Jump to content

Objawienia maryjne, dlaczego jest ich tyle?


antubis12
 Share

Recommended Posts

objawienia w naju

 

 

14 października 1989

„Moja córko! Oddaj Mi się! Nie usiłuj poznawać rezultatów swoich poświęceń, lecz módl się i składaj nieustannie cierpienia jako ofiarę i pokutę za Ojca św., kardynałów, biskupów i kapłanów. Ci, którzy pozwalają się kierować przez szatana, będą na próżno się trudzić, by zabić Ojca św. lub doprowadzić

 

Kościół do zniszczenia. Wszystkie demony będą bezsilne, gdy wasze ofiary i pokuta połączą się, aby Moje łzy nie płynę/y daremnie.

W dzisiejszych czasach także synowie i córki Kościoła popadają w błędy i zaczynają podążać za fałszywymi prorokami. Kapłani, wikariusze Mojego Syna, Jezusa, muszą uważać, by żyć Ewangelią tak doskonale, jak to jest możliwe, stosownie do wskazań nauki Kościoła. Musicie zrozumieć, jaką ofiarę za was przyjął na siebie Mój Syn, Jezus, i jak wiele wycierpiał dla waszego zbawienia. Pozwólcie działać potędze miłości!

Maje Serce tak bardzo cierpi z powodu głuchoty i ślepoty Moich dzieci, które nie potrafią kochać. Kiedy Płaczę krwawymi Łzami, one także niczego nie rozumieją. Moje Serce jest wstrząsane, ponieważ płonie ciągle z boleści, gdy te dzieci bezustannie wpadają w grzech i nie chcą się nawrócić. Dlatego tak gwałtownie i strasznie zapala się gniew Boga.

Moja córko! Zobacz, jak wiele Moich dzieci żyje na ziemi: one narzekają na takie drobnostki, jak bóle głowy, zadraśnięcia, pobicia. Szatan może więc również swą trucizną i okrucieństwem narażać je na przykre upadki. Nogi które powinny prowadzić do adoracji Boga, wiodą do złego. Usta, które powinny wysławiać i wielbić Boga, znieważają Go i szemrają przeciw Niemu.

Świat żyjący w ciemnościach ściąga na siebie gniew Boga, tak że kara Boża już wkrótce spadnie na cały świat. Moje dzieci zostaną uratowane, jeśli będą

 

wiodły życie zgodne z Ewangelią i przyjmą Moje orędzia - nie lekceważąc Moich łez, Moich krwawych łez. Ale jeśli ich nie przyjmą, wówczas nie ustanie wielkie nieszczęście na niebie, na ziemi i na morzu, a świat nie zostanie oszczędzony od wszelkich rodzajów biedy.

Nie powinniście więc uważać tego tylko za przypadki. Czuwajcie i módlcie się. Wkrótce świat znajdzie się w niezwykle krytycznej sytuacji. 0, Moje dzieci! Proszę was! Jeśli nie porzucicie drogi zła i nie wejdziecie na drogę wiodącą do nieba, żyjąc Moimi orędziami, to tak jak lud izraelski, wyzwolony z niewoli egipskiej i przeprowadzony przez Morze Czerwone, mógł wejść - a nie wszedł - do wychwalanego kraju Kanaan, tak i wy nie unikniecie trzeciej wojny.

Wówczas żadne ubolewanie na nic się nie przyda. Nie wolno wam zapominać; że tu i teraz wzywam was Moimi niezliczonymi łzami, podobnie jak Mojżesz na górze Synaj wzywał swój lud, by go ratować. Co by się stało, gdyby Noe, któremu Bóg polecił zbudować arkę ocalenia, nie odpowiedział na Boże wezwanie i nie usłuchał Boga?

Zapiszcie dobrze w swoich sercach orędzie, które kieruję do was wśród krwawych łez Dlaczego jesteście tak głusi i ślepi? Moje Serce plonie gorącym płomieniem, ponieważ rodziny, Kościół i społeczność ludzka uległy zepsuciu, a politycy nie rozumieją się. 0, Moje dzieci! Wyrzeknijcie się zupełnie własnego ja. Przyjdźcie do Mnie.

