Jump to content

Zero chorób? Tylko zdrowe żywienie!


Salomon

Recommended Posts

Zastanawiałem się przez jakiś czas nad tym, czy warto tutaj zakładać tego typu temat. Nie wahałem się jednak długo, gdyż mimo faktu, że jesteśmy na forum Ezoterycznym to jego poszczególne dziedziny wiążą się z ziołolecznictwem i zdrowiem. Znalazłem tylko jeden podobny temat, było to jednak zapytanie o zdrową żywność konieczne do napisania pracy pisemnej przez jego autora/autorkę. Było to jednak zapytanie, a więc nie tworzył on ze zdrowej żywności i dietetyki pewnej dziedziny wiedzy, która myślę, iż pomogłaby na pewien sposób każdemu z nas. Jest to na prawdę duże forum z całą masą użytkowników, którzy borykają się z jakimiś bólami, problemami zdrowotnymi, słabą odpornością, nadwagą, albo po prostu którzy są zainteresowani utrzymywaniem samych siebie w zdrowiu i w jak najlepszej formie.

 

Na swój temat w tej dziedzinie mogę napisać niewiele. Jestem młodą osobą, ale z tych paru tysięcy książek, które przeczytałem w swoim życiu, spora ich część dotyczyła właśnie zdrowia, dietetyki i medycyny. Takie kwestie jak szczepienia, czy leczenie różnych chorób pozostają w gronie moich najściślejszych zainteresowań, a kiedy publikowałem artykuły o zdrowiu w sieci spotykałem się zazwyczaj z pozytywnym wydźwiękiem. Pomogłem nie tylko sobie, ale wielu innym osobom. Znanym mi, jak i tym, które napisały do mnie w internecie, bądź które do mnie zadzwoniły. Czasami korespondencję utrzymywałem miesiącami pomagając, doradzając i motywując. Nie stawiam się w roli autorytetu w zakresie dietetyki, sądzę jednak, iż wiedza, którą posiadam wraz z analizą tego czego się dowiadywałem, po wielu praktycznych próbach "poprawiania" porad innych jestem w stanie częściowo nakierować na odpowiednie tory w dziedzinie żywienia i dbania o zdrowie.

 

Co zatem proponuję? Otóż jestem w stanie zaoferować indywidualne programy diet i leczenia. Nie zawsze mogę obiecać sto procent poprawy, jednakże podchodzę do tego tematu bardzo poważnie i chcę pomóc ludziom, którzy w natłoku różnych informacji nie wiedzą co byłoby właściwsze. Ludziom, którzy są zagubieni, a szukają pomocy, bądź są po prostu pewnych rzeczy ciekawi. W oparciu o grupę krwi, grupę hormonalną (sam ją odnajduję), o przebyte choroby i wiele innych rzeczy, jestem w stanie zaoferować w tym temacie porady, które pomogą między innymi:

 

1. Pozbyć się nadmiernych kilogramów ciała

2. Oczyścić organizm z toksyn

3. Na kierunkować na odpowiedni tryb żywienia dopasowany indywidualnie do naszego trybu życia jak i do naszego organizmu, oraz jego zróżnicowanych potrzeb

4. Zwiększyć odporność organizmu na zarażenia bakteryjne i wirusowe

5. Leczyć bądź też wspomagać leczenie wielu chorób bądź urazów, między innymi: osteoporozy, nowotworów, wrzodów, nadciśnienia, próchnicy, cukrzycy itp.

 

Potrzebujemy do życia 90 dodatków żywnościowych: 60 minerałów, 16 witamin, 12 podstawowych aminokwasów, białek i trzy podstawowe kwasy tłuszczowe. Gdybyśmy wszystkie z tych rzeczy zażywali w odpowiednich ilościach, bylibyśmy w praktyce pozbawieni jakichkolwiek chorób. Żyjąc zdrowo, uzupełniając braki w naszych organizmach, jedząc to co jest dla nas odpowiednie, wspomagamy nasz organizm i niszczymy nasze choroby, oraz długotrwałe problemy np. bóle części ciała.

 

Jednocześnie zachęcam też innych do dzielenia się własnymi przemyśleniami i ciekawymi sposobami na leczenie.

 

Pamiętajmy: nieprawidłowa dieta o 50% zwiększa ryzyko nowotworów! Musimy wiedzieć czego potrzebuje nasz organizm, jakie występują w nim braki, oraz jak możemy je uzupełnić. Nie mam w tej dziedzinie wiedzy absolutnej, mogę jednak pomagać w leczeniu, w łagodzeniu objawów, a przede wszystkim w profilaktyce, gdyż ją właśnie uważam za podstawę.

 

Apeluję od razu o rozsądek. Tutaj chodzi o nasze życie, o nasze zdrowie. Większość ludzie traktuje tego typu sprawy dosyć lekceważąco. Raz na jakiś czas zjedzą jakiś owoc, zażyją preparacik z 60mg witaminy C przy koniecznej dawce kilku gram dziennie, a potem spożywają w masowych ilościach gluten, cukier i inne trucizny. Dodajmy jeszcze alkohol, papierosy, różne inne używki, a potem jest wielkie zdziwienie, że jak to chory jestem? No i również wtedy nikt nie myśli o zmianie nawyków żywnościowych i o medycynie naturalnej, gdyż w razie czego mamy przecież szczepionki, lekarzy do krojenia nas, przeszczepy i dziesiątki tabletek. A w szpitalu nawet osobom chorym na cukrzyce nikt nie poda czegoś poza masowymi ilościami glutenu szkodliwymi dla nich chyba najbardziej z wszystkich.

 

Na przykład jeszcze jedna ciekawostka:

 

''Większość przypadków wirusa Ebola i z Marburga, ptasiej grypy, i gorączki zachodniego Nilu jak wszystkich ostrych i zakażeń mogą być leczone lub zaleczone wielokrotnymi dawkami askorbinianu sodu (witamina C aplikowana dożylnie). Dzieje się tak, ponieważ wszystkie te choroby powodują objawy i zabijają z powodu ogromnej ilości wolnych rodników. Witamina C (akorbinian) jako silny antyoksydant oczyszcza komórki z wolnych rodników, działając poprzez dostarczanie elektronów neutralizujących duże ilości wolnych rodników powodujących te choroby.''

 

Nikt nie zadba lepiej o nasze zdrowie niż my sami. A jeśli ktoś z nas ma jakiś problem lub jeśli chce podjąć działania profilaktyczne: jestem tutaj właśnie po to...

Edited by Salomon
Link to post

 

Na przykład jeszcze jedna ciekawostka:

 

''Większość przypadków wirusa Ebola i z Marburga, ptasiej grypy, i gorączki zachodniego Nilu jak wszystkich ostrych i zakażeń mogą być leczone lub zaleczone wielokrotnymi dawkami askorbinianu sodu (witamina C aplikowana dożylnie). Dzieje się tak, ponieważ wszystkie te choroby powodują objawy i zabijają z powodu ogromnej ilości wolnych rodników. Witamina C (akorbinian) jako silny antyoksydant oczyszcza komórki z wolnych rodników, działając poprzez dostarczanie elektronów neutralizujących duże ilości wolnych rodników powodujących te choroby.''

 

Nikt nie zadba lepiej o nasze zdrowie niż my sami. A jeśli ktoś z nas ma jakiś problem lub jeśli chce podjąć działania profilaktyczne: jestem tutaj właśnie po to...

 

Okej. Udowodniłeś nam już, że nie masz zielonego pojęcia, na temat rzeczy o których piszesz. Z której części ciała wyjąłeś teorię, że wirusy Ebola uwalniają ogromną ilość wolnych rodników? Polecam na przyszłość dokształcić się w tematach, w których masz zamiar ekspercić. Co do dobroczynnego wpływu ziół na gorączkę krwotoczną - czarni w Afryce ziół maja w bród. Jak im one pomagają w tej chorobie wszyscy wiemy.

Edited by Wiedźmin
Link to post

To ciekawe, że coś co w zapobieganiu i leczeniu przeziębienia czy grypy ma skuteczność podobną do placebo (pomijając pewne wyjątki) ma wyleczyć gorączki krwotoczne, ptasią grypę i inne choroby zakaźne świata tego.

Z drugiej strony ktoś te 50 ton spożyć musi (tyle wynosi roczna produkcja witaminy C).

 

Szkoda, że CDC jeszcze o tym nie wie, oszczędziliby na Chemturionach i innych tego typu zabawkach sporą kasę.

Link to post

Oczywiście był to cytat jednego z artykułów, ale nie jest to wcale pozbawione sensu przy bliższym poznaniu tematu. Mógł to być też efekt ucięciu cytatu. Oto rozwinięcie tej kwestii z tej samej strony po uprzednim tłumaczeniu:

 

Wyniki z Marburga 3 maja 2005:

 

Przemysł farmaceutyczny, eksperci na temat gorączki krwotocznej = 280 drastycznych przypadków śmierci, krwawienie, plucie krwią, inne swoiste objawy szkorbutu

Badanie poziomu witaminy C we krwi = 0

Próbne badanie kuracji askorbinowej = 0

 

Wyniki z Marburga 18 maja 2005:

Przemysł farmaceutyczny, eksperci na temat gorączki krwotocznej = = 311 + 8 = 319 dramatycznych przypadków śmierci, krwawienie, plucie krwią, inne swoiste objawy szkorbutu

Badanie poziomu witaminy C we krwi = 0

Próbne badanie kuracji askorbinowej = 0

 

W przypadku Eboli, Marburga, gorączki zachodniego Nilu i ptasiej grypy, te ilości wolnych rodników, jakie są wytwarzane w tych procesach chorobowych, są za duże nawet dla dużych doustnych dawek witaminy C (kwasu askorbinowego). Ilość elektronów w askorbinianie sodu, która może być tolerowana dożylnie jest nawet większa niż elektronów w kwasie askorbinowym tolerowanym doustnie. Dlatego też, w tych ciężkich przypadkach niezbędne jest dostarczenie wystarczającej ilości elektronów przy pomocy askorbinianu sodu podanego dożylnie.

