Jump to content

Przeklęta kamienica


Etain
 Share

Recommended Posts

Opowiem Wam może historię domu, w którym mieszkali moi dziadkowie. Może chwilami będzie się wydawała nieprawdopodobna, ale uznałam, że warto się nią z Wami podzielić.

 

Otóż kamienica nigdy nie cieszyła się dobrą sławą. Starsi ludzie opowiadali zwykle, że jest to miejsce przeklęte i gdy mój dziadek zaraz po wojnie się tam wprowadził i wynajął w podwórzu warsztat mawiali:

-Aloś, ty tam nie idź. Tam niczego się nie dorobisz i same tylko nieszczęścia cię czekają.

Młody i pewny swej siły woli człowiek jednak postanowił udowodnić wszystkim jak bardzo się mylą. Poza tym miejsce było wręcz idealne. Centrum miasta przy samym rynku, w pobliżu mieszkający krewni.

Koniec końcem jednak okazało się, że starsi ludzie mieli rację i istotnie nie tylko dziadkowie nic nie osiągnęli, ale jeszcze przez całe życie było im niezmiernie trudno. Zarówno w warsztacie jak i w mieszkaniu działy się także niekiedy dziwne rzeczy. Ktoś chodził po schodach, z warsztatu- zwłaszcza przed świętami jakaś siła dziadka wypychała. Opowiadano, że na strychu powiesił się młody czeladnik przez nieszczęśliwą miłość do córki właściciela piekarni i to pewnie stąd. Moja mama zawsze miała wrażenie, iż ten dom spłonie i istotnie kilkakrotnie udawało się ocalić kamienicę przed wielkimi pożarami, gdyż dziadek jako pierwszy rzucał się do gaszenia i w porę przyjeżdżała straż pożarna.

Okazało się jednak, że historia tej kamienicy jest znacznie bardziej straszna.

Otóż pamiętam jak dziś. Miałam wtedy bodaj 5 lat i szłam przez korytarz z rodzicami. Był tam półmrok i trzymałam mamę za rękę. I wtedy zobaczyłam młodą kobietę o długich włosach, w sukni ze wzorami ukrywającej nieco wydatny brzuch. Nie pamiętam czy były to groszki czy kwiatki, ale to nie jest tak ważne. Stała z boku, pełna smutku i spoglądała na nas. Gdy obejrzałam się ponownie nikogo tam nie było. Rodzice też nic nie widzieli. Ja jednak tą historię zapamiętałam.

Samo podwórze zaś mimo rosnących tam drzew i kwiatów, mimo kotów mieszkających w komórkach i ptaków kryjących się pośród listowia zawsze przypominało mi cmentarz. Była tam atmosfera śmierci, takie swoiste zawieszenie energii... Jedynym punktem „żyjącym” na tym podwórzu do tej pory jest kasztanowiec, który zasadziłam wraz z dziadkiem kilkanaście lat temu.

Po śmierci dziadków ta atmosfera jeszcze się pogłębiła. Pamiętam jak w pół roku po śmierci dziadka przyśnił się mi on w warsztacie. Weszłam tam, gdyż wołał mnie do siebie. Przedstawił mi wówczas mężczyznę w kurtce pilota i takiej czapce. Twarz tego człowieka poznałabym wszędzie tak bardzo mi utkwił w pamięci. Rozmawialiśmy przez czas jakiś i dowiedziałam się, iż on właśnie jest tu od lat i pozostanie w tym miejscu tak długo aż nie przyjdzie dla tego domu czas oczyszczenia. Gdy wyszłam z warsztatu odwróciłam się i zobaczyłam, że stoi tam i patrzy przez okno. Obudziłam się wówczas.

O historii jaka wydarzyła się w tej kamienicy zaś dowiedziałam się w częściach parę lat temu.

Otóż w czasie II wojny światowej kamienica ta należała do rodziny niemieckiej. Byli to porządni ludzie, właściciel miał firmę i zatrudniał w niej Polaków starając się ich chronić. Jego żona- kobieta młoda i piękna prowadziła dom okazując wszystkim życzliwość i dbając o ludzi, którzy wynajmowali mieszkania w kamienicy. Pod koniec wojny zdecydowali wyjechać do Niemiec z obawy przed Rosjanami. Postanowili, że kobieta zostanie w domu dopóty mąż wszystkiego nie załatwi w Niemczech i przyśle po nią kogoś, gdy już będzie gotowe mieszkanie. Wierzyli, że będzie tu bezpieczna, zwłaszcza, iż była w 8 miesiącu ciąży. Nieszczęściem było jednak to, że w kamienicy mieszkała kobieta, która gotowa była sprzedać każdego dla własnego zysku. I ona właśnie wydała „Niemkę” Urzędowi Bezpieczeństwa. Kobietę wywleczono z kamienicy i najpewniej zamordowano wśród innych ofiar. Owa kobieta zaś przejęła ich mieszkanie wraz z meblami wszystkim, co należało do nich.

Natomiast mąż wyjechał do Niemiec i rzeczywiście załatwił mieszkanie. Sam jednak został na sam koniec wojny powołany do wojska- do lotnictwa. Przeżył, lecz najpewniej nigdy nie zapomniał tego, co stało się z jego żoną i nie narodzonym dzieckiem...

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

wow.. ale historia..ciekawa jestem co sie teraz z tą kamienicą dzieje..? mieszka tam ktos..? Nie mialas jakis innych ciekawych zdarzen z tymi 'mieszkancami'..?

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...