Jump to content

Karty a (nad/pod)świadomość


siloam
 Share

Recommended Posts

kwestia własnej umowy z kartami

Z drzewem i samochodem też zawierasz umowy? Tak ciężko Wam napisać wprost, że za kartami kryją się inne byty osobowe (z całą pewnością nie własna podświadomość)? Przecież nie można zawrzeć umowy z kimś pozbawionym własnej autonomii i inteligencji.

Link to comment
Share on other sites

Widzę, że nie przeczytałeś całego posta. Gdybyś to zrobił, dowiedziałbyś się, że mówię o umawianiu się z własną podświadomością, której metaforą w stwierdzeniu, które wyłuskałeś, są karty. A własną podświadomość, nieświadomość, a nawet zupełnie prozaicznie - świadomość - da się namówić do współpracy, jeśli włoży się w to odpowiednią ilość wysiłku i chęci do nauki.

 

A z drzewami, owszem, też zdarza mi się zawrzeć umowę :).

Link to comment
Share on other sites

Przeczytałem, dlatego napisałem że tu nie może chodzić o własną podświadomość, która nie jest autonomicznym i inteligentnym bytem. Podświadomość to nieuświadomione procesy psychiczne a nie nie coś oddzielnego pod względem bytu i inteligencji od Ciebie. Podświadomość to część Ciebie - nie możesz z nią zawrzeć umowy, bo ona jest z definicji nieświadoma. Już nie mówiąc o absurdzie - skąd Twoja podświadomość za przyszłość innych ludzi lub jak może ją prognozować skoro to Twoja podświadomość - przypisana tylko do Ciebie.

Edited by siloam
Link to comment
Share on other sites

Podajesz tylko jedną z możliwych interpretacji terminu podświadomość i jeszcze trochę nią manipulujesz. Nie ma przecież wynikania logicznego między stwierdzeniem, że podświadomość jest immanentnym elementem człowieka i tym, że nie możesz z nią zawrzeć umowy. Operujesz zresztą definicją (czyją, skąd wziętą?), która jest różna od intuicyjnego pojęcia podświadomości w okultyzmie/ezoteryce. Jeśli niewygodny jest dla Ciebie termin podświadomości w sensie "ezoterycznie rozumianej podświadomości", możesz podstawić za niego inny termin - np. "ezoterycznie rozumiana świadomość odnosząca się do intuicji" albo inny. Zresztą, jako antropolog kulturowy, doskonale rozumiem chęć połączenia terminologii różnych nauk i światopoglądów, i przedstawienia jednego modelu ich rozumienia, ale w tym wypadku, jak i w wielu innych, jest to niemożliwe ze względów kulturowych czy też subkulturowych. Grupy zainteresowań operują swoistym żargonem i terminologiami nieprzystającymi do grup wobec nich zewnętrznych. Ale myślę, że nie ma sensu kłócić się o definicje.

 

Jeśli zamierzasz kontynuować dyskusję, to proponuję ją przenieść na inny grunt, bo nie dotyczy tak naprawdę kart strażniczych, o których jest wątek, ale różnic światopoglądowych.

Link to comment
Share on other sites

Nie ma przecież wynikania logicznego między stwierdzeniem, że podświadomość jest immanentnym elementem człowieka i tym, że nie możesz z nią zawrzeć umowy.

Jest, bo nie muszę zawierać umowy z ręką czy nogą, które są mi immanentnie przypisane i są moje, są częścią mnie jako człowieka.

 

Natomiast Twoim zdaniem podświadomość posiada własną świadomość - oddzielną od Twojej (może działać niezależnie) i właśnie dlatego trzeba zawierać z nią umowę. Tyle, że takie przedstawienie sprawy jest samo w sobie absurdalne, bo podświadomość działa w oparciu o informacje dostarczone przez Twoje zmysły i na pewno nie jest w stanie prognozować życia innych ludzi właśnie z faktu, że ta podświadomość działa wyłącznie w Tobie (nie jest podświadomością drugiej osoby). Wiedza o przyszłości pochodzi więc z innego źródła, które istnieje poza Tobą.

Link to comment
Share on other sites

Nie rozumiesz tego, co napisałam, albo nie chcesz zrozumieć. I, proszę, nie mów mi, co jest moim zdaniem, bo to obraźliwe. Z pewnością nie jest nim to, co napisałeś.

 

Aby nie być gołosłowną: w swojej praktyce tarotowej kieruję się nie fatalizmem i determinizmem, ale świadomością różnych możliwości i przede wszystkim poszanowaniem wolnej woli każdego człowieka. Nie wróżę na przyszłość, ale na podstawie wiadomości, jakie otrzymuję od osoby pytającej, rozważam teraźniejszość i w niej istniejące powiązania. Rozpatruję różne możliwości wyjścia z sytuacji i na tej podstawie staram się doradzić najlepsze rozwiązanie, oczywiście za zgodą klienta i w porozumieniu z nim. Jeśli wynikają z tego jasno efekty, które działanie dziś może przynieść w przyszłości, mówię o tym.

 

Za dalszą dyskusję dziękuję, nie lubię rozmawiać z kimś, kto nie słucha współdyskutantów.

Link to comment
Share on other sites

Siloamie ma do Ciebie pytanie.

Piszesz o swoim rozumieniu podświadomości. W porządku. Ale skoro już korzystasz z psychologicznych czy ezoterycznych pojęć, to napisz mi czym dla Ciebie jest nadświadomość i jak ją rozumiesz.

 

Z góry dziękuję.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Guest anatemka
Z drzewem i samochodem też zawierasz umowy? Tak ciężko Wam napisać wprost, że za kartami kryją się inne byty osobowe (z całą pewnością nie własna podświadomość)? Przecież nie można zawrzeć umowy z kimś pozbawionym własnej autonomii i inteligencji.

 

hehe, nie każdy się z Tobą zgodzi. Wiele osób naprawdę nadaje magiczną moc kartom, kartkom papieru z obrazkami. One umawiają się z kartami.