Link to comment
Share on other sites

Bóg nas ciągle straszy, grozi nieposłusznym strasznymi karami, przedstawia wizje apokalipsy i wiecznego cierpienia za grzechy i każe nam kochać? Rozkazuje nam się wyrzec samych siebie? Gdzie tu miłość? Jakoś jej tu nie widzę, cholera, może jak przeczyszczę okulary, to będzie lepiej. Co to za religia, która opiera się na strachu? Podobno jest istotą doskonałą, a tak często się złości, jak nastolatek nabuzowany hormonami, albo dziecko, któremu ktoś zabrał zabawkę, pozwala, by oszołomy mordowały i prześladowały innych w jego imię. Jest po prostu zły, poczytaj sobie trochę ST, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. A jeśli czytałeś, to OGROMNIE się dziwię, że czcisz wiecznie rozzłoszczonego i zazdrosnego mordercę. Bóg wrzuca nas w piekielną otchłań, Bóg zsyła na nas kataklizmy, Bóg ogranicza nas dziesiątkami zakazów, Bóg pozwala swojemu synowi cierpieć katusze i tortury, ale zaprawdę, chwalmy Go, bo Bóg jest wielki!

Edited by HellVard
Link to comment
Share on other sites

Bóg nas ciągle straszy, grozi nieposłusznym strasznymi karami, przedstawia wizje apokalipsy i wiecznego cierpienia za grzechy i każe nam kochać? Rozkazuje nam się wyrzec samych siebie? Gdzie tu miłość?

Może w tym, że chce nam pokazać małość ziemskiego życia?

Może w tym, że poprzez mękę i śmierć Jezusa chciał nam pokazać, że jest coś więcej niż cielesność i materia, w której większość ludzi się zatraca, tracąc jednocześnie świadomości swojej duchowej natury?

 

Co to za religia, która opiera się na strachu?

Nie na strachu, ale jak sam zauważyłeś ["każe nam kochać"] na miłości, na bezwarunkowej miłości, której Bóg chce nas nauczyć.

 

Podobno jest istotą doskonałą, a tak często się złości, jak nastolatek nabuzowany hormonami, albo dziecko, któremu ktoś zabrał zabawkę, pozwala, by oszołomy mordowały i prześladowały innych w jego imię.

Złości się? :)

A może jest po prostu konsekwentny w swoich postanowieniach, a ludzie nie potrafiący inaczej/doskonalej opisać tych relacji obrazują je używając znanych im określeń, odnoszących się do typowo ludzkich emocji?

 

ST czytałam i jeżeli Bóg się na kogoś "złości" to zawsze ma do tego powód dany Mu przez człowieka.

Relacja wtedy jest krótka: człowiek odrzuca Boga (poprzez swoje nieposłuszeństwo), zatem Bóg odrzuca człowieka (szanując jego wolną wolę).

 

Oszołomy też niestety dysponują wolną wolą...

Pytanie, co w tym samym czasie robią ludzie, którzy się za lepszych od owych oszołomów uznają?

 

Bóg wrzuca nas w piekielną otchłań,...

Jeżeli ją wybierzemy odrzucając Boga...

Otchłań to miejsce, w którym obecność Boga, tym którzy otchłań wybiorą, nie będzie dokuczała.

 

Bóg zsyła na nas kataklizmy, Bóg ogranicza nas dziesiątkami zakazów, Bóg pozwala swojemu synowi cierpieć katusze i tortury, ale zaprawdę, chwalmy Go, bo Bóg jest wielki!

Bóg zsyła na nas doświadczenia i pomaga przez nie przejść.

O ile my zechcemy iść w Jego towarzystwie...

 

Zaiste w tym, co stworzył i w czym trwa, i czemu pozwala trwać w Sobie, jest Wielki :)

Link to comment
Share on other sites

Może w tym, że chce nam pokazać małość ziemskiego życia?

