Skocz do zawartości

Blogi

 

Runy i my

Mnie runy zafascynowały "dawno temu". Ale nie wiem sam dlaczego. Po prostu lubiłem te "znaczki", czułem coś pozytywnego, fajnego, dobrego, coś mnie wabiło, coś mnie uwodziło Aż wreszcie postanowiłem je poznać. Na blogu już mówiłem od czego zacząłem... wstyd jak beret. Nawróciłem się jednak i był to krok w dobrym kierunku. Moja "praca" z runami nie jest czymś szczególnie rozbudowanym. Na razie rozmawiam z nimi wtedy, kiedy potrzebuję zasięgnąć ich rady, typu jak postąpić, jaką drogę postępowania obrać. No i układy "wglądowe" zwane rozwojowymi, radzę się na bieżąco, ale nie za często, bo to jest praca ze sobą a to zawsze wymaga czasu. Jak się wyczerpie to dopiero wtedy kładę następne Światy.  Efekty? jak ogarniam całokształt to z runami najlepiej się dogaduję. Tyle, że dla siebie i bliskich mi się sprawdza, bo poza najbliższym otoczeniem to właściwie run nie wykładam. Czasami używam kart - ale to już we wróżeniu, takim bardziej zbliżonym do karcianego i w tym wypadku jestem bardziej liberalny w interprecie, bo co tu dużo gadać - wybór znaczenia konkretnej runy zależy od zadanego pytania i od run towarzyszących. A znaczenia muszą być rozszerzane, bo inaczej świat wyglądał w średniowieczu i inne były priorytety niż dziś.  Dlatego ja nie zwalczam "ezorunistów" - ale i nie godzę się na przypisywanie runom funkcji niezgodnych z praźródłem. Bo takie jest moje doświadczenie, że najlepiej wychodzi kojarzenie ich znaczeń w łączności z nim a nie w oddzieleniu od niego. A już na pewno nie w magii runicznej, do której należą również tak popularne "skrypty", które są niczym innym jak runicznymi zaklęciami. A jak się nie wie co się naprawdę porusza i kogo o pomoc prosi, no to w końcowym efekcie można się mocno zdziwić jak też można zapłacić za to więcej, niż się uzyskało. Dlatego ja magii, nawet w postaci skryptów, nie używam prawie wcale, a jeśli już to ostrożnie i obserwuję efekty. Wolę na mniejszym się obić niż na dużym złamać nogę Ale o magii i zapłacie za "pomoc run" będzie osobny temat. Tu się kłaniam w stronę Ismer  

Ejbert

Ejbert

 

