Jump to content

Muzeum, klany, praca, empatia, przewodnik


Namanira
 Share

Recommended Posts

Wczoraj przed snem prosiłam o jakąś wskazówkę, znak. Niekoniecznie pochodzący z zewnątrz, ale choćby z mojej podświadomości. Ostatnio mam w życiu okres stagnacji, czuję że moje plany odnośnie przyszłości są nieaktualne, że to nie to. W efekcie zapamiętałam długi sen, co jest dziwne, bo snów w ogóle nie pamiętałam już długi czas. Nie umiem go jednak zinterpretować, za dużo elementów a to co nasuwa mi się na myśl jako skojarzenie nie bardzo mi pasuje.

 

(1)Pierwsze co pamiętam to wizyta w starym domu a raczej pałacyku. Wnętrze było strasznie bogate (ale jednocześnie wyważone, bez "nowobogackiego" przepychu), bardzo dużo czerwieni, tkanin, sufit znajdował się niezwykle wysoko. Majestat wisiał w powietrzu.

Po wnętrzach oprowadzał mnie jakiś starszy mężczyzna, słyszałam tylko jego głos, bo nie spoglądałam na niego – byłam wręcz pochłonięta tym co wokół. No i dom wyglądał jak przerobiony na muzeum. Byłam jednak jedyną zwiedzającą. Wydaje mi się, że byłam tam na cudze polecenie a ów mężczyzna, który mnie oprowadzał należał do służby i był od dawna związany z domem (raczej z poprzednimi właścicielami). Mówił mi dużo o rodzinie, do której on pierwotnie należał. We śnie dom był już podzielony na częśći a każda należała do jakiejś rodziny. Na ścianach wisiały obrazy ich członków, każdy obraz miał podpis na złotej tabliczce. Z obrazów biła pycha, myślałam o tym, że dziś wszystko można kupić (z rodziną, do której kiedyś należał dom wiązał się niezwykły prestiż).

W końcu trafiliśmy do części, która poświęcona była pierwszym właścicielom. Co dziwne był to jedynie skrawek korytarza gdzieś na tyłach. Stanęłam przed obrazem mężczyzny, podpisany był "Gwiazdozbiór [nazwisko]". Poczułam konsternację, że ze wspaniałej rodziny robi się "celebrytów", miałam wrażenie, że podpis jest pogardliwy i złośliwy. Nagle momentalnie poczułam ogromne współczucie związane z ograbieniem majątku tej rodziny i żerowania na jej dorobku intelektualnym, duchowym (jakby ktoś mi podarował to uczucie). Za zamyślenia wyrwał mnie przewodnik i weszliśmy za drzwi naprzeciw obrazu...

(2) ...nagle znalazłam się w nowoczenym, ogoromnym gmachu firmy. Przewodnik wszedł tam jeszcze ze mną ale zostawił mnie samą i wyszedł. Wiedziałam, że rozpoczynam tam pracę na jakimś szeregowym stanowisku. W recepcji były 2 kobiety, raczej mnie ignorowały poza jednym razem gdy mówiły o mnie niepochlebnie, miałam wrażenie że chcą bym to słyszała. Przez recepcję musiałam przechodzić kilkukrotnie, ale nie pamiętam co było pomiędzy. Wiem, że udałam się wgłąb budynku kogoś szukać, ale go nie znalazłam (tego nie jestem pewna).

Niespodziewanie znalazłam się holu z jedną z kobiet z portierni, coś do mnie mówiła (nie pamietam) a ja nagle wybuchłam. Krzyczałam po niej, że co ona sobie wyobraża, kim jest by ze mnie kpić, że jest tu na takiej pozycji jak ja ale ja sama ją sobie wybrałam, choć mogłabym być dużo wyżej, bo posiadam wiedzę większa niż pozostali pracownicy razem wzięci. Gdy wrzeszczałam dosłownie jakbym w nią weszła i patrzyła na siebie z boku. Co dziwne ona czuła wobec mnie przyjaźć, ciepło, chęć opieki nade mną. Jak znalazłam się "w sobie" wiedziałam, że postąpiłam źle ale nie przeprosiłam, nie wiem czemu. Czułam jednak, że faktycznie praca jest poniżej moich możliwości i że po coś ją wybrałam. Pojawiły się migawki z poprzednich prac, zawsze jakieś stanowisko "na dole hierarchi". Wiedziałam, że miałam w tym jakiś cel ale nie umiałam przypomieć sobie jaki. Ni stąd ni z owąd pojawił się młody mężczyzna, mówił coś o zwolnieniach za 2-3tygodnie. Wiedziałam, że nas obejmą. Byłam zła i uważam, ze to bezsensowne bo dopiero mnie zatrudnili. Pamiętam, że znowu wpadłam w furię i zaczęłam coś krzyczeć. Ponownie w tym czasie "weszłam" w kobietę (uczucia bez zmian) i mężczyznę (zdziwnienie, rozbawienie). W tle słychac było pogardliwy, szyderczy śmiech ale nikogo poza nami nie było. Po chwili udaliśmy sie spokojnie w kierunku stołówki by momentalnie zawrócić i biec (chyba związek ze zwolnieniami) . Poczułam z nimi silną więź, że tworzymy drużynę. Gdy wbiegliśmy w korytarz, gdzie na początku kogoś szukałam, oni sie zderzyli i upadli. Ich ciała stały się nienaturalne, powyginane. Próbowałam zdjąć mężczyznę z kobiety, ale bezskutecznie. Uświadomiłam sobie, że nie są ludźmi i nic im się nie stanie. Uklękłam obok, uśmiechałam się i czułam szczęście. Z pokojów zaczęli nieśmiało wychodzić ludzie, wkrótce otworzyły się drzwi na końcu i wyszedł mężczyzna. Ogromnej postury (nie gruby), w dłoni miał wielki telefon i patrzył na mnie przenikliwie. Inni się go bali, weszli spowrotem do pokoi (ja nie), bił od niego majestat zupełnie jak ten w domu z pierwszej części snu. No i obudziłam się...

(3) W miedzyczasie (nie wiem gdzie zakotwiczyć) spoglądałam na komputer. Było to wątek na forum założony przez mężczyznę ze snu. Czułam irytację, złość że ze mnie kpi. Wiele mądrych (tak ich odbierałam) osób mu odpowiedziało. Po powtónym czytaniu okazało się, że źle zrozumiałam i wątek nie był ani złośliwy ani o mnie.

 

Dodam, że w częsci snu w firmie moje uczucia były zamglone. Wiedziałam co i jak mocno czuję, umiałam to nazwać ale jakby dzieliła mnie od tego bariera. Uczucia kobiety i mężczyzny odczuwałam za to intensywnie.

 

Wiem...elaborat, ale może ktoś się porwie na interpretację :bukiet:

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...