Jump to content
Antoni Obanderas

Krew menstruacyjna a wampiryzm

Recommended Posts

Antoni Obanderas

Witam,

 

Mój post może wydać się nie do końca związany z magią jako taką, czy, ogólnie rzecz biorąc, z ezoteryką, jednak wnioski, do których możemy dojść podczas jego analizy, mogą mieć już pewne powiązania z problematyką szeroko rozumianego okultyzmu. Otóż rozmyślałem ostatnio o różnych zagadnieniach ludzkiej natury i pewien problem zajął mnie tak bardzo, iż postanowiłem poszukać gdzieś porady odnośnie jego. Dobrze się złożyło, iż trafiłem na to forum, gdzie, jak można zauważyć, zainteresowanie różnego rodzaju tajemniczymi i niejasnymi sprawami jest bardzo duże, toteż będę wdzięczny szanownym forumowiczom za podzielenie się swoimi refleksjami na temat przedstawionej przeze mnie, hipotetycznej sytuacji.

A więc do rzeczy. Zakładając, iż znane nam dogmaty wiary chrześcijańskiej są w istocie słuszne i prawdziwe, należy przyjąć, iż spożywanie ludzkiej krwi przez człowieka jest zakazane i grozi potępieniem go przez Boga. W myśl tej zasady powstało na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci wiele dzieł, czy to literackich czy też filmowych, które zdają się bardzo poważnie podchodzić do owego problemu i przedstawiać go rzetelnie i nader sugestywnie, co z kolei nam nie pozwala pozostawać w tej kwestii obojętnym i lekkomyślnym.

A zatem moje pytanie brzmi, czy gdy mężczyzna zaspokajający oralnie kobietę, która właśnie miesiączkuje, przypadkowo spożyje jej krew, stanie się wampirem? Jeśli tak, to czy wystarczy jej zaledwie skosztować, czy też wypić większą jej ilość? Czy jednorazowe spożycie niewielkiej ilości krwi uczyni z nas bestię niegodną tego, by zasiąść u prawicy Wszechmogącego, gdy już przyjdzie na nas czas, czy też skaże nas na wieczną tułaczkę w krainie cieni, pośród bólu i cierpienia? Co o tym myślicie?

 

Wybaczcie, jeśli zamieściłem ten temat w złym dziale, ale miałem problem z odpowiednim zaklasyfikowaniem go.

Share this post


Link to post
Share on other sites
OazaSpokoju

Zakładając, że miesiączkująca kobieta nie zamorduje mężczyzny, który będzie się do niej w czasie okresu dobierał....hmmm..to problem typu - ile diabłów mieści się na główce od szpilki. Temat w sam raz na kolejny sobór, ale dla przeciętnego śmiertelnika totalnie nieprzydatny. Poza tym są dwie opcje sprawdzenia tego:

 

a) trzeba spytać kogoś kto opuścił ten padół nie wyspowiadawszy się, bezpośrednio po oralnym zaspokojeniu miesiączkującej kobiety (możliwe, że w skutek morderstwa przez ową kobietę) - wadą tej opcji jest jej niemożliwość

B) uzyskać opinię od Wszechmogącego - wadą tej opcji jest również jej niemożliwość

 

obstawiam więc, że musimy dalej żyć w niewiedzy, chyba że jakiś sobór będzie uprzejmy zaproponować oficjalne kanonowe rozwiązanie, które nadal pozostanie jednak nie potwierdzone przez wyższą instancję.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nazwa użytkownika1

kiedys w wypadku ugryzienia przez weza nacinalo sie rane i wysysalo jad (razem z krwia rzecz jasna)

niejednen pewnie w taki sposob skosztowal i tego i tego...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Lukas85

krewa menstruacyjna na jezyku bo zwymiotuje fuck....:nie::nie: zaraz oddam sniadanie he he

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sarah2020
Co o tym myślicie?

 

Myślę, że każdy kto się nad tym zastanawia sam powinien odpowiedzieć sobie na to pytanie.

;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witek D.

Hysterus,

Jak się ugryzie ;) Ale za to to nawet piekło niechrześcijańskie : ))

Share this post


Link to post
Share on other sites
nowa_anna

fajny topik:-) raczej do ssakow sie zaliczamy za kaszanke i salceson czarny tez do piekla mamy isc? raczej starajmy sie tu na ziemi dobrze sie sprawowac i nawet tej kropla krwi miesiaczkowej ci nie zaszkodzi, by do nieba sie dostac, zreszta juz sama patelnia daje niebo w gebie:-P

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Zakładając, że miesiączkująca kobieta nie zamorduje mężczyzny, który będzie się do niej w czasie okresu dobierał....hmmm..to problem typu - ile diabłów mieści się na główce od szpilki. Temat w sam raz na kolejny sobór, ale dla przeciętnego śmiertelnika totalnie nieprzydatny. Poza tym są dwie opcje sprawdzenia tego:

 

a) trzeba spytać kogoś kto opuścił ten padół nie wyspowiadawszy się, bezpośrednio po oralnym zaspokojeniu miesiączkującej kobiety (możliwe, że w skutek morderstwa przez ową kobietę) - wadą tej opcji jest jej niemożliwość

B) uzyskać opinię od Wszechmogącego - wadą tej opcji jest również jej niemożliwość

 

obstawiam więc, że musimy dalej żyć w niewiedzy, chyba że jakiś sobór będzie uprzejmy zaproponować oficjalne kanonowe rozwiązanie, które nadal pozostanie jednak nie potwierdzone przez wyższą instancję.

 

Libido u wielu kobiet w czasie okresu jest dużo większe niż normalnie, więc nie każda od razu chciałaby zabić swojego kochanka.

Do wymienionych przez Ciebie sposobów dodałbym jeszcze urządzenie seansu spirytystycznego, na którym przywołamy duchy Vlada Palownika i innych znających się na rzeczy i od nich dowiemy się, jak jest naprawdę.

 

kiedys w wypadku ugryzienia przez weza nacinalo sie rane i wysysalo jad (razem z krwia rzecz jasna)

niejednen pewnie w taki sposob skosztowal i tego i tego...

 

W podanym przez Ciebie przykładzie chodziło o wyssanie jadu z krwią i wypluciu ich, a nie połykaniu. Poza tym, gdyby jednak w takim przypadku zostały one połknięte, wówczas możnaby to traktować jako wypadek przy pracy, która była konieczna do wykonania, aby osoba ukąszona nie umarła.

Podobnie rzecz się miała z drużyną urugwajskich sportowców, których samolot rozbił się w 1972 roku w Andach. Garstka ocalałych mężczyzn nie chciała jeść mięsa swoich kolegów, ale by przeżyć byli do tego zmuszeni.

Chodzi o świadome i zamierzone spożywanie czyjejś krwi i możliwymi tego konsekwencjami. Tutaj jednak rodzi się kolejne pytanie: Co się z nami dzieje, gdy się skaleczymy i zlizujemy z rany swoją krew? Wygląda na to, że też łamiemy boskie przykazanie(?)

 

krewa menstruacyjna na jezyku bo zwymiotuje fuck....:nie::nie: zaraz oddam sniadanie he he

 

Dlaczego tak piszesz? Próbowałeś?

 

Myślę, że każdy kto się nad tym zastanawia sam powinien odpowiedzieć sobie na to pytanie.

;)

 

Tak można odpowiedzieć każdemu, na jakiekolwiek pytanie, które zada na forum. Po co więc są fora?

 

Kiedy się skaleczę i poliże ranę idę do Piekła?

 

To pytanie też jest trafne. Bo przecież krew pochodzącą ze skaleczenia zawsze można wytrzeć ręcznikiem, a nie od razu ją zlizywać...

 

Nie znam się na chrześcijaństwie, ale czy naprawdę jest tak, że zabrania ono spożywania ludzkiej krwi? Przecież chrześcijanie piją krew Chrystusa, który oprócz tego, że był bogiem, był też człowiekiem. A więc spożywają ludzką krew. Czy po prostu Jego krew jest jakimś wyjątkiem?

 

Też się na chrześcijaństwie nie znam, ale w Bibli jest napisane, że Bóg zakazał spożywania ludzkiej krwi pod groźbą wykluczenia go ze społeczności chrześcijańskiej.

Krew i ciało Chrystusa spożywane przez ludzi na mszy są tylko symbolem, tak naprawdę to woda i hostia. A Jezusa, jako nie tylko człowieka, ale kogoś ważniejszego, nie powinniśmy chyba łapać za słowa. Skoro pozwala pić swoją krew i jeść swoje ciało, to tak ma widocznie być. Podobnie było z zabijaniem, niby Bóg zabrobił zabijania ludzi, ale Abrahamowi kazał uśmiercić swojego syna. Bardzo dziwne są te wszystkie przepisy obowiązujące chrześcijan. Jak w życiu.

 

 

Teraz jest pytanie: czy za sam seks oralny pójdziemy do piekła? ;)

 

Za sam seks oralny? Żartujesz? Normalnemu człowiekowi nie wolono współżyć nawet "normalnie" jeżeli ma być to współżycie prowadzące do czegokolwiek innego niż prokreacja! I to tylko pod kołdrą i przy zgaszonym świetle.

 

fajny topik:-) raczej do ssakow sie zaliczamy za kaszanke i salceson czarny tez do piekla mamy isc? raczej starajmy sie tu na ziemi dobrze sie sprawowac i nawet tej kropla krwi miesiaczkowej ci nie zaszkodzi, by do nieba sie dostac, zreszta juz sama patelnia daje niebo w gebie:-P

 

Kaszankę z krwi świńskiej się robi, więc to się chyba nie liczy. Ale dobrze mówisz, tak czy inaczej.

Edited by Kobalt60

Share this post


Link to post
Share on other sites
megabat

Chyba tylko Swiadkowie Jehowy biora ten cytat z biblii tak doslownie, ze nawet transfuzja krwi jest u nich zakazana.

Chyba, ze chodzi o to, ze kobieta jest nieczysta w czasie okresu (gdzies to bylo w Starym Testamencie), ale od czasu wynalezienia prysznica jest ok. Mysle, ze wszystkie chrzescijanskie wampiry nie powinny sie przejmowac(oczywiscie po slubie)

Edited by megabat

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Lukas85
Dlaczego tak piszesz? Próbowałeś?

 

nie probowalem i nie mam zamiaru,ale jesli cie to kreci to prosze bardzo,dodaj do tego zloty deszcz ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest paulinqa123
To pytanie też jest trafne. Bo przecież krew pochodzącą ze skaleczenia zawsze można wytrzeć ręcznikiem, a nie od razu ją zlizywać...

 

 

 

Też się na chrześcijaństwie nie znam, ale w Bibli jest napisane, że Bóg zakazał spożywania ludzkiej krwi pod groźbą wykluczenia go ze społeczności chrześcijańskiej.

 

dobrze zrobił ;) przynajmniej przyczynił się do zapobiegania rozprzestrzenianiu się różnych chorób

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Chyba tylko Swiadkowie Jehowy biora ten cytat z biblii tak doslownie, ze nawet transfuzja krwi jest u nich zakazana.

Chyba, ze chodzi o to, ze kobieta jest nieczysta w czasie okresu (gdzies to bylo w Starym Testamencie), ale od czasu wynalezienia prysznica jest ok. Mysle, ze wszystkie chrzescijanskie wampiry nie powinny sie przejmowac(oczywiscie po slubie)

 

Myślę, że nie powinniśmy bagatelizować kwestii picia krwi. Nie widziałeś, co stało się z hrabią Draculą w filmie „Dracula” F.F.Coppoli?

 

Po tych paru postach Antoni Obanderas stwierdzam, że Cię lubię. Myślisz i mówisz logicznie, pisząc wypowiedzi na forum starasz się unikać cechowania ich emocjami, których obecność w wypowiedzi pisanej wielokrotnie prowadzi do mylnego jej zrozumienia przez odbiorców. Masz banie :)

 

Miło mi, dziękuję za uznanie.

Wracając do tematu, to znasz się jednak trochę na tym chrześcijaństwie. Nie wiedziałem, że Bóg ostatecznie wycofał swój nakaz zabicia syna Abrahama. Ale takie działania i tak wydają mi się trochę dziwne. Jeśli Bóg lubi mieć z ludźmi zdrowe relacje, to nie powinien chyba sobie z nich tak żartować.

 

Nigdy nie możemy wiedzieć na 100% co jest prawdą. Wino i chleb podczas Mszy przechodzą przemianę. Kapłan z mocą Chrystusa zamienia je w Krew i Ciało. Prawdziwą krew i prawdziwe ciało. Jeśli jakiś z chrześcijan mówi inaczej, to grzeszy.

 

Co do krwi i ciała spożywanych podczas mszy, to nie sądzę, żeby każdy ksiądz miał predyspozycje do zostania magiem potrafiącym robić aż takie rzeczy. Ale jeśli nawet tak jest, to wracamy do punktu wyjścia - krew Jezusa możemy pić, krew innego człowieka - nie, bo On tak nakazał.

 

Bóg chce mieć z ludźmi zdrowe relacje. Takie, jakie dla nas są zdrowe. A dla nas zdrowe są ludzkie reakcje. Dlatego On woli, byśmy łapali go za słówka, kłócili się z nim, nawet obrażali i fochali. Kłócimy się zazwyczaj tylko z osobami, na których nam zależy. Zlewamy osoby, które są dla nas nieważne. Jeśli męczy Cię ten paradoks, zapytaj samego Boga. Jeśli wierzysz, że jest Wszechmogący, to na pewno ma na to jakieś sensowne wytłumaczenie.

 

Jako prawdziwi chrześcijanie nie powinniśmy chyba podważać słów Boga. Skoro powiedział, że ludzie pijący ludzką krew zostaną wykluczeni, to nie mówmy, że możemy to robić, bo już pijemy na mszy krew Jezusa, a on też był po części człowiekiem.

