
Share on other sites
pawel116
No tak, nie mówię tu o stałym obserwowaniu, ale myślę że możemy zwrócić ich uwagę, gdy intensywnie o nich myślimy, albo mamy kłopoty.

 

Pewnie że nie chodzi tutaj o ciągłe obserwowanie, ponieważ dusze tak jak my ludzie mają swoje życie i na nim się skupiają. Ale w wolnych chwilach obserwują swoich bliskich, z którymi byli związani emocjonalnie podczas swojego pobytu na ziemi. Kiedy prosimy ich o pomoc, oni również się nami interesują.

Edited by pawel116

Share this post


Link to post
Share on other sites
Maliboo
Ja wolę rozważać sprawy konstrukcji świata, tego, w jaki sposób funkcjonuje rzeczywistość. Pragmatycznie. Myśleć nad rzeczami, których można użyuć do tego, by żyć pełniej i mocniej. Jak najbardziej takimi również, których nie da się zgłębić, ale które mają wpływ na życie tu i teraz. Dlatego od dywagacji nad tym co będzie po śmierci wolę np. fizykę kwantową lub teorię strun ;)

 

Rozumiem Cie, ale ja uznaje zasade, ze swiat jest caloscia, jest wielkim ukladem, gdzie ksztalt i polozenie danej rzeczy jest taki a nie inny, poniewaz jest zdeterminowany rzeczami ktore z ta rzecza sie stykaja. Ze swiat i jego poszczegolne czesci sa jak puzzle, gdzie ksztalt danego puzzla jest taki a nie inny, poniewaz obok niego sa inne puzzle o okreslonych ksztaltach. Co prawda, one caly czas zmieniaja ksztalty, sa w ruchu, ale w tych ruchach jest metoda, pewien porzadek. Ogolnie rzecz biorac- aby zrozumiec jakiegos puzzla, trzeba poznac wszystkie inne puzzle ktore maja wplyw na to czym jest i czym moze byc.. a skoro swiat to jedna plansza, jeden zamkniety krag.. jak lancuch pokarmowy, gdzie kazdy z kolejnych ogniw ma wplyw na calosc.. to w tym wypadku aby poznac jednego puzzla, doglebnie, prawdziwie, trzeba poznac wszystkie inne (oraz interakcje pomiedzy nimi, zaleznosci, polozenie wzgledem siebie)

I wlasnie na tej podstawie uznaje, ze suma sumarum kazdy element swiata jest rownie wazny, tak samo... to jedynie my ludzie nadejemy im cos takiego jak "wartosc". Uznajemy za wartosciowe te, ktore uwazamy ze sa nam w obecnym momencie najbardziej potrzebne.. Ale tak na prawde, w swiecie - wszystko jest tak samo wartosciowe, kazda najmniejsza czesc.. albo jak kto woli - nie ma czegos takiego jak "wartosc" jest tylko istnienie, rownowaga, ying i yang, czesci swiata ktre po prostu sie roznia z racji zajmowania innego miejsca w tej wielkiej machinie, w tym wielkim kregu.

 

------------

offf top - w czasie pisania tego postu, ale nawiazujac do niego chcialbym sie podzielic z kolejna moja teoria ;] - co o niej sadzicie?

..Mysle ze to jest to cos co odkryli ci ktorzy zostali "oswieceni" - odkrywaja, ze wszytsko jest caloscia, kiedy zrozumia wszystkie puzzle, nadchodzi zrozumienie, ze to tylko krag.. nie ma dobra i zla, wartosci w sumie tez niem - jest tylko bog, milosc, istnienie, wspolzaleznosci, wtedy tez kiedy rozumie potrafi tylko kochac.. bo teraz rozumie ze cos takiego jak "zlo" nie istnieje, sa tylko zaleznosci, inne miejsce aktualnie w tym kregu. A co z tym twierdzeniem ze dobro i milosc nie istnieje? Oswiecony przekonuje sie, ze to w jaki sposob te te 2 rzeczy sa przewaznie odbierane, to falsz. Bo dopiero teraz odczuwa prawdziwa milosc, milosc wynikajaca ze zrozumienia.. wiedzac to wszytsko byc moze odkrywa, ze nie sitnieje tak na prawde nic jak tylko milosc i istnienie... reszta to "iluzja umyslu", wszelkie nasze wartosci, clee do ktorych dazymy to tylko trening ktory ma nas ostatecznie doprowadzic do przebudzenia- do dnia w kotrym nareszcze wsztsko zrozumiemy.. zbierzemy stosowna liczbe dosiadczen, odczujemy wszytsko na swojej skorze, zrozumiemy "jak to jest gdy..." i co ztego wynika..co sie z tym wiaze.. (a w miare doswiadczen - buduje sie zdolnosc do wspolodczuwania, poniewaz aby poczuc smutek na widok czyjegos nieszczescia..trzeba wiedziec jak to jest.. a zeby wiedziec, niestety trzeba to najpierw poczuc na wlasnej skorze :/, a przynajmniej w suzej czesci takich doswiadczen bo podstawy trza miec ;] )....

kiedy zrozumie juz wszytsko, to suma sumarum odkrywa ze jest tylko istnienie oraz milosc.. wtedy to wiekszosc po prostu moze sobie usiasc pod drzewm i trwac w blogostanie.. bo w sumie czy istnieje cos jeszcze na tym ziemskim padole ;]? moze potem przestaje sie tu inarnowac, a zaczyna nowa... innego rodzaju wedrowke w innym swiecie.. z inna zagadka do rozwiazania.. z innymi umiejetnosciami do nabycia..

poniewaz wydaje mi sie ze tutaj wlasnie to jest celem - zrozumienie wszytskiego, aby moc po prosru osiagnac milosc prawdziwa, zrozumiec w koncu czym jest na prawde.. poznac swoja nature.. potem zostaje tylko (na ziemii przynajmniej) zrozumienie i radosc.. i poprostu samo cieszenie sie egzystencja, pozostaje wtedy tylko radosc, milosc i medytacja.. czlowiek rozumie, ze moze usiasc i sie po prostu cieszyc ;D ze nie ma nic wiecej, moze tez rozic cokolwiek i czerpoac z tego radosc.. albo rownie dobrze nie robic nic i po prostu siedziec/istniec ;]

 

-----

taka przynajmniej wysnulaem sobie terie, na skutek czytania torche o buddyzmie, teorii reinkarnacji, wlasnych rozmyslaniach na podstawie doswiadczen zyciowych i wszytskich innych rozmyslan.. Jesli moja teoria bylaby prawdziwa, to chyba udalo mi sie przetlumaczyc lopatologicznie to co oswiecieni probowali przekazac ;D.. chcoiaz ja sam nie odczulem oswiecenia, nie czuje tego czegos.. moze dotarlem do tego za pomoca dedukcji.. Jednak chyba musze jeszcze zebrac troche dowiadczen, by moja wiedza wkoncu sie zsumowala i zebym mogl wkoncu to poczuc.. zrozumiec na prawde ;] Jesli to prawda

 

Hech... to prezentowanie własnego zdania, niezgodnego ze zdaniem większości jest be? Poprawność polityczna górą?
jesli chodzi o mnie- ja tego nie powiedzialem ze prezentowanie wlasnego zdania jest zle, powiedzielm ze odnioslem wrazenie, czytajac twoja wypowiedz - ze uwazasz swoje zdanie za njalepsze i wmawiasz je innym

 

I jeśli jakiś pogląd mnie śmieszy, mam udawać, że traktuję go ze śmiertelną powagą?

