Jump to content
Silent_Lover

Dwa lata problemów - klątwa?

Recommended Posts

Silent_Lover

Witajcie,

 

1. Adam(29 lat)

2. Moja ciotka i babka posiadają złe oko, babka mojej dziewczyny prawdopodobnie też posiada taki niezwykły dar...

 

Moja niezwykła historia ciągnie się od przeszło dwóch lat. Przed tym okresem byłem całkiem fajnym szalonym chłopakiem, w życiu układało się raz lepiej raz gorzej... zazwyczaj zależnie od tego jak sobie radziłem z problemami, jak się do nich przygotowywałem. Od dwóch lat w życiu nie odniosłem żadnego sukcesu, dzieje się to od momentu kiedy przeniosłem się na jedną z najlepszych w polsce uczelnie wyższą, pracując jako wolny strzelec pojawiły się na horyzoncie bardzo dochodowe zlecenia, dodatkowo kupiłem sobie wymarzony samochód, a za resztę oszczędności wyjechałem z dziewczyną na wczasy do afryki. Jestem osobą niezwykle wytrwałą i do tej pory się nie poddaje jednak racjonalizm powoli kończy moje zapędy i podupadam na sile... jak napisałem od dwóch lat dzieją się dziwne rzeczy...

 

Problem wygląda następująco... otóż wszystko na czym mi zależy nie dochodzi do skutku, głównie z perspektywy finansowej... Wszelkie zlecenia jakie się pojawiają na horyzoncie albo nie dochodzą do skutku, albo jeśli już mam możliwość ich zrealizowania dostaję zaćmy intelektualnej i nie jestem w stanie wykonać tego poprawnie... Otwierałem firmę, inwestowałem w różne rzeczy i to co udawało mi się mimo wszystko oszczędzić bezpowrotnie traciłem... topiłem pieniądze na czymś co na co dzień oferuję swoim klientom i wykonuje to w 100% dobrze... Postanowiłem poszukać stałej pracy, a w moim zawodzie na moim poziomie wiedzy i fachowości to są tygodnie... ja od ponad pół roku bezskutecznie nie mogę nic znaleźć... gdy zostaje zaproszony na rozmowę dzieją się dziwne rzeczy... jako osoba bez kompleksów, która nie stresuje niczym potrafiłem na rozmowie po angielsku nie potrafić skleić zdania... w sumie problemem była by nawet odpowiedź po polsku... jednak na uprzednich testach kompetencyjności używałem języka i wszystkiego niezbędnego otrzymując noty po 98% poprawności. Samochód idealnie sprawny technicznie psuje się do momentu kiedy nie zdarzę na rozmowę... mechanicy rozkładali ręce, a gdy już było po czasie samochód sam się naprawiał.... Jako informatyk psuły mi sie monitory w najbardziej potrzebnym momencie i samoczynnie się naprawiały.... były to podzespoły, które nie mogą się samoczynnie naprawić!? idąc dalej... temat szkoły też nie został jeszcze zamknięty.... od 3 lat jestem studentem (jestem kujonem) i w gruncie rzeczy nie mogę skończyć magisterki mimo, że mam zatwierdzoną przez promotora pracę dyplomową ... ciągle coś nie tak, a to dziekan, a to systemy się zawieszają, , gubią się papiery, a to uciekają terminy przez te poprzednie rzeczy... dodatkowo nie mam życia osobistego... ciągle siedzę w domu... a każde wyjście z dziewczyną na imprezę jest jak za karę - robię to tylko dla niej... wszelkie spotkania z moimi znajomymi też nie dochodzą do skutku, a potem już mi się samemu nie chce już nigdzie iść... jak wyjdę to i tak czy inaczej coś się stanie bardzo dla mnie nieprzyjemnego albo będę się bawił okropnie...

 

Jak można zauważyć ciągle walczę... ale zaczyna mi brakować sił... jestem racjonalistą, wierzę w naukę, ale zaczyna mi brakować racjonalnego wytłumaczenia na to wszystko... chciałbym dowiedzieć się czy to jest klątwa czy po prostu to ja robię coś źle... z tego co wiem w mojej rodzinie zły urok na sprawy materialne zawsze spadał z oka babki czy ciotki, jednak ostatnio się odcięliśmy całą rodziną od tego... (nie są szeptuchami, a regułka "sól w oczy" jest dobrze nam znana) dodam, że od tamtej pory w rodzinie trochę się uspokoiło, ale u mnie z dnia na dzień jest co raz gorzej... za jeden dzień uśmiechu płacę 4x większą ilością smutku, przykrości, rozczarowania i bólu itd. Im więcej siły przykładam do osiągnięcia sukcesu tym gorzej mi się wiedzie... od dwóch lat nie osiągnąłem nic, nie zrealizowałem żadnego celu, a wcześniej zawsze docierałem do nich bardzo szybko... wyróżniałem się na tle innych osiągnięciami czy to w nauce czy gdzie indziej... pasmo porażek sprawia, że przestaje się już nawet uczyć, rozwijać i próbować coś robić.... tylko pije co raz więcej chociaż i na to już prawie nie mam gotówki....

