Jump to content

Grzech/spowiedź (offtop z: "Chrzest")


Ulf
 Share

Recommended Posts

Nie wiesz zupelnie o czym piszesz drogi Xeo :P Chrzescijanskie klapki na oczach zawezaja Ci najwyrazniej pole widzenia i horyzonty myslowe...

. No i powiedz mi jakiego ty jesteś wyznania to się pośmieje z ciebie i tego bożka.

Rozumiem ze zanosisz sie smiechem rowniez na mysl o muzulmanach i buddystach ktorzy wznosza modly do swoich "bozkow"

A ja jestem Asatryjczykiem :)

Link to comment
Share on other sites

No i powiedz mi jakiego ty jesteś wyznania to się pośmieje z ciebie i tego bożka.

 

Przypuszczam że twój rechot, obchodzi go tyle co zeszłoroczny śnieg ;).

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...
dopiero podczas 1 Komunii zrozumiałam ze coś jest nie tak jak miałam iść do spowiedzi, bo z czego ma się spowiadać 7 letnie dziecko?

przecież dzieci uznawane są za czyste dusze więc po co to :(

Nowo narodzone dzieci uznawane są za czyste dusze.

 

5, 6 czy 7 letnie dzieci zdolne są już do popełnienia grzechu i to z kategorii tych ciężkich. Zdolne są i takie grzechy niestety zdarza się, że popełniają.

A że jedną z cech grzechu jest to, że jest on czynem świadomym, łączącym się ze zrozumieniem jego istoty, określono wiek rozwojowy człowieka, w którym zaczyna on rozumieć zjawiska wokół niego zachodzące, łączyć przyczynę ze skutkiem, zaczyna rozumieć zależności i tu właśnie możemy rozpatrywać sprawę posiadania /zdolności/ używania rozumu.

Link to comment
Share on other sites

Guest Mafciek

Cali dobrze napisane, że zaczyna rozumieć, ten proces postępuje powoli i długo. Osobiście uważam, że takie dzieci nie są jeszcze na tyle świadome by można było uznać ich winę.

Link to comment
Share on other sites

Guest Mafciek
nie ma nic głupszego jak wymyślanie kategorii grzechów.

Potwierdzam, grzech to grzech, zły uczynek i tyle.

Link to comment
Share on other sites

Guest anatemka
5, 6 czy 7 letnie dzieci zdolne są już do popełnienia grzechu i to z kategorii tych ciężkich.

 

sorki, ale to dla mnie brzmi...

a gdzie: bądźcie jako dzieci?

e, szkoda słów....

Link to comment
Share on other sites

Cali dobrze napisane, że zaczyna rozumieć, ten proces postępuje powoli i długo. Osobiście uważam, że takie dzieci nie są jeszcze na tyle świadome by można było uznać ich winę.

Każdy człowiek rozwija się w innym tempie i w innym czasie dorasta do określonych poziomów świadomości.

(zaraz pewnie ktoś przyczepi się sformułowania "poziomy świadomości" ,ale tak się jakoś składa, że określenie punktów odniesienia jest niestety potrzebne do poznania skali wielu zjawisk)

Są osoby wiekowo dorosłe, które nie potrafią zrozumieć niektórych rzeczy podstawowych, są również i dzieci świadome tego co robią, wiedzą, że robią źle, że jest to zakazane, ale wbrew temu dopuszczają się danych czynów.

Takie zachowanie jest niestety grzechem w pełnym tego pojęcia znaczeniu.

 

nie ma nic głupszego jak wymyślanie kategorii grzechów

Zgadza się grzech to grzech.

Wyróżnienie tzw. grzechów ciężkich służy zwróceniu uwagi na wysoki stan zagrożenia, w jakim znajduje się dana osoba.

Coś jak informacja: to nie jest już chodzenie po obrzeżu i brudzenie bucików, to już wdepnięcie w bagno.

 

sorki, ale to dla mnie brzmi...

a gdzie: bądźcie jako dzieci?

e, szkoda słów....

A może brak zrozumienia?