 

-

śmieszą mnie dywagacje nad tym, co będzie po śmierci
pytanie czy ciebie te dywagacje rozbawiaja czy je wysmiewasz? jesli tylko to pierwsze, to dobrze jeszcze..(a wiecej tam.. smiej sie do lez;] nie mam Ci tego za zle.. nawet jesli smiejesz sie bo nie rozumiesz, bo czesto smiech jest reakcja na cos bardzo dla nas absurdalnego.. jak dzieci ktore smieja sie kiedy slysza o jakichs "dziwnych doroslych zachowaniach", nawet wtedy to nic zlego, to bardzo zdrowe nawet, normalna dobra,zdrowa reakcja) ale jesli wysmiewasz, to najwyrazniej zamykasz sie na ta"opcje rzeczywsitosci", zamykasz sie na pewien punkt widzenia, nie dopuszczasz do siebie mozliwosci, ze twoje obecne teorie moga byc bledne (bo to z nich wyplywaja i na nich sie budja poglady na inne teorie), wtedy twoj smiech jest oznaka pychy.. a w tym przypadku pcyha miedzy innymi, moze doprowadzic Cie do tego, ze utkniesz w stagnacji... nie mowie ze to sie musi tyczyc Ciebie, ale mysle ze wlasnie w taki sposob tworza sie pewni ludzie, ktorzy osiagajac pewien wiek/ pewien system pogladow, zamykaja sie na nowe poglady.. i w skrajnych przypadkach, taki ktos potem nie rozwija sie tylko odtwarza sie jak zacieta tasma i nie przebicie wierzy tylko w to co juz wie, nie dowie sie juz wiecej bo sie zamknal na nowe.. mozna do niego wtedy bic argumentami, dowodami rzeczowymi, naukowymi, dokumentami, zdjeciami.. a on po prosru nie uwierzy i bedzie wolal pomyslec ze to swiat "po prostu zszedl na psy/ jest szalony" pycha to niebezpieczne uczucie, bo zycie to rozwoj, zycie i smierc to uiluzja.. ale rzecza najblizsza smierci jest np. taka stagnacja czyli niesamowite spowolnienie w rozwoju.. takie cos nie jest przyjemne, woda ktora stoi robi sie metna, jest orzezwiajaca i krystaliczna kiedy plynie, i tak tez mysle jest i z ludzmi.. jak ktos sie zamknie, spowolni sie w rozowju, czyli bedzie o wiel wolniej niz normalnie niszczyl stare poglady i budowal nowe.. odbija sie to na jego samopoczuciu, zyciu osobistym.. wystarczy popatrzec na takich ludzi, nigdy nie sa szczesliwi, ;p

To ostatnie to jak mowilem nie musi konkretnie tyczyc sie ciebie, ale wyolbrzymilem dany problem ktory mysle ze MOZE cie dotyczyc( nie mowie ze dotyczy), aby lepiej go pokazac

Poprostu podjalem takie podejrzenie.. i w razie czego dziele sie swoimi przemysleniami aby byc moze, pomoc :P

Edited by Silvey
Post pod postem

Share this post


Link to post
Share on other sites
peyotl
Ogladaliscie egzorcyzmy Annelise Michelle? Opetalo ja 7 zlych duchow/demonow, m.in. Hitler. Czy to mozliwe by dusza czlowieka, niewazne jak zla byla, miala na tyle sily by opetac jakakolwiek osobe? Czy do tego faktycznie trzeba byc demonem...

 

oglądaliście... ;) wczoraj nawet jakiś dokument był apropo tej niesamowitej historii. Nie pamietam czy 7 ich było czy 6, ale już sam fakt wymienienia ich z tych nazw , które padły jest wręcz czystą manipulacją, ponieważ z tego co pamiętam np. Neron nie był demonem tylko cesarzem o dość psychopatycznej osobowości, wspominali również jakiegoś księdza ( nazwiska nie pamiętam) jako następnego demona. Co najciekawsze wszystkie "demony" które zostały wymienione akurat demonami nie są, no chyba że KK powiększa w ten sposób szeregi swoich "ulubieńców". Pewnie gdyby taka dziewczyna znalazła się na uzdrawianiu u jakiegoś szamana indiańskiego to bardzo szybko pomógłby jej wykurzyć te wszystkie "demony", no ale cóż jeśli biorą się za to nieodpowiednie osoby to co można oczekiwać.

 

nie ma dobra i zla, wartosci w sumie tez niem - jest tylko bog, milosc, istnienie, wspolzaleznosci, wtedy tez kiedy rozumie potrafi tylko kochac.. bo teraz rozumie ze cos takiego jak "zlo" nie istnieje, sa tylko zaleznosci, inne miejsce aktualnie w tym kregu. A co z tym twierdzeniem ze dobro i milosc nie istnieje? Oswiecony przekonuje sie, ze to w jaki sposob te te 2 rzeczy sa przewaznie odbierane, to falsz. Bo dopiero teraz odczuwa prawdziwa milosc, milosc wynikajaca ze zrozumienia.. wiedzac to wszytsko byc moze odkrywa, ze nie sitnieje tak na prawde nic jak tylko milosc i istnienie... reszta to "iluzja umyslu", wszelkie nasze wartosci, clee do ktorych dazymy to tylko trening ktory ma nas ostatecznie doprowadzic do przebudzenia

 

z tą iluzją umysłu jest coś, ponieważ wg. niej człowiek kreuje sobie swój świat, na siłę wręcz dążąc często do destrukcji. Natomiast czy istnieje dobro i zło, istnieje bo inaczej nie mógłbyś korzystać z siły wolnej woli, a to jest właśnie ten istotny element decydujący o miłości jak i innych uczuciach, emocjach, działaniach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Maliboo
z tą iluzją umysłu jest coś, ponieważ wg. niej człowiek kreuje sobie swój świat, na siłę wręcz dążąc często do destrukcji. Natomiast czy istnieje dobro i zło, istnieje bo inaczej nie mógłbyś korzystać z siły wolnej woli, a to jest właśnie ten istotny element decydujący o miłości jak i innych uczuciach, emocjach, działaniach.

Z tego co widze - zlo jest zalezne od punktu widzenia. Cos co moze wydawac nam sie "zle", z innego punktu spojrzenia wydaje sie "dobre". Co do wolnej woli.. ja ogolnie nie wierze w cos co nami styeruje(w kazdym moencie zycia) aby pewien plan sie wypelnil.. wierze ze znajac danego czlowieka od podszewki, mozna przewidziec co pocznie ze swoja wola. Ludzie podejmuja decyzje na bazie otrzymanego z gory charakteru - u poczatku tworzenia sie charakteru, nie aja na niego wplywu.. dostaja pewne cechy startowe oraz otoczenie ich ksztaltuje w poczatkowych fazach zycia.. potem kiedy zyskuje jaka taka swiadomosc.. potrafi "decydowac o swoim charakterze", ale czy przypadkiem nie decyduje w ktora strone zmienic swoj charakter, na bazie charakteru jaki posiada?

"Jestes tym czym byles, bedziesz tym czym jestes.." Wg. mnie jestesmy marionetkami, jaki los bedziemy miec i jak go "korygowac" zalezy tylko od otoczenia, czasu i miejsca/ okolicznosci, czyli swiata.. jestesmy tylko puzzlami - nasz ksztalt determinuja inne puzzle ktore z nami sie stykaja. Tak mysle.. Bo czy mamy wplyw na to jaki charakter uzyskac na poczatku? Nqawet uznajac reinkarnacje? Pierwsze nasze narodziny nawet wtedy bylyby losowe, poniewaz decyzje i dazenia opieramy na doswiedczeniach i wnioskach z nich wyciagnietych, a na to jakie to beda wnioski, zalezy od doswiadczen.. w pierwszym wcieleniu, nie mamy zadnej wiedzy, nie mamy na czym oprzec swoich dazen.. to raczej sila wyzsza decyduje gdzie nas umiescic i takim sposobem wyznacza nam sciezke, ew. to sila wyzsza bedzie nam ta sciezke wyznaczac, my tylko idziemy.. reagujemy na to co do nas dociera.. jestesmy tylko odezwem, rezonansem na to co do nas dociera..

Wszystko co do nas dociera,formuje nas w sposob zalezny od rodzaju doswiadczen, kolejnosci ich przezywania. Na kolejne rzeczy i warunki ktore do nas docieraja, odpowiadamy wg. formy jaka mamy obecnie, a ktora utworzyla sie z poprzednich doswiadczen.

Nic nie krepuje naszej wolnej woli.. ale mi sie wydaje, ze jestesmy niczym wiecej jak samoprogramujacymi sie robotami, gydby ktos kogos poznal od podszewki i wiedzial przed jaka decyzja za chwile stanie - w jaki warunkach sie znajdzie, moze przewidziec co ta osoba zrobi, ktora decyzje podejmie. A wiec to by znaczylo, ze wolna wola to iluzja, myslimy ze za kazdym razem niemozliwe jest aby przewidziec jak wybierzemy.. ale na podstawie czego podejmujemy decyzje ja sie pytam? Na podstawie tego co w obecnej chiwli widzimy, na co zwracamy uwage w tym co widzimy, a to zalezy od tego jaki mamy charakter- a ten zbudowany jest z wiedzy opartej na dotychczasowych doswiadczeniach i wnioskach z nich, ktore to wyciagane byly na bazie tego co wiedzielismy w danym momencie i wczesniejszego charakteru..