Może w tym, że poprzez mękę i śmierć Jezusa chciał nam pokazać, że jest coś więcej niż cielesność i materia, w której większość ludzi się zatraca, tracąc jednocześnie świadomości swojej duchowej natury?

A nie mógł wybrać innego sposobu, niż zakatowanie własnego syna (i w sumie samego siebie) przez Rzymian? Właśnie to jest bardzo ciekawe, skoro Bóg jest jeden w trzech osobach, to jednocześnie złożył ofiarę ze swojego życia i ją przyjął. Modlił się do samego siebie a konając na krzyżu mówił sam do siebie, żeby przebaczył ludziom, którzy go ukrzyżowali. Totalny bezsens. Według mnie Jezus był prorokiem, nie Bogiem. Ale cóż, dzisiaj raczej nie dowiedziemy żadnej z wersji :)

 

Nie na strachu, ale jak sam zauważyłeś ["każe nam kochać"] na miłości, na bezwarunkowej miłości, której Bóg chce nas nauczyć.

No nie wiem czy jest taka "bezwarunkowa", jeżeli inną opcją jest tylko potępienie :P

 

Złości się? :)

A może jest po prostu konsekwentny w swoich postanowieniach, a ludzie nie potrafiący inaczej/doskonalej opisać tych relacji obrazują je używając znanych im określeń, odnoszących się do typowo ludzkich emocji?

Konsekwentny? No na pewno, np. mordując setki ludzi w Sodomie i Gomorze. Czy to nie jest typowo ludzka zawiść i zemsta? Dlaczego sam nie objawił się tym ludziom, żeby zeszli ze złej drogi? Niby dlaczego mieli uwierzyć jakiemuś tam kolesiowi, który zaczął im prawić o jedynym bogu?

 

ST czytałam i jeżeli Bóg się na kogoś "złości" to zawsze ma do tego powód dany Mu przez człowieka.

Relacja wtedy jest krótka: człowiek odrzuca Boga (poprzez swoje nieposłuszeństwo), zatem Bóg odrzuca człowieka (szanując jego wolną wolę).

O tak, to że ktoś go nie posłuchał rzeczywiście daje mu prawo do mordowania innych, naprawdę to go usprawiedliwia :P Gdyby inni tak postępowali, to np. szkoły codziennie spływałyby krwią dzieci.

 

Oszołomy też niestety dysponują wolną wolą...

Pytanie, co w tym samym czasie robią ludzie, którzy się za lepszych od owych oszołomów uznają?

Może powinna im zostać odebrana, bo wolna wola nie uprawnia nikogo do zabijania ludzi o innych przekonaniach. A co robią ci, którzy się za lepszych uważają? A to różnie. Jedni bombardują tamtych złych, inni siedzą w domu modląc się, żeby ich to nie spotkało, część olewa. Czemu nie objawi się np. muzułmańskim ekstremistom i nie powie im, że zabijanie jest złe? Przecież nie odbierze im tym wolnej woli. Zastanawiające, że kiedyś objawiał się "co chwila" mówiąc ludziom jak powinni postępować, a dzisiaj coś rzadko się pojawia. Może skończyły mu się darmowe minuty?

 

Jeżeli ją wybierzemy odrzucając Boga...

Otchłań to miejsce, w którym obecność Boga, tym którzy otchłań wybiorą, nie będzie dokuczała.

Tylko dlaczego odrzucenie Boga = wybór otchłani? Co to za wybór? A co do tego "dokuczania" to podobno grzesznikom będą tam dokuczać diabły i inne stwory, więc to tylko uwydatnia nam jakże bogaty wybór.

 

 

Bóg zsyła na nas doświadczenia i pomaga przez nie przejść.

O ile my zechcemy iść w Jego towarzystwie...

