Jump to content

Trudne okresy w życiu


marianmarian
 Share

Recommended Posts

Witam wszystkich,

 

Czasami w zyciu ludzkim pojawiaja sie rozne trudne okresy. Przeczytalem troche literatury, ktora zawierala rozne spojrzenie po co sa potrzebne ludziom takie okresy. Mam tez wlasne doswiadczenia w tej materii. Rozni autorzy mowia, ze:

 

- przez nasze negatywne myslenie sciagamy na siebie takie okresy i mozemy to zmienic myslac pozytywnie

- trudne okresy sa najlepszym co nam sie moze zdarzyc w danym etapie zycia, ale w efekcie prowadza do czegos dobrego

- trude okresy sa potrzebne aby cos zrozumiec

- trudne okresy sa etapem przejsciowym i po zlym nastepuje okres dobry

 

Bedac w tym trudnym etapie czasami trudno jest wszystko ogarnac i zrozumiec. Wydaje sie jakby wszystko dziala przeciw czlowiekowi. Trudno wtedy jest myslec pozytywnie i byc usmiechnietym. Dopiero z pewnej perspektywy czasu wszystko uklada sie w calosc i staje sie jasno po co byl ten trudny okres. Sam Joseph Murphy w "Potedze podswiadomosc" mowi, aby porzucic wszelkie zmartwienia i oczekiwac wszystkiego najlepszego czego tylko mozna chciec:)

 

Macie moze wlasne przemyslenia, doswiadczenia zwiazane z poruszanym tematem? Jakie macie sposoby na "przetrzymanie" trudnych okresow oraz momentow jesli takie sie pojawiaja?

 

Udanego weekendu!

  • Super 1
Link to comment
Share on other sites

Pięknie... A co, jeśli trudny okres trwa kilknaście/dziesiąt lat i mimo całej walki o zmianę sytuacji na wszystkich płaszczyznach dobry okres nie przychodzi?

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...
Pięknie... A co, jeśli trudny okres trwa kilknaście/dziesiąt lat i mimo całej walki o zmianę sytuacji na wszystkich płaszczyznach dobry okres nie przychodzi?

 

Wiesz...czasem nam sie zdaje, ze już zrobiliśmy wszystko ale tak nie jest! Mam przykład mojej mamy, która męczy się z mężem tyranem już 35 lat i też twierdzi, że zrobiła wszystko co mogła i co ma jeszcze zrobić? otóz wiele mogła zrobić a czym jest starsza i słabsza, tym mniej może. Np. odrzuca pomoc innych, nie chodzi na terapię, nie odchodzi od męża bo przysięgała przed ołtarzem. A co zrobiła? Wg niej wszystko co mogła: modliła sie nieustannie, rzucała coraz więcej na tacę, łykała leki na depresję (to jest także w trybie teraźniejszym).

Nie znam cię i nie wiem jaka jest u ciebie sytuacja ale nie ma czegoś takiego jak wiecznie zły okres! Jeśli tak jest to troszke z naszej przyczyny!!! widocznie szukamy rozwiazania problemu nie tak jak trzeba, skupiamy sie nie na tych sposobach co należy, wybieramy czasem prostrze rozwiazania, co nie znaczy, ze są lepsze. A przede wszystkim brak nam wiary w siebie!

Edited by gloria
dopisek
Link to comment
Share on other sites

Guest Patryk8
Wiesz...czasem nam sie zdaje, ze już zrobiliśmy wszystko ale tak nie jest! Mam przykład mojej mamy, która męczy się z mężem tyranem już 35 lat i też twierdzi, że zrobiła wszystko co mogła i co ma jeszcze zrobić? otóz wiele mogła zrobić a czym jest starsza i słabsza, tym mniej może. Np. odrzuca pomoc innych, nie chodzi na terapię, nie odchodzi od męża bo przysięgała przed ołtarzem. A co zrobiła? Wg niej wszystko co mogła: modliła sie nieustannie, rzucała coraz więcej na tacę, łykała leki na depresję (to jest także w trybie teraźniejszym).

Nie znam cię i nie wiem jaka jest u ciebie sytuacja ale nie ma czegoś takiego jak wiecznie zły okres! Jeśli tak jest to z naszej przyczyny!!!

 

 

U mnie niestety to samo. No może nie aż tak drastyczne, ale marzę czasami żebym mógł mojego tatę uderzyć łopatą :)

 

A poza tym to po co ludzie cierpią? No na pewno nie dlatego, bo 'zły Bóg tak chciał'. Uczeń bez jedynki to nie uczeń, a człowiek, który nie zaznał cierpień to nie człowiek (patrz: Paris Hilton).

Edited by Patryk8
Link to comment
Share on other sites

Taki sposób życia, to taki "zaklęty krąg" nawet jak chcesz go przerwać to boisz się co będzie za nim, może jeszcze gorzej. Prawda jest taka, że jak człowiek sam nie zechce zmienić swojego życia to nic mu nie pomoże i nikt. A tą "łopatę" to dobrze rozumiem.

Link to comment
Share on other sites

Wiecie... Jest w tym sporo racji. Ale dlaczego tak się dzieje? Otóż, różnie. W moim przypadku jest tak, że niestety, stanowimy wraz z innymi system naczyń połączonych i zdajemy sobie sprawę, ze to, co mogłoby się okazać korzystne, ba! zbawienne dla nas może się okazać zgubne dla kogoś (np. tego taty, co to go łopatą...). W przypadku partnera to bym się aż tak nie roztkliwiała, bo to człowiek dorosły, najczęściej w kwiecie wieku, sił i możliwości, które świadomie marnotrawi. Jednakże, jeśli problem dotyczy np dzieci, albo starych, niezaradnych już rodziców, co wtedy? Łatwo byłoby zrzucić z barków obciążenia i odetchnąć, ale czy to na prawdę byłoby dobre? Kto ma byc odpowiedzialny za dzieci, jeśli nie rodzic, albo za starych rodziców, jeśli nie dorosłe dziecko? I nie zawsze problem tkwi w alkoholu. Może chodzić o chorobę somatyczną, psychiczną, a może być jeszcze ciekawiej... Otóż, może być tak, że ja, wiecznie obciążona, uwikłana w tysiąc problemów, mam na głowie kogoś, kto tak jak ja , walczy, a mimo to też nie jest w stanie tego przełamać. I co? Kopnąć go w tyłek i zapomnieć? Bo ma problemy?! A poza tym mam miliony własnych przykładów, ostatni sprzed dwóch dni, gdzie, cokolwiek nie zrobię i tak guzik osiągnę... Mogę się zaprzeć zadnimi łapami i ani drgnie... To tak łatwo ocenić- masz to, na co pracujesz. Ale to nie zawsze jest prawda... Niestety. I nie jestem tego jedynym przykładem. Tu mi się wydaje prawdopodobna teoria Pita- karma. A słuchajcie, karmę można odwrócić, tak? Przetransformować, cos tam jeszcze z nią zrobić... Może jakieś wskazówki ktoś mógłby w tym zakresie podrzucić?

Link to comment
Share on other sites

Queen> to nie jest karma (tak mi sie zdaje) bo z tego co czytałam karma-to jeden nieustający pech. Natomiast jak się mieszka z synem, ojcem/męzem , który jest alkoholikiem/bokserem/pedofilem/dowolne dopisz - to nie jest to rzecz, której nie mozemy zmienić. Nie istotne czy to syn/ojciec...skoro robi źle musi zostać ukarany np. przez prawo. Musimy go zostawić (jak piszesz: kopnąc w tyłek) bo czasem to jedyne wyjscie by pomóc i jemu i sobie i co najważniejsze- dzieciom!!!! Tego można sie dowiedzieć, nauczyć sie na grupach wsparcia, u psychologa, terapeuty, w AA czy gdziekolwiek indziej ale nie siedząc w domu i zrzucając winę na tysiac innych czynników. Nie piszę tego złosliwie mimo, ze tak moze to zabrzmieć. Jednak nie mozna mówić, ze sie zrobiło wszystko na wszystkich płaszczyznach a nie jest lepiej. Nawet ja zawsze czuję pewien niedosyt, ze czegoś jeszcze nie zrobiłam...a robię wiele bo nalezę do tych działajacych. Uwierz w siebie a wszystko zacznie się zmieniać. wiem, że nie jest łatwo uwierzyć...mi pomogła psychoterapeutka. Sama bym sobie nie poradziła z własną samooceną ale ta kobieta otworzyła mi oczy na wiele spraw, pomogła zrozumieć a dzięki temu uwierzyłam, że nie muszę wiecznie zbawiac innych i być męczennicą. Wszystko zalezy tylko iw yłącznie ode mnie!!! Queen> idź do psychologa na terapie, to naprawe pomaga!!!! Jak możesz zabierz tę osobę, przez którą sie tak męczysz. Działaj!!! Rób coś ze sobą a nie z wyimaginowaną karmą!!! Życzę ci byś pokonała swój strach, obawy i uwierzyłą w siebie i abyś za kilka lat mogła z pełnym przekonaniem mówić tak jak ja: siła tkwi w nas i tylko my mozemy pokonac zły czas! POWODZENIA

Edited by gloria
poprawka
Link to comment
Share on other sites

Queen> to nie jest karma (tak mi sie zdaje) bo z tego co czytałam karma-to jeden nieustający pech.