Ja tam mam taka hipoteze, dla tego mysle, ze dobro i zlo.. to rzecz wzgledna, a na pewno o czyms takim jak czlowiek zly nie mozna mowic.. mozna mowic ze ktos jes zly tytlko jesli sie mowi o tym w kanonach zalozonych na potrzebe rozwoju spoleczenstwa itp. w odniesieniu do pewnych ludzkich zalozen, ale tak na prawde dobro i zlo nie istnieje, tak samo jak na swiecie nie istnieje zero - to pojecie majace sens tylko w odniesieniu do czegos. W swiecie takim jakim jest na prawde nie ma takiego czegos, to iluzja stworzona przez umysl i dla potrzeb umyslu.

Ja sadze, ze jestesmy tylko rezonansem ;] Wg. moich zalozen, da sie przewidziec co zrobimy ze swoja wolna wola, moze tylko reszty swiata nie - a ten wplywa na nas-jestesmy rezonansem tego co do nas dotarlo.. jestesmy jak szklo ktore zalamuje sie w taki a taki ksztalt w zaleznosci od kolejnosci, rodzaju i ilosci docierajacyh do nas promieni- kolejne zalamujemy i odbijamy na bazie ksztaltu ktory sie deformuje w zaleznosci od kolejnosci, rodzaju i ilosci docierajacyh do nas promieni

 

A swiat nie ma z gory do przewidzenia losu, jesli istnieje cos takiego jak czastki chaosu/ albo boskie czastki, czyli takie ktore zachowuja sie spontanicznie, niezaleznie od czego kolwiek, tak po prostu, choc i wtedy pewien nie jestem.. moze gdyby one byly niezalezne od otaczajacej ich rzeczywistosci, na tomiast rzeczywistosc je otaczajaca byla podatna na ich wplyw)

Taka mam teorie i wg tego mysle, ze dobro i zlo nie istnieje, wolna wola to iluzja - mamy taki ksztalt a nie inny, bo zdeterminowany przez otoczenie - motyw z puzzlami

Nie napisalem tego do konca skladnie, gdyz mam problem aby znalezc odpowiednie slowa.. jakby co to na swoim blogu jesli ktos przebrnie pisalem o tym co tu powiedzialem, tam jest chyba troche przejrzysciej ;D

 

mysle, ze gdyby to bylo prawda, to prawdopodnie to ujrzeli buddowie.. Widzieli, ze umysl to tylko maszyna - to nie prawdziwi my.. / co najwyzej wg. mnie umys i podazenie wg. niego.. to takie nasze przepoczawarzanie sie.. sam sie tworzy, sam rozbudowuje - pobiera po drodze informacje, wyciaga wnioski buduje wiedze, wszytsko po to aby wkoncu przemyslec wszytskie mozliwosci, odrzuci wszytsko co sie kluci, poukladac wkoncu wszytskie czesc tej ukladanki - ktore najpierw tez musimy odkryc a ich prawdziwy wyglad oszacowac patrzac na inne i domyslec sie.. dopiero wtedy, zaczynamy widziec calosciowo.. i wtedy pewnie pozostaje milosc wynikajaca ze zrozumienia i medytacja+ radosc ktora jest pierwotnym stanem bycia - nie euforia, ale cos bliskiego idealnej harmonii i takiemu odczuciu, ktore to jest blogie..nie ma juz zmartwien - bol to cos co sie przezywa dla rozwoju, zawsze aby wyznaczyc nowe granice, stare trzeba zniszcyc mniej lub wiecej ale zawsze to boli.. rodzimy sie w bolu... metal w ogniu sie hartuje, trzeba go stopic, rozgrac do czerwonosci, aby moc zmienic jego ksztalt.. aby zbudowac cos nowego na miejscu starego, stare trzeba zniszczyc. Ying i yang

Edited by Maliboo

Share this post


Link to post
Share on other sites
plexiglar

Fajnie kwestie życia po życiu wyjaśniał w swoich pracach Swedenborg. Jego dzieła były jak europejska wersja "Księgi umarłych" i co więcej, on twierdził, że sam to wszystko przeżył.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Asper

49dni bardo i reinkarnacja : )

Share this post


Link to post
Share on other sites
nirva2991

nie wiem czy to było co nie bo nie czytałam wszystkich postów , ale polecam książkę Lamy Ole Nydahl "o śmierci i odrodzeniu "

Share this post


Link to post
Share on other sites
Amalu_pl

A czy to istotne? Jeśli po śmierci nic się nie dzieje, nigdy się o tym nie przekonamy. Jeśli istnieje życie po śmierci, to jest ono przed nami :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wali
Jeśli po śmierci nic się nie dzieje, nigdy się o tym nie przekonamy.

 

Poczytaj sobie trochę o ludziach którzy mieli ostrzeżenia z drugiej strony, lub dostali informacje . Wierzenia ludowe też nam dają dużo do myślenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kobalt60

A ja uważam, że po życiu człowiek trafia do takiego dziwnego pokoju. Tam go rozbierają i myją zimną wodą z myjki ciśnieniowej. Gdy zakończy się ten etap, ubierają Cie w mało stylowy garnitur (panie w sukienkę) i każą Ci tańczyć Gangnam Style.

 

Tym z pozoru idiotycznym wpisem chciałbym was zmusić do pewnej refleksji. Zastrzegam sobie tylko, że to najważniejszy dogmat mojej prywatnej internetowej religii pokazowej i żadne majaczenia pod wpływem wewnętrznych narkotyczków mnie nie przekonają, że jest inaczej!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Seid
Tam go rozbierają i myją zimną wodą z myjki ciśnieniowej.

 

Myjki ciśnieniowej to ja jeszcze w takich miejscach nie widziałem ^^

Hitem był szlauch, który był tak brudny, że samo patrzenie wywoływało mdłości, a dziewczyna ktora miała go dotknąc i umyć trupa o mało nie dostała spazmów^^

 

Wierzenia ludowe też nam dają dużo do myślenia.

 

Dają, jeśli potrafi się je umiejętnie zinterpretować. Wymaga to znajomości ludowej symboliki, z którą jest niestety marnie skoro dla niektórych to w co wierzył lud jest odbiciem filozofii wschodu ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
A ja uważam, że po życiu człowiek trafia do takiego dziwnego pokoju. Tam go rozbierają i myją zimną wodą z myjki ciśnieniowej. Gdy zakończy się ten etap, ubierają Cie w mało stylowy garnitur (panie w sukienkę) i każą Ci tańczyć Gangnam Style.

 

Tym z pozoru idiotycznym wpisem chciałbym was zmusić do pewnej refleksji. Zastrzegam sobie tylko, że to najważniejszy dogmat mojej prywatnej internetowej religii pokazowej i żadne majaczenia pod wpływem wewnętrznych narkotyczków mnie nie przekonają, że jest inaczej!

 

- hmm... ciekawe jakiej ? ;]^

Aaa, tak poza tym zmuszanie, to jedna z pierwszych zalet'ego mój drogi... nie wiedziałeś? ;)^^

- a wiec tak zupełnie 'bez zmuszania' powiem ... ze po Życiu, jest/może być, po prostu ISTNIENIE jako adekwatne "odbicie Lustrzane" t'ego co na Ziemi... Amen.

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kobalt60
hmm... ciekawe jakiej ? ;]^

Aaa, tak poza tym zmuszanie, to jedna z pierwszych zalet'ego mój drogi... nie wiedziałeś? ;)^^

- a wiec tak zupełnie 'bez zmuszania' powiem ... ze po Życiu, jest/może być, po prostu ISTNIENIE jako adekwatne "odbicie Lustrzane" t'ego co na Ziemi... Amen.

