Jump to content

Odeszli moi najwięksi przyjaciele ;(((


Noemi

Recommended Posts

Nie szukam pomocy jako takiej, bo niby kto może mi pomóc... Chcę tylko się wygadać, bo nie mam komu.

Tydzień temu zostałam zmuszona uśpić mojego półrocznego kocurka. Wczoraj umarł mój ukochany piesio. W domu jest taka straszna pustka! Serce mi pęka, nie mogę znieść tej sytuacji. Wszystko mi ich przypomina, ciągle myślę o tym, że leżą teraz w tej brudnej ziemi, że im zimno i samotnie.

Pies, jamnik Kacper, był z nami od 12 lat. Taka moja zachcianka. Oczywiście wszyscy zakochali się w nim od pierwszego wejrzenia. Był taki maleńki, że mojemu tacie mieścił się w dłoni. Żywe sreberko, wszędzie go było pełno. Tyle, że bardzo był chorowity. Praktycznie stale coś mu było; z weterynarzem już po imieniu byliśmy. Kilka razy został pogryziony, raz nam zaginął, co wspominam jako największy koszmar jego dotyczący, bo takich strasznych obrazów przed oczami myśląc, co się z nim dzieje, jeszcze nie miałam. Był najśliczniejszym jamnikiem jakiego widziałam, a jego oczy... Miałam wrażenie, że patrząc na mnie, zna każdą moją myśl. Takie mądre oczka! ;((( Uwielbiał biegać. Niestety w ostatnim czasie miał tak obrzęknięty brzuszek, że nie mógł już nawet chodzić ;(

Kota dostałam w czerwcu na urodziny, taka mała glizda, że ledwo stać umiał. Trochę za wcześnie odłączony od matki. Zbiegiem okoliczności calusieńki czarny, z oczami o najpiękniejszym zielonym odcieniu. Rozrabiaka straszny. Gryzł i drapał każdego i wszystko wkoło. Ale kochany, bo jak go naszedł błogi spokój, to potrafił owinąć się wokół szyi i "zamruczeć" człowieka na amen.

Najpierw odszedł kocur. Zachorował tak, że nic nie dało się już zrobić. Nie mogę się pozbyć wyrzutów sumienia, że gdybym wcześniej rozpoznała jakieś objawy, gdybym wcześniej się zorientowała, że coś mu dolega, to może dałoby się go uratować. A tak... Wróciłam z pracy i już go nie było...;(

Nie pogodziłam się jeszcze z tym dramatem, a tu wczoraj kolejny koszmar - umarł pies. I z nim nawet się nie pożegnałam ;(( Wychodziłam rano do pracy i spał, a po powrocie... ;(( Umarł o 9:00 rano w ramionach mojej mamy ;(( Uwielbiałam mojego kocurka i kochałam, ale Kacperek był dla mnie wyjątkowy, może dlatego, że był z nami od wielu lat ;(

 

Tak mi strasznie źle! Nie umiem przestać płakać. Dlaczego tak się dzieje, że odchodzą takie niewinne zwierzęta, że odchodzą jedyne istoty, które są na tym świecie coś warte? Prosiłam w nocy Boga, żeby dał mi jakoś znać, że im jest dobrze, że są szczęśliwi, a nie leżą bez sensu w grobie. Oczywiście jak zwykle miał mnie głęboko w *****. Pewnie wcale nie istnieje, bo gdyby istniał, to nie pozwoliłby na takie rzeczy. Bóg, który jest litościwy, to jakaś bujda. Bo faktycznie przejawem litości jest zabieranie ludziom jedynej radości na tym łez padole. Co ma mnie teraz do jasnej cholery cieszyć? Z kim mam się przekomarzać, bawić? Kogo mam teraz pogłaskać za uchem? Kto mi będzie grzał w nocy stopy? Kto przybiegnie i pomerda ogonem z radości na mój widok?

Litościwy Bóg nie pozwala na wojny, choroby, morderstwa. Nie pozwala na trzęsienia ziemi, powodzie, pożary, trąby powietrzne. Nie pozwala rodzicom katować dzieci, ani zwyrodnialcom zabijać zwierząt. Litościwy Bóg kocha swoje dzieci i chce, żeby żyło im się jak najlepiej.