 

To co na wschodzie nazywa się karmą ,można by przełożyć jako zachodnie pojęcie przeznaczenia ,a karma nie oznacza, że życie jest z góry ustalone tak jak i nasze przeznaczenie ,także wiele zależy od nas. Poprostu karma jak i przeznaczenie musi się wypełnić a los tworzymy sami poprzez nasze podświadome czy świadome wybory.Pokaże to na przykładzie depresji -człowiek gorsze samopoczucie co z kolei skutkuje tym że i stan psychiczny się pogarsza lub na odwrót nasz stan psychicznyt jest kiepski to i samopoczucie nie najlepsze -z kolei nasz stan fizyczny się pogarsza (człowiek to jedność psychofizyczna)-to gorszy stan psychiczny-gorsze samopoczucie itd. i tak człowiek tworzy sobie depresję,ponieważ ważna jest nasza reakcja na jakieś traumatyczne wydarzenie niż potem (jak za pużno )dziwić się dlaczego jest tak żle i psycholodzy,psychiatrzy itd.Podobnie jest z naszym życiem ,to my głównie krztałtujemy nasz los ,reagując w ten lub w inny sposób na nasze traumatyczne wydarzenia takie jak-śmierć kogoś bliskiego,zwolnienie z pracy itp.

Link to comment
Share on other sites

Gwoli wyjaśnienia- nie cierpie mimo wszystko na depresję, nie, w zadnym razie, mam mase energii, jestem w stanie ciągłego działania, ruchu, kreacji, tworzenia. Mam swoje zatrzymania, jakies wstecze, mam doły, róznie, jak każdy. Potem to przepracowuję i ruszam znów jak burza do przodu. Nie pozostaję w toksycznym związku- dawno temu go zakończyłam. Nie jestem uwikłana w żaden sposób w problemy alkoholowe, nie pochodzę z rodziny, gdzie był taki problem- jestem od tego wolna całkowicie, sama też nie pije, no chyba, że przy stole w gronie bawiących sie osób drinka lub dwa. Nie w tym więc rzecz. Zupełnie nie! Mnie sie za to wali na łeb wszystko inne- wciąż mam pracę, dobrą, dobrze płatną, od zawsze, nigdy nie byłam ani dnia bezrobotna, a jednak finansowo kuleję z różnych, najczęściej niezależnych ode mnie powodów. Cała moja aktywność, całe zaangażowanie doprowadziło mnie do fizycznego krachu, mocno nadwyrężyło moje zdrowie. No, ale jak ma być inaczej? Nie wiem, jak to wychodzi, ale zawsze na moje barki spadają problemy połowy świata... I co mam z tym zrobić? Wypiąć się? Nie, nie zostawiam ludzi ani spraw samym sobie. Nie odpuszczam! I to jest może przyczyna mojego wypalenia? Nadmierna aktywność? Poświęcenie? Może nieładnie to brzmi, ale ja jestem taki filantrop... dla całego otoczenia, w tym dla moich dzieci, a z nimi tez jest różnie... I co? Olać dzieci? Przykłady- chcę sprzedac mieszkanie- nie udaje się, mimo, że niczego nie zaniedbałam, chcę zrobić badania okresowe lekarskie- nie udaje się, akurat wtedy lekarz łamie nogę, ląduje sam w szpitalu, idę do innego, też nie, bo ten ma dziś biegunkę, jadę 200 km i okazuje się, że też nie, bo właśnie wczoraj zmienili zasady funkcjonowania i nikt mi krwi nie pobierze... Idę na pocztę- przerwa. Chcę odkurzać, prąd wyłączają, sąsiadkę zostawia mąż, siedzę, słucham, łzy jej wycieram, szukam z nią rozwiązań, przemawiam do rozsądku, a kiedy mnie coś podobnego spotyka sąsiadka nie ma czasu i ma katar, więc źle się czuje, nikt ze mną nie porozmawia... I tak w koło... Całe zycie chyba... Znajomi już jakis czas temu doszli do wniosku, że w moim przypadku nic nie może byc normalnie, tak po prostu, zawsze bieg z przeszkodami, zawsze pod górę.

Jak mam to rozumieć? Niestety, widze moje życie jako jeden, niekończący sie trudny okres, który w dodatku jest wynikiem miliona czynników, w których ja uczestniczę w jakis sposób wmanewrowana. Wcale nie dlatego, że zakładam rece pod tyłek i czekam na gwiazdke z nieba, wręcz przeciwnie.

Ach! I jeszcze jedno- mimo wszystko, nie jestem załamana, zachowałam czasem az za duże poczucie humoru i nadal mam chęć działania. Ogólnie byłoby ok, w kazdym razie ze mną, ale... Takie życie jednak dokucza. Każda cegła, która spada trafia zawsze we mnie, choćbym stała metr dalej...

Edited by Queen
Link to comment
Share on other sites

Queen> to mi wygląda na pasmo pechów. Trudny okres w życiu -w moim odczuciu-to raczej bardziej traumatyczne wydarzenia. Na myśl mi przeszło, że może po prostu za bardzo sie starasz, za bardzo chcesz zakonczyć cos, pomóc komuś? Moja koleżanka tak ma, opisywałas podobne zdarzenia do jej wydarzeń. Moze po prostu trzeba wyluzować? Trochę się uspokoić, zaufać losowi a nie na siłę próbowac czegoś dokonać. Mam wrazenie, ze moja znajoma czym bardziej sie stara tym bardziej jej się chrzani. To moje odczucia -jako postronnej osoby.

Jeśli jesteś zainteresowana zaklęciami na przywracanie dobra a odegnanie pecha i innych takich, to mogę pogadać z toba na pw.

Edited by gloria
dopisek
Link to comment
Share on other sites

Gwoli wyjaśnienia- nie cierpie mimo wszystko na depresję, nie, w zadnym razie, mam mase energii, jestem w stanie ciągłego działania, ruchu, kreacji, tworzenia. Mam swoje zatrzymania, jakies wstecze, mam doły, róznie, jak każdy. Potem to przepracowuję i ruszam znów jak burza do przodu. Nie pozostaję w toksycznym związku- dawno temu go zakończyłam. Nie jestem uwikłana w żaden sposób w problemy alkoholowe, nie pochodzę z rodziny, gdzie był taki problem- jestem od tego wolna całkowicie, sama też nie pije, no chyba, że przy stole w gronie bawiących sie osób drinka lub dwa. Nie w tym więc rzecz. Zupełnie nie! Mnie sie za to wali na łeb wszystko inne- wciąż mam pracę, dobrą, dobrze płatną, od zawsze, nigdy nie byłam ani dnia bezrobotna, a jednak finansowo kuleję z różnych, najczęściej niezależnych ode mnie powodów. Cała moja aktywność, całe zaangażowanie doprowadziło mnie do fizycznego krachu, mocno nadwyrężyło moje zdrowie. No, ale jak ma być inaczej? Nie wiem, jak to wychodzi, ale zawsze na moje barki spadają problemy połowy świata... I co mam z tym zrobić? Wypiąć się? Nie, nie zostawiam ludzi ani spraw samym sobie. Nie odpuszczam! I to jest może przyczyna mojego wypalenia? Nadmierna aktywność? Poświęcenie? Może nieładnie to brzmi, ale ja jestem taki filantrop... dla całego otoczenia, w tym dla moich dzieci, a z nimi tez jest różnie... I co? Olać dzieci? Przykłady- chcę sprzedac mieszkanie- nie udaje się, mimo, że niczego nie zaniedbałam, chcę zrobić badania okresowe lekarskie- nie udaje się, akurat wtedy lekarz łamie nogę, ląduje sam w szpitalu, idę do innego, też nie, bo ten ma dziś biegunkę, jadę 200 km i okazuje się, że też nie, bo właśnie wczoraj zmienili zasady funkcjonowania i nikt mi krwi nie pobierze... Idę na pocztę- przerwa. Chcę odkurzać, prąd wyłączają, sąsiadkę zostawia mąż, siedzę, słucham, łzy jej wycieram, szukam z nią rozwiązań, przemawiam do rozsądku, a kiedy mnie coś podobnego spotyka sąsiadka nie ma czasu i ma katar, więc źle się czuje, nikt ze mną nie porozmawia... I tak w koło... Całe zycie chyba... Znajomi już jakis czas temu doszli do wniosku, że w moim przypadku nic nie może byc normalnie, tak po prostu, zawsze bieg z przeszkodami, zawsze pod górę.