Grzechy Allegro

Dziś będzie o tym jak myślenie boli u decydentów Allegro.
Możecie spytać, co to ma wspólnego z bercikowymi przygodami z ezoteryką i w ogóle z samą ezoteryką - ano ma. To, że myślenie sprawia trudność - nie tylko ichnim decydentom - to jest jedna strona medalu, ale to, że ta chora polityka utrudnia ezofanom dostęp do lektur i akcesoriów to druga. I o tym właśnie chcę napisać. A właściwie nie ja, tylko Makrela, której wpis z dawnego bloga pozwoliłem sobie zamieścić, a której zdanie w pełni podzielam. I nie tylko ja - jest nas wielu. 
I niniejszym zawiadamiam alledzbany, że ezoteryka JEST KATEGORIĄ, którą ludziska wrzucają w wyszukiwarki. Takie czasy nastały i wypada się z tym pogodzić, a nie tkwić, jako te muły, w starych, zdezaktualizowanych schematach.
Że ułatwienie dostępu do książek nas interesujących powinno leżeć w interesie każdego dobrego kupca.
Że lektury ezoteryczne są istotną częścią rynku księgarskiego i wiele jest wydawnictw, które specjalizują się w tej tematyce, na czele z prężnie działającym Studiem Astropsychologii.
Że słowo "ezoteryka" jest hasłem wywoławczym dla takich dziedzin jak  parapsychologia, tarot, runy, wróżenie i wszelkie inne wyrocznie, astrologia, numerologia, uzdrawianie, bioterapia, radiestezja, medycyna niekonwencjonalna, UFO, magia, sny,  duchy, spirytyzm, NLP, szeroko pojęta tematyka dotycząca energetyki czy rozwoju duchowego. To wszystko upchnięto w jakiś ciemny kąt, jakąś czarną d...ziurę. Bo ezoteryka nie może być kategorią... nie może, mimo iż tak wiele książek ezoterycznych mamy na rynku. 
Ja nie wiem pod wpływem czego ktoś tak zdecydował i nie obchodzi mnie to. Ja wiem, że osobiste poglądy (na przykład religijne) lub nałogi (na przykład używki) nie powinny wpływać na to, by nas, ezoteryków tak dyskryminować. Bo uważam to za dyskryminację i nie ja jeden. Znam nasze środowisko i wiem, że wielu, oj wielu, ma takie zdanie jak ja. Ten kto szuka wierszy znajdzie je w kategorii " literatura piękna" - bardzo łatwo. Ten kto szuka podręczników szkolnych znajdzie je w kategorii "podręczniki do szkół" - bardzo łatwo. Ten kto szuka czasopism czy komiksów - także je łatwo znajdzie, gdyż i one mają swoją kategorie. Literatura naukowa - a jakże, jest, łatwo dostępna. Nawet mapy mają swoją kategorię. Tylko ezoteryka nie ma swojej kategorii.
Wszystkie te kategorie główne mają podopcje, tak żeby szybko i łatwo można było znaleźć to co kogo interesuje. Ezoteryka też je ma. Tylko że ezoteryki nie ma w kategoriach głównych. I o to właśnie chodzi, żeby przywrócić ją jako KATEGORIĘ. Tak, jak była przed "dobrą zmianą".   I co ważne: jestem także przeciw promowaniu nieuczciwości i nierzetelności dzięki "unowocześnionemu" systemowi komentarzy. Allegro odebrało ludziom prawo dostępu do informacji, rzetelnej informacji o sprzedających.  I myślę, że to balansuje na granicy z prawem a może jest i z nim niezgodne. Bo mamy prawo wiedzieć u kogo kupujemy, a inaczej jak przez komentarze nie da się w tej formie sprzedaży tego zrobić! A te komentarze się przed kupującymi ukrywa. 