Mi jak na razie nie wysłał zaproszenia ;)

 

Zaiste w tym, co stworzył i w czym trwa, i czemu pozwala trwać w Sobie, jest Wielki :)

O ile rzeczywiście istnieje i tego dokonał. :)

Link to comment
Share on other sites

Moja córko! Zwycięstwo można odnieść tylko wtedy, jeśli idzie się z krzyżem na ramionach

Sam Bóg zstępuje z nieba za pośrednictwem Swoich umiłowanych kapłanów, aby zamieszkać wśród was. Dokonuje cudu miłości. Musicie starać się zrozumieć godną podziwu tajemnicę Eucharystii. Aby przyjmować Najświętszą Eucharystię, tzn. samego Pana, z większym szacunkiem oraz być bardziej świadomym tego wydarzenia, musicie szerzej otworzyć serca, oczyścić je z grzechu i doprowadzić do porządku. Uczyńcie z waszych serc mieszkanie, w którym Pan mógłby zamieszka i miłujcie się wzajemnie, aby wasze serce stało się tabernakulum zdolnym przyjąć Pana. Wówczas Pan do was przyjdzie i zapali w was ogień Swej miłości.

Link to comment
Share on other sites

Ale cóż, dzisiaj raczej nie dowiedziemy żadnej z wersji :)

Załóżmy zatem punkt widzenia jaki przedstawiłeś :)

Czy nie można by przez to zrozumieć, że chciał ludziom pokazać, że istnieje, że to, o czym im mówił przez proroków jest prawdą?

Że..., "kurcze, ludzie, zrozumcie, że stan w którym obecnie egzystujecie jest czasem, w którym dokonujecie wyboru duchowego, że właśnie wybieracie czy chcecie wrócić do mnie i do raju/nieba, czy zostajecie przy poprzednim swoim wyborze".

 

No nie wiem czy jest taka "bezwarunkowa", jeżeli inną opcją jest tylko potępienie :P

Bezwarunkowa, czyli nieograniczona naszym ziemskim postrzeganiem, nieograniczona ze względu na osoby (ich płeć, wyznanie, rasę, pochodzenie, majętność), nieograniczona naszymi emocjami, wypływająca z naszej wolnej woli, itd., czysta :)

Alternatywa potępienia/piekła, czyli skutków całkowitego, świadomego odrzucenia Boga i Jego oferty Miłości Absolutnej nie ogranicza tej Miłości i nie ogranicza naszej wolnej woli.

 

Tylko dlaczego odrzucenie Boga = wybór otchłani? Co to za wybór? A co do tego "dokuczania" to podobno grzesznikom będą tam dokuczać diabły i inne stwory, więc to tylko uwydatnia nam jakże bogaty wybór.

Może dlatego że:

Niebo/raj = "miejsce", w którym jest Bóg, Miłość itd.

Otchłań/piekło = "miejsce", w którym Boga nie ma, nie ma Miłości itp., jest natomiast to, co po całkowitym "wycięciu" miłości pozostanie.

czyli

Odrzucenie Boga = odrzucenie nieba/raju/miłości = decyzja na istnienie bez niej w tym, co po jej "wycięciu" zostało, co dla określenia nazywane jest otchłanią/piekłem.

 

Wybór jest prosty i nie powinien nastręczać żadnych wątpliwości :)

Inna sprawa, że potępienie nie jest jedyną opcją dla ludzi, którzy nie potrafili, nie zdecydowali się w pełni na przyjęcie Miłości oferowanej przez Boga.

 

O ile nie odrzucili oni Boga w sposób świadomy i ostateczny mają jeszcze opcję awaryjną w postaci tzw. czyśćca, czyli miejsca, w którym nie będą już mieli żadnej wątpliwości, co do autentyczności Miłości i będą mogli dopracować tam to, co zaniedbali, a co jest konieczne do tego, żeby mogli w pełni w tej Miłości uczestniczyć.

 

Konsekwentny? No na pewno, np. mordując setki ludzi w Sodomie i Gomorze. Czy to nie jest typowo ludzka zawiść i zemsta? Dlaczego sam nie objawił się tym ludziom, żeby zeszli ze złej drogi? Niby dlaczego mieli uwierzyć jakiemuś tam kolesiowi, który zaczął im prawić o jedynym bogu?