Jak mam to rozumieć? Niestety, widze moje życie jako jeden, niekończący sie trudny okres, który w dodatku jest wynikiem miliona czynników, w których ja uczestniczę w jakis sposób wmanewrowana. Wcale nie dlatego, że zakładam rece pod tyłek i czekam na gwiazdke z nieba, wręcz przeciwnie.

Ach! I jeszcze jedno- mimo wszystko, nie jestem załamana, zachowałam czasem az za duże poczucie humoru i nadal mam chęć działania. Ogólnie byłoby ok, w kazdym razie ze mną, ale... Takie życie jednak dokucza. Każda cegła, która spada trafia zawsze we mnie, choćbym stała metr dalej...

 

Queen chciałam Ci bardzo podzękowac za ten post. Jest to kwintesencja tego co ja kiedys probowałam nieudolnie ubrac w słowa. Mam podobnie jak Ty, z tym wyjątkiem ja określiłam się mianem pierdoły zyciowej, jakoże nie potrafię znaleźć sposobu rozwiązania moich problemów. Milosc. W tej kwesti to akurat jestem bezradna. Niby wiem co powinnam zrobic, ale ogrom uczucia i serce większe od mózgu nie pozwalaja podjać właściwych decyzji. Nie mam do nikogo pretensji, moge miec jedynie pretensje do losu, ze ja, wcale niekochiwa, ulokowałam uczucia zupełnie bez sensu. Praca. Z problemami finasowymi borykam się juz od kiedy tylko pamietam. Niby pracuję, jednak jakims dziwnym trafem mam raczej szczęście do utraty pieniędzy niz zarobienia. Niedawno zmienilam pracę, niby miala byc bardziej prestizowa. Firma, niby z wyrobiona marka, pogrążona jest w chaosie, nie ma zadnych procedur, rządzi ten kto wcześniej wstanie, pensja na poziomie głodowym (system prowizyjny). A gdybym zatrudnila się tutaj jeszcze rok temu, byla znacznie większa mozliwosc zarobienia znacznie wiekszych pieniędzy. Kilkalat temu pracowalm w jednostce administracji publicznej w moim rodzinnym miescie. Razem ze mna przyjeto kilka innych osob. Trafilam do dzialu, gdzie po kilku miesiącach okazalo się, ze nie ma juz dla mnie miejsca i zaproponowano pracę w oddziale oddalonym o 40 km. Kilkuminutowa drogę piechota zamienialam na ponad godzinna wyprawę pociągiem w jedna stronę. Akurat padlo na mnie, na moj dzial. W ubieglym roku otworzylam firmę i zaraz stal się kryzys, wszyscy zaciagnęli pasa, firma jest uśpiona. Nie mam pomyslu na to jak poprawic swoja sytuację. nie siedzę z załozonymi rekami. WYsylam CV, prubuje cos osobiscie, na wlasny rachynek stworzyc, ale srednio to wychodzi. Podobnie jak u Ciebie, tez wszystkie cegly spadaja na mnie. Badzo staram sie nie nastawiac negatywnie i to forum jest jednym z niewielu sposobow mojego biadolenia.

Link to comment
Share on other sites

jest was więcej..takich ala "pechowiczów"?? tak się zastanawiam, gdybym zadała wam parę pytań, odpisalibyście na nie..? ja bym je przejrzała, wysnuła wnioski i dała opinię( a umysł mam analityczny i to zagadnienie mnie interesuje) a w miarę możliwości znaleźlibyśmy rozwiązanie..na pewno jest coś co Was wszystkich łączy tylko nie jesteście tego świadomi..Byliby jacyś chętni?? Buziaki:**

Link to comment
Share on other sites

Nie wiem czy sie do typowych pechowców zaliczam bo ja miewam raczej złe okresy zyciowe a po pewnym czasie sie sytuacja odwraca. Obecnie od 9 m-cy mam gorszy czas i też zwalają mi się na głowę co chwilę inne niespodzianki (niemiłe-oczywiscie). Wierzę, ze kiedyś dobry okres powróci bo tak jest zawsze...ale kiedy? Ile jeszcze będę musiała walczyć z przeciwnosciami losu? Mogę się zgłosić jako pierwsza chetna?

Link to comment
Share on other sites

Nie umiem wysłać prywatnej wiadomości....

- Od jakiego momentu w zyciu zaczęlas zastanawiac sie nad swoim pechem?

- jak okreslisz swoje dziecinstwo, nalezalo do beztroskich czy nalozono na ciebie obowiazki "doroslego"?

- Wyobraz sobie zaczynasz szukac nowej pracy albo mieszkania do wynajecia. jakie mysli towarzyszą ci juz na poczatku podejmowanych dzialan?

- W zyciu zwracasz wieksza uwagę na wlasne czy na potrzeby innych? Ktorer w pierwszej kolejnosci starasz sie rozwiazac? Jakbys okreslila stopien swojej empatii w skali od 1 do 10?

-Jak sadzisz w zyciu jestes dawca czy biorca? Potrafisz przyjac pomoc od innych czy wolisz swoje cele osiagac sama?

-Potrafisz wymienic przynajmnije 3 sukcesy z zycia, ktore osiagnelas latwo, bez zadnych przeszkod??

-Czy po ciezkim dotarciu do celu wyciagasz jakies lekcje albo wnioski? A moze zastanawiasz sie nad bledami jakie popelnilas, zeby ich uniknac w przyszlosci..??

 

Narazie takie pytania. Odpowiedzi slijcie na forum, chyba ze wolicie pozostac anonimowi to ewentualnie na maila, albo priv jak sie da..

Z góry dziękuję:D

Link to comment
Share on other sites

Ja też nie mogę wysłać pw, co jest dziwne bo do mnie pisza i dochodzi wiadomosć. Coś musimy robić źle...hmmm.

 

Odpowiadam wiec na forum. Tylko czy odpowiedzi nie będą sygestywne dla innych? Mam nadzieję, ze kazdy będzie odpowiadał za siebie ;).

 

- od czasu gdy przykre zdarzenia zaczęły przychodzić jedno po drugim, jakby seryjnie

- zdecydowanie obowiazki dorosłego, nie miałam dzieciństwa

- (to zależy od okresu) najczęściej mam mieszane uczucia, przeplatają się obawy z nadziejami. Akurat w tych kwestiach bywam dosyć zdecydowana i nie szukam długo.

- chyba określam je na równi lub prawie na równi..powiedzmy 40% dla mnie a 60% dla bliskich (sąsiedzi, znajomi, rodzina mniej bliska w skali odwrotnej). W pierwszej kolejnosci rozwiazuję bliskich a następnie swoje.

- jestem dawcą w wiekszym stopniu, czasem próbuje sie nawet narzucać z pomoca ale jak wyczuwam opór to się wycofuję. Potrafie przyjać pomoc, sama czasem o nią proszę ale jeśli nie muszę staram sie sama wszystko osiągać.

- łatwo i bez przeszkód nie osiagnęłam żadnych sukcesów. O wszystko muszę walczyć, prosić, wykształcić sobie i wypracować.

- wyciągam wnioski na przyszłosć np. wiem co robic by do danej sytuacji wiecej nie dopuscić i staram sie nie powtarzać popełnionych błędów. Staję sie o jedno doswiadczenie bogatsza i o pewne cechy silniejsza... .