Czyżby ubocznym zajęciem serwisu było zdejmowanie klątw lub wręcz oczyszczanie karmy, dzięki neutralizacji komentarzy starszych niż rok?  I tak sobie myślę, że jeśli ktoś w ten sposób "pracuje" to powinien czym prędzej zostać klientem urzędu pracy, bo nie nadaje się na swoje stanowisko. Howk!   A poniżej inspirujący mnie wpis z makrelowego bloga:
Allegro: Tylnym frontem do klienta - autor : Makrela - 2017-12-27 Nie lubię już Allegro od dawna, od chwili kiedy jakiś ciemniak wsadził kategorię książek "Ezoteryka", która była kategorią odrębną, do sekcji "Poradniki i albumy".
Oczywista, że z racji zainteresowań tematyką ezoteryczną kupuję tego typu książki i szlag mnie trafia, jeśli nie mogę szybko znaleźć tego czego szukam w kategorii do tej tematyki należącej. 
I tak się zastanawiam, kto podejmuje takie decyzje i na jakiej podstawie. W końcu taki duży serwis powinien zatrudniać ludzi obiektywnych i kompetentnych, zaznajomionych z tym co wykonują i o czym decydują a nie jakichś osobników rodem z ciemnogrodu, kierujących się wełnianym subiektywizmem. Bo "ezoteryka magia, UFO nie może być kategorią, gdyż nie ma takiej kategorii w literaturze ani w nauce, i niewielu ludzi wie, co to jest ezoteryka i trudno im znaleźć interesującą ich lekturę" sic! - taką odpowiedź otrzymałam na pytanie czemu zepchnięto książki o tematyce ezoterycznej w czeluście poradników. Przedtem jak się weszło w kategorię "Książki i komiksy" to rozwijało się menu, gdzie "Ezoteryka, magia, UFO" było kategorią z własnymi podkategoriami i nie trzeba było - tak jak teraz - głowić się, gdzie trzeba szukać książek ezoterycznych. Jasne, że kto wie, ten sobie znajdzie ale ten kto nie wie może zgłupieć. To jest cholernie zniechęcające i antyzakupowe.
Jest takie takie hasło: "frontem do klienta", ale w przypadku Allegro zastanawiam się, który to jest front, bo wygląda na to, że to od dupy strony... No a potem było już coraz gorzej, co i raz wprowadzano jakieś "ulepszenia" i jak już doszło do zaprzestania wysyłania subskrypcji na @ oraz promowania złodziei nowym systemem komentarzy to całkiem zrezygnowałam z kupowania tamże. Piszę o tym i u nas na forumowym blogu, żebyście uważali i nie dali się nabrać tak jak ja, bo teraz nawet nie da się sprawdzić komu można zaufać a kto jest nieuczciwy - komentarze ważne są tylko rok i potem zaczyna się znów z czystym kontem.
To taka "szansa" - miłosierdzie dla recydywistów, a niektórych i tak tolerują i promują, nawet z mnóstwem negatywów.  Najbardziej dałam się nabrać kupując książki ezo z konta tezeusz_pl vel mysza jakaś tam (ma tam dwa konta i do tego księgarnię stacjonarną w Warszawie) - 100 razy się zastanówcie zanim raz coś kupicie u tego cwaniaka i innych jemu podobnych. Sprawa oczywiście nie dotyczy tylko książek i akcesoriów ezoterycznych (a podobno i usługi ezoteryczne są na Allegro traktowane jak nieudane dziecko Baby Jagi), lecz wszystkich aukcji, gdzie nie można sprawdzić wiarygodności sprzedawców od początku ich działalności w tym serwisie. Zaiste, autor takich projektów powinien być nominowany do nagrody Ciemnej Pały, promującej głupotę i absurdalne pomysły. Pomijam już fakt, że komuś nie starczyło inwencji jaką ikonką oznaczyć komentarze neutralne - teraz mamy tylko tak lub nie i oczywiście łapki w górę lub w dół.
Chyba pokolenie gimbazjum rozpoczęło karierę zawodową...