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

 

No jak widzisz, dzięki swojemu ego zaślepieniu jak zawsze widzisz, to co chcesz zobaczyć, choć jesteś bliżej tej refleksji niż myślisz. Tak blisko, a tak daleko :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
No jak widzisz, dzięki swojemu ego zaślepieniu jak zawsze widzisz, to co chcesz zobaczyć, choć jesteś bliżej tej refleksji niż myślisz. Tak blisko, a tak daleko :)

 

- hmm... jak zawsze chciałem/i obróciłem to w żart... (o czym jasno świadczą pewne symptomy... ;)

- wiec?... To jak Ty to odebrałeś, zależy Tylko i wyłącznie od Twojej percepcji pojmowania t'ego co nawet wręcz i nazywasz zaślepieniem... :)^^

- dużo Miłości Życzę... :)

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kobalt60
- hmm... jak zawsze chciałem/i obróciłem to w żart... (o czym jasno świadczą pewne symptomy... ;)

- wiec?... To jak Ty to odebrałeś, zależy Tylko i wyłącznie od Twojej percepcji pojmowania t'ego co nawet wręcz i nazywasz zaślepieniem... :)^^

- dużo Miłości Życzę... :)

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

 

Uwielbiam dyskusje z Tobą :) Lubie dyskutować na Twoim poziomie, bo czuje wtedy taką wszechogarniającą miłość :D;D:D:D

 

Niestety z bodźca do refleksji nic nie wyniosłeś :( i to dwukrotnie :(

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Uwielbiam dyskusje z Tobą :)]

- ... :))

 

Lubie dyskutować na Twoim poziomie, bo czuje wtedy taką wszechogarniającą miłość :D;D:D:D

- hmm... każdy czuje to co potrafi mój drogi, nieprawdaż(?)... :)^

- nie wiem jak Ty, ale ja nie widzę w Miłości nic zdrożnego, wiec ciesze się ze i Ty jesteś w stanie ją odczuwać... :)^

 

Niestety z bodźca do refleksji nic nie wyniosłeś :( i to dwukrotnie :(

- hmm... wybacz, ale niestety myślenie, że ktoś musi korzystać z Twoich bodźców do swoich własnych Refleksji jest także myśleniem o dużej dozie /ujmując to delikatnie/ chociażby "własn'ego nadużycia"...

- bo wybacz, ale tak się składa ze te wartościowe Refleksje... każdy Człowiek może mieć tylko z Własnej Wolnej Woli, gdyż właśnie po to ma Własne Życie, nieprawdaż mój drogi(?)... :)^

- wiec nie widzę żadnego powodu... aby Ktoś mnie do nich zmuszał, raczej :))^

- wiec?... po prostu uznałem, że Twoje Refleksje są tylko Twoim wyborem, co Wcale nie oznacza ze muszą być i moim, czyż nie(?)... :)^

- dużo Miłości życzę... :))

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kobalt60
hmm... wybacz, ale niestety myślenie, że ktoś musi korzystać z Twoich bodźców do swoich własnych Refleksji jest także myśleniem o dużej dozie /ujmując to delikatnie/ chociażby "własn'ego nadużycia"...

- bo wybacz, ale tak się składa ze te wartościowe Refleksje... każdy Człowiek może mieć tylko z Własnej Wolnej Woli, gdyż właśnie po to ma Własne Życie, nieprawdaż mój drogi(?)... :)^

- wiec nie widzę żadnego powodu... aby Ktoś mnie do nich zmuszał, raczej :))^

- wiec?... po prostu uznałem, że Twoje Refleksje są tylko Twoim wyborem, co Wcale nie oznacza ze muszą być i moim, czyż nie(?)... :)^

- dużo Miłości życzę... :))

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

 

Już się nie musisz silić :) bodziec zadziałał, teraz tylko przenieś to na życie pośmiertne :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Już się nie musisz silić :)

- hmm... miło ze w końcu coś "nie muszę"/w pojęciu innych... :)), bo i tak wszystko robię tylko z Własnej Wolnej Woli, mój drogi :))^

 

bodziec zadziałał, teraz tylko przenieś to na życie pośmiertne :D

- hmm... dziwne(?) jeszcze niedawno było ze nie zadziałał(?)/bo było że "nic nie wyniosłeś", a nagle zadziałał... ? , a mógłbyś rozwinąć tą myśl w szerszym aspekcie... ;)^

 

Hmm... mój drogi, jakie ŻYCIE pośmiertne???

- wszak Życie jakie znamy, jest możliwe jedynie Tu na Ziemi... nieprawdaż (?)

 

- życzę Dużo Miłości... :)

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kobalt60
- hmm... miło ze w końcu coś "nie muszę"/w pojęciu innych... :)), bo i tak wszystko robię tylko z Własnej Wolnej Woli, mój drogi :))^

 

No to się raduj (lub nie)

 

- hmm... dziwne(?) jeszcze niedawno było ze nie zadziałał(?)/bo było że "nic nie wyniosłeś", a nagle zadziałał... ? , a mógłbyś rozwinąć tą myśl w szerszym aspekcie... ;)^

- hmm... mój drogi, jakie życie pośmiertne???

- wszak Życie jakie znamy, jest możliwe jedynie Tu na Ziemi... nieprawdaż (?)

- życzę Dużo Miłości... :)

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

 

Rośnie ciasto drożdżowe, rośnie ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
No to się raduj (lub nie)

- ... :)

 

Rośnie ciasto drożdżowe, rośnie ;D

- hmm... wprawdzie to chyba raczej nie na temat, ale jak chce, to rośnie :]^

- bez rośnięcia/wzrostu, byłby raczej zakalec, nieprawdaż (?)... ;]^^

 

 

- dużo Miłości życzę... infedro :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kobalt60

Pierwotnie miał być edit, ale zdążyłeś mi odpowiedzieć :)

 

Aczkolwiek proponowałbym powrót do oryginalnego wątku dyskusji, na temat tego co jest po życiu. W Twoim wypadku odstępstwo od tego to recydywa, choć ten dział to nie mój rewir :)

 

@Raff

Może amerykanie mają lepsze standardy? Oni mają wszystko lepsze.

 

Takie pytanie do dyskutujących o życiu po śmierci. Czy dopuszczacie, że się mylicie i, że np wszystkie doświadczenia z pogranicza śmierci to jednak tylko praca zaburzonego mózgu? :)

 

Ciekawi mnie wasza odpowiedź. Ciekaw też jestem ile człowiek potrafi poświęcić za życia by uzyskać odpowiedź na pytanie, na które i tak odpowiedź uzyska

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Pierwotnie miał być edit, ale zdążyłeś mi odpowiedzieć :)

- ... hmm, :)^

 

Aczkolwiek proponowałbym powrót do oryginalnego wątku dyskusji, na temat tego co jest po życiu. W Twoim wypadku odstępstwo od tego to recydywa, choć ten dział to nie mój rewir :)

- sorrka mój drogi... ale ja 'ciągnę' tylko TO co ty sam podejmujesz... :]^

- a skoro Sam wyjechałeś z drożdżakiem to w imię Miłości do Ciebie ciągnę i "drożdżaka"... Amen.

- Jeszcze więcej Miłości Życzę, szanowny kolego ;)

 

 

Może amerykanie mają lepsze standardy? Oni mają wszystko lepsze.

- hmm... to raczej daleko idące Uogólnienie, które nie może oddawać całej Prawdy a jedynie jej zaledwie mizerną część... :|

- no bo w czym niby są lepsi, wszak jako Ludzie i tak zbudowani są tak samo jaki każdy inny... Amen.

 

Takie pytanie do dyskutujących o życiu po śmierci. Czy dopuszczacie, że się mylicie i, że np wszystkie doświadczenia z pogranicza śmierci to jednak tylko praca zaburzonego mózgu?

Ciekawi mnie wasza odpowiedź. :)

- hmm... Nie :)

- takie dopuszczenie mogą mieć jedynie Ci którzy nie mieli doświadczeń w tym względzie...

- spytaj Tych co mieli... a dowiesz się że nie maja żadnych wątpliwości... Amen.

 

 

Ciekaw też jestem ile człowiek potrafi poświęcić za życia by uzyskać odpowiedź na pytanie, na które i tak odpowiedź uzyska

- ile Człowiek potrafi, to zależy wyłącznie od danej Jednostki ludzkiej... gdyż każdy i tak jest inny, i tym samym inne stwarza dla siebie priorytety... i stad jeden będzie potrafił poświecić mniej a inny więcej... :)^

- a poświecić trzeba i tak sam'ego "siebie"... ale ilu na To stać ???