Edited by gloria
Link to comment
Share on other sites

o no popatrz zadatki na pechowca masz..JOKE:P pewnie ja mam cos pozaznaczane zle w ustawioeniach, wcale bym sie nie zdziwila..czasem krzywe szczescie mam.Dziekuje za odpowiedzi:D Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Ha! Pelargia, Bingo!

Miałam napisać na Pw, ale dobra, piszę tu, tak jak Gloria, ku powszechnej nauce. Niech się dzieje, zgodnie z moim credo- skoro może to komuś pomóc...

Pytanie:

1) od zawsze...? A już na pewno jakieś 15 lat. To trudno okreslić jednoznacznie, ale skłaniam się ku odpowiedzi - zawsze.

2) w dzieciństwie musiałam bardzo szybko dojrzeć, miałam na barkach ogromna odpowiedzialność i wieczne poczucie winy. Nigdy nie byłam tak doskonała, jak tego ode mnie oczekiwano.

3) jak to zorganizować, żeby niczego nie zaniedbać? Nie mogę odpuścić niczego, wszystko muszę przemyśleć, dopilnować. Tym razem musi się udać! (ale jest jak zawsze- nic tak "po prostu", tradycyjna walka... owszem, udaje się, ale jakim kosztem?!)

4) To jest skomplikowane... Mechanizm jest taki: najpierw podporządkowanie innym (ich potrzebom), a potem moje poczucie krzywdy, niesprawiedliwości (bo ja dla nich "tak", a oni dla mnie "nie") i niezadowolenie, złość,ale nie wolno mi jawnie tego okazywać, bo znów "oni"... bo zranię, bo.... więc nastepuje kumulacja frustracji, aż wreszcie emocje znajdują gdzieś "wentyl" i jest nieprzyjemnie bo jednak się zbuntowała... a taka była oddana i pokorna... Głupie to. Błędne koło... Kłopoty w komunikacji, zaburzenie równowagi, jakieś żale... Moje, czyjeś... Ot, chore! Owszem, bywam asertywna. Powiedziałabym nawet, że to umiem, tylko czemu nie stawiam sprawy konkretnie od początku? No... czasem tak robię. Czemu jednak częściej najpierw się zapędzam, a dopiero potem dojrzewam i uświadamiam sobie, że jednak mnie coś uwiera? I bardziej okazuję niezadowolenie w sposób pośredni niż bezpośredni. Izoluję się, odzywam sie grzecznie, ale czuć w tym moją frustrację, staję sie milcząca, odcięta... No wciąż nikomu nie chcę sprawić, broń Boże, przykrości. Sporadycznie wybucham. Empatia na poziomie statystycznym (są, oczywiście różnice) 7 w skali 1-10. No i to moje poczucie odpowiedzialności... Za siebie, za innych, za gradobicie w Bangladeszu...

5) jestem zdecydowanie "dawcą", z braniem mam ogromne trudności, nie opanowałam tego wciąż, chociaż... uczę się, teraz jest i tak już łatwiej niż kiedyś.

6) pierwszy egzamin, drugi egzamin, trzeci egzamin... dziesiąty egzamin. Tylko to przychodzi mi bez trudu i absolutnie nic innego. Powinnam zawodowo zdawać wszelkie egzaminy i nie robić niczego innego, bo nic innego nie przychodzi mi łatwo.

7) Hmmm... Najtrudniejsze pytanie. Chyba uznaję, że wszystko w normie i najwazniejsze, ze ten cel udało osiągnąć. A że jak zwykle z mozołem nieludzkim? No cóż, tak musiało być, taka moja karma... Jest cool, bo się w końcu jednak znów udało, teraz złapie krótki oddech i następny problem, proszę!

Dodam punkt 8 od siebie. Jestem baaardzooo wrazliwa na nastroje innych, wychwytuję wszystko, jak antena ze wzmacniaczem, każde niezadowolenie... Ale nie tylko, czytam w ludzkich emocjach, jak w ksiązce... To taka moja przypadłość osobnicza. Coś zbliżonego do telepatii, albo nawet właśnie telepatia. Też zycia nie ułatwia. Jestem w stanie ciągłej presji.

Ot, tak to wygląda.

Chyba wiem, do czego zmierzasz i chyba dobrze myślisz, tez już w tym kierunku kombinuję... tylko, że... To sa moje stereotypy, moje zakorzenione wzorce, moje "JA'. Chciałabym umiec sobie z tym poradzić, jednak tak na prawdę, nie wiem do końca, gdzie jest błąd, w jakiej skali, gdzie jest punkt równowagi, etc... Ale, powiem Ci, Pelargia, że taki osąd obiektywny z zewnątrz, takie wnioski chłodne osoby spoza mojego "zaklętego kręgu" mogą mi bardzo pomóc. Dlatego będę Ci wdzięczna za zaangażowanie i bardzo proszę, przyjrzyj się temu i podpowiedz.

Jednak myslę, że nawet, kiedy skupimy sie na stereotypach, czy wewnetrznym atodestruktażu, cokolwiek miałby on oznaczać, to i tak to nie wyjaśnia wszystkiego. Jest taka masa obiektywnych trudności, kompletnie niezawinionych w żaden sposób, nawet bez udziału osobistego... No, tego w ten sposób sie wyjasnić nie da. To, co ja sobie funduję, czy zostało mi zafundowane to jedno, a to, czym częstuje mnie świat zewnetrzny to drugie. ja nie zawsze staje własnie tak, żeby mnie trafiła spadająca cegła, czasem wręcz uciekam, a ona i tak na mojej głowie wyląduje! (nawet w drewnianym Kosciele:))

Edited by Queen
Link to comment
Share on other sites

1 Od jakichs 3 lat tak na powaznie, a tak wogole od jakichs 10...

2 Dziecinstwo , kompletna beztroska. Duzo bym dala , zeby znow wrocic do tego okresu..

3 Nadzieja, multum mysli , ...

4 Empatia , hmmm okolo 7?

5 I dawca i biorca

6 Zawsze byly jakies przeszkody

7 Ciagle mysle nad tym co robie zle, bez przerwy sie oceniam, jesli chodzi o zachowanie, wyglad, wszystko...

Link to comment
Share on other sites

- Od jakiego momentu w zyciu zaczęlas zastanawiac sie nad swoim pechem?

- jak okreslisz swoje dziecinstwo, nalezalo do beztroskich czy nalozono na ciebie obowiazki "doroslego"?

- Wyobraz sobie zaczynasz szukac nowej pracy albo mieszkania do wynajecia. jakie mysli towarzyszą ci juz na poczatku podejmowanych dzialan?

- W zyciu zwracasz wieksza uwagę na wlasne czy na potrzeby innych? Ktorer w pierwszej kolejnosci starasz sie rozwiazac? Jakbys okreslila stopien swojej empatii w skali od 1 do 10?

-Jak sadzisz w zyciu jestes dawca czy biorca? Potrafisz przyjac pomoc od innych czy wolisz swoje cele osiagac sama?

-Potrafisz wymienic przynajmnije 3 sukcesy z zycia, ktore osiagnelas latwo, bez zadnych przeszkod??

-Czy po ciezkim dotarciu do celu wyciagasz jakies lekcje albo wnioski? A moze zastanawiasz sie nad bledami jakie popelnilas, zeby ich uniknac w przyszlosci

 

- Nad pechem?

Nie zastanawiam się wcale, mam gorsze okresy i tyle, trzeba zrobić tak by zło obruciło się w dobro dla mnie :)

 

- dzieciństwo, jak na tamte czasy db, a nawet bdb. - kochający rodzice, świetni kompani zabaw, wiadomo obowiązki były jak u każdego: nauka, pożądek w pokoju i opieka nad młodszym bratem :)

 

- Mam znaleźć db. prace to znajde :)

 

- Zwracam bardziej uwagę na potrzeby innych, teraz zrozumiałam, że moje też są ważne, ale nie najważniejsze.

Empatka 100%

 

- dawco-biorca, potrafie przyjąć pomoc, ale taką o którą sama poprosze.

Wolę pomagać z prostej przyczyny - mam taki przymus. Pomagając innym pomagam sobie. :)

 

- Spoko 3 to mało:

urodziłam się

żyję

mam rodzinę.