Ja osobiście używam kart tylko jako narzędzia, i też się umawiam, co która znaczy, nie z talią oczywiście ;P Jak widzisz - piszę wprost :)

Edited by winteer
ana, Ty wiesz ocb ;)
Link to comment
Share on other sites

proszę, nie mów mi, co jest moim zdaniem, bo to obraźliwe.

Wybacz, nie chcę Cię obrażać. Po prostu staram się być konsekwentny w wyciąganiu wniosków z tego co piszesz.

 

napisz mi czym dla Ciebie jest nadświadomość i jak ją rozumiesz.

Teraz mam pisać o nadświadomości gdy tymczasem dyskusja rozchodziła się o podświadomość, która jest terminem wywodzącym się z psychoanalizy i której mniej więcej definicja brzmi: "nieuświadomione procesy psychiczne". Rozumiem Jakubie, że ezoterycy starają się przedefiniować pojęcia, bo zmianę mentalności ludzi najłatwiej uzyskać na na poziomie języka (vide slogany: "aborcja to nie morderstwo, bo embrion to nie istota ludzka", bazujące na przedefiniowanym pojęciu człowieka).

 

też sie umawiam, co która znaczy, nie z talią oczywiście

Tzn. przypisujesz znaczenie kartom, ale to nie jest umową sensu stricto, a przyjęciem pewnej konwencji (np. światło zielone - można przejść przez drogę). Jednak to nie zmienia istoty problemu, bo przypisanie znaczeń służy komunikacji, a komunikować możemy się tylko z kimś. Karty są więc pośrednikiem w komunikacji z kimś innym od Ciebie.

Edited by siloam
Link to comment
Share on other sites

Dokładnie to miałam na mysli :) Umawiam sie z pewnymi osobami :)

Rozumiem o co Ci chodzi. Używasz słowa "umawiam się" do jakby to powiedzieć - wspólnego ustalenia znaczeń. Tylko z kim?

Link to comment
Share on other sites

Guest anatemka
Rozumiem o co Ci chodzi. Używasz słowa "umawiam się" do jakby to powiedzieć - wspólnego ustalenia znaczeń. Tylko z kim?

 

Nie rozumiesz i komplikujesz, podczas gdy ja mówie Ci wprost: znam znaczenie kart, a na wróżbe umawiam sie z pewnymi, hm... bytami :)

Link to comment
Share on other sites

Guest anatemka

Tradycja? W kartach sa zawarte archetypy, znaczenia, które nadali twórcy najbardziej znanych talii, kazdy w zasadzie dozuca tam cos swojego.

 

Karty, same w sobie to nic złego chyba? Martwe przedmioty.

Link to comment
Share on other sites

Tradycja to abstrakt, a ja pytałem o konkrety.

 

Same w sobie nic złego, ale przypisywanie im znaczeń i pokładanie jakiś nadziei w posługiwaniu się nimi już nie jest moralnie obojętne. Tym bardziej, że jak wiesz ta moc nie pochodzi od samych kart.

Link to comment
Share on other sites

Guest anatemka

Jakie konkrety? Tytuły pierwszych pism o tarocie? Tak? Jak wróce do domu to poszukam.

 

Same w sobie nic złego, ale przypisywanie im znaczeń i pokładanie jakiś nadziei w posługiwaniu się nimi już nie jest moralnie obojętne.

 

Dla Ciebie. -dlatego tego nie robisz.

Nie dla mnie - dlatego to robię.

:)

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście. Do czego potrzebne są wam te karty? Czasem nie jako pomoc w rozwiązywaniu problemów własnych i problemów innych ludzi? Tyle, że skąd karta wie co lepsze jest dla Ciebie czy innych? Skąd wie, co inna osoba czuje i co robi?

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście. Do czego potrzebne są wam te karty? Czasem nie jako pomoc w rozwiązywaniu problemów własnych i problemów innych ludzi? Tyle, że skąd karta wie co lepsze jest dla Ciebie czy innych? Skąd wie, co inna osoba czuje i co robi?

 

po pierwsze - bledem jest szukanie w kartach nadziei

poniewaz odpowiedz jest taka, jak zycie - niekoniecznie same dobre wiadomosci

po drugie - karty nie "wiedza", sa tylko nosnikiem informacji - tak samo jak kart mozna uzyc fusow z kawy czy wahadelka

szukajacy odpowiedzi wybiera to, co mu bardziej odpowiada jako instrument

niektorzy nie potrzebuja takich pomocy, korzystaja wylacznie z wlasnych umiejetnosci, predyspozycji

po trzecie - pomoc w rozwiazywaniu probelmow jest podobna jak pomoc od psychologa - wiele z tego, co mozna zobaczyc przy pomocy kart pytajacy juz wie

to czesto kwestia "przejrzenia na oczy", co czasem boli

pomijam pytania typu "czy bedziemy szczesliwi" na starcie malzenstwa - bo ta kwestia jest wzgledna, jak i wiedza o mozliwych problemach, ktore pojawia sie np. za pare lat

jakichs problemow zawsze nalezy sie spodziewac, poniewaz takie jest zycie

czasem zatem lepiej nie pytac

Link to comment
Share on other sites

Wiedza, doświadczenie, umiejętności.

Dla niektórych pewnie i różne byty, które Ty mógłbyś nazwać demonami z tego prostego powodu, że używasz innych słów na określenie tego, o czym my mówimy, i inaczej do tego podchodzisz. To, co dla Ciebie jest demonem, dla nas może być duchem opiekuńczym.

 

Czy słyszałeś o relatywizmie kulturowym?

Link to comment
Share on other sites

Siloam, każdy odpowie Ci po swojemu. Ty też odpowiadasz "po swojemu". Ja na przykład nie dzielę nic na "to i tamto". "Ja i oni". Niestety, Ty dzielisz. Poniżej wklejam mój tok myślenia (notka z mojego forumowego bloga), ale podejrzewam, że go możesz nie zrozumieć, bo związany jest ze wschodnimi filozofiami. Musiałbyś poczytać więcej o buddyzmie i taoizmie.