 

Jest mi tak cholernie źle. Nic mnie już nie cieszy na tym świecie. Czuję się taka pusta w środku, nie widzę żadnych powodów do radości. w domu cisza i przerażająca pustka. Nie ma już poduszek pod stołem i miseczek na jedzenie. Nie ma ulubionych zabawek porozrzucanych po kątach...

 

 

 

Dobranoc Kochani. Mam nadzieję, że jest Wam teraz jeszcze lepiej niż było tutaj. Że jesteście teraz razem, że możecie biegać po zielonych łakach i wygrzewać się w słońcu. Mam nadzieję Tomku, że możesz oddychać wreszcie pełną piersią bez przeszkód. Kacperku, aniołku, chcę wierzyć, że już nic Cię nie boli i biegasz teraz najszybciej jak umiesz, tak szybciutko, jak gdy byłeś malutki. Bardzo Was kocham, najbardziej na świecie. I nigdy nie zapomnę. Na zawsze zostaniecie w mojej pamięci. A jeśli istnieje inny świat, to może kiedyś jeszcze się zobaczymy. ;((

Zegnajcie kochani ;(

Link to comment
Share on other sites

Współczuję :pocieszacz: Wiem, że czasami słowa pocieszenia mogą wydać się banalne, ale możesz mieć przynajmniej świadomość że ktoś Cię "wysłuchał". Trzymaj się !

Link to comment
Share on other sites

o kurczę.... nie chcę być nie miły. Miałem wogle nie pisać na forum, ale po tym poście to po prostu zwątpiłem. Myślałem po temacie, że może odeszli twoi przyjaciele(ludzie), ale jeśli płaczesz po zwierzętach to naprawdę współczuję i nie chce być nie miły ale po prostu nie ogarniam tego.

Link to comment
Share on other sites

o kurczę.... nie chcę być nie miły. Miałem wogle nie pisać na forum, ale po tym poście to po prostu zwątpiłem. Myślałem po temacie, że może odeszli twoi przyjaciele(ludzie), ale jeśli płaczesz po zwierzętach to naprawdę współczuję i nie chce być nie miły ale po prostu nie ogarniam tego.

 

jasiu,sądzisz że zwierzęta nie mogą byc przyjaciółmi człowieka?bo z twojego postu wynka ze nie...

ja znam ból po utracie ukochanego zwierzaka,tak jak Noemi,a odpowiedz na jej post w którym pisze jak cierpi jest mocno nie na miejscu

widac ze nie ogarniasz...

Link to comment
Share on other sites

Ja nie rozumiem takich ludzi i nie chcę nawet rozumieć. Powiedz mi Jasiu, jak nie płakać po kimś, kto przez wiele lat był ci towarzyszem i oddanym przyjacielem? Kto cieszył się na twój widok i kochał cię bezwarunkowo? Ja również nie chcę być niemiła, ale to właśnie przez takich jak m.in. Ty schroniska są pełne bezdomnych, skrzywdzonych zwierząt. Nie macie szacunku do tych maluczkich, bo to są "tylko zwierzęta". A jak ich nie kochać - tych szczerych, ufnych stworzeń - ja właśnie TEGO nie ogarniam...

Link to comment
Share on other sites

W czerwcu odeszła ukochana spanielką, po 12 wspaniałych wspólnych latach. Ból, płcz i tęsknota były straszne. Rozumiem co czujesz.........

Od sierpnia mam nową sunię. Poczatkowo wzbraniałam się. teraz wiem,że była to najlepsza decyzja jaką podjęłam....

pamietaj, zwirzaki idą za tęczowy most a tam jest im dobrze

 

 

 

Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie.

Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły. Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie.

 

Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej.

 

To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca.

 

A potem przekraczacie Tęczowy Most - już razem..."

Link to comment
Share on other sites

Noemi, jesli bywasz na forum, napisz czy i jak sobie poradziłaś z bólem... I jak się czujesz..?

 

Poryczłam się, czytając Twój post. Straciłam kiedyś kotkę. Teraz mam 3 koty, których miseczki, nie chcę, żeby kiedykolwiek musiały zniknąć...

Link to comment
Share on other sites

Noemi, jesli bywasz na forum, napisz czy i jak sobie poradziłaś z bólem... I jak się czujesz..?