 

Mówiąc wprost, wszystkie te informacje muszą być chowane w tajemnicy przed opinią publiczną, ponieważ mogłoby się stać oczywistym dla każdej myślącej osoby, że skoro witamina C może leczyć Ebole, Marburg, gorączkę zachodniego Nilu i ptasią grypę, to co w przypadku innych chorób zakaźnych i stanów zapalnych?

 

Dr.med. Frederik Klenner z uznaniem komentował w latach trzydziestych potencjał leczniczy witaminy C. Eksperymentował na sobie samym, swoich dzieciach i pacjentach, i przekonał się, że może zahamować rozwój chorób szczególnie wirusowych stanów zakaźnych u dzieci w przeciągu minut lub godzin od podania uderzeniowej dawki witaminy. Jako jeden z pierwszych zauważył i opisał zjawisko spadku witaminy C we krwi osób cierpiących na choroby zakaźne.

 

Ostrość niedoboru zależała od długości trwania choroby i nasilenia objawów. Wydawało mu się jasne, że wiele tego rodzaju przypadków jest bezpośrednim następstwem poważnego braku witaminy w C w organizmie, graniczącego z niedoborem powodującym szkorbut. Mowa o naturalnej witaminie C.

 

Uważał, że pacjenci z niskim stężeniem witaminy C we krwi narażeni byli na ryzyko wirusowego zapalenia mózgu, płuc zapadnięcia w śpiączkę, a nawet śmierci.

 

Wiedział, że witamina C jest niezbędnym budulcem substancji międzykomórkowej, tworzącej wiązania włoskowatych naczyń krwionośnych. Łącza te mogły ulec osłabieniu, w wyniku, czego bakterie lub wirusy przeniknęłyby do mózgu. Gdy stężenie witaminy C we krwi spada do poziomu 1 mg na litr, włoskowate naczynia krwionośne stają się łamliwe. Zjawisko to poznano i opisano w latach czterdziestych.

 

Wiele badań poświęcono skutkom leczenia infekcji wirusowych witaminą C.

Znamy opisy badań nad leczniczym działaniem witaminy C na infekcje bakteryjne. W jednej z nich znajdujemy informację, że podanie witaminy C hamowało wzrost prątków gruźlicy.

 

Okazuje się też, że deaktywuje ona inne bakterie, w tym bakterie tyfusu, paciorkowce i laseczki tężca. Zaobserwowano też zjawisko deaktywacji toksyn tężca, dezynterii, dyfterytu i gronkowcowych stanów zakaźnych.

 

Brak witaminy C prowadzi do zaburzeń odporności organizmu na zakażenia i oddziaływanie niektórych toksyn. Wysoki poziom witaminy C w organizmie sprzyja tworzeniu maksymalnych zasobów glikogenu w wątrobie i wzmocnieniu jej czynności odtruwających. Ma to wielkie znaczenie we wszelkich infekcjach pasożytniczych (grzyby, bakterie, robaczyce), w zatruciach organizmu toksynami chemicznymi bądź w przypadku wszystkich rodzajów wirusowego zapalenia wątroby.

 

Witamina C posiada właściwości obronne w stosunku do wielu substancji toksycznych: ołowiu, dwusiarczku węgla, aniliny i innych. Wg. Dr Clark, witamina C pomaga neutralizować wszystkie mykotoksyny pleśniowe (toksyny pochodne od grzybów), w tym również bardzo trującą – aflatoksynę. Sporysz również można zlikwidować/zneutralizować jego toksyny witaminą C, ale pomaga to na ok. 10 minut.

 

Wierzę w rzetelność wielu badań naukowców poza głównym nurtem. Nie każdy musi w pewne rzeczy wierzyć. Niektóre osoby nie wierzą w istnienie NOL, inne nie wierzą w szkodliwość szczepionek i w skuteczność pewnych witamin czy minerałów. Natomiast drugie stwierdzenie było na pewno ładnym sarkazmem, miało się jednak nijak do podważania prawdziwości tejże tezy. Oferuję przede wszystkim informacje dotyczące różnorakich diet, ale również inne porady. Od razu podkreśliłem, że nie jestem ekspertem, jednakże nikomu nie nakazuję stosowania moich zaleceń i odpowiadam za nie wszystkie. Wierzę też w zadziwiające możliwości uderzeniowych dawek witaminy C, nawet w przypadku wirusa Eboli o czym można trochę więcej poczytać po angielsku w internecie. Oby jednak nikt się nie trafiał na forum z gorączką krwotoczną.

Link to post
To ciekawe, że coś co w zapobieganiu i leczeniu przeziębienia czy grypy ma skuteczność podobną do placebo (pomijając pewne wyjątki) ma wyleczyć gorączki krwotoczne, ptasią grypę i inne choroby zakaźne świata tego.

 

Jest to oczywiście nieprawda. Witamina C bardzo skutecznie zapobiega przeziębieniom i grypie jeśli jest zażywana w odpowiednich ilościach. 60-200 miligram przy koniecznych kilku gramach to nie jest odpowiednia dawka witaminy. O jej skuteczności w odpowiedniej ilości napisano wiele artykułów, ja je jedynie mogę tutaj zacytować lub podać odpowiednie linki gdyż skala kłamstw w tej dziedzinie jest niewyobrażalna. Tym bardziej, że te tabletki z witaminą C nie dość, że posiadają dawki zbyt małe nawet jak na pospolitą mysz, to jeszcze ich skład sprawia, że w 97% są natychmiast wydalane przez organizm bez żadnej skuteczności. To właśnie fakt, iż witamina C może tak wiele rzeczy leczyć jest taką przeszkodą w jej powszechnym stosowaniu.

 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Witamina-C-w-wysokich-dawkach-leczy-nowotwory-na-razie-u-myszy,wid,10221630,wiadomosc.html?ticaid=111927

 

http://www.arkadia-polania.pl/cala-prawda-o-witaminie-c2.php

 

Witamina C jako lek na przeziębienie, na grypę i masę innych chorób.

 

„W dawnych czasach długie podróże morskie powodowały śmierć wielu marynarzy. Po 70 dniach diety pozbawionej witaminy C zaczynała się awitaminoza, a po czterech, sześciu miesiącach dochodziło do poważnego rozpadu ścian naczyń krwionośnych, niedokrwistości, wypadania zębów oraz wielu innych bardzo przykrych objawów.

Doprowadzało to do samoistnych krwawień, a później do krwotoków wewnętrznych i zgonów. Mimo że choroba ta, nazwana szkorbutem, dziesiątkowała dawnych marynarzy, nigdy nie zachorowały na nią zwierzęta podróżujące statkami. Szczury okrętowe czy koty trzymane do ich zwalczania czuły się wyśmienicie. Wytłumaczenie tego faktu jest bardzo proste. Zwierzęta te, tak jak 99 proc. wszystkich zwierząt, produkują samoistnie witaminę C, która jest niezbędna do syntezy kolagenu, elastyny i innych związków. Kolagen zaś jest głównym składnikiem skóry i ścian naczyń krwionośnych, tworzy również fundament naszych kości

 

Naczynia krwionośne, a zwłaszcza wieńcowe serca, w ciągu całego naszego życia są poddawane nieustannej pracy. Prawie 100 tys. razy dziennie serce człowieka podnosi i obniża ciśnienie krwi, tłocząc ją nieprzerwanie przez tętnice i żyły. Nic dziwnego, że poddane największemu stresowi mechanicznemu tętnice serca zużywają się najszybciej i wymagają ciągłych napraw. Zbyt mało naturalnej witaminy C w naszym pożywieniu prowadzi do osłabienia ścianek naczyń i powstawania mikrouszkodzeń.

Organizm, nie mogąc ich naprawić z powodu niedoboru tej witaminy, stara się uszczelnić je za pomocą dostępnych środków. Używa do tego cholesterolu i innych tłuszczy transportowanych we krwi jako lipoproteiny (np. LDL). Ma to jednak poważny skutek uboczny. Z upływem czasu odkładanie się cholesterolu prowadzi do zmian patologicznych i formowania pokładów miażdżycowych w naczyniach, co ogranicza światło przepływu krwi. Przy długotrwałym niedoborze prawdziwej witaminy C, a nie jej chemicznych „odpowiedników”, pokłady cholesterolu stale rosną, prowadząc w skrajnych przypadkach do uniemożliwienia przepływu krwi. Jeżeli zdarzy się to w naczyniu krwionośnym dostarczającym krew do mózgu, dochodzi do udaru. Jeśli w sercu do zawału.

 

Badania w tym kierunku zainicjował dr Matthias Rath we współpracy z dwukrotnym noblistą Linusem Paulingiem. Kontynuuje je Instytut Badawczy Dr. Ratha w Kalifornii. Kieruje nim, co jest powodem do dumy dla Polaków, dr Aleksandra Niedzwiecki. Jednym z dowodów potwierdzających wpływ witaminy C na choroby serca i umożliwiających proste tego zrozumienie, jest badanie, jakie przeprowadzono na świnkach morskich. Są one, tak jak i ssaki naczelne, wyjątkiem w świecie ssaków, ponieważ nie produkują samoistnie witaminy C. Aby zbadać wpływ tej witaminy w kierunku podatności na miażdżycę, podzielono świnki morskie na dwie grupy. Jedna z nich dostawała pożywienie bogate w witaminę C, a druga ilości odpowiadające minimalnemu zapotrzebowaniu na nią. Gdy przebadano je po jakimś czasie, okazało się, że w pierwszej grupie testowanych zwierząt nie znaleziono żadnych złogów w naczyniach krwionośnych.

W drugiej złogi były znaczne, zwłaszcza w pobliżu serca. Wiele innych badań, włączając w to badania kliniczne, potwierdza niesłychaną ważność witaminy C dla zdrowia.

