Jump to content

Kwestia "Wiary" z logicznego punktu widzenia.


Guest Filozoficzny Pietras
 Share

Recommended Posts

Guest Filozoficzny Pietras

Kwestia "Wiary" z logicznego punktu widzenia.

 

Czym właściwie jest "wiara" i co to znaczy w ogóle "wierzyć w coś"?

 

Na co dzień większość ludzi posługuje się określeniami do definiowania swoich odczuć, przemyśleń, zamiarów czy przekonań jednak wśród nich istnieją takie, których interpretacja z logicznego punktu widzenia ujawnia, że ich znaczenie w zasobie słownictwa jest bezsensowne. Jednym z najczęściej używanych czasowników bezokolicznikowych w naszej mowie jest wyraz "wierzyć", ponieważ z reguły na co dzień bardzo często posługujemy się tym określeniem do stosowania trybu oznajmującego na przykład w następującej postaci: Wierzę, że dzisiaj zdam prawo jazdy, wierzę że uda mi się tego dokonać, wierzę, że damy radę to zrobić, wierzę, że wyjdzie z tego cało, wierzę, że zdążymy na pociąg i tak dalej w nieskończoność na wszelkie sposoby. Jednak racjonalnie rzecz ujmując jeśli przyjrzymy się temu czym właściwie jest kwestia "wiary w coś" to dochodzimy do logicznego wniosku, że jej opis opiera się na tłumaczeniu o fantasmagorycznym znaczeniu. Każdy przenikliwy egzegeta jednomyślnie podpiszę się pod formułą, że siłą rzeczy wiara w coś nie bazuje z reguły na zasadach logiki, a prościej mówiąc jeżeli "wierzysz, że Polska wygra z Hiszpanią na mistrzostwach świata" to jest to tylko utwierdzenie pokryte w nadziei, że tak może być, a nie że stanie się tak na pewno. Tak samo wierzę w to, że "ktoś wyzdrowieje" albo wierzę w to, że "uda się mu pokonać tą chorobę" należy jedynie do zdania określającego stan utwierdzenia się w definitywnej autosugestii, że to założenie ziści się jako wydarzenie realne ale racjonalnie rzecz ujmując względem obserwatora jako osoby trzeciej nie dysponujesz przed nim narzędziami uwiarygodniającymi jej nieomylność w skutkach w bliżej nieokreślonej perspektywie następstw, a wiara z jaką kierujesz się w tym kontekście jest tylko aktem wynikającym z woli wzbudzania nadziei w ufności (co tłumaczyć można jako mechanizm psychologiczny dyktowany przez stereotypy jakimi kodowana jest nasza podświadomość przez system przyjmowania religijnych wzorców obyczajowych np: zabobonów), iż twoja postawa w konsekwentnym wizualizowaniu takiej rzeczywistości jaką afirmujesz w znaczeniu swojej wiary posiada rzekomo bezwzględną rację bytu, a jednak permanentnie jest ona tylko projekcją wyobraźni na temat tego co chcesz zmaterializować, a nie absolutnym wyznacznikiem autoryzującym oczekiwany scenariusz w faktach, ponieważ wypełnienie go zawsze będzie przeczyć logicznemu uzasadnieniu, że na sedno sytuacji wpływa nieskończenie wiele mimowolnych czynników, które funkcjonują niezależne od naszych intencji, a jakie mogą zaburzyć trajektorie wszelkiego biegu wydarzeń. A tym samym materializacja założeń "wiary" z góry skazana jest na osąd losowości zaistniałych zbiegów zdarzeń w czasie i co najwyżej możliwa do przewidzenia na szacunkach uwarunkowanych przez parametry matematycznych wyliczeń. To jest właśnie fundamentalna różnica między "wiarą", a "logiką" i to samo tyczy się kwestii wiary w istnienie Boga, że tylko mentalnie kodujesz w swoim umyślne niewątpliwość w jego byt ale argumentacji o jej niepodważalności nie podeprzesz na żadnym sformułowaniu logicznym za pomocą którego możesz dowieść, że twoja wiara ma uzasadnione podstawy na gruncie wiedzy weryfikowalnej racjonalnie (Chyba, że jakimś cudem takowe posiadasz). I ta sama zależność tyczy się na przykład księży, którzy nie dysponują perswazją zbudowaną na argumentacji klarownego przekazu wiedzy do nawracania ludzi w kierunku Boga, a swoje misjonarstwo podpierają jedynie na uzasadnianiu faktów opartych na pokładaniu wiary w niemożliwą do oszacowania przez