Jump to content

mephala
 Share

Recommended Posts

to chyba jeden z najgorszych snow w calym moim zyciu.Niewiem co oznacza ale wiem, ze spokoju mi nie daje.

Snilo mi sie ze mialam syna wygladal na mniejszego ale z tego co wiedzialam to mial 7 lat. Pamietam ze byl taki bladziutki okazalo sie ze jest chory. Poszlismy do lekarza i pan doktor zalecil operacje po czym okazalo sie, ze na stole lezalam ja. Zapytalam dlaczego skoro mi nic nie dolega po czym uslyszalam odpowiedz ze ten "moj syn" ma za malo zyl i oni musza wyciac kilka ode mnie i dac jemu :) No wiec wyciagneli mi te zyly :) i zaszyli :).

Pozniej mialam blizne nawet nie duza ale zaczely pojawiac sie inne wieksze i takie nie fajne :)

Niewiem co o tym myslec moze ktos moze pomoc jak tak to bardzo dziekuje.

pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

mephala, zastanawiający sen.

Syn oraz oddawanie jemu Twoich własnych żył może oznaczać realizację jakiegoś przedsięwzięcia, planu w który wkładasz mnóstwo energii i wysiłku, może nawet ponad własne siły.

Blizny zaś oznaczają jakieś przykre wydarzenia z przeszłości, które udało Ci się już "przetrawić" - blizny to zasklepione rany.

Sądzę iż to przedsięwzięcie, któremu tak się poświęcasz pomaga Ci zabliźnić jakieś rany z przeszłości.

 

Pozdrawiam.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

  • Similar Content

    • Mariusz Antonowicz
      By Mariusz Antonowicz
      Witam, proszę o interpretację snu, ponieważ bardzo mnie zaniepokoił. Śniły mi się własne dzieci, których dawno nie widziałem.syn i córka, sen był bardzo wyraźny, dzieci się bawiły, uśmiechały, rozmawiały ze mną, ale potem stało się coś tragicznego ( to trochę śmieszne może ale...) nagle mój syn został porwany przez coś czego nie potrafię określić dokładnie była to jakaś ręka stwora, zgniła i obleśna, wystawała spoza drewnianych zniszczonych drzwi za którymi było ciemno, ręka stwora wciągnęła go tam a ja z córką to widzieliśmy, w przerażeniu wsadziłem głowę w tą ciemną dziurę w drzwiach w poszukiwaniu syna niestety go nie ujrzałem za to widziałem mnóstwo stworów w ciemnościach, po tym przebudziłem się przerażony... co to może oznaczać? Wiem ,że sny o dzieciach własnych mają bardzo duże znaczenie więc peoszę o pomoc w zrozumieniu tego. Dodam iż rzadko miewam sny. Dziękuję.
    • yourarabella
      By yourarabella
      witam, ostatniej nocy miałam dość dziwny sen. zacznę od tego, że najdziwniejsze w tym śnie nie było to, co tam się działo, a moje uczucia w nim.
      Byłam w szpitalu, miałam przejść ważną operację (to miało być coś z sercem, może jakiś przeszczep?), jednak lekarze od razu zastrzegli, że jest duża szansa że w trakcie tego zabiegu umrę. Ale ja się nie bałam, byłam bardzo zrelaksowana, kojarzę nawet urywek jak z kimś rozmawiam przez telefon i mowię dokładnie że " mam to gdzieś, jak umrę to trudno" ^^, a dziwi mnie to dlatego, że gdybym była w normalnej sytuacji czy nawet w śnie otarłabym się o śmierć, byłabym strasznie wystraszona, cholernie się boję. Wiem, że potem miałam narkozę i ostatni fragment był bardzo zagmatwany, raz było ciemno, raz widziałam jakby sytuację z boku jak lekarze coś mi tam robią na stole, ale ostatecznie CHYBA wszystko zakończyło się dobrze
    • cyberahmed
      By cyberahmed
      Witam,
       
      Proszę o pomoc w interpretacji snu w którym, mój 8 letni syn wpadł do studni. Ta studnia zlokalizowana była na mojej rodzinnej posiadłości, na której się wychowałem ale już nie mieszkam od bardzo dawna. Cała scena rozgrywa się w lekkim półmroku (tak jakby wieczorem). Stojąc koło tej studni zorientowałem się, że wpadł do niej mój syn. Ogarnęła mnie panika oraz świadomość, że jeżeli mu nie pomogę to utonie. Poprosiłem kogoś o pomoc i udało się wyciągnąć ciało dziecka z wody w studni. Po krótkiej reanimacji syn zaczął oddychać i wszystko skończyło się szczęśliwie. Co do samej studni i wody było jej bardzo dużo i była taka nawet czysta.
       