Ejbert

Ejbert

 

Bloger Ejbert

Dali możliwość blogowania to skorzystałem   Postanowiłem się (wreszcie) rozdziewiczyć i to jest mój pierwszy raz. Nie wiem jeszcze co tu będę pisał, no bo nie mam doświadczenia. Ale nie byłbym sobą, gdybym chociaż nie spróbował. Na początek opowiem jak się tu znalazłem - a bardzo sobie to forum chwalę. Tak, wiedziałem że ono istnieje, ale jako że nie chciałem być widziany jako kumoter, to wybrałem inne, o podobnym profilu. Wytrzymałem tam - jak na mnie - dosyć długo. Ale przyszedł czas na rozwód, bo ciężkawa tam atmosfera panowała, obrazy majestatu, podejrzliwość, zarzucanie złej woli - no więc się wyniosłem. Jestem teraz tutaj i oddycham swobodnie, nawet jak dostaję zjechy od szanownej pani admin lub ukochanej mej połowicy, której moja tutaj działalność nie zawsze się podoba, a szczególnie wtedy, gdy staram się omijać wykonywanie nieciekawych czynności gospodarskich   A przecież to ona sama ze swoimi ezokoleżankami zainspirowała mnie w tym kierunku, więc nie rozumiem, czemu teraz się wiesza. No cóż, kobieta istotą zmienną jest i z tym należy się pogodzić. No więc o inspiracji już napisałem, wiecie czemu tu jestem a teraz powiem jeszcze o tym, co mnie teraz, na ten moment interesuje. Najbardziej runy i to im poświęcam większość uwagi. Astrologia i karty też, lecz teraz to drugi plan. Zresztą na astrologii nie znam się zbyt dobrze, za późno zacząłem tą przygodę i bardziej mi wychodzi obsmarowanie kogoś pod względem cech charakteru niż przewidywanie, za pomocą astrologii, co się zdarzy.  A że podobno jestem tetrykiem, to mi to dobrze wychodzi, to obsmarowanie, bo interpretacja to niekoniecznie. Tak mówią. No to niech se mówią.  Karty, wróżenie - cóż, do tego trzeba mieć dar. Karty może położyć każdy, ale nie każdy jest dobry w odczycie. Ja nie jestem i nie widzę siebie w tej roli, chociaż nie mogę powiedzieć, żebym był najgorszy w te klocuszki. Chyba gdzieś tak pośrodku siedzę. O - i kamienie lubię, zaraziły mnie swą pasją dwie zwariowane kobiety, ale nie będę mówił kto. Kamienie zawsze zresztą lubiłem, ale z wiedzą na ich temat zetknąłem się dużo później. To jest fascynujący świat i zaskakujący mocą oddziaływania. Poza tym formy i barwy jakie przybierają minerały są niesamowite. Ja je zbieram głównie po to, bym mógł na nie patrzeć, czyli jestem postrzegany jako kolekcjoner, chociaż nim nie jestem. Zbieram je, bo lubię na nie patrzeć a nie po to by je mieć dla samego mania, nie obchodzi mnie też ich wartość kolekcjonerska czy rzadkość występowania. Kupuję to co mi się podoba. Wracając do run - najpierw były wiadomości, które mnie zaciekawiły. Potem był własnoręcznie wykonany futhark. Potem zgłębianie lektur o charakterze ezoterycznym, a potem mnie szlag trafił na tą ezomezową sieczkę i postanowiłem wziąć się za kopanie źródeł historycznych. Podbuntowała mnie Ismer, która (chyba) z lekką odrazą obserwowała moje poczynania a i niepochlebnie o doborze lektur wyrażała się moja własna połowica. Ale ponieważ człowiek ma prawo wyboru (podobno) to nie ingerowały w moją wolną wolę, o ile uszczypliwe uwagi kierowane pod moim adresem można uznać za nieingerencję. I tak oto odkryłem świat run i nieodłącznie z nim związany świat wikingów, poznałem mentalność ludów Północy i dowiedziałem się mnóstwa ciekawych rzeczy, o których nie miałem pojęcia czytając ową ezo-runiczną słodką papkę.  Nosz kurde, chyba to będzie blog o runach    

Ejbert

Ejbert

 