 

Na świecie co sekundę ktoś umiera na jedną z chorób serca. Jest to ponad 12 mln ludzi rocznie. O parę rzędów więcej niż ilość zgonów wystarczająca do wzbudzenia w mediach ogólnoświatowej paniki, jak to było z ptasią grypą. Ale panika tamta spowodowała masowe wykupywanie szczepionek i innych lekarstw. Mimo że nie ma leków zwalczających wirusy, ponieważ nie mają one swojego metabolizmu, który można uszkodzić lub zdestabilizować. Pozostaje nam zadać pytanie: dlaczego wiedza na temat powiązania między witaminą C i chorobami serca, mimo że tak potrzebna i udokumentowana, nie jest powszechnie znana? Odpowiedź jest prosta – w czasach hiperkonkurencji, wyścigu szczurów oraz powszechnej pogoni za pieniądzem, który ze zwykłego przelicznika towarów i usług stał się głównym celem życia, przekazywana i podawana jest prawie wyłącznie informacja sensacyjna lub dająca bezpośredni zysk. Media, zwłaszcza ostatnio, skoncentrowały się na takich działaniach, które przynoszą pieniądze.

 

Ważny jest reklamodawca i jego wpłaty. Mniej ważne jest, czy przekazywana informacja jest rzeczywiście rzetelna i korzystna dla jej odbiorcy. Czytelnicy ze zmęczenia i z braku czasu najczęściej ograniczają się do przejrzenia podstawowych informacji i przyswajają praktycznie wyłącznie zawarty w nich przekaz emocjonalny – sensacja, panika, kryzys, wojna, pandemia. Są to prawie wyłącznie przekazy negatywne. Czy nie czas zacząć poszukiwać pozytywów, optymalnych rozwiązań oraz rzeczywistej wiedzy zamiast taniej sensacji?” źródło: mojeserce-andriju.blogspot.com

 

Ja od siebie dodam, że wokół witaminy C istnieje specyficzna konspiracja koncernów farmaceutycznych i WHO. WHO zaleca zaledwie 30 – 60 mg witaminy C na dobę, i to tej sztucznej. Taka dawka to życie w ledwo maskowanym szkorbucie. Ludzki organizm potrzebuje nawet 6000 mg (6 gramów!) witaminy C na dobę. W przypadku choroby witamina C rozpada się tak szybko, że zapotrzebowanie może być nawet wielokrotnie większe niż owe 6 gramów! Witaminę C wspomagają bioflawonoidy, rutyna, selen i inny przeciwutleniacze.

Organizm owczarka niemieckiego produkuje – uwaga – 35000 mg witaminy C na dobę! To aż 35 gramów. Maleńka myszka polna produkuje owe 60 mg, czyli podwójną dawkę zalecaną młodzieży.

 

Konspiracja numer dwa w sprawie witaminy C polega na tym, iż zalecane są dawki sztucznej, produkowanej syntetycznie witaminy C. Czym ona różni się od tej naturalnej? Przede wszystkim, sztuczna witamina C bardzo obciąża nerki. Po około trzech godzinach wydalanych z moczem jest 70% – 97% przyjętej dawki sztucznej witaminy C. Do organizmu wchłania się zaledwie 2 – 3%, niektórzy mówią o 30% przyjętej dawki. Biorąc nawet 1000 mg sztucznej witaminy C nie zapewniasz sobie nawet połowy dziennego zapotrzebowania. Należy brać naturalną witaminę C, np produkowaną technologią Pure – Way C (producenci: Swanson, Olimp i inni), lub wprost z warzyw i owoców. Oczywiście, w odpowiedniej dawce. Ja zażywam około 3 gramów tej witaminy na dobę, w czasie choroby do 4 gramów. To jednak może być niewystarczające, dlatego zażywam preparaty z bioflawonoidami, rutynę, selen i czasami przeciwutleniacze z zielonej herbaty.

 

Pożyteczne preparaty:

 

-”Gold Vit C 1000 Forte” firmy Olimp Labs. Zawiera aż 1000 mg naturalnej, mikrokapsułkowanej witaminy C. Jest ona produkowana najnowocześniejszą technologią Pure Way C. Brać 3- 6 tabletek na dobę, w czasie ostrej choroby zażywać nawet 10 (!) tabletek tego preparatu dziennie. Czytałem opinię naukowców, że ludzki organizm toleruje dobrze nawet 18000 mg witaminy C dziennie, oczywiście tej naturalnej. Czyli 18 takich tabletek dziennie.. Witaminy C nie należy jednak przedawkowywać. ja zalecam dawki 1000 mg (dla dziecka, młodzieży) do 6000 mg dla osoby dorosłej. Preparat Gold Vit C Forte można kupić w aptece, czasami trzeba powiedzieć farmaceucie żeby zamówił ten preparat w hurtowni, bo teraz jest sezon grypowy i może tego brakować w aptekach. Szukajcie promocji, najczęściej w aptekach sieciowych. Można też zamówić w różnych sklepach internetowych, polecam zamawiać od razu po kilka opakowań bo wtedy jest taniej.

 

-preparat w proszku lub tabletkach “Acerola”, witamina C jest tam produkowana z naturalnej rośliny o nazwie acerola. Stosować dawki jak powyżej, ja zalecam 1000 – 6000 mg. Ale chyba się nie opłaca, choć to i tak lepsze niż sztuczna witamina C w Rutinoscorbin. Nie znam dobrze Aceroli. Acerole można kupić w sklepach internetowych lub w w sklepach ze zdrową żywnością, także drogeriach

 

-preparat firmy Swanson, 90 tabletek w opakowaniu o mocy 500 mg naturalnej witaminy C produkowanej technologią Pure Way C + przeciwutleniacze. Szukajcie w internecie, tylko na zamówienie. Najlepiej kupować po kilka opakowań, jest taniej wtedy. Stosować dawki jak powyżej.

 

-syntetyczne formy witaminy C, o przedłużonym okresie uwalniania (12 – 24 godzin) dostępne tylko w sklepach internetowych, w opakowaniach po 100 tabletek. Kosztują niewiele jak na taką ilość, ich wydajność jest większa niż typowej sztucznej witaminy C ponieważ uwalnia się ona stopniowo, przez 12 do 24 godzin. Przykłady rekomendowanych przeze mnie preparatów: “Vitamin C with rose hips” firmy Nutrend. Zawiera 500 mg witaminy C o przedłużonym uwalnianiu. Preparat nr 2: “Vitamin C 1000 with rose hips” firmy Bio Tech USA. Zawiera 1000 mg witaminy C o przedłużonym uwalnianiu. Oprócz tego, preparaty te zawierają szereg cennych naturalnych przeciwutleniaczy.

Te preparaty witaminy C o przedłużonym uwalnianiu brać 500 mg – 2000 mg dziennie jako dodatek do naturalnej witaminy C.

 

preparat Nursea Betarutin firmy Synoptics. Niestety, ale zawiera sztuczną witaminę C – 160 mg. Ale oprócz tego ma bardzo cenny składnik – Beta Glukan 1,3/1,6 D. Składnik ten jest pochodzenia naturalnego roślinnego i wzmacnia odporność. W okresie przeziębienia warto do naturalnej witaminy C (dawki do 4000 mg na dobę) dodać 3 – 6 tabletek Rutinoscirbin Plus, ponieważ zawiera on cynk, selen i ważny przeciwutleniacz wzmacniający siłę witaminy C – rytozyd / rutynę. Niestety, Rutinoscorbin zawiera 60 lub 100 mg syntetycznej witaminy C, która w nadmiernych ilościach obciąża nerki. Stosować go tylko jako dodatek do naturalnej witaminy C i nie przesadzać z dawkami!

 

Dla każdego człowieka / organizmu optymalna dawka witaminy C jest INNA. Poeksperymentujcie trochę, jeśli na dawce 1000 lub 2000 mg witaminy C naturalnej lub o przedłużonym uwalnianiu czujesz się źle, dalej się przeziębiasz, zwiększ dawkę naturalnej witaminy C tak, aby łącznie brać dajmy na to 3000 – 6000 mg. Ja osobiście nie zalecam przekraczania dawki 6000 mg witaminy C, choć powyżej cytowane dane sugerują, że organizm ludzki dobrze znosi dawki nawet 3 razy większe niż 6000 mg (!). Dla każdego dawka optymalna jest inna – zależy to od płci, wieku, przyjmowanych leków (tu trzeba porady lekarskiej i pokazania lekarzowi preparatu z naturalną witaminą C), wagi ciała, wysiłku fizycznego. Osoby młodsze potrzebują mniej witaminy C – dzieciom powyżej 10 roku życie podawaj 2 razy po jednej kapsułce preparatu Rutinovit C firmy Olimp Labs. Jedna kapsułka zawiera 250 mg naturalnej witaminy C + dodatki. Dzieciom od 6 roku życia można podawać jedną tabletkę preparatu Rutinowit C dziennie, jednak tylko i wyłącznie za zezwoleniem doświadczonego lekarza !!

Jeśli bierzesz dużo syntetycznej, a nie naturalnej witaminy C, przez długi czas, to możesz mieć problemy z nerkami wymagającymi leczenia. Dlatego polecam naturalne formy witaminy C i te o przedłużonym uwalnianiu. Jeśli przy dawce powyżej 2000 mg naturalnej witaminy C na dobę czujesz palące pieczenie w żołądku, stosuj wtedy preparaty o niższej dawce (np 500 mg 3 razy dziennie) i zmniejsz dawki. Uwaga! Osoby z czynną chorobą wrzodową żołądka i / lub dwunastnicy powinny stosować jakiekolwiek formy witaminy C tylko po konsultacji z doświadczonym lekarzem!

 

Witamina C jest też dobra z firmy Puritan’s Pride lub polskiej Sanbios. Można też kupować czeską z MedPharma lub Vitacom – komentarz napisany przez Elsa – dziękuję!

 

Jaki interes mają koncerny farmaceutyczne i stowarzyszona z nimi WHO w ukrywaniu tej prawdy? Przede wszystkim witaminy C nie da się opatentować i sprzedawać jej po mocno zawyżonych cenach. Nawet opatentowane formy tej witaminy (Pure – Way C) nie są dobrym źródłem zarobku, bo to przecież tylko witamina..

Powszechne zastosowanie witaminy C sprawiłoby też, że drastycznie spadło by zapotrzebowanie na dużo droższe, często refundowane farmaceutyki. Np te od cholesterolu, obniżania ciśnienia krwi, chroniące przed udarem (Memotropil to koszt 120 zł na miesiąc).