Mówisz, że chce, abyśmy się z nim przekomarzali, kłócili i obrażali. Zabicie człowieka lub gwałt na kobiecie też są pewnymi formami buntu i przeciwstawienia się jego woli, ale czy chce, aby takie rzeczy się działy? A przecież to takie ludzkie zachowania.

Co do rozmowy z samym Bogiem, to chyba jestem niedość uduchowiony, bo nie słyszę od niego odpowiedzi na pytania, które mu zadaję.

 

Znam trochę inne chrześcijaństwo niż Ty :) Według niego seks dla przyjemności jest w porządku. Tylko antykoncepcja jest grzechem, no i współżycie pozamałżeńskie. Nadal do końca nie rozumiem dlaczego, skoro np. seks z małżonką, która jest w ciąży grzechem nie jest, przecież ciąża to całkiem dobra antykoncepcja :)

 

Nie wiem, co Bóg mówił na temat seksu, ale we wszystkich fragmentach Biblii, które przeczytałem, każde współżycie kończyło się czyimiś narodzinami. Było tam też napisane, że nasienia nie powinno wylewać się poza kobietę, więc jest to równoznaczne z zakazem używania antykoncepcji, a więc i z tym, że możemy współżyć, jeżeli tylko będzie z tego potomstwo. Nie wiem natomiast, jak traktować fakt, iż okres trwania ciąży stanowi wcale niezły rodzaj antykoncepcji... Może Bóg tego nie przewidział. Albo po prostu dał ludziom taki bonus, żeby też mieli coś z życia.

 

Ja lubię wszystko, co sprawia przyjemność mojej partnerce :) Nie wiem, czy seks oralny podczas miesiączki jest dla nich przyjemniejszy niż zwykle, ale dla mnie tak :D

 

Podziel się swoimi wrażeniami. Dużo wypiłeś krwi w takich sytuacjach? Poczułeś po tym jakąś przemianę? Zaczęły rosnąć Ci kły?

Edited by Kobalt60

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Teraz nie do końca wiem, czy sobie tu ironizujesz i żartujesz ze mnie, czy mówisz poważnie :) Fakt, dziwna sytuacja, jak na zdrowe relacje. Może nie tylko o o zdrową relację z nami Mu chodzi? Rodzice też czasami dadzą nam pasem po dupie. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem.

 

No jasne, że trochę sobie kpię z tego tematu, ale myślałem, że to widać. Miałem wrażenie, że z tą zamianą wody w krew przez kapłana Ty też sobie żartujesz...

 

Te dywagacje, zdaje się, zeszły trochę za bardzo na tematy religijne, a to są trudne sprawy do dyskusji.

Wiesz, z tymi znakami dawanymi przez Boga pod różnymi postaciami, to boję się w takie coś bawić, bo nie chcę wyjść na idiotę. Czytałem kiedyś opis osoby będącej na jakimś spotkaniu Oazowym, czy czymś w tym rodzaju. Śpiewano tam, trzymano się za ręce, uśmiechano do siebie i tańczono i obecność Boga tam była niemal namacalna. Obecność ta jednak była sztucznie nakręcana przez wszystkich tych ludzi, którzy po prostu chcieli wierzyć, że jest on wśród nich, a to jest dość pretensjonalna sztuczka. Nie chcę się łudzić, że, przykładowo, przelatujący mi nad głową gołąb jest znakiem od Boga, że zacznę się doszukiwać jakichś znaczeń w najbardziej banalnych zjawiskach, bo takich zjawisk można codziennie dostrzec mnóstwo, ale o niczym tak naprawdę one nie świadczą.

Tak jak z dowcipem, do którego link podałeś. Miłe ma przesłanie, ale to tylko historia o głupcu i ludziach być może tylko przypadkiem przepływających akurat obok niego.

Podsumowując, człowiek przez całe życie będzie widział znaki od Boga, jego radość z przyszłego spotkania z nim będzie coraz większa, nie będzie mógł się już na nie doczekać. A na końcu jednak może się okazać, że umrze i po prostu nastanie ciemność (i może nawet lepiej, że człowiek ten już nie będzie tego świadomy, bo mógłby się rozczarować).

 

Kto to według Ciebie prawdziwy chrześcijanin i czy w ogóle taki istnieje?

Nie mówię, żeby od razu coś podważać, tylko spytać się Go o wyjaśnienie. Jako, że nie jestem prawdziwym chrześcijaninem, stwierdzam też, że to dziwny paradoks :)

 

No, ale stwierdzenie, że picie krwi wypływającej z kobiety nie powinno być niczym gorszym od picia krwi Jezusa na mszy, to kwestionowanie tego, co Bóg powiedział, a nie pytanie go o to, czy tak jest w istocie.

 

Nie przeczytałem całej Biblii, a z tego co przeczytałem niewiele pamiętam. Po pogrubionym fragmencie wnioskuję, że Ty również całej nie przeczytałeś, więc nie możesz powiedzieć, że gdzieś nie ma fragmentu mówiącym o tym, że miłość między kobietą i mężczyzną jest piękna i powinna być skonsumowana :) Ja sam nie wiem co o tym myśleć, ciekawa rozkmina :) Z chęcią porozmawiałbym o tym z kimś bardziej obeznanym z Pismem niż ja.

 

Też chętnie porozmawiałbym z kimś takim, ale tylko pod warunkiem, że osoba ta, oprócz świetnej znajomości Biblii, miałaby też otwarty umysł, bo zagorzali fanatycy Pisma Świętego, z którymi dotychczas rozmawiałem, nie mogą przyjąć do wiadomości tego, że znajdują się w nim opisy na przykład lądowania statków powietrznych i inne niesamowite zjawiska.

 

Oj no już, przepraszam za zbyt obrazowe opisanie intymnych doświadczeń, które nie powinny być upubliczniane. Zadowolony? :) Po prostu dystans, lekkie zażenowanie, a może i nawet obrzydzenie, z jakimi ludzie podchodzą do pewnych tematów, w niektórych kręgach nazywanych tabu, bardzo mnie śmieszą. Jako, że sam chyba mam mały poziom skrępowania, często nie widzę granicy. Dziękuję za wskazanie mi jej :)

 

Ależ nie, nie próbowałem wskazywać Ci żadnej granicy, bo nie uznałem tego wcale za niesmaczne. Ludzie mają różne upodobania, więc pomyślałem, że jesteś jednym z nich i takie praktyki naprawdę sprawiają Ci frajdę. Stąd prośba o rozwinięcie tematu, bo byłem szczerze zainteresowany.

 

A tak na marginesie, to ten znak pod dowcipem, do którego link podałeś, to jakaś sugestia związana z magią chaosu, czy po prostu symbol Boga?

Share this post


Link to post
Share on other sites
OazaSpokoju

Z tym winem i chlebem - Sobór Laterański powiada, że w czasie mszy zachodzi rzeczywista przemiana chleba i wina w ciało i krew. Zważcie jednakowoż, że podczas mszy nie pijecie wina, a jedynie dostajecie hostię. To było podyktowane, obawą przed przypadkowym rozlaniem wina i problemami wynikającymi z takiego świętokradztwa. Tak więc, nie możemy wychodzić z założenia, że pijemy krew Jezusa. Niektóre odłamy np Zwinglizm uważały za logiczny powrót do picia wina, ale zwykle głosiły też inne rzeczy, które były określane jako herezja.

 

Poza tym, polizanie zakrwawionej waginy, nie uczyni z nikogo wampira, tak jak przypadkowe znalezienie skamieniałości, nie uczyni z nas archeologa. ;p

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł
Zważcie jednakowoż, że podczas mszy nie pijecie wina, a jedynie dostajecie hostię.

Bywałem na Eucharystiach katolickich, gdzie nie tylko jedliśmy Ciało, ale również piliśmy Krew :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
OazaSpokoju

Nie jest to jednak standardowe zjawisko :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
1. Czy to sprawia, że szczęście, które wypływało z jego wiary było nieprawdziwe?

 

To, że wierzymy, nie oznacza wcale, że się nie okłamujemy. Możemy być szczęśliwi, bo tego chcemy i przypisywać to Bogu. Na podobnej zasadzie działa placebo - pielęgniarka daje pacjentowi tic taca, a ten myśląc, że to lekarstwo, zaczyna się lepiej czuć.

Szczęście może wynikać z różnych zbiegów okoliczności oraz rzeczywistych działań człowieka oraz ludzi, z którymi ma on do czynienia, którzy również, świadomie lub nie, mogą sprawiać, że będzie on szczęśliwszy.

 

2. Czy człowiek - istota skrajnie subiektywna, może kiedykolwiek "żyć w prawdzie"?

 

Raczej nie. Chyba, że doświadczy czegoś, czego rzekomo doświadczało wielu ludzi, czyli spotkań z Bogiem, Maryją itp. I jeśli byłoby to oczywiście tak rzeczywiste, jak życie na jawie. Ale nie sądzę, by ci wszyscy ludzie doznali czegoś aż tak "prawdziwego", by dzięki temu stać się pewnym na sto procent.

 

3. Czy jeśli da się poznać prawdę bezwzględna, to będzie się wtedy szczęśliwym?

 

Na pewno pozwoliłoby to być nam bardziej spokojnymi, bo wiedzielibyśmy, czy za złe uczynki groziłaby nam kara, a za życie w zgodzie ze światem spotkałaby nas nagroda. A zatem, wiedząc jak jest naprawdę, moglibyśmy stawać się lepsi, a przez to szczęśliwsi.

 

Jeżeli nie, nie i nie, to może warto trochę pofantazjować? :)

 

A co to da?

 

W mojej wypowiedzi nie było stwierdzenia. Tylko pytania i luźne myśli :)

 

Faktycznie, źle zapamiętałem Twoją wypowiedź. Jednak oznajmienie, iż lubisz wykonywać cunnilingus kobiecie mającej właśnie okres, wskazywało na to, iż jednak masz gdzieś zakazy Boga.

 

Wnioskując z obszerności Biblii i niejednokrotnie ciężkiego języka, którym jest napisana, chyba ciężko będzie znaleźć nie-fanatyków, którzy przeczytali PŚ od deski do deski :) Btw. mi również ciężko jest przyjąć do wiadomości, że Biblia zawiera opisy lądowania statków kosmicznych :D A fanatykiem chyba nie jestem :)

 

W samej Biblii nie natknąłem się na takowe opisy (bo do nich nie dotarłem), ale czytałem książki, w których były one przytaczane. Ludzie żyjący w czasach Jezusa widzieli obiekty wyrzucające z siebie słupy ognia i dymu, lądujące i wznoszące się w powietrze. Cóż to mogło być innego, jak nie pojazdy z innych planet lub nawet czasów? Jako że tamtejsi ludzie nie rozumieli tego typu zjawisk, nazywali to zstępowaniem aniołów i ducha świętego i nietrudno się dziwić, że postacie wychodzące z owych statków jawiły im się jako istoty boskie, gdyż nigdy wcześniej nie spotkali nikogo, kto by posiadał zdolności takie jak one.

Tak naprawdę w Biblii jest mnóstwo opisów zjawisk, które, jakby logicznie na nie spojrzeć, da się wytłumaczyć jako ingerencja istot z krwi i kości, będących po prostu dużo lepiej rozwiniętymi technicznie.

 

Odebrałem to właśnie tak i właśnie odechciało mi się o tym rozmawiać :DD Swoją drogą nie traktuję tego jako jakieś dewiacji. Dla mnie to całkowicie normalne i w sumie dziwi mnie reakcja ludzi.

 

Oczywiście, że nie ma nic złego w lizaniu patelni. Co prawda kontakt z krwią w takich okolicznościach może wydać się wielu ludziom czymś odpychającym (i to nie tylko z obawy, że mogą stać się Nosferatu), ale z estetycznego punktu widzenia istnieją jeszcze gorsze rzeczy niż to.

 

Może Cię to zaciekawi. Moja mama opowiadała mi kilka razy, że piła krew mojego taty. Tak z kielicha. Nie wiem w sumie czemu mi to mówi. I to akurat mnie bardzo brzydzi :D

 

A dlaczego to robiła? Nie bała się o swoją duszę?

 

 

Z tym winem i chlebem - Sobór Laterański powiada, że w czasie mszy zachodzi rzeczywista przemiana chleba i wina w ciało i krew. Zważcie jednakowoż, że podczas mszy nie pijecie wina, a jedynie dostajecie hostię. To było podyktowane, obawą przed przypadkowym rozlaniem wina i problemami wynikającymi z takiego świętokradztwa. Tak więc, nie możemy wychodzić z założenia, że pijemy krew Jezusa. Niektóre odłamy np Zwinglizm uważały za logiczny powrót do picia wina, ale zwykle głosiły też inne rzeczy, które były określane jako herezja.

 

Przyjmowałem kiedyś hostię i smakowała ona jak zwykły opłatek (produkt powstający z mąki i wody), a nie ludzkie mięso. Gdyby zaś ludzie poczuli w ustach smak krwi, można sobie wyobrazić, co byłoby tego naturalnym następstwem, jeżeli niektórzy mają odruchy wymiotne już na samą myśl o czymś takim.

 

Poza tym, polizanie zakrwawionej waginy, nie uczyni z nikogo wampira, tak jak przypadkowe znalezienie skamieniałości, nie uczyni z nas archeologa. ;p

 

Nie możesz być tego pewna, bo jesteś tylko człowiekiem wiedzącym tak naprawdę bardzo niewiele na temat tajemnic świata.

Idąc Twoim tokiem rozumowania, zabijając jedną osobę nie stajemy się mordercą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł
A co to da?