- to pytanie o zabarwieniu raczej retorycznym... ;]^

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kobalt60
- hmm... to raczej daleko idące Uogólnienie, które nie może oddawać całej Prawdy a jedynie jej zaledwie mizerną część... :|

- no bo w czym niby są lepsi, wszak jako Ludzie i tak zbudowani są tak samo jaki każdy inny... Amen.

 

Cieszę się, że nie rozumiesz ironii i sarkazmu :)

 

- hmm... Nie :)

- takie dopuszczenie mogą mieć jedynie Ci którzy nie mieli doświadczeń w tym względzie... Amen.

- spytaj Tych co mieli... a dowiesz się że nie maja żadnych wątpliwości... Amen.

 

W sumie to właśnie do tego zmierzam. Nie jest żadną tajemnicą, że nie miałem doświadczeń z pogranicza śmierci, a większość duchowych doświadczeń bez problemu potrafiłem objąć paradygmatem naukowym.

Zasadnicze pytanie, na ile można wierzyć własnym obserwacją w tym względzie? :)

 

- ile Człowiek potrafi, to zależy wyłącznie od danej Jednostki ludzkiej... gdyż każdy i tak jest inny, i tym samym inne stwarza dla siebie priorytety... i stad jeden będzie potrafił mniej a inny więcej... :)^

 

Owszem, ale chodziło mi tutaj też o otoczkę filozoficzną dorabianą do wielu rzeczy. Później powstają dyskusje tego typu. Kolejne pytanie. Dokąd to prowadzi? Czy przyjdzie kiedyś trup i potwierdzi lub obali, którąś z tych teorii? Nie sądzę :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Cieszę się, że nie rozumiesz ironii i sarkazmu :)

- hmm... to rzeczywiście wspaniały powód do "cieszenia się"... :)^

- szkoda tylko, ze nie zdajesz sobie sprawy ze ironia i sarkazm to kolejne "zalety" o podłożu ego, które czerpie swe "myśli" z "mądrości cienia"... aaa skoro już była mowa o "poświęcaniu", to tą "mądrość cienia" należny właśnie w Sobie poświecić...

 

W sumie to właśnie do tego zmierzam. Nie jest żadną tajemnicą, że nie miałem doświadczeń z pogranicza śmierci, a większość duchowych doświadczeń bez problemu potrafiłem objąć paradygmatem naukowym.

- duchowe doświadczenia są ponad Naukę/a przynajmniej dotychczas/... i jeśli nawet coś Tobie się wydawało ze "objąłeś", to i tak tylko Ci się wydawało... bo praktyka i tak rewiduje teorię... :)

 

Zasadnicze pytanie, na ile można wierzyć własnym obserwacją w tym względzie? :)

- hmm... no właśnie na ile?, ano na Tyle na ile człowiek Sam będzie w stanie, a To zależy od tego na ile jest rozwinięty Duchowo właśnie, czyli niejako "dostrojony" do odbioru tychże odczuć/co w pewien sposób tłumaczy się tez może niejako tymczasowo "dostrojeniem Energetycznym"/...

 

 

Owszem, ale chodziło mi tutaj też o otoczkę filozoficzną dorabianą do wielu rzeczy. Później powstają dyskusje tego typu. Kolejne pytanie. Dokąd to prowadzi? Czy przyjdzie kiedyś trup i potwierdzi lub obali, którąś z tych teorii? Nie sądzę :)

- hmm... oczywiście ze trup nie przyjdzie i nie obali, bo To wcale nie na tym rzecz polega...

- sek w Tym, że każdy dostaje Własne Życie i dlatego dostaje WŁASNE aby tylko samodzielnie "mógł" się o tym przekonać...

- wiec?... nie przekona Go "szkiełko i oko" gdyż to wcale nie o takie paradygmaty chodzi, bo chodzi o To co jest Wartością w Nas Samych... a To może rozpoznać jedynie każdy Sam/odczuwając to we własnej Duszy/, i ku Temu służą mu drogowskazy Życia, w Tym dlatego właśnie Dualnym Świecie, bo i tak w konsekwencji Nic nie jest bez przyczyny...

 

 

 

 

--- pozdrawiam... infedro :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kobalt60
- szkoda tylko, ze nie zdajesz sobie sprawy ze ironia i sarkazm to kolejne "zalety" o podłożu ego, które czerpie swe "myśli" z "mądrości cienia"... aaa skoro już była mowa o "poświęcaniu", to tą "mądrość cienia" należny właśnie w Sobie poświecić...

 

Szkoda tylko, że nadajesz jakieś dziwne znaczenia figurą retorycznym :)

 

- duchowe doświadczenia są ponad Naukę/a przynajmniej dotychczas/... i jeśli nawet coś Tobie się wydawało ze "objąłeś", to i tak tylko Ci się wydawało... bo praktyka i tak rewiduje teorię... :)

 

tym samym jest obejmowanie tych doświadczeń w tzw duchowe walenie kotka za pomocą młotka ;] Przyjęcie, że coś jest- to doświadczenie ok. Czemu wyciągać z nich jakieś bliżej nieokreślone zależności i twierdzenia?

 

- hmm... no właśnie na ile?, ano na Tyle na ile człowiek Sam będzie w stanie, a To zależy od tego na ile jest rozwinięty Duchowo właśnie, czyli niejako "dostrojony" do odbioru tychże odczuć/co w pewien sposób tłumaczy się tez może niejako tymczasowo "dostrojeniem Energetycznym"/...

 

Liczę na rzeczową wymianę zdań, a nie na dyskusję o tego typu bzdurkach (jak energetyczne dostrojenia). Doświadczenia różnego typu można indukować i zarówno wewnętrzną dyscypliną jak i czynnikami zewnętrznymi (pole elektryczne, magnetyczne, narkotyki itd itp). Problemem jest to, że obserwacja staje się obserwatorem. To tak jak badanie Drogi Mlecznej znajdując się w niej.

 

- hmm... oczywiście ze trup nie przyjdzie i nie obali, bo To wcale nie na tym rzecz polega...

- sek w Tym, że każdy dostaje Własne Życie i dlatego dostaje WŁASNE aby tylko samodzielnie "mógł" się o tym przekonać...

- wiec?... nie przekona Go "szkiełko i oko" gdyż to wcale nie o takie paradygmaty chodzi, bo chodzi o To co jest Wartością w Nas Samych... a To może rozpoznać jedynie każdy Sam/odczuwając to we własnej Duszy/, i ku Temu służą mu drogowskazy Życia, w Tym dlatego właśnie Dualnym Świecie, bo i tak w konsekwencji Nic nie jest bez przyczyny...

 

W jakimś stopniu zgodziłbym się z Tobą, ale nie widzę pragmatycznego zastosowania tego sformułowania. Ludzie na ogół kopiują, to co wyczytali lub usłyszeli. Nie ma w tym nawet krzty prób doświadczenia mistycznego. Z drugiej strony fajnie, niech jedzą ten stek bzdur, może wystraszą się piekła lub karmy i łatwiej będzie nimi manipulować. Z drugiej strony po co zastanawiać się nad życiem po śmierci?

Edited by Kobalt60

Share this post


Link to post
Share on other sites
Seid
Może amerykanie mają lepsze standardy? Oni mają wszystko lepsze.

 

To akurat nie jest prawda. Amerykanie na wszystko mają standard (przynajmniej w medycynie), co czasem niestety źle się kończy dla pacjenta.

 

Takie pytanie do dyskutujących o życiu po śmierci. Czy dopuszczacie, że się mylicie i, że np wszystkie doświadczenia z pogranicza śmierci to jednak tylko praca zaburzonego mózgu? :)

 

Ojjj to bardzo długi i skomplikowany temat więc nie prowokuj mnie do pisania tu całego elaboratu ;)

 

Generalnie mainstream naukowy w ogóle nie dopuszcza za bardzo możliwości, że wszystko to co dzieje sie w czasie śmierci klinicznej ma jakieś konotacje nadprzyrodzone. Badania (o tym niżej) skupiają się przede wszystkim na kwestii świadomości - roztrząsa się to czy świadomość jest zależna od naszego mózgu i tego co dzieje się w neuronach czy jest to kwestia niezależna.