Rząd wydaje Ustawy i inne akty normatywne.

Czy uważasz, że Premier i Ministrowie powinny odwiedzić wszystkich obywateli, aby osobiście przekonać ich do potrzeby/konieczności stosowania się do powyższych? :)

Czy monarchowie kiedykolwiek jeździli po wszystkich przysiółkach, aby przekazać ludowi swoją wolę?

Nie. Mieli od tego swoich urzędników/posłów.

Tak samo Bóg posyłał swoich "kolesi". Posyłał ich do ludzi, którzy od pokoleń wiedzieli, że Król jest i wydaje zarządzenia. "Kolesie" mieli im jedynie przypomnieć o konieczności przestrzegania tychże.

Ci, którzy uwierzyli Noemu - ocaleli. Podobnie w Niniwie - posłuchali Jonasza i ocaleli.

Mogli uwierzy (przecież już wcześniej nauczano o Bogu), ale nie musieli - wolna wola.

Ciekawą rzeczą jest to, że osoby, które same doświadczyły działania Boga w swoim życiu często z czasem zapominają o tych doświadczeniach.

 

O tak, to że ktoś go nie posłuchał rzeczywiście daje mu prawo do mordowania innych, naprawdę to go usprawiedliwia :P

Bóg nie szuka usprawiedliwienia, ale sprawiedliwości.

"Ktoś Go nie posłuchał"... nie tylko nie posłuchał, ale nadal czynił to, czego On zabronił, a tym samym do złego pociągał innych ludzi, działając tym samym na ich szkodę/zgubę.

Co by się działo na ziemi, gdyby odstępstwa od prawa nie były karane?

Owszem kiedyś kary były dużo bardziej surowe, restrykcyjne, ale i ludzie byli znacznie mniej subtelni.

 

Gdyby inni tak postępowali, to np. szkoły codziennie spływałyby krwią dzieci.

Gdyby inni mieli świadomość choćby podobną Bogu, żylibyśmy w raju :)

 

Może powinna im zostać odebrana, bo wolna wola nie uprawnia nikogo do zabijania ludzi o innych przekonaniach.

Bóg nie traktuje ludzi wybiórczo.

Każdy z nas ma te same prawa.

Problem jest w tym, że nie każdy potrafi z nich korzystać.

Dobrze rozumiana i wykorzystywana wolna wola nie może być odłączona od miłości bliźniego (głównego nakazu Boga). A w przykazaniu Miłości zawiera się wszystko :)

 

Czemu nie objawi się np. muzułmańskim ekstremistom i nie powie im, że zabijanie jest złe? Przecież nie odbierze im tym wolnej woli. Zastanawiające, że kiedyś objawiał się "co chwila" mówiąc ludziom jak powinni postępować, a dzisiaj coś rzadko się pojawia. Może skończyły mu się darmowe minuty?

:)

Nie objawia się?

A może my nie chcemy tych objawień "widzieć"?

Ileż to razy kwestionuję się potrzebę uwierzenia w objawienia, które mają miejsce wręcz tu i teraz...

Jakieś tam objawienia w Lourdes, jakaś tam siostra Faustyna czy Tereska z Avila....

Wystarczy trochę poszukać :)

 

Przypuszczam, że w Islamie objawienia również mają miejsce, ale specyfika tej religii bardzo ogranicza możliwości rozpowszechniania wiadomości o nich.

 

Mi jak na razie nie wysłał zaproszenia ;)

Nie byłabym tego tak do końca pewna :)

Bóg takie zaproszenia rozsyła w przeróżny sposób :)

Pytanie, czy Ty chcesz tą korespondencję odebrać? :)

 

O ile rzeczywiście istnieje i tego dokonał. :)

O ile istnieją duchy, astral ...

Zaryzykujesz? :)

Link to comment
Share on other sites

...

wiodły życie zgodne z Ewangelią i przyjmą Moje orędzia - nie lekceważąc Moich łez, Moich krwawych łez. Ale jeśli ich nie przyjmą, wówczas nie ustanie wielkie nieszczęście na niebie, na ziemi i na morzu, a świat nie zostanie oszczędzony od wszelkich rodzajów biedy.