Placebo - szczęście :)

Na pewno pozwoliłoby to być nam bardziej spokojnymi, bo wiedzielibyśmy, czy za złe uczynki groziłaby nam kara, a za życie w zgodzie ze światem spotkałaby nas nagroda. A zatem, wiedząc jak jest naprawdę, moglibyśmy stawać się lepsi, a przez to szczęśliwsi.

Nie jestem pewny, czy taka wiedza sprawiłaby, że byśmy byli lepsi. Jestem nawet skłonny stwierdzić, że moglibyśmy stać się gorsi.

Faktycznie, źle zapamiętałem Twoją wypowiedź. Jednak oznajmienie, iż lubisz wykonywać cunnilingus kobiecie mającej właśnie okres, wskazywało na to, iż jednak masz gdzieś zakazy Boga.

Każdy z nas grzeszy każdego dnia. Każdy z nas ma każdego dnia gdzieś zakazy Boga. A jednak On sam ciągle do nas wraca. Poza tym nie słyszałem wcześniej o zakazie picia krwi :) Albo słyszałrem, tylko nie pamiętam. A poza tym nie zgadzam się w wielu rzeczach z zakazami i nakazami katolickimi. Nie wiem też, czy wierzę w Boga.

 

W samej Biblii nie natknąłem się na takowe opisy (bo do nich nie dotarłem), ale czytałem książki, w których były one przytaczane. Ludzie żyjący w czasach Jezusa widzieli obiekty wyrzucające z siebie słupy ognia i dymu, lądujące i wznoszące się w powietrze. Cóż to mogło być innego, jak nie pojazdy z innych planet lub nawet czasów? Jako że tamtejsi ludzie nie rozumieli tego typu zjawisk, nazywali to zstępowaniem aniołów i ducha świętego i nietrudno się dziwić, że postacie wychodzące z owych statków jawiły im się jako istoty boskie, gdyż nigdy wcześniej nie spotkali nikogo, kto by posiadał zdolności takie jak one.

Tak naprawdę w Biblii jest mnóstwo opisów zjawisk, które, jakby logicznie na nie spojrzeć, da się wytłumaczyć jako ingerencja istot z krwi i kości, będących po prostu dużo lepiej rozwiniętymi technicznie.

Kto powiedział, że istoty pozaziemskie muszą być bardziej rozwinięte technicznie? :) Może rozwinięte w jakiejś innej dziedzinie, której my jeszcze nie znamy? A może to nawet nie istoty pozaziemskie, tylko poza-wymiarowe? A od tego bardzo niedaleko do doslownego opisu bilbijnego.

 

Latające spodki to tylko jedno z wielu wytłumaczeń. Tak samo nieprawdopodobne jak inne :) Mam również ciekawą teorię o wszechświecie w komputerze :) Napisana przez mojego kolegę: wszechświat jako komputer

A dlaczego to robiła? Nie bała się o swoją duszę?

Powiedziała mi, że ona lubi krew w smaku. I podejrzewam, że nie wie o boskim zakazie.

Przyjmowałem kiedyś hostię i smakowała ona jak zwykły opłatek (produkt powstający z mąki i wody), a nie ludzkie mięso. Gdyby zaś ludzie poczuli w ustach smak krwi, można sobie wyobrazić, co byłoby tego naturalnym następstwem, jeżeli niektórzy mają odruchy wymiotne już na samą myśl o czymś takim.

Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli :)

Raczej nie. Chyba, że doświadczy czegoś, czego rzekomo doświadczało wielu ludzi, czyli spotkań z Bogiem, Maryją itp. I jeśli byłoby to oczywiście tak rzeczywiste, jak życie na jawie. Ale nie sądzę, by ci wszyscy ludzie doznali czegoś aż tak "prawdziwego", by dzięki temu stać się pewnym na sto procent.

To, czego doświadcza wielu ludzi niekoniecznie jest prawdą.

 

Buddyści wierzą, że całe nasze życie jest snem. Logicznie rozumując, mają rację. Wszystko co czujesz, co widzisz, co słyszysz jest wytworem Twojego własnego mózgu. Tak jak sen. Mózg odbiera bodźce ze świata zewnętrznego i interpretuje je. Tak jak chce. Każdy z doświadczenia wie, że nie zawsze to co widzimy istnieje naprawdę. Mózg robi nam ciągle psikusy.

 

Śpimy cały czas i każdy z nas. Nigdy nie jesteśmy świadomi. Czy istnieje przebudzenie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Placebo - szczęście :)

 

Sam to sobie wymyślisz, więc nie będzie to już działało jak placebo, bo będziesz wiedział, że jest wymyślone.

 

Nie jestem pewny, czy taka wiedza sprawiłaby, że byśmy byli lepsi. Jestem nawet skłonny stwierdzić, że moglibyśmy stać się gorsi.

 

Na pewno byłoby mniej morderstw z premedytacją i innych świadomie czynionych zbrodni, bo ludzie baliby się grożącej im za to męki w piekle. Być może byłoby to wymuszone bycie lepszym, ale zawsze. Niewinni ludzie by przynajmniej nie cierpieli.

 

Kto powiedział, że istoty pozaziemskie muszą być bardziej rozwinięte technicznie? :) Może rozwinięte w jakiejś innej dziedzinie, której my jeszcze nie znamy? A może to nawet nie istoty pozaziemskie, tylko poza-wymiarowe? A od tego bardzo niedaleko do doslownego opisu bilbijnego.

 

Latające spodki to tylko jedno z wielu wytłumaczeń. Tak samo nieprawdopodobne jak inne :)

 

Nie miałem na myśli tylko istot pozaziemskich, ale też samych ludzi, którzy mogli przybyć z przyszłości. Jeżeli ktoś przybywa statkami powietrznymi do ludzi, którzy niewiele wcześniej wymyślili ledwie koło, to jak tu nie mówić o wyższym zaawansowaniu technicznym (i nie ważne, czy są to obcy, czy nasi potomkowie), w końcu to oni przylecieli do nas, a nie na odwrót.

To, że latające statki pojawiały się już wtedy na Ziemi, jest bardziej prawdopodobne od zstępowania istot boskich. Dowód? Czy Ty lub ktokolwiek z Twoich znajomych widzieliście kiedykolwiek anioła, ducha etc. i udokumentowaliście to? Nie. A czy widzieliście lecący samolot? Niejeden i to wiele razy. Takie coś chyba daje do myślenia?

 

Powiedziała mi, że ona lubi krew w smaku. I podejrzewam, że nie wie o boskim zakazie.

 

To może być pewne usprawiedliwienie. Należy mieć tylko nadzieję, że w tym przypadku nie będzie tak jak w prawie, że nieznajomość przepisów nie zwalnia od ich przestrzegania.

A tak z ciekawości, skąd Twoja mama spuszczała krew Twojemu ojcu i czy dużo jej było w tym kielichu?

 

To, czego doświadcza wielu ludzi niekoniecznie jest prawdą.

 

Buddyści wierzą, że całe nasze życie jest snem. Logicznie rozumując, mają rację. Wszystko co czujesz, co widzisz, co słyszysz jest wytworem Twojego własnego mózgu. Tak jak sen. Mózg odbiera bodźce ze świata zewnętrznego i interpretuje je. Tak jak chce. Każdy z doświadczenia wie, że nie zawsze to co widzimy istnieje naprawdę. Mózg robi nam ciągle psikusy.

 

Śpimy cały czas i każdy z nas. Nigdy nie jesteśmy świadomi. Czy istnieje przebudzenie?

 

Bez przesady. Wiem, że teraz siedzę przed komputerem i pukam w klawiaturę. Wiem, że boli mnie tyłek, bo już dość długo nie zmieniłem pozycji. Słyszę, jak politycy pitolą z telewizora. Wszystko to słyszę, czuję i jestem pewny, że tak jest. A skoro to wytwór mojego mózgu, to dlaczego (prawie) wszyscy ludzie słyszą, widzą i czują to samo? Nasz mózg tylko przetwarza te informacje, czasami błędnie, gdy jesteśmy chorzy, czy pod wpływem środków odurzających. Buddyści wierzą też w reinkarnację. Umierając w jednym wcieleniu i rodząc się w następnym, budzimy się, czy nasza cały czas śpiąca dusza po prostu zmienia właściciela?

Chodziło mi o takie poznanie prawdy, o takie jej doświadczenie, które całkowicie rozwiałoby moje wątpliwości i mnie oświeciło, nie wiem jak, ale tak, bym to naprawdę czuł i uwierzył. Możliwe, że Ci wszyscy ludzie, którzy utrzymują, że doznali objawienia, nie kłamią. Ale może być też tak, że w chwili jakiejś słabości po prostu umysł spłatał im figla, tak jak piszesz. Nie wiem jak to jest i nie dowiem się dopóki mnie samego to nie spotka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł
Sam to sobie wymyślisz, więc nie będzie to już działało jak placebo, bo będziesz wiedział, że jest wymyślone.

Mózg ma bardzo potężne możliwości. Szczególnie jeśli chodzi o nas samych. Moje koleżanki potrafią np. opóźnić sobie menstruację myślami. Co prawda niezbyt świadomie, ale jednak :D

Nie. A czy widzieliście lecący samolot? Niejeden i to wiele razy. Takie coś chyba daje do myślenia?

Ale nie widziałem nigdy latającego spodka istot pozaziemskich. Nie widziałem też nikogo z przyszłości.

A tak z ciekawości, skąd Twoja mama spuszczała krew Twojemu ojcu i czy dużo jej było w tym kielichu?

Nie pytałem się o to. I raczej nie chcę wiedzieć.

 

Bez przesady. Wiem, że teraz siedzę przed komputerem i pukam w klawiaturę. Wiem, że boli mnie tyłek, bo już dość długo nie zmieniłem pozycji. Słyszę, jak politycy pitolą z telewizora. Wszystko to słyszę, czuję i jestem pewny, że tak jest. A skoro to wytwór mojego mózgu, to dlaczego (prawie) wszyscy ludzie słyszą, widzą i czują to samo? Nasz mózg tylko przetwarza te informacje, czasami błędnie, gdy jesteśmy chorzy, czy pod wpływem środków odurzających. Buddyści wierzą też w reinkarnację. Umierając w jednym wcieleniu i rodząc się w następnym, budzimy się, czy nasza cały czas śpiąca dusza po prostu zmienia właściciela?

 

Nawet nie wiesz, ilu rzeczy nie wiesz. Jest taki efekt, którego nie pamiętam, że mózg bodźce, które przychodzą ciągle w takim samym natężeniu zaczyna ignorować. Dla zmysłu wzroku jest to bardzo rozwinięte u orłów, kiedy są w powietrzu cały obraz terenu im po prostu znika, widzą jedynie swoją ofiarę. My mamy tak np. z dźwiękami. Słuchałeś kiedyś muzyki kładąc się spać? Ja wiele razu łapałem się na tym, że cholera! Nic nie słyszę. I dokładnie kiedy zdałem sobie z tego sprawę, muzyka wracała. Mózg robi z Tobą co chce. Widzisz, słyszysz, czujesz tylko to, co chce Twój mózg.

 

Skąd wiesz, ze doświadczamy wszystkiego tak samo jak inni? Ja za to jestem pewny, że jest właśnie wręcz przeciwnie :) Każdy z nas lubi inne potrawy, lubi inną muzykę, inaczej doświadcza filmów, sztuki. Jeden zniesie większy ból, inny mniejszy. Jedni mają świetny wzrok i słuch, inni słabszy. Jest wręcz przeciwnie. Każdy z nas widzi, słyszy i czuje co innego.

 

Kiedy śnisz potrafisz widzieć, słyszeć i czuć. Tak samo jak wtedy, kiedy czuwasz. I kiedy śpisz, wszystko jest dla Ciebie tak samo realne, jak świat poza snem. Ale to nie jest realne, przecież to wytwór Twojego mózgu.

 

A może jest tak samo realne?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Mózg ma bardzo potężne możliwości. Szczególnie jeśli chodzi o nas samych. Moje koleżanki potrafią np. opóźnić sobie menstruację myślami. Co prawda niezbyt świadomie, ale jednak :D

 

Dwóch ostatnich zdań nie za bardzo rozumiem. Natomiast, co do wmawiania sobie, że "będę szczęśliwy, chociaż jestem nieszczęśliwy" - jeżeli potrafisz w taki sposób wpłynąć na poprawę swojego stanu emocjonalnego, to spoko, jestem pełen podziwu.

 

Ale nie widziałem nigdy latającego spodka istot pozaziemskich. Nie widziałem też nikogo z przyszłości.

 

Nie musiałeś widzieć "latającego spodka", ważne, że jesteś świadom istnienia innych cudów techniki. A fakt ten w połączeniu z opisami takich cudów w Biblii czyni dużo bardziej prawdopodobnym to, iż już za czasów Jezusa ludzie mieli kontakt z wyższą techniką, niż przypuszczenia o istnieniu jakichś nadnaturalnych zjawisk, które nie mają żadnego praktycznego poparcia. Naprawdę nie wiem, dlaczego ludziom tak trudno to zrozumieć, ale jak dla mnie jest to bardzo logiczne. Przecież łatwiej jest uwierzyć w coś, czego od bardzo dawna doświadczają na co dzień miliony ludzi, niż w to, co jest gdzieś tylko zapisane (i to w taki sposób, że i tak wskazuje na słuszność mojej tezy) i czego rzekomo doświadczyli jedynie nieliczni, a na co nie ma żadnych dowodów.

 

Skąd możesz wiedzieć, że nie widziałeś nikogo z przyszłości?

 

Nie pytałem się o to. I raczej nie chcę wiedzieć.

 

Szkoda, że Twoje wypowiedzi na ten temat są tak lakoniczne. W sumie ten wątek jest najbardziej związany z tym, o czym pisałem w swoim pierwszym poście... Ale nie nalegam, nic na siłę.

 

Nawet nie wiesz, ilu rzeczy nie wiesz.