 

Niedobór witaminy C powoduje spadek liczby limfocytów T, na których opiera się działanie układu immunologicznego. Wirus Ebola i z Marburga, ptasiej grypy, wirus gorączki zachodniego Nilu, polio i wszelkich ostrych chorób zakaźnych mogą być leczone albo zaleczane wielokrotnymi dawkami witaminy C. Wyniki z Marburga 3 maja 2005: Przemysł farmaceutyczny, eksperci na temat gorączki krwotocznej = 280 drastycznych

przypadków śmierci, krwawienie, plucie krwią, inne swoiste objawy szkorbutu. Większość przypadków wirusa Ebola i z Marburga, ptasiej grypy, i gorączki zachodniego Nilu jak wszystkich ostrych i zakażeń mogą być leczone lub zaleczone wielokrotnymi dawkami askorbinianu sodu (witamina C aplikowana dożylnie). Dzieje się tak, ponieważ wszystkie te choroby powodują objawy i zabijają z powodu ogromnej ilości wolnych rodników. Witamina C (akorbinian) jako silny antyoksydant oczyszcza komórki z wolnych rodników, działając poprzez dostarczanie elektronów neutralizujących duże ilości wolnych rodników powodujących te choroby.

 

Mówiąc wprost, wszystkie te informacje muszą być chowane w tajemnicy czy też są specjalnie nie rozpowszechniane przed opinią publiczną, ponieważ mogłoby się stać oczywistym dla każdej myślącej osoby, że skoro witamina C może leczyć Ebole, Marburg, gorączkę zachodniego Nilu i ptasią grypę, to co w przypadku innych chorób zakaźnych i stanów zapalnych?

A straciłby na tym przede wszystkim przemysł farmaceutyczny i ludzie z nim związani. Przemysł farmaceutyczny ściśle współpracuje z przemysłem naftowym i chemicznym.

Jeżeli każdy wiedziałby jak używać dużych dawek witaminy C – askorbinianu doustnie i dożylnie, byłoby to finansową katastrofą dla przemysłu farmaceutycznego.

Zasadniczym pytaniem jest, czy sekret witaminy C może być zachowany w tajemnicy teraz, kiedy Internet wykrzykuje prawdę cały czas. Telewizja, radio, magazyny, medyczne czasopisma, lekarze, farmaceuci, prawnicy, politycy, wydawcy naukowi mogą się na to zgodzić, będąc tym w ogromnym stopniu finansowo zainteresowani, ale Internet nie. Ten sekret witaminy C kosztuje tryliony dolarów i miliony istnień przez lata. A za to płacimy MY podatnicy do kieszeni PANÓW Z PRZEMYSŁU FARMACEUTYCZNEGO.

http://www.fnbg.org/pliki/witaminac.pdf (skopiuj link do paska adresu przeglądarki)

 

Witaminy C nie przedawkujesz możesz łykać 18000 mg dziennie nadmiar wydala się z moczem. Jeżeli witaminy C 1000 mg nie pomaga to trzeba zwiększyć dawkę; mnie pomogła dawka dzienna 7000mg. Dobrze, że się interesujesz bo wielu ludzi nie wierzy, że witaminy leczą. Tak też jest z brakiem wit z grupy B powoduje choroby serca. (ale to temat na osobny tekst

 

Medycyna na złym kursie

 

W latach trzydziestych – po udanym eksperymencie syntezowania witaminy C w warunkach laboratoryjnych – wielu praktykujących lekarzy zaczęło gromadzić przyczynki informujące o leczniczych właściwościach tej witaminy zażywanej w dużych ilościach, wielokrotnie przewyższających domniemaną normę dzienną. Ludzie przyjmujący uderzeniowe dawki zdrowieli z najprzeróżniejszych chorób lub utrzymywali doskonałe samopoczucie. W tym samym okresie chemicy rozpoczęli pracę nad wyodrębnianiem i syntezą leków, które wykazywały zdolność niszczenia szkodliwych drobnoustrojów, szczególnie bakterii, pomagając zapobiegać chorobom zakaźnym. Niemcy jako pierwsi dokonali syntezy Prontozilu, pierwszego leku sulfamidowego. Rozpoczął się międzynarodowy wyścig. Na początku lat czterdziestych zaczęto produkować penicylinę przy użyciu zwykłej pleśni. Odkryto możliwość ekstrahowania rozmaitych mycyn z różnych rodzajów pleśni i roślin i wykorzystania ich jako leki farmakologiczne.

 

Zasługi witaminy C – leczniczej substancji pozbawionej skutków ubocznych – nie przyciągały uwagi świata w równym stopniu, co spektakularne cuda medyczne czynione przez nowo wyprodukowane leki. Współczesna medycyna spełnia odwieczną obietnicę uwolnienia ludzkości od koszmaru chorób zakaźnych. W międzyczasie zepchnięto doniesienia o tej jednej z najsilniej działających substancji leczniczej do archiwów przechowujące naukowe wydawnictwa medyczne, a kuracja witaminą C pozostała domeną nielicznych lekarzy o zadziwiającej przenikliwości. Doktor Beasley podkreśla, że narodziny ery leków spowodowały przesunięcie środków umożliwiających finansowanie badań na doświadczenia poświęcone rozwojowi farmaceutyków, choć rozwój dietetyki przedstawiał równie zachęcającą perspektywę. W ciągu kilku ostatnich lat Narodowy Instytut Rakowy wydał zaledwie jeden procent swoich funduszy na badania poświęcone zagadnieniom higieny żywienia i to pomimo oświadczenia złożonego w 1977 roku przez zastępcę dyrektora Instytutu przed specjalną komisją senacką, w którym przypisał sześćdziesiąt procent zachorowań na nowotwór złośliwy wśród kobiet, a czterdzieści wśród mężczyzn, nieprawidłowemu odżywianiu.

 

W medycynie Zachodu, kładzie się nacisk na leczenie choroby, która jest uważana za niefortunny przypadek. Większość lekarzy nie była kształcona w kierunku zapobiegania chorobom przez dietę. Przykładowo, liczba szkół medycznych w USA wynosi 125, liczba szkół medycznych z wymaganym kursem odżywiania to zaledwie 30. Przeciętna długość kursu z odżywiania w takiej szkole, podczas 4 lat studiów medycznych w USA to zaledwie 2,5 godziny. Jak zatem przyszły lekarz ma zgłębić na studiach wszystkie tajniki podstawowej przyczyny chorób jaką jest zła dieta i brak składników odżywczych m.in. witamin i minerałów?

 

Ponieważ na Akademii Medycznej nie ma nacisku na profilaktykę i leczenie odpowiednią dietą, niemal całkowicie zapomniano o roli, jaką witamina C pełni w leczeniu chorób, w tym chorób nowotworowych i zakaźnych, a temat ten jest ignorowany, a nawet wyśmiewany.

 

Na szczęście, wielu praktykujących lekarzy kwestionuje dawne założenia i bada możliwości prewencji przede wszystkim przez odpowiedni sposób odżywiania się i inne proste środki.

 

Witamina C zrehabilitowana

 

Laureat nagrody Nobla [ściślej – dwóch nagród Nobla – przyp.tłum], pisarz, fizyk, i chemik, dr hab. Linus Pauling, przez całe dziesięciolecia cierpiał pod ostrzałem niezasłużonej krytyki za swoje entuzjastyczne poglądy na temat witaminy C.

 

Doktor Pauling doniósł, że witamina C niezbędna w organizmie jest dla prawidłowego przebiegu procesów fagocytozy (pochłaniania drobnoustrojów chorobotwórczych przez białe krwinki).

Krwinki odżywione witaminą C działają energicznie, a te o niskim stężeniu witaminy C reagują niemrawo. Prawdopodobnie największa pogarda spotkała jego wczesne prace poświęcone antyrakowemu działaniu tej witaminy. Na próżno publikował dowody potwierdzające swoją teorię – lekarze alopaci ani o krok nie ruszyli się z wygodnie okopanych pozycji odrzucających świadectwo o potencjale witamin jako środków leczniczych. Od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się zmieniać na korzyść zwolenników poglądów Paulinga.

 

Na krótko przed śmiercią, a dożył 93 roku życia, powiedział, że swoje zdrowie zawdzięczał w głównym stopniu witaminom i minerałom, a szczególnie przyjmowaniu dużych dawek witaminy C. I choć zmarł na raka, wierzył, że dzięki witaminom i minerałom udało mu się odsunąć początek i opóźnić znacznie rozwój choroby przynajmniej o 20 lat. Głęboko wierzył, że może ona odwlec choroby i wydłużyć życie. Napływające ze wszystkich stron świata informacje wykazują dzisiaj, iż miał rację. Twierdził, że odkąd zaczął przyjmować duże dawki witaminy C w 1965 roku, nie chorował nawet na zwykłe przeziębienie. Pojedyncze tabletki zawierające tę witaminę zaczął przyjmować w roku 1941. Potem zwiększył dzienną dawkę do 18 gram. Doktor Pauling był przekonany, że można żyć dłużej nawet o 12-18 lat, przyjmując codziennie 3,2 –12 gram witaminy C, ilość porównywalną z zawartością witaminy C z 50 -170 pomarańczy.

 

Rola witaminy C w odżywianiu

 

Przeprowadzono już dostatecznie wiele badań – stosując sprawdzone metody podwójnie ślepej próby klinicznej, z udziałem grupy kontrolnej zażywającej placebo – by upewnić się, witamina rzeczywiście posiada wiele cennych właściwości leczniczych.

 

Prawie wszyscy słyszeli już o angielskich marynarzach, którzy podczas długich podróży w szesnastym i siedemnastym wieku padali ofiarą szkorbutu. Wiemy, że spożywanie owoców, co dzień lub, co dwa dni jest koniecznością, o ile pragniemy uniknąć krwawienia dziąseł, depresji, uczucia wszechogarniającego zmęczenia lub poważnej choroby zakaźnej. Jak to się dzieje, że dorastamy i żyjemy wolni od tego rodzaju powikłań zdrowotnych? Czy w spożywanych przez nas pokarmach znajdują się dostateczne ilości cennej witaminy? Jak można się o tym dowiedzieć?

