Jump to content

Sasiad, cyganie, pociag, taboret, suknia...


Szyla
 Share

Recommended Posts

Heh, moje lekcje snowe, chyba musze odlozyc na kiedys. W zwiazku z powyzszym pozwalam obie poprosic o zerkniecie na ponizsze :oops:

 

Nie wiem, czy to bedzie bardzo skladne. Bylismy gdzies z moim i nie bardzo mielsmy jak wracac do domu. Nagle bylismy w taksowce z naszym sasiadem z gory i jakims gosciem i myslelismy jak tu wrocic i w ogole, bo na taksowke chyba nie mielismy kasy. Moj chyba byl pijany czy cos. Sasiad stwierdzil, ze to "jego" taksowka, a przeciez mieszkamy w tym samym donku, wiec nas podrzuci. A moj nagle zaczal miec jakies obiekcje. W koncu pojechalismy. Potem przez okno patrzylam jak ten koles sobie szdl do domu i gadali z sasiadem przed domem, ale dom wygladal inaczej niz w realu, duzo ladniejszy byl.

Potem mialam gdzies jechac (z Polski?Do Polski? nie wiem) i nagle jakos wiedzialam, ze scigaja mnie cyganie, u ktorych w realu mieszkalismy jakis czas. Jakos tak po prostu nie lubili nas. Czekalam na pociag i wiedzialam, ze moga mnie dorwac. Wiec czekalam w poczekalni, bo tam duzo ludzi, to bezpiecznie, wybiegajac w ostatniej chwili, spoznilam sie jednak na pociag. Nastepny byl chyba za pol godziny. Wiec znowu musialam uciekac do poczekalni, podrodze sie nanich natknelam (dwoch z nich) uciekalam tak zebu choc otworzyc drzwi do poczekalni, zeby ludzie zobaczyli, zeby mnie puscili. W progu jeden mnie trzymal a ja zaczelam go bic parasolem. Krzyczalam do ludzi ze oni mi chca cos zrobic i w ogole. Uspokoili sie wiec zaczelam do jednego o co mu chodzi i w ogole, zeby nas zostawil etc. Nazwalam go cyganem i sie wkurzyl chcial bic, a ja mu, no ze przeciez jest nim, to nie przezwisko, o co mu chodzi. W koncu poszli. Ja zaczelam panicznie wydzwaniac do mojego faceta, czy jest bezpieczny, czy wszystko ok, dlugo nie moglam sie dodzwonic. Potem mowilam mu ze byli tu i zeby uwazal bardzo na siebie etc.

Potem nagle bylam w sklepie z mama, to byl "charity shop" czyli taki z uzywanym wszystkim, na cele charytatywne sprzedawanym. Nagle patrze taboret fajny, pytam mamy co mysli, 9.99 chyba kosztowal, mama mowi zeby pocztac gdzie zrobiony, jaki material (dziwie sie bo to tylko taboret, ale sprawdzam) to jakas dziewczyna wlasnie przyniosla i zaraz po tym jak ja go chce, to jeszcze ktos sie pyta o to (bo w pewnym momencie to nie taboret juz a piekna suknia balowa, takani rozowa, ni czerwona, troche moze w braz, stonowana taka z czarnymi wykonczeniami z koronki) ogladamy ja i mowie, ze biore (mysle gdzie tu w niej chodzic, ale twierdze, ze sie rzyda, raz na iles sie taka okazja zdarxza), mowie tej kobitce, co tez chciala, ze trudno ale ja biore. Mowie mamie, zeby zostala z pania (ktora to przyniosla) zartuje zeby nie bylo ze uciekam, daje mamie sukienke i ide do bankomatu. Tam nagle obliczam te pieniadze, ile jeszcze wytargujemy ze stowy, w torebce mam duzo banknotow, paletaja sie po niej.

No i chyba tyle pamietam :)

Pozdrawiam najserdeczniej

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...