 

- Każda porażka jest darem, bo nas uczy, daje więcej mądrości życiowej :)

Link to comment
Share on other sites

Zawsze jest cięzko w okresie, kiedy wszystko nagle się wali,nierzadko lawinowo.

 

Jak już jest bardzo źle... to doceniam każdy dobry dzień i wtedy mam taką siłę i energie, tak potężną, , ze nei potrafie poskromic emocji.

 

Nie bezpodstawnie po nocy przychodzi dzien po jasnosci ciemnosc.

 

Jak inaczej docenilibysmy to co dobre i piękne?

 

Czasami mama ochote sie poddać, ale jak więkoszość chyba. Jak ak patrze na swoje zycie to dochodze dow niosku, ze naprawde jestem cholrnie silna psychicznie i im wiecej znosze zla tym bardziej doceniam dobro, tymsilniejsza sie staje.

 

A tak w ogóle to słyszałam kiedyś taką myśl, na swój sppb dosc kontrowersyjna iw ielu sie z tym moze nei zgodzic, ja czasami tez, alemysle,ze cos w tym jest: " Pan Bóg każdemu daje taki krzyż, aby mógł On go udźwignąć".

Edited by sheina
Link to comment
Share on other sites

: " Pan Bóg każdemu daje taki krzyż, aby mógł On go udźwignąć".

Tak lya Stwórca daje nam taki ciężar, jaki będziemy w stanie udźwignąć, a ponieważ nas Kocha, nie da nigdy większego ciężaru niż możemy dźwignąć, On wie, kto jaki poniesie :):serduszka2:

Link to comment
Share on other sites

"Spotyka nas to. czego sie boimy i czego pragniemy uniknac, bo wtedy najbardziej koncentrujemy uwagę na niepożadanej sytuacji. W zyciu przydarza sie to czym sie zajmujemy i w co wkladamy najwiecej energii." A jak sie ustosunkujecie do tego stwierdzenia??

 

 

A co do sentencji z Bogiem...Musialabym sie czuc gorsza od nie jednej osoby, z bagazem doswiadczen, wielkich jak gory milowe, bo rownoznaczne jest to ze stwierdzeniem, ze pewnie musze byc slaba psychicznie, skoro niektore rzeczy przychodza latwiej niz u innych..

 

Czlowiek nie wiedząc jak sobie poradzić z jakims cierpieniem, uchyla głowę wobec wszelkich przeciwnosci uznając je za wole Bozą!! Tak to działa u Was w moim skromnym zdaniu..

"Bóg wybiera dla Ciebie najwyższe dobro, ale nade wszystko wybiera Twoją wolę"

Link to comment
Share on other sites

"Spotyka nas to. czego sie boimy i czego pragniemy uniknac, bo wtedy najbardziej koncentrujemy uwagę na niepożadanej sytuacji. W zyciu przydarza sie to czym sie zajmujemy i w co wkladamy najwiecej energii." A jak sie ustosunkujecie do tego stwierdzenia??

 

Stwierdzenia trafne. Po chwili zastanowienia... oceniając co mi sie ostatnio przytrafia....to może być prawdą.

Wniosek z tego taki, że nie możemy się bać, obawiać niczego, niczego nie unikać i nie koncentrować sie nad problemem. Znaczy trzeba mieć olewczy stosunek do życia. Tylko czy wtedy nas nie bedą olewać?

Link to comment
Share on other sites

Eeee, ja to jestem przypadek spoza literatury, wymykam sie wszelkim teoriom... W każdym razie, sama siebie zdefiniować i do czegos dopasować nie umiem. I niech juz tak zostanie, bedę dźwigac ten krzyż. O dziwo, mimo, że ciężki jak załadowany tankowiec, ja daje jakos radę.

Link to comment
Share on other sites

Queen troche refleksji w to włóż ha..żeś Ty przypadek wybiegający poza wszystkie granice normalnosci, przecietnosci to ja wiem..To chyba nawet Was wszystkich "innych" w osiaganiu celow, czyni wyjatkowymi, takimi poza ludzkim rozumieniem...Mialas sie tylko ustunkowac do tego co tam napisane..:P co sadzisz na ten temat, czy wydaje ci sie prawdziwy czy nie..??

Link to comment
Share on other sites

Stwierdzenia trafne. Po chwili zastanowienia... oceniając co mi sie ostatnio przytrafia....to może być prawdą.

Wniosek z tego taki, że nie możemy się bać, obawiać niczego, niczego nie unikać i nie koncentrować sie nad problemem. Znaczy trzeba mieć olewczy stosunek do życia. Tylko czy wtedy nas nie bedą olewać?

 

Nie do zycia a do problemów. Jesli nie potrafisz znalezc rozwiazania danego problemu, to po co sie nad nim zastanawiac.Tracisz niepotrzebnie energie na cos, na co i tak nie masz wplywu .Odpowiedzi/rozwiazania najczesciej przychodza do nas wtedy kiedy ich najmniej sie spodziewamy. Stosunek do zycia powinien byc jak najbradziej pozytywny..ale bez myslenia o nim jako o pasmie problemow, klopotow itp itd..

Link to comment
Share on other sites

I niech juz tak zostanie, bedę dźwigac ten krzyż. O dziwo, mimo, że ciężki jak załadowany tankowiec, ja daje jakos radę.

 

A mi sie ten tekst o krzyżu wcale nie podoba! To wymyślił jakiś męczennik. Życie to ma być piękne...no dobra...powiedzmy- umiarkowanie fajnie :_oczko: . A swierdzenie, ze każdy dostaje do dżwigania krzyż -już na wstępie nam wmawia, ze życie będzie udręką, męką i nic przyjemnego nas nie spotka. Po co sobie radzic jakoś, skoro mozna sobie dobrze radzić. Inna sprawa, która się raczej nie zgadza z teorią krzyza. Skoro każdy dostaje krzyz do dźwigania taki jaki daje radę udźwignąc, to co za krzyż dostali samobójcy? Oni dostali za cieżki czy co? Jakas pomyłka w obliczeniach nastąpiła? NIE NIE !!! Teoria krzyza odpada. Lepiej ją odrzucić a skupić sie nad innymi teoriami, które pomoga nam dotrzeć do swojej duszy, zrozumieć siebie i uporać sie z samym sobą. A krzyż i jego dźwiganie to zwyczajne poddanie sie męczenskiemu życiu.

Link to comment
Share on other sites

Mi tez sie to stwierdzenie o krzyzu nie podoba. Nie wydaje mi sie zebym ja jakis krzyz musiala niesc. Z niczym nie jest mi ciezko, jestem bardzo szczeliwa i zadowolona z mojego zycia. Moze jestem jeszcze za mloda? Ale czy kazdy ma w zyciu trudne okresy? Ja takich narazie nie mialam. Byly gorsze chwile, ale nie moge powiedziec ze mialam w zyciu pecha. Te ciezsze momenty nauczyly mnie cieszyc sie drobnostkami.

Tak lya Stwórca daje nam taki ciężar, jaki będziemy w stanie udźwignąć, a ponieważ nas Kocha, nie da nigdy większego ciężaru niż możemy dźwignąć, On wie, kto jaki poniesie :):serduszka2:

A moze Bog wie, ze ja zandego ciezaru nie jestem w stanie udzwignac?

 

Gdy czytalam odpowiedzi Aury to czulam jakbym czytala moje wlasne odpowiedzi. Mysle dokladnie tak samo.

Niczego mi nie brakuje ale niczego nie mam w nadmiarze. Mam dokladnie tyle ile potrzebuje, a jesli czegos brakuje, to znienacka samo sie pojawia. Ktos mi kiedys mowiedzial: "myslisz tak pozytywnie bo wszystko ci sie w zyciu udaje", ja bym bardziej powiedziala "wszystko mi sie w zyciu udaje bo mysle pozytywnie". Nie zawsze tak bylo, tego trzeba sie nauczyc. Przede wszystkim dostrzegac dobro i byc wdziecznym za to co sie ma, a wtedy szczescie samo przyjdzie.

