Jump to content

Most, nieznajomi, ratunek


Klivtiena
 Share

Recommended Posts

Byłam w mgle, otaczała mnie ze wszystkich stron, nie mogłam się ruszyć, zresztą nie chciałam. Ktoś prosił żebym zamknęła oczy, miałam tej osobie zaufać. Gdy to zrobiłam, głos zapytał mnie czy wiem gdzie jestem. Odpowiedziałam że nie. Głos powiedział że mnie obserwują już od dłuższego czasu i teraz nadszedł moment, kiedy ujawnię część zdolności. Pokręciłam głową, a w myślach stwierdziłam, że nie wiem o co chodzi.

Otworzyłam oczy już nie byłam w mgle tylko na dachu niewysokiego budynku. Wszystko obok mnie drżało, budynki pękały, a na pęknięciach widać było rysy ognia. Mój budynek był cały, czułam że nie mogę się ruszyć, stwierdziłam że chyba tak tu będę stać do końca.

Zamknęłam na chwilę oczy i je otworzyłam, stałam na moście, był szarosrebrny. Mogłam już ruszać nogami, ale moje ramiona były przywiązane do mostu. Most był bardzo wąski, więc gdyby coś chciało jechać musiało najpierw mnie przejechać. Za mną słyszałam świsty, ale ktoś kazał się nie odwracać, ten głos rozpoznałam, więc się nie odwróciłam. Patrzyłam przed siebie.

Najpierw był mrok, potem kłęby dymu, słyszałam krzyki ludzi, szukali schronienia, ale nikt nie kierował się w stronę mostu. Most był cały, nie chwiał się. Znów zamknęłam oczy i przestałam być przywiązana, moja ramiona były wolne.

Przede mną stały trzy postacie. Środkowa była najwyższa. Każda z nich miała szatę z kapturem narzuconym na głowę w kolorze srebrnoszarym. Środkowa postać odezwała się w jakimś nieznanym języku, ale sens do mnie docierał. Znalazłam się tam bo czeka mnie kolejne zadanie. Mędrcy, bo się tak określili, obserwują z uwagą ludzi i wybierają do zadań. Czasem trafiają z wyborem, a czasem nie.

Wtedy nagle pojawił się tajemniczy mężczyzna. Zrobił ruch ręką tak jakby chciał ich przepędzić. Coś do siebie mówili. Cała trójka była oburzona na niego, zrozumiałam że nazywają go zdrajcą. On na to wyciągnął coś ostrego i zwrócił się jakby do mnie, ale bardziej do nich "wasz króliczek zginie".

Wtedy po prawej stronie coś mnie uniosło, rozpoznałam ramię i to bijące serce, chciałam się przytulić, ale on mnie wypuścił, przelotnie tylko na mnie spojrzał. Widziałam, że tajemniczy mężczyzna jest wściekły, krzyczał do mojego wybawcy, żeby się nie wtrącał. A wybawca, że zawsze się będzie wtrącał i żeby sobie tajemniczy mężczyzna odpuścił. Zaczęli się kłócić, a ja poczułam, że jakby mnie rozdzierano na pół, ból tak ostry i nagły, ale po chwili poczułam przeraźliwy chłód, miałam sine usta.

Nagle byłam wolna, stałam na trawie, w oddali był most, widziałam też tych dwóch mężczyzn sprzeczających się ze sobą. Obok mnie ktoś powiedział, że jeszcze nie wyciągnęli mieczy, więc jest jakaś szansa - była słyszalna kpina w tym głosie. Głos mógł być męski, ale miałam wrażenie że mówi to kobieta.

Przede mną stał budynek, mógł być szkołą, ale też kościołem, szary budynek. Miałam wyprowadzić z stamtąd tylko jednego człowieka, miałam wybrać. Weszłam do budynku, siedziało tam dużo ludzi, ale wszyscy patrzyli w bok albo na podłogę, niektórzy spali.

Naprzeciw mnie stał chłopiec, miał czarne włosy, liczyłam tak koło 6-7 lat na oko, za nim siedziała rodzina, oni patrzyli na mnie spokojnie. Kiwnęłam chłopcu i powiedziałam, żeby wszyscy wychodzili. Cała ta duża rodzina wychodziła, mijaliśmy tych ludzi, którzy powoli w proch się rozsypywali, chłopiec na moment zawahał się, ale wyszedł trzymając mnie za rękę. Rodzina szła coraz bardziej uśmiechnięta i jak byliśmy już dosyć daleko, wtedy za sobą usłyszeliśmy hałas i budynek zaczął się walić, niektóre odłamki leciały w naszą stronę, więc przyśpieszyliśmy, te trzy postacie podleciały i chciały żebym puściła rękę chłopca, ale ja ją jeszcze bardziej ścisnęłam. Było coraz więcej pyłu, ale ja wciąż trzymałam rękę dziecka. Zamknęłam oczy na moment.

Postacie stały z boku, nie mogły podejść zbyt blisko, tajemniczy mężczyzna też nie mógł tego zrobić. Rodzina trzymała w objęciach chłopca, on nas nie widział, przytulał się do nich cały szczęśliwy, do tej rodziny podchodzili inni ludzie i tamta rodzina z nimi odeszła. Wybawca nazwał chłopca "to przyszły guru".

Potem zaczęliśmy iść w kierunku mostu, ale most zniknął i zniknęła też pod nim woda, była trawa i ciągnęła się daleko. Potem nastąpił fragment, jakaś rozmowa, ale treść uleciała. Ostatni fragment który pamiętam, że to siedziałam naprzeciwko wybawcy i z czegoś się cieszyłam.

Edited by anatemka
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Chciałabyś pomagać ludziom i musisz zobaczyć ze nie każdemu można, ale Ty tez potrzebujesz tej pomocy w codzienności a szary budynek mógł oznaczać miejsce którego nie lubisz, boisz się lub bałaś w dzieciństwie świadczy o tym sam kolor

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...