Jump to content

bylam z królem


Viera
 Share

Recommended Posts

Śniło mi się, że mój chłopak(dodam ze go nie mam) którego twarzy nie widziałam, został królem. Pamiętam że zabrał mnie do pałacu... Gdy go zwiedziłam, dodam ze był przepiękny! Mój luby zabrał mnie do pałacu obok, w którym zamknął drzwi tak żeby nie mógł nikt wejść i poszliśmy na górę pamiętam że obudziłam się rano na wielkim łóżku z białą pościelą przykryta czerwoną kapą a moj facet delikatnie tulił mnie i głaskał a rozmawialiśmy o tym jak to teraz będzie skoro on jest królem. Pamiętam jeszcze że przez okno wpadało dużo światła. Potem wpadli dziennikarze i zaczęli go wypytywać o różne rzeczy a o jakie? niestety nie pamietam. Przenisłam się do siebie do domu i w ogrodzie zobaczyłam moją kocice która adoptowała!:icon_smile2: innego kociaka, przygotowywałam miejsce dla przyszywanej "mamy".

 

Proszę was o pomoc ten sen strsznie mnie zastanawia! Dodam ze mam 20 lat i studiuję(przeczytałam ze to może byc pomocne w interpretacjii):icon_smile2:

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

  • Similar Content

    • AniolCiemnosci
      By AniolCiemnosci
      Witam, miałam dość dziwny sen a zaczęło się tak...
       
       
      miałam pokój z moją siostrą każda leżała w swoim łóżku to był wczesny ranek(tak mi się wydaje) i okazało się ze ojciec mnie nakrył na zmoczeniu łóżka (do 14 roku życia faktycznie miałam z tym problem) uciekłam z płaczem do łazienki trzymałam drzwi harmonijkowe żeby nikt ich nie otworzył, mojej cioci i siostrze się to udało. Weszły do łazienki z której ja szybko uciekłam...
       
      i tu nastąpiła całkowicie zmiana snu...
       
      wielki dom wręcz pałac z dobudowaną częścią domu. weszłam do swojego pokoju a za oknem duch mojej siostry siedział na parapecie, patrzała się na nie i uśmiechała. To byl sylwester mój młodszy kuzyn i jego znajomi bawili się na dachu tego pałacu zeskakiwali z jednego dachu na drugi, ubrani panowie w garnitury panie w nocne kreacje niektórzy mieli maski na twarzy.
       
      kolejna zmiana...
       
      jestem z mamą w centrum miasta świeci zachodzące słonce a my szukamy mojej siostry ja dalej widzę tylko jej ducha jak bym szła/biegła za cieniem ale taki bardziej hologram. mama tego nie widziała tylko się dopytywała gdzie ją widzę.
       
      powrót do zamku
       
      Znowu plączę tu z powodu siostry idę do pokoju zobaczyć czy będzie za oknem widzę tylko zabawy kuzyna na dachu. Wchodzę do pokoju dziewczynki (w śnie czuje ze to jakaś moja rodzina) ona nie reaguje na mnie wcale spoglądam w dół widzę gdzie została przybudowana czyść nowego domu.
       
      kuzyn bawiący się na dachu schodzi jakimiś ukrytymi schodami do wielkiej pięknej sali gdzie siedzi jakiś ważniak za biurkiem i jakiś drugi oprych to zobaczyłam jak by to było nakręcone kamerka.
       
       
       
      Czy ktoś coś z tego rozumie?
      Moja siostra żyje tak dla ścisłości
    • Guest Sancho Pansa
      By Guest Sancho Pansa
      Rozkład dotyczący uczuć pewnego pana:
      Walet + Król + Dama ( piki)
      Ktoś pomoże mi zinterpretować ten układ?
      Z góry dziękuję
    • rosomak37
      By rosomak37
      Witam!
       
      Proszę o dokładną interpretację tego, jakże dziwnego snu. Był on tzw. snem świadomym, mogłem w nim często decydować co robić.
       