Link to comment
Share on other sites

A mi sie ten tekst o krzyżu wcale nie podoba! To wymyślił jakiś męczennik. Życie to ma być piękne...no dobra...powiedzmy- umiarkowanie fajnie :_oczko: . A swierdzenie, ze każdy dostaje do dżwigania krzyż -już na wstępie nam wmawia, ze życie będzie udręką, męką i nic przyjemnego nas nie spotka. Po co sobie radzic jakoś, skoro mozna sobie dobrze radzić. Inna sprawa, która się raczej nie zgadza z teorią krzyza. Skoro każdy dostaje krzyz do dźwigania taki jaki daje radę udźwignąc, to co za krzyż dostali samobójcy? Oni dostali za cieżki czy co? Jakas pomyłka w obliczeniach nastąpiła? NIE NIE !!! Teoria krzyza odpada. Lepiej ją odrzucić a skupić sie nad innymi teoriami, które pomoga nam dotrzeć do swojej duszy, zrozumieć siebie i uporać sie z samym sobą. A krzyż i jego dźwiganie to zwyczajne poddanie sie męczenskiemu życiu.

 

Co do krzyża to napiszę jak ja to widzę- krzyż jako symbol człowieka rozdartego przeciwieństwami.

Belka pionowa symbolizuje człowieka wznoszącego się ku niebu, ale nie mogącego oderwać się od ziemi, a pozioma umiejscawia we wspólnocie ludzi. Belki te spotykają się w punkcie przecięcia, który symbolizuje centrum człowieka. Rozpięcie pomiędzy niebem a ziemią oraz pomiędzy ludźmi jedynie wtedy nie grozi człowiekowi rozdarciem, gdy ten centralny punkt stanie się dla niego oparciem.

Rola tego centrum polega na jednoczeniu przeciwieństw. Pełnię człowiek osiągnie wtedy, gdy połączy te przeciwieństwa i zdoła je unieść. Krzyż jako zbawienie oznacza, że akceptujemy nasze rozdarcie i w tym napięciu coraz bardziej otwieramy się na Boga.

Krzyż jest symbolem ofiary, rozumianej jako ustąpienie ego na rzecz jaźni i rezygnacja z popędów.

Celem tak rozumianej ofiary na krzyżu jest wprowadzenie człowieka na drogę duchowego rozwoju.

Jednak na tej drodze każdy krok musi być okupiony cierpieniem ,poprzez różnego rodzaju problemy życiowe i stąd krzyż jest również symbolem cierpienia.

Kto uda się w drogę ku całości i pełni (według psychologii głębi), ten doświadczy ścierania się w sobie wewnętrznych przeciwieństw.

Ponieważ człowiek jest rozdarty przez sprzeczności, sam dla siebie jest krzyżem (czyt. stanem umysłu), nie może uniknąć krzyża jako cierpienia.

Krzyż jest również przypomnieniem, że do człowieczeństwa dojrzeje się wówczas, gdy pojedna się tkwiące w sobie przeciwieństwa,oraz zaakceptuje wszelkiego rodzaju cierpienienia.

Link to comment
Share on other sites

A moze Bog wie, ze ja zandego ciezaru nie jestem w stanie udzwignac?

Ki - nie wiem i ty też nie wiesz, to tylko On wie, może (oby nie) to jeszcze nie twój czas?

Ja kiedyś też myślałam, że nie dała bym rady to, czy tamto.

I że napewno nic złego mnie nie spotka, tylko będę żyła długo i szczęśliwie :lol:

Aż przyszedł czas, że dostałam i wszystko się rozwaliło (każda ważna dziedzina życia).

To doświadczanie mnie trwało od 92 aż po kulminacje w 96r ., dopiero wtedy pomyślałam, że dam rade.

I dałam, z czego jestem naprawdę dumna.

Link to comment
Share on other sites

  • 5 weeks later...

ja też przeszedłem ciężki okres , gdy dostałem wylewu skazywano mnie na wózek, ale ja uwierzyłem że Bóg nie chce dla mnie złego że to że bęę sobie codziennie wmawiał że to wola boża to tylko wybieg ego i nic więcej , dzięki zrozumieniu że Bóg chce każdemu z nas dobrze wyzdrowiałem i skończył się kryzys, dziś biegam gram z synkiem w piłkę nożną i mogę robić co zechcę po prostu trzeba uwierzyć w siebie że możemy wszystko i nie jest to sprzeczne z wolą dobrego ojca i musi się udać

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
ja też przeszedłem ciężki okres , gdy dostałem wylewu skazywano mnie na wózek, ale ja uwierzyłem że Bóg nie chce dla mnie złego że to że bęę sobie codziennie wmawiał że to wola boża to tylko wybieg ego i nic więcej , dzięki zrozumieniu że Bóg chce każdemu z nas dobrze wyzdrowiałem i skończył się kryzys, dziś biegam gram z synkiem w piłkę nożną i mogę robić co zechcę po prostu trzeba uwierzyć w siebie że możemy wszystko i nie jest to sprzeczne z wolą dobrego ojca i musi się udać

Ale tutaj silne emocje i w sumie determinacja wspomogly Twoje przekonania dotyczace Boga i jego woli..Gratuluje oczywiscie, bo to duze osiagniecie. Ale czy teraz w zyciu, kiedy nic ci nie dolega, nadal potrafisz sobie wykreowac rzeczywistosc..??

Link to comment
Share on other sites

Jeśli o zły okres chodzi....to coś tak czuję, że własnie nadchodzi fala pogorszenia. Mąż szedł na pocztę odebrac list polecony a ja jestem jakas niespokojna ...jakby w tym liscie były złe wiadomości... .

Link to comment
Share on other sites

Tak to byłem dawny ja jak to pisałem ,teraz wiem że to znak że otrzyma lepszą pracę.

 

Na to liczę :) . I tak nie wróciłby do tamtej pracy. Jest po rocznej rehabilitacji i dano mu dyscyplinarkę niesprawiedliwie (nie będę opisywac bo to nic nie zmieni). Mieli go zwolnic z 53 art. KP, który mówi, że można pracownika zwolnić po długotrwałej chorobie. Wtedy przynajmniej dostałby zasiłek do czasu znalezienia lepszej pracy. A oszukali go i zwolnili z powodu porzucenia pracy. Jedyny minus tej sytuacji to fakt, że nie będzie zasiłku dla bezrobotnych i jesteśmy zmuszeni utrzymać sie tylko z mojej pensji...a moja pensja to jałmużna ;). Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Teraz ma większą mobilizację do znalezienia innej pracy. Już miał dwie oferty....tylko, ze na czarno :( .

Link to comment
Share on other sites

Wiesz co Queen,ja np. jak mam taki okres i juz nie wytrzymuje to mysle ze walsnie wtedy jestem w tym najgorszym dolku i juz gorzej byc nie moze, ze teraz juz sie nauczylam wielu rzeczy, wyciagnelm wnioski wiec bedzie teraz stopniowo coraz lepiej...wiadomo jak to w zyciu bywa, po to jest zlo, bysmy mogli odroznic je od dobra i rozpoznac dobro, gdy sie pojawia, doecnic je, szanowac i robic wszystko, by z nami zostalo:) Powodzenia zycze i pozdrawiam :)

Link to comment
Share on other sites

.... sąsiadkę zostawia mąż, siedzę, słucham, łzy jej wycieram, szukam z nią rozwiązań, przemawiam do rozsądku, a kiedy mnie coś podobnego spotyka sąsiadka nie ma czasu i ma katar, więc źle się czuje, nikt ze mną nie porozmawia... I tak w koło... Całe zycie chyba... Znajomi już jakis czas temu doszli do wniosku, że w moim przypadku nic nie może byc normalnie, tak po prostu, zawsze bieg z przeszkodami, zawsze pod górę...

 

Mogę chyba Ci coś podpowiedzieć - bo ze mną było też podobnie - dla innych wszystko - a jak ja potrzebowałam pomocy - to nie znajdował się nikt, albo odmawiał.

Tak nas nauczono, a my zgadzamy się z tym, że potrzeby innych są ważne, a nasze nie. Że nie mamy prawa do pomocy. Jest to oczywisty brak równowagi.

