Jump to content

Polaczenie swietosci, czlowieczenstwa i zla...


Selenka82
 Share

Recommended Posts

Witam wszystkich... OStatnio znow powracaja do mnie dziwne, smutne a moze raczej przerazajace sny, po ktorych boje sie zasnac.

Ostatnio snilo mi sie ze jestem na pustyni, na ktorej przy palu przywiazany jest siwy kon. JA podchodze do tego konia wiem ze bede musiala go uzyc ale nie wiem jeszcze w jakim celu. W tem pojawiaja sie nie wiadomo skad nastepujace zwierzeta, Lew, lwica i chyba jeszcze pantera albo tygrys... ale tego ostatniego nie jestem pewna... tak czy inaczej bez chwili zastanowienia siadam na nieosiodlanego konia i galopuje za ´horyzont pustyni. I nagle znika pustynia, za to ja stoje przed obliczem Boga, (oczywiscie nie widze jego oblicza) to wlasnie takie dziwne uczucie poprostu wiem, ze jest i nakazuje mi cos zrobic i wiem z cala pewnoscia ze to pochodzi od Niego. NAkazuje mi i mojej kolezance wykonac jakies zadanie ale ni epozwala nam uzywac skrzydel. Wyglada wiec we snie na to ze jestesmy aniolami. Ja jednak lamie ten zakaz i zeby bylo szybciej... biore kolezanke na rece rozposcieram skrzydla i lece w wyznaczone wczesniej miejsce. I nagle gdy laduje, moja kolezanka znika ja zostaje sama, to wszystko wyglada bardzo dziwnie ja ide jakas ulica jakbym wychodzila ze stacji metra, nie mam juz skrzydel zostalam juz ich pozbawiona lecz nie zdaje sobie z tego jeszcze sprawy. Przechodze obok jakichs mezczyzn, wysokich i niskich, grubych i szczuplych ktorych twarze bardzo sie znieksztalcaja, staja sie bardzo zlosliwe... ZLE. I ci "ludzie" wolaja do mnie witaja sie ze mna, ale ja ich ignoruje odwracam glowe w druga strone, przeciez jestem aniolem!! Nie moge sie zadawac z upadlymi aniolami wyrzuconymi z nieba! Ale o nieba zauwazam nagle bardzo ironiczne usmiechy na twarzach tych diablow czy demonow. Tak jakby chcieli mi powiedziec ze wczesniej czy pozniej stane sie jednym z nich lub, ze jeszcze nie wiem ale jestem tak samo upadla jak oni....Po czym snilo mi sie ze odmawiam pacierz i kiedy sie obudzilam faktycznie szeptalam Ojcze nasz i Zdrowas Maryjo...

Prosze jesli ktos wie co onzacza ten ten sen napiszcie prosze!!! JEst to pierwszy tak dziwny i przerazajacy mnie sen od bardzo dlugiego czasu boje sie ze znow dzieje sie cos niedobrego we mnie lub w walce o moja dusze...

Link to comment
Share on other sites

Hm.. moje zwiazki z mezczyznami... trudno je okreslic w chwili obecnej bardzo poprawne, mam meza ktorego bardzo kocham, a zwiazki z przeszlosci i dawne urazy zale czy niecheci pozostawilam tam gdzie ich miejsce czyli daleko za soba. W tej chwili w domu ciagle otaczaja mnie mezczyzni. Mieszkam z mezem i naszym kolega u naszego przyjaciela ( sytuacja zyciowa i fakt ze jestesmy za granica nas do tego zmusily), w Polsce zas takze mam przyjaciela, ktory moze i chcialby zeby cos miedzy nami bylo ale to tylko jego oczekiwania. Tak czy inaczej moje relacje i stosunek odnosnie mezczyzn jest pozytywny. Cenie ich za sile i determinacje, za moc charakteru i czulosc kiedy wymaga tego sytuacja...

Dlaczego uwazasz ze moj sen mialby cos wspolnego z mezczyznami ??? Zaciekawilo mnie Twoje pytanie...