Olejkowe BHP

BHP stosowania olejków eterycznych Olejki są silnymi, stężonymi preparatami i należy je stosować w zalecanych dawkach.
Przed rozpoczęciem kuracji OE wskazane jest zasięgnięcie porady fachowca, czy dany olejek nie wchodzi w reakcję z przyjmowanymi lekami (choćby z aspiryną) lub czy nie jest potencjalnym alergenem.
Takich informacji powinien udzielić aromaterapeuta, ale jak wiadomo tych ci u nas jak na lekarstwo, jednak podstawowymi informacjami nt. leków roślinnych powinien dysponować farmaceuta lub lekarz.   Wszystkie olejki eteryczne mają bardzo silne oddziaływanie.
Niektóre mogą powodować podrażnienia i reakcje uczuleniowe.
Dlatego zawsze trzeba sprawdzić, czy dany olejek eteryczny a także olej bazowy i olej dodatkowy nie spowodują reakcji alergicznej i jest to bezwzględny wymóg dla alergików. 
Także przy kuracji osób opóźnionych w rozwoju, starszych, niezrównoważonych psychicznie i dzieci należy wykonać testy zgodności.
Można to zrobić tak: nanieść kropelkę olejku (ew. najpierw samego oleju bazowego bo i na niego można mieć uczulenie) na wewnętrzną stronę nadgarstka lub za uchem i odczekać dobę. Jeśli nie będzie reakcji skórnej można OE użyć. Poza kilkoma wyjątkami nie stosuje się olejków w stanie nierozcieńczonym, bo mogą podrażniać skórę, są to szczególnie OE: laurowy, miętowy, cynamonowy, goździkowy, oregano, tymiankowy, cząbru, sosnowy. Niektóre OE są fotouczulające i nie powinny być stosowane w czasie wzmożonej ekspozycji na słońce, szcz. latem.
Są to: m.in.: anyż, arcydzięgiel, marchew i wszystkie olejki cytrusowe: bergamotka, pomarańcza, mandarynka, cytryna, grapefruit. Doustnie można przyjmować olejki tylko ściśle wg zaleceń specjalisty, a OE muszą być klasy terapeutycznej - są to olejki czyste, bez jakichkolwiek domieszek, najwyższej jakości.
Jednak nawet jeśli dystrybutor napisze, że jego olejek jest "CPTG" "terapeutic grade" itp. to o ile nie jest to potwierdzone przez atesty i rekomendacje odpowiednich instytucji nie należy mu wierzyć na słowo. Przedawkowanie lub połknięcie przez nieuwagę: należy natychmiast przyjąć kilka łyżek spożywczego oleju roślinnego, jakiegokolwiek, jaki mamy w kuchni. To powinno złagodzić efekty poparzenia śluzówki żołądka, ale w każdym wypadku należy udać się do lekarza, który oceni stan zagrożenia, bowiem przy połknięciu dużej dawki OE można się również zatruć.   Kobiety w ciąży, karmiące i małe dzieci powinny ostrożnie przyjmować OE, dzieci w mniejszych dawkach niż dorośli.
Można stosować tylko te olejki, które nie powodują żadnego ryzyka - a tylko nieliczne są uznane za bezpieczne dla płodu i matki.
A w pierwszym trymestrze ciąży nie powinno się stosować terapeutycznie (leczniczo) żadnych olejków.
Fakt faktem, że są to zalecenia typu profilaktycznego, nie poparte badaniami naukowymi, gdyż nikt nie robił badań na kobietach w ciąży ani na niemowlętach. Szkodliwe dla kobiet ciężarnych i karmiących mogą być chemotypy niektórych OE, np. olejki bogate w cetony, które w większych dawkach są neurotoksyczne; fenole - zawierające cząsteczki p. zapalne, np. karwakrol, tymol (oregano, tymianek z tymolem; estry (bazylia, estragon).