      Ostatnio w moim życiu dzieją się dziwne rzeczy, bo ja już tak mam, że moje życie jest bardzo ciekawe. Podam kilka informacji, które mogą być przydatne przy interpretacji. Trzy tygodnie temu zostawiła mnie narzeczona. To ona jest opisana w tym śnie jako czarnowłosa kobieta. Byłem z nią rok, ale byłem (i nadal jestem) pewien, że to było właśnie to. Powiedziała, że nadal mnie kocha i jak zmienię niektóre zachowania, to do mnie wróci, bo ją raniłem. Typowa gadka, nie zostawia się kogoś jak się go kocha, ale niech będzie, była ze mną więc musi mieć swoje odchyły. Nigdy mnie nie okłamała, teraz też z nikim nie jest, jak podają moi przyjaciele. Ogólnie brzmi to chamsko, dlatego olałem ją i utraciłem wszelki kontakt – tylko w ten sposób mogę sprawić, aby zechciała do mnie wrócić, pokazując, że bez niej świetnie sobie radzę, aby zachciała walczyć i zauważyła, że utraciła coś wspaniałego – bawię się więc i spotykam z innymi, udając, że wszystko jest si. Takie dziwne kobiety już są i trzeba z nimi dziwnie postępować. Więc niby ją olewam i nie mam kontaktu, a jednak próbując ją nawet wyrzucić z myśli, nie mogę. Chcę wiedzieć czy z nią wszystko w porządku, czy nie jest chora itd. No nie ważne. Jest jeszcze taka sprawa, byłem zazdrosny o jej kolegę z uczelni, który jej pomagał w nauce. W sumie tym, że byłem zazdrosny, pokazałem, że jestem słaby i że on jest zagrożeniem, czym w jej podświadomości rozbudziłem jej chęć do bycia z nim. Z tym, że on się jej nie podoba. Nie jest z nim, nie chce być (tak słyszeli jej znajomi od niej, podstępem to wyciągnąłem), on nie jest w jej typie. No bo to taki frajer jest trochę, teraz się zastanawiam, jak mogłem być o niego zazdrosny ;/ No nie ważne. Kolejna rzecz – przyjaciel, który się pojawia w śnie – to jest były mojej byłej narzeczonej, jej pierwszy facet. W sumie to mu ją odbiłem, wcześniej mu mówiąc, że się w niej zakochałem i ma jej pilnować, bo nie chcę być przeciwko niemu. Odpuścił, stwierdzając, że mamy tego nie zepsuć. Pozostał naszym przyjacielem, odsuwając się jednocześnie w cień. Nadal nie rozumiem tej wspaniałomyślności… A teraz pojawia się w tym śnie w takim dziwnym miejscu… Ważna także informacją jest, że odzyskałem utracony kontakt z moją poprzednia dziewczyną, spotkaliśmy się kilka razy. Okazało się, że ona nadal mnie kocha, ale ja nie daję jej nadziei, choć czasem chciałbym czuć do niej to, co czuję do narzeczonej, bo była dziewczyna okazuje i okazywała mi więcej serca. Zawsze jest tak, że pragniemy tego, co nieosiągalne… Przejdźmy do snu.
       
      Pojawiłem się w pałacu. Ściany były jasnopiaskowego koloru, takiego jak w grze Harry Potter i komnata tajemnic, kto widział ten wie. Okna duże, przejrzyste, pałac mniej więcej XVII wiek. W środku było jasno, ponieważ był bardzo słoneczny dzień. Po pałacu, który był hotelem, przechadzało się sporo ludzi, wszyscy elegancko ubrani, jakby był to jakiś bal, choć światło wskazywało, że było dopiero południe. Były drewniane duże schody. Co było później, nie pamiętam – następną rzeczą, na jaką zwróciłem uwagę, to była jakaś łazienka, choć może wcale jej w śnie nie było… Jasne pomieszczenie z białymi płytkami, słoneczne. Nie wiem jednak, czy sobie nie dorobiłem tej wizji już po obudzeniu. Przejdźmy dalej. Pamiętam, że wszedłem do pewnego pokoju, dużego, pałacowego. Mógł mieć 10 metrów w głąb i na szerokość jakieś 6. Ściany po lewej stronie nie widziałem, nie zwróciłem na nią uwagi, ale była to pewnie zwykła ściana. Naprzeciwko mnie, też zwykła ściana, mógł być tam jakiś obraz, ale nie wiem. Wiem, że dalsza część pomieszczenia była mniej oświetlona, ze względu na okno, które znajdowało się na ścianie prawej, ale nie zajmowało jej całej długości. Pod oknem stało drewniane łóżko, a na nim, ku mojemu zdziwieniu ujrzałem leżącą moja była, którą wciąż kocham i jej byłego, mojego poprzednika, który był i nadal jest (o dziwo) moim przyjacielem. On leżał pod oknem nieruchomo, z głową w moją stronę, na brzuchu, blond włosy ułożone były tak, że nie było widać jego twarzy, jednak od razu go rozpoznałem. Owinięty był w białe, zmięte prześcieradło, tak, że wystawała tylko głowa. Obok niego leżała, wsparta na łokciach moja była, tez owinięta w prześcieradło. Było widać, że pod nim nic nie ma. Przeszła mnie wtedy myśl, że na pewno oni tego ze sobą nie robili, ale może sam chciałem siebie upewnić, nie wiem. Miała rozwichrzone, rozlokowane czarne włosy, ciemniejsze niż zawsze. Wyglądała tak, jak kiedyś gdy byliśmy razem w górach. Elegancko i wyzywająco. Trochę strasznie. Na ustach miała szminkę, a na szyi jakiś łańcuszek z zawieszką. Patrzyła na mnie z przenikliwym, wiedźmowym uśmiechem. Była piękna. Pamiętam, że podszedłem do przyjaciela i spojrzałem na niego. Odsunąłem mu włosy z twarzy. To na pewno był on. Wyglądał jakby spał, ale nie mam pewności, możliwe że nie żył. Choć przeszła mnie myśl, że żyje. Odsunąłem się krok do tyłu, a ona zaczęła wstawać. Jej bosa stopa pojawiła się na czerwonym wielkim dywanie, który zajmował całą powierzchnię pokoju. Stała owinięta w prześcieradło i patrzyła na mnie z triumfującym uśmiechem. Przypomniała mi sukuba, potwora, który uwodzi, uprawia seks, a następnie zabija ofiarę.
       
