Jump to content

Dwa drzewa


araucaria
 Share

Recommended Posts

Mój sen był trochę niezwykły.

Ostatnio śnią mi się różne rzeczy, ale parami. Dziś śniłam o dwóch wielkich, wręcz monumentalnych, silnych drzewach. Były one białe, chyba obsypane kwieciem, a ja przystrajałam je jakby, by były jeszcze piękniejsze. Mój mąż podawał mi kwiaty, a ja mocowałam je do tych drzew. Bardzo dobrze nam się współpracowało i rozmawialiśmy przy tym. Drzewa rosły po dwu stronach wejścia do jakiegoś "ważnego" budynku. Taki sen musi chyba coś znaczyć, ale co?

Pomożecie mi go zinterpretować? Z góry serdecznie dziękuję :)

Link to comment
Share on other sites

Może te drzewa obrazują Was i umacnianie waszego domu, relacji pomiędzy Wami. Jest takie powiedzenie, gdzie mężczyzna powinien dokonać trzech rzeczy: posadzić drzewo, zbudować, dom i spłodzić potomka. Wy tutaj dbacie o dwa potężne drzewa w pełnym rozkwicie czyli dobrze się rozwijające. Również ich kolor ma pozytywny wydźwięk obrazuje oświecenie, czystość intencji. Strzegą one wejścia do budynku czyli jakby tworzą połączenie.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Similar Content