 

W istocie tak jest. "Wiem, że nic nie wiem", co nie?

 

Jest taki efekt, którego nie pamiętam, że mózg bodźce, które przychodzą ciągle w takim samym natężeniu zaczyna ignorować. Dla zmysłu wzroku jest to bardzo rozwinięte u orłów, kiedy są w powietrzu cały obraz terenu im po prostu znika, widzą jedynie swoją ofiarę. My mamy tak np. z dźwiękami. Słuchałeś kiedyś muzyki kładąc się spać? Ja wiele razu łapałem się na tym, że cholera! Nic nie słyszę. I dokładnie kiedy zdałem sobie z tego sprawę, muzyka wracała. Mózg robi z Tobą co chce. Widzisz, słyszysz, czujesz tylko to, co chce Twój mózg.

 

Skąd wiesz, ze doświadczamy wszystkiego tak samo jak inni? Ja za to jestem pewny, że jest właśnie wręcz przeciwnie :) Każdy z nas lubi inne potrawy, lubi inną muzykę, inaczej doświadcza filmów, sztuki. Jeden zniesie większy ból, inny mniejszy. Jedni mają świetny wzrok i słuch, inni słabszy. Jest wręcz przeciwnie. Każdy z nas widzi, słyszy i czuje co innego.

 

Myślę, że trochę za bardzo próbujesz kombinować. Oczywiście, że każdy człowiek jest inny, każdy ma inną wrażliwość, może wyznawać inne wartości itd. Jeden patrząc na krowę powie: "Jaka piękna jałówka", drugi: "Ale brudne zwierzę", trzeci stwierdzi: "To byk, przecież ma rogi", a czwarty jeszcze coś innego. Ale każdy z nich będzie widział to samo - krowę i to jest fakt, to jest prawda. Generalnie wszystko jest takie, jakim to widzimy. Tylko w niewielkim stopniu umysł jest nas w stanie oszukać.

Trochę już się pogubiłem w tej dyskusji i nie do końca wiem, o czym próbujemy się nawzajem przekonać, ale konkluzja chyba jest taka, że raczej trudno będzie nam kiedykolwiek poznać prawdę związaną z istnieniem czegoś poza naszym ziemskim życiem. Jak dotąd nie mamy żadnych dowodów na to, że coś takiego jest, same teorie, wzięte tak naprawdę nie wiadomo skąd. To znaczy, prawdopodobnie z figli, które płatają m.in. buddyjskim mnichom ich własne umysły.

 

Kiedy śnisz potrafisz widzieć, słyszeć i czuć. Tak samo jak wtedy, kiedy czuwasz. I kiedy śpisz, wszystko jest dla Ciebie tak samo realne, jak świat poza snem. Ale to nie jest realne, przecież to wytwór Twojego mózgu.

 

Właśnie nie, sny nie są tak samo realne jak rzeczywistość, chyba że masz bardzo dobrze wypracowaną umiejętność świadomego śnienia i potrafisz sobie stworzyć taki sen. Ja tak nie mam, i nawet gdy śniąc daję się nabrać, że to prawda, to nic w tym śnie nie jest tak ostre, wyraziste i pełne szczegółów, jak życie na jawie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł
Nie musiałeś widzieć "latającego spodka", ważne, że jesteś świadom istnienia innych cudów techniki. A fakt ten w połączeniu z opisami takich cudów w Biblii czyni dużo bardziej prawdopodobnym to, iż już za czasów Jezusa ludzie mieli kontakt z wyższą techniką, niż przypuszczenia o istnieniu jakichś nadnaturalnych zjawisk, które nie mają żadnego praktycznego poparcia. Naprawdę nie wiem, dlaczego ludziom tak trudno to zrozumieć, ale jak dla mnie jest to bardzo logiczne. Przecież łatwiej jest uwierzyć w coś, czego od bardzo dawna doświadczają na co dzień miliony ludzi, niż w to, co jest gdzieś tylko zapisane (i to w taki sposób, że i tak wskazuje na słuszność mojej tezy) i czego rzekomo doświadczyli jedynie nieliczni, a na co nie ma żadnych dowodów.

 

Najbliższa planeta podobna do Ziemi, na której mogło powstać życie jest odległa od Ziemi z tego co kojarzę kilkanaście lat świetlnych. To bardzo duża odległość, a i szansa, że jest na niej życie też nie wielka. 15 lat podróży z prędkością światła. Według Einsteina nie można osiągnąć takiej prędkości. Nie wiem też jaką technologią i materiałami musielibyśmy dysponować, żeby chociaż się do niej zbliżyć. Cuda techniki, które widzimy, są porównywalne z motyką, przy technologii potrzebnej by takie podróże odbyć, więc nie, nie jest mi łatwiej uwierzyć w latające spodki, niż np. anioły z innego wymiaru :)

 

Mówisz tylko o technice, a to tylko jedna z dziedzin nauki. Biologia wydaje się być też obiecującą dziedziną. Gdyby zmodyfikować swoje ciała tak, by były nieśmiertelne? Albo dać nam możliwość przemieszczenia się w 4 wymiarze? (Hiperprzestrzeń Michio Kaku) W latach Jezusa pomyślenie o latającej maszynie było... nie do pomyślenia. Kto wiem o czym dzisiaj nie możemy nawet pomyśleć, a za 2000 lat będzie powszechne?

 

A i ja też uważam, że jeżeli jakieś z tych nadprzyrodzonych zjawisk opisanych w Biblii jest prawdziwe, to są one wyjaśnialne naukowo. Może nawet tym co mamy dzisiaj, a może czymś co dopiero poznamy. To jednak nie wyklucza istnienia Boga, ani w żaden sposób mu nie umniejsza.

 

Skąd możesz wiedzieć, że nie widziałeś nikogo z przyszłości?

Masz rację, nie mogę:)

Myślę, że trochę za bardzo próbujesz kombinować. Oczywiście, że każdy człowiek jest inny, każdy ma inną wrażliwość, może wyznawać inne wartości itd. Jeden patrząc na krowę powie: "Jaka piękna jałówka", drugi: "Ale brudne zwierzę", trzeci stwierdzi: "To byk, przecież ma rogi", a czwarty jeszcze coś innego. Ale każdy z nich będzie widział to samo - krowę i to jest fakt, to jest prawda. Generalnie wszystko jest takie, jakim to widzimy. Tylko w niewielkim stopniu umysł jest nas w stanie oszukać.

Nie, nie :) Ile razy w ciemności widzisz rzeczy, których nie ma? To, że coś widzisz, nie znaczy, że to istnieje. Tak samo we śnie, we śnie widzisz rzeczy, ale czy możesz powiedzieć, że one istnieją? Skąd wiesz, że teraz nie śpisz i ta krowa nie jest wytworem Twojej wyobraźni? Nie możesz tego wiedzieć :) Umysł oszukuje nas bez przerwy.

 

Właśnie nie, sny nie są tak samo realne jak rzeczywistość, chyba że masz bardzo dobrze wypracowaną umiejętność świadomego śnienia i potrafisz sobie stworzyć taki sen. Ja tak nie mam, i nawet gdy śniąc daję się nabrać, że to prawda, to nic w tym śnie nie jest tak ostre, wyraziste i pełne szczegółów, jak życie na jawie.

Z perspektywy bycia na jawie - tak, sny są nierealne. Ale kiedy śpisz nie ma nic bardziej realnego, niż ten sen. Jeśli wszyscy teraz śpimy (albo tylko ja, bo czy inni są w moim śnie, czy to tylko wyobraźnia? :), to kiedy się wybudzę, ta cała rzeczywistość będzie się wydawać nierealna i nie ostra.

 

Nietoperze mają słaby wzrok, zaś bardzo dobry słuch. Nasza percepcja świata opiera się głównie na bodźcach wzrokowych. Nasz mózg tworzy trójwymiarowy model świata na podstawie tych bodźców. Żyjemy w świetle :) W kolorach i kształtach.

 

A nietoperz? Wzrok u niego odgrywa rolę drugorzędną. Dlaczego więc powinien on interpretować świat wzrokowo? Nie jest tak, jego mózg opiera swoje działania na dźwiękach. My nie "widzimy" dźwięków, nietoperze w pewnym sensie tak. One żyją w dźwiękach.

 

Ale to mózg tworzy model świata, w którym żyjemy. Może bodźce interpretować tak jak chce, czego przecież Ty i ja doświadczamy. W ciemności, a czasem i w świetle, dostrzegamy rzeczy, których nie ma. "Wyłączamy" się na bodźce docierające do nas w tym samym natężeniu. Skąd wiesz, że biały kolor inny człowiek widzi jako biały?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Najbliższa planeta podobna do Ziemi, na której mogło powstać życie jest odległa od Ziemi z tego co kojarzę kilkanaście lat świetlnych. To bardzo duża odległość, a i szansa, że jest na niej życie też nie wielka. 15 lat podróży z prędkością światła. Według Einsteina nie można osiągnąć takiej prędkości. Nie wiem też jaką technologią i materiałami musielibyśmy dysponować, żeby chociaż się do niej zbliżyć. Cuda techniki, które widzimy, są porównywalne z motyką, przy technologii potrzebnej by takie podróże odbyć, więc nie, nie jest mi łatwiej uwierzyć w latające spodki, niż np. anioły z innego wymiaru :)

 

Jeszcze raz powtarzam, nie miałem na myśli podróżowania przez nas w niezbadane zakątki wszechświata, ale przez istoty obce lub ludzi, którzy już tam są i mają taką możliwość. To, co osiągnęliśmy dotychczas na Ziemi w kwestii nauki jest tylko prognozą tego, co prawdopodobnie będzie następowało w dużo większej skali w kolejnych stuleciach. W kwestii zjawisk nadprzyrodzonych natomiast ciągle stoimy w tym samym miejscu, nie wiedząc NIC.

 

Mówisz tylko o technice, a to tylko jedna z dziedzin nauki. Biologia wydaje się być też obiecującą dziedziną. Gdyby zmodyfikować swoje ciała tak, by były nieśmiertelne? Albo dać nam możliwość przemieszczenia się w 4 wymiarze? (Hiperprzestrzeń Michio Kaku) W latach Jezusa pomyślenie o latającej maszynie było... nie do pomyślenia. Kto wiem o czym dzisiaj nie możemy nawet pomyśleć, a za 2000 lat będzie powszechne?

 

O tym właśnie pisałem powyżej. Jednak, bez względu na to, z jaką dziedziną nauki będziemy mieć do czynienia, nie zmienia to faktu, że to wszystko nie ma nic wspólnego z Bogiem.

 

A i ja też uważam, że jeżeli jakieś z tych nadprzyrodzonych zjawisk opisanych w Biblii jest prawdziwe, to są one wyjaśnialne naukowo. Może nawet tym co mamy dzisiaj, a może czymś co dopiero poznamy. To jednak nie wyklucza istnienia Boga, ani w żaden sposób mu nie umniejsza.

 

Zdaje mi się, że cały czas próbowałeś dowieść czegoś innego. Niby uważasz, że wydarzenia opisane w Biblii są wyjaśnialne naukowo, ale ciężko jest Ci przyjąć do wiadomości, że zawiera ona opisy lądujących statków powietrznych. W jaki więc inny naukowy sposób chcesz wytłumaczyć takie zjawisko, skoro szczytem technicznych osiągnięć tamtejszych ludzi było posiadanie narzędzi zrobionych z kamienia?

 

Nie, nie :) Ile razy w ciemności widzisz rzeczy, których nie ma? To, że coś widzisz, nie znaczy, że to istnieje. Tak samo we śnie, we śnie widzisz rzeczy, ale czy możesz powiedzieć, że one istnieją? Skąd wiesz, że teraz nie śpisz i ta krowa nie jest wytworem Twojej wyobraźni? Nie możesz tego wiedzieć :) Umysł oszukuje nas bez przerwy.

 

We śnie mogą i zazwyczaj przydarzają nam się rzeczy, których na jawie raczej nigdy nie doświadczymy. Zdarza się, że we śnie możemy widzieć wszystko dokładnie, mimo iż jest ciemno. We śnie możemy latać, spaść z dziesięciopiętrowego budynku nie doznając żadnych obrażeń. Możemy wpływać na pogodę i inne zjawiska (i niekoniecznie robić to tylko podczas świadomego snu). Wszystko to jednak robi różnicę między snem, a rzeczywistością, w której, jak bardzo byś tego nie chciał, nie uda Ci się zrobić z własnej woli ani jednej rzeczy, która wydaje się tak oczywista podczas gdy śpimy. To, że wszystko wokół jest snem, to tylko daleko idące teoretyzowanie. Zgadza się, wszystko jest możliwe, ale cała masa szczegółów, z którymi mamy do czynienia podczas codziennego życia, wszystkie dotychczasowe osiągnięcia ludzkości, cała historia, wszystko to sprawia, że trudno jest nam uwierzyć, że życie jest snem.

 

Z perspektywy bycia na jawie - tak, sny są nierealne. Ale kiedy śpisz nie ma nic bardziej realnego, niż ten sen. Jeśli wszyscy teraz śpimy (albo tylko ja, bo czy inni są w moim śnie, czy to tylko wyobraźnia? :), to kiedy się wybudzę, ta cała rzeczywistość będzie się wydawać nierealna i nie ostra.

 

Nie jest tak zawsze. Często śniąc, zdajesz sobie sprawę z absurdalności sytuacji, w których bierzesz udział, wtedy zazwyczaj następuje jakiś nagły "zwrot akcji" i się budzisz. Podobnie jest w rzeczywistości, pewne wydarzenia wydają Ci się dziwne lub niekomfortowe, więc zastanawiasz się, czy czasem nie śpisz, szczypiesz się w skórę lub robisz jakieś inne rzeczy, ale to nie pomaga - nie budzisz się. Nie ma nic bardziej realnego niż sen, który śnimy? Nie sądzę, byś we śnie potrafił wszystko analizować tak dokładnie jak czytając ten tekst, czy potem na niego odpisując. Są to tylko szczątkowe wrażenia, które silnie na Ciebie działają w danej chwili, a po przebudzeniu wydają się jeszcze bardziej blade i nijakie.