 

Aby zrozumieć poniższą koncepcję, odrzucić należy istnienie osobowego Boga - bytu, do którego możemy się zwracać i który jest esencją świata. Oraz, przede wszystkim to, że nie mamy związku z innymi ludźmi, a każdy żyje z osobna. O co chodzi, poniżej.

 

Co według mnie tworzy wszystko? Umysł, który nie ma granic. Wszystko nim w gruncie rzeczy jest. Wszystko jest tym samym. I jest ze sobą związane - dla normalnego człowieka to abstrakcja, ale skoro wszystko jest umysłem, to nie ma różnicy między człowiekiem a krzesłem. Jasne, różnica między mną a krzesłem polega na tym, że ja mam świadomość istnienia, ale ona również pewnym przejawem czy aktywnością umysłu.

 

Przy jakich światopoglądach łatwo będzie załapać, o co mi chodzi?

Na forum niektórzy opowiadali o Bogu, chociaż odrzucali pomysł, że jest osobowy. Postrzegali go jako wielką Miłość, która tworzy wszystko i nie karze, tym samym odrzucając opowieści o Niebie, Piekle i grzechach. Dobre postępowanie uznawali za dobre, bo jest po prostu najbardziej naturalne, skoro esencją wszystkiego jest miłość. Jest to trochę zbliżone do tego, o czym piszę.

Jeśli ktoś zaczytywał się w książkach o taoizmie i Tao jak ja albo o buddyzmie, to tym bardziej zrozumie, o co chodzi.

 

Czemu mówię o jakiś krzesłach? Bo Tarot tak samo jest przedmiotem, który nie myśli.

Zawsze powtarzałam, że wróży wróżka, a nie karty. One nie są małymi zwierzątkami objęte paktem z istotami nadprzyrodzonymi.

Wróżka wyłapuje z przestrzeni informacje - wszystko w niej wisi, skoro i my jesteśmy jej częścią. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są grą tej przestrzeni, nie ciągną się jedną linią. Trzeba tylko chcieć się dowiedzieć o rzeczach, które dzieją się w innym miejscu - o osobie, która prosi nas o postawienie kart, o swoją prace, wakacje, małżeństwo, psa czy kota. Mamy z tym większy związek, niż myślimy, przyjmując teorię, że wszyscy jesteśmy jednym - to jak wielki garnek z zupą, w której jest już wszystko.

Tarot jest pomocą, takim ekranem, na którym widać te wyłapane informacje.

 

Ale jak to się dzieje, że pokazują nam się prawidłowe karty?

 

Właśnie dlatego, że wszystko jest jednym - my, inni ludzie, przedmioty, jesteśmy przejawami tego samego umysłu. Skoro jesteśmy połączeni, to jak mogłabym nie wiedzieć (podświadomie), jak ułożone mam karty w talii podczas tasowania, chociaż ich nie widzę?

 

Sądzę, że to jest tak, dla ułatwienia w podpunktach:

1. Chcemy się czegoś dowiedzieć, więc wyłapujemy te informacje z przestrzeni - i jest to najważniejszy punkt, bo w zasadzie mamy już, co chcieliśmy. Sądzę, że na tym punkcie kończy się to, co robią JASNOWIDZE.

2. Doskonali nie jesteśmy, to, co już wiemy, musimy zobaczyć w kartach - zaczynamy je tasować. I jak, już mówiłam, umysł, którym jesteśmy, doskonale wie, co robi i to nie przypadek, jak przekładamy karty i kiedy przestajemy to robić.

3. Rozkładamy karty - pokazują się nam takie, które są dla nas oczywiste. Nawiązując do punktu 2. - wiemy, co jest dla nas oczywiste, toteż wyjmujemy tak naprawdę oczywiste dla nas karty.

 

Mam nadzieję, że nie przytłoczyłam tym wywodem. Ale ja tak naprawdę postrzegam świat i tym razem moja blogowa notka nie jest moim własnym zadawaniem pytań i zastanawianiem się nad czymś. Przedstawiam mój stały światopogląd.

Edited by Reina
Link to comment
Share on other sites

Wiedza, doświadczenie, umiejętności.

Dla niektórych pewnie i różne byty, które Ty mógłbyś nazwać demonami z tego prostego powodu, że używasz innych słów na określenie tego, o czym my mówimy, i inaczej do tego podchodzisz. To, co dla Ciebie jest demonem, dla nas może być duchem opiekuńczym.

 

Czy słyszałeś o relatywizmie kulturowym?

 

Skąd ta wiedza? To wiedza wlana? Skąd wiesz co zrobi drugi człowiek? Nadal unikasz podania konkretów.

Relatywizm to w ogóle szambo bo zakłada, że rzeczywistość jest taka za jaką ją się uważa, a przecież wiadomo, że tak nie jest i że choćbyś się wysilała to na uszach nie staniesz. Albo coś jest dobre albo złe. Ktoś może mylić zło z dobrem, nie postrzegać czegoś poprawnie ale to nie czyni jeszcze zła dobrem.

 

o według mnie tworzy wszystko? Umysł, który nie ma granic. Wszystko nim w gruncie rzeczy jest. Wszystko jest tym samym. I jest ze sobą związane - dla normalnego człowieka to abstrakcja, ale skoro wszystko jest umysłem, to nie ma różnicy między człowiekiem a krzesłem. Jasne, różnica między mną a krzesłem polega na tym, że ja mam świadomość istnienia, ale ona również pewnym przejawem czy aktywnością umysłu.

Mówisz zupełnie jak o.Jacques Verlinde przed swoim nawróceniem. Postrzeganie jest jasnym dowodem, że nie jesteśmy tym samym. Możemy być umieszczeni w jednej przestrzeni, ale tym samym na pewno nie jesteśmy. To, że ja nie jestem drzewem to nie złudzenie tylko fakt.

 

Polecam do odsłuchania

Najlepiej zacząć od 01verlinde.mp3 i podążać za numeracją.

Edited by siloam
Link to comment
Share on other sites

Skąd ta wiedza? To wiedza wlana? Skąd wiesz co zrobi drugi człowiek? Nadal unikasz podania konkretów.

