Jump to content

Polityka, spisek, morderstwo, dziewczyna


ggeronimo
 Share

Recommended Posts

Bardzo poproszę o interpretację takiego snu - będzie dużo szczegółów, bo obudziłem się i wszystko zapisałem (pisałem z zamkniętymi oczyma, by lepiej zapamiętać :)

 

Akcja działa się w jakimś gabinecie - w Sejmie. Mnie tam nie było. Było tam kilku polityków. Była atmosfera spisku. Jacek Kurski powiedział po niemiecku (ja nie umiem po niemiecku, ale wiedziałem, że mówi po niemiecku) do Leszka Millera "Wiem co robiliście, mogę was zniszczyć". Miller: "Ja za to mogę zniszczyć ciebie. Ale pomyśl - ja zniszczę tylko ciebie, a ty zniszczysz setki!" (jakby chciał powiedzieć, że to będzie nieracjonalne niszczyć tak wiele osóB).

 

Akcja się przerwała - wiedziałem, że zaczęło dziać się coś niedobrego - pewnie zaczęli się wykańczać.

 

Akcja przeniosła się przed sejm, gdzie stałem już ja, moja dziewczyna i dwóch chłopaków - naszych znajomych, choć tylko w śnie, bo ich nie poznałem. Albo staliśmy, albo siedzieliśmy w aucie. Nic nie robiliśmy. Nagle z miejsca gdzie był Sejm (w oddali) zaczął wydobywać się szybko pojazd (wielkie wiertło z przodu - niczym w kreskówkach) - w końcu wydostał się i pojechał. Wtedy pomyślałem, że w Sejmie musiało stać się coś złego i że mogą uznać nas za świadków. Wsiedliśmy do auta i jechaliśmy byle dalej. Moja dziewczyna spała na tylnym siedzeniu. My we trójkę rozmawialiśmy "Nie odbierajmy telefonów, by nas nie namierzyli". Moja dziewczyna się budzi i mówi "Może zadzwonimy po pomoc", co od razu wykluczamy. My chcemy krążyć po mieście w aucie, a Ty chcesz wyjść i rozproszyć się po mieście by trudniej było nas namierzyć, bo przecież z tego pojazdu-kretu mogli zobaczyć nasze numery rejestracyjne.