 

[ Dodano: 2007-09-09, 11:36 ]

El Argentino czy moglabys mnie jeszcze troche naprowadzic odnosnie tego mojego snu??? Wiem co znaczy aniol we snie i diabel... jednak, nie potrafie tego umiejscowic w moim zyciu... dlatego zwrocilam sie z prosba do was o pomoc w interpretowaniu tego jak sama napisalas - ambitnego snu... Bardzo Cie prosze o pomoc

Link to comment
Share on other sites

Witaj :) Mam nadzieje ze zdrowie wrocilo calkowicie :D ja takze ostatnio troszke choruje chociaz nie moge sobie na to pozwolic :)

Ale wracajac do snu... Odpowiem po kolei na kazde Twoje pytanie...

 

Co do mojej kolezanki, moje odniesienie do niej jest pozytywne, nie moge tego calkowicie z cala pewnoscia stwierdzic gdyz jest to kolezanka ktora poznalam zaledwie 2 tygodnie temu w pracy. Jest osoba wesola, chyba szczera otwarta na nowe kontakty i znajomosci. Mysle ze jest osoba godna zaufania, nie wyczuwam w niej nic zlego czy falszywego. W snie byla poprostu osoba z ktora mialam wykonac zadanie jakie nam powierzono... Ufalam jej... to chyba wszystko, kiedy bralam ja na rece i z nia lecialam, byla lekka jak piorko w ogole nie odczuwalam jej ciezaru. Gdy wyladowalam ona poprostu zniknela, rozplynela sie w powietrzu. Nie zdziwilo mnie to ze nagle sie ulotnila - najwyrazniej stwierdzilam ze poszla realizowac powierzone nam zadanie, nie zaniepokoilo mnie to w najmniejszym stopniu, wydalo mi sie to raczej normalne... byc moze - nie jestem pewna - ale byc moze w ogole nie zauwazylam tego znikniecia, nie jestem w stanie Ci teraz okreslic co myslalam w snie, a co po przebudzieniu, ale kiedy czytalam ostatnie Twoje pytanie skojarzylam nasza rozmowe... Ona niedlugo wraca do polski, moze ta cala sytuacja miala obrazowac chwile w ktorej sie poznalysmy, wspolna prace, a w koncu jej wylot do Polski i powrot do domu co wiaze sie z naszym rozstaniem jak myslisz ?

 

Jesli chodzi o Boga i sytuacje kiedy stalam przed Jego obliczem... Nie balam sie Boga, wrecz przeciwnie, czulam spokoj, dume ze to mnie wybral do wykonania tego zadania ( nie pamietam jednak jakie bylo to zadanie ktore nam powierzyl), wiem ze czulam cieplo i wrecz dziwna obojetnosc na to co dzieje sie wokol mnie, tzn chodzi o to ze najwazniejsze bylo ze stoje przed Nim, ze mi zaufal, mnie wybral, wszystko inne bylo drugorzedne...

W realu owszem jestem osoba wierzaca, nie chodze czesto do kosciola to prawda, ale to tylko dlatego ze sluchajac kazan mam wrazenie ze stoje w blednym kole albo cofam sie w naukach Bozych zamiast isc na przod. Nigdy nie mialam zadnych kryzysow wiary, zawsze mocno wierzylam ze On istnieje i realizuje swoj plan zwiazany ze mna moimi najblizszymi, spolecznoscia ludzka i calym swiatem, ze cokolwiek sie dzieje On ma w tym swoj cel - wazny cel. Co wieczor rozmawiam z nim, modlac sie oklepane regolki skracam do minimum, wole raczej konwersowac z Nim... rozmawiam zadaje pytania i odpowiadam na te ktore przychodza mi do glowy, dziekuje za kazdy kolejny dzien, za sukcesy i laski ktorymi mnie obdarzyl przepraszam za bledy i prosze o zdrowie i pomoc dla najblizszych i dla siebie... Czy zyje wg 10 przykazan? MYsle ze tak... przynajmniej wiekszosci z nich szanuje rodzicow przyjaciol innych ludzi, nie kradne, nie zabijam, staram sie pokonywac wszelkie pokusy ktore moglyby zagrozic mojemu malzenstwu i uczuciu mojemu i mojego meza, nie zdazyla mi sie zdrada, staram sie nie krzywdzic ludzi... mysle ze tak zyje wedlug dekalogu. A pytanie czy jestem dobrym czlowiekiem kobieta ? Jestes pewna ze to ja powinnam na nie odpowiedziec? Moge byc stronnicza pomimo prob wyeliminowania tej strony pryzmatu przez ktory na siebie patrze... Jestem czlowiekiem a wiec jak kazdy z nas popelniam bledy i przypadkowe grzechy, jesli zrobie cos zle przewaznie wynika to z mojej lekkomyslnosci ale staram sie naprawiac swoje bledy, choc czasem przyznaje ze jest to trudne. Jako jedynaczka mam wrodfzony egoizm w sobie ktorego od lat usiluje sie pozbyc... Chyba najlepszym spuentowaniem mojej osoby bedzie jak napisze ze jestem pelna niedoskonalosci o ktorych wiem i nad ktorymi pracuje by zniknely, ze daze do ulepszenia swojego charakteru, zycia, siebie...