    • WerkaDe
      By WerkaDe
      Miałam dzisiaj taki sen: Byłam córką jakiegoś bogatego Araba, chociaż sama byłam Europejką. Byliśmy bardzo, bardzo zamożni i mieliśmy szlacheckie korzenie - ludzie nas znali, byliśmy sławni jak rodzina np. Kardashian, albo Królewska Rodzina z GB. Mieszkaliśmy w moim domu z dzieciństwa na tym osiedlu, ale dom wyglądał 100x bardziej bogato, miał nawet kompleks basenów. Ja nie byłam szczęśliwa, bo wiedziałam, że mój ojciec chce mnie wydać za mąż za tyrana, który już wcześniej zakatował moją siostrę(to była inna siostra niż w prawdziwym życiu, widziałam na łóżku przez chwilę jej martwe, nagie ciało po nocy poślubnej i nikt się nie przejął jej śmiercią, bo taka była u nas hm... tradycja?? nie wiem ogólnie ojciec nas nie szanował i miał gdzies co się ze mną stanie). Do ślubu doszło - nie widziałam wgl ceremonii zaślubin tylko samą noc poślubną. Byliśmy zamknięci w brzydkim, ciasnym pokoju z łóżkiem i stołem. Leżałam na łóżku, mój mąż stał nade mną(jeśli ktoś ogląda Grę o Tron to ten mąż wyglądał jak Ramsay Bolton z serialu ). Kazał mi do siebie mówić"panie" i mówił jak zamierza mnie torturować, bo to była jego specjalność, na którą mój ojciec pozwolił z zaszczytem. Moja siostra nie przeżyła nocy poślubnej z tym chłopakiem. Uderzył mnie w twarz czymś ostrym. Nagle do pokoju wszedł mój ojciec(zobaczyłam wtedy, że był łysy i miał czarną bródkę, ubrany w takie długie szaty jak noszą szejkowie arabscy) i o coś go zapytał. Wtedy ja zerwałam się z łóżka i wybiegłam z pokoju, następnie z domu. Z domu słyszałam słowa"łapcie ją!". Dobiegłam jak szalona na koniec ulicy, później na obrzeża miasta, gdzie był przystanek. Zatrzymałam jakieś auto, którym jechały 2 kobiety. Nie znam takich kobiet w realnym życiu. Bardzo chciałam uciec jak najdalej od domu, pojechać pociągiem do obcego miasta, bo mój ojciec i mąż mnie szukali. A gdyby mnie znaleźli, zakatowaliby mnie oboje. Za żadne skarby nie zamierzałam tam wracać, ani dać im się złapać. Czułam się jednak bezpiecznie, bo nie mogli mnie teraz dogonić. W ręce miałam 70 zł, spytałam czy zawiozą mnie na Dworzec PKP w Lublinie(mieszkam w mniejszym mieście zaraz obok Lublina), jechałyśmy drogą wyjazdową z mojego miasta, była noc. Kobiety wydawały się zainteresowane moją osobą. Jechałyśmy calutką noc, rozmawiałyśmy o moim problemie, o mężu, który chciał mnie torturować i braku pomocy od okrutnej rodziny. W końcu one zapytały mnie czy jestem tą księżniczką z tej słynnej rodziny? Na to ja odparłam, że tak. Wtedy one "to naprawdę musimy ci pomóc!". Dojechałyśmy do jakiejś przystani z dala od Lubelszczyzny. To była knajpa, siłownia, oraz klub dla mięśniaków i pakerów. Spędziłyśmy tam jakiś dłuższy czas. Ci mężczyźni byli poruszeni moją historią, zaprzyjaźniłam się również z dwiema kobietami, które wzięły mnie do samochodu. Cały czas jednak czułam wielki niepokój, że rodzina mnie tu znajdzie i że muszę uciekać dalej. Pewnego dnia stwierdziłyśmy, że za długo tu jesteśmy i uciekłyśmy samochodem do jakiegoś miasta(tym razem prowadziłam ja, bo okazało się, że ten samochód jest nagle mój.. W prawdziwym życiu nie mam prawa jazdy). Było tam Stare Miasto, kamienice i normalne bloki - przypominało to miejsce, w którym mieszkam, ale było jednak trochę inne. Zaparkowałam obok bloku i skierowałyśmy się do miejsca, gdzie były kluby i restauracje. Tam moje dwie towarzyszki bardzo się zadomowiły, zostałyśmy w tym mieście długo. Gdy po nim spacerowałam, zobaczyłam, że w niektórych miejscach stoją pomniki przedstawiające wielki czarny tułów z głową wrony. W każdym razie, im dłużej przebywałyśmy w tym mieście, tym bardziej się bałam i chciałam już jechać. Ze spaceru wróciłam do tej knajpy, w której mieszkałyśmy. Przed lokalem za rękę złapał mnie jakiś chłopak i zaczął ciągnąć w stronę knajpy. Był przystojny, miał ciemne włosy i tajemnicze, ponętne spojrzenie, stał twarzą do mnie o szedł do tyłu. Ja zaczęłam stanowczo protestować i wyrwałam mu się. Byłam pewna, że to szpieg od mojej rodziny. Wtedy moje dwie towarzyszki i jacyś nasi znajomi, których tam poznałyśmy powiedzieli"Eeej no co Ty, on chciał Cię poznać!", na co ja zaczęłam tylko krzyczeć, że to nie prawda i że musimy uciekać. Byłam spanikowana, a moi przyjaciele nie chcieli stamtąd jechać, byli bardzo wyluzowani i spokojni. W tym wypadku powiedziałam, że odchodzę i że mogą tu sobie zostać. Pobiegłam na miasto, ale nie mogłam odnaleźć tego miejsca, w kórym zaparkowałam samochód. Byłam wystraszona i bezradna. A potem się obudziłam..
    • noodles
      By noodles
      Witam serdecznie,
       
      Proszę o interpretacje mojego wątku dzisiejszego snu. Nie wiem co to było za uroczystość ale miałem przygotowane dwa bukiety kwiatów. Jeden duży drugi mały. I tak je trzymając wręczyłem najpierw mały bukiet babci, a duży dziadkowi po czym stwierdziłem, że dziadek się nie obrazi jak dam babci większy, a jemu mniejszy. Po daniu kwiatów z każdym się pocałowałem w policzek i pobiegłem do domu powiedzieć mamie, że "ona tu jest", że ja widzę babcię....
       