W końcu przystaję na opcję mojej dziewczyny. Dwaj faceci znikają. Uznajemy, że dobre będzie miejsce Aleja Mokotowska (nie ma czegoś takiego w Warszawie). Rozdzielamy się. Widzę jakichś policjantów i idę za nimi (czuję, że moja dziewczyna też jakichś spotkała). Idę za nimi, a ich się zbiera coraz więcej. Widzę, że moja dziewczyna też dochodzi do miejsca (dziedziniec) gdzie się oni zebrali. Zrozumiałem, że oni tylko chcieli nas zwabić, choć było tam wielu ludzi, więc jeszcze nie wiedzieli, że my jesteśmy kimś wyjątkowym. Przeszedłem niczym zwykły zaciekawiony człowiek, ale jeden policjant spojrzał mi w oczy. Zawróciłem i znowu mi spojrzał w oczy i wiedziałem, że zauważył, że zachowuję się podejrzanie. Obok policjantów stała grupa młodych żołnierzy - młodych chłopaków-"młokosów". I jeden się pyta "Hej, to kogo szefie aresztować?". Ja odpowiedziałem "Tego!" pokazując na niego. Poczułem, że się zdradziłem - że wiedziałem, że wiem o nietypowej sytuacji, ale oni poczuli, że jestem wtajemniczony i że też wiem o nietypowej sytuacji (wiem - pokrętnie mówię, ale chodzi o to, że oni pomyśleli, że jestem po ich stronie). Wtedy moja dziewczyna po raz pierwszy powiedziała (akurat to rozumiem, bo często ma o to pretensje) "Czemu ty mnie zostawiasz i sobie z nimi rozmawiasz?". Przyszedłem do niej i wtedy zobaczyłem kolesia, którego wydawało mi się, że widziałem w Sejmie, a w każdym razie czułem, że jest mocno wplątany w to bagno. W każdym razie namierzył nas i mógł na nas donieść tym, którzy nas szukali. Ale on wydawał się nic nie wiedzieć. I co ciekawe, choć nie aż tak istotne - "grał" go chłopak, którego znam, choć tylko z widzenia - kolega ze studiów. Wszyscy sobie poszli i zostaliśmy we trójkę - ja , moja dziewczyna i on. Zszedłem z nim za małą górkę (cały czas na tym dziedzińcu), bo niby chciałem porozmawiać i zacząłem go bić pięściami. On cały czas wydawało się, że nie wie o co chodzi. Odwróciłem go na brzuch i chciałem mu skręcić kark. Ciężko szło. W końcu wiedziałem, że go do końca nie zabiję, ale na pewno będzie sparaliżowany. (wiedziałem, że w przyszłości będzie policjantem, który będzie nas ścigał mimo, że będzie sparaliżowany - będzie chciał się zemścić). Wtedy dziewczyna po raz drugi powiedziała "miałeś tylko chwilę porozmawiać, a ty się zabawiasz". Wtedy zaciągnąłem ją za rękę i chciałem uciec z tego dziedzińca i wtedy zobaczyła leżące ciało i się przeraziła i powiedziała "Rozumiem, że spanikowałeś.. że zobaczyłeś informatora i go zabiłeś nożem, tak?". Nic nie odpowiadałem. Miałem na sobie zimowy strój, choć nie było śniegu. Miałem rękawiczki i wiedziałem, że muszę je spalić w kominku w domu. Wychodząc z dziedzińca zobaczyłem grupę dzieci, które ujrzały ciało. Udało im się spojrzeć nam w twarze. Powiedziałem do dziewczyny: "Załóż kaptur, spuść głowę, idź spokojnie". Ona na to: "To że coś zrobiłeś, nie oznacza, że możesz mi rozkazywać" (to też rozumiem, bo robiła mi naprawdę takie wyrzuty po prostu). Ja myślałem o tym, czy te dzieci nas zapamiętały, żeby spalić te rękawiczki itd..

I się urwało...

 

Obudziłem się spokojny - zafascynowany snem, choć trochę poruszony tym, że tak trudno zabić kogoś gołymi rękoma. Straszne było to przekręcanie powolne karku...

Link to comment
Share on other sites

kaffka

 

ggeronimo,

 

sen mówi, że w najbliższym czasie możesz się spodziewać nieprzyjemności - albo kłótni z przyjaciółmi, albo niemiłego Tobie towarzystwa, albo wreszcie konieczności zajmowania się tym, czym zajmować się nie chcesz. W całej sprawie przyjmiesz pozycję ściśle defensywną, będziesz starał sie pozbyć problemu przez ucieczkę. I będzie się to za Tobą ciągnąć.

 

W każdym razie, coś będzie powodować Twoją wielką złość. I zamiast załatwić problem, po prostu machniesz na to ręką. A to się zemści. Wplączesz się przez to w jakąś bardzo niemiłą sprawę.

 

Dziękuję bardzo za odpowiedź. Zastanawia mnie jednak jedno - powiedzmy, że teraz wiem lub mogę przypuszczać co mnie może czekać i jakie to może mieć konsekwencje - czy wobec tego mogę zmienić swoje zachowanie? Nie uciekać, nie machnąć ręką na problem i wobec tego całość nie zemści się to na mnie i nie skończy źle? Czy to jest już przesądzone? Bo prawdę mówiąc zdecydowanie mam taką naturę, że w razie problemów myślę, że wszystko się ułoży i nic z nim nie robię. ERGO =>Czy sen bardziej mówi właśnie o tej mojej naturze i o tym co mi "grozi", gdy się nie zmieni, czy po prostu (oczywiście mniej więcej) przewiduje i mówi co się stanie?