Niektórych OE nie wolno im w ogóle stosować, np. OE które zawierają substancje powodujące skurcze i krwawienia menstruacyjne, a więc mogą doprowadzić do poronienia, OE mogą również powodować zaburzenia w procesie rozwoju płodu.
Absolutnie zabronione jest doustne przyjmowane takich OE oraz niewskazane jest przyjmowane ich przez skórę - masaże, wcieranie a także przez inhalacje.
Można stosować bezpieczne olejki w kominkach w celach relaksacyjnych. Rozpylanie OE w powietrzu może zaszkodzić małemu dziecku - bywa, że przedłużone wdychanie rozpylonych olejków powoduje u dziecka skurcze oskrzelowe.
Jeśli wskazane jest użycie OE to lepiej zastosować inhalację (kominek) lub aplikację na skórę nadgarstka w odpowiedniej dla dziecka dawce.   Przechowywanie: OE zazwyczaj utleniają się pod wpływem ciepła i światła, dlatego najlepiej jest przechowywać je w lodówce, szczelnie zamknięte, te zalecenie szczególnie dotyczy olejków cytrusowych i z drzew iglastych (sosnowy, świerkowy, jodłowy)
Buteleczka powinna stać pionowo, aby zawartość nie miała styczności z plastikową zakrętką.
OE zazwyczaj mają termin ważności 2 lata, a te najlepszej jakości można przechowywać kilka lat o ile nie są zmieszane z inną substancją.   Kuracja olejkami:
OE wpływają na objawy chorobowe, na same choroby i na ogólny stan organizmu. 
Ważny przy kuracji OE jest higieniczny, regularny i zdrowy tryb życia, gdyż brud, syf, niezdrowe odżywianie, używki znacznie wydłużają czas trwania kuracji i w znacznej mierze niwelują efekty leczenia.
OE nie powinny być jedynym stosowanym lekarstwem - olejki nie czynią cudów i nie należy oczekiwać, że nas "uzdrowią", jednak mają duży wpływ na proces zdrowienia i mogą znacząco wspomóc każdą formę terapii.
Dobrze byłoby poinformować lekarza o zamiarze włączenia ich w proces leczenia, gdyż kompetentny lekarz poinformuje nas o ew. interakcjach i przeciwwskazaniach do ich stosowania przy konkretnej chorobie i / lub zaleconych przez niego lekach. Czas trwania kuracji OE zależy od wielu czynników, a szcz. od czasu trwania i stopnia zaawansowania choroby, którą chcemy nimi leczyć. Wpływ mają również wiek i waga, ogólny stan zdrowia i wrażliwość na własności biochemiczne olejków.
Na ogół im szybciej zastosujemy olejek tym jest większa szansa, że kuracja będzie krótsza i skuteczna.
Przyjmuje się, że np. przy ostrym stanie zapalnym leczenie nie powinno być dłuższe niż tydzień, tu można zastosować silniejsze dawki, ale ostrożnie, by nie przesadzić.
Przy chorobach chronicznych kuracja może trwać odpowiednio dłużej, np. kilka tygodni a dawki powinny być mniejsze niż standardowe.
Oczywiście mówimy tu o kuracji a nie o doraźnej pomocy, jak np. kąpiel relaksacyjna, uspokojenie wzburzonych nerwów czy zastosowanie w sypialni   źródło: tekst opracowany wspólnie z Ismer na podstawie literatury fachowej i własnych doświadczeń.

