Jump to content

Kaczki, staw, patelnia


Szyla
 Share

Recommended Posts

Hmm, zapomnialam juz duzo. Pamietam, ze z kolezanka z podstawowki bylam w Kielcach, jakby na wycieczce, jezdzilysmy po miescie autobusem pietrowym, na gorze, z przodu. Potem poszlysmy do parku i ona koniecznie chciala isc nie alejka, tylko tuz przy stawie, brzegiem (nie pamietam czemu). Musialysmy zejsc stroma sciezka, ostroznie (ja poprowadzilam, bo kolezanka chcala zejsc w takim miejscu, gdzie nie byloby po czym isc, tylko prosto do wody). Poszlysmy ostroznie brzegiem, na drodze mialysmy takie duze kamienie i ja na tych kamieniach nagle dostrzeglam kaczki... i wolam do niej taka ucieszona jakie fajne male kaczuszki, jeszcze nie opierzone. A malutkie to one byly faktycznie, byla ich masa, biegaly i skakaly po tych kamieniach-skalkach, ledwo opierzone, nawet chyba jaoks skakaly mi na rece. Byly tak wielkosci do dwoch cm! i bardzo rozhasane, ale bardziej jakies takie kreskowkowe niz jak prawdziwe. Strasznie mnie cieszyly, tylko bardzo sie balam, zeby im nikt krzywdy nie zrobil, mowilam kolezance ciagle, zeby uwazala gdzie stapa i ja tez sie balam zeby im nie zrobic krzywdy. Potem chyba stamtad poszlysmy. Nie pamietam wiecej, cos chyba jeszcze w tym parku robilysmy, ale nie wiem. Pogoda byla ladna i sloneczna, ale mialam kurtke jakas.

A! A potem bylam gdzies i kupowalam patelnie, bardzo dlugo rozmyslalam czy ja kpic, czy jest dobra i w ogole warta ceny. To chyba nie sklep a targ byl jakis.

No i chyba wiecej nie przypomne sobie, a te kaczki mnie zadziwily :wink:

Link to comment
Share on other sites

Och, teraz to ja juz sama nie wiem, o co chdzi... alez ja biore Nashiro do siebie, co mowisz. Ale ja mysle, ze to moze chodz o to, ze z powodu moich bioderek i pobocznych okolicznosci nie pracuje, w zwiazku z czym, jestem utrzymywana... wiec odczuwam czasem moze zbytnia beztroske, bo trwa to juz chyba za dlugo, a ciagle wiem, ze mam mame i mojego... ale mnie to zaczyna meczyc. Chce czuc sie niezalezna, miec swoje pieniadze, swoje "zycie" ze tak powiem. Moc decydowac wiecej... Bo ja chce to i tamto, ciagle tylko chce, a nie mam jak, nie moge itp. Z moim zwiazkiem tez nie podejmuje zadnej decyzji, bo czuje, ze w tej sytuacji jaka mamy, nie moge obiektywnie zadecydowac i po prostu tak trwam, raz jest lepiej, raz gorzej... i czekam na cos, co mi "podszepnie" co z tym zrobic :(

To do bani z tymi kaczuszkami, takie fajne byly, na prawde sie bardzo nimi cieszylam.

Co do godzenia sie, to ja juz pogrzebalam wszystkie topory i takie tam, powybaczalam i pogodzilam sie. Co prawda nie wszystkich udalo mi sie spotkac, zeby im to powiedziec, ale nie mam zadnych przeciw do rozwazenia juz :)

Pozdrawiam :)

Link to comment
Share on other sites

Nie wsciekam sie, ale co odwlekam? Na prawde do tego mi to nie pasuje, a zdecydowanie do tego co napialam wyzej :) Jesli chodzi o rozwoj duchowy nie zukam przewodnictwa z pozorem niezaleznosci, jesli juz przewodnictwa, to bez zadnych pozorow, dopoki nie poczuje sie sama na tyle, ze juz dam rade, bo czuje, ze nie daje.

Buzka

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...