Relatywizm to w ogóle szambo bo zakłada, że rzeczywistość jest taka za jaką ją się uważa, a przecież wiadomo, że tak nie jest i że choćbyś się wysilała to na uszach nie staniesz. Albo coś jest dobre albo złe. Ktoś może mylić zło z dobrem, nie postrzegać czegoś poprawnie ale to nie czyni jeszcze zła dobrem.

 

Naprawdę rzeczywistość jest obiektywna? Kto może o tym decydować? Czy chcesz powiedzieć, że tylko jeden światopogląd jest słuszny i zakłada swoje obiektywne spojrzenie na świat, a reszta to "szambo"? Przerażasz mnie.

Relatywizm nie zakłada dychotomii typu dobre-złe, czarne-białe - poczytaj o tym, dowiedz się więcej, bo masz pojęcie niewielkie albo wyjęte ogólnikowo z mainstreamowej papki. Relatywizm przede wszystkim uczy szacunku do innych i skromności w wyrażaniu swoich poglądów, a także świadomości, że możemy mylić się w swoich ocenach. Mówi, że jeśli w jednej kulturze coś odbierane jest jako właściwe/dobre/po prostu jakieś, to druga kultura może nie być w stanie ocenić tego ze swojej perspektywy. I myślę, że tak jest w tym wypadku: Ty nie umiesz właściwie ocenić naszego podejścia, bo Twoje jest od niego zupełnie różne i nie umiesz nagiąć się do nas. Tak samo my nie umiemy nagiąć się do Ciebie, bo Twoje słowa trafiają, jak napisała Reina, kulą w płot, są nieadekwatne. Dlatego ta dyskusja jest jałowa. Próbujesz nas przekonać, że to, co robimy, jest złe, podczas gdy według nas pojęcie zła zupełnie nie przystaje do naszych praktyk. Nie tylko nie uważamy, żeby były złe, ale po prostu nie rozważamy ich w takich kategoriach.

 

Konkrety podałam Ci w poprzednich postach - jeśli nie umiesz ich odnaleźć, to wykazujesz się wielką niechęcią do prowadzenia merytorycznej dyskusji i dowodzisz, że chcesz po prostu przekonać nas do swojego światopoglądu. Myślę, że na tym forum i wśród tych dyskutantów Ci się to nie uda.

Link to comment
Share on other sites

  • 4 years later...

Komentujesz po 3 latach dyskusje :)) hihi

Karta to cos na ksztalt lyzki podczas jedzenia zupy ;) czyms trzeba nabrac zawartosc..

Ktos kto duzy talent nie musi brac kart (pan jackowski) inni uzywaja kart by skorzystac z tej samej czesci umyslu jak on, a jeszcze inni mimo kart nic nie wyczuja... Sa tez osoby ktore stosuja zwykla psychologie...

Link to comment
Share on other sites

Komentujesz po 3 latach dyskusje :)) hihi

Myślę, że skoro moderatorzy go nie zamknęli, ani nie przesunęli do archiwum, to jak najbardziej nadaje się do dalszej dyskusji, skoro kogoś on zainteresował.

Link to comment
Share on other sites

  • Administrator
Komentujesz po 3 latach dyskusje :)) hihi

No komentuje, a czy to jest zabronione? Rondka 3 lata temu nie było forum a teraz jest i to go akurat zainteresowało. A i na przykład: ja nie mam czasu na szukanie przeróżnych wątków, ale jeśli ktoś wyciągnie z czeluści jakiś interesujący, to również go chętnie poczytam, a jak mam coś w nim do powiedzenia to i przyłączę się do dyskusji.

Link to comment
Share on other sites

Widzisz tam usmiech i slowo hihi oraz moja odpowiedz? ;) Po co sie spinac i sobie dopowiadac czegos czego nie ma :)

 

Ps. Edit: Osoby ktore w internecie odpowiadaja na kilkuletnie posty sa nazywane archeologami :) Witamy na forum...

Edited by tos
Link to comment
Share on other sites

Przepraszam, odpuszczam temat. Liczyłem na merytoryczne wypowiedzi a tymczasem chyba obudziłem czyjeś kompleksy. Dlatego wydaję oficjalne oświadczenie: CZUJĘ SIĘ JA, NOWICJUSZ, MALUTKI WOBEC TEGO, KTÓRY JEST STARSZYM STAŻEM FORUMOWICZEM. Czy teraz jest dobrze? Ale do tego jeszcze pozdrawiam.

 

Ech, spokojnie.

W ogóle to bardzo mi miło, że pochwaliłeś mój post, był pisany dawno temu i niedawno wróciłam na forum.

Masz jakieś swoje spostrzeżenia?

Link to comment
Share on other sites

  • Administrator

Oj nie, teraz to już całkiem źle. Nie odpuszczaj - temat Cię interesuje, a moim zdaniem dyskusja jest fajna. Zresztą odkąd to Strzelce odpuszczają, hę?

Co do kompleksów - wydaje mi się, że masz rację... kolega jakieś ma, ale nie znaczy, iż one są Twoje...

tos - wybacz, ale bez względu na to, jak kogo i za co nazywają w internecie - nie jest to tutaj miarą. To jest forum na którym można się swobodnie wypowiadać, pytać o coś lub prosić o pomoc bez względu na staż tutaj jak i też na to ile wątek ma lat. Coś tu kogoś interesuje i to jest kryterium a nie to co kto o tym sądzi. Jeśli jednak jest to dla Ciebie tak bardzo istotne to zawsze możesz kpić z kogoś tam gdzieś w tym internecie, gdzie jest to najważniejszą i najbardziej istotną sprawą pod słońcem.

Link to comment
Share on other sites

Reina, Ismer, dziekuję Wam za słowa otuchy. Lejecie balsam słów na moje ciężkie, krwawiące rany, zadane mnie biednemu poszukiwaczowi wszystkiego. Już mi lepiej. Tylko nie wiem, dlaczego Ismer mnie, Barana stuningowała na Strzelca. Miłe Panie, dla Was jednak na wszyćko się godzę. W podzięce przesyłam Wam miłą mej duszy wyciszajacą mantrę: https://www.youtube.com/watch?v=ZB4WEvUr9q8

Wyjaśnię, dlaczego pojawiłem się w starym temacie. Otóż, z moją podświadomością zapoznaję się i coraz ściślej współpracuję już ok. 15 lat.

