LtG Napisano 11 Maja 2008 Napisano 11 Maja 2008 Wczoraj miałem chyba najdziwniejszy ze snów, które pamiętam...zaczynał się w lesie, późną nocą. Pamiętam, że wybrałem się tam z kolegami, ale dlaczego - nie wiem. Błąkając się tak po nim, spotkałem nagle jednego z moich najlepszych przyjaciół obściskującego się z moją koleżanek. Raczej dla żartu niż z zazdrości, czy innego, podobnego powodu, krzyknąłem: "Ja też tak chcę!". Ci oderwali się od siebie, patrząc na siebie przez parę długich chwil. W ułamku sekundy ona rzuca się na mnie całując w czoło, szyję, usta i przyciskając do siebie. W końcu mówi "Nie tutaj". Natychmiastowa zmiana scenerii na...balkon mojej babci. Słoneczny dzień, prawdopodobnie południe. Opieram się tyłem o barierkę (wygląda trochę mniej solidnie niż w rzeczywistości), która nagle odrywa się, w ostatniej chwili udaje mi się czegoś złapać. Ledwo trzymam się ratując przed upadkiem z wysokości trzeciego piętra. Nade mną stoi jakaś osoba bez twarzy, która nie chce podać mi ręki. W końcu udaje mi się jakoś samemu poradzić i czuję z tego powodu dumę. Człowiek bez twarzy znika i sen w tym momencie się kończy. Motyw z balkonem powtarza się już któryś raz, choć zawsze następują w nim jakieś kosmetyczne zmiany Z reguły nie wierzę w żadne senniki, horoskopy i temu podobne rzeczy, ale pomyślałem, że szkoda by zapomnieć takiego potworka . Mógłby to ktoś zinterpretować? Samemu kompletnie nie wiem jak się do tego zabrać... Mój wiek to 15 lat
Rekomendowane odpowiedzi