Link to comment
Share on other sites

sen mówi o tym, co będzie, jeśli będziemy dalej takimi, jakimi jesteśmy teraz. Po prostu ujawniają się w nim pewne cechy psychiczne, dzięki którym można przewidzieć, jak dany człowiek się zachowa, a dzięki temu, jak potoczy się jego najbliższy los.

 

Oczywiście że wszystko można zmienić. Tylko dzięki temu taka senna podpowiedź ma jakiś sens :)

Ok, rozumiem.

 

Później jeszcze postaram się podpowiedzieć, co jeszcze zobaczyłam w danym śnie, jakie wady, bo widzę, że temat Cię zainteresował. Tyle że to wymaga ode mnie trochę więcej czasu, a teraz niebardzo mam jak :)

Wieczorem będziesz miał dopowiedź :)

Dziękuję za zainteresowanie

 

Mam wrażenie, że czujesz się nierozumiany przez otaczający Cię świat. I to jest chyba silne uczucie i Tobie bolesne... Mam rację?

 

Jesteś osobą świadomą swojej wartości, nawet chyba trochę zarozumiałą. Dajesz odczuć otoczeniu że czujesz się "lepszy" - mądrzejszy, bardziej dojrzały itp itd. I ludzie się od Ciebie przez to świadomie odsuwają. Sam to już zauważasz, ale nie potrafisz tego jeszcze w sobie zmienić. Poza tym - jeszcze Ci się zwyczajnie nie chce...

 

To jest sprawa Tobie do przemyślenia. To najprawdopodobniej jeszcze trochę zajmie, ale kiedyś przyznasz mi rację mam nadzieję :)

 

To, o czym mówiłam do tej pory, odbije się na Tobie w czasie najbliższym. Poza tym - to najłatwiej zmienić. Masz tu drogę do popisu w ukazaniu silnej woli i zaparcia w doskonaleniu siebie.

 

Ale czy naprawdę to wynika ze snu? Czy wnioskujesz bardziej z moich wypowiedzi? Np. ze sposobu w jaki piszę - może wygląda na zarozumiały, a chcę jedynie by wszystko było jasne i jak najbardziej precyzyjne. Bo wnioski z poprzedniego postu zrozumiałem, ale te wydają mi się trochę oderwane od samego snu. Mogę prosić o uzasadnienie tej interpretacji w powiązaniu ze snem?

 

Jeszcze 3 sprawy:

1-co do odczuwania własnej wartości, to trudno mi to przyznać, ale może rzeczywiście tak jest. Ale wydaję mi się, że każdy w jakiś sposób "uważa się za mądrzejszego"

2-co do niezrozumienia przez świat - nie odczuwam czegoś takiego

3-co do odsuwania się innych - nie odczuwam, ale może odczuję... skoro tak sugerujesz :sad:

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

O kurcze - jestem pod wrażeniem...

Naprawdę...

 

Tylko niestety nie wiem na ile to może coś we mnie zmienić i rzeczywiście - na ile chcę to zmienić. W każdym razie jestem pod wrażeniem...

... i na pewno jeszcze kiedyś poproszę o jakąś interpretację.

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Cóż... Trochę szkoda mojej pracy w takim razie...

 

Nie, zdecydowanie nie. Dużo mi uświadomiła (zwłaszcza późniejsze posty). No i zmieniła (te pierwsze posty) - ostatnio miałem bardzo poważną rozmowę na temat związku, od której można powiedzieć, że uciekałem i nie uwierzysz, ale gdy się rozpoczęła, to cały czas myślałem o tym co pisałaś - o tym, że muszę się zmierzyć z problemem. I się zmierzyłem - nadal jesteśmy razem, ale wiele istotnych rzeczy zostało powiedzianych.

 

Nie chciałem, żeby to wyglądało na to, że napisałaś, a ja nie doceniłem pracy - wręcz przeciwnie - słowa "jestem w szoku" były wyrazem szacunku, a co do skutków, to sama powiedziałaś, że pewnie będę musiał sam po jakimś czasie dojść do wniosków. Doszedłem do nich, a w ostatnim poście tylko wyrażałem wątpliwości co do mojej silnej woli.

 

Pozdrawiam - kończąc temat

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...