(Na marginesie, widzę duże zmiany w pojęciu podświadomości. Temat ten nie budzi już skojarzeń i podejrzeń o satanizm, o wstydliwą część umysłu człowieka, a nawet 10 lat wstecz, mój kolega psycholog co to sobie pisze dr przed nazwiskiem, na moje podstępne pytanie co to takiego ta podświadomość, odparł żebym nie zawracał sobie tym głowy, to takie nowomodne, New Age,owe rozważania. Rozumiem go, gdyż on jest psychologicznego, wsobnego, freudowskiego chowu. Zmiany o których wspomniałem, przypisuję wspinaniu się części społeczności na wyższy poziom rozwoju duchowego, podążającej za ogólnymi zmianami na Ziemi. Mam na myśli te osoby, które na drodze własnego rozwoju zostawiły za sobą tarotowe szóstki i legitymują się siódemką a w dowodzie osobistym miast swojej fotki mają zdjęcie Głupca lub Maga).

Moja Przyjaciółka Podświadomość. pokazuje mi coraz to inne formy międzywymiarowej wieloznaczności, wiedzie mnie szlakami dla mnie dotychczas nieznanymi. Co ważne i chyba oczywiste: o tym co poznaję, czego doznaję, nie mówię nikomu z grona znajomych, bo po co? Na początku nowych, niesamowitych doznań czyniłem takie próby, dlatego, że chciałem wykrzyczeć całemu mojemu światu: SŁUCHAJCIE!!! tzw prawda nam wkodowana jest nieprawdą! I co? Patrząc na zdumienie w ich oczach do17 wyrażone szybko zrozumiałem, że słuchające uszy nie przesyłały treści odebranej do mózgu, ponieważ matryca odbiorcy była przez religię, przez NAUKĘ zaprogramowana wyłącznie na tematy ogólnie poprawne. Moja Przyjaciółka stopniowo wskazuje mi nowe ścieżki; a ostatni drogowskaz skierowała na: KARTY. Owszem, przyznaję, dotychczas nie wierzyłem we wróżby ( trudno wymazać tak zaraz, te tkwiące jak zarośnięta głęboko pod skórą drzazga, kilkudziesięcioletnie relikty, wpisy myślowe), nie wiedziałem że Przyszłość już jest od dawna. Potrzebowałem czasu. Dojrzewałem. I dostrzegłem drogowskaz, a że na rozwidleniach mej drogi widnieją tabliczki „Droga Głupca”, więc czym prędzej odnalazłem EzoForum, inne kontakty i jestem z Wami. Zadowolony z wejścia na moją nową drogę.

I teraz docieram do sedna mego gadulstwa. Uczę się słów opisu Świata, szeptanych mi przez karty, pod dyktando mojej słodkiej, serdecznej Przyjaciółki.

I właśnie dlatego reanimowałem ten szalenia dla mnie ciekawy stary wątek, a że życie nie raz pokazało, iż archeologia (lekceważona czasem, jak tu wyczytałem), (jak również nie ceniona antropologia), uczy przyszłośći, więc wytknięte mi 3 lata opóźnienia nie deprymują mnie.

Salam Alejkum, Miłe Panie.

Shalom (a to dlatego, że w tle mam muzykę klezmerską).

Edited by Rondek
Link to comment
Share on other sites

  • Administrator

A nie wiem, może dlatego skojarzył mi się Strzelec, bo szukasz i dalej sięgasz :)

No i tu także jest miejsce dla tych, co chcą pogadać o tym o czym się nie da pogadać z tą zaprogramowaną większością i dla tych, którzy chcą opowiedzieć innym o tym co odkryli.

Rzecz jasna i tu znajdują się różni ludzie, o różnych światopoglądach, ale na ogół - i w przeciwieństwie do "poprawnie myślących" - istnieje większe prawdopodobieństwo, że zostanie się zrozumianym.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu - nawet te, o których wspominasz, choć może nie dziś ani jutro ani nawet w tym wcieleniu lub i w stu następnych - ale sądzę, że prędzej czy później każdy człowiek dozna tego, co nazywają oświeceniem a ja - poznaniem prawdy - bo inaczej nie widzę sensu istnienia.

Trochę to nieskładne, co gadam, ale myślę, że każdy ma swoją ścieżkę, jedne są już drogą w miarę prostą a inne jeszcze nie: krążą, kołują, czasami to ścieżynki tylko, czasami drogi prowadzące na manowce, lecz jestem głęboko przekonana, że każdy kiedyś jednak dotrze do celu.

Link to comment
Share on other sites

Ostatni wpis Ismer spowodował otwarcie się w mojej świadomości nowego kwiatu zrozumienia. Ismer pobudziła jego uśpiony pączek, widać czekał na taki impuls. Ismer, dzięki Ci za to.

Ismer, pisze: „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu - nawet te, o których wspominasz, choć może nie dziś ani jutro ani nawet w tym wcieleniu lub i w stu następnych - ale sądzę, że prędzej czy później każdy człowiek dozna tego, co nazywają oświeceniem a ja - poznaniem prawdy - bo inaczej nie widzę sensu istnienia.”[/i][/i][/i]

Długo analizowałem te słowa i wyszło mi, że wg mnie to nie całkiem jest tak. Od iluś ostatnich lat, jako ludzkość, wchodzimy na drogę duchowego rozwoju i w znamienitej większości zaczynamy nią dreptać stadnym truchtem. Czy rozwój może być zbiorowy? A jeśli tak, to co? Zakładamy nową religię? Uważam że wskazane jest poznawać zdania przeróżnych autorytetów, nauczycieli, ale doświadczać samodzielnie, a wtedy mówimy o rozwoju.