Makrela

Makrela

 

Olejkowe oszustwa. Atesty, normy i ceny

Olejkowe oszustwa czyli fałszowanie OE - atesty, normy i ceny   Ogromne zapotrzebowanie na substancje zapachowe i związane z tym olejki eteryczne spowodowało, że powstało mnóstwo syntetycznych substancji zapachowych, którymi zastępuje się drogie składniki naturalne.
Jednak żadne syntetyki nie są w stanie odtworzyć terapeutycznych wartości naturalnego olejku uzyskanego bezpośrednio z naturalnego procesu destylacji.
Kupując olejki lub ich mieszaniny należy zwracać uwagę na wiarygodność dostawcy i orientować się w proporcjach cenowych. 
Tanie olejki zawsze powinny budzić podejrzenia. Cena olejku przekłada się na jego jakość, co automatycznie nie znaczy, że drogie olejki są jakościowo zawsze bez zarzutu - tu też zdarzają się przekręty, jednak nie kupimy naturalnego olejku eterycznego dobrej jakości terapeutycznej za 10 zł. Poza tym cena OE zależy również od gatunku rośliny i kraju w którym rosła, części użytych do wyekstrahowania olejku, metody pozyskania OE, popularności występowania rośliny (niektóre nielicznie występują i / lub są zbierane z dzikich stanowisk) a także od tego czy rośliny pochodzą z plantacji ekologicznych, które są droższe w utrzymaniu.
Do tego dochodzi ilość olejków produkowanych przez destylarnie: są destylarnie - fabryki, które mogą pozwolić sobie na rabaty i upusty i są małe destylarnie, których ceny są stałe. Na etapie krajowym cena olejków zależy od ilości zamawianych przez dystrybutora (konfekcjonera): im więcej on kupuje, tym otrzymuje większe rabaty. Przykładowo Pollena Aroma (dziś dr. Beta) kupując 1000 beczek danego olejku zapłaci za niego mniej niż jakiś lokalny, mały zakład, który kupi 10 beczek. I to też przekłada się na cenę produktu końcowego. A jeszcze jeśli mały będzie jakimś cudem uczciwy i nie będzie olejków chrzcił, to jego produkt będzie jeszcze droższy.
Z drugiej strony niektórzy producenci / dystrybutorzy jadąc na fali pt. "drogie = dobre" dyktują ceny sufitowe, które sugerują, że skoro ich produkt jest tak pioruńsko drogi to musi być najlepszej jakości - a nie zawsze tak jest. Stąd też przy doborze dostawców olejków należy wybierać tych, którzy dają gwarancję zgodności z normami FarmakopeiPolskiej (F.P.), Brytyjskiej (B.P.) czy Europejskiej Farmakopei.
Powinny też mieć atest Instytutu Leków, norm IFRA, E.O.A czy FEMA lub choćby atest PZH (w ostateczności normę branżową).
Jeśli na opakowaniu i/lub ulotce nie jest to napisane, to taki olejek jest terapeutycznie bezwartościowy i nie wolno go stosować do celów medycznych.
PZH uznaje za produkty nadające się do aromatoterapii te, które oznacza certyfikatem HŻ (wyroby dopuszczone do kontaktu z żywnością); to są atesty na różne wyroby nie zagrażające zdrowiu człowieka, także na tzw. "bezpieczną chemię", która dopuszczona jest np. do mycia powierzchni mających kontakt z żywnością.
Jeśli napisane jest HK (atest higieny komunalnej) znaczy to, że jest to świadectwo dla "artykułu gospodarczego", np. rury wentylacyjnej, środków czystości, butelki PET czy styropianu, które podczas stosowania zgodnego z zaleceniami producenta, nie wpływają negatywnie na zdrowie i środowisko. Natomiast normy ISO którymi chętnie szermują niektórzy dystrybutorzy nie świadczą o jakości produktu ani o jego walorach terapeutycznych, gdyż dotyczą one zarządzania jakością i zasobami lub tylko określają wymagania dotyczące bezpieczeństwa i jakości żywności.
Certyfikaty te stosunkowo łatwo jest "zakupić" a potem... no cóż, używa się jako świadectwa, że spełnia się te normy, nawet jeśli się ich tak nie za bardzo spełnia.... Jednak i te olejki, które są dopuszczone w kosmetyce i aromatoterapii należy sprawdzić czy są w 100% naturalnymi olejkami: bez konserwantów, nie "wzbogacone" wypełniaczami, rozcieńczalnikami, syntetykami czy innymi dodatkami chemicznymi. Co prawda nie da się tego zrobić bez specjalistycznego sprzętu, ale można poprosić dystrybutora o specyfikację - jeśli nie ma on nic na sumieniu, to nie powinien robić problemu - ta papierki nie są objęte tajemnicą spowiedzi Pół biedy jeśli olejek zafałszuje się naturalnymi substancjami np. geraniolem, limonenem, eugenolem (robi się tak by przypominały lub wzmacniały zapach oryginalny) albo dodaje się jakiś inny olej roślinny w celu ich rozmnożenia.
Gorzej, jeśli olejek jest wzbogacony szkodliwą dla zdrowia chemią.
