Jump to content

Dawne mieszkanie, walka o zyce, za tepy noz


Szyla
 Share

Recommended Posts

Nastepny sen mnie zaciekawil bardzo.

Bylam w domu, u siebie w pokoju, w mieszkaniu gdzie mieszkalam od 3 do mniej wiecej 18 roku zycia. Pokoj byl prawie normalny, tylko drzwi byly jakby przesuniete w prawo, bo na przeciwko okna stalo biurko. (nnormalnie na przeciw okna byly drzwi, a biurko pod oknem). Ja siedzialam/stalam za tym biurkiem. Na oknie nie bylo zaslon ani firanek i wydawalo sie wieksze niz normalnie. To byl dzien, nie sloneczny, bylo pochmurnie, ale jasno. Nie zeby czarne chmury, czy cos. Nagle nie wiem jak i skad, jakby ten pokoj byl moim biurem jakims, przyszedl jakis facet. Kolo 40, czarne lekko dluzsze wlosy. Najpierw stal przy oknie i patrzyl na cos na dole (to jest 3 pietro), za oknem i cos mowil. Nie pamietam co. Troche mnie niepokoil, nie wiedzialam co myslec, czy to zlodziej, czy kto? To byla chyba zima, ale sniegu nie widzialam, tylko mialam takie przeswiadczenie. Potem odwrocil sie do mnie i zapytal jak sie nazywam. Ja w tym momencie bez niepokoju, strachu, z usmiechem i duma powiedzialam moje imiona, on dalej patrzyl i uswiadomilam sobie, ze jeszcze nazwisko, to powiedzialam tez nazwisko. On nagle zmienil wyraz twarzy. Jakby pograzal sie we wspomnieniach, zazal mi mowic, ze zna to nazwisko, ze zna moj rod, historie rodu, ze znal mojego pradzadka (chyba) i zaczal o nim opowiadac. Robil sie taki melancholijny i poetycki, ze mi zaczely lzy do oczu naplywac i sie rozkleilam. Tak jakbym niegdzie nie mogla znalezc nikogo, kto ich znal i wiedzial o rodzie i historii. On podszedl blizej, dzielilo nas biurko, stalam za tym biurkiem. Wyciagnal reke i trzymal ja na boku mojej twarzy, i oczu mu sie jeszcze bardziej rozmarzyly. Ja dotknelam jego dloni, a on wtedy zaczal ja przesuwac w dol na moja szyje, poczulam sie znowu zagrozona i chcialam ztrzymac ta jego dlon, Mocowalismy sie tak chwile, juz siedzielismy i czulam jego kolana moimi, pod biurkiem. Chcialam sie uwolniec. Potem nagle juz on byl znow blizej okna i bel jeszcze jeden z nim, jakby pomocnik. Oni cos gadali, nagle zaczelam rozumiec, ze przyszli mnie zabic. Jakos ten brunet gdzies poszdl (do lazienki?) a ja tez wyszlam, jak wrocilam to oni siedzieli w moim pokoju, a jakichs skorzanych fotelach (nigdy takich nie mialam) i on mowil do tego pomocnika cos w stylu: niestety, jak sie chce byc sluga religijnym (??? czy jakos tak) to nie tylko dobre uczynki trzeba spelniac. Tamten widac nie chcial nikogo zabijac, a chyba ten brunet mu kazal. Pomocnik chyba gdzies poszedl, a brunet znow do lazienki, ja poszlam do kuchni i znalazlam pierwszy lepszy noz, byl maly, jak scyzoryk i nie robil wraznia, ale nie mialam czasu szukac. Wychodzac z kuchni spotkalam go w przedpokoju (wszystko w miare wygladalo tak jak kiedy tam mieszkalam, tylko w kuchni jakos bylo ciasno, jakby za duzo mebli, czy czegos, jakby poskladowane tam bylo troche rzeczy). Zaatakowalam go i przewrocilam, on nsie nie bronil, bo bylo dla niego smieszne, ze ja mysle, ze mi se uda go zabic. Chcialam podciac mu gardlo, kilka razy ale en nozyk ledwo go nawet zadrapal, pamietam dobrze szyje i ostrze. On sie nie smial, tylko nasmiewal cos tam komentujac. To zaczelam go dzgac po tej szyi, tez nic. Cos mu tam wygrazalam i w ogole, ze chcial mnie zabic i co on sobie mysli. Pzyszlo mi do glowy sprobowac w duze miekkie miesnie i zaczelam z calej sily dzgac w posladki i uda, udalo sie, robily sie dziury, krew nie tryskala, ale brzegi ran byly lekko zabarwione. I tak dzgalam i dzgalam i w koncu zobaczylam bol na jego twarzy wiec dzgalam wiecej i mocniej, z satysfakcja, ze "za kare" i z obawy, ze wstanie i jednak mnie zabije.

 

Tak sie skonczylo

Ostatnio jakos nie daje rady sama, dlatego prosze o pomoc

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Hm, nie bardzo mi sie wydaje, ze sie tego boje. Wlasnie raczej czuje, ze to "prawdziwa" ja. Ja kiedys sie interesowalam ezo, potem mnie pochlonelo przyziemne zycie. Zwlaszcza tu, na wyspie, a w dodatku z facetem "materialnym" az do bolu (nie istnieje nic czego nie widzi i nie obejmie swoja logika). Ja sie wrecz nie moge doczekac tej inicjacji, bo czuje ze tego potrzebuje.

 

Wiem, ze to nie musi byc to czego oczekuje (bo oczekuje odpowiedzi w temacie mojego zwiazku i moze troche zawodowo, ale zawodowo, to lapie sie zego moge, bo taka mam sytuacje).

 

PS: a czytalas posta "problem z facetem, moj doktor, numer telefonu"?

 

Pozdrawiam najserdeczniej

Link to comment
Share on other sites

Moze i masz racje, tylko chodzilo mi oto, ze "stara" Szyla nigdy nie byla materialna. Dopiero tu koniecznosc przetrwania, londynski ped, mnie zamknal na niematerialnosc. I nie mialam nikogo obok siebie, kto by mi o tej niematerialnosci przypominal. I teraz jakby znow sie odnalazlam...

Ale pomysle nad tym.

 

[ Dodano: 2008-03-27, 19:37 ]

Acha, a nie dopisalam tam jeszcze, ze to moje nazwisko, to ja je mam dopiero od skonczenia liceum, bo po ojcu mialam inne, ale on sie "wypisal" z nazej rodziny, mama wrocila do panienskiego i ja tez na to samo zmienilam, i zawsze bylam z niego dumna.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...