      Pozdr,
       
      Krzysztof
    • kociara1star
      By kociara1star
      No wiec snilo mi sie, ze bylam w opuszczonym szpitalu. Znajdowaly sie tam schody w gore i w dol. Na dole byla impreza, muzyka, pelno ludzi, a na gorze pusto, strasznie i cicho. Mialam z chlopakiem wlasnie isc na ta impreze, ale zjawilii sie jacys ludzie i kazali wszystkim sie wynosic. Moj chlopak poszedl na gore, a ja nie chcialam isc bez niego i pobieglam go szukac. Nikt nie chcial mi pomoc. Pamietam, ze strasznie sie balam, bo bylo tam naprawde przerazajaco. Weszlam do jakiejs bawialni, ale zamiast swojego chloapaka byli tam inni ludzie... No i to byl koniec.
       
      Co ten sen moze oznczac? Bardzo prosze o tlumaczenie.
    • kaffka
      By kaffka
      Cześć!
       
      Śniło mi się dzisiaj że połknęłam mikroskopijne jajeczka żeby wychodować w sobie węże. Miały być małe, cieniutkie, białe - jak nici. Z nich mogłabym wyprodukować (sama, metodą tkania) bardzo, bardzo wartościową tkaninę na ubranie (dla siebie). Pamiętam że metoda mówiła żeby połknąć 8 tych mikroskopijnych jajeczek - ja połknęłam ich więcej. Pamiętam że się strasznie brzydziłam i połknęłam ich więcej tylko żeby szybciej cały proces wzrostu mieć za sobą (bo musiałabym metodę przeprowadzić kilka razy). One miały się rozwijać pod skórą, na pośladkach i miały wyjść w ciągu doby. Jednak ja zaczęłam się od tego wszystkiego przemieniać, coraz bardziej w ciągu tego czasu zaczęło mnie to brzydzić i przerażać - te cieniuteńkie, niemal niewidoczne nitki jedwabiu pod skórą zaczęły mnie uwierać, jak twarde kamyki, ciężko było siedzieć. Widziałam te niteńki dookoła siebie, niemal niewidzialne ale na wszystkim, wiele i mnie to przerażało. Chciałam coś zjeść ale na jedzeniu również były, jak kolejne zarodki nowych węży. Chyba coś zjadłam ale nie jestem pewna.
       
      A potem te węże zaczęły wychodzić i nie były wcale malutkie ale dookoła siebie widziałam grube jak palec, ciemnozielone stwory w kształcie kijanki, z dużą głową i zębami jak piranie. Nie gryzły mnie, ale poruszały się na zasadzie ruchów tych strasznych szczęk. Okazało się że one wychodziły - ale z mojej klatki piersiowej, zostawiały po sobie dziury. Nagle znalazłam się na wejściu do mojej starej szkoły podstawowej (mimo że dobijam już 30-tki) i dookoła mnie te stworki, 'na własnej piersi wyhodowane'. Obrzydzaly mnie, były obślizgłe i czułam że więcej ich jeszcze we mnie. Nie mogłam sobie z nimi - ze sobą z nimi - poradzić.
       
      Pamiętam że miałam myśl że w sumie fajnie bo je też można zabić i zdąć z nich skórę na jeszcze lepszą, bardziej racjonalną (bo tych nitek by na nic nie starczyło a skórek jak najbardziej), bardzo wyjątkową tkaninę - ale nie mogłam ich dotknąć a tym bardziej zabić, brzydziłam się strasznie i ich i siebie.
      Pamiętam ostatnią myśl przed obudzeniem że chcę iść do szpitala żeby mnie odtruto, zabito zarodki we mnie. Pamiętam wstyd, obrzydzenie i bezradność. Jak powiedzieć w szpitalu co mi dolega, jak mogłam być tak głupia żeby zastosować taką metodę na sobie.
       
      Długi opis wyszedł... Jednak może Ktoś się nad tym pochyli?
×
×
  • Create New...