 

Jak mam sprawdzić czy to jest klątwa czy złe oko, zawiść, urok czy cokolwiek?! Doszedłem do wniosku, że to chyba za dużo tego złego jak na przypadek czy zwykłe nieradzenie sobie w życiu... :/

 

PS dziś mieszkam ponownie z rodzicami bo nie stać mnie samodzielnie się utrzymać, samochód sprzedałem, a pieniądze z niego utopiłem w nieudanych inwestycjach....

 

Pozdrawiam,

Wojtek

Edited by Silent_Lover

Share this post


Link to post
Share on other sites
Trida

Po przeczytaniu Twojej historii nasuwa mi się głownie błąd w Twoim myśleniu/postrzeganiu i blokowanie pewnych spraw.

Sugeruje to, wg mnie, dość mocno cytat:

a każde wyjście z dziewczyną na imprezę jest jak za karę - robię to tylko dla niej... wszelkie spotkania z moimi znajomymi też nie dochodzą do skutku, a potem już mi się samemu nie chce już nigdzie iść

 

Rozumiem, ze jesteś zrezygnowany. Nasze życie to nie ciągłe pasmo sukcesów ale i porażki jednak te nie mogą nam przysłaniać reszty.

Inwestycji chwilowo nie planujesz ale może zamiast pić postaraj się wyjść i zająć sportem / spacerami. Wyciszyć umysł.

Bardzo możliwe, ze sam tworzysz myślokształty (negatywne myśli).

Osobiście polecałabym, na początek, próbę afirmacji i mimo wszystko - zmuszanie się do pewnych rzeczy (takich jak spotkania ze znajomymi, spacery etc) by odciążyć umysł.

Paradoksalnie - im bardziej skupiasz się na negatywach tym bardziej one rosną.

 

Również ciesz się małymi rzeczami i za nie dziękuj.

Poza tym, że człowiek może prosić powinien również dziękować ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Silent_Lover

Dziękuje za odpowiedź

 

Jeśli chodzi o psychikę może nie jest tak źle jak to opisałem, najprawdopodobniej przekolorowałem trochę sprawę... Sport uprawiam na co dzień bo to on napędza mnie i daje mi siły, bardzo dbam o sylwetkę i swój wizerunek, a nawet o swoją psychikę, jeśli chodzi o picie miałem na myśli 1 -2 razy w tygodniu picie sporych ilości ale nie do upadłego... jestem zbyt odpowiedzialny by się uchlać totalnie, zaś wszelkie sprawy mentalności już przerabiałem... jak można wywnioskować z poprzedniego komentarza zawsze szukam racjonalnej winy w czymś co mnie spotyka, przeczytałem nie jedną książkę motywacyjną, również czytałem ich dużo przed całym pasmem niepowodzeń, ogóle to z charakteru jestem niepoprawnym optymistą, dlatego nieco ciężko mi uwierzyć, że sam się blokuję. Nie boje się ludzi, na imprezy wychodzę ale ciężko się dobrze bawić skoro człowiek liczy grosze, a otoczenie bawi się w setkach... Dodam, że w momentach kiedy dostaje zlecenie, czy zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną cieszę się jak dziecko zapominając o świecie... wtedy zawsze kolejne rozczarowanie, kop w tyłek sprowadza mnie na ziemie - próbowałem świadomie się dystansować i podchodzić z wielką rezerwą jednak też nie działa... Ogólnie z charakteru jestem osobą dobrą, nie zawistną i często pomagam ludziom, chętnie nieodpłatnie w zamian za uśmiech i szczere dziękuję, którego nawet nie wymagam... nie wydaje mi się, że moje nastawienie samoczynnie mogło tak ulec zmianie w ciągu kilku dni... moją wadą jest to że kłapie jęzorem wszędzie, bez większego zastanowienia, pochodzę ze wschodu, a tutaj ludzie są strasznie zawistni... osobiście przypuszczam, że za dużo pochwaliłem się przy kimś swoimi sukcesami,a to co do tej pory osiągałem zwykłemu człowiekowi pracującemu z musu na kasie w tesco może się nawet nie wyobrażać... lubię czuć się lepszy od kogoś, ale bardzo na to ciężko pracuje i staram się nie pokazywać tego, nie lubię sprawiać innym przykrości, a to z pewnością może ją wywołać... ehh...

