madfleja Napisano 13 Lutego 2010 Napisano 13 Lutego 2010 Sen zaczyna się na polu namiotowym, miejsce to nasuwa mi na myśl teren festiwalu, na którym byłam w zeszłe wakacje i jest związaną z moją przyjaciółką. Namioty nie są zwyczajne, są jakby... szpitalne. Spotykam wielu przyjaciół, głównie z obozu, z którym związane są dość silne emocje, pozytywne i negatywne. W tym roku także mam tam jechać. Nie zauważam przejścia między polem namiotowym a jakimś budynkiem. Wygląda na szpital...trochę też na moją szkołę. Sterylne wnętrze, pośrodku ogromnej sali długi stół. Dużo okien. Na jednej ze ścian 3 pary drzwi. Moja przyjaciółka (ta od festiwalu) postanawia zrobić coś niezgodnego z prawem. Nie pamiętam co. Z jednego z pokoi wychodzi mężczyzna. To mój nauczyciel. Chce nas ukarać. Okłamuję go, on mi wierzy i uczy mnie latać. Znów coś się dzieje. Nauczyciel chce mnie złapać. Być może zabić. Wbiegam do pomieszczenia za nim. To wysoki, ciemny pokój. Coś jakby więzienie. Wylatuję przez okno. W jakiś sposób mu uciekłam. Teraz podróżuję razem z moim przyjacielem z obozu. I tu już coraz mniej pamiętam. Przemieszczamy się bardzo szybko, od miasta do miasta. W końcu trafiamy na mniej zamieszkany teren. Czasami próbuję latać, ale mi się nie udaje. Znajdujemy chatkę. Nie pamiętam, czy w środku byli ludzie, ale jeśli tak, to pozbywamy się ich. Nie wiem w jaki sposób. Jesteśmy wewnątrz. Jest mój przyjaciel i jakaś nieokreślona dziewczyna. Przypuszczam, że to albo dziewczyna przyjaciela, albo znajoma z klasy, która mnie denerwuje. Podchodzę do zlewu. Zaczynam wypluwać jakąś śluzowatą substancję. Jest jej coraz więcej, dławię się nią... Nadal nie jest bezpiecznie. Sen się urywa. Proszę o interpretację, przez dziwne uczucie pojawiające się za każdym razem, gdy przypominam sobie ten sen. Czuję, że to może być coś istotnego.
Rekomendowane odpowiedzi