Jump to content

proszę o pomoc w interpretyacji snu! bardzo zły sen!


milink
 Share

Recommended Posts

to był dzień. jakieś umówione spotkanie z przyjacielem. restauracyjka postawiona na plaży. parter i piętro. z zewnątrz miała z niedużym balkonikiem. w środku jakby podzielona na dwie części, 2 sklepy, na piętrze. po środku kominek. wystrój raczej taki "myśliwski". po lewej stronie duży stół zastawiony z kolacją - kilka osób z mojej rodziny, który pojawiał się na zmianę ze sklepową ladą a później miejsce to pojawiało się jako apteka. kupowałam w niej bandaż. . po środku 2 fotele i mały stolik, z bardzo starym człowiekiem, który podczas snu znikał gdzieś "na zapleczu" po prawej stronie...coś tam było jakaś kobieta w białym kitlu. sprzedawczyni drożdżówek.

rozmawiałam z przyjacielem, on tłumaczył mi że to miejsce wieczorem zamienia się całe w pub. a w dzień funkcjonuje jako dwa sklepy. kolorystyka snu raczej monochromatyczna z obniżoną saturacją, sporo kontrastów - biel ścian wnętrza pomieszana z ciemnymi brązami i mahoniem drewna na suficie. nagle stoję, chciałam chyba wyjść na papierosa na ten balkon, ale spostrzegam, ze fale na morzu są takie duże... rozmawiam z grupą znajomych. miejsce zmieniło się w coś jakby dom, była przy ścianie po prawej stronie beżowa kanapa, ściany były pastelowo łososiowe. - zobaczcie! - krzknęłam, a fale są takie ogromne po 10 m , później cora większe i większe, takie piękne kolory mają, błękit pruski z zielenią ultramaryny zmieszaną z sieną naturalną a na samych szczytach piękna zieleń szmaragdowa!

fale były ogromne zaczęły udrzeć w tą restaurację która okazała się być domem.

widziałam jak woda rozbryzguje się o ten balkon i nagle jeb! zadrżało wszytko, woda wdarła się przez balkon z wielkim hukiem! konstrukcja budynku naruszona. porywa większość osób, podpływa do mnie pomarańczowy kapok, zakładam go, w końcu boje się wody, nie chcę utonąć, tam jest głęboko. widzę kolejne kapoki - krzyczę, eeej, kapok! prawie wszyscy zniknęli. spostrzegam jak molo urwane przepływa obok domu, płynie prosto na nas znów uderzenie, znów drży wszytko, wbiło się w dom. na piętrze wody już nie ma, ale zaraz wszytko się zawali, gdy stoję na podłodze wszytko się rusza. zbiegam z kimś na dół - chwila zastanowienia- tam został ten stary człowiek, może trzeba mu pomóc? chce się wrócić ale ktoś mnie ciągnie za rękę. Apteka! - trzeba wziąć opatrunki. zaczynam szukać, ale nie ma czasu. A gdzie jest Farrell i Kałuż? uciekli wcześniej, pewnie już nie żyją. Woda ich porwała. okno, trzeba wyjść przez okno, nie ma czasu na odkopywanie drzwi. otwieram jedno - za nim mur - kurwa co jest? widzę moją babcię, w jasnej sukience, przy oknie, widać przez nie mokry piach plaży, powoli nieporadnie, nie w pełni sprawnymi, starymi rękoma podciąga żaluzje, jest mała szparka. podbiegam, a babcia bierze przezroczysty wazon z fioletowym kwiatem w środku, to był irys.

 

koniec.

 

obudziłam się.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...