Jump to content

Silna WIĘŹ (w śnie).


SmileBaby
 Share

Recommended Posts

Ostatnio mam ciągle sny o jednej tematyce, są w nich osoby, których nigdy nie widziałam, nie znam ich i nie wiem dlaczego czuję do nich takie mocne przywiązanie.

 

W pierwszym takim śnie (śniło mi się to dwa razy pod rząd) uciekałam z mojego domu, wszędzie czerwień i pomarańcz. Kłęby dymu i kurzu. Jakaś strzelanina za domem, wybuchy, nie wiem co się dzieje, nie orientuję się. Raptem pod bramkę podjeżdża mini van. Jakieś małżeństwo(on za kierownicą, kobieta obok), dziecko w foteliku, trzyma zakrwawionego misia. Machają do mnie i karzą mi wskoczyć przez otwarty bagażnik. Biegnę, wskakuję. Jestem tyłem do kierowcy, kobieta odwraca się i chwyta mnie za ramiona. Karze odjeżdżać mężczyźnie, nagle zza rogu domu wybiega brunetka. O pięknej twarzy, biegnie w moją stroną, patrzy mi się w oczy, płacze, coś krzyczy. Chcę ją uratować, wiem, że ją kocham, tak jakby była mi kimś bardzo bliskim, jakby była moją matką, wyciągam w jej stronę ręce, kobieta trzymająca mnie coraz bardziej mnie ściska i krzyczy, że nie mogę wysiąść, samochód rusza. Brunetka jest o trzy kroki od vana. Złapała mnie za rękę, ale van raptownie przyśpieszył, puściłam ją, jej twarz skamieniała i cały mój dom wraz z nią wyleciał w powietrze. Obudziłam się.

 

Jak już mówiłam, nie znam tej osoby, nigdy też jej nie widziałam, a moja prawdziwa matka nie żyję.

 

To tylko jeden z takich snów. W drugim, całkiem nie dawno, śniłam o chłopcu i mordowaniu. A było to tak:

Wybiegłam wraz z trzema przyjaciółkami z domu i biegłyśmy na plac przed kościołem w moim mieście. Coś bardzo interesującego miało się tam zdarzyć. Na ulicach pustki, nikogo nie widać. Przeskakujemy przez bramy kościoła, ląduję na ziemi, a moich przyjaciółek już ze mną nie ma. Rozglądam się, a w około trupy, krew, ocalali ludzie, chowający się po krzakach... Słyszę szepty bym padła na ziemię i się skryła przed wrogiem. Zorientowałam się co jest zgrane, gdy zobaczyłam napakowanego kolesia w czarnym kombinezonie i z maską na twarzy, z wielką spluwą. Szedł wolnym krokiem w moją stronę. Ktoś złapał mnie za rękę, odwracam się, a tam, piękny chłopiec! Śliczny! Nigdy takiego nie widziałam. Nie znam podobnej osoby. Widziałam go pierwszy raz. Pragnęłam go chronić. Był taki mały i bezbronny, o uroczych, ładnie ułożonych włoskach... Niebieskich oczach, tak czule patrzących na wszystko, nieskażonych brudem. Jego rysy twarzy były niepowtarzalne. Coś mnie z nim łączyło. Jakby rodzinna więź, bratnia. Jakby był moim bratem, takim malutkim, kochanym braciszkiem. Szybko pobiegłam w pobliskie krzaki i ukryliśmy się tam. W te miejsce zaczęto strzelać, widziałam jak kule trafiały w osoby obok nas. Nie wiem jakim cudem udało mi się przedrzeć przez płot z tym małym... Uciekliśmy. To nie koniec. Trafiliśmy do jakiegoś domu (znowu te uczucie! Czułam, że idę do bliskiej mi osoby, znajomej, kumpeli...), wchodzimy po starych schodach, prostych, brudnych, zaniedbanych. Na samej górze powoli, ze skrzypnięciem otwierają się drzwi na jednym zawiasie, jakieś obszarpane (dominują barwy, szare, czarne, granatowe, ciemne)... Uchyliły się do końca, a tam wisielec z czarną folią na głowie, kręcący się na sznurku. Natychmiast zakryłam dłonią oczy małemu. Zeszliśmy na dół. Stojąc w jakieś starej, wielkiej sieni, usłyszeliśmy dobiegające zza drzwi kroki. Wiedzieliśmy kto się zbliża - wróg. Szybko ustaliliśmy co mamy robić, będziemy się bronić, zaatakujemy. Bezkarnie mordowaliśmy, otumanialiśmy facetów w kombinezonach, którzy wchodzili niczego się nie spodziewając, ogarną mnie szał, świetnie mi szło, do czasu. Usłyszałam gruby i obleśny śmiech dochodzący za moich pleców, powoli odwracam się, a tam, wielki, masywny strażnik(jakby generał, dowódca), pali cygaro... Uśmiecha się parszywie, a swoją grubą łapą trzyma pod szyją mojego, małego chłopca... Wyleciały mi nożyczki z dłoni, którymi się broniłam... Chciałam płakać, nie mogłam. Zaczęłam go błagać, żeby go wypuścił, wziął mnie, zostawił go w spokoju. Krzyczałam jak opętana... Chciałam tylko by chłopiec mógł żyć. Gruby zaśmiał się po raz ostatni i połamał chłopcu żebra, ręce i inne kości, podniósł z ziemi (tego chłopca nożyczki) i powbijał je w jego oczy, od dołu. Popłynęła najczystsza krew... Nawet nie krzyknął. Facet odwrócił się z tryumfem na twarzy, uśmiechnął się i podniósł dumnie głowę, wtedy nie wytrzymałam. W ułamku sekundy podniosłam nożyczki, które wcześniej upuściłam, rzuciłam się na grubasa i już siedziałam na jego karku. Z furią w oczach dźgałam go po szyli, celowałam w tętnicę, koleś legł, siadłam mu na brzuch i wyłupiłam oczy... dźgałam nożyczkami i dźgałam... Opamiętałam się, przecież co z chłopcem? Odwróciłam się, po policzkach ciekły mi łzy. Uniosłam jego ciało, tuliłam je, drgnęło... Zaczęłam krzyczeć, żeby nie odchodził, żeby mnie nie zostawiał. W takiej samej pozycji się obudziłam, tyle że nie tuliłam martwego ciała, ale miśka...

 

Trzeci sen z taką samą więzią śnił mi się dwa dni po tym z chłopcem. Pamiętam ktoś prowadził samochód, siedziałam na przednim siedzeniu, na tylnych jakieś 3 nie znane mi dziewczyny, bardzo głupie. Nie widziałam twarzy kierowcy, ale był to dorosły mężczyzna. Chyba mój tata, lecz bym go rozpoznała, nic nie mówił, tylko raz kazał zamknąć okno którejś z dziewczynek z tyłu. Czułam, że okropnie się mną opiekuje, te z tyłu były mu obojętne. Zawiózł mnie do schronu przed... zmutowanymi komarami... (może to i śmieszne, ale dla mnie było okropne), jechaliśmy przez las, po drodze wypadł nam pod koła człowiek ugryziony przez takiego komara, był zmutowany, umierał, okropnie wyglądał, cały pokąsany i biały. We wspomnianym już schroni przydzielono mi 5 strażników(na co po co nie wiem), szybko wzięłam jakieś ochronne ubranie, kazali mi stamtąd wybiec, ten niby tata mi kazał, bo już nie było tam bezpiecznie. W drodze się ubierałam, biegłam z ochroniarzami. Nagle usłyszałam bzyczenie komara, gdzieś blisko, koło szyi, zaczęłam się szamotać, cały czas biegłam. Stanęłam. Coś mnie ukuło. Pieczenie, ciemność przed oczami, jakieś rozmazane obrazy. Czułam ból mojego "niby taty", że mnie nie ocalił. Umarłam, budząc się zarazem.

 

Nie mogę dość, co może to oznaczać. W moich snach zawsze jest tyle szczegółów... Dziwnych sytuacji, wszystkie takie sny pamiętam od początku do końca. Pamiętam sny także sprzed 3-4 lat...

 

Czy ma ktoś podobnie?

 

Pozdrawiam, dziękuję za przeczytanie :)

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...