Bądźcie jak dzieci: ufne, kochające, otwarte, bezpośrednie, szczere, proste.

Tyczy się to odniesienia człowieka do Boga.

Jeżeli ludzie postępowaliby w ww. sposób nie byłoby problemów z kłamstwem, strachem i całym tym badziewiem, które z powyższych wynika.

Link to comment
Share on other sites

Jeżeli ludzie postępowaliby w ww. sposób nie byłoby problemów z kłamstwem, strachem i całym tym badziewiem, które z powyższych wynika.

Jeżeli nie byłoby tych zboczonych form w Kościele Katolickim, jak na przykład spowiedź uszna, to wtedy nie byłoby strachu i cierpienia. Chrześcijaństwo wczesne nie znało strachu przed księdzem, tylko potem nastąpiło przewartościowanie w średniowieczu, gdy Kościół miał ogromną władzę. Dzieci zamiast iść do Kościoła z zainteresowaniem i zapałem, to umierają ze strachu przed tym, co powie ksiądz i w dodatku wcale a wcale nie słuchają tego, co mówi. Tak naprawdę dawanie pokuty też jest lekko pozbawione sensu - niewiele osób ją wypełnia. Całe to badziewie stoi więc jedną nogą w KK. Nie ma się co oszukiwać, takich katolików, co to wszystko robią jak powinni to jest malutko, i w dodatku ich wiara im bardziej fanatyczna, tym bardziej jest płytka.

Link to comment
Share on other sites

Jeżeli nie byłoby tych zboczonych form w Kościele Katolickim, jak na przykład spowiedź uszna, to wtedy nie byłoby strachu i cierpienia.

Ciekawa teza. Czyli KK odpowiada za całe zło na ziemi? Nawet za te jego formy, które istniały zanim jeszcze powstały religie?

Chyba trochę przedawkowałeś ;)

 

Druga sprawa: przeczytaj sobie choćby definicję pojęcia zboczenie (to tak dla obycia).

 

Chrześcijaństwo wczesne nie znało strachu przed księdzem, tylko potem nastąpiło przewartościowanie w średniowieczu, gdy Kościół miał ogromną władzę. Dzieci zamiast iść do Kościoła z zainteresowaniem i zapałem, to umierają ze strachu przed tym, co powie ksiądz i w dodatku wcale a wcale nie słuchają tego, co mówi.

A od tego możemy zacząć rozmowę o konkretach...

Strach przed księdzem jest faktycznie jakimś wynaturzeniem.

Ale zwalanie całej winy za taki stan rzeczy w czasach obecnych na KK jest po prostu pójściem na łatwiznę. Tak się akurat dobrze składa, że mamy modę na najeżdżanie na KK, więc na pytanie czyja wina, pada automatyczna odpowiedź: księdza wina.

A gdzie w tym czasie są rodzice? Wszak wychowanie dzieci to ich powinność. No chyba, że to też się zmieniło na skutek historycznych zajść w KK.

Strach dzieci i ich podejście do całego sakramentu wynika z zaniedbania ze strony ich rodziców, którzy tak naprawdę traktują spowiedź i komunię jako formalność, którą trzeba zwyczajnie załatwić, żeby być "ok" wobec Pana Boga.

Trudno tu mówić o autentycznej wierze, a już na pewno nie ma w tym zrozumienia istoty wydarzenia, w którym dziecko ma uczestniczyć.

Kościół cały czas zwraca na to uwagę i ma nadzieję, że owi dorośli, kiedyś wreszcie do wiary dorosną.

A tym czasem, co ma zrobić? Odmówić udzielenia komunii, nie dopuścić dziecka do spowiedzi?

 

Weź jeszcze pod uwagę inny fakt.

