Jump to content
petra.b

Odwiedziny zmarłego przyjaciela

Recommended Posts

petra.b

Bardzo dawno mnie tu nie było. Aż mam motylki w brzuchu! :icon_smile: Chciałam się z Wami podzielić czymś, co mi się ostatnio przydarzyło. Kilka tygodni temu siedziałam sobie i bardzo intensywnie myślałam o moim dawnym przyjacielu. Dawnym, bo rok wcześniej zerwałam naszą znajomość. Nie będę się w to zagłębiać, bo to nie istota tematu. Chciałam do niego zadzwonić, ale tego nie zrobiłam. Dwa dni potem zginął w wypadku samochodowym. Byłam tak zszokowana, że przez wiele dni nie dopuszczałam do siebie myśli, że to prawda. Przyjaciel przyśnił mi się w bluzie, do której oboje mieliśmy sentyment. Pojechałam na pogrzeb. Rodzina wystawiła jego zdjęcie, właśnie w tej bluzie. Poza tym, kiedy się poznawaliśmy, obiecaliśmy sobie, że co roku będziemy się spotykać tego samego dnia. Jego pogrzeb był właśnie w siódmą rocznicę naszego spotkania. Bardzo przeżywałam jego śmierć i to, że nie mieliśmy okazji się pożegnać. Zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam zrywając z nim kontakt. Przyśniło mi się coś, czego znaczenie w senniku było mniej więcej takie: "nie umiesz żyć z poczuciem winy, podjęłaś dobrą decyzję". Może to głupie, ale poczułam się o wiele lepiej. Jeszcze kilka razy zdarzało mi się zupełnie przypadkiem natrafiać na różne "przekazy", jakiś film, czy piosenka, z którą mieliśmy wspólne wspomnienia. Córeczka (ma niecałe 2 latka) wyciąga z szuflady płytę z bajkami, które dostała akurat od niego i nosi po pokoju... Może to czysty przypadek, wiecie, tak jak w sytuacji, kiedy kupimy sobie czarne volvo i potem wszędzie widzimy czarne volvo... Mnie to jednak pomogło. Aż wreszcie, dokładnie miesiąc i dzień po jego pogrzebie znowu mi się przyśnił. Sen był taki pozytywny i pełen nadziei! Tak właśnie - pełen nadziei. Byliśmy w hotelu. Rozmawialiśmy, choć nie wiem o czym, przytuliliśmy się po czym zeszłam do wielkiego hallu, czy może restauracji, po obu stronach były ogromne balkony z balustradą w kształcie fali, a na wprost cudowny widok na cudownie spokojne morze (morze miało związek z jego zawodem). Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że może jednak nie odejdzie, że zostanie. Obudziłam się tak niesamowicie radosna! Czuję, że odszedł w spokojne miejsce, ale jednocześnie czuwa nade mną z góry. Myślicie, że to taki etap żałoby, czy może faktycznie coś w tym jest? Nie było mnie tu, bo w ostatnim czasie mało we mnie wiary w cokolwiek, aczkolwiek nie ma to jakiegoś negatywnego podłoża. Po prostu taki etap sceptycyzmu w życiu... Nie wiem więc, czy może przytrafiło mi się coś na kształt samospełniającej się przepowiedni, czy przyjaciel faktycznie mnie odwiedził i został aniołem, którym był z resztą jeszcze za życia. W każdym razie dziś już nie rozpaczam, jestem o niego spokojna i wiem, że on też by nie chciał, bym była smutna. A dzielę się z Wami tym doświadczeniem, bo wiem, że nie tylko ja borykam się ze startą bliskiej osoby. Może dam komuś nadzieję, może ktoś uwierzy, że może być lepiej :icon_smile: Pozdrawiam i ślę wirtualnie duuużo pozytywnej energii!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...