 

Chcę tutaj pokazać Tobie, że nieważne jakie mam nastawienie... czy jestem zrezygnowany, zdystansowany czy w ogóle o czymś nie myślę i tak licho przypomina o sobie psując wszystko co mogło przynieść by mi jakikolwiek dochód...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Trida

Nie powiem, trochę inaczej przedstawiłeś swoją historię w pierwszym poście niż teraz – w wyjaśnieniu ;)

 

Ogólnie z charakteru jestem osobą dobrą, nie zawistną i często pomagam ludziom, chętnie nieodpłatnie w zamian za uśmiech i szczere dziękuję, którego nawet nie wymagam...

I tu błąd – skoro jesteś w czymś dobry to powinieneś się cenić. Ludzie bardzo często nie doceniają czegoś, jeśli za to nie zapłacą. Pamiętaj – coś za coś. Wymiana energii. Równowaga we wszechświecie musi być zachowana. Jeśli Ty cały czas dajesz ze swojego worka a nikt go nie napełnia – to skąd masz dalej brać energię na powodzenia, prace i całą resztę?

 

 

moją wadą jest to że kłapie jęzorem wszędzie, bez większego zastanowienia, pochodzę ze wschodu, a tutaj ludzie są strasznie zawistni... osobiście przypuszczam, że za dużo pochwaliłem się przy kimś swoimi sukcesami, a to co do tej pory osiągałem zwykłemu człowiekowi pracującemu z musu na kasie w tesco może się nawet nie wyobrażać...

I tu masz swój błąd – kłapiesz jęzorem – rozpraszasz energię zamiast skupić ją w jednym, konkretnym punkcie – rozsyłasz ją wszędzie, gdzie się da. Mówisz o tym znajomym, o których jak sam mówisz – niekoniecznie mogą CI dobrze życzyć. On nastawia przeciw Tobie negatywne myśli i już – po sukcesie.

 

lubię czuć się lepszy od kogoś, ale bardzo na to ciężko pracuje i staram się nie pokazywać tego, nie lubię sprawiać innym przykrości, a to z pewnością może ją wywołać... ehh...

To się wg mnie ze sobą kłoci – lubisz czuć się lepszy – jedna (negatywna w sumie) energia – a z drugiej strony pomagasz itd… Więc pomagasz ‘dla pokazania się’. Pewna nieścisłość w Twoim zachowaniu i myśleniu.

TY sam, najwidoczniej nieświadomie, wysyłasz do ludzi energię, ze jesteś lepszy wiec oni automatycznie mają takie nastawienie do Ciebie. Starasz się nie pokazywać ale to z Ciebie emanuje.

 

Pomyśl nad tym.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Silent_Lover

Hmm... myślałem sporo nad tym co mi napisałaś... Przeanalizowałem siebie i swoje otoczenie pod kątem równowagi energetycznej (daj = bierz), o której mi wspomniałaś. Bardzo często analizowałem (też wcześniej) swoje życie z okresu wczesnoszkolnego, kiedy jeszcze byłem uczniem poniżej przeciętnej, nikt mnie nie trawił, robiłem co chciałem i zawsze miałem racje (zbierałem tyle zła ile dawałem)... Zestawiając ten okres i okres mojej przemiany (kiedy stałem się ambitnym kujonem odnoszącym na każdej płaszczyźnie sukces) oraz obecny przykry stan powiem szczerze, że dziś dalej potrafię utrzymać podobny stan psychiczny do tego udanego, potrafię nie gadać za dużo, moje nastawienie jest również wybitnie zdeterminowane... Różnica jest jedynie taka, że wcześniej jednak bardzo dążyłem do bycia z kimś, do posiadania tej drugiej połówki... Gdy to osiągnąłem i potem przeżyłem wielkie rozczarowanie lekko zastopowałem ze wszystkim, dosyć szybko się pozbierałem i niespełna pół roku później poznałem obecną partnerkę, z którą jestem od prawie dekady. To kim byłem wcześniej wtedy zaczęło ulatywać... poświęciłem się na 100%, jak ze wszystkim i do wszystkiego... I widzę, że z dnia na dzień moja kondycja psychiczna słabnie, robię co raz mniej, osiągam przez to co raz mniej i podejmuję coraz częściej błędne decyzje... Dodatkowo narasta we mnie ten pech/licho/fatum, który z dnia na dzień jest większy i co raz bardziej nie uzasadniony, niewytłumaczalny... Jednak przyglądając się dalej trochę wątpię, że to dzieje się właśnie przez nią... Moja partnerka też ciągle dostaje po plecach, co raz częściej i mocniej... Dodatkowo jest osobą bardzo, ale to bardzo dobrą i troszczącą się o inne osoby, w swoich sprawach jednak bardzo egoistyczna co czyni ją teoretycznie dużo bardziej zrównoważoną energetycznie ode mnie według tego co napisałaś powyżej (biorę tutaj pod uwagę wszystko nie tylko to co napisałem)... Jednym słowem razem idziemy w kierunku smutku, nieszczęścia i upadku.... Dodam, że ostatnio z niewiadomych przyczyn nawet podupada ona na zdrowiu, a lekarze mówią, że nic jej nie jest mimo, że widać po niej, że coś się dzieje.... wg. mojego rozumowania odczuwalna równowaga energetyczna powinna mi wrócić po maks. kilku dniach, a ja utrzymując ją przez kila tygodni powinienem zachowywać stałość i ciągłość w swym życiu balansując lekko na boki przez otoczenie, jednak widzę tutaj coś więcej, a nawet parami...