Gdy to zrozumiałam, a w tym czasie stosowałam afirmacje i słuchałam np. morning exercise - monroe, w głębokim relaksie przy tekście ... pomagam i służę dzisiaj innym .... dodawałam .... i proszę o służbę i pomoc dla mnie i moich bliskich ... Pamiętam, że zaczęły się wtedy dziać cuda :) zbiegi okoliczności itp. Doszło do tego, że czy chciałam tej pomocy czy nie, to ją dostawałam. Musiałam uzupełnić afirmację o ... jeśli i kiedy ta pomoc jest potrzebna i niezbędna ... bo stało się to dla mnie uciążliwe :)

 

Najważniejsze, że

- pozwoliłam sobie na otrzymywanie pomocy,

- uwierzyłam, że moje potrzeby są równie ważne jak innych,

- nie mam wyrzutów sumienia, że proszę kogoś o pomoc,

- nie czuję przymusu natychmiastowego rewanżu,

- nie muszę wszystkim "robić dobrze",

- czasami moje potrzeby są ważniejsze, nawet od potrzeb najbliższych

 

Być może to jest właśnie Twoja lekcja karmiczna: przemyśl, czy to nie twój nadmierny altruizm kosztem siebie nie powoduje takich efektów. Odrobina egoizmu też może być zdrowa. Nie ważne czy wahadło wychyliło się w prawo, czy w lewo i tak musi wrócić do punktu równowagi.

 

Pozdrawiam cieplutko.

Edited by amiwa
Link to comment
Share on other sites

Aniwa,a czy masz moze linka do nagrania lub pdf-a tych morning exercise? Bylabym wdzieczna,pozdrawiam:)

 

przyspieszony proces nauki-pakiet kierowniczy - andydep - Chomikuj.pl - po angielsku -

 

ale podejrzewam że możesz na chomiku znaleźć wiele afirmacji innych po polsku, i modyfikować je dla siebie :) - na moim chomiku też: http://chomikuj.pl/Chomik.aspx?id=Amiwa.

 

Ja czasami wykorzystuję realspeaker - który czyta różne teksty - do tworzenia afirmacji w mp3 - posiłkując się książkami Luise Hay lub Ewy Foley lub Josepha Murphy'ego.

 

Pozdrawiam.

Edited by amiwa
Link to comment
Share on other sites

Witajcie..

Od 2 lat czuje się jakby moje życie nie miało sensu..

Od 2 lat trwam przy kimś kto jest niezdecydowany w uczuciach i nie potrafię odejść, mimo że nic Nas nie łączy..

Od 2 lat ciągle poniżanie i łzy..

Najgorsze jest to, że nie potrafię odciąć się od tej sytuacji..

Dlaczego tak się dzieje, że jakaś siła wciąż mnie przy tym trzyma i daje jeszcze tyle "siły" aby znosić to wszystko..

 

Afirmacje..nie mam siły..

Podświadomość...staram się powtarzać że jestem i będę jeszcze szczęśliwa..

Życie..okazuje inaczej..

 

Pozdrawiam..

Link to comment
Share on other sites

Hmmm, pewnie za mało wiary w siebie lub/i niska samoocena jest głównym i podstawowym powodem. Moze należy nad tymi cechami popracować, umocnić sie w przekonaniu, że jesteś wartościowym człowiekiem? Jeśli poradniki nie będą skuteczne (wiem, ze samemu mozna mieć za mało motywacji) to dopuścić mozliwosc pracy z psychologiem/psychoterapeutą/psychoanalitykiem, w każdym razie specjalista?

Link to comment
Share on other sites

Asys, poszperaj na forum w różnych tematach, nie dadzą odpowiedzi co zrobić i jak zrobić, to wiesz tylko Ty. Znajdziesz rady, podpowiedzi, opinie w podobnych tematach życiowych zakrętów, możesz rówierz odszukać wskazówkę która da Tobie nadzieje która przerodzi sie w pasję i zrodzi chęć do realizowania własnych celów.

Wiem że można, sam znalazłem, wiem ze jeżeli będziesz chciała też znajdziesz.

 

Zdry

WL

Link to comment
Share on other sites

asys tkwisz w toksycznym związku, a ludzie tkwią w takich związkach, bo nie widzą innej opcji dla siebie, uważają, że ich partner jest najlepszym na jakiego ich stać. A wszystko przez nieskie poczucie wlasnej wartości. Nie wmawiaj sobie, że jesteś szczęśliwa skoro nie jesteś, nie oszukuj się, jesteś nieszczęśliwa, ale będziesz jeśli zerwiesz te toksyczne więzy. Zacznij pracę nad sobą z psychologiem, to naprawdę pomoże Ci. Mogę podać Ci adresy bezpłatnych psychologow, wszystko refunduje NFZ.

Będę trzymać za Ciebie kciuki.

Link to comment
Share on other sites

Tak naprawdę boję się samotności i tego że sobie nie poradzę bez tej Osoby, nigdy tak się nie zachowywałam, mimo że ta Osoba stwarza sytuacje raniące mnie doszczętnie ja nadal jestem..

Każdego dnia budze się z uczuciem pustki, osamotnienia i żalu..

Owszem zgadzam się z Wami że powinnam udać się do Psychologa, ale problem w tym, że boję się że te spotkania nic mi nie dadzą..

 

Shimmy bardzo prosiłabym o te namiary, nie ukrywam że nie stać mnie na prywatne wizyty.

 

Dziękuję i Wam Glorio i Wybrańcu Losu..

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Tak naprawdę boję się samotności i tego że sobie nie poradzę bez tej Osoby, nigdy tak się nie zachowywałam, mimo że ta Osoba stwarza sytuacje raniące mnie doszczętnie ja nadal jestem..

Każdego dnia budze się z uczuciem pustki, osamotnienia i żalu..

Pozdrawiam

 

Skoro wiesz co Tobie przeszkadza to........

Już mały kroczek do przodu, teraz kolejny :)

 

Zdry

Link to comment
Share on other sites

tak się tylko wydaję,że to maly kroczek, ale żeby go zrobić trzeba nakjpierw odbudować poczucie własnej wartości i podnieść samoocenę :) wtedy idzie juz wszystko z górki

Link to comment
Share on other sites

Owszem zgadzam się z Wami że powinnam udać się do Psychologa, ale problem w tym, że boję się że te spotkania nic mi nie dadzą..

 

Pozdrawiam

 

Dadzą, uwierz mi, ze dadzą więcej niż się spodziewasz!!! Nie oszukuj sama siebie wmawiając, ze te spotkania nic nie dadzą. Jak czegoś nie spróbujesz to się nie dowiesz. Wiedz jednak, ze 1-2 lub 3 spotkania nie wystarczą. Potrzebna ci długomiesieczna terapia. Ja po drugiej wizycie czułam, ze chcę chodzić nadal, ze to jednak coś da. Życzę ci tego samego. Potraktuj to jak leczenie nałogu. jedni są w sidłach nikotyny, inni alkoholu a ty ...człowieka. Jesteś uzalezniona od drugiej strony a każde uzależnienie da sie wyleczyć, jeśli sie naprawde chce. A ty chcesz- prawda?

Link to comment
Share on other sites

Naturalnie że tego chce, ja wiem że tego potrzebuje..

Co do poczucia własnej wartości..totalnie nie wiem co się stało..

Czuje się jakbym tkwiła w jakimś bagnie..i że nie mogę się z niego wydostać..

Nie sądziłam że tak się uzależnię..

Gloria..myslisz że mi się uda?

Już tyle razy próbowałam odejść od tej Osoby i zawsze kończyło się to na zamiarach..

Boje się tą Osobę też zostawić samą..

 

Co do kroczków..znalazłam świetną ofertę mieszkania..spokój, cisza, odpowiedni ustabilizowane życiowo Osoby, jednak boję się zostawić część życia w mieszkaniu gdzie mieszkam z tą Osobą..boję się że będę tego załować że się wyprowadziłam, bo będę sama..jak będę mieć kłopoty to nie będzie nikogo..mimo że wiem że mam tyle serdecznych znajomych..

 

Jestem z Poznania..

Link to comment
Share on other sites

Gloria..myslisz że mi się uda?

..

Jestem tego pewna! Nie z takich opresji człoweik wychodził. Wszystkiego sie boisz.... strach trzyma cie za nogi. To nie znaczy jednak żeby mu się dać. Kto rządzi twoim życiem, strach czy ty sama? Przecież TY !!! Tak więc zaraz gdy otrzymasz namiary na lekarza, dzwonisz, umawiasz się, idziesz ...i jesteś z siebie dumna!!! Możesz nam zdawać relacje, mozesz dzielić sie spostrzeżeniami. Wierzę w ciebie!