      Obraz zniknął. Schodziłem po pałacowych schodach, które wychodziły na wielką, jasną salę. W niej ustawione było mnóstwo kwadratowych stolików z białymi obrusami, przy nich siedziały pary. Za stolikami była ściana z olbrzymim oknem, poprzecinanym wspornikami. Pomieszczenie było bardzo słoneczne, za nim widać było park. Czułem niesmak przez to, co widziałem (byłą z byłym/przyjacielem), ale nie dziwiło mnie to za bardzo. Wyszedłem do tego parku, chociaż nie mam pojęcia jak to zrobiłem. Tam także panie w sukniach z parasolkami przeciwsłonecznymi i panowie w smokingach, przechadzali się. Pałac ustawiony był na lekkim wzniesieniu, chcąc zejść na dół zauważyłem małą dróżkę wydeptaną w trawie, długości mniej więcej 4 m, kąt nachylenia jakieś 30 stopni. Była nieco błotnista, nie wiedziałem jak złapię przyczepność. Ześlizgnąłem się po niej na doł, balansując, aby się nie przewrócić. Pod koniec drogi poślizgnąłem się i upadłem. Wstałem szybko, mając nadzieję, że nikt tego nie widział i nikt nie będzie się ze mnie śmiał. Będąc już na dole poszedłem kawałek do przodu, i spojrzałem na marynarkę. Przewróciłem się na lewy łokieć i w tym miejscu marynarka była brudna od błota. Poszedłem dalej ścieżką, w stronę słońca. Po prawej ode mnie, nieco wyżej znajdowała się mało ruchliwa ulica, a za nią zabytkowe budynki secesyjne. Po lewej zaś pasmo drzew, równoległe do dróżki, która szedłem, a za nim kolejna dróżka. Przeskoczyłem między drzewami i poszedłem lewą dróżką. Jeszcze bardziej po lewej był druciany płot, a za nim jakieś hałdy ze żwiru czy śmieci. Czarne góry. Poszedłem do przodu i za jakieś 200 metrów wyszedłem na ulicę, za którą nie było budynków. Nie wiem co tam było, plac? Skręciłem w lewo. Nie było chmur. Nadal szedłem wzdłuż płotu drucianego, a za nim były góry ze śmieci. Podszedłem do śmietnika, koło jakiś straganów. Otworzyłem go i wyrzuciłem do niego przytulankę, pieska, którą wyjąłem z plecaka. Zawróciłem. Kawałek dalej zastanowiłem się i stwierdziłem, że przecież mogę tą Przytulankę sprzedać na allegro. Zawróciłem i otworzyłem śmietnik. Pani ze straganu powiedziała „właśnie, przecież możesz sprzedać te zabawki”. Obok mnie pojawił się chłopak, mógł mieć 18 lat lub mniej, krótko obcięte ciemne włosy, młodzieńczy wąsik, chudy, ubrany w zwykłe ciuchy. Był dla mnie przyjazny, choć w ogóle go nie znałem. W koszu było teraz dużo więcej Przytulanek. Zacząłem w nim grzebać i wyciągać ich coraz więcej, on też wyciągał. Inne śmieci znikały, w końcu w koszu były same Przytulanki. Nagle kosz płynnie zmienił się w stół z białą ceratą czy obrusem, taki jak na straganach. Na nim stały Przytulanki oraz metalowe figurki z brązu, mosiądzu, miedzi, z różnymi szlachetnymi kamieniami. Powiedziałem do chłopaka, który też wybierał ze mną Przytulanki, że wezmę jeszcze tą – i pokazałem na jakąś figurkę z brązu, która miała jakiś biały jasny kamień na górze. Przecież to nie będzie kradzież. Wszystkie te figurki były małe, miały maks 7 cm wysokości. Ta akurat miała dużo rąk, wyglądała jak jakiś hinduski bożek, a z białego lśniącego kamienia była chyba wykonana głowa. Nie wziąłem jej jednak. Obudziłem się.
       