 

Poryczłam się, czytając Twój post. Straciłam kiedyś kotkę. Teraz mam 3 koty, których miseczki, nie chcę, żeby kiedykolwiek musiały zniknąć...

 

Miałam zwida, że post był napisany przed rokiem, stąd w pytaniu czas przeszły "poradzilaś". A to wszystko takie żywe... Przepraszam.

Jakbyś potrzebowała pomocy jakiejkolwiek, pisz...

Co do zwierząt, z mojej strony na pewno otrzymasz zrozumienie...

Link to comment
Share on other sites

o kurczę.... nie chcę być nie miły. Miałem wogle nie pisać na forum, ale po tym poście to po prostu zwątpiłem. Myślałem po temacie, że może odeszli twoi przyjaciele(ludzie), ale jeśli płaczesz po zwierzętach to naprawdę współczuję i nie chce być nie miły ale po prostu nie ogarniam tego.

 

Masakra. Mógłbyś przynajmniej odpuścić sobie tą wypowiedź, skoro tak daleko Ci do wyższych uczuć.

Może to tobie należy współczuć... Mnie jednak żal zwierząt, które przez takich jak Ty cierpią.

Link to comment
Share on other sites

W pełni rozumiem co czujesz i współczuję.

Sam miałem w życiu już kilka kotów , jednak gdy pomyślę o mojej ostatniej rudej przyjaciółce rozjechanej na miazgę przez samochód w biały dzień , zawsze cisną mi się łzy do oczu.

Nie miałem dotąd takiego kochanego kociaka ,i już chyba nie będę miał.

Link to comment
Share on other sites

Mam córkę, jej miłość to konie. Spełniłem jej marzenie kupiliśmy konia, rozchorował się - ciężko to przeżywała a ja patrząc na nią czasem pyatałem się Boga dlaczego młody człowiek już musi doświadczać takiego smutku, odpowiedzi nie było choć ja się uspokoiłem i starałem córce mówić, że wszystko będzie dobrze. Koń żyje, nie można na nim jeździć ale będzie miał młode w nowym domu i oboje wiemy że jest szczęśiwy bo żyje...a córka dostała wzamian młlodego konia...

 

Tak więc trzeba mieć wiarę, że wszystko ma swój cel, każdy nasz przyjaciel który odchodzi ma się dobrze i jest szczęśliwy a my mimo smutku do czegoś musimy dojść, musimy go przepracować i pokładać to w miłość bożej...więc nie martw się:))

Link to comment
Share on other sites

W pełni rozumiem co czujesz i współczuję.

Sam miałem w życiu już kilka kotów , jednak gdy pomyślę o mojej ostatniej rudej przyjaciółce rozjechanej na miazgę przez samochód w biały dzień , zawsze cisną mi się łzy do oczu.

Nie miałem dotąd takiego kochanego kociaka ,i już chyba nie będę miał.

 

 

;(

 

Boli...

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Noemi

Twoje zwierzaki nie leżą w zimnej ziemi,pomysl ,że to tylko ich "suknie",one są tam, gdzie jest ich prawdziwe miejsce,i wierz mi wspaniale im było z Tobą,były prawdziwymi szczęściarzami,ale tam gdzie są w tej chwili ,jest im o wiele ,wiele lepiej.Masz bardzo wrażliwe i szczere serce,ktore potrzebuje dużo czasu,aby uporać się z tym bólem,ale zobaczysz będziesz jeszcze miała dużo zwierzęcych przyjaciół

Link to comment
Share on other sites

  • 3 years later...

W międzyczasie z straciłam dwa koty z trójki, o której pisałam. Najpierw jeden się rozchorował, próby ratowania go, to był istny koszmar. Odszedł. Nie zdążyłam się pozbierać, a po 1,5 miesiąca odszedł drugi. Został zamordowany przez sąsiada.

Nie ma słów. Cały mój świat runął.

Na początku zupełnie nie wiedziałam, jak dalej żyć. Nie może być cięższego doświadczenia.

Od tamtej pory, za chwilę, miną dwa lata. Z czasem, teraz, żyję tylko dzięki wyparciu. Każde wspomnienie kończy się bólem i łzami.

Czekam z nadzieją... że po śmierci będziemy znów razem...

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...