Jump to content

Mandat, azyl w kościele, transformacja budynku


hutyszz
 Share

Recommended Posts

Przechodziłem przez ulicę w deszczowy dzień, na chodnikach było dość dużo ludzi. Przejście mieściło się na ulicy prostopadłej do głównej, ale zdecydowanie węższej z dość wąskim chodnikiem po obu stronach. Przeszedłem na czerwonym świetle, bo nie chciało mi się czekać na jego zmianę (choć nigdzie się nie spieszyłem). Chwilę po tym złapał mnie za ramię młody blondyn, prawie nie zmoczony padającym nieustannie deszczem. Spytał dokąd się spieszę i pokazał mi wykonane polaroidem zdjęcie, na którym wyraźnie widziałem siebie na przejściu i czerwone światło. Pomyślałem, że nie może mi wlepić mandatu, skoro nie jest umundurowany. Ba! nawet nie wiem, czy jest policjantem czy, co we śnie wydawało mi się bardziej prawdopodobne, kapusiem (słowo to najbardziej pasuje do obrzydzenia, jakie poczułem do jego pracy). Ściągnął plecak i zaczął czegoś w nim szukać, domyślałem się, że bloczku mandatowego. Chcąc uniknąć rozmowy z nim (gdyż uznałem go trochę za wariata) i ewentualnego mandatu postanowiłem uciec i, aby nie wzbudzać podejrzeń biegiem,poszedłem wolno przed siebie i zniknąłem mu za pierwszym zakrętem. Teraz uświadomiłem sobie, że niosę plecak. Zauważyłem go, bo obracałem się co chwilę, sprawdzając czy ten człowiek za mną nie idzie. Kluczyłem między wąskim uliczkami zamkniętymi dla ruchu samochodowego, jakby po Starym Rynku. Wydawało mi się, że jestem w Poznaniu, ale fizycznie wszystkie uliczki wyglądały jak w Krakowie koło Kościoła Mariackiego. Wszedłem do kościoła przy jakiejś uliczce, akurat zaczynała się msza. Stałem w bocznej nawie, przy drzwiach, byłem skupiony na mszy. Nagle usłyszałem głos za plecami. "I po co było uciekać?" Oczywiście był to kapuś (w kościele ta myśl stała się jakaś taka wyraźniejsza). Ogarnęło mnie uczucie beznadziejności wobec perspektywy otrzymania mandatu. Kiedy odwróciłem głowę z powrotem w kierunku wnętrza kościoła, większość ludzi z zatłoczonej uprzednio nawy bocznej znalazła się daleko ode mnie. Ołtarz nie był tam, gdzie poprzednio (po mojej lewej stronie w prezbiterium), ale na środku kościoła. Teraz też zdałem sobie sprawę, że urósł i stał się wielką katedrą. Ze stylu neogotyckiego przeobraził się w monumentalny gotycki z wyraźną przebudową w czasach baroku. Przez moment ujrzałem siebie z góry, kapusia już za mną nie było. Kapłan (we fioletowych szatach liturgicznych) właśnie uniósł monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Uklęknąłem i na klęczkach przesunąłem się bliżej ołtarza, musiałem się przesuwać, by żadna z kolumn nie zasłaniała mi Najświętszego Sakramentu. Mrugnąłem, ale gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem jakby drugi sen. Byłem w tej samej katedrze, może nawet dalej trwała ta sama msza. Klęczałem dokładnie w tym samym miejscu, ale patrzyłem już w inną stronę - w kierunku bocznej kapliczki. Wiedziałem, że była to kaplica adoracji. Widziałem wyraźnie jej ołtarz i choć byłem do niego bokiem, po drugiej stronie katedry, czułem się jakbym klęczał twarzą do monstrancji. Zobaczyłem blask pełen chwały, piękna, mocy i świętości bijący z hostii. Złote promienie monstrancji zamieniły się w prawdziwe światło. Pełen szczęścia obudziłem się.

 

Mam dwadzieścia lat, jestem zdecydowany podjąć drugi kierunek studiów. Na pierwszy poszedłem z rozsądku, ale nie specjalnie mnie on ciekawi. Drugi nie daje perspektyw, ale jest spełnieniem moich marzeń. Chciałem studiować w Krakowie, ale ze względu na odległość musiałem wybrać Poznań. Jestem wierzącym praktykującym. Kiedyś dostałem już mandat za przejście na czerwonym świetle. Kościół wewnątrz przypominał trochę kościół w mojej rodzinnej mieścinie, z zewnątrz był bardzo podobny do Mariackiego. Katedra była jakby połączeniem Mariackiego, kościoła z rodzinnej miejscowości i poznańskiej katedry. Od wejścia do kościoła nieustannie grzmiały organy. Miałem wrażenie, że wszystko działo się przy ich dźwięku, nawet jeśli kapłan coś mówił, ja słyszałem tylko organy. Muzyka była potężna, podniosła może o charakterze hymnicznym. Odbierałem ją jednak "przy okazji", bo nie pamiętam, by zwróciła moją szczególną uwagę. Po wejściu na pewno śpiewałem z ludźmi jakąś pieśń. Śpiewałem jednak nie tak jak zazwyczaj, ale w technice zdecydowanie operowej. Śpiewałem czysto, co rzadko mi się zdarza.

 

Jak byście to zinterpretowali, bo ja myślę, że może to jakoś związane ze zmianami w życiu w związku z nowym kierunkiem, że to będzie dobra odmiana. Liczę na wasze doświadczenie.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...