 

Co do tytułu warto będzie mi napisać uzasadnienie skąd podejrzenia klątwy... Więc mówiąc szczerze wątpliwość, czy nie jest to jakaś klątwa nasunęła mi się z powodu dokumentu w TV... patrząc na swoje życie, że ojciec ciągle mocno nadużywał alkoholu, ja i brat mam do niego również słabość... Nie raz całą rodziną spotykaliśmy się z "okiem uroczym" w rodzinie stąd wiara w takie rzeczy... Odwieczne problemy zdrowotne w całej lini od pochodzenia ojca (nowotwory - dziadek zmarł na nowotwór, mój ojciec również go miał, jest świeżo po operacji)... Każda materialnie warta rzecz, istotna w życiu psuje się natychmiastowo... Od strony matki wiecznie ciągnące się ubóstwo mimo chęci, nastawienia i posiadanej wiedzy know-how (wiecznie pech w 80% nie do przewidzenia)... Jednak moje nastawienie było tak silne do tej pory, że mnie to jedynego w całej rodzinie nie dotykało, aż do ostatnich trzech, może czterech lat... od tamtego momentu seryjnego sukcesu opisanego powyżej...

 

A! Od momentu kiedy napisałem w pierwszym poście o wycieczce nie wiem, dlaczego, ale ciągle mi się przypomina sytuacja z nieuczciwym arabem, który próbował nam sprzedać przejażdżkę na swym wielbłądzie mimo naszej woli, nieświadomie moja dziewczyna zaczęła nań wsiadać jednak zanim to zrobiła zawróciłem ją, jednak arab domagał się zapłaty.... uczciwie na odczepnego zapłaciłem mu połowę bo była tylko w połowie drogi... jednak coś szeptał pod nosem w swoim języku mimo uśmiechu z łatwego zarobku...

 

 

Wiem, że powyżej to co napisałem to czysty chaos, jednak są to moje bieżące szczere przemyślenia... bardzo będę wdzięczny jeśli przeanalizujesz ze mną jeszcze ten fragment... rozwiało by mi to już wszelkie wątpliwości, że to nie klątwa, a zwykła dysproporcja energetyczna...

I tak bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas, bardzo!

 

Pozdrawiam,

SL

Share this post


Link to post
Share on other sites
jacekesp

Czytając Twoje posty - nasuwa mi się*jedno pytanie - czy właściwie wykorzystujesz swoje talenty, zdolności? Bardzo możliwe że nadszedł czas by dawać innym ale coś*innego niż chcesz obecnie dać. Ta tak zwana równowaga powinna być zgodna z Twoim wnętrzem. Myślę że będę mógł Ci pomóc - jakby nie patrzeć po Twoich wypowiedziach nie masz umysłu całkowicie analitycznego tylko ostatnimi czasy, właśnie tą stroną próbujesz wszystko wyjaśnić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Trida

ohh SL udzielasz się jeszcze?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Gość

Jak sprawdzam to mi żadna klątwa ani uroki nie wychodzą....To jest bardziej sprawa wzorców.Plus jest coś astrologicznie-karmicznego.

Może poproś tu kogoś na forum o horoskop i numerologię.

Im bardziej wierzysz ,że masz pecha tym bardziej go masz :)

Przekoduj swój umysł. Polecam książki Louise Hay.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...