Jump to content

Buty narciarskie, stopy, podróż, pociąg i inne symbole


solweig
 Share

Recommended Posts

Jadę bardzo długim pociągiem. Potem jest przerwa obiadowa i chyba z pociągu można wysiąść na obiad. W każdym razie ja wysiadam z ulgą i biegnę przed siebie w piękną przestrzeń. Zanurzam się w ogród tarasowy, piękny park angielski. Jest tam dużo czystej wody (oczka wodne, stawy) i elegancko przystrzyżonych trawników. Za każdym zakrętem jest coś nowego. To miejsce mnie kusi, wciąga, zaciekawia.

W pewnym momencie zaczynam się wspinać po drabince, opartej o drugą drabinkę jakby na placu zabaw. Spotykam na szczycie przystojnego blondyna. Okazuje się, że to mój chłopak z dawnych czasów, którego nie poznaję i z którym nie mam kontaktu. Mówi do mnie: zawsze chciałbym cię spotykać. To jest bardzo pozytywne. Potem idziemy na obiad razem z grupą znajomych z przeszłości. Zapraszają mnie do restauracji serwującej owoce morza. Siadamy na tarasie usytuowanym wysoko na szczycie z widokiem na cały ogród. W pewnym momencie się orientuję, że muszę już wracać, bo odjedzie mi pociąg i nie zdążam zjeść. Jestem zła, że muszę już iść. Kiedy wracam na staję, pociąg już jedzie. Próbuję wskoczyć na dach, ale przeskakuję na drugą stronę i spadam w wąskie uliczki arabskie. Ciekawe jest to, że widzę ich plan z góry – tworzą misterną konstrukcję labiryntu. Wchodzę do jakiegoś sklepu z dywanami i rozmawiam ze sprzedawcą po arabsku o pociągu, porcie i o latających dywanach. Potem nagle znajduję się z powrotem w pociągu – w luksusowym wagonie, takim jak w latach dwudziestych jeździła arystokracja. Bardzo mi się tam podoba, ale trochę szkoda mi ogrodu, portu i nieskończonej rozmowy ze sprzedawcą latających dywanów. Pociąg dojeżdża na Florydę, prosto pod wielki hotel u podnóża góry. Wchodzę do hotelu, w którym jest galeria. Oglądam obrazy o mocno wysyconych barwach. Mają jakieś astronomiczne ceny. W jednym pomieszczeniu na ścianie są widoczne ślady po pracach, które kiedyś tam wisiały, ale już nie wiszą. Pytam się, czy można je zobaczyć i dowiaduję się, że zostały sprzedane. Potem jakaś kobieta mówi, że to były moje prace. Wychodzę z hotelu i siadam na widowni kortu. Czekam z jakimiś ludźmi na mecz tenisa, który mnie w ogóle nie interesuje i wtedy orientuję się, że w hotelu jestem z moim ostatnim byłym chłopakiem i dlatego mamy ten mecz oglądać. Ponieważ on nie przychodzi, wracam do pokoju. Leży w łóżku i wygląda jakby miał depresję. Widzę, że ma jakieś wąskie stopy oraz organ płciowy. Okazuje się, że miał jakąś dziwną operację. Zastanawiam się, co z tym zrobić i schodzę do recepcji hotelowej. Wtedy okazuje się, że z jednej strony hotelu jest kort, z drugiej tory kolejowe, z trzeciej Floryda, z czwartej stok narciarski. Pytam w recepcji o narty dla mojego byłego chłopka (bo okazuje się, że ja mam). Narty można pożyczyć, ale nie ma butów. Recepcjonistka mówi: shoes, ja powtarzam: shoes, ona znowu mówi to samo i zaczynam nabierać podejrzenia, że nie znam angielskiego, że to przecież nie może chodzić po prostu o buty. Wtedy podchodzi do mnie jakaś dziewczyna i mówi po polsku, że buty można kupić na ulicy, na której mieszkam.

 

Proszę o sugestie interpretacyjne, bo ja się w tym własnym, mocno fabularnym, śnie nieco gubię. Zwłaszcza intrygują mnie te buty, a także obecność dwóch ex, którzy nota bene są do siebie podobni.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...