 

oby nas Moc chroniła przed takimi pomysłami, a co do nieszczęść związanych z kataklizmami na niebie, morzu czy ziemi to i tak nie macie na to wpływu ani Ci modlący ani Ci myślący.

 

Może w tym, że chce nam pokazać małość ziemskiego życia?

Może w tym, że poprzez mękę i śmierć Jezusa chciał nam pokazać, że jest coś więcej niż cielesność i materia, w której większość ludzi się zatraca, tracąc jednocześnie świadomości swojej duchowej natury?

 

czy chce wogóle nam coś pokazać, ależ po co ma nam coś pokazywać , sami sobie pokazujemy , jesteśmy dla siebie stworzeni żeby dawać sobie lekcje codziennie. Czy nie dajemy świadectwa naszym zachowaniem i tym czym się otaczamy? Jakie mamy towarzystwo , jakich znajomych? Co nas inspiruje i co nas nakręca , co dla nas ważne i ile "czasu" jesteśmy w stanie ofiarować drugiej osobie bezinteresownie?

 

Nie na strachu, ale jak sam zauważyłeś ["każe nam kochać"] na miłości, na bezwarunkowej miłości, której Bóg chce nas nauczyć.

 

nie? religie na czym się opierają ? na wymuszeniu posłuszeństwa na zasadzie kary lub nagrody? więc gdzie tu miejsce na bezwarunkową miłość?

 

ST czytałam i jeżeli Bóg się na kogoś "złości" to zawsze ma do tego powód dany Mu przez człowieka.

Relacja wtedy jest krótka: człowiek odrzuca Boga (poprzez swoje nieposłuszeństwo), zatem Bóg odrzuca człowieka (szanując jego wolną wolę).

 

Oszołomy też niestety dysponują wolną wolą...

Pytanie, co w tym samym czasie robią ludzie, którzy się za lepszych od owych oszołomów uznają?

 

a to ciekawostka, człowiek odrzuca to co sam stworzył dzięki wiedzy jaka nieliczni posiedli i udostępnili na życzenie innych, którego powołał do życia dzięki egoizmowi i próżności, który również objawił się symbolicznie w wielu przekazach takich jak np Biblia.

 

BÓG ISTNIEJE NAPEWNO WIERZ MI !!! ,a Czy Ktoś Mi Wierzy Jak Jezusowi Kiedyś to jego Wolna Wola.

 

to czy istnieje nie ma żadnego związku z tym żeby Ci uwierzyć. Ma to taki sens jakbyś powiedział : Mleko istnieje, na pewno jest białe, a to czy ktoś uwierzy krowie to już jego problem. :_jezyk:

 

Moja córko! Zwycięstwo można odnieść tylko wtedy, jeśli idzie się z krzyżem na ramionach

Sam Bóg zstępuje z nieba za pośrednictwem Swoich umiłowanych kapłanów, aby zamieszkać wśród was. Dokonuje cudu miłości. Musicie starać się zrozumieć godną podziwu tajemnicę Eucharystii. Aby przyjmować Najświętszą Eucharystię, tzn. samego Pana, z większym szacunkiem oraz być bardziej świadomym tego wydarzenia, musicie szerzej otworzyć serca, oczyścić je z grzechu i doprowadzić do porządku. Uczyńcie z waszych serc mieszkanie, w którym Pan mógłby zamieszka i miłujcie się wzajemnie, aby wasze serce stało się tabernakulum zdolnym przyjąć Pana. Wówczas Pan do was przyjdzie i zapali w was ogień Swej miłości.

 

antubis12 "mój synu" zwycięstwo odniesiesz wtedy , kiedy przestaniesz obciążać swój umysł zbędnymi informacjami z różnych publikacji i przestaniesz szukać wątpliwych pośredników do Źródła Wszelkich Informacji. Jeśli wyzbędziesz się tych wszystkich stereotypów i oczyścisz swój umysł na nowe doznania otworzy się przed Tobą to czego z takim zapałem chcesz osiągnąć.