rozum autentyczność ingerencji zjawisk o charakterze transcendentnym, a które z logicznego punktu widzenia nie posiadają racji bytu i dlatego właśnie przeciętny człowiek tak łatwo odwraca się od dogmatów religijnych nie odnajdując wyjaśnień na istotne dla siebie pytania. (Tutaj też tkwi odpowiedź na to dlaczego wąski odsetek z nich otwiera się na kompetencje ezoteryki i spirytyzmu w tym zakresie). I stąd radykalną różnicą jest wierzyć w Boga, a wiedzieć, że Bóg istnieje, a następnie predysponując agitacją na rzeczowej argumentacji móc przekazać wspomnianą wiedzę słuchaczowi w sposób zrozumiały i możliwy do interpretacji bodźcami empirycznymi (czytaj również: neopozytywizm). Dlatego pod tym względem można śmiało postawić znak równości między definicją wiary, a utopizmem, a to znaczy, że imaginacja wiary nie ma prawa bytu. Idąc dalej jeśli stwierdza ktoś, że w coś "wierzy" to najwidoczniej jawnie podpisuje się pod niewiedzą o swojej nieświadomości w jakiej egzystuje, a z psychologicznego punktu widzenia również do zakodowanych w jego podświadomości wzorców myślowych, które ograniczają horyzont obiektywnego postrzegania faktów, a także dyktują schematem reagowania na nie. Podsumowując to ta analiza nie wypływa z ateistycznej postawy względem istnienia Boga i nie jest to też atak w stronę uczuć religijnych (gdzie często podważanie kwestii wiary jest tożsame z wyciąganiem jej kontekstu i sprowadzania do roli impertynencji co również zaliczyć można do zakodowanego w podświadomości zespołu stereotypów myślowych odpowiedzialnych za procesy dyktujące sposób naszego postrzegania faktów zaistniałych w rzeczywistości, a czego wyjaśnienie spoczywa w kompetencji wiedzy psychologicznej), lecz stanowi jedynie interpretacje sedna sprawy z logicznego punktu widzenia. Konkretnie rzecz ujmując definicje "wiary" można porównać do hasła o fantasmagorycznym znaczeniu i nośniku o hipnotycznym działaniu na umysł człowieka, wprowadzając go w stan podatności na wszelkie sugestie z niej wypływające - np: Istnienie istot pozaziemskich pozostaje w sferze wiary ponieważ nikt nie udowodnił, że oni istnieją lub nie, dlatego ten fakt nie wyklucza do uzasadnionych na tej podstawie powodów do jej podtrzymywania. I na tym przykładzie własnie kwestia "wiary" ma otwarte pole do wysnuwania nieskończonej ilości wyobrażeń czy teoretyzowań i przyjmowania co do nich dowolnych postaw światopoglądowych jednak ich słuszność zawsze będzie komplikować się z posiadanym aktualnie depozytem wiedzy w tej materii i na jej podstawie prawem do wysuwania logicznych kontrargumentacji wobec sporu. Faktem jest natomiast, że bezokolicznik czasownika "wiary" nie posiada sensownej racji bytu w terminologii słownika językowego, a bardziej kompetentnym określeniem na jego miejsce pasuje wyraz "wiedza". Czyli "wiem, że Polska wygra z Hiszpanią", "wiem że ktoś wyzdrowieje", "wiem, że uda mu się wygrać z tą chorobą", "wiem że bóg istnieje". Ponieważ zastosowanie wspomnianego bezokolicznika w zdaniu definitywnie precyzuje wiarygodność nadawcy określonej zawartości informacji, a w razie braku możliwości zweryfikowania jej autentyczności lub niepowodzenia na faktach zaistniałych w określonych następstwach czasu to automatycznie podmiot wypowiedzianej treści jest moralnie uwiązany do poniesienia konsekwencji za wypowiedziane słowa. Zatem dialektyka odnosząca się do trybu oznajmującego jakim jest wyraz "wiem" i polegająca na dochodzeniu do prawdy poprzez ujawnianie sprzeczności tkwiących w pojęciu omawianej tutaj kwestii "wiary" pozwala na wcześniejszych przykładach rzetelnie zidentyfikować fałszywość lub prawdomówność u danego adresanta przekazu jednoznacznie definiując kompetencje jego wiedzy i oddzielając tym samym plewy od ziaren odpowiedzialne za szerzenie dezinformacji na tle masowego ogółu społecznego.

