Jump to content

samolot, i szpital w hangarze


kuka
 Share

Recommended Posts

Już jakis czas temu snił mi sie dziwny sen...który do dzisiaj budzi mój lekki niepokój, byłabym wdzięczna za interpretację, wciąż o nim pamiętam i myśle, ciekawa jestem co tam we mnie siedzi :)

Śniło mi się, że jestem z koleżanką niedaleko uczelni i że mamy tam coś do załatwienia. Poszłyśmy wiec na uczelnie, ale w momencie, w którym powinniśmy wejść na dziedziniec okazało się, że nie jest to wcale moja szkoła. Stałyśmy na dziedzińcu ładnego, nowoczesnego budynku, zbudowanego z czerwonej cegły.

Znajdowało się tam przeszklone wejście, w którym pojawiły się inne studentki z mojej uczelni, miały pod pachami tuby i rulony, spieszyły się na jakieś zajęcia, więc tylko nam pomachały i gdzieś poszły.

Nie chciałyśmy z Anią wchodzić do środka budynku, nie był on niemiły czy złowrogi po prostu go zlekceważyłyśmy.

W rzeczywistości dziedziniec mojej szkoły jest dość duży i przestronny, chociaż zagracony. Natomiast ten sprawiał wrażenie zadbanego dziedzińca na tyłach luksusowej kamienicy, lecz zamiast jednej ze ścian, która powinna się tam znajdować był jakby hangar, w który był samolot. Tył samolotu, był otwarty jak w transportowcach, z tym, że poziom podłogi znajdował się na wysokości mojego pasa. Tym samym wejście do środka przysparzało pewne trudności. Mimo to, za pomocą podnośnika udało się nam dostać do środka. Znalazłyśmy wolne fotele, znajdujące się niedaleko wejścia, i jak gdyby nigdy nic zajęłyśmy miejsca. Nie byłam ani zaniepokojona ani zdziwiona tak osobliwym zdarzeniem jak samolot w kamienicy, najnaturalniejszą rzeczą, jaką mogłam zrobić, było właśnie znalezienie miejsca.

Siedziałyśmy tak pewną chwilę, gdy okazało się, że przeszklone drzwi prowadzą do szpitala. W jednej chwili zrobiło się dość tłocznie na dziedzińcu, jakieś osoby zaczęły się pętać w tą i z powrotem, pielęgniarze wieźli na dwóch szpitalnych kozetkach trzy kobiet z dziećmi. Dwie spokojnie leżały, gdy trzecia siedziała w nogach jednej z nich. Wszystkie miały po małym dziecku na rękach.

Gdy zostały wywiezione podeszła do nas pani o kulach i poprosiła o pomoc w dostaniu się na pokład samolotu. Pokazałyśmy jej podnośnik, z którego skorzystała. Po jakimś czasie przyszedł kolejny inwalida, lecz tym razem bez zbędnych pytań sam obsłużył się podnośnikiem i po chwili był już z nami. Nie pamiętam żeby byli tam jacyś inni pasażerowie, chociaż mam wrażenie że było tam więcej ludzi.

Nie wiem jak ani skąd pojawiła się pielęgniarka i rozdała każdemu po dziecku lub niemowlaku. Ja dostałam zawiniątko, które okazało się być lalką noworodka. Nie specjalni się tym przejęłam, ułożyłam zawiniątko wygodnie na siedzeniu. Było tam też kilkoro chodzących brzdąców, na których, ich opiekunowie, wcale nie zwracali uwagi. Chodziły one po wnętrzu samolotu i zaczęły niebezpiecznie zbliżać się do krawędzi otwartego luku samolotu. Postanowiłam wyjść na zewnątrz, by przypilnować dzieci. Zeskoczyłam na ziemię i stałam tak, by móc w każdej chwili, w razie potrzeby złapać,

któregoś berbecia za frak i nie pozwolić mu spaść. Nie czekałam długo, gdy jakieś dziecko o mały włos nie spadło z rampy. Oddałam je opiekunowi i chwile jeszcze postałam, upewniając się czy wszystko w porządku.

Po jakimś czasie pojawiła się stewardessa i poinformowała, ze za chwile odlatujemy. Chciałam dostać się z powrotem do samolotu używając rampy, ale ta kompletnie przestała działać. Byłam trochę zaniepokojona, gdyż wiedziałam, że nie dam rady wskoczyć tam z powrotem.

Kilka razy jeszcze próbowałam użyć felernego podnośnika, ale bez większego rezultatu. Zdenerwowana postanowiłam obejść samolot w około. Nikt z pasażerów nie zwrócił uwagi na moją nieobecność. Znalazłam jakąś inną stewardessę i poprosiłam o pomoc, powiedziała, że tamtą drogą już nie wejdę do samolotu, ale jeśli tylko pomogę zamknąć jej wrota od hangaru wpuści mnie wejściem dla obsługi.

Chwile zeszło nam przy drzwiach, miały jakąś dziwną konstrukcję. Już po wszystkim wzięła mnie do drugiego wejścia, normalnych schodków na wózku, jakie można zobaczyć na lotniskach. Gdy weszłam do środka okazało się, że zamiast znaleźć się w korytarzu między siedzeniami, jestem w kabinie pilota. Musiałam przejść przez kokpit by dostać się na swoje miejsce. Trwało to jakoś niesamowicie długo, a w momencie kiedy otworzyłam drzwi do tylniej części...... obudziłam się .

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...