 

 

Po co cytujesz egregora?

 

:okok:

egregor to "szatan" uważajcie na egregory:chytry:

Link to comment
Share on other sites

Jednego tutaj nie rozumiem skoro są objawienia Maryjne i innych ludzi to dlaczego nie objawia nam się Bóg?

 

Dlaczego w kościele modlą się do Marii skoro mają Boga?

 

Czemu modlą się do Jezusa......... ok Bóg był w tym ciele ale już nie jest .

 

Badania pokazały że ludzie modlą się do świętych a nie do Boga Stwórcy

 

Nie będziesz czcił innych Bogów , a ciała zmarłych proroków to nie inni bogowie?

 

Jest Bogiem pragnę z nim rozmawiać i modlić się do niego i nikogo innego :-)

Link to comment
Share on other sites

Bo Bóg jest srogi i zbyt dumny by przyznać się do tego że jesteśmy nie udanym eksperymentem nad którym już dawno stracił kontrolę. Nie czuje tego co my, nigdy nie był człowiekiem. :(

Link to comment
Share on other sites

Z tym to się nie zgodzę

Bóg jest miłością ogromną a nie srogi ,określenie go zbyt dumnym razi mnie bardzo , to my ludzie wykształciliśmy w sobie negatywne zachowania !

Pomyśl o noworodku, ono rodzi się idealne, nie skalane negatywami życia na wzór i podobieństwo Boże .Jego nie trzeba uczyć żeby siadał , płaczem wołał matkę.Umie wszystko co w danej chwili jest mu potrzebne.Jest doskonałe w każdym calu ,nie czuje urazy lecz kocha wszystkich ! niestety słowa które usłyszy w przeciągu pierwszego roku pozostaną z nim jak twardy dysk i to co w nim zaszczepiliśmy będzie mu towarzyszyło całe jego życie

 

Nie czuję się eksperymentem bo ingerował wielokrotnie w moje życie abym była i żyła pod jego" skrzydłami"

 

myślisz że stracił kontrolę nad nami? Jak ją mógł stracić skoro dał nam wolną wolę?

 

To my jako ludzie tracimy szanse bycia bliżej niego ,czerpania z życia tego co nam dał czyli samej błogosławionej dobroci, spokoju i miłości :-)

 

Jest Bogiem i nie musi być człowiekiem żeby wiedzieć jacy jesteśmy. JEST W NAS :-)

Edited by befadka
Link to comment
Share on other sites

Uwaga

 

A wszystko się zaczęło od tego, że ludzie uwierzyli w iluzję podziału. Ja jestem tu, kamień jest tam. Ja jestem tu to Bóg jest gdzieś indziej. Skoro Ja i Bóg to oddzielne mity (zręczna iluzja) to też pewnie ma cechy które i ludzie mają (no bo oni tę iluzję stworzyli).

Zatem Bóg jest srogi i milczący, czasem kochający (ale tylko warunkowo) a czasem bezczelnie wręcz mściwy.

 

I nie dość że ludzie stworzyli Boga na podobieństwo człowieka (a nie odwrotnie, jak się często głosi) to jeszcze Bóg czegoś wymaga ot co !!I twardy to gość bo wymagania ma porządne. - mięsa nie jeść w piątek, do kościoła chodzić (ale tylko do katolickiego, inne są niewłaściwe), modlić się i w ogóle płaszczyć się i poniżać. Bać się ciągle (bo złamanie takiej reguły kończy miłość a przewiduje wieczne męki). Skoro ludzie warunkują miłość to Bóg tym bardziej.

 

Bóg jest wszechmocny (!!!) my jednak nędzne małe robaczki jakoś bez problemu możemy złamać każdy z jego WIELKICH ZAKAZÓW. Więc albo on tej wszechmocy nie używa albo sam już nie wiem. (a może nie on wcale te zakazy ustanowił, oj to zagadka ;) )

 

po prostu polecam ten filmik -

 

koniec

Link to comment
Share on other sites

Załóżmy zatem punkt widzenia jaki przedstawiłeś :)

Czy nie można by przez to zrozumieć, że chciał ludziom pokazać, że istnieje, że to, o czym im mówił przez proroków jest prawdą?