Zakładając nawet, że rodzice odpowiednio przygotowali dziecko do pierwszej spowiedzi i komunii św., to dla takiego malucha jest to tak wielkie przeżycie, że samo w sobie może wywołać stres i lęk, choćby o to czy się nie potknie idąc, nie pomyli formuły spowiedzi itd. Wtedy również trudno wymagać od dziecka skupienia właściwego dorosłemu człowiekowi. Być może nie zapamięta pokuty (choć to zdarza się raczej rzadko), być może nie zapamięta kazania, jeżeli będzie ono zbyt "mądre" jak na takiego malucha. Ale dziecko rośnie, uczy się i jeżeli sprzyjają temu warunki wzrasta w wierze i zrozumieniu praktyk religijnych.

Tak więc jest więcej czynników, wpływających na kształtowanie się ludzkiej postawy. Pytanie tylko na ile jesteśmy otwarci, żeby tą różnorodność dostrzec.

 

Wracając natomiast do samej istoty spowiedzi usznej, której potrzeba/wartość z czysto ludzkiego powodu: wstydu, jest tak usilnie podważana, trzeba by wrócić do momentu, w którym Jezus dał Apostołom władzę odpuszczania grzechów.

Tu może paść stwierdzenie, że kapłan może odpuścić grzechy również w trakcie spowiedzi powszechnej, nie znając grzechów poszczególnych osób. A poza tym po co on ma je znać?

Tak więc od początku...

Spowiedź, niezależnie od tego czy powszechna czy uszna dokonywana jest wobec Boga. I nie po to, żeby przyznać się Bogu do popełnienia jakiegoś czynu, bo On o wszystkich naszych czynach wie. Chodzi o to, aby stanąć w prawdzie również przed sobą, aby rozeznać swoje czyny (do tego służy rachunek sumienia) i szczerze wyrazić swoje zrozumienie wobec ich charakteru, szczerze żałować za te, które były złe. Złe wobec Boga, wobec bliźnich i wobec siebie.

Do tego akurat kapłan nie jest niezbędny, więc po co uszna?

Pomijając fakt, że kapłan pośredniczy między nami, a Bogiem (dzięki władzy odpuszczania grzechów) pomaga on penitentowi (osobie, która przystąpiła do spowiedzi) w lepszym rozeznaniu jego postawy, zrozumieniu problemów, do których należy również skrupulanctwo itd.

I tu właśnie jest czas na to, co mówi kapłan. Penitent wyznał grzechy, czyli powiedział z czym ma problem, a kapłan na tyle na ile pozwalają mu dary i umiejętności jakie posiada, może udzielić jakichś rad.

Należałoby przy tym po raz kolejny zaznaczyć, że osoba spowiadająca nie spowiada się kapłanowi. Ona wyznaje swoje grzechy przed Bogiem. Natomiast kapłan przekazuje tej osobie naukę, jaką z woli Bożej ta osoba powinna otrzymać w związku z przystąpieniem do sakramentu pokuty i pojednania.

W tym momencie dochodzimy do czasu wyznaczenie pokuty i aktu udzielenia rozgrzeszenia, do których może dojść, ale nie musi.

Jeżeli w trakcie spowiedzi kapłan stwierdzi, że spowiedź nie jest szczera, penitent nie zamierza poprawy itd. może odmówić udzielenia rozgrzeszenia.

Taka sytuacja nie jest bynajmniej objawem jakichś fochów ze strony kapłana, czy chęcią dokuczenia penitentowi, ale znakiem dla niego, że powinien swoją postawę przemyśleć bardziej dogłębnie.

 

Tak naprawdę dawanie pokuty też jest lekko pozbawione sensu - niewiele osób ją wypełnia. Całe to badziewie stoi więc jedną nogą w KK. Nie ma się co oszukiwać, takich katolików, co to wszystko robią jak powinni to jest malutko, i w dodatku ich wiara im bardziej fanatyczna, tym bardziej jest płytka.

Owszem spora część polskiego społeczeństwa należy do KK i w związku z tym spora część owego badziewia się właśnie tu przynależy.

Ale jak sam zauważyłeś, w dużej części owa przynależność do KK jest martwa, oparta jedynie o sakrament chrztu, niepotwierdzona wiarą, bo tę z kolei potwierdza się nie przez deklaracje, ale przez uczynki.