 

Organizmy naczelnych – małpiatek, małp, ludzi nie potrafią wytwarzać witaminy C z cukrów prostych, jak to czynią niemal wszystkie pozostałe kręgowce z wyjątkiem świnek morskich. Widocznie w procesie ewolucji naszych gałęzi gatunkowych okazało się, że wątroba ma tyle innych, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu zadań, a w pokarmach dostępnych w przyrodzie znajduje się wystarczająco dużo źródeł naturalnej witaminy C w postaci świeżych owoców i warzyw, że siły ewolucji uznały enzym zwany oksydazą laktonu kwasu 1-gulonowego, aktywizujący przemianę glukozy w kwas askorbinowy, za zbędny w składzie związków chemicznych produkowanych w organizmie człowieka.

 

Doktor Linus Pauling obliczył, że nasi pradawni przodkowie, myśliwi i zbieracze runa leśnego, spożywali dziennie około 600 miligramów witaminy C, karmiąc się chudym mięsem, warzywami i owocami. Ilość ta przekraczała 10-krotnie dawkę wystarczającą, by zapobiec szkorbutowi i obecnie przyjętą dawkę dziennego zapotrzebowania organizmu na witaminę C.

 

Na obszarach ubogich w krzewy i drzewa owocowe tubylcy odkryli inną metodę utrzymania zdrowia – jedli surowe gruczoły nadnercza. Rozrywali tuszę świeżo upolowanego zwierzęcia, wyszukiwali nerki i położone w pobliżu gruczoły nadnerczy, wyciągali je i dzielili między członków plemienia. Wiedzieli, że jeśli nie uda im się spożyć tego specjału, co kilka dni, zaczną słabnąć i chorować, a w końcu umrą. W gruczołach nadnerczy znajduje się więcej witaminy C niż w jakiejkolwiek innej części ciała. (Być może dlatego witamina C jest absolutnie niezbędna dla ochrony przed chorobami rozwijającymi się na tle stresu). Wysoką zawartością i zapotrzebowaniem na witaminę C charakteryzują się systemy wewnątrzwydzielnicze: przysadka, podwzgórze, nadnercza i inne gruczoły.

 

[Komentarz: igliwie sosny, świerku, modrzewia, cedru, jodły zawiera około 200-270 mg witaminy C/100 g, dlatego też w czasach, gdy brakowało czystej chemicznie, krystalicznej witaminy C podawano chorym na szkorbut między innymi odwar z igliwia drzew iglastych]

 

Witamina C – obrona niewinności

Z artykułu w renomowanym czasopiśmie naukowym Nature świat mógł się dowiedzieć o badaniach, które jakoby wskazują że przyjmowanie witaminy C w większej od oficjalnie zalecanej dawki dziennej (600mg) może spowodować nawet raka. Oto kilka opinii na ten temat:

 

Profesor Światosław Ziemlański z Instytutu Żywności i żywienia, jeden z najwybitniejszych w Polsce specjalistów w dziedzinie prawidłowego żywienia:

„To nie jest wcale dowód, ja nadal biorę 600-miligramową dzienną dawkę witaminy C.”

Gyula Kulascar, biochemik, adiunkt Akademii Medycznej Pecs, odkrywca układu tzw. biernej obrony organizmu przed nowotworami, wykorzystującego również witaminę C:

„To jest śmieszne! Do jakich uszkodzeń genetycznych mogło by dojść w ciągu sześciu tygodni w skutek tak małej dawki? Na podstawie co najmniej 40 badań klinicznych mogę stwierdzić, że witamina C nie jest szkodliwa nawet w dużych dawkach.”

Profesor Miladin Mirilov, jugosłowiański biochemik, specjalista w dziedzinie żywienia, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia:

 

„Byłbym zaskoczony, gdyby ktokolwiek zdołał udowodnić, że taka dawka witaminy C jest szkodliwa. To nie przypadek, że w uregulowaniach Unii Europejskiej podniesiono do 2000mg”

Profesor nauk medycznych, Józef Puscok, dyrektor ds. naukowych w Krajowym Instytucie Medycyny Sportowej:

„ Na podstawie jednego opracowania nie można wyciągnąć takiego wniosku. Do skutecznej profilaktyki zdrowotnej wystarcza 60 mg witaminy C. Mogę to stwierdzić za pomocą ponad 100 obserwacji międzynarodowych.”

Profesor medycyny z Alabamy, Emanuel Cheraskin przyjmujący 5 gram witaminy C dziennie twierdzi:

„Z doświadczeń wynika, iż przyjmowanie witaminy C może dodać lat życiu i życia upływającym latom”.

 

Wiadomo, że biochemik Linus Pauling, dwukrotny laureat nagrody Nobla przyjmował ok. 18 tysięcy mg (tj.18 gram !!!) witaminy C dziennie przez ponad 30 lat. Wiemy już, że umarł w wieku 94 i to nie z powodu przedawkowania witaminy C.

 

Zwróćmy uwagę, że pożywienie małp zawiera blisko 50 razy więcej interesującej nas substancji niż żywność człowieka (tj. blisko 3 gramy dziennie). Ludzie zajmujący się hodowlą małp do celów eksperymentalnych doskonale wiedzą, że podawanie zwierzętom dużych ilości witaminy C jest niezbędne. Optymalną dawkę dla małp ustalili metodą prób i błędów. Ciekawe, że w stosunku do ludzi nie poczyniono jeszcze takich ustaleń.

 

W dzisiejszym świecie pełnym chemikaliów i narażającym na stres, nawet kierunki konserwatywne wyznaczają pożądaną dawkę jako 300-400 mg witaminy C. Oficjalnie zalecana w wielu krajach dawka 60 mg wystarcza właściwie tylko do tego, żeby zęby nie wypadały z powodu szkorbutu. Na podstawie powyższych danych niechaj każdy sam oceni, czy zadowoli się uniknięciem szkorbutu i profilaktyka 60mg, czy raczej wybierze szeroką ochronę antyoksydacyjną przyjmując 2 gramy witaminy C dziennie zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej (porównywalna ilość do 4 tabl. C 500 lub co 2 tabl. C 1000 dziennie).

 

Walka przeciw nowotworom

W 1990 roku Amerykański Instytut Onkologiczny wydał oświadczenie, iż „witamina C wykazuje szeroki wpływ na różnorodne funkcje biologiczne. Jest chyba najaktywniejszym związkiem wśród składników żywnościowych”. W 1991 roku placówka ciesząca się renomą w świecie nauk medycznych, Narodowy Instytut Onkologiczny, zorganizował przełomowe sympozjum poświęcone udziałowi witamin C w leczeniu chorób nowotworowych.

 

Według słów doktor Gladys Block, specjalisty epidemiologa z Wydziału Zapobiegania Rakowi tegoż Instytutu, witamina C dowiodła swej wartości jako czynnik zapobiegający rakowi płuc, krtani, jamy ustnej, przełyku, żołądka , okrężnicy, odbytnicy, trzustki, pęcherza moczowego, szyjki macicy, śluzówki macicy, sutka oraz złośliwego guza mózgu u dzieci.

 

Z ogólnej liczby 47 badań przeprowadzonych nad leczniczym oddziaływaniem witaminy C 34 potwierdziły jej skuteczność. Naukowcy stwierdzili: „Gdybyśmy mieli do czynienia z działaniem przypadku, tylko w jednym lub dwóch z czterdziestu siedmiu podjętych eksperymentów uzyskano by statystycznie znamienne wyniki”. Rezultaty były zaś nawet jeszcze bardziej zaskakujące: ludzie , którzy należą do grupy górnych dwudziestu pięciu procent pod względem ilości zażywanej witaminy C, narażeni są na dwukrotnie mniejsze ryzyko zachorowań na raka niż ludzie należący do grupy dolnych dwudziestu pięciu procent – spożywających najmniejsze jej ilości.

Witamina C stosowana w dużych dawkach, uniemożliwia przekształcenie się w nitrozoaminy azotynów i azotanów znajdujących się w pożywieniu (dodatki spotykane najczęściej w wędlinach). Większość nitrozoaminy ma działanie rakotwórcze i może powodować raka żołądka lub nowotworu złośliwego jelit. Specjalista od oczyszczania organizmu G.P.Małachow, zaleca na 1 gram spożywanego białka zwierzęcego, zastosować 1 gram witaminy C w celach przeciwdziałania gniciu białka w jelicie.

 

Badania Amerykańskiego Narodowego Instytutu Onkologicznego wykazały, że dzienna dawka 5 gram witaminy C zwiększa produkcję limfocytów w organizmie, a dawka w granicach 10 g jest jeszcze skuteczniejsza. Witamina C wykazuje zbawienny wpływ na naszych małych sojuszników – limfocyty T.

 

W odniesieniu do układu immunologicznego witamina C wspiera funkcjonowanie gruczołów nadnerczy w okresach natężonego wysiłku, stymuluje produkcję interferonu niezwykle pomocnego podczas leczenia w chorobach nowotworowych, wzmacnia działanie przeciwwirusowe, przeciwgrzybicze i przeciwbakteryjne białych krwinek.

Niedobór witaminy C powoduje spadek liczby limfocytów T, na których opiera się działanie układu immunologicznego.

Dr Ewan Cameron, specjalista od nowotworów, w latach 60-tych podawał pacjentom w końcowej fazie choroby nowotworowej 10g witaminy C dziennie i zaobserwował, że żyli oni cztery razy dłużej niż chorzy nie stosujący witaminy C. Od tamtej pory przeprowadzono wiele prób, które doprowadziły do wniosku, że „istnieją bardzo istotne dowody ochronnego działania witaminy C w nowotworach hormononiezależnych„.

 

W 1991 roku Narodowy Instytut Onkologiczny, zorganizował sympozjum poświęcone udziałowi witamin C w leczeniu chorób nowotworowych. Dr Morton A. Klein, specjalista w dziedzinie ekonomii zdrowotnej, pełniący uprzednio funkcję konsultanta Ministerstwa Zdrowia , Wykształcenia i Opieki Społecznej w rządzie Stanów Zjednoczonych, dyskutował o wynikach tego sympozjum z wieloma lekarzami i naukowcami. Wielu z nich do tego stopnia zaintrygowały doniesienia o wynikach konferencji, że „zamierzali sami zwiększyć dzienną dawkę witaminy C do tysiąca lub więcej miligramów”.