Dalej Ismer pisze że wszystkie drogi wiodą do Rzymu. Tylko czy każdy musi podążać do Rzymu? Czym jest wobec tego ten Rzym. Może bardziej obrazowo. Wyruszamy przypadkową grupą z Krupówek w drogę. Jeden doświadczony dreptak zaplanował wejście na Kasprowy, inny pan z ogromnym brzuszyskiem chce dotrzeć do Orlej Perci, jeszcze inna pani w klapkach idzie na Rysy. A jeszcze inny chce tylko iść, samotnie, z dala od zgiełku nieoznakowanym szlakiem (w 1966 r Wyd. Sport i turystyka wydało „Tatry. Przewodnik„. Z nim w garści można wędrować bezbłędnie nieoznakowanymi ścieżkami, w ciszy, samotnie), iść tylko by poznawać, czerpać radość z samego poznawania czegoś nowego. Która z tych osób ma rację z wyborem swego Rzymu?

Teraz już wszyscy mówią, piszą, szkolą o Oświeceniu i drodze doń. Czy ktoś słyszał o rozwoju duchowym bez podążania ku Oświeceniu? Toż to takie nieakuratne, takie jakby mało świadome, ponieważ miarą rozwoju jest pęd ku Oświeceniu! Z założeniem że wszyscy potrzebują tego samego, tak jakby mieli zamontowany taki sam procesor dla tworzenia obrazów potrzeb i dążeń.

 

Jako karciany nowicjusz zbudowałem sobie obraz Świata. Tarotowy. Mądry, logicznie uporządkowany, gdzie wszystko ma swoje miejsce. Każdy z nas jest inny, jak inne są przesłania kart. Każdy z nas opisany jest inną kartą, z jego temperamentem, zdolnościami, dążeniami, celami. Właśnie; celami. Zmieniamy się w życiu, jak znaczenie karty w sąsiedztwie. A Wielki Rozdający tasuje, tasuje, nasz los się przemieszcza, a my wciąż zakładamy, planujemy, podążamy, szukamy Prawdy... A gdzie miejsce na Oświecenie? A może nasza droga wiedzie przez Oświecenia Wielkie lub Oświecenia Małe? I ci od Małych (do których ja się zapisuję) dążą do poznawania dla poznawania i już sama droga ich oświeca (przy ogromnym wsparciu podświadomości, jeśli jesteśmy świadomi jej obecności przy nas), a ci z Wielkich szukają drogi do swojego Rzymu? A może Wielki Rozdający sam przydzielił nas do Wielkich lub Małych? I może, jak pisze Ismer, to staje się celem istnienia?

Jeśli ktoś wie jak jest naprawdę, proszę o telefon (tylko proszę, bez lipy i wymądrzania się).

Link to comment
Share on other sites

  • Administrator

Rondek - dla mnie oświecenie to po prostu poznanie prawdy a nie żadne "trendy". Na dziś nie wiem co to jest, czym jest ta prawda i ciągle jeszcze jej szukam, mimo iż kiedyś w jakiejś nanosekudzie ktoś / coś ? "uchyliło mi rąbka zasłony".

Moim Rzymem, czyli celem do którego zmierzam jest właśnie owo poznanie. W tym sensie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale przy tym każdy zmierza doń swoją indywidualną ścieżką i nie jest to droga na jedno życie.

Nie ma "rozwoju duchowego" bez podążania ku oświeceniu - czyli w moim pojęciu ku podążaniu do poznania prawdy. Różnie można ten rozwój nazywać, dla mnie jest to proces ciągły, który w danym momencie życia (i wcieleń w ogóle) jest na pewnym, nazwę to: poziomie, czy też stopniu zaawansowania świadomości indywidualnej.

Uważam też, że paradoksalnie: rozwój duchowy jest zbiorowy, gdyż jednostka najpierw podporządkowana jest prawom (prawdom) zbiorowości, z których czerpie określone wzorce w tym te, które wskazują jej drogę do "poznania prawdy" (etap religii - zbiorowy rozwój duchowy, o ile można to tak nazwać) ale każda istota ludzka została wyposażona w możliwość myślenia i wyboru świadomego działania, co jest już czymś innym niż "zwierzęce" podleganie instynktom biologicznym, przeróżnym popędom i ślepym dążeniem za ideą przewodnią owej zbiorowości (etap indywidualnego rozwoju duchowego).

Jest także zbiorowy, gdyż ludzkość tworzy zbiorowisko istot, którym ta możliwość wyboru została udostępniona, w przeciwieństwie do innych istot, którym to jeszcze nie zostało dane (a przynajmniej tak to wygląda na dzień dzisiejszy i niekoniecznie musi być twierdzeniem prawdziwym).

Oczywiście my im (popędom) w dalszym ciągu podlegamy, ale mamy możliwość wyboru, czego nie mają bracia mniejsi.

I właśnie nie każdy musi podążać do Rzymu - jeden może pozostać na poziomie popędów, przeżywając swoje życie na poziomie zaspokajania potrzeb a drugi "wznosi się" ponad te popędy i szuka sensu istnienia. Na każdej paczce fajek jest motto, o którym dobrze jest pamiętać: "wybór należy do Ciebie" :zeby_na:

Wydaje mi się, że ludzkość weszła na drogę duchowego rozwoju jak tylko stała się ludzkością, ba, sądzę, że - o ile istnieje stwórca tego wszystkiego - to zaplanował on poszczególne etapy rozwoju świadomości w ogóle, poczynając od pierwszego ożywionego stworzonka na tej Ziemi (i chyba nie tylko na naszej Ziemi, ale na razie to sobie darujmy).

Ale to co dziś nazywamy rozwojem duchowym (np new age, ezoteryka itp) wcale takim być nie musi, to my, jako ludzie, mamy o tym takie wyobrażenie. Takim samym rozwojem duchowym można nazwać każdą religię, gdyż religia z samego założenia ma prowadzić człowieka ku poznaniu prawdy, do tego sławetnego "oświecenia". A to co człowiek czyni z tych uniwersalnych prawd i że czyni religie narzędziem sprawowania władzy to zupełnie inna bajka i moim zdaniem nie tak to miało wyglądać. Na przestrzeni dziejów ludzie zmierzali stadnym truchtem w stronę rozwoju duchowego i dziś także to czynią ale nie jest to niczym złym, po prostu są na jakimś etapie; nie musi to być religia, może to być "ezoteryka" albo "modlitwa w swojej izdebce".