Nie zawsze jest tak, że krajowy konfekcjoner oszukuje - to się może zdarzyć na każdym etapie dystrybucji, także u bezpośredniego producenta.   Dr. Różański:
Ostatnio chciałem wprowadzić do preparatów dla ludzi i zwierząt olejek różany, ale zrezygnowałem z tego, bowiem ani jeden dostępny na rynku polskim nie spełniał wymogów farmakopealnych; wszystkie były rozcieńczone alkoholem benzylowym, parafiną i zawierały domieszkę olejku geraniowego i cytronelowego.
Dwa spośród badanych zawierały aldehyd benzoesowy oraz stanowiły mieszaninę pojedynczych estrów, terpenów i ketonów (kompozycja zapachowa, choć producent gwarantował naturalność produktu).
Smutne to, bowiem olejki są drogie i wiele osób wiąże z nimi duże nadzieje terapeutyczne, tymczasem stanowią one często sztuczną kompozycję zapachową, rozcieńczoną, nie mającą nic wspólnego z naturalnym olejkiem eterycznym.
Gdy wkurzony zrobiłem awanturę dostawcom, przysłali prawdziwe papiery, z których wynikało, że więcej tam rozpuszczalników i “stabilizatorów” niż samego olejku. Olejek 96-98% stawał się tak naprawdę 45-60%." Jak widać w dzisiejszych czasach nie ma lekko, bo tak naprawdę nigdy nie mamy pewności CO znajduje się w buteleczce z napisem "czysty naturalny olejek eteryczny".
Ale tak czy inaczej szanujący się (i klientów) dostawca powinien umieścić na opakowaniu lub ulotce informację z:
- nazwą łacińską i / lub botaniczną rośliny, z której wydestylowano olejek, kraj pochodzenia (ponieważ podgatunki pochodzące z tej samej rodziny mają inne chemotypy, a na jakość i % zawartość substancji eterycznych w tej samej roślinie mają wpływ miejsce i warunki uprawy)
- sposób pozyskania olejku
- część rośliny, z której uzyskano olejek,
- dobrze by było, gdyby znalazła się informacja, czy roślina pochodzi z upraw ekologicznych.
Kiedyś to nie było potrzebne, dziś jednak jest to już bardzo ważne, ponieważ pestycydy i wszelkie środki owadobójcze, chwastobójcze, grzybobójcze, nawozy sztuczne itd. nie "neutralizują się" tak jak nam to wmawiają ich producenci ale wraz z substancjami eterycznymi przechodzą do olejków.
Jeśli producent / dystrybutor stosuje jakiekolwiek "dodatki" to także powinien o tym poinformować. Pamiętajmy, że olejki złej jakości i / lub fałszowane mogą powodować alergie, podrażnienia lub choroby skóry a zastosowane wewnętrznie (lub i zewnętrznie ale bez umiaru) - mogą zagrozić naszemu zdrowiu a nawet życiu. Lepiej kupić droższy olejek ale pewny, niż tanie niebezpieczne byle co. Tańsze olejki można stosować do szorowania i dezynfekcji WC, płukania prania czy odświeżania powietrza, ale do zastosowań leczniczych lepiej jest szarpnąć się na jakość. Olejki są bardzo wydajne, jedna buteleczka starcza na długo, mają też przynajmniej dwuletni okres gwarancji (wg wytyczonych norm, lecz dobry olejek może stać dużo dłużej)   Poniżej przykład rzetelnego podejścia informacyjnego producenta wyrobów zawierających OE:
"Użyte w naszych produktach naturalne olejki eteryczne mają atest PZH nr HŻ/05458/01 oraz certyfikat zgodności ze standardami IFRA oraz przeszły pozytywne badania aplikacyjne przeprowadzone w AM w Łodzi i poświadczone przez kierownika Katedry Chemii Medycznej prf. dr. hab. Ryszarda Glinkę oraz zostały wpisane do rejestru Kosmetyków prowadzonego przez Instytut Medycyny Pracy.
Posiadają farmakopeę Ph.Eur.5, DAB10, EB6. Ponadto posiadają aktualne analizy laboratoryjne."   Na koniec przykładowe ceny (zaokrąglone do pełnych złotówek), oczywiście bez oceniania jakości, bo tego bez laboratorium i odczynników nie jesteśmy stanie zrobić, pozostaje nam tylko ocena subiektywna i niemiarodajna organoleptyczna. Olejek pomarańczowy (Citrus Aurantium Dulcis Oil lub Citrus Sinensis Oil), standard to buteleczka o pojemności 10 ml.
Ceny bezpośrednio u producentów / dystrybutorów lub w sklepach (2017 r.) Etja: 6 zł,
Avicenna 5 zł (7 ml)
Kej 5 zł
dr. Beta 9 zł (9 ml)
Vera-Nord 11 zł (7 ml)
Botanika 5 - 8 zł
Damai 26 zł
Swati Ajurweda 30 zł (w sklepie)
Taoasis czerwona pomarańcza: 32 zł Włochy, pomarańcza Meksyk 22 zł
doTERRA "dzika pomarańcza" 85 zł (15 ml)
Young Living u pośredników: 85 zł - 105 zł a bezpośrednio na stronie: ok. 60 zł (15 ml)
Florihana 17 zł za 15 gram.   źródło: tekst opracowany wspólnie z Ismer na podstawie literatury fachowej i własnych doświadczeń.

Makrela

Makrela

×