      Proszę o pomoc w interpretacji za którą z góry serdecznie dziękuję.
    • Vyar
      By Vyar
      Witam,
      proszę o interpretację mojego snu
       
      Byłam w lesie. Drzewa były cienkie, prawie bezlistne drzewa, podobne trochę do brzóz, trochę do wierzb, rosnące w piasku.
      Niebo zachmurzone, szare, szarobłękitne. Wiatr, silny, porywający luźny piasek z podłoża, tworzący kurz w powietrzu, ograniczający widoczność.
      I drzewa. Niektóre stojące, jakby martwe, ale jednak w pewnym sensie świadome. Niektóre poruszające się, wyciągające długie korzenie, jak nogi, brodzące w piasku, idące ślepo przed siebie. Żadnej magii w tym. Nie można z nimi porozmawiać, zwrócić ich uwagi. Mają świadomość, ale są otępiałe, jakby w półśnie...
       
      Jestem tam też, ale nie widzę siebie. Może też jestem jednym z takich drzew. Chcę iść też, pójść w jednym kierunku, za nimi, brodzić w tym piasku. Nie mogę, coś mnie trzyma. Widzę i czuję, że to gałęzie, a raczej jedna gruba gałąź, obejmująca mnie, nie dająca możliwości wywinięcia się. Nie czuję jednak irytacji, a wręcz jakieś poczucie bezpieczeństwa.
       
      Nie było tam nic złego. Taka melancholia. Jakaś ostateczność, żadnych wyborów, po prostu akceptacja tego, co jest, bez pomysłu, że coś mogłoby być inaczej. Obraz ponury, ale w pewien sposób piękny.
       
      Co to mogło znaczyć?
      Dziękuję z góry...
    • Drop
      By Drop
      Sen, który miał miejsce wczoraj w nocy rozgrywał się w parku z drzewami o mocno rozpostartych gałęziach. Były idealne na wspinaczkę - nawet dla wilków, gdyż jak przekonałam się na własne oczy jeden szybko i bezproblemowo przebiegł po nim. Oglądałam tok zdarzenia ze skupieniem, nie dowierzając w to co zobaczyłam.
       
      Ocknęłam się dopiero w chwili, gdy dwa - jeden o szarawy, a drugi białym futrze - stanęły dość blisko mojej osoby. Wtedy to wystraszyłam się, że mogą mi coś zrobić, bo przecież to wilki, dzikie zwierzęta. Skutkiem czego wdrapałam się jak najwyżej potrafiłam na pierwsze lepsze drzewo rosnące nieopodal mnie. Czułam, że te zwierzęta zaraz dopadną moją osobę, choć nawet nie próbowały wedrzeć się na drzewo. Jedynie spoglądały to na mnie to na siebie, gdy wreszcie odeszły, natomiast ja uciekłam do domu. Tam dowiedziałam się od matki, iż nie trzeba się ich bać.
       
      Potem wróciłyśmy tam razem, gdzie ona ujrzawszy jednego podeszła bliżej i nie lękając się podarowała mu kanapkę, która miała ze sobą. Wilk zjadł ją, a co więcej dał się pogłaskać. Wtedy to sprawiał wrażenie udomowionego pieska, a nie dzikiego zwierzęcia. Nie wyglądał groźnie jednak ja, nadal odczuwałam bojaźń, dlatego wróciłam do domu.
       
      W miejscu gdzie mogłam się uspokoić doszłam do wniosku, że dlaczego by nie spróbować jednak przezwyciężyć strach? Wzięłam w tym celu sporo jedzenia i poszłam do wilków, które okazały się być wtedy tak przyjazne, jak niedawno dla mamy. Polubiłam je i chyba z wzajemnością. Nie odczuwałam już lęku, dlatego też głaskałam oraz dawałam im smakołyki jakby nigdy nic.
       
      Na tym mój sen miał swój finał.
    • cieszymnieto
      By cieszymnieto
      1. mężczyzna/kolega łaskoczący mnie przez długi okres czasu
      2. droga nad morze leśną/polną dróżką wzdłuż której rosną piękne wysokie (wyższe ode mnie) kwiaty
      3. złość mamy po znalezieniu papierosów u mojego brata
      4. łzawiące oczy
       
      z góry bardzo dzięuję!
×
×
  • Create New...