 

W około 120 opublikowanych sprawozdaniach, z badań witaminę C porównuje się do szczepionki przeciwnowotworowej. Osoby przyjmujące witaminę C są o 50% mniej narażone na ryzyko zachorowania na nowotwory, szczególnie nowotwory żołądka, przełyku, trzustki i jamy ustnej, ale również szyjki macicy, odbytu i sutka niż osoby, które jej nie biorą. Tak wynika z badań doktor Gladys Block z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Pięć posiłków zawierających owoce i warzywa dostarcza 200-300mg naturalnej witaminy C – wystarczająco dużo, by powstrzymać rozwój nowotworów. Ale dla lepszego zabezpieczenia trzeba dawkę uzupełniać.

A co na to Twój lekarz?

Czy ma tyle wiadomości na temat naturalnej witaminy C?

Do dziś spotykamy lekarzy, którzy wprost zabraniają stosowania pacjentom witaminy C podczas chorób zakaźnych czy nowotworowych, nie podają jej również podczas infekcji grzybiczych czy gronkowcowych i wirusowego zapalenia wątroby typu B i C. Z pewnością na swoich uczelniach nie odbyli fakultatywnych (nieobowiązkowych) zajęć dotyczących diety i pomocniczego zastosowania witamin w lecznictwie. Nie mają również czasu na studiowanie literatury na ten temat, ani na uczestnictwo w licznych Konferencjach Medycznych w Polsce czy też zagranicznych.

Doktor G.Block z Uniwersytetu Kalifornijskiego jak twierdzi, bierze dziennie 2-3 g witaminy C.

 

Witamina C a choroby zakaźne

Dr.med. Frederik Klenner z uznaniem komentował w latach trzydziestych potencjał leczniczy witaminy C. Eksperymentował na sobie samym, swoich dzieciach i pacjentach, i przekonał się, że może zahamować rozwój chorób szczególnie wirusowych stanów zakaźnych u dzieci w przeciągu minut lub godzin od podania uderzeniowej dawki witaminy. Jako jeden z pierwszych zauważył i opisał zjawisko spadku witaminy C we krwi osób cierpiących na choroby zakaźne. Ostrość niedoboru zależała od długości trwania choroby i nasilenia objawów. Wydawało mu się jasne, że wiele tego rodzaju przypadków jest bezpośrednim następstwem poważnego braku witaminy w C w organizmie, graniczącego z niedoborem powodującym szkorbut. Mowa o naturalnej witaminie C.

Uważał, że pacjenci z niskim stężeniem witaminy C we krwi narażeni byli na ryzyko wirusowego zapalenia mózgu, płuc zapadnięcia w śpiączkę, a nawet śmierci.

 

Wiedział, że witamina C jest niezbędnym budulcem substancji międzykomórkowej, tworzącej wiązania włoskowatych naczyń krwionośnych. Łącza te mogły ulec osłabieniu, w wyniku, czego bakterie lub wirusy przeniknęłyby do mózgu. Gdy stężenie witaminy C we krwi spada do poziomu 1 mg na litr, włoskowate naczynia krwionośne stają się łamliwe. Zjawisko to poznano i opisano w latach czterdziestych.

Wiele badań poświęcono skutkom leczenia infekcji wirusowych witaminą C.

Znamy opisy badań nad leczniczym działaniem witaminy C na infekcje bakteryjne. W jednej z nich znajdujemy informację, że podanie witaminy C hamowało wzrost prątków gruźlicy.

Okazuje się też, że deaktywuje ona inne bakterie, w tym bakterie tyfusu, paciorkowce i laseczki tężca. Zaobserwowano też zjawisko deaktywacji toksyn tężca, dezynterii, dyfterytu i gronkowcowych stanów zakaźnych.

 

Brak witaminy C prowadzi do zaburzeń odporności organizmu na zakażenia i oddziaływanie niektórych toksyn. Wysoki poziom witaminy C w organizmie sprzyja tworzeniu maksymalnych zasobów glikogenu w wątrobie i wzmocnieniu jej czynności odtruwających. Ma to wielkie znaczenie we wszelkich infekcjach pasożytniczych (grzyby, bakterie, robaczyce), w zatruciach organizmu toksynami chemicznymi bądź w przypadku wszystkich rodzajów wirusowego zapalenia wątroby.

Witamina C posiada właściwości obronne w stosunku do wielu substancji toksycznych: ołowiu, dwusiarczku węgla, aniliny i innych. Wg. Dr Clark, witamina C pomaga neutralizować wszystkie mykotoksyny pleśniowe (toksyny pochodne od grzybów), w tym również bardzo trującą – aflatoksynę. Sporysz również można zlikwidować/zneutralizować jego toksyny witaminą C, ale pomaga to na ok. 10 minut.

 

a/ Infekcje i przeziębienia – skuteczna dawka naturalnej witaminy C

Witamina C wywiera prawdopodobnie bezpośredni wpływ na niektóre z wirusów i bakterii; działanie jej z drugiej strony polega na wzmacnianiu niektórych funkcji układu odpornościowego. Doktor Pauling doniósł, że witamina C niezbędna jest dla prawidłowego przebiegu procesów fagocytozy (pochłaniania drobnoustrojów chorobotwórczych przez białe krwinki). Krwinki odżywione witaminą C działają energicznie, a te o niskim stężeniu witaminy C reagują niemrawo. Gdy zbadano pewną populację Szkotów o dobrym stanie zdrowia, odżywiających się zgodnie z tradycjami szkockiej kuchni zaledwie przekraczającym wartość zapewniającą prawidłowe działanie mechanizmu fagocytozy. Jednakże w okresie przeziębienia poziom witaminy spada do połowy pierwotnej wartości i taki pozostawał przez kilka kolejnych dni. (W rezultacie chory był narażony na wyższe ryzyko infekcji wtórnych). Dawka 250 mg witaminy C dziennie nie wystarcza, by podnieść stężenie witaminy C do poziomu zapewniającego właściwy przebieg fagocytozy. Dopiero 6 g witaminy C dziennie podawane na początku infekcji przeziębienia i 1 g w ciągu kolejnych dni utrzymywało fagocytozę na odpowiednim poziomie.

 

Zażywający witaminę C odczuli zauważalna ulgę i zmniejszenie nasilania objawów. Niezwykle interesujący jest też fakt, że u pacjentów rozpoczynających kurację 6 g od razu pierwszego dnia choroby bardzo rzadko pojawiały się komplikacje w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych.

Podczas przeziębienia dr Clark (biochemik) poleca dla osób dorosłych podanie dawki uderzeniowej 10 gram witaminy C dla wspomożenia neutralizacji mykotoksyn. Zdaniem dr Clark, leukocyty nadal potrzebować będą ok. 5 godzin, aby odzyskać zdolności obronne.

Chorym na infekcje wirusowe często podaje się profilaktycznie antybiotyki przeciw wtórnym infekcjom bakteryjnym, co znacznie osłabia ich własny układ obronny i również wymaga dodatkowego podania witaminy C oraz ochronnie AC Zymes.

Według doktorów Cathcarta, Paulinga i Camerona, witamina C rolę antybiotyków pełnić może skutecznie i bez skutków ubocznych, prawdopodobnie przez stymulowanie procesów fagocytozy.

 

W 1977 roku doktor J.Asfora przeprowadził jedno z najdoskonalszych do tej pory badań nad leczniczymi właściwościami witaminy C. W eksperymencie uczestniczyło stu trzydziestu trzech studentów medycyny, lekarzy i pacjentów miejscowego ośrodka zdrowia, którym podawano tysiąc miligramów witaminy C (porównywalne dawki do np. dwie tabletki C PLUS trzy razy dziennie lub 2 x po 1 tabl. C 500), albo placebo. Niektórzy rozpoczęli kurację już pierwszego dnia przeziębienia, a inni drugiego, jeszcze inni trzeciego. Zażywający witaminę C odczuli zauważalną ulgę w nasileniu objawów. Niezwykle interesujące jest też fakt, ze u pacjentów rozpoczynających kurację od razu pierwszego dnia choroby bardzo rzadko pojawiały się komplikację w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych. Inaczej, niż u pacjentów nie biorących witamin lub rozpoczynających kurację drugiego lub trzeciego dnia choroby. Wśród pacjentów rozpoczynających kurację witaminą C pierwszego dnia choroby, tylko w trzynastu procentach przypadków zanotowano wtórne infekcję bakteryjne. W grupie pacjentów rozpoczynających kurację drugiego dnia ofiarą powikłań padło dwadzieścia procent badanych, analogiczny wynik wyniósł czterdzieści siedem procent w grupie rozpoczynających kurację trzeciego dnia. Wśród chorych zażywających placebo powikłania w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych pojawiły się w trzydziestu dziewięciu procentach przypadków.

Witamina C wpływa też bezpośrednio na przeciwciała, czyli białka utworzone w białych krwinkach typu B, których zadanie polega na rozpoznawaniu i niszczeniu określonych bakterii. U zdrowych studentów, którzy otrzymywali profilaktycznie dawkę 1 grama witaminy C przez okres 75 dni stwierdzono po zakończeniu podawania witaminy C znaczny wzrost liczby przeciwciał niezbędnych do walki z bakteriami i wirusami.

 

b/ Witamina C dla dzieci oraz w okresie szczepień i autoszczepionek

W dwadzieścia lat później, w latach sześćdziesiątych, doktor Archie Kalokerinos, pracownik australijskiej służby zdrowia, zauważył, że szczepienie dzieci aborygenów potrójną szczepionką DPT kończyło się śmiercią, co drugiego z małych pacjentów. Kalokerinous uważał, że układ immunologiczny tych dzieci został „obezwładniony” złą higieną żywienia – dietą składającą się z białego chleba i konserw przy całkowitym braku świeżych owoców. Postępując w myśl prostej logiki, podawał im codziennie uderzeniowe dawki witaminy C – wyliczone według zasady 100mg na każdy miesiąc życia. Tak, więc sześciomiesięczne dziecko dostawało 600mg dziennie. Jaki był efekt następnej rundy szczepień?