 

Ale to mózg tworzy model świata, w którym żyjemy. Może bodźce interpretować tak jak chce, czego przecież Ty i ja doświadczamy. W ciemności, a czasem i w świetle, dostrzegamy rzeczy, których nie ma. "Wyłączamy" się na bodźce docierające do nas w tym samym natężeniu. Skąd wiesz, że biały kolor inny człowiek widzi jako biały?

 

To, że w ciemności widzimy czasem jakieś przedmioty, których nie ma, wynika z tego, że nie jesteśmy przystosowani do widzenia w nocy. A to, że ktoś jakiś kolor widzi jako kolor inny, jest zaburzeniem nazywanym daltonizmem. I jaki z tego wniosek? Tylko taki, że są to jedynie pewne psychofizyczne zależności, a nie, że jesteśmy ludźmi uśpionymi w Matriksie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł
O tym właśnie pisałem powyżej. Jednak, bez względu na to, z jaką dziedziną nauki będziemy mieć do czynienia, nie zmienia to faktu, że to wszystko nie ma nic wspólnego z Bogiem.

Jeśli Bóg stworzył świat, stworzył też naukę, a więc każda dziedzina nauki ma związek z Bogiem :)

Zdaje mi się, że cały czas próbowałeś dowieść czegoś innego. Niby uważasz, że wydarzenia opisane w Biblii są wyjaśnialne naukowo, ale ciężko jest Ci przyjąć do wiadomości, że zawiera ona opisy lądujących statków powietrznych. W jaki więc inny naukowy sposób chcesz wytłumaczyć takie zjawisko, skoro szczytem technicznych osiągnięć tamtejszych ludzi było posiadanie narzędzi zrobionych z kamienia?

Tak, ciężko. Bo to po prostu absurd :) Spiskowe teorie, nic więcej.

 

Mimo wszystko nie wykluczam takiej możliwości. Ja po prostu próbuję przekonać Ciebie, że to niekoniecznie musiały być latające spodki. To mogły być rzeczy, które dzisiaj nam ciężko pojąć, ale mimo wszystko są naukowe. Chodzi o to, by się nie zamykać na inne możliwości. Może Bóg to jakiś inny wymiar, w którym żyją aniołowie, istoty potrafiące podróżować między wymiarami. To jest takie samo science-fiction jak przybysze z kosmosu :)

 

We śnie mogą i zazwyczaj przydarzają nam się rzeczy, których na jawie raczej nigdy nie doświadczymy. Zdarza się, że we śnie możemy widzieć wszystko dokładnie, mimo iż jest ciemno. We śnie możemy latać, spaść z dziesięciopiętrowego budynku nie doznając żadnych obrażeń. Możemy wpływać na pogodę i inne zjawiska (i niekoniecznie robić to tylko podczas świadomego snu). Wszystko to jednak robi różnicę między snem, a rzeczywistością, w której, jak bardzo byś tego nie chciał, nie uda Ci się zrobić z własnej woli ani jednej rzeczy, która wydaje się tak oczywista podczas gdy śpimy. To, że wszystko wokół jest snem, to tylko daleko idące teoretyzowanie. Zgadza się, wszystko jest możliwe, ale cała masa szczegółów, z którymi mamy do czynienia podczas codziennego życia, wszystkie dotychczasowe osiągnięcia ludzkości, cała historia, wszystko to sprawia, że trudno jest nam uwierzyć, że życie jest snem.

Sęk w tym, że we śnie wszystkie absurdalne rzeczy są normalne. Tak, czasem zdarzy się, że uświadomimy sobie, że coś jest absurdem. Czasami nawet z tego powodu się obudzimy, choć ja nie przypomianam sobie takiej sytuacji. Ale, jak powiedziałeś, w naszym świecie też zdarzają się absurdy. Zdarzają się też ludzie, którzy podobno się przebudzili.

 

W świecie snu normalne wydaje nam się latanie. W realnym świecie normalne wydaje nam się np. defekacja. Wyobraź sobie, że budzisz się ze "świata rzeczywistego" i jesteś istotą podobną do tej we śnie, bo w naszych snach też jesteśmy do siebie podobni, ale o wiele bardziej wyraźną, o wiele bardziej ostrą i o wiele mniej absurdalną. Mówisz do swojej istoty-przyjaciela: "Słuchaj, ale miałem głupi sen! Musiałem codziennie siadać na krześle z dziurą i wyrzucać z siebie brązowe klocki. Absurd, nie?"

 

To, że coś wydaje nam się normalne, nie znaczy, że takie jest. Czy Ty nie uważasz wielu rzeczy w świecie za absurdalnych? :)

Nie sądzę, byś we śnie potrafił wszystko analizować tak dokładnie jak czytając ten tekst, czy potem na niego odpisując. Są to tylko szczątkowe wrażenia, które silnie na Ciebie działają w danej chwili, a po przebudzeniu wydają się jeszcze bardziej blade i nijakie.

W porównaniu ze "światem rzeczywistym" - tym "nadświatem", to wszystko co teraz odczuwamy to tylko szczątkowe wrażenia, które silnie działają na nas w tej chwili, ale jak przebudzimy będą wydawać się nam jeszcze bardziej blade i nijakie :) To po prostu świadomość na wyższym poziomie.

 

A to, że ktoś jakiś kolor widzi jako kolor inny, jest zaburzeniem nazywanym daltonizmem

Daltonizm to zaburzenia rozpoznawania barw, a nie sposobu widzenia. Wyobraź sobie, że ktoś mówi Ci od zawsze, że kolor czerwony to kolor biały. To jest tylko i wyłącznie gra słów. Nigdy się nie dowiesz, czy dana osoba nie widzi zamiast białego czerwony, bo ona zawsze nazywała go białym. Oboje patrząc na tą samą rzecz powiecie, że jest biała, ale oboje postrzegacie ją inaczej.

 

To, że w ciemności widzimy czasem jakieś przedmioty, których nie ma, wynika z tego, że nie jesteśmy przystosowani do widzenia w nocy.

Nie jest ważne z czego ty wynika. Ważne, że my to odczuwamy. Widzimy, jakby to było realne. Ale to nie jest realne, to tylko wytwór wyobraźni.

 

Nie zrozum mnie źle. Ja wcale nie uważam, że żyjemy we śnie :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Jeśli Bóg stworzył świat, stworzył też naukę, a więc każda dziedzina nauki ma związek z Bogiem :)

 

Ależ z Ciebie żartowniś. Nauka wynikła z postępu ludzkości i to jest pewnikiem. Natomiast nic nie wiemy na temat tego, skąd wziął się człowiek i w ogóle całe życie na Ziemi. Jeśli nawet zostało ono stworzone przez jakąś siłę wyższą, to na tym koniec. Słabe więc to powiązanie nauki z Bogiem.

 

Tak, ciężko. Bo to po prostu absurd :) Spiskowe teorie, nic więcej.

 

Absurdem nazywasz coś, co jest o wiele bardziej prawdopodobne od czegoś, czego nikt nigdy nie widział? Ciekawe.

 

Mimo wszystko nie wykluczam takiej możliwości. Ja po prostu próbuję przekonać Ciebie, że to niekoniecznie musiały być latające spodki. To mogły być rzeczy, które dzisiaj nam ciężko pojąć, ale mimo wszystko są naukowe. Chodzi o to, by się nie zamykać na inne możliwości. Może Bóg to jakiś inny wymiar, w którym żyją aniołowie, istoty potrafiące podróżować między wymiarami. To jest takie samo science-fiction jak przybysze z kosmosu :)

 

Nie twierdziłem, że były to latające spodki. Myślałem, że będzie to zrozumiałe, gdy ostatnim razem wziąłem te słowa w cudzysłów. Mógł to być ogromny teletubiś z ogniem wydobywającym mu się spod pach. Nieważne jak to nazwiesz, dla tamtych ludzi były to zjawiska "boskie", bo nie znali innych określeń na coś takiego. Ale spróbuj pomyśleć, tak logicznie, dlaczego w dzisiejszych czasach takie rzeczy się już nie dzieją? Tj. dlaczego nie jesteśmy świadkami zjawisk, które wtedy robiły na ludziach tak wielkie wrażenie? Bo jesteśmy do tego wszystkiego już przyzwyczajeni i nie jest w stanie nas zaszokować coś, co tworzyło się na przestrzeni ostatnich dziesięcio, a nawet stuleci i poznawaliśmy to na bieżąco. Gdyby teraz na Ziemi pojawiły się jakieś obiekty/postacie zupełnie niepodobne do tego co znamy, wtedy również moglibyśmy paść na ziemię i zacząć im bić pokłony, myśląc, że to wysłannicy Boga. Może tak być i nie mówię, że będziemy się wtedy mylić. Ale dlaczego, odkąd osiągnęliśmy jakiś tam wyższy poziom wiedzy o świecie, takie rzeczy nie chcą nam się objawić, a u ludzi prymitywnych zdarzało się to tak często? Nie zamykam się na inne możliwości, nie wykluczam tego, że nadnaturalne istoty i zjawiska istnieją, ale przez to, że nie mamy na to żadnych dowodów, bardziej logicznym wydaje się przyjąć, że wszystkie te niesamowite zdarzenia, o których możemy przeczytać, pochodzą od istot z krwi i kości, może nawet z innych czasów i wymiarów, a nie od jakichś duchów.

 

Zdarzają się też ludzie, którzy podobno się przebudzili.

 

I jak wyglądało to przebudzenie?

 

W świecie snu normalne wydaje nam się latanie. W realnym świecie normalne wydaje nam się np. defekacja. Wyobraź sobie, że budzisz się ze "świata rzeczywistego" i jesteś istotą podobną do tej we śnie, bo w naszych snach też jesteśmy do siebie podobni, ale o wiele bardziej wyraźną, o wiele bardziej ostrą i o wiele mniej absurdalną. Mówisz do swojej istoty-przyjaciela: "Słuchaj, ale miałem głupi sen! Musiałem codziennie siadać na krześle z dziurą i wyrzucać z siebie brązowe klocki. Absurd, nie?"

 

Jakoś trudno jest mi sobie wyobrazić, żeby coś było jeszcze bardziej realne od naszego obecnego życia. Naprawdę, gdy latasz we śnie, wydaje Ci się to normalne? Ja jestem za każdym razem podekscytowany tym, że mogę unosić się w powietrzu. Akceptuję to, ale za każdym razem wywołuje to we mnie wielkie emocje. Poza tym, gdy latam we śnie, nie zwracam uwagi, a dokładniej, wcale nie dostrzegam innych rzeczy, takich jak latające obok mnie ptaki, wiejący wiatr itp., których obecności byłbym świadomy, gdybym latał naprawdę.

 

To, że coś wydaje nam się normalne, nie znaczy, że takie jest. Czy Ty nie uważasz wielu rzeczy w świecie za absurdalnych? :)

 

Oczywiście, że jest wiele takich sytuacji, ale i one, mimo wszystko, wynikają z jakiejś logiki i ostatecznie jestem w stanie je zrozumieć. Wszystko to, co dotychczas przeżyłem, to trochę więcej niż kilka minut w ciągu nocy, podczas których coś mi się śni.

 

W porównaniu ze "światem rzeczywistym" - tym "nadświatem", to wszystko co teraz odczuwamy to tylko szczątkowe wrażenia, które silnie działają na nas w tej chwili, ale jak przebudzimy będą wydawać się nam jeszcze bardziej blade i nijakie :) To po prostu świadomość na wyższym poziomie.

 

Zgadza się, ale nie sądzisz, że te, jak przypuszczam, dwadzieścia kilka lat, które przeżyłeś, to trochę za długo jak na sen, nawet na wyższym poziomie? teoretycznie może być tak, jak piszesz, ale to chyba trochę za długo, żebyśmy nagle mieli się obudzić i stwierdzić, że wydalanie nie ma sensu. Spójrz, jak nasz hiperrealny sen musiałby być złożony, żebyśmy tak dokładnie znali zasady funkcjonowania ludzkiego organizmu. Jedzenie, trawienie, wydalanie. I to z tak wielką systematycznością i powtarzalnością przez kilkadziesiąt lat. A to zaledwie drobna cząstka wszystkiego, czego doświadczamy w tym hiperśnie. Po prawdziwym przebudzeniu w takim razie sami musielibyśmy być jakimiś bogami.

 

Daltonizm to zaburzenia rozpoznawania barw, a nie sposobu widzenia.

 

A jaka jest różnica między jednym a drugim?

 

Wyobraź sobie, że ktoś mówi Ci od zawsze, że kolor czerwony to kolor biały. To jest tylko i wyłącznie gra słów. Nigdy się nie dowiesz, czy dana osoba nie widzi zamiast białego czerwony, bo ona zawsze nazywała go białym. Oboje patrząc na tą samą rzecz powiecie, że jest biała, ale oboje postrzegacie ją inaczej.

 

Nie rozumiem tego wywodu. Jeżeli ktoś patrzy na coś białego, a widzi to jako kolor czerwony i mówi, że jest to kolor czerwony, to znaczy, że ma zaburzenia rozpoznawania kolorów, albo robi sobie jaja. Jeśli patrząc na tę samą rzecz, widzi ją białą, a mówi, że jest czerwona, to znaczy, że widzi prawidłowo, a tylko niewłaściwie ją nazywa. Mózg w przypadku tego kogoś nie robi mu żadnych psikusów, to on po prostu ma jakieś zaburzenia polegające na nazywaniu rzeczy w niewłaściwy sposób.