 

Reasumując wierzenie w coś to inaczej stan psychiki polegający na utwierdzaniu się w definitywnej autosugestii o zaistnieniu w materii fikcyjnej zawartości wyobrażeń, które z logicznego punktu widzenia nie posiadają racji bytu, a na fundament ich projekcji wpływają uwarunkowania ludzkiej podświadomości na którą oddziałują mechanizmy natury psychologicznej. W związku z tym z racjonalnego wglądu na sedno sprawy należy odrzucić bądź zreformować zabobony i stereotypy wpisane w tendencje lingwistyczne odpowiedzialne za zaburzanie sposobu wyrażania obiektywnego opisu swoich myśli przy użyciu nielogicznych zwrotów w komunikacji językowej takich jakim jest na przykład czasownik "wierzyć".

 

Można tylko wiedzieć, że w coś wierzymy lecz wiara, że w to co wierzymy jest wiedzą stanowi zdanie z pojęciami wyrażającymi dwa przypadki, jakie w logice matematycznej nazywa się koncepcją o alogicznej koniunkcji, a więc sformułowaniem definiującym wzajemną sprzeczność obu założeń w której jedną z nich wyklucza się jako nieprawdziwą w kontekście tej następnej, a w związku z tym permanentnie odrzuca ją. I "wiara" pod tym kątem nie posiada uprawnień spełniających warunki do uzyskania statusu synonimu "wiedzy", a co najważniejsze jest tak również dlatego, że jej określenie charakteryzuje brak niepodważalności i kompetencji w rzeczowym opisie zdarzeń, obiektów i danych podmiotów.

 

A jakie jest twoje zdanie w tym temacie? czy określenie "wiary" według ciebie ma rację bytu w słownictwie człowieka?

 

Czy wierzysz :), że "wierzenie w coś" ma sensowne znaczenie?

 

Autor których ze stwierdzeń uważniej przemawia do twojej ciekawości - "wierzyć w jego istnienie" czy "wiedzieć o jego istnieniu"? "wierzę, że to nastąpi" czy "wiem, że to nastąpi"?

 

Gdyby każdy z tak zwanych "wierzących" operował mową na zasadzie nie że "wierzę w boga" tylko "wiem o Bogu albo wiem o jego istnieniu" to od razu można by spytać, a co w takim razie konkretnie wiesz? A tak to wszystko nadal pozostaje pod ukrytym znakiem zapytania i zarysowuje wąski horyzont rzetelności informacji jakich szukamy od ludzi, ponieważ słowo "wiary" można utożsamić z wszechstronnym polem dla domysłów, a więc określenie takie nie weryfikuje niczego konkretnego i ktoś kto używa je może dowolnie manipulować nim na drodze demagogii. Prawda, że to niesłychana obłuda? Po prostu "wiara" nie istnieje, a definicja tego czasownika nie powinna w ogóle posiadać racji bytu w słownictwie językowym ani stanowić narzędzie do obiektywnego opisu i wyrażania wiedzy o czymś lub o kimś. 

 

Zabrzmi to komicznie jednak, gdyby tak usunąć ze słownika określenie "wiara" i zastąpić go wyrazem "wiedza" to wielu ludzi z automatu pchnęłoby to do zadawania niezliczonej ilości pytań, a to ważne. Konkretnie mówiąc każdy mądry prędzej czy później spyta - co do jasnej cholery przemawia treściwego przez "wiarę" albo "wierzyć w coś" !?

 

Cytat

Ps. Podobna zależność dotyczy na przykład słowa "trochę", bo niby jakiej miarodajnej informacji jest nośnik tego słowa? Co to znaczy "trochę"? co dokładnie bliżej opisującego? To jest kilogram czegoś? litr? Co treściwego i konkretnie sprecyzowanego określa to pojęcie? Mowa tutaj o terminie, który równie dobrze można wykluczyć z języka polskiego, a jego brak w żaden sposób nie zaburzy kompetencji zasobu słownictwa do klarownej komunikacji, a wręcz przeciwnie być może w zamian na jego miejsce dopasuje się sformułowanie oddające kompetentniejszy wgląd na obraz przekazu podczas budowania wyrażanej myśli za pomocą mowy i ortografii. Natomiast termin "wiary" jest akurat mistrzowski w tym aspekcie.

 

 

Wiem, że to długie więc nie zmuszaj się do czytania na siłę ale jeśli możesz to zrób z dobrej woli i odpowiedz co o tym myślisz. Twój wkład w to jest cenniejszy bardziej niż być może zdajesz sobie z tego sprawę.

Edytowane przez Filozoficzny Pietras
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...