Mimo to uważam, że nadawanie pokuty jest tak samo sensowne, jak cały rozwój duchowy, bo temu ona ma służyć.

To, że prawdopodobnie większa część ludzi na ziemi nie interesuje się duchowością jako taką, a duża część tej części nawet nie słyszała o czymś takim jak rozwój duchowy, nie oznacza, że nie ma on sensu.

To takie moje skromne zdanie.

 

Fanatyzm natomiast nie jest istotą religii chrześcijańskiej. To zaślepienie oparte na wyrwanych z niej kontekstach.

Wierzyć można w cokolwiek, natomiast postępować w wierze zgodnie z daną religią, to już bardzo konkretna postawa, która w odniesieniu do religii chrześcijańskiej nie dopuszcza czegoś takiego jak fanatyzm.

To wykluczenie wynika wprost z nauk Jezusa.

Link to comment
Share on other sites

ja sobie tylko tak, a ta zaraz cały elaborat... masz chyba jakieś uczulenie na osoby, które inaczej myślą niż ty? Czy jak mam to rozumieć, skora każdą moją wypowiedź prostujesz? bo wiesz, staram się Ciebie zrozumieć, ale czasem nie daję rady. Zwłaszcza jeśli chodzi o Kościół. Wszystko tak obrócisz jak kota ogonem, ze w rezultacie rozmowa z Tobą nie ma sensu. Nie jesteśmy tu po to, aby się kłócić.. a ja rzadko cytuję twoje posty żeby je prostować. A prawda jest taka, że jak coś ktoś mówi o Kościele, to piszesz posty w takiej formie, iż odnieść można wrażenie, że chcesz wszystkich prostować.... ja robię tak tylko, jak ktoś plecie totalne bzdury, ale to co ja napisałem, może być co najwyżej dyskusyjne, bo zwalanie całej winy na rodziców też chyba nie jest fair, a już an pewno nic rodzice nie mają do odczuć dziecka przed konfesjonałem, to są uczucia indywidualne, wytworzone poprzez nieodpowiednią edukację np. na lekcji religii, a właściwie w ogóle przez atmosferę, w jakiej dzieciom każe się robić te "dziwne" rzeczy. Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Może mój post wygląda dziwnie, ale dziwnie się też czuję, więc należy to zrozumieć. Jeśli spowiedź ma służyć wg Ciebie do bycia na czysto z samym sobą, to najlepiej spowiadać się do lustra, gadać do siebie. Mówię poważnie, z jakiej to tajemniczej przyczyny jest do tego potrzebna druga osoba? A jeśli spowiedź jest rozmową z Bogiem, to już na pewno nikt na ziemi nie jest bliżej czy dalej Jego Osoby, więc nie widzę podstaw uprzywilejowanej pozycji kapłanów(nie jako takiej, ale w szczególności - przy spowiedzi) jako "pośredników między profanum a sacrum" oprócz tej wynikającej z Tradycji. Oni są tak samo w profanum jak my. I nie jest normalnym narażanie dzieci na strach tylko dlatego, iż takie są zwyczaje religii wyznawanej przez rodziców. Takie jest moje zdanie, osobiste i subiektywne.

Link to comment
Share on other sites

ja sobie tylko tak, a ta zaraz cały elaborat...

:)

 

...masz chyba jakieś uczulenie na osoby, które inaczej myślą niż ty? Czy jak mam to rozumieć, skora każdą moją wypowiedź prostujesz?

Nie mam uczulenia :)

Mój post nie miał być jakimkolwiek atakiem, ale raczej możliwie obszernym opisaniem tematu.

Wolałabym, żeby nie wyglądał jak elaborat, ale z drugiej strony zbyt lakoniczna odpowiedź zawiera zbyt wiele niedopowiedzeń.

Cytatów Twoich wypowiedzi nie używam po to, aby cokolwiek wytykać, ale po to aby móc się odnieść do konkretnej ich części.