 

Nie zrozum mnie źle. Ja wcale nie uważam, że żyjemy we śnie :)

 

Rozumiem to, Ty po prostu bardzo lubisz fantazjować. Ale takie coś do niczego nie prowadzi, może tylko do powstawania nowych pytań, na które nikt nigdy prawdopodobnie nie będzie znał odpowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł
Ależ z Ciebie żartowniś. Nauka wynikła z postępu ludzkości i to jest pewnikiem. Natomiast nic nie wiemy na temat tego, skąd wziął się człowiek i w ogóle całe życie na Ziemi. Jeśli nawet zostało ono stworzone przez jakąś siłę wyższą, to na tym koniec. Słabe więc to powiązanie nauki z Bogiem.

Ale przecież to nie żart :) Wiesz jak ja napisałbym wszechświat, gdybym był Bogiem? Napisałbym prawa fizyki, nadał początkową energię i pozwolił się dziać. I bardzo zacięcie obserwowałbym cały wszechświat. A no i użyłbym C#, bo jest zarąbisty :P

 

Nauka to wiedza zdobywana przez ludzi o otaczającym nasz świecie. Jeśli świat jest stworzony przez Boga, to tak czy siak, nauka dotyczy właśnie jego. Przecież to oczywiste :)

 

Absurdem nazywasz coś, co jest o wiele bardziej prawdopodobne od czegoś, czego nikt nigdy nie widział? Ciekawe.

Tak, absurdem nazywam coś, czego nigdy nikt nie widział, nawet jeśli to jest bardziej prawdopodobne od czegoś innego, czego nikt nigdy nie widział :)

 

Może tak być i nie mówię, że będziemy się wtedy mylić. Ale dlaczego, odkąd osiągnęliśmy jakiś tam wyższy poziom wiedzy o świecie, takie rzeczy nie chcą nam się objawić, a u ludzi prymitywnych zdarzało się to tak często?

Wg wikipedii najstarsza księga Starego Testamentu jest gdzieś z 1000 r. p.n.e., a i opowiada ona o czasach dużo poprzedzających jej napisanie. Parę cudów na te kilka tysiącleci to nie tak często :) A i cuda dzieją się nadal (podobno). Sam mam przyjaciela, o dziwo o zdrowych zmysłach, który potrafi uzdrawiać ludzi mocą Chrystusa.

 

Zgadza się, ale nie sądzisz, że te, jak przypuszczam, dwadzieścia kilka lat, które przeżyłeś, to trochę za długo jak na sen, nawet na wyższym poziomie?

Nie wiem dlaczego tak myślisz :) A może to właśnie mało? :P

 

Z resztą skąd wiem, że żyję 20 lat? Mojej przeszłości nie ma, tak samo jak nie ma mojej przyszłości. Jest tylko tu i teraz, nieskończenie krótka trójwymiarowa przestrzeń w czterowymiarowej czasoptrzestrzeni.

 

Czym są te 20 lat życia, które przeżyłem? Fizycznie ich nie ma. Teraz istnieją tylko jako wspomnienia w mojej głowie. A głowa lubi zmyślać.

I jak wyglądało to przebudzenie?

Nie wiem, ja się nigdy nie przebudziłem :)

Naprawdę, gdy latasz we śnie, wydaje Ci się to normalne? Ja jestem za każdym razem podekscytowany tym, że mogę unosić się w powietrzu. Akceptuję to, ale za każdym razem wywołuje to we mnie wielkie emocje. Poza tym, gdy latam we śnie, nie zwracam uwagi, a dokładniej, wcale nie dostrzegam innych rzeczy, takich jak latające obok mnie ptaki, wiejący wiatr itp., których obecności byłbym świadomy, gdybym latał naprawdę.

Chodzę codziennie do pracy i lubię sobie obserwować ludzi. Lubię myśleć co oni myślą. I wiesz jak wyglądają? Jakby spali. Oni nie dostrzegają innych rzeczy, takich jak inni ludzie, latający ponad nimi ptaki, wiejący wiatr. Rzeczy, które by dostrzegali i z których by się śmiali, gdyby byli przebudzeni.

 

A ja jestem taki sam jak oni. Szary, smutny. Godzina drogi do pracy, 8 godzin siedzenia przy biurku, godzina powrotu. Alkohol, imprezy, spanie. I od nowa. Śpię cały czas :)

 

Spójrz, jak nasz hiperrealny sen musiałby być złożony, żebyśmy tak dokładnie znali zasady funkcjonowania ludzkiego organizmu. Jedzenie, trawienie, wydalanie. I to z tak wielką systematycznością i powtarzalnością przez kilkadziesiąt lat. A to zaledwie drobna cząstka wszystkiego, czego doświadczamy w tym hiperśnie. Po prawdziwym przebudzeniu w takim razie sami musielibyśmy być jakimiś bogami.

 

Bylibyśmy istotami na zupełnie innym poziomie egzystencji :)

A jaka jest różnica między jednym a drugim?

Pokażesz daltoniście dwie kartki - jedną czerwoną drugą zieloną. I on nie będzie umiał powiedzieć która jest która. Ma zaburzenia rozpoznawania barw. Może widzi je jako szare? Albo nie potrafi zapamiętać nazwy? Nie wiemy, wiemy tylko, że ma problem z rozpoznawaniem barw.

 

A to co ja mówię - "zaburzenia sposobu widzenia" - pokazujesz dwóm różnym osobom dwie te same kartki - jedna czerwona, druga zielona. Jest też 3 osoba, która nie jest badana, ale jest punktem odniesienia. Osoba nr 1 widzi kartkę czerwoną, jako białą wg os. 3, ale mówi, że jest czerwona, bo każdy tak mówi. Osoba nr 2 widzi kartkę czerwoną jako czerwoną wg. os 3, bo każdy tak mówi. Te dwie osoby choć widzą inaczej, to potrafią odróżnić dwie różne barwy.

 

Takie coś oczywiście nie istnieje, a gdyby istniało byłoby niemożliwe do udowodnienia.

Rozumiem to, Ty po prostu bardzo lubisz fantazjować. Ale takie coś do niczego nie prowadzi, może tylko do powstawania nowych pytań, na które nikt nigdy prawdopodobnie nie będzie znał odpowiedzi.

A jednak mi odpowiadasz :)

 

Ja jestem za każdym razem podekscytowany tym, że mogę unosić się w powietrzu. Akceptuję to, ale za każdym razem wywołuje to we mnie wielkie emocje.

Ja bywam podekscytowany czasem kiedy biegam. O, zawsze jestem podekscytowany, kiedy biegam po krawężnikach i przeskakuję płoty :) Albo kiedy uprawiam seks. Wtedy nie zwracam też uwagi na nic innego ;) Może w hiperrealnym świecie nie biega się po krawężnikach i nie uprawia seksu?

Edited by koteł

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Ale przecież to nie żart :) Wiesz jak ja napisałbym wszechświat, gdybym był Bogiem? Napisałbym prawa fizyki, nadał początkową energię i pozwolił się dziać. I bardzo zacięcie obserwowałbym cały wszechświat.

 

Więc zbytnio inwencją twórczą byś się nie wykazał, bo właśnie na działaniu energii i praw fizyki istnienie naszego świata bazuje.

 

Nauka to wiedza zdobywana przez ludzi o otaczającym nasz świecie. Jeśli świat jest stworzony przez Boga, to tak czy siak, nauka dotyczy właśnie jego. Przecież to oczywiste :)

 

Nie bardzo. Jeżeli założymy, że Bóg jest stworzycielem świata, to sądząc po tym wszystkim, co widzimy (lub raczej czego nie widzimy), i czego doświadczaliśmy przez minione tysiąclecia, na tym się jego związek ze światem kończy. Wszystko, do czego w tym czasie doszliśmy, pochodzi od człowieka. Na to, by było inaczej, nic nie wskazuje.

 

Tak, absurdem nazywam coś, czego nigdy nikt nie widział, nawet jeśli to jest bardziej prawdopodobne od czegoś innego, czego nikt nigdy nie widział :)

 

A przy tym z wielkim zapałem wysnuwasz śmieszne teorie (tak zupełnie z niczego) o tym, że nasze życie to hipersen, że wszechświat jest programem, że Bóg daje nam znaki. No dobra, jeśli tak chcesz, to ok, wolno Ci. Tylko szkoda, że nie ma w tym jakiegoś sensu, jakichś podstaw nasuwających nam przypuszczenie, że to wszystko może być prawdą, a nie tylko czymś, na czym się wzorujesz. Wszechświat jest komputerem, a my informacjami w nim zawartymi. Ok, ale to wydaje się takie oczywiste. Takie trendy, bo w końcu żyjemy w czasach zdominowanych przez komputery. Pójdźmy może jednak trochę dalej, wszechświat niech będzie starym dywanem, pełnym kurzu, w którym znajdują się miliony roztoczy… To jest dopiero oryginalne, nie sądzisz?

 

Wg wikipedii najstarsza księga Starego Testamentu jest gdzieś z 1000 r. p.n.e., a i opowiada ona o czasach dużo poprzedzających jej napisanie. Parę cudów na te kilka tysiącleci to nie tak często :) A i cuda dzieją się nadal (podobno). Sam mam przyjaciela, o dziwo o zdrowych zmysłach, który potrafi uzdrawiać ludzi mocą Chrystusa.

 

Skoro potrafi uzdrawiać mocą Chrystusa, to dlaczego wciąż jesteś sceptykiem? Myślę, że fakt uzdrawiania przez kogoś mocą Chrystusa powinien rozwiewać wszelkie wątpliwości odnośnie tego, czy Bóg istnieje czy nie. A zatem zamiast tracić czas na dyskusję ze mną, powinieneś od razu mi napisać: „Głupoty gadasz, Bóg istnieje i nie może być inaczej, bo mój przyjaciel potrafi uzdrawiać jego mocą”.

 

Chodzę codziennie do pracy i lubię sobie obserwować ludzi. Lubię myśleć co oni myślą. I wiesz jak wyglądają? Jakby spali. Oni nie dostrzegają innych rzeczy, takich jak inni ludzie, latający ponad nimi ptaki, wiejący wiatr. Rzeczy, które by dostrzegali i z których by się śmiali, gdyby byli przebudzeni.

 

A ja jestem taki sam jak oni. Szary, smutny. Godzina drogi do pracy, 8 godzin siedzenia przy biurku, godzina powrotu. Alkohol, imprezy, spanie. I od nowa. Śpię cały czas :)

 

Skąd możesz wiedzieć, że nie dostrzegają innych rzeczy? Ja też widuję na ulicach wielu ludzi i dla mnie oni wyglądają na całkowicie przebudzonych. Świadomych tego, co się dzieje wokół nich, bardzo często uśmiechających się do siebie lub po prostu śmiejących się z czegoś, bywających zatroskanymi, przestraszonymi, wzruszonymi, zezłoszczonymi, z powodu wszystkich rzeczy i wydarzeń, które rozgrywają się wokół nich, i które zdają się być bardzo rzeczywistymi i bogatymi w szczegóły. To, że czujesz się szary i smutny, nie musi oznaczać, że wszyscy wokół czują się tak samo.

 

Pokażesz daltoniście dwie kartki - jedną czerwoną drugą zieloną. I on nie będzie umiał powiedzieć która jest która. Ma zaburzenia rozpoznawania barw. Może widzi je jako szare? Albo nie potrafi zapamiętać nazwy? Nie wiemy, wiemy tylko, że ma problem z rozpoznawaniem barw.

 

A to co ja mówię - "zaburzenia sposobu widzenia" - pokazujesz dwóm różnym osobom dwie te same kartki - jedna czerwona, druga zielona. Jest też 3 osoba, która nie jest badana, ale jest punktem odniesienia. Osoba nr 1 widzi kartkę czerwoną, jako białą wg os. 3, ale mówi, że jest czerwona, bo każdy tak mówi. Osoba nr 2 widzi kartkę czerwoną jako czerwoną wg. os 3, bo każdy tak mówi. Te dwie osoby choć widzą inaczej, to potrafią odróżnić dwie różne barwy.

 

Chyba trochę namieszałeś. Skąd wiesz, że dwie pierwsze osoby widzą inaczej, skoro stwierdzasz tylko, że to trzecia osoba widzi czerwoną kartkę raz jako białą, a drugi raz jako czerwoną?

Poza tym nadal nie widzę różnicy między daltonizmem a „zaburzeniem sposobu widzenia”. Jeżeli trzecia osoba widzi czerwoną kartkę jako białą, to oczywistym jest, że również ma zaburzenia rozpoznawania barw.

 

Ja bywam podekscytowany czasem kiedy biegam. O, zawsze jestem podekscytowany, kiedy biegam po krawężnikach i przeskakuję płoty :) Albo kiedy uprawiam seks. Wtedy nie zwracam też uwagi na nic innego ;) Może w hiperrealnym świecie nie biega się po krawężnikach i nie uprawia seksu?

 

Ale co to ma do rzeczy? Przytoczyłem przykład latania we śnie jako czynności, która nie jest możliwa w rzeczywistym świecie, a przez to tak bardzo ekscytująca w marzeniach sennych. Tobie sprawa frajdę przeskakiwanie przez płotki, czym chcesz zasugerować, że w takim samym stopniu jesteś tym poruszony, gdy dzieje się to w Twojej głowie podczas snu. Nie świadczy to jednak o tym, że skoro we śnie zdarza Ci się w podobnym stanie emocjonalnym przeżywać podobne rzeczy co na jawie, to jest to regułą i dotyczy wszystkich. Wiele osób prawie wcale nie miewa snów (pisząc w uproszczeniu, bo podobno każdy człowiek śni codziennie, tylko nie zawsze te sny pamięta), więc gdy nagle którejś z nich przyśni się nawet najbłahsza czynność, wówczas może wywołać w niej podniecenie, które sprawi, że nie będzie jej się ona wydawała normalna, taka jak jest za każdym razem podczas gdy wykonuje ją na jawie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł
Więc zbytnio inwencją twórczą byś się nie wykazał, bo właśnie na działaniu energii i praw fizyki istnienie naszego świata bazuje.