 

Z punktu naukowego nie bardzo wiemy skąd te wszystkie doświadczenia się biorą. Pierwotne wyjaśnienie było oczywiście proste - uznano to za halucynacje. Potem hipoteza zaczęła powoli upadać - okazało się, że wszystko to czego doświadczają pacjenci jest na tyle realistyczne i spójne, że ciężko uznać to za halucynacje.

 

Problemem jest oczywiście przeprowadzenie obiektywizujących badań dodatkowych - ciężko jest wykonać CT czy MRI u pacjenta, który wymaga natychmiastowej reanimacji. Pula badań możliwa do wykonania znacznie się uszczupla.

 

Hipotez dotyczących tego skąd to się bierze było przez lata kilka - na tapecie było DMT, endorfiny, kwasica, mózg gadzi i ssaczy i parę innych.

 

Odnośnie pracy zaburzonego mózgu - doświadczenia doktora Sama Parni dowodzą, że w czasie śmierci klinicznej aktywność mózgu nie odpowiada ani aktywności charakterystycznej dla snu ani dla halucynacji. W dodatku jego badania obaliły tezę mówiącą, że to wszystko to wina niedotlenienia. Problem w tym, że nikt póki co tego nie zweryfikował więc ciężko o jakieś daleko idące interpretacje.

 

Ja oczywiście dopuszczam, że to wszystko to kwestia naszego mózgu, ale póki co nie wiadomo co dokładnie to wszystko powoduje więc zostawiam sobie furtkę dla różnych wyjaśnień i interpretacji ;)

 

Na koniec dodam tylko, że do tematu warto wrócić za parę lat. W tej chwili w trakcie znajduje się badanie AWARE (AWAreness during REsuscitation - AWARE Study ). Póki co na wyniki przyjdzie nam jeszcze poczekać.

 

Tyle z mojej strony, możecie wrócić do "dyskusji o bzdurkach".

 

P.S. Adam podziwiam Twoją cierpliwość^^

Edited by Seid
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wali

Raffard

 

Dają, jeśli potrafi się je umiejętnie zinterpretować. Wymaga to znajomości ludowej symboliki, z którą jest niestety marnie skoro dla niektórych to w co wierzył lud jest odbiciem filozofii wschodu ;]

 

 

Ten sposób myślenia to raczej odzwierciedla pokolenie młodszego lub w średnim wieku . Dla 60 latków i wyżej którzy jeszcze nie skazili się różnego rodzaju innowacjami przybyłymi ze wschodu. Interpretacja nie stanowi problemu . Przy jeszcze jednym ale, pochodzenie i zamieszkanie ma też swoje znaczenie w więc wieś i dostęp do w miarę nie skażonej natury.Jak i życie porami roku . Moim zdaniem odszyfrowanie tej symboliki dziedziczy się od pokolenia starszego lub z biegiem czasu samemu dochodzi się do niej.

Może byśmy mieli bardziej spójną filozofię wschodu i zachodu gdyby nie kościół i synkretyzm . Adaptowanie wierzeń ludowych i zmodyfikowanie ich do swoich potrzeb przez nadanie patronów. Inaczej mówiąc pełna kontrola poprawność myślenia by nie było własnej inspiracji ludowej . Bo kiedy by do niej doszło lud by zrucił baczniejszą uwagę na fazy księżyca przesilenia letniego i zimowego pory roku i jeszcze na kilka nietypowych dni. Które przejawiają rzeczywistość dnia codziennego wschodu jak i zachodu.

 

Adam1989

 

W sumie to właśnie do tego zmierzam. Nie jest żadną tajemnicą, że nie miałem doświadczeń z pogranicza śmierci, a większość duchowych doświadczeń bez problemu potrafiłem objąć paradygmatem naukowym.

Zasadnicze pytanie, na ile można wierzyć własnym obserwacją w tym względzie? :)

 

Tym doświadczenie przeważnie towarzyszy jakaś trauma życiowa a to nic dobrego o czym przekonałem się na własnej skórze .W mim wypadku to tylko ono utwierdziło mnie w moich przekonaniach. Za bardzo jest rzeczywiste by potraktować je jak omany. W internecie nie brakuje opisów. Co najważniejsze są spójne co materialistą nie na rękę jak i kościołowi i dlatego są wręcz wyśmiewane. Paradygmatem naukowym będzie można objąć wtedy kiedy nauka zacznie dysponować pomiarem bardziej subtelnych Energi . Jak pisze Raffard nauka na razie jest w stanie mierzyć zachowanie się mózgu i na tym opierać swoje twierdzenia . Chyba nie jest ci obce że człowiek składa się też z innych ciał bardziej subtelnych o czym tutaj nie jeden pisał.By Ci jakoś to uzmysłowić na przykładzie hipnozy (udowodniona i niepodważalna) . Jakimi czynnikiem lub czym dysonuje hipnotyzer by móc wydawać polecenia osobie zahipnotyzowanej. Przecież nie staje się osobą zahipnotyzowaną . W tym wypadku możemy mierzyć zachowanie się mózgu ALE nie umiemy zmierzyć tego czegoś lub coś co podporządkowuje ten mózg woli hipnotyzera!!!???

 

"Czy przyjdzie kiedyś trup i potwierdzi lub obali, którąś z tych teorii? Nie sądzę :) "A ja sądzę że zombi. :) :) :)

Edited by Wali

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Szkoda tylko, że nadajesz jakieś dziwne znaczenia figurą retorycznym :)

- hmm… nie samym figurom/bo to tylko czubek góry lodowej/, a bardziej ich podłożem raczej … :)^

- a jeśli chodzi o „dziwność”, to ‘dla kogoś’ równie dobrze przecież też może być dziwnym, ze np. ptak lata w powietrzu, a ryba żyje w wodzie/pływa/… skoro ‘normalne ‘ zwierzątka żyją na ziemi, czyż nie(?)… wiec, co z tego ze coś jest dla Ciebie dziwne… właściwie to Nic, bo tyczy się jedynie Twojej „dziwności”… ;)^

 

tym samym jest obejmowanie tych doświadczeń w tzw duchowe walenie kotka za pomocą młotka ;]

- owszem… jeśli ktoś nie wie o co chodzi to i tak zapewne będzie kojarzył, podobnie jak „papuas w buszu” będzie twierdził ze Słońce krąży wokół Ziemi i dałby sobie za to rękę obciąć , podczas gdy Prawda jest akurat zupełnie odwrotna… ;>

- tylko żeby ją Dostrzec to trzeba zmienić całkowicie punkt odniesienia… i dopiero wtedy można ujrzeć To co nie było widać do tej pory i tylko dlatego wydawało się właśnie takie „dziwne”

-wiec?... tym samym, jak widać to sama „dziwność” nie jest tu żadnym argumentem, niestety… bo może być równie dobrze jedynie brakiem „możliwości widzenia” samego patrzącego, mój drogi… ;)^

 

Przyjęcie, że coś jest- to doświadczenie ok. Czemu wyciągać z nich jakieś bliżej nieokreślone zależności i twierdzenia?

- i znowu bujasz na manowcach’ego… ;)^ aaa kto Tobie powiedział ze „przyjęcie że coś jest - to doświadczenie” ??? , bo na pewno nie ja… ;)^

- a jest wręcz całkiem przeciwnie … bo kto doświadczył nie musi Niczego przyjmować, gdyż samo doświadczenie w Sobie jest w Nim największym dowodem…

 

Liczę na rzeczową wymianę zdań, a nie na dyskusję o tego typu bzdurkach (jak energetyczne dostrojenia).

- hmm… no cóż, jeśli coś jest dla Ciebie 'dziwną bzdurka', to patrz powyżej… ;]^

- a poza tym… z powodzeniem można to również traktować jako przenośnia mająca niejako nas tylko „przybliżyć” do „ziemskiego pojmowania” to, co i tak jest niewyobrażalne dla Ludzi /a szczególnie tych którzy czapkują świadomości ego/.

 

Doświadczenia różnego typu można indukować i zarówno wewnętrzną dyscypliną jak i czynnikami zewnętrznymi (pole elektryczne, magnetyczne, narkotyki itd itp).

- i O.K. :)… ale nam nie chodzi o doświadczenia różnego typu, tylko o Doświadczenie Jednostki Ludzkiej… a te można indukować ale tylko wewnętrzną dyscypliną, gdyż wszelkie czynniki zewnętrzne łącznie z każdymi używkami włącznie, tylko znacznie potęgują margines błędu co do wartości danego doświadczenia…

 

Problemem jest to, że obserwacja staje się obserwatorem. To tak jak badanie Drogi Mlecznej znajdując się w niej.