Jeżeli taka forma dialogu Ci nie odpowiada, to postaram się z cytowania po prostu zrezygnować :)

Jeżeli w jakikolwiek sposób Ciebie uraziłam, serdecznie przepraszam.

 

I może nie tyle prostuje, co przedstawiam inny punkt widzenia danej sprawy, widoczny z perspektywy osoby, która niektóre z tych rzeczy widziała "od kuchni".

Weźmy choćby wydarzenia z ostatniej niedzieli. Msza z sakramentem chrztu. Na początku takowej kapłan pyta rodziców: o co prosicie Kościół Święty?

I w tym momencie zapada taka niezręczna cisza...

Owi szczęśliwy rodzice nie wiedzieli, co mają odpowiedzieć.

Czyżby po raz pierwszy przyszli do Kościoła i tak naprawdę nie wiedzieli po co? Może tylko dlatego, że rodzina nalegała?

Za kilka lat owi rodzice, również dla formalności, zagonią dziecko do komunii...

A Ty się dziwisz, że mnie czasem coś trafia...

 

Co do samej emocjonalności dzieci, dla których "Pierwsza komunia" jest wielkim przeżyciem, to oczywiście taki młody człowiek nie zawsze i nie nad wszystkim potrafi zapanować i zdarzają się "wpadki niezawinione" :)

Ale od tego również są rodzice i księża, aby w takich sytuacjach po prostu pomagać.

Kolejna sytuacja z ostatniej niedzieli. Po mszy do zakrystii weszła zakłopotana mama. Powiedziała, że jej syn (dziecko po I Komunii Św.), który niedawno dołączył do grona ministrantów, chciał przystąpić w trakcie mszy do komunii, ale ksiądz mu tej komunii nie udzieli i dziecko jest w wielkim żalu.

Okazało się, że chłopiec nie wiedział, bądź był tak przejęty, że zapomniał o przyjęciu określonej postawy, która oznacza, że do tej komunii chce przystąpić.

Reakcja księdza: powiedział, że nie szkodzi, że zaraz chłopcom wszystko wyjaśni i udzieli komunii (po chwili były już dwie mamy z takim samym problemem :)

Tak więc wszystko można zorganizować, o wszystko zadbać, ale nie na zasadzie szukania winnych i spychania odpowiedzialności, na którąkolwiek ze stron, ale na zasadzie otwartej współpracy.

 

Ja również nie chcę się kłócić, ale to, co publicznie mówi się o Kościele jest bardzo często głoszone, a raczej automatycznie powtarzane przez osoby, które kościół widują tylko z zewnątrz i ma niewiele wspólnego z tym, co tak naprawdę dzieje się wewnątrz Kościoła.

Dlatego to, o czym ja piszę bardzo często jest wręcz lustrzanym odbiciem owych "pogłosek".

Na każdą sprawę można spojrzeć z kilku stron. Sztuką jest znalezienie tego, co leży pośrodku.

Ale żeby można było ów środek określić, trzeba również wiedzieć, że istnieją jeszcze inne punkty odniesienia.

Tak więc to moje "prostowanie", o którym wspomniałeś jest raczej zrównoważeniem skrajności, z którymi się dość często spotykam.

 

Ehhh, co do formy, to spróbuję coś z tym zrobić, ale może być to dość trudne, gdyż wolę pisać wprost i nazywać sprawy po imieniu, gdyż pisząc o konkretnym zjawisku np. zielonym, trudno jest oddać jego naturę pisząc, że jest ono tak trochę niebieskie, tak trochę żółte i raczej nie bardzo fioletowe :)

 

 

Co do samej spowiedzi, to nie napisałam, że jest ona tylko po to, aby być "na czysto z samym sobą", ale że jednym z jej elementów jest to, "aby stanąć w prawdzie również przed sobą", czyli innymi słowy dojść do tego, aby człowiek przestał oszukiwać samego siebie i wmawiać sobie, że wszystko jest ok., podczas, gdy sam doskonale wie, że tak nie jest.

Oszukiwać samego siebie, bo tak się składa, że Boga oszukać "niestety" nie można...