No, o to właśnie chodzi.

Nie bardzo. Jeżeli założymy, że Bóg jest stworzycielem świata, to sądząc po tym wszystkim, co widzimy (lub raczej czego nie widzimy), i czego doświadczaliśmy przez minione tysiąclecia, na tym się jego związek ze światem kończy. Wszystko, do czego w tym czasie doszliśmy, pochodzi od człowieka. Na to, by było inaczej, nic nie wskazuje.

Z tego co wiem nikt nie mówi, że dostaliśmy ogień od Boga :)

A przy tym z wielkim zapałem wysnuwasz śmieszne teorie (tak zupełnie z niczego) o tym, że nasze życie to hipersen, że wszechświat jest programem, że Bóg daje nam znaki. No dobra, jeśli tak chcesz, to ok, wolno Ci. Tylko szkoda, że nie ma w tym jakiegoś sensu, jakichś podstaw nasuwających nam przypuszczenie, że to wszystko może być prawdą, a nie tylko czymś, na czym się wzorujesz. Wszechświat jest komputerem, a my informacjami w nim zawartymi. Ok, ale to wydaje się takie oczywiste. Takie trendy, bo w końcu żyjemy w czasach zdominowanych przez komputery. Pójdźmy może jednak trochę dalej, wszechświat niech będzie starym dywanem, pełnym kurzu, w którym znajdują się miliony roztoczy… To jest dopiero oryginalne, nie sądzisz?

Nie masz też podstaw sądzić, że latające spodki lądowały na Ziemi.

 

O, odnosząc się do Twojego argumentu, że czemu wtedy, kiedy ludzie byli nieukami działy się nadprzyrodzone rzeczy, a teraz kiedy jesteśmy mądrzejsi już nie: czemu kiedy ludzie byli naukami kosmici lądowali na Ziemi, a teraz już nie?

 

Nie wiem związku z tym kurzem. Trendy, nie trendy, może dlatego wysnuwam takie teorię, bo jestem programistą i bardzo mnie to fascynuje :) Nawet podobnej tematyki dotyczył mój projekt ze Sztucznej Inteligencji :) Z drugiej strony każda cząstka materii ma masę. A według Einsteina masa to energia. Czym innym jest energia, jak nie informacją? Jesteśmy więc jedynie informacją zapisaną za pomocą energii. Dokładnie tym samym, czym każdy wirtualny byt obecny w komputerze. To jest właśnie ten sens i ta podstawa na której wysnuwam ten bardzo absurdalny wniosek. I nie bardzo rozumiem o co chodzi z tymi roztoczami i jaki to ma związek z czymkolwiek :P

 

Skąd możesz wiedzieć, że nie dostrzegają innych rzeczy? Ja też widuję na ulicach wielu ludzi i dla mnie oni wyglądają na całkowicie przebudzonych. Świadomych tego, co się dzieje wokół nich, bardzo często uśmiechających się do siebie lub po prostu śmiejących się z czegoś, bywających zatroskanymi, przestraszonymi, wzruszonymi, zezłoszczonymi, z powodu wszystkich rzeczy i wydarzeń, które rozgrywają się wokół nich, i które zdają się być bardzo rzeczywistymi i bogatymi w szczegóły. To, że czujesz się szary i smutny, nie musi oznaczać, że wszyscy wokół czują się tak samo.

Masz rację, nie mogę wiedzieć :) Dlatego nie powiedziałem, że wiem, a:

Lubię myśleć co oni myślą. I wiesz jak wyglądają? Jakby spali.

W późniejszych zdaniach unikam dodawania wszędzie "dla mnie"/"według mnie" itp. aby uniknąć redundancji.

 

Nie czuję się szary i smutny. Muszę przecież podtrzymać gatunek, tak jak każe mi ewolucja i moje geny, a takie osobniki nie nadają się do tego :)

 

Chyba trochę namieszałeś. Skąd wiesz, że dwie pierwsze osoby widzą inaczej, skoro stwierdzasz tylko, że to trzecia osoba widzi czerwoną kartkę raz jako białą, a drugi raz jako czerwoną?

Poza tym nadal nie widzę różnicy między daltonizmem a „zaburzeniem sposobu widzenia”. Jeżeli trzecia osoba widzi czerwoną kartkę jako białą, to oczywistym jest, że również ma zaburzenia rozpoznawania barw.

 

Ty coś mieszasz. Po 1. ja stwierdziłem, że nie da się tego stwierdzić :) Po 2. Trzecia osoba widzi wszystko cały czas tak samo, nic się jej nie zmienia. Jest punktem odniesienia. Spróbowałem przedstawić analogię do ruchu, który wiemy, że jest względny i można go rozpatrywać tylko względem jakiegoś punktu odniesienia. Jeden obiekt porusza się lub nie, w zależności względem czego. A jednak to cały czas ten sam obiekt.

 

Po tym co mówisz, stwierdzam, że nie rozumiesz tego, co ja mówię, choć wydaje mi się, że wytłumaczyłem to prosto. Jeszcze raz:

Osoba z zaburzeniami rozpoznawania barw nie odróżni zielonego od czerwonego. Ona nie nie będzie wiedziała który jest który.

 

Osoba, o której ja mówię, będzie wiedziała który jest który. Pokażesz jej czerwony i powie, że jest czerwony. To samo z zielonym. To co się w jej przypadku różni, to sposób postrzegania. Ale nie potrafimy tego stwierdzić, nigdy.

 

O, odniosę to do innego zmysłu. Spróbuj jeść coś z zamkniętymi oczami i zatkanym nosem. Mamy wtedy problem z rozpoznaniem smaku i powiedzeniem co jemy. To są zaburzenia w rozpoznawaniu smaku. Taki smakowy daltonizm.

 

A teraz daj dwóm różnym osobom do zjedzenia oliwkę. Obie powiedzą, że to jest oliwka, czyli obie ją rozpoznają. Jednej osobie oliwka posmakuje, powie, że jest słodka. A drugiej osobie nie posmakuje, powie, że zbyt gorzka. Tą samą rzecz te dwie osoby odczuwają inaczej, ale obie powiedzą, że to oliwka.

 

Oczywiście nie wiemy, czy oliwka smakuje im inaczje, czy tak samo i po prostu jedna osoba lubi ten smak, a druga nie. Tego nigdy nie stwierdzimy, tak samo jak różnego postrzegania barw.

 

 

Albo dotyk. Są pewne choroby sprawiające, że chora osoba nie czuje bólu. Ten sam bodziec, różne odczuwanie. Albo taki gimnazjalny eksperyment: włóż jedną rękę do ciepłej wody, a drugą do zimnej. Następnie włóż obie do wody letniej. Każda z rąk odczuje ten sam bodziec na dwa różne sposoby.

Edited by koteł

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
Z tego co wiem nikt nie mówi, że dostaliśmy ogień od Boga :)

 

Ale jaki to ma związek z tym, co napisałem?

 

Nie masz też podstaw sądzić, że latające spodki lądowały na Ziemi.

 

Mam podstawy, by przypuszczać, że tak mogło być i pisałem już o tym wielokrotnie.

 

O, odnosząc się do Twojego argumentu, że czemu wtedy, kiedy ludzie byli nieukami działy się nadprzyrodzone rzeczy, a teraz kiedy jesteśmy mądrzejsi już nie: czemu kiedy ludzie byli naukami kosmici lądowali na Ziemi, a teraz już nie?

 

Nie każ mi wszystkiego sobie tłumaczyć i powtarzać wiele razy to samo. Przecież powiedzieliśmy już sobie, że nie musieli to być wcale kosmici. Jeśli jednak to były przedstawiciele obcych cywilizacji, to pojawiając się nie Ziemi właśnie wtedy, mieli w tym jakiś cel. Chodziło o danie ludziom możliwości rozwoju, bez której dzisiaj być może nie mieli byśmy tego wszystkiego, co mamy. Pewnie myślisz, że piramidy w Egipcie zostały wybudowane przy użyciu możliwości, jakie mieli ówcześni ludzie? Zostało dowiedzione naukowo, że tak nie było.

To, co lądowało na Ziemi trzy tysiące lat temu nie musiało się specjalnie różnić wyglądem od tego, co mamy teraz. Tak, jak pisałem wcześniej, teraz po prostu Cię to nie szokuje, bo widzisz to na co dzień.

 

Nie wiem związku z tym kurzem. Trendy, nie trendy, może dlatego wysnuwam takie teorię, bo jestem programistą i bardzo mnie to fascynuje :) Nawet podobnej tematyki dotyczył mój projekt ze Sztucznej Inteligencji :) Z drugiej strony każda cząstka materii ma masę. A według Einsteina masa to energia. Czym innym jest energia, jak nie informacją? Jesteśmy więc jedynie informacją zapisaną za pomocą energii. Dokładnie tym samym, czym każdy wirtualny byt obecny w komputerze. To jest właśnie ten sens i ta podstawa na której wysnuwam ten bardzo absurdalny wniosek. I nie bardzo rozumiem o co chodzi z tymi roztoczami i jaki to ma związek z czymkolwiek :P

 

Jak to, jaki to ma związek? Roztocza też mają masę, więc istnieją naprawdę. Dlaczego mielibyśmy być informacjami zapisanymi na dysku, skoro możemy być czymś takim jak roztocza w ludzkiej postaci, które zamieszkują planetę Ziemię, będącą jedynie jedną z miliardów grudek brudu, krążących w przestrzeni zwanej wszechświatem, który może okazać się zaledwie jednym tylko włóknem jakiegoś hiperolbrzymiego dywanu, będącym z kolei częścią wyposażenia domu jakiejś hiperolbrzymiej istoty, która raz na jakiś czas bierze ten swój dywan, żeby go wyprać, w wyniku czego wszystko to, co się na nim znajduje ulega zniszczeniu, a dla nas nazywa się to końcem świata. Czy nie widzisz, jaki to wszystko ma ze sobą piękny związek?

 

Po tym co mówisz, stwierdzam, że nie rozumiesz tego, co ja mówię

 

Ze mnie jest prosty chłopak, więc pewnych rzeczy mogę nie rozumieć, ale wydaje mi się, że Ty naprawdę za bardzo to wszystko komplikujesz. Z opisu w poprzednim Twoim poście wynikało, że osoba neutralna widzi raz tak, a raz tak. W taki sposób przynajmniej to przedstawiłeś. Ale mniejsza z tym.

 

Osoba z zaburzeniami rozpoznawania barw nie odróżni zielonego od czerwonego. Ona nie nie będzie wiedziała który jest który.

 

Zdaje się, że już badania wykazały, jak daltonista widzi różne kolory. Tak więc, choć patrząc na czerwony nie będzie widzieć czerwonego, to będzie potrafił go określić jako czerwony, bo się po prostu nauczy nazywać we właściwy sposób kolory, które on widzi inaczej.

 

Osoba, o której ja mówię, będzie wiedziała który jest który. Pokażesz jej czerwony i powie, że jest czerwony. To samo z zielonym. To co się w jej przypadku różni, to sposób postrzegania. Ale nie potrafimy tego stwierdzić, nigdy.

 

Więc na czym polega problem tej osoby? Bo tego jakby nie łapię. Czerwony kolor widzi jako czerwony, więc gdzie tu jest jakieś zaburzenie? O jaką różnicę w sposobie postrzegania Ci chodzi?

 

A teraz daj dwóm różnym osobom do zjedzenia oliwkę. Obie powiedzą, że to jest oliwka, czyli obie ją rozpoznają. Jednej osobie oliwka posmakuje, powie, że jest słodka. A drugiej osobie nie posmakuje, powie, że zbyt gorzka. Tą samą rzecz te dwie osoby odczuwają inaczej, ale obie powiedzą, że to oliwka.

 

Czyli według Ciebie ci ludzie mają zaburzenia czucia, bo jednemu oliwka wydaje się słodka, a innemu gorzka? A nie sądzisz, że to może być kwestia upodobań? Jeden lubi oliwki, a drugi nie. Po prostu.

 

Oczywiście nie wiemy, czy oliwka smakuje im inaczje, czy tak samo i po prostu jedna osoba lubi ten smak, a druga nie. Tego nigdy nie stwierdzimy, tak samo jak różnego postrzegania barw.

 

Tak, jak napisałem. To, że jednej osobie oliwki smakują, a innej nie, nie oznacza, że któraś z nich ma jakieś zaburzenia, tylko że lubią różne rzeczy. Jeżeli obydwaj powiedzą, czy są one słodkie czy gorzkie, to tym samym będziemy potrafili stwierdzić czy podobnie im smakują.

 

Wydaje mi się, że niepotrzebnie robisz z igły widły, rozbijając jeden problem na dwa i różnie je nazywając.

 

Albo dotyk. Są pewne choroby sprawiające, że chora osoba nie czuje bólu. Ten sam bodziec, różne odczuwanie. Albo taki gimnazjalny eksperyment: włóż jedną rękę do ciepłej wody, a drugą do zimnej. Następnie włóż obie do wody letniej. Każda z rąk odczuje ten sam bodziec na dwa różne sposoby.

 

Ale jak to się ma do widzenia? Albo ktoś dobrze widzi jakieś kolory, bo jest zdrowy, albo nie rozpoznaje kolorów, bo ma zaburzenia rozpoznawania barw. Proste.

 

 

Ale napisz mi jeszcze, jak to jest w końcu z tym Twoim podejściem do wiary, bo przemilczałeś tę sprawę, a bardzo mnie ona zainteresowała. Widać w niej ciekawy paradoks. Zdolności Twojego kolegi zdają się być niepodważalnym dowodem na istnienie Boga, więc fakt ten może zmienić życie wielu ludzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł
Ale jaki to ma związek z tym, co napisałem?