- otóż To… ciesze się ze to Sam zauważyłeś :) , czyli co do Jednostki Ludzkiej „ego” nie może być obserwatorem a jedynie „uczestnikiem”… i dlatego obserwator musi być ponad Ego… bo inaczej będzie widział tylko To co z powyższego przykładu „papuas w buszu” czyli Własną Iluzje… Amen.

 

W jakimś stopniu zgodziłbym się z Tobą, ale nie widzę pragmatycznego zastosowania tego sformułowania.

- a ja widzę :)… i kto ma racje ;?

 

Ludzie na ogół kopiują, to co wyczytali lub usłyszeli. Nie ma w tym nawet krzty prób doświadczenia mistycznego.

- i Tu znowu… poddajesz się dogmatom czy też stereotypom własnego ego… bo jeśli na ogół nawet tak jest jak mówisz , to jest To niejako ich brożka i ich sprawa, bo i Sprawa ich Własnego Życia… które zostało w 'ich postaci' akurat IM dane a nie Tobie... :))

- każdy Człowiek i tak ma szukać Prawdy w SOBIE… bo niestety ale Tylko Tam może ją odnaleźć… wiec?

- to że zajmujesz się bardziej innymi niż sobą, tez odbiega od Tego, czym Sam powinieneś się stać/być… ;]^

 

Z drugiej strony fajnie, niech jedzą ten stek bzdur, może wystraszą się piekła lub karmy i łatwiej będzie nimi manipulować.

- jeśli chcesz wiedzieć, to manipulować można jedynie Ludźmi którzy żyją jeszcze w świadomości ego… gdyż to ego właśnie ich uzależnia od widzenia Siebie w ten sposób, iż widza tylko To co ego im niejako „narzuca”… a jeśli spotkają coś ponad To, to niestety ale od tego uciekają bo przecież wydaje im się to „dziwne”…

 

Z drugiej strony po co zastanawiać się nad życiem po śmierci?

- hmm… czyżby wydawało Ci się to takie dziwne (?)… ;]

- choćby po to, by dowiedzieć się "Kim Jestem" i jaki Cel ma Moje Własne Życie… Amen.

- ale To można odnaleźć jedynie "idąc wąską ścieżka, a nie szeroką ego'bramą", mój drogi :)^^

- dużo Miłości życzę, a szczególnie dla 'siebie samego'... ;))^

 

 

 

---pozdrawiam... infedro :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest lusjana

po życiu jest śmierć

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wali

lusjana

 

po życiu jest śmierć

 

A co jest po śmierci?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest lusjana

 

A co jest po śmierci?

 

 

życie... :(

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wali

lusjana

 

życie... :(

 

To gdzie jest ta śmierć?

Share this post


Link to post
Share on other sites
jacekb

Wg mnie nie jestem albo żywy albo martwy. Albo jestem żywy tutaj na Ziemi albo martwy (gdzieś tam). Uważam że jestem jednocześnie żywy i martwy (jeżeli wiecie co mam na myśli).

 

Źródło, które przepływa przez każdego z Nas cały czas pozostaje w takim stanie, że jest jednocześnie tutaj jako na przykład ja, te konkretne ciało, które mam itd. oraz jednocześnie jako Nie-Fizyczna-Energia, która w sumie też jest tutaj (tylko w takiej formie że nie widać jej oczami, ani innymi narządami).

Uważam że po "śmierci" wciąż pozostaję tutaj, jako Źródło, choć ciało oczywiście umiera. Z perspektywy "człowieka", rodzę się i umieram i tak w kółko. Z perspektywy Źródła jestem Źródłem i mam ciało a potem jestem Źródłem. A potem znowu jestem Źródłem i mam ciało a potem znowu jestem Źródłem. Fajna zabawa ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest lusjana

To gdzie jest ta śmierć?

śmierć jest w nas

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wali

lusjana

 

śmierć jest w nas

 

Częścią życia jest śmierć ,a więc można powiedzieć " śmierć jest w nas"i nieodłączna naszej egzystencji .Póki coś ma świadomość istnienia, dopóty istnieje. Kiedy ulatuje duch umiera myśl . Kiedy myśli nie ma wydawać by się mogło że nie ma nic .Ale to tylko wydawanie . Druga sprawa to człowiek za bardzo kocha życie by akceptowa śmierć jako absolutny koniec.

 

jacekb

 

Źródło, które przepływa przez każdego z Nas cały czas pozostaje w takim stanie, że jest jednocześnie tutaj jako na przykład ja, te konkretne ciało, które mam itd. oraz jednocześnie jako Nie-Fizyczna-Energia, która w sumie też jest tutaj (tylko w takiej formie że nie widać jej oczami, ani innymi narządami).

 

"Ja, który mam postać niewidzialną, zbudowałem ten świat; we mnie zawierają się wszystkie istoty, lecz ja w nich nie jestem zawarty."

Bhagawadgita IX-4

Można i tak to przedstawić .

 

Fajna zabawa

 

W istocie zabawa przednia . Jest tylko w tym jedno ale . Te procesy nie odbywają się bezboleśnie.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
jacekb

Cześć Wali

 

Masz rację, i nie mam na myśli tylko bólu fizycznego (chociażby dziecko kiedy rosną mu zęby, nie wie dlaczego je boli) lecz też te uczucie kiedy coś nie jest tak jak powinno. Powiem że gdybyśmy nie potrafili tego "przeżyć" gdyby to było większe od nas, to gwarantuję że byśmy tu nie przychodzili. Żaden z nas. A wciąż są tu nas miliony (miliadry). I to tylko na tej planecie ;)

 

pozdrawiam Cię,

fajnie że czytałeś Bhagawadgite, ja tego nie znam ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wali

jacekb

Witam

 

Poleca przeczytać choćby dla siebie by mieć rozeznanie. Nie trzeba kupować książki . Jest do ściągnięcia w PDF jak i można poczytać . Tu masz adres Bhagawadgita

 

to gwarantuję że byśmy tu nie przychodzili. Żaden z nas. A wciąż są tu nas miliony (miliadry).

 

Te miliardy pragną się rozwijać . Powoli przez normalne życie lub przez przyspieszenie sobie drogi jakim jest rozwój duchowy. Tutaj każdy sobie rzepkę skrobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest stagnacja
Te miliardy pragną się rozwijać . Powoli przez normalne życie lub przez przyspieszenie sobie drogi jakim jest rozwój duchowy.

to prawda niektórzy są mniej cierpliwi:)

 

myśle, że śmierć to po prostu jakiegoś rodzaju zmiana, po życiu następuje właśnie przemiana choćby stanu świadomości

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wali

stagnacja

 

to prawda niektórzy są mniej cierpliwi:)

 

Moim zdaniem to raczej chęć powrotu do źródła wszelkiego stworzenia .Gdzie śmierci już nie ma i nie ma kasacji "reset" świadomości , a więc ciągłość jestestwa.

Niektóre religie twierdzą że jak się żyło na ziemi tak się będzie żyło po drugiej stronie . Inaczej mówiąc równe przyciąga równe .

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest mahadeva
Ale w sumie wiara w to, że jakiekolwiek "jestestwo" jest w stanie przetrwać moment biologicznego zgonu i nieodwracalnego zakończenia przewodnictwa impulsów nerwowych jest samooszukiwaniem się i wyrazem lęku przed unicestwieniem.

To tak jak większość spraw, czynności, którymi się codziennie zajmujemy i które nieustannie zaprzątają nasz umysł, łącznie z uprawianiem magii przez niektórych, są wyrazem lęku przed unicestwieniem. Wiarę w życie po śmierci zakwalifikowałbym raczej do tych bardziej szlachetnych zjawisk, które mają związek z owym lękiem. Taka wiara może się narodzić w lęku, ale stopniowo zmienia się w głębsze zrozumienie istoty życia. Możesz sobie poeksperymentować z czakramem korony zwiększając jego aktywność by taka wiara samoczynnie się pojawiła, to tylko blokady w tym czakramie zniekształcają obraz rzeczywistości, sprawiają, że pewne zjawiska są poza zasięgiem naszego umysłu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest mahadeva
Nie mogę. Bo ja nie mam czegoś takiego jak czakry czy czakramy - i nie sądzę, żeby ktokolwiek miał poza tymi, którzy wkręcili sobie wiarę w istnienie czegoś, co realnie nie istnieje ;)

A wkręcić sobie można wiarę we wszystko, łącznie z różowym jednorożcem robiącym nam na śniadanie owsiankę.