Obyło się bez jakichkolwiek ofiar. Inni lekarze naśladują terapię doktora Kalokerinosa; niektóre dzieci dostają tysiąc miligramów witaminy C (1 gram) dziennie w okresie szczepień .

 

W 1950 roku pojawiło się w piśmie Journal of the American Medical Association sprawozdanie z badań potwierdzających wartość witaminy C w leczeniu schorzeń dziecięcych. Dziewięcioro dzieci chorych na koklusz leczono podając witaminę C. Dawka wynosiła początkowo 500 mg dziennie, zmniejszano ją stopniowo o sto miligramów dziennie aż do osiągnięcia dawki stu miligramów, którą utrzymywano aż do wyzdrowienia dziecka. Pacjenci otrzymujący witaminę C zdrowieli w ciągu piętnastu do dwudziestu pięciu dni, a dzieci otrzymujące szczepionkę zdrowiały po przeciętnie trzydziestu czterech dniach. Imponująco przedstawia się jeden aspekt tej kuracji: w przypadkach, gdy podawanie witaminy rozpoczęto w fazie kataralnej choroby, „udało się całkowicie uniknąć fazy spazmodycznej (wykrztuśnej)”.

Aby zmniejszyć dokuczliwość przeziębień osoby dorosłe profilaktycznie przyjmować 1000mg witaminy C dwa razy dziennie. Wykazano, że taka dawka obniża poziom histaminy we krwi o około 40% (histamina wywoduje stan zapalny, alergię, astmę, duszności, zapalenie pęcherza i inne bóle, nieżyt nosa i łzawienie oczu).

 

c/„Spontaniczne wyzdrowienie z zapalenia mózgu”

Witamina C jest niezbędnym budulcem substancji międzykomórkowej, tworzącej wiązania włoskowatych naczyń krwionośnych. Łącza te mogły ulec osłabieniu, w wyniku czego bakterie lub wirusy przeniknęłyby do mózgu. Z ksiązki „Ominąc antybiotyki” znamy opowieść o trzyletniej dziewczynce, u której wskutek powikłań pogrypowych rozwinęło się zapalenie mózgu. Przez tydzień leżała nieruchomo w szpitalnym łóżku, obezwładniona przez chorobę, z wysiłkiem przełykając w porze obiadowej kilka łyżek płynnych odżywek. Ojciec zapytał lekarzy czy nie mogłaby tu pomóc witamina C.

- Absurd. Jeśli upiera się pan przy jej podawaniu, proszę sobie znaleźć innego lekarza – usłyszał.

- Czy mógłbym przynieść jej trochę lodów zamiast galaretki, którą dajecie na obiad? – zapytał ojciec usłużnym tonem.

Owszem na to mu pozwolono. Ojciec co dzień przynosił ulubione przez dziecko lody waniliowe, do których każdorazowo dosypywał po 4000 mg (4 gramy) sproszkowanej witaminy C. Po czterech zaledwie dniach „lodowej kuracji” dziecko siadło, jadło normalnie i mogło się swobodnie poruszać. Minęło jeszcze kilka dni i dziewczynka opuściła szpital. W karcie choroby zapisano: „spontaniczne wyzdrowienie z zapalenia mózgu”.

 

d/ Wirusy, wirusowe zapalenie wątroby typu B i C, AIDS, mononukleoza i pneumocystoza

Naturalna witamina C jest silnym w działaniu przeciwutleniaczem rozpuszczalnym w wodzie, co powoduje jej łatwe przenikanie do tych tkanek, które są bogate w wodę. Przenika ona do każdej komórki i hamuje rozwój grzybów, bakterii czy wirusów, które mogły ją opanować i rozpocząć akcję zmiany kodów genetycznych. Komórka pęka i obumiera, nie pozostawiając aktywnych wirusów, które mogłyby kontynuować niszczycielską działalność.

 

Po przeprowadzeniu w latach trzydziestych swoich badań nad działaniem tej witaminy dr med. Frederik Klenner sformułował następujące wnioski: „Stopień neutralizacji infekcji wirusowej jest proporcjonalny do stężenia witaminy C w organizmie i okresu jej działania”.

Witamina C łączy się z wirusem, bakterią lub substancją chemiczną, tworząc nowy związek, który musi zostać utleniony przez dalsze ilości witaminy C. Dlatego leczenie witaminą C należy kontynuować przez dłuższy czas nawet po wystąpieniu pierwszych oznak polepszenia. W odniesieniu do układu immunologicznego witamina C wspiera funkcjonowanie gruczołów nadnerczy natężonego wysiłku, stymuluje produkcję interferonu, tym samym wzmacnia działanie przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne białych krwinek.

Niedobór witaminy C powoduje spadek liczby limfocytów T, na których opiera się działanie układu immunologicznego. A przecież tworzą one pierwszą linię obrony w walce z wirusami i bakteriami atakującymi nasz organizm.

 

Doktor Cheraskin porównuje działanie witaminy C na wirusy do działania antybiotyków, które nie mają tu pola do popisu. Witamina C działa stymulujące na układ odpornościowy, powodując wzrost poziomu silnego antyoksydantu glutationu, niezbędnego dla prawidłowego działania obronności organizmu. Nawet nieznaczny niedobór witaminy C może powodować zaburzenia w funkcjonowaniu układu odpornościowego oraz jego podatność na wszelkie infekcje bakteryjne, grzybicze i wirusowa.

 

Wysoki poziom witaminy C w organizmie sprzyja tworzeniu maksymalnych zasobów glikogenu w wątrobie i wzmocnieniu jej czynności odtruwających. Stąd znaczenie witaminy C rośnie jeszcze bardziej w obliczu postępującego wciąż wzrostu liczby zachorowań na zapalenie wątroby typu B i C, na ASIDS i pneumocystozę. Doktor Smitha wezwano raz do pacjenta cierpiącego na AIDS, znajdującego się w stanie półśpiączki, z powikłanym zapaleniem płuc. Jego skóra przybrała odcień niebieskawy, chociaż przez cewnik umieszczony przez nozdrza do organizmu chorego wpływało co minuta sześć do ośmiu litrów tlenu. Doktor Smith zaordynował cztery zastrzyki domięśniowe po 5 gramów witaminy C (łącznie 20g wit.C w oba mięśnie trójgłowe ramienia i w oba pośladki). Już po ośmiu godzinach stan pacjenta uległ poprawie wciąż był oczywiście ciężko chorym człowiekiem, lecz potrzebował tylko 4 litrów tlenu na minutę, a po tygodniu takiej kuracji wrócił do domu.

Doktor Roger Williams sugeruje, że prawidłowa dzienna dawka witaminy C oscyluje wokół ilości 2-2,5 g. Osoby palące przyswajają witaminę C skrajnie źle. Nawet przy stałym zażywaniu jej z pokarmem – cały czas występuje u nich deficyt.

 

W okresie infekcji możesz bezpiecznie zwiększyć spożycie do 10 czy 20 gramów dziennie. W przypadku mononukleozy zakaźnej można zdecydować się na dawkę 100 gramów dziennie (również w zastrzykach i mega dawkach np. C1000), aż do ustąpienia objawów. Ze zwiększeniem dawek wg. dr R. Williams nie wiąże się zupełnie żadne niebezpieczeństwo toksykacji, szczególnie w przypadku krótkotrwałych kuracji. W prowadzonych badaniach nie stwierdzono żadnych zaburzeń nawet po dziennych dawkach rzędu 10 g podawanych w ciągu kilku lat. Brakuje też dowodów, które mogłyby potwierdzić związek między przyjmowaniem naturalnej witaminy C a powstawaniem kamicy układu moczowego, co może mieć miejsce w przypadku przyjmowania syntetycznej witaminy C i spożywania dużej ilości białek zwierzęcych oraz np. pasteryzowanego mleka. Nie potwierdziły się także obawy, że witamin C sprzyja gromadzeniu w organizmie nadmiaru ilości żelaza. Osoby z zaburzeniami np. chore na hemochromatozę powinny jednak stosowanie witaminy C skonsultować ze swoim lekarzem.

 

Skoro informacje o korzyściach płynących ze spożywania tej jakże pospolitej, lecz jednocześnie niezwykłej witaminy ujrzały już światło dzienne, być może świat lekarski przeanalizuje ponownie w sposób obiektywny pionierskie prace doktorów Klennera, Cathcarta i innych, poświęcone wykorzystaniu witaminy C w walce z chorobami zakaźnymi. Może się wówczas okazać, że witamina ta stanie w rzędzie najskuteczniejszych środków antybakteryjnych, antywirusowych i podnoszących sprawność układu odpornościowego. Dr Clark w swojej Książe „Kuracja życia”, poleca stosowanie dużej ilości witaminy C w profilaktyce wszelkich chorób pasożytniczych (grzybice, bakterie chorobotwórcze i robaczyce) oraz w zatruciu organizmu toksynami.

 

Ochrona antyoksydacyjna w chorobach układu sercowo – naczyniowego

Według dr Mathiasa Ratha twórcy nowej teorii choroby wieńcowej, brak witaminy C wpływa na podwyższenie poziomu cholesterolu, trójglicerydów, apoproteiny i lipoproteiny A – która służy do naprawy uszkodzonych i nieszczelnych ścian naczyń krwionośnych. Brak witaminy C zwiększa ryzyko choroby wieńcowej poprzez odkładanie złogów na ścianach tętnic. Zwiększone spożycie witaminy C podwyższa poziom „dobrego” cholesterolu HDL, który usuwa nadmiar „złego” cholesterolu LDL, zmniejsza jego nadmierną produkcję i pomaga w emulgowaniu go przez żółć. Dzięki temu zmniejsza się ilość niepotrzebnych złogów miażdżycowych. Dowiedziono, że dzienna dawka 500mg witaminy C może doprowadzić do zredukowania blaszek miażdżycowych w ciągu 2-6 miesięcy.

Dr Rath udowodnił, że skoro niedobór witaminy C jest powszechną przyczyną chorób krążenia u ludzi, to uzupełnianie tej witaminy, jest uniwersalnym lekarstwem na powyższe choroby.

 

Dr M. Ratha zalecał dawkę od 3 do 10 mg na dobę, dzięki czemu uzyskiwał odwrócenie procesów miażdżycy.

