Jump to content

Mango/Sadzić Dywany/Fanatycy/Kawiarnia


otlogin
 Share

Recommended Posts

Tej nocy miałem wiele snów. Przedstawię najbardziej zagadkowy.

Otrzymałem od ojca owoce Mango. Nie jadłem ich nigdy w życiu, ale wiedziałem, że to dokładnie mango.

Zjadłem je i wyjąłem duże, brązowe pestki o gładkiej, śliskiej powierzchni. Same owoce były słodkie. Podobał mi się ich smak.

Złożyłem i porozcinałem mój ulubiony sweter. Nasączyłem go wodą, aby przyszłe rośliny miały na czym wzejść.

Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z otaczającego mnie świata. Byłem w domu swoich dziadków. Pogoda była szara i deszczowa.

Na moim swetrze pojawił się pierwszy plon. Zaczęły rosnąć dywany. Z początku małe, potem coraz wspanialsze. Tak jak nasion, było ich cztery. Pilnowałem, aby miały wodę i miejsce. By nie odbierały sobie składników potrzebnych do życia.

Planowałem urządzić kawiarnie. Trzy kawiarnie, aby każda pasowała innym klientom, a ostatni, najpiękniejszy dywan zachować dla siebie.

Naszedł dzień "zbiorów".

Trzy dywany już zamieniły się w kawiarnie. Leżały na podjeździe. Jedna z nich nazwyła się jakby "przyboczna"... może "pokątna". Dywan, który ją tworzył był długi i wąski. Druga zwała się "luksusową" albo po prostu "luksusem". Tworzył ją duży, prostokątny dywan o bogatych wzorach. Nie lubiłem go, bo gdy rósł, był piękniejszy. Trzecia miała w sobie coś kobiecego. Nie wyróżniała się. Dywan, który ją tworzył był prawdopodobnie kwadratowy. Wszystkie dywany były wypłowiałe od przytłaczającej szarej aury.

Czwarty dywan, który miał być mój stał oparty o żywopłot. Był okrojony, choć miał być wielki. Był przybity do kartonu. Choć miał być złoty, miał ciemno-krwawy kolor. Na jego środku znajdował się symbol. Dwa nakładające się na siebie rogami prostokąty. W miejscy ich przecięcia znajdował się krzyż. Na dywanie widniała nazwa "przystań", albo coś w tym guście. Usłyszałem głos przyjaciela, krytykujący fanatyków, mówiący że porwali mój dywan/moją kawiarnię, by mieć miejsce do spotkań. Potem usłyszałem bełkot, przypominający gadaninę starych dewotek. Narzekanie na młodych. Słyszałem też jakieś zarozumiałe męskie głosy. Byłem wściekły. Gdybym nie był religijny, wdarłbym się do siedziby dewotów (wiedziałem gdzie jest), utłukł ich i odzyskał moją własność. Niestety nie mogłem. Przez resztę snu troszczyłem się o pozostałe trzy dywany i rozpamiętywałem, o ile piękniejsze byłoby życie, gdybym nie stracił czwartego.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...