A spowiedź nie jest bynajmniej rozmową z lustrem, czy zwierzaniem się księdzu, ale stanięciem przed Bogiem w świadomości natury swojego życia, tego co nam w nim nie wychodzi.

Do czego jest potrzebna druga osoba, osoba kapłana, który mimo wielu wątpliwość jest w służbie Boga?

Trochę o tym napisałam już poniżej.

Możesz wyznać Bogu swoje grzechy "w cztery oczy", powierzyć problemy i jeżeli sam potrafisz sobie poradzić z pracą nad sobą, to można powiedzieć, że jest ok.

Nie ma żadnych przeciwwskazań do takiego praktykowania rozwoju duchowego.

Ale wielu ludziom trudno jest znaleźć odpowiedzi na pytania wynikające z problemu, którego dany grzech dotyczy. Często nie są oni także w stanie zdobyć się na ową prawdę o sobie.

Kiedyś trafiłam na taką wypowiedź, która może taki stan dość dobrze obrazować:

Wyznanie naszych grzechów Panu Bogu jest niepotrzebne, On je bardzo dobrze zna. Wyznanie grzechów na spowiedzi jest potrzebne grzesznikowi, żeby zobaczył swoje zło i swoją słabość, oraz dostrzegł z czego ma się poprawić.

Przeczytałem gdzieś taką ciekawostkę:

Pewnego razu ks. Jan Vianey usiadł wcześnie rano do konfesjonału i zobaczył, że diabeł kręci się koło konfesjonału.

- "Czyżbyś chciał się wyspowiadać?" - pyta.

- "Nie! Ja tylko przyszedłem oddać ludziom to co im zabrałem!" - odparł diabeł.

- "A co takiego?"

- "Chcę ludziom oddać wstyd, który im zabrałem przed grzechem. Chcę żeby teraz zaczęli się wstydzić wyznania swoich grzechów!"

Obyś przełamała ten diabelski wstyd i z pokorą wyznała swoje grzechy Bogu przed kapłanem, aby otrzymać rozgrzeszenie.

Pan Jezus powiedział: "Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" J 20,23.

 

Po co zatem kapłan?

Po to, aby pomógł danej osobie zbliżyć się do prawdy. Poprzez np. zwrócenie uwagi na elementy towarzyszące danej sprawie, które pozornie mogą wydawać się nieistotne, a w rzeczywistości mogą stanowić podstawę danego zjawiska itd.

Ksiądz może pomóc w rozeznaniu, podpowiedzieć rozwiązanie, pokierować...

Taka jest właśnie, poza mocą udzielenia rozgrzeszenia, rola kapłana wobec osoby przystępującej do spowiedzi, czyli właściwie sakramentu pokuty i pojednania.

 

Posługa spowiednika nie jest przywilejem. Tak mogą myśleć chyba tylko osoby wścibskie i spragnione sensacji.

To bardziej przypomina pracę psychologa, a czasem nawet psychiatry. Obciążenie jest nie tylko porównywalne, ale o tyle większe, o ile świadomie dotyczy sfery duchowej.

A przy takiej pracy psychika siada, bo jak sam zauważyłeś, księża są po prostu ludźmi i niewielu jest takich, którzy są w stanie wytrzymać kilkugodzinne dyżury w konfesjonale.

Nie są oni w pełnym tego słowa znaczeniu pośrednikami między człowiekiem, a Bogiem, ale w określony sposób uzupełniają to połączenie tam, gdzie jest ono jeszcze daleko od doskonałości.

Weź pod uwagę, że ludzie posiadają różną świadomość duchową i wielu z nich po prostu w tym wzrastaniu potrzebna jest pomoc.

 

A dzieci, jeżeli będą odpowiednio przygotowane, jeżeli będą wiedziały, że ksiądz jest po to, aby im pomagał, będą narażone jedynie na stres wynikający z podniosłości chwili.

 

Nie wiem dlaczego, ale przypomniały mi się teraz te wszystkie "strachy" jakimi rodzice, dziadkowie tid. raczą swoje pociechy.