No właśnie taki, że napisałeś:

Wszystko, do czego w tym czasie doszliśmy, pochodzi od człowieka. Na to, by było inaczej, nic nie wskazuje.

A ja tylko powiedziałem, że wcale nikt nie mówi, że naukę mamy od Boga. Taki związek.

 

Dostrzegam sprzeczności w Twojej wypowiedzi:

Wszystko, do czego w tym czasie doszliśmy, pochodzi od człowieka. Na to, by było inaczej, nic nie wskazuje.
Pewnie myślisz, że piramidy w Egipcie zostały wybudowane przy użyciu możliwości, jakie mieli ówcześni ludzie? Zostało dowiedzione naukowo, że tak nie było.

To w końcu jak? :)

Mam podstawy, by przypuszczać, że tak mogło być i pisałem już o tym wielokrotnie.

Takie same, jak sądzić, że istnieje Bóg. To, że widzisz samoloty, nic nie zmienia. Samoloty to nie latające spodki i są od nich bardzo dalekie.

Jeśli jednak to były przedstawiciele obcych cywilizacji, to pojawiając się nie Ziemi właśnie wtedy, mieli w tym jakiś cel. Chodziło o danie ludziom możliwości rozwoju, bez której dzisiaj być może nie mieli byśmy tego wszystkiego, co mamy.

Proszę Cię.... Po co? :P

 

Totalnie się nie rozumiemy w kwestii widzenia. Chodzi o to, że próbuję udowodnić, że wcale każdy człowiek nie widzi tego samego, jak to Ty stwierdziłeś. To nie są "zaburzenia", Ty tak nazwałeś to, nazywając daltonizmem. Ale to po prostu jest. Nie wiesz, jak świat postrzega inna osoba. Nie możesz powiedzieć, czy widzi go tak samo.

 

Zdaje się, że już badania wykazały, jak daltonista widzi różne kolory. Tak więc, choć patrząc na czerwony nie będzie widzieć czerwonego, to będzie potrafił go określić jako czerwony, bo się po prostu nauczy nazywać we właściwy sposób kolory, które on widzi inaczej.

To co mówisz, stoi trochę w sprzeczności z:

Objawy daltonizmu

 

zaburzenie w postrzeganiu i rozróżnianiu poszczególnych barw

mylenie poszczególnych kolorów

dostrzeganie barw z różną intensywnością

problem z określeniem nazwy koloru

zmęczenie wzroku

krew w kale lub moczu (rzadko)

 

 

Nie istnieją środki, które mogłyby pomóc w wyleczeniu daltonizmu. Osoby cierpiące, na tego typu zaburzenie muszą nauczyć się z nim funkcjonować. Daltonizm jednak wyklucza możliwość wykonywania niektórych zawodów, w których rozróżnianie kolorów okazuje się być bardzo istotne.

Wybacz, ale strona Choroby oczu - objawy chorób ma u mnie większy autorytet. Oczywiście w kwestiach chorób oczu :)

 

Nigdy nie widziałem, żeby on leczył ludzi. Kiedy go poznałem, widzieliśmy się dwa tygodnie, a później już tylko przez internet, bo mieszka innym mieście. Nie myślę, że kłamie. Raczej myślę, że mówi nieprawdę.

 

Nawet gdybym widział jakiś cud, pewnie i tak bym nie uwierzył, i znalazł jakieś inne wytłumaczenie. Niektórzy ludzie tak mają.

Edited by koteł

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antoni Obanderas
A ja tylko powiedziałem, że wcale nikt nie mówi, że naukę mamy od Boga. Taki związek.

 

Kilka postów wcześniej napisałeś jednak coś innego:

 

Jeśli Bóg stworzył świat, stworzył też naukę, a więc każda dziedzina nauki ma związek z Bogiem :)

 

Dostrzegam sprzeczności w Twojej wypowiedzi:

 

To w końcu jak? :)

 

A no tak, że nawet jeśli ktoś podsunął nam jakieś rozwiązania technologiczne, dzięki którym chudzi, zmęczeni Egipcjanie byli w stanie układać kilkunastotonowe bloki kamienia jeden na drugim, to nie był tym kimś Bóg. Jeśli chcesz mnie łapać za słowa, to sprostuję nieco moją wypowiedź: Wszystko, do czego w tym czasie doszliśmy, pochodzi od człowieka oraz od istot (choć nie jest wcale powiedziane, że one też nie były ludźmi), które nam w tym pomogły.

 

To, że widzisz samoloty, nic nie zmienia.

 

Mylisz się, może nie zmienia wiele i o niczym nie przesądza, ale daje większe prawdopodobieństwo na to, o czym cały czas piszę. Bo skoro dziś jesteśmy zewsząd otaczani przeróżnymi cudami techniki, która - co ma tu duże znaczenie - cały czas się rozwija, to mogły one pojawić się już za czasów Chrystusa. Teraz analogicznie - jeżeli w czasach, w których żyjemy, nie doświadczyliśmy ani jednego boskiego objawienia, to na jakiej podstawie mamy sądzić, że tysiące lat temu miały one miejsce?

 

A teraz nieco prościej:

 

W straożytnym Egipcie nie było statków powietrznych - dzisiaj są.

W starożytnym Egipcie nie było boskich cudów - dzisiaj też ich nie ma.

Opisy Biblii (i nie tylko*) wskazują jednak na to, że te pierwsze mogły się tam pojawiać.

 

Prościej już Ci tego nie wytłumaczę. Przykro mi.

 

Podesłałbym Ci link do ciekawego filmu*, ale podejrzewam, że obejrzenie go przez Ciebie i tak niczego by nie zmieniło.

 

Samoloty to nie latające spodki i są od nich bardzo dalekie.

 

Skąd możesz o tym wiedzieć? Widziałeś jakiś spodek? Oczywiście, w bajkach i filmach SF, prawda? To trochę dziwne, zajmujesz się programowaniem, interesujesz się informatyką, więc możnaby sądzić, że jesteś człowiekiem o otwartym umyśle, a mimo to cały czas myślisz w tak stereotypowy sposób, "bo spodek jest niepodobny do samolotu". W dodatku mając podobno niezbity dowód na istnienie Boga, nadal nie chcesz w niego uwierzyć. Doprawdy, pokrętne jest to rozumowanie.

 

Proszę Cię.... Po co? :P

 

Nie wiem po co? Może im się nudziło i postanowili trochę pomóc w rozwoju naszej cywilizacji, bo po prostu mogli to zrobić. Może ludzie przebywający od wielu tysięcy lat poza Ziemią, z jakichś powodów znów chcieli na nią wrócić, ale postanowili najpierw przyczynić się do poprawy warunków życiowych na niej. Jest mnóstwo możliwości, a Ty nie możesz żadnej z nich wykluczyć.

 

To nie są "zaburzenia", Ty tak nazwałeś to, nazywając daltonizmem. Ale to po prostu jest.

 

Jak to nie są to zaburzenia? Sam wcześniej napisałeś, że daltonizm to zaburzenia rozpoznawania barw.

Ale to po prostu jest. Co po prostu jest? Nie rozumiem tego stwierdzenia.

 

Nie wiesz, jak świat postrzega inna osoba. Nie możesz powiedzieć, czy widzi go tak samo.

 

Początkowo nie mogę, ale ta osoba może mi powiedzieć, jak ona postrzega świat. Możemy o tym rozmawiać i dochodzić do pewnych wniosków, a wtedy będę już wiedział, jak ta osoba coś widzi. Patrząc razem na białą krowę, osoba ta może stwierdzić, że krowa ta jest biała, ale jest to tak oślepiający kolor, że patrzenie na nią sprawia, że bolą ją oczy. Na podstawie tego wiem, że osoba ta widzi krowę (a nie konia), widzi ją jako białą, oraz, że coś niedobrego dzieje się z jej oczami (prawdopodobnie ma jakieś zaburzenia polegające na tym, że jej wzrok źle reaguje na widok jasnych rzeczy). A więc mogę wiedzieć, jak różne rzeczy widzi inna osoba.

 

Wybacz, ale strona Choroby oczu - objawy chorób ma u mnie większy autorytet. Oczywiście w kwestiach chorób oczu :)

 

Zakładam, że podobnie jak w innych kwestiach filmy typu "Matrix", "Incepcja", czy "Tron".

 

Nigdy nie widziałem, żeby on leczył ludzi. Kiedy go poznałem, widzieliśmy się dwa tygodnie, a później już tylko przez internet, bo mieszka innym mieście.

 

Więc o jakim leczeniu mocą Chrystusa Ty tu opowiadzasz? Jeżeli wspominasz o czymś, w co niby wierzysz, to broń tego przekonania, a nie wykręcasz się potem tekstami, że widziałeś go tylko przez dwa tygodnie. To wygląda tak, że wierzysz w to, w co w danym momencie wygodnie jest Ci wierzyć. Trochę to niepoważne.

 

Nie myślę, że kłamie. Raczej myślę, że mówi nieprawdę.

 

No tak, znów ta niesamowita gra słów, jak z tym Bogiem, który ma związek z nauką, ale nauki nie stworzył, czy z zaburzeniami rozpoznawania barw, które różnią się od zaburzeń sposobu widzenia.

 

Nawet gdybym widział jakiś cud, pewnie i tak bym nie uwierzył, i znalazł jakieś inne wytłumaczenie. Niektórzy ludzie tak mają.

 

Też doszedłem do takiego wniosku czytając Twoje posty. Bo w końcu cud może być cudem lub nie, w zależności, jak nam bardziej pasuje, co nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
vinitor

Jakże urocza dyskusyjka o wierzeniach sięgających czasów pogaństwa. Opowieści o wampirach krążyły już wśród ludów słowiańskich i jak widać przetrwały do dzisiaj. Wkład pogan mających wiedzę o tych potworach w małym paluszku nie pozostawia wątpliwości, że opanowali ten temat i mogliby służyć pomocą w kwestii menstruacyjnych powiązań z produkcją narybku odżywiającego się płynem życia. Kulinarna hipoteza wydaje się być swego rodzaju zapalnikiem, dzięki czemu pamięć o pradawnych przodkach nie zaginie a stare wierzenia nabierają smaku świeżych chrupiących bułeczek. Dawny wampiryzm spuścił z tonu i nie jest juz tym samym przerażającym towarzystwem straszydeł, bo nie wytrzymał próby czasu. Talenty ludzkie nie leżały aliści odłogiem i wymyślono znacznie większe zagrożenia. Sentyment do starych czasów co jakiś czas wzrasta niczym fala morskiego przypływu. Może właśnie dlatego księżyc wiąże się z siłami ciemności, duchami, magią.

Odradzane się wampirów na łonie miesiączkującej niewiasty brzmi obiecująco a wszystko po to, by z iskry rozgorzał płomień. Smakosze niekonwencjonalnego seksu mogą być dumni, bowiem dzięki ich staraniom zostaje zaspokojona nie tylko nienasycona chuć lecz - wcale nie mniej ważna - okazja narodzenia się kolejnego krwiopijcy. Chociaż żyją wiecznie ale u nich też starość nie radość a odnowione zapasy krwi wspomagają aktywność, inicjują całkiem odlotowe pomysły oraz nietuzinkową politykę gospodarowania zasobami na miarę XXI wieku. Zainteresowanie ruchem powstających niczym Feniks z popiołów wampirów jest tym bardziej godne uwagi, iż z racji równości i sprawiedliwości wzrosła rola kobiety w cyklu narodzin historycznego bractwa. Wymieniony wcześniej seks, mający w sobie coś z techniki medycznej ratującej czyjeś życie, takie jak sztuczne oddychanie usta - usta, ma szansę urosnąć do rangi światowego bestselleru w dziedzinie umacniania pradawnych tradycji.

Dla badacza fenomenem są niezwykłe właściwości wydalanej okresowo krwi z kobiecego organizmu. Niestety nie wiem kto był pionierem tego rewelacyjnego odkrycia. Nie ujawniono który składnik przeistacza normalnego osobnika w wampira. Śmiem przypuszczać, że owulacyjne resztki kryją magiczną moc a zła krew niczym chorobotwórczy wirus przypuszcza zmasowany atak na wrażliwy system człowieka. Jak najbardziej na czasie zda się być potrzeba poczynienia dalszych szczegółowych obserwacji tego pasjonującego zjawiska. Nie wolno zapominać o konieczności zwiększenia szeregów ochotników zdecydowanych na wyrafinowane pieszczoty intymnych stref kobiecego ciała, z docelowym pragnieniem stania się wampirem. Należy ze wszystkich sił dążyć do ukierunkowania transformacji aby współczesne osobniki zamiast odżywiania się ludzką krwią, przestawiły się raczej na pożeranie śmieci i innych odpadów sprawiających problemy. Ekonomiczna strona tego przedsięwzięcia nie podlega, jak myślę, przedstawiania mocniejszych argumentów uzasadniających celowość zajęcia się rewolucyjnym, bądź co bądź, zadaniem.

Zostań, zostań wampirem, bo przed tobą zadań tyle...

Share this post


Link to post
Share on other sites
koteł

Wszystko fajnie, taki humor lubię. Ale proszę, dziel tekst na akapity, tak się łatwiej czyta :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
caliah

Witam :)

 

Widzę, że temat bardzo się rozwinął, ale wyjaśnienia nadal brak :)

 

Może ten artykuł pomoże Wam nieco w odpowiedzi na wątpliwości z pierwszego posta:

MARANA THA - katolicka wspólnota

 

Pozdrawiam

Caliah

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mini2012

Myślę, że nikt nie będzie miał do nas wątów, jeżeli spróbujemy krwi bez zabijania lub męczenia innych stworzeń żywych. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...