 

Kon.... mysle ze raczej z uspiona intuicja, w wielu sprawach polegam na intuicji, jest dla mnie bardzo przydatna zwlaszcza w chwilach kiedy poznaje nowe osoby, intuicyjnie wyczuwam czy jest to osoba dobra czy zla, czy mozna jej zaufac czy powinnam na nia uwazac... Podobnie we snie, intuicja podpowiedziala mi ze powinnam go dosiasc, ze w prawdzie nie wiem w jakim celu, ale ten cel poznam za jakis czas.... Jesli chodzi o madrosc, nie uwazam sie za osobe szczegolnie inteligentna czy madra. Owszem czasami sie zdarza ze cos madrze powiem, lub przemysle cos... to jednak dotyczy bardziej planowania przyszlosci... jestem strzelcem wiec dzialam raczei intuicyjnie i impulsywnie pod wplywem emocji niz rozumu.

Zwierzeta... lew, lwica... i inne drapiezniki, nie wzbudzaly we mnie niepokoju i strachu. Nie balam sie ich, ze moga mnie zaatakowac, balam sie raczej by nie wyrzadzily krzywdy koniowi. Ale o dziwo te zwierzeta byly spokojne, lew i lwica staly po prawej i lewej stronie naprzeciwko mnie siedzacej juz na rumaku i zdaje mi sie ze wlasciwie pojawily sie dopiero kiedy go dosiadlam. przygladaly sie nam ciekawie co zrobimy, nie atakowaly, nawet kiedy odjezdzalismy nie puscily sie w pogon za nami, spokojnie staly obserwujac nasz szalony galop moze cwal....

 

Tak naprawde jedynym niepokojacym mnie motywem tego snu byly TE TWARZE wykrzywione w grymasie ironii i kpiny... Dlaczego traktowaly mnie jak kolezanke, jak jedna z nich... a kiedy sie odwracalam nie chcac miec z nimi nic wspolnego slyszalam szepty szmery ciche chichoty i te usmichy!!!! Jakby chcialy mi powiedziec ze juz niedlugo bede jedna z nich, albo co gorsze juz jestem jedna z nich chociaz jeszcze o tym nie wiem!!!

Nie uwazam sie za falszywa osobe, czasami przemilczam pewne uwagi, ale nie lekam sie mowic takze prawdy prosto w twarz, unikam sytuacji gdzie moglabym obgadac inna osobe za jej plecami, staram sie mowic kazdemu co onim sadze prosto w oczy... Czasami to trudne, ale wychodze z zalozenia ze skoro nie potrafie powiedziec tego osobie zainteresowanej to po co mialabym to mowic komus trzeciemu ? Nie ma tu zadnej logiki...

Ten moment ten motyw najbardziej mnie przeraza te twarze te demony....

 

Bardzo prosze Cie jesli cos zrozumialas z tego snu... Powiedz napisz mi o tym bo mimo ze Twoje pytania pomogly mi go szczegolowo przeanalizowac i odkryc w nim glebie spokoju, to jednak nadal w glowie mam chaos... POzdrawiam serdecznie

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...