Brać czy nie brać naturalną witaminę C (C Plus, C Lion Kids, C 500 lub C 1000?

Artykuł z NEWS California Fitness , rocznik 2 nr7 – lipiec 1998r.

Prof. Dr Oliver Racz , biochemik – patofizjolog, prorektor Akademii Medycznej w Koszycach

W latach dziewięćdziesiątych XX w. media roztrąbiły na cały świat, że: „witamina C może spowodować raka.”

 

To jest absolutnie sprzeczne z tym, co dziś wiemy o kwasie askorbinowym. Jest on doskonałym przeciwutleniaczem, pobudza układ immunologiczny, chroni przed miażdżycą i rakiem, itp. każdy chemik i badacz dobrze zorientowany w literaturze fachowej wie, że invitro kwas askorbinowy może uszkodzić komórki. Wielu już wykonało takie badania, jednak ich wyniki są dalekie od tego co się dzieje w naszym organizmie z naturalną witaminą C.

 

Wyniki badań zespołu badawczego profesora Lunec opublikowało w jednym z najbardziej znanych czasopism specjalistycznych Nature – co prawda nie w formie artykułu naukowego, lecz tylko listu. Jednak po przeczytaniu publikacji mogę jednoznacznie powiedzieć: artykuł nie stwierdza, że witamina C może spowodować raka, miażdżycę lub inne uszkodzenie zdrowia. Zespół prof. Lunec badał działanie witaminy C w taki sposób, że mierzył poziom dwóch wskaźników w limfocytach (jeden z rodzajów obronnych krwinek białych), które według dzisiejszej wiedzy – wskazują na oksydacyjne uszkodzenie kwasów nukleinowych. Zespół ocenił swoje wyniki w ten sposób, że daje to do myślenia i składnia do ostrożności. Nie twierdzi się jednak nic konkretnego, co wskazywałoby na szkodliwe działanie witaminy C.

 

Badania te są rzeczywiście ciekawe, jednak ja nie oceniam ich jako dowodów na wyrządzanie szkód. Dwa mierzone składniki w jednym typie komórek zmieniły się w sprzecznym ze sobą kierunku.

W badaniach naukowych piękne jest właśnie to, że wyniki są często nieoczekiwane.

Jestem przekonany, że zapobieganie najczęstszym chorobom (rak, atak serca itp.) za pomocą antyoksydantów jest jedną z obietnic przyszłości. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że w tej dziedzinie potrzebne jest jeszcze bardzo dużo badań.

 

Profesor Gey wykonał swoje pierwsze badania nad zależnością między antyoksydantami (w tym naturalna witamina C) a chorobą niedokrwienną serca ponad dziesięć lat temu. A niedawno kilka zespołów – porównując prowadzone przez długie lata badania – doszło do jednoznacznego wniosku, że brak antyoksydantów w organizmie jest jednym z głównych czynników ryzyka miażdżycy.

 

Na koniec drobnostka.

Podczas gdy my dyskutujemy o tym, czy potrzebujemy 60 czy 600 mg witaminy C dziennie, przeważająca większość zwierząt (z wyjątkiem człowieka i świnki morskiej) sama produkuje kwas askorbinowy na własne potrzeby – i to wcale w niemałej ilości. Przeliczając na człowieka, u owczarka niemieckiego ( waga masy ciała ok. 32-35 kg) dzienna produkcja wynosi ok. 25 gramów (25000mg) witaminy C.

Psy, koty, gołębie, sarny nie czytają gazet i biedne niestety nie wiedzą, jak witamina C jest „szkodliwa”.

Artykuł prof. Dr Oliver Racz , biochemik – patofizjolog, prorektor Akademii Medycznej w Koszycach. źródło

 

,,Sekret witaminy C” dr Robert F. Cathcart – fakty

Edited by Salomon
Link to post

 

Oczywiście był to cytat jednego z artykułów, ale nie jest to wcale pozbawione sensu przy bliższym poznaniu tematu.

 

Jest. Każdy kto zna się na wirusologii i wie jak działają filowirusy Ci to powie. Wystarczy zresztą otworzyć książkę albo poszukać dobrych artykułów na ten temat.

 

udzki organizm potrzebuje nawet 6000 mg (6 gramów!) witaminy C na dobę.

 

Biorąc pod uwagę, że nasz organizm zawiera raptem 1,2g witaminy C, 6g wzięto w zasadzie z sufitu.

 

Po około trzech godzinach wydalanych z moczem jest 70% – 97% przyjętej dawki sztucznej witaminy C. Do organizmu wchłania się zaledwie 2 – 3%, niektórzy mówią o 30% przyjętej dawki.

 

Nie tylko sztucznej. Organizm wydali z moczem nadmiar witaminy, bez względu na to kto ją wyprodukował i za jaką kasę. Między innymi dlatego przyjmowanie dużych ilości per os nie ma żadnego sensu.

 

Swoją drogą zawsze mnie zastanawiało skąd promocja niektórych preparatów witaminy C (na ogół droższych od reszty) polegająca na stwierdzeniu, że inne preparaty są złe i szkodliwe. Pod względem chemicznym kwas askorbinowy znajdujący się w tych tabletkach niczym się nie różni. Miałem okazje się o tym przekonać na własne oczy.

 

Pamiętam też opowieści o cudownej lewoskrętnej witaminie C i tej prawoskrętnej, która miała szkodzić i zabijać - pod względem chemicznym nie miały one żadnego sensu. Niemniej jednak ludzie to kopiują w necie, gdzie i jak popadnie nie rozumiejąc w dodatku co kopiują i po co.

 

W 1977 roku doktor J.Asfora przeprowadził jedno z najdoskonalszych do tej pory badań nad leczniczymi właściwościami witaminy C. W eksperymencie uczestniczyło stu trzydziestu trzech studentów medycyny, lekarzy i pacjentów miejscowego ośrodka zdrowia

 

Gdybyś odpalił sobie Cochrane Library i nieco poszukał dowiedziałbyś się, że metaanaliza 15 badań klinicznych, w których przebadano ponad 11 tys ludzi nie potwierdziła w zasadzie leczniczych właściwości witaminy C w przeziębieniu i grypie. Jakby nie patrzeć nieco większa liczebność próby.

 

Powszechne zastosowanie witaminy C sprawiłoby też, że drastycznie spadło by zapotrzebowanie na dużo droższe, często refundowane farmaceutyki. Np te od cholesterolu, obniżania ciśnienia krwi, chroniące przed udarem (Memotropil to koszt 120 zł na miesiąc).

 

Memotropil nie zapobiega udarowi mózgu i zdecydowanie nie kosztuje 120zł na miesiąc ;] Widać komuś nie chciało się nawet sprawdzić prezentowanych danych.

 

Salomonie - generalnie nie kopiuj z netu długaśnych elaboratów jeśli zawierają tego typu dane (w pewnych miejscach naciągnięte, w innych zupełnie błędne), a zwłaszcza wtedy gdy nie do końca rozumiesz ich treść.

Link to post
Jeżeli każdy wiedziałby jak używać dużych dawek witaminy C – askorbinianu doustnie i dożylnie, byłoby to finansową katastrofą dla przemysłu farmaceutycznego.

 

A ja uważam, że to dla nich właśnie dobry biznes. Mogą rynek zasypać różnymi "magicznymi" preparatami i wciskać je ciemnocie. Poza tym zaobserwowałem u ludzi, że często gęsto w zestawie antyprzeziębieniowym i antygrypowym dorzucają witaminę C, bo tak zostali nauczeni kiedyś tam, a zbytnio nie wiedzą czemu. Uderzenie w taki schemat to kasiora, banialuki o supermocnach witaminy C też są im bardzo na rękę. Lepiej trzepać kasę na wit. C niż wydawać kupę kasy na badania, które mogą się w ogóle nie zwrócić :D

 

A co na to Twój lekarz?

Czy ma tyle wiadomości na temat naturalnej witaminy C?

 

demagogiczna zagrywka. Pójdź do swojego lekarza i spytaj się o witaminę C. Jeśli to coś zostanie pytaniem retorycznym, to narobi jedynie bałaganu. (na ogół wiedzą sporo)

Link to post

Trochę śmieszy mnie to ciągłe utyskiwanie na pazerność firm farmaceutycznych. Wspomniany w wyżej zaprezentowanym elaboracie dr Rath ma własną linię suplementów na wszystkie bolączki tego świata, które do tanich nie należą (170zł za miesięczną kurację). Cenę trzeba jakoś usprawiedliwić, a ludzie lubią teorie spiskowe, więc im mocniej przywali się konkurencji tym lepiej ;) Wszystkie chwyty są dozwolone, bo tort do podziału jest duży, a chętnych wciąż przybywa.

 

Opowieściom o cudowności i nieszkodliwości witaminy C przeczą niestety historie samych przyjmujących. Znam przypadek pana, który po urodzeniu 3 kamieni (natura niestety nie okazała się łaskawa i nie obdarzyła pana mikropenisem coby mu łatwiej było owe kamie rodzić) stwierdził, że woli już mieć raka i inne te straszne choroby, bo rodzenia kamieni ma zdecydowanie dość. Odstawił końskie dawki witaminy C, przeziębia się tak samo jak wcześniej, a problem z kamicą zniknął jak ręką odjął.

 

Witamina C jest coraz bardziej passe - obecnie coraz większą popularność, z tego co widzę, zdobywa astaksantyna uzyskiwana z kryla i krewetek.

 

A co na to Twój lekarz?

Czy ma tyle wiadomości na temat naturalnej witaminy C?

 

Cóż, lekarze są raczej oporni na tego typu "wiedzę". Nie pomagają nawet wizyty przedstawicieli niektórych firm. Co prawda niektórzy lekarze na wieść, że przyjdzie rep dostają dziwnych objawów, nie tylko neurologicznych (nie jedzą od paru dni, mają dyskinezy późne w postaci mlaskania i tak dalej), ale takiej wiedzy raczej nie łykną między jednym koreczkiem z kateringu a drugim.

Link to post

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...

Important Information

Pragniemy Cię poinformować, że nasza strona może dostosowywać treści do Twoich potrzeb. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.