Jump to content

prośba o interpretację snu... długo będzie...


jkk74
 Share

Recommended Posts

przytoczę to co pamiętam... najpierw byłam z mężem, dziećmi, siostrą męża i jej mężem nad jeziorem... jezioro brudne, widziałam kilka wirów w tym jeziorze, brzeg przy którym byliśmy był taki urwany, niemal pionowo w dół ale niewysoko... widziałam dwóch chłopców z wędkami kąpiących się w jeziorze blisko jednego z wirów... potem znalazłam się w budynku, który znałam (nie kojarzę go z realnego świata)... szukałam tam sklepiku ze zwierzątkami i rzeczami dla nich... sklepiku nie znalazłam... na jednej ścianie została taka dziwna tablica z mnótwem maleńkich klateczek a wnich chomiczki, myszki, króliczki malutkie... chciałam gdzieś zadzwonić i pod jedną ścianą zobaczyłam stół z książkami telefonicznymi... położyłam na stole swoja komórkę i chciałam szukać telefonu... rodzice mnie zawołali i zaczełam iść w ich stronę... skojarzyłam że zostawiłam telefon i się wróciłam... jak z telefonem w ręku spojrzałamw korytarz to rodziców już nie było... wtedy ktoś mnie złapał od tyłu... po chwili puścił i znałazł się przede mną... to była dziewczyna w kostiumie kąpielowym lub w samej bieliźnie... powiedziała mi że jest wampirem i chciała mnie dopaść ale że sama lubi zwierzęta to nie zrobi mi krzywdy... bo widziała że chce pomoc tym maluszkom z klatek... za chwilę pojawiła sie jeszcze jedna dziewczyna i chlopak... cała trójka okazała się wampirzą grupą... chwilę z nimi rozmawiałam o życiu wampira... potem znalałżam się poza tym budynkiem na ulicy... miałam przekonanie że to nadal to samo małe miasteczko i byłam strasznie dziwiona że są tam tak wysokie budynki, tramwaje itp... zaczęłam iść drogą jaka mój maż jechałby samochodem znad tego jeziorka... zrobiło ię szaro, zaczął padaćdeszcz... a chwilę potem śnieg, takie duże białe płatki... śnieg szybko topniał, ale póki spadła z nieba był cudny... szybko pojawiła się śnieżna zadymka... w miedzyczasie telefon upadł mi na ulice i się rozpadł... złożyłam go ale nie mogłam odnaleźć w pamieci telefonów do meża, todziców... próbowałam wstulać ręcznie ale tez ciagle coś się myliło... w końcu zrezygnowana wsiadłam do jakiejś windy, w któej spotkałam sąsiadkę mojej babci (moja babcia mieszka w takim własnie niedużym msiateczku)... odetchnęłam z ulgą że pomoze mi znaleźć drogę powrotną... w tym momencie sen sie urwał...

 

jesli ktoś dobrnie do końca i będzie umiał to jakoś sensownie zinterpretować to będę wdzięczna...

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

jkk74, opisz pokrótce swoją sytuację, bo wygląda to tak jakbyś przeżywała teraz okres pełen jakichś zawirowań rodzinno-towarzyskich...

Link to comment
Share on other sites

o mnie - mężatka, dwoje dzieci...

mąż - pierwszy "normalny i przyzwoity" facet jakiego poznałam...

 

w głowie rozsądek

w sercu - stara miłość... odnaleziona po latach... rozsądek mówi że nie warto ale serce pcha...

 

sytuacja zawiła... osoby które mnie znają i znają sytuację przestrzegają przed "tamtym"... ja sama wiem że może być niebezpiecznie...

 

niemniej brnę w to dalej...

 

jeśli można Cię złapać gdzieś mniej publicznie to napisz proszę... wolałabym nie wstawiać szczegółów w tak publicznym miejscu...

 

dziękuję za odzew...

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...