Bardzo często mają przy tym niezły ubaw i nawet przez myśl im nie przejdzie, że za takie ich zabawy młody człowiek zapłaci "bezpodstawnymi" lękami przed ciemnością, zwierzętami, a nawet kontaktami z innymi ludźmi.

Nic nie dzieje się bez przyczyny...

Link to comment
Share on other sites

I może nie tyle prostuje, co przedstawiam inny punkt widzenia danej sprawy, widoczny z perspektywy osoby, która niektóre z tych rzeczy widziała "od kuchni".

Dokładnie, właśnie to chciałem napisać, a tu patrze, Caliah już napisała :) Sam również w coś takiego wpadłem, na lekcji religii. Mogliśmy zadawać pytania księdzu, często osoby robiły to z jawną niechęcią do KK. Ksiądz jednak prostował wszystkie pytania, a to właśnie dlatego, że wiedza tych młodych osób o danej sprawie była mocno powierzchowna i mało prawdziwa.

 

Sam osobiście również mam jedynie powierzchowną wiedzę i cieszę się, że mogę stawać się mądrzejszy o tą wiedzę, która tutaj jest przedstawiana.

Link to comment
Share on other sites

Tak czytam co napisałaś i myślę, że przecież spowiedź jest sama w sobie świetną(jeśli tak to można określić) sprawą, chodziło mi tylko o jej formę. Mnie osobiście nie podoba się się ta forma z konfesjonałem i nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Najlepiej chyba byłoby, jakby osoba przychodziła do jakiegos pomieszczenia i z księdzem pogadac szczerze sam na sam.. no ale to nie jest aż tak ważne. Nie napisałem, że spowiedź jest "zła", tylko że służyła wiele razy do złych celów(przykładów jest mnóśtwo, najslynniejszy to chyba kapowanie przez ksiezy na ludzi spowiadajacych sie do sb i innych sluzb w prl - powiedzal ksiedzu ze pobil np. milicjanta, a ten zaraz polecial doniesc - zdarzaly sie takie przypadki). Aha, no i nie mialem na mysli, ze posluga kaplanska to przywilej - chodizlo mi o przywileje wynikajace z pozycji ksiezy(przez wieki i teraz), a tych jest pełno. Nie bede tu przytaczal jakichs wielkich przykladow, ale wlasnie przypomnialo mi sie jak kiedys ksiadz na lekcji religii powiedzial o Wawelu - "panstwo nie ma nic do tego, bo to jest nasze i juz!".

Link to comment
Share on other sites

Tak, masz rację, spowiedź jako sakrament jest aktem uświęconym.

I jeżeli nie podoba Ci się forma z konfesjonałem, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyś umówił się z jakimś księdzem na spowiedź indywidualną, taką o jakiej właśnie napisałeś.

Taka forma spowiedzi często praktykowana jest przez osoby, które w poszukiwaniu Boga po prostu proszą wybranego przez siebie kapłana o towarzyszenie duchowe, pomoc w rozeznaniu itp.

 

Co do błędów i przeróżnych przewinień księży spowiedników, to niestety takowe się zdarzały i nadal się zdarzają.

Nie każdy ksiądz jest dobrym spowiednikiem, tak samo jak nie każdy lekarz dobrym chirurgiem.

 

Kilka dni temu trafiłam na taki artykuł: Konflikt w konfesjonale

Dość ciężki, ale wydaje mi się, że warty przeczytania.

 

Wawel jako taki własnością KK nie jest.

Jako spuścizna historyczna jest własnością Narodu Polskiego i podlega pod zarząd administracji państwowej.

Przypuszczam jednak, że chodziło raczej o Kościół Katedralny na Wawelu.

Ten, jako budowla sakralna rzeczywiście administracyjnie jest własnością KK jako instytucji, a jako miejsce kultu jest własnością Kościoła, jako wspólnoty.

I rzeczywiście w takim układzie Państwo Polskie, jako instytucja nie ma do tego kościoła praktycznie żadnych praw.

Edited by caliah
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...