Nie wiedzą, więc skłaniają się ku temu, by słuchać "przewodnika" - to też jest pewien etap, który przechodzi każdy. Poza tym samodzielne myślenie (i poznawanie)… boli, bo trzeba się zmierzyć z samym sobą (to oczywiście wielki skrót myślowy) i jest to co najmniej niewygodne, wymaga też odpowiedzialności, więc - niech inni za nas myślą i ponoszą odpowiedzialność.

Jedni pozostają w zbiorowisku, inni z niego wychodzą i wkraczają na drogę poznawania samodzielnego. To też nie znaczy, że już jest wszystko O.K, gdyż na tej drodze także jest łatwo pobłądzić. Ale wszystko: i jedno i drugie jest drogą rozwoju, tyle, że na różnych etapach.

Moja droga astrologiczna na przykład zaczęła się od zbiorowości właśnie. Poznałam kilka koncepcji, nauczyłam się tego i owego, ale właściwa (tak sądzę…) droga rozpoczęła się dopiero wtedy, gdy zaczęłam samodzielnie interpretować horoskopy i konfrontować je z rzeczywistymi wydarzeniami, eliminując po drodze te koncepcje, które nie mają odzwierciedlenia w życiu, które mi się nie sprawdzają. I wypracowałam sobie swoją astrologiczną prawdę.

Czy to znaczy, że pęd zbiorowy (poznawanie zdania nauczycieli, autorytetów) nie był "rozwojem"?

Uważam, że był, ale się skończył i nastąpił kolejny etap: poznawania samodzielnego, który także (dla mnie) jest li tylko następnym schodkiem do "oświecenia astrologicznego" i nie nastawiam się na to, że doznam go w tym wcieleniu, choć taką możliwość dopuszczam ( i chętnie bym widziała u siebie :lol: )

I uważam, że tak jest z każdym poszukiwaniem prawdy, z każdym oświeceniem: każdy człowiek jest na swoim własnym etapie rozwoju świadomości i poszukiwań, ale obojętnie na jakim by nie był etapie "dziś", to wszystko, prędzej czy później, ma na celu doprowadzenie go do poznania prawdy ostatecznej, i w tym sensie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.

Napisałeś:

Która z tych osób ma rację z wyborem swego Rzymu? - sądzę, że wszystkie. Są na jakimś "stopniu rozwoju i na jakiejś ścieżce" w tej swojej wędrówce ku poznaniu, ku oświeceniu, choć niektórzy nawet o tym być może nie wiedzą albo może i wcale nie chcą teraz do tego Rzymu podążać. Więc ci - teoretycznie - na razie stoją w miejscu lub podążają gdzie indziej, poznają inne aspekty życia ziemskiego, ale jestem głęboko przekonana, iż wcześniej czy później nastąpi przełom i każda dusza świadomie (w sensie rozumienia wyboru) wybierze także aspekt poznawania "życia duchowego", w ogóle "duchowości", która wg. mnie jest jednym elementów składowych całego świata przejawionego, choć bodajże najbardziej nieuświadomionym i najbardziej zaniedbanym.

Ale nie da się osądzić, która z dróg jest "naprawdę prawdziwa" - bo takiego kryterium nie ma i nikt nie ma prawa nikomu go narzucać.

Rondek… czy Ty myślisz, że ktokolwiek wie, jak jest naprawdę? Myślę, że każdy jest przekonany o tym, że jego prawda, czyli ta koncepcja, której jest zwolennikiem, jest prawdą. Mnie się kiedyś przydarzyło coś niesamowicie niewyjaśnionego, nie da się tego opisać, nie ma słów i pozostała mi po tym jedna pewność: miłość jest prawem najwyższym, jest czymś co to wszystko nakręca, ona "istnieje" i wszystko przenika, ale nie ma to nic wspólnego z tym, co my, jako ludzie nazywamy "miłością". W tamtej chwili rozumiałam wszystko, widziałam i wiedziałam, że absolutnie wszystko "co jest i co się wydarza" ma cel i sens.

Wcale nie znaczy to, iż stałam się "lepszym człowiekiem", mądrzejszym itp, ale jeśli dziś ktoś pyta mnie czy "wierzę w Boga" to mówię, że nie wierzę, gdyż wiem, że jest :)

I taka jest moja prawda na dzień dzisiejszy, to moje "oświecenie", ale jutro to się może zmienić, bo może poznam coś innego, jeszcze "wyższego", kto wie?

Link to comment
Share on other sites

Do Ismer.

Dziękuję za poważne i co najważniejsze, bardzo szczere podejście do mojej odpowiedzi na Twój przedostatni post. Widzę iż spowodowałem mały dysonans zbyt lekkim potraktowaniem Twojego „auto da fe” o Oświeceniu i rzymskiej drodze. Z mojej strony była to tylko impresja do Twojego wpisu z 24.04. Minęliśmy się w rozmowie ciężarem właściwym opisu naszych przemyśleń i jest mi przykro, że zetknęła się Twoja rzeczowość z moją motylą powagą myśli i słowa. W najmniejszym stopniu nie kwestionuję Twoich poglądów gdyż zgodne są z moimi. Przedstawiłem tylko moją optykę spojrzenia, wiedząc że opisujemy ten sam obraz lecz widziany po różnymi kątami. Ja życiową ścieżką zygzakuję, nie wlokąc się tłumnymi szlakami, idę z opisanym wcześniej przewodnikiem tatrzańskim, a za zakładkę w tej książce służy mi karta Głupca. Gdy jestem zmęczony, przysiadam na chwilkę na kamieniu, na którym ktoś nabazgrał napis: kontestacja.

Z tej to przyczyny, mój obraz świata czasem jest niespójny z widokiem ogólnym, i dlatego pokazałem Ci moją kolorystykę wspólnie oglądanego obrazu.