Link to comment
Share on other sites

Kochana ja też tak miałam. I jedynym lekarstwem wiesz co byłol....przeskoczenie z kwiatka na kwiatek. Też tkwie w takich zwiazkach w których nie czułam sie dobrze, ktore w pewien sposob byly toksyczne, nie raz probowalam je zerwac ale zawsze sobie myslalam, ze moze zle robie i ze jak sobie dam rade, i znowu byly powroty. Dopoki nie znalazlam kogos lepszego, nie odwazylam sie na odejscie to prawdziwe, bojac sie ze zostane sama. ALe twierdze ze kazdego kolejnego sama sobie przyciagalam, i ze kazdy nastepny byl lepszy od poprzedniego. I tobie tego zycze bo cie rozumiem:P Wytrwaj ale w cichosci zycz sobie innego faceta.Buziaki:**

Link to comment
Share on other sites

Na dzień dzisiejszy jestem wypompowana z jakichkolwiek uczuć..

Nie wiem czy będę potrafiła odejść od tej Osoby, gdy pojawi się Ktoś..

Miałam tak rok temu..poznałam innego..ale niestety skończyło się to na tym, że dałam mu nadzieje, a jak dowiedział się o tym Ten w którym jestem nadal, to się przebudził i się starał, więc odzyskałam nadzieje, że się wszytsko ułoży..jednak ten dobry czas trwał tydzień..potem znów gorzej..

 

Potrzebuje Anioła która poda mi rękę i wyciągnie z tego dołka..

Potrzebuje też porady Psychologa, bo tak ciężko cokolwiek mi zrobić..

Link to comment
Share on other sites

Tak naprawdę boję się samotności i tego że sobie nie poradzę bez tej Osoby, nigdy tak się nie zachowywałam, mimo że ta Osoba stwarza sytuacje raniące mnie doszczętnie ja nadal jestem..

Każdego dnia budze się z uczuciem pustki, osamotnienia i żalu..

 

Kiedyś bliska mi osoba powiedziała jak zdecydowała się na rozwiązanie swojego związku: "Jeśli w związku ma mi być gorzej niż gdybym była samotna - to wolę odejść". Poruszyła mnie mądrość tego stwierdzenia - ale do tego stwierdzenia też trzeba "dojrzeć" - może jeszcze nie dojrzałaś do tej decyzji.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
Na dzień dzisiejszy jestem wypompowana z jakichkolwiek uczuć..

Nie wiem czy będę potrafiła odejść od tej Osoby, gdy pojawi się Ktoś..

Miałam tak rok temu..poznałam innego..ale niestety skończyło się to na tym, że dałam mu nadzieje, a jak dowiedział się o tym Ten w którym jestem nadal, to się przebudził i się starał, więc odzyskałam nadzieje, że się wszytsko ułoży..jednak ten dobry czas trwał tydzień..potem znów gorzej..

 

Potrzebuje Anioła która poda mi rękę i wyciągnie z tego dołka..

Potrzebuje też porady Psychologa, bo tak ciężko cokolwiek mi zrobić..

 

Ja znowuz jestem oszukiwana i chyba brak mi pewnosci siebie zeby tym *ebnąć...Ale wiem ze troche cierpliwosci. male zamowienie w postaci mezczyzny i sam sie ktos napatoczy i mnie z trych wiezow wyrwie.Asys nie jestes sama, glowa do gory:P

Link to comment
Share on other sites

Czasem się zastanawiam dlaczego trafiamy na takie związki? Coś z nami nie tak?

Może płace za swoje winy, mimo że zawsze najważniejsze jest dla mnie szczęście innych.

 

Pelargia to ja trzymam kciuki za to by móc to wszystko jebną...:)

Link to comment
Share on other sites

Pomozcie!!!!Mam dosc zycia,wszyscy mnie oszukuja a ja jestem taka naiwna i we wszystko wierze,nawet on ktorego tak pokochalam odrocil sie odemnie,czy ze mna jest cos nie tak?

Link to comment
Share on other sites

Powodów do życia jest wiele, tylko trzeba je dostrzec.

Piszesz, ze wszyscy cię oszukują....ja nie oszukuję i założę sie, ze jest w twoim otoczeniu kilka osób, które cię nie oszukują. Piszac -wszyscy- masz z pewnością na mysli bliskie ci osoby a bliskie osoby to nie wszyscy!!!

CZy z toba jest coś nie tak? Hmmm...nie wiem bo cie nie znam a nic o sobie nie napisałaś. Mogę się jedynie domyślać, ze pewnie masz niskie poczucie wartosci i ponad wszystko pragniesz dogodzić innym lub też szukasz/domagasz się szczęścia na siłę. Moze jesteś DDA (dorosłe dziecko alkoholika)? A jaki masz znak zodiaku?

Link to comment
Share on other sites

Powodów do życia jest wiele, tylko trzeba je dostrzec.

Piszesz, ze wszyscy cię oszukują....ja nie oszukuję i założę sie, ze jest w twoim otoczeniu kilka osób, które cię nie oszukują. Piszac -wszyscy- masz z pewnością na mysli bliskie ci osoby a bliskie osoby to nie wszyscy!!!

CZy z toba jest coś nie tak? Hmmm...nie wiem bo cie nie znam a nic o sobie nie napisałaś. Mogę się jedynie domyślać, ze pewnie masz niskie poczucie wartosci i ponad wszystko pragniesz dogodzić innym lub też szukasz/domagasz się szczęścia na siłę. Moze jesteś DDA (dorosłe dziecko alkoholika)? A jaki masz znak zodiaku?[ Chyba jestem DDA a moj znak to ryby

Link to comment
Share on other sites

Napisałaś: " ja jestem taka naiwna i we wszystko wierze,nawet on ktorego tak pokochalam odrocil sie odemnie," . Mozesz coś wiecej napisać?

Kiedy wychodziłaś za mąż byłaś mocno zakochana, a swego partnera nadmiernie idealizujesz do tej pory. Byc może wcześnie założyłaś rodzinę i poświęcałaś jej całą energię życiową.

Być może mąż i dzieci stały się dla ciebie całym światem. Zerwałaś młodzieńcze przyjaźnie, ograniczając kontakty towarzyskie do najbliższych krewnych, może zrezygnowałaś z pracy zawodowej.

Czasami zbyt wiele bierzesz na swoje barki, bo uważasz, że nikt z domowników nie dorównuje ci w realizacji codziennych obowiązków. Nie lubisz awantur czy scen małżeńskich i nie uznajesz rozwodów-prawda?

Myslę, ze twój partner rozpuszczony został przez twoją uczynność i pracowitość, przez co staje się coraz bardziej egoistyczny w postępowaniu, a ciebie traktuje jak bezpłatną służbę domową. Zgadza się? Myslę, ze

szczególnie źle znosisz krytykę swojej osoby i nawet dość niewinna uwaga w twoich oczach może uchodzić za bolesną zniewagę.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Ja każdy gorszy okres w moim życiu tratuję jak coś, co przybliża mnie do czegoś lepszego. Może to brzmi dziwnie, ale gorszy okres pozwala mi uświadoić moje słabostki, dzięki niemu zaczynam działać i naprawiać coś, co szwankuje, pozwala uczyć sie na błędach itp. Jeśli np. zachoruję, to wiem, że organizm zwraca mi na coś uwagę - krzyczy "stop. zwolnij. zastanów się".

Jestem przekonana, że nic nie dzieje sie bez przyczyny, a wszystko dzieje sie po coś.

Tak więc, postarajcie się nie dołować, bo po burzy zawsze przychodzi słońce :-)

pozdrawiam

Ania

Link to comment
Share on other sites

Ja zauwazyłam, że jeśłi nam coś nie jest pisane to wtedy wszystko obraca się przeciw nam. A jeśli na chama będziemy dążyć albo trzymać sie danej rzeczy kurczowo to wtedy mozno się rozczarujemy osiagąjąc nasz zamierzony cel, albo upragnioną rzecz albo choćby miłość.

Link to comment
Share on other sites

Pomozcie!!!!Mam dosc zycia,wszyscy mnie oszukuja a ja jestem taka naiwna i we wszystko wierze,nawet on ktorego tak pokochalam odrocil sie odemnie,czy ze mna jest cos nie tak?

 

 

Bo chcesz być naiwna i głupia, i masz syndrom jak mniemam OFIARY. Tzn. że chcesz żeby wszyscy ci współczuli, żałowali Cię bo jesteś taka nieszczęśliwa..i taka samotna..Nie urażając nikogo tak to widzę.

Link to comment
Share on other sites

  • 11 months later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...