      Co to znaczy? Jeszcze raz proszę o dokładną interpretację. Pozdrawiam!
    • Tom132
      By Tom132
      Witam, proszę o interpretację moich 2 snów:
       
      Pierwszy był taki, że byłem w nim królem (cały sen był jakby "animowany"). Chodziłem po mieście i sprawdzałem jak pracują ludzie. Dawali mi część tego, co zrobili (danina jakaś?). Póżniej nagle znalazłem się na jakimś polu, i biegły na mnie barany i jakieś tam zwierzęta (króliki chyba, ale nie jestem pewien) następnie stałem tak i podbiegł do mnie baran i jakoś tak się złożyło, że siadłem na nim i jechałem po jakiejś drodze.
       
      Drugi sen był inny. Byłem w kościele. Jakaś uroczystość chyba była, pełno ludzi. Pielgrzymki się schodziły. Siedziałem w ławce, patrzę, a tu mnóstwo księży przesuwa się w stronę ołtarza (mieli mszę odprawiać). Później pamiętam, że śpiewałem głośno jakąś wesołą pieśń. Po zakończeniu się tej mszy przechodził przez kościół jakiś przewodnik grupy i mówi "słyszeliście, że cała nasza grupa ma chorobę belzebuba?".
       
      Tyle pamiętam z tych snów. Proszę o interpretację.
      Pozdrawiam
    • zebra
      By zebra
      witam,
      miałam sen i proszę o pomoc w interpretacji...tak dużo symboli, że aż obudziłam się ciężka, wręcz przygnieciona
      byłam w jakimś starym, opuszczonym pałacu z moją przyjaciółką (w rzeczywistości przechodzimy trudny okres), wydaje mi się, że ona zaprosiła mnie tam.wszystko tam było na granicy rozpadu, pamiętam ciemne zacieki na murach i widok na ogród, przez okna bez szyb. ogród od dawna nie był pielęgnowany, ale przyjazny, co jakiś czas tam spoglądałam, pamiętam mocny zielony kolor. chodziłyśmy po korytarzach, a potem znalazłyśmy się w toalecie, w której wszystko było zardzewiałe. przyjaciółka zamknęła się w ubikacji, a ja zostałam przy takich okropnych umywalkach i nagle zobaczyłam, że wdeptuję w ekskrementy, rozglądnęłam się i zobaczyłam, że jest tam pełno błota i odchodów. zaczęłam się wycierać, potem nagle poczułam, że moje zęby w dolnej szczęce zaczynają się ruszać i poczułam straszny lęk, miałam przeczucie że to coś złego i strasznie się wstydziłam. czułam, jak wszystkie te zęby zaczynają się unosić, jakby wszystkie chciały wypaść na raz. zamknęłam mocno usta i próbowałam wszystkie zęby pochować językiem, bardzo to było męczące, bo w ustach zbierała się ślina i te zęby powoli zaczęły się rozpuszczać, nie mogłam się odezwać ani przełknąć śliny. zobaczyłam moją przyjaciółkę, patrzyła na mnie, coś mówiła, a ja z buzią pełną ruszających się zębów czułam, że nie dam już rady. odwróciłam się i zobaczyłam tam też moją mamę, która na mnie patrzyła. już dłużej nie mogłam, podeszłam do wiszącego lustra, otworzyłam usta i pociągnęłam za zęby (towarzyszył temu wielki lęk, bałam się, że zobaczę nagie dziąsła i nie mogłam tego przeżyć, było to dla mnie obrzydliwe). wtedy okazało się, że z wyjęciem zębów nie ma najmniejszego problemu, wszystkie były ze sobą złączone jak w sztucznej szczęce. spojrzałam na dziąsła i zobaczyłam, że są tam jakieś nowe zęby, jeszcze niewielkie, takie zaczątki, ale właściwie wszystkie, i na dodatek ładne i białe. poczułam ulgę, ale resztki napięcia towarzyszyły do końca snu. widok z lustra obudził mnie i właśnie dlatego czułam się tak dziwnie ciężko, jakbym się mocno napracowała...
×
×
  • Create New...