I jeszcze mam prośbę do Ciebie; nie czytaj tak na serio, a może tak wiernie z literą treści, moich słów. Ja lubię słuchać brzmienia muzyki jeszcze w interwałach a czytać między wierszami.

Dotyczy to Twego pytania: „Rondek… czy Ty myślisz, że ktokolwiek wie, jak jest naprawdę?”

Gdybym tak myślał, podałbym przecież nr telefonu.

 

Reina,

pytałaś czy mam jakieś spostrzeżenia. Mam.

Po pierwsze; z dużą przyjemnością czytam Twoje wypowiedzi, imponuje mi Twoja wielopłaszczyznowa wiedza. Z ciekawości przejrzałem niektóre Twoje wypowiedzi (zgadnij proszę, dlaczego nie wszystkie).

Po drugie; cenię Twoje słowa, bo mowę kart tłumaczysz jako wiadomość z Matrycy, czy jak różnie zwą, z Wyższego Ja, Uniwersum itd. Jeszcze parę miesięcy wstecz kart nie dostrzegałem, nie przywiązywałem do nich żadnego znaczenia. Jeden przypadek (?) sprawił że zainteresowałem się nimi i stałem się odkrywcą; że karty wpisują się w wiele przekazów dotychczasowych, słanych do mnie Stamtąd. I tak wspólnie z moją podświadomością, wędrujemy nową ścieżką Tarota, ze świadomością bycia częścią całości. Co prawda zacząłem od kart klasyczych lecz ich mowa była zbyt cicha dla moich uszu, więc zainteresowałem się jeszcze tarotem. Niestety nie zdążę już poznać jednych i drugich, dokonałem wyboru i wygrał tarot. I tak powolutku usiłuję rozbudowywać swoją nową wiedzę.

 

Pozdrawiam Panie.

Edited by Rondek
Link to comment
Share on other sites

  • Administrator

No tak Rondek, masz rację. Usiłuję coś wyjaśnić najlepiej jak potrafię i wynika to (przynajmniej tak sądzę) z przyzwyczajenia, z czasów, kiedy byłam zobligowania do udzielania odpowiedzi na przeróżne pytania. Dziś już nie prowadzę takiej działalności - ale nawyk został. Wielokrotnie na tym się łapię, obiecuję sobie, że nie będę i ... bach, znów mnie niesie. Poza tym, no cóż, lubię pogadać z kimś kogo uważam za rozumiejącego, niekoniecznie mnie a przede wszystkim zagadnienia, o których uskuteczniamy te pogaduchy.

Dziękuję Ci - i za cierpliwość do mnie za i naprawdę ciekawe i - absolutnie nie motyle - wypowiedzi :rolleyes:

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...
po pierwsze - bledem jest szukanie w kartach nadziei

poniewaz odpowiedz jest taka, jak zycie - niekoniecznie same dobre wiadomosci

po drugie - karty nie "wiedza", sa tylko nosnikiem informacji - tak samo jak kart mozna uzyc fusow z kawy czy wahadelka

szukajacy odpowiedzi wybiera to, co mu bardziej odpowiada jako instrument

niektorzy nie potrzebuja takich pomocy, korzystaja wylacznie z wlasnych umiejetnosci, predyspozycji

po trzecie - pomoc w rozwiazywaniu probelmow jest podobna jak pomoc od psychologa - wiele z tego, co mozna zobaczyc przy pomocy kart pytajacy juz wie

to czesto kwestia "przejrzenia na oczy", co czasem boli

pomijam pytania typu "czy bedziemy szczesliwi" na starcie malzenstwa - bo ta kwestia jest wzgledna, jak i wiedza o mozliwych problemach, ktore pojawia sie np. za pare lat

jakichs problemow zawsze nalezy sie spodziewac, poniewaz takie jest zycie

czasem zatem lepiej nie pytac

 

No właśnie. Tarot na ile na prawdę działa, a na ile to tylko nasza iluzja, pomaga przejrzeć na oczy. Ja chciałam kiedyś bardzo zobaczyć w kartach, że pewien chłopak mnie chce tak jak ja jego i TAK JAK MI O TYM OPOWIADAŁ, ale o dziwo w kartach i to kilkakrotnie w pytaniu o to, co do mnie na prawdę czuje w pierwszej kolejności występował "strach" czyli 9 mieczy. W pytaniu jak bardzo mnie pragnie i czy będziemy razem, często otrzymywałam tą samą kartę "ucieczki" czyli 7 mieczy. Trochę nie dawałam sobie w to uwierzyć i brnęłam dalej w relację. W kilku ostatnich rozmowach powtarzał "że się mnie jakoś boi", "że kiedy przychodziło mu się ze mną spotkać, to mu się wszystkiego odechciewało", a ostatecznie się ode mnie odciął.

Z perspektywy czasu żałuję, że ich nie posłuchałam. To by zaoszczędziło mi czasu i nieprzyjemnych wspomnień.

Edited by kirsty16
Link to comment
Share on other sites

Widzisz tam usmiech i slowo hihi oraz moja odpowiedz? ;) Po co sie spinac i sobie dopowiadac czegos czego nie ma :)

 

Ps. Edit: Osoby ktore w internecie odpowiadaja na kilkuletnie posty sa nazywane archeologami :) Witamy na forum...

 

Nie wszyscy istnieją na forum od początku. Dochodzą nowe, które mają coś dodatkowego do powiedzenia na temat i chcą wzbogacić tym wątek i podyskutować z nowymi aktywnymi osobami, które też będą miały coś nowego do powiedzenia.

W toku takiego rozumowania, forum nie powinno istnieć, bo nie można na nim "Rozmawiać" i niczego od siebie nie wkładać, jeżeli się nie zdążyło w czasie teraźniejszym. Więc najlepiej może by tak usuwać co jakiś czas tematy, by rozwijać temat od nowa? :)

 

Temat można uznać za zamknięty, kiedy wyczerpią się wszystkie możliwe odpowiedzi...

Najlepiej więc zrobić limity...

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...