 

To samo może powiedzieć daltonista na temat kolorów, że nie istnieją bo on ich nie widzi, i jeszcze będzie twierdził, że cała reszta społeczeństwa robi z niego wariata wciskając mu kit o kolorach. Nie będę nikogo przekonywał do czakramów, jeśli podąża inną drogą i to mu w niczym nie pomoże, ale lepiej w życiu przyjmować otwartą postawę i przynajmniej nie negować czegoś, jeśli nie potrafimy udowodnić że to nie istnieje. Dobrym przykładem jest ciemna materia, nikt jej nie widział i nie ma jak na razie żadnych możliwości jej badania, a jednak tworzy się symulacje komputerowe wykorzystując jej istnienie by poznać istotę wszechświata.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest mahadeva

Ja zamiast importować coś z obcych kultur zdecydowanie preferuję przedchrześcijańską Europę

...

nikt by o nich nie wiedział, gdyby nie rozpropagowała tej teorii pani Bławatska, która zresztą przy tej samej okazji rozpropagowała teorię czystości rasy, a do czego ta teoria doprowadziła, rozumieją wszyscy, którzy wiedzą cokolwiek o II wojnie światowej

Jeśli posuwamy się już do takich argumentów, to przypomnę, że taką przedchrześcijańską Europę preferował Heinrich Himmler ze swoim nazistowskim okultyzmem, co oznacza symbol SS chyba wiesz, zajmujesz się przecież runami.

Co więcej - to, że kilka ludów obcych nam i genetycznie i kulturowo, wierzyło w istnienie czakr, nie wpływa na ich faktyczne istnienie

Ludzka świadomość dopiero się budzi, jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy lat temu ludzie biegali z dzidami czy maczugami, pewna wiedza nie była im dostępna. Natura ogólnie sama się oczyszcza z tego co zbędne, fałszywe teorie same umierają, nie wiem jaki sens jest w reanimowaniu czegoś, co zostało przez nią wyeliminowane, pewne pogańskie wierzenia odeszły do historii, są ludzie którzy na siłę chcą je podtrzymać, jeszcze trochę a ktoś wpadnie na pomysł by reanimować starożytnych greckich bogów. Co do jogi i czakramów, to jest to dziedzina, którą czeka dopiero rozwój, do tej pory była wiedzą tajemną i być może byłoby lepiej, gdyby ta wiedza nigdy nie trafiła w ręce ludzi, których świadomość nie pozwala jej w pełni zrozumieć i ogarnąć.

Ezoterycy przy tym wyznają niezwykle prostacką ontologię, według której dusza jest jednoskładnikowa, jest niemateerialnym odpowiednikiem ciała i będzie żyć wiecznie

Tu właśnie jest problem wielu ludzi, nie czują niczego poza materią. To kim jesteśmy jest efektem tego, czym zajmowaliśmy się w poprzednich życiach, poziom naszej świadomości jest taki, jaki sobie go kiedyś wypracowaliśmy. Wielu ludzi nie potrafi przekroczyć bariery materii, która tak naprawdę nie istnieje, odkrywa to powoli fizyka kwantowa, ludzie ci muszą zrobić w końcu pierwszy krok by wydobyć się z iluzji świata materialnego, inaczej zmarnują kolejne wcielenie na powtarzaniu uparcie tych samych schematów. Niektórzy zbudowali sobie mur, odgrodzili się od prawdy i zamiast próbować ten mur burzyć dobudowują do niego kolejne warstwy, na dodatek pragną do swojego zamkniętego świata wciągać innych. Taki mur zamyka drogę ku wieczności i nieskończoności. Ogólnie popieram wszelkie teorie pozwalające wykraczać poza ograniczenia własnego umysłu, wiara w istnienie życia po śmierci otwiera nas na wieczność, myślenie, że życie się kiedyś kończy to zaprzeczanie istnienia nieskończoności.

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Ale w sumie wiara w to, że jakiekolwiek "jestestwo" jest w stanie przetrwać moment biologicznego zgonu i nieodwracalnego zakończenia przewodnictwa impulsów nerwowych jest samooszukiwaniem się i wyrazem lęku przed unicestwieniem. Taki produkt uboczny instynktu samozachowawczego zapewne, w przypadku niektórych religii paradoksalnie skłaniający do działania wbrew temu instynktowi.

- hmm... biedna Hrefunia, wpadła w „koło Samsary” na Amen, razem z tą swoją magią... ;)^

Wybacz Hrefuniu ale, Jeśli ktoś jest w „pułapce ego” to tak jak Ty będzie właśnie postrzegał, czyli tylko na zasadzie dostępności własnych niejako tylko „fizycznych zmysłów” co prowadzi do… ;

- „pułapki ego”/a po mojemu „Matrixu ego”, a w „błędne koło egoizmu” wg Kabały, lub w „koło Samsary” wg. nauk Buddy… ;)

- a poza tym jeśli uważasz siebie tylko za „impulsy nerwowe” pochodzące z mózgu… to znaczy tylko tyle, że za mało dotarłaś w głąb siebie i nie doświadczyłaś niczego więcej niż tylko te znane Ci impulsy… które potocznie zwą się myślą… podczas gdy tu chodzi o coś, co jest znacznie ponad to, czyli Świadomość…

 

Czysta Świadomość niestety ale nie jest myślą… i dlatego nie zależy od tych twoich impulsików… w których tak bardzo jesteś zakochana ze się z nimi nawet utożsamiasz… i dlatego widzisz tylko to, ‘co wydaje ci się’ że widzisz, czyli ‘własna iluzje’ postrzegania na bazie nakładki/maski, czyli "niby-świadomości" ego…

- a skoro według Twoich słów, NIC nie przeżywa śmierci fizycznej… to wobec tego powiedz mi czym są duchy i ich różnorodność ?... dogłębny Rozwój Duchowy się kłania moja droga, a i po drodze Spirytyzm także, oraz można by jeszcze dorzucić Okultyzm /ten prawdziwy, a nie wypaczony/… wszak Człowiek to Duch wcielony, wiec?

- jasnym jest ze po śmierci otoczki fizycznej istnieje w formie Ducha właśnie… i o tym to o ile wiem, wspominają nawet i to nie jedne religie… Amen.

 

 

 

---pozdrawiam...infedro :)

 

 

 

To tak jak większość spraw, czynności, którymi się codziennie zajmujemy i które nieustannie zaprzątają nasz umysł, łącznie z uprawianiem magii przez niektórych, są wyrazem lęku przed unicestwieniem.

- otóż to… może nie zawsze jest, ale może być i to bardzo często… :)^

 

Wiarę w życie po śmierci zakwalifikowałbym raczej do tych bardziej szlachetnych zjawisk, które mają związek z owym lękiem. Taka wiara może się narodzić w lęku, ale stopniowo zmienia się w głębsze zrozumienie istoty życia.

- i nic dodać… :))

 

Możesz sobie poeksperymentować z czakramem korony zwiększając jego aktywność by taka wiara samoczynnie się pojawiła, to tylko blokady w tym czakramie zniekształcają obraz rzeczywistości, sprawiają, że pewne zjawiska są poza zasięgiem naszego umysłu.

- daj spokój Mah, Ona a za nią wszyscy „hrefnopodobni”/skrót myślowy/ nie wierzą w Czakry, karme ani Energie, ani tym bardziej Rozwój Duchowy, a nawet ani w Ezoterykę !!!… wierzą jedynie tylko w to że mogą „bezkarnie” mieszać w „Wyrdach” i ‘sieciach losu’ aby tylko sami mieli jakąś korzyść(bo To jest dla ich ego Najważniejsze), aaaha i jeszcze najpewniej szczerze wierzą w to, że po śmierci będą unicestwieni i tym samym, za Nic nie będą musieli odpowiadać… ;]^^

 

- wieeelkaaa jest siła iluzji… a szczególnie ta zaklęta w „pułapce ego”… Amen.

- Howgh Mah… :)^

 

 

---pozdrawiam...infedro :)

Edited by infedro
funkcja edytuj!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...