Jump to content
Seven_a

Podświadomość a cierpienie...

Recommended Posts

Seven_a

Zastanawiam się nad sytuacjami, w których człowiekowi jest źle po przejściach, załamaniach, rozstaniach, kiedy dość długo tkwi w stanie niezbyt pozytywnym, kiedy taki stan prawie staje się normą, czy możliwym jest, że podświadomość przyzwyczaja się do takiego stanu, przyjmuje go za codzienność, sczytuje długo trwające info, jako stan, w którym się jest, a skoro się jest, to znaczy, że to norma i jest to dobre dla nas? Odbierając, że to dobre dla nas, może podpowiadać rozwiązania (przykładowo we śnie) pozwalające tkwić w tym "negatywnym" stanie nadal? Czy jednak podpowiedzi podświadomości są skierowane, aby nas z tego stanu wydobyć, lecz sam człowiek nadal woli tkwić w czymś co jest mu znane?

Z góry dziękuję wszystkim za wypowiedzi.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Murugan

Taki stan pojawia się jedynie po to, by nas czegoś nauczyć, zrozumieć, że coś zrobiliśmy w życiu nie tak, trwa dopóki tego nie pojmiemy. Z jednej strony to dobrze, że czegoś się uczymy, po to tu jesteśmy, ale im szybciej coś zrozumiemy, tym lepiej dla nas i dla otoczenia, bo nasz stan udziela się też innym, zarażając nim najczęściej bliskie osoby jakby prosimy je o pomoc, żeby część tego cierpienia wzięły na siebie dodając nam pozytywnej energii, o ile taką posiadają. Każda lekcja ma swoją cenę, bywało, że jakiś władca wymordował w bitwie 100 tyś ludzi by dokona się w nim przemiana o 180 stopni, stawał się orędownikiem pokoju, albo pewien maharadża wymordował 1000 tygrysów by potem stać się ich obrońcą. Im szybciej coś pojmiemy tym lepiej dla nas i dla świata. Ja, kiedy pojawia się cierpienie błyskawicznie szukam przyczyn i rozwiązań tego stanu, ale kiedyś, kiedy byłem mniej świadomy i nie znałem sposobów na przełamywanie takich stanów, tkwiłem w nich przez bardzo długi czas.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Willow

Uważam to za kwestie bardzo indywidualna, która zależy od osoby, jej stanu zdrowia psychicznego, doświadczenia i td, bo znam przykłady osób, którzy przyzwyczaili się do bólu i depresji na tyle, że odbierają to, jako część swojej osobowości, i raczej by wyleczyć się z tego nie chcieli, bo boją się stracić swoją indywidualność, znam też osoby, które ten stan nie lubią, z nim walczą i czasami przegrywają, i to nawet nie jest kwestia Endo czy egzo gennej depresji, a właśnie tego wewnętrznego, unikalnego, co różni się od osoby do osoby. Częściowo to się tłumaczy horoskopem (jako że jesteśmy na stronie ezo), częściowo też uwarunkowaniami wrodzonymi, doświadczeniem, ale reguły tutaj nie ma i być nie moze, chociaż wiadomo, było by wygodnie to klasyfikować, ale mamy tu do czynienia z osobami żywymi, które tak lub inaczej z każdej klasyfikacji będą się wychylać, i z Duszą, która klasyfikować po prostu się nie da.

Będąc sama osobą, cierpiąca na stany depresyjne, powiem, że nigdy nie uważałam i nie uważam je za normalne, to jest po prostu zniknięcie z prądu życia, czarne doły, którym wewnętrznie się opieram.

No i w pewnym sensie pomaga to rozwojowi, pcha naprzód, może zwiększa inklinacje twórcze, ale też nie przesadzajmy z powiększeniem wartości takiego stanu, to jest straszne i niszczące... Chociaż może poniekąd na czyjejś drodze potrzebne.

Edited by Willow
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...