Że..., "kurcze, ludzie, zrozumcie, że stan w którym obecnie egzystujecie jest czasem, w którym dokonujecie wyboru duchowego, że właśnie wybieracie czy chcecie wrócić do mnie i do raju/nieba, czy zostajecie przy poprzednim swoim wyborze".

Ale przez których proroków? Bo Mojżeszowi kazał wymordować kilka tysięcy ludzi za złamanie jakiegoś zakazu, innym razem polecił Żydom wymordować inne ludy, które wcześniej zasiedliły Kaanan. A za czasów Jezusa głoszono, że Bóg jest dobry, miłosierny i ogólnie cacy. Te wersje nieco się od siebie różnią, nieprawdaż? A idea trójcy świętej jest dla mnie nadal niedorzeczna.

 

Bezwarunkowa, czyli nieograniczona naszym ziemskim postrzeganiem, nieograniczona ze względu na osoby (ich płeć, wyznanie, rasę, pochodzenie, majętność), nieograniczona naszymi emocjami, wypływająca z naszej wolnej woli, itd., czysta :)

Alternatywa potępienia/piekła, czyli skutków całkowitego, świadomego odrzucenia Boga i Jego oferty Miłości Absolutnej nie ogranicza tej Miłości i nie ogranicza naszej wolnej woli.

Pozwolę sobie tutaj zacytować peyotl'a, gdyż uważam że użył trafnego argumentu: "nie? religie na czym się opierają ? na wymuszeniu posłuszeństwa na zasadzie kary lub nagrody? więc gdzie tu miejsce na bezwarunkową miłość?"

 

 

Może dlatego że:

Niebo/raj = "miejsce", w którym jest Bóg, Miłość itd.

Otchłań/piekło = "miejsce", w którym Boga nie ma, nie ma Miłości itp., jest natomiast to, co po całkowitym "wycięciu" miłości pozostanie.

czyli

Odrzucenie Boga = odrzucenie nieba/raju/miłości = decyzja na istnienie bez niej w tym, co po jej "wycięciu" zostało, co dla określenia nazywane jest otchłanią/piekłem.

Mogę kochać wszystkich dookoła bezwarunkową miłością, ale zwyczajnie nie trawiąc Boga, nie chcieć że tak powiem przebywać w jego towarzystwie. Gdzie wtedy trafię? Przepełniony miłością i tak trafię do piekła czy wbrew swej woli trafię do miejsca w którym jest bóg, którego nie czczę. Jeśli trafię do piekła, to tak naprawdę nie liczy się miłość do innych, a tylko i wyłącznie do boga. Jeśli do nieba, to będzie to złamanie mojej wolnej woli.

 

 

Wybór jest prosty i nie powinien nastręczać żadnych wątpliwości :)

Inna sprawa, że potępienie nie jest jedyną opcją dla ludzi, którzy nie potrafili, nie zdecydowali się w pełni na przyjęcie Miłości oferowanej przez Boga.

Taa, wybór faktycznie jest prosty. A właściwie to w ogóle go nie ma. Wygląda to tak: Jesteś na tonącym statku, do burty podpływa koleś na pontonie i mówi: "płyniesz ze mną czy zostajesz?" Co to za wybór? Tylko idiota zostanie na tonącym okręcie. Będę miał wybór, jak wygram na loterii własną motorówkę, albo rejs luksusowym statkiem. Wtedy będę musiał się zastanowić "qrcze, lepiej pośmigać wypasioną motorówką czy płynąć w rej na statku z darmowym spa i alkoholem? To jest wybór! :D Wybór między piekłem a niebem, to w istocie przymus wybrania nieba. Bo co będę siedział na wraku jak mam ponton.

 

O ile nie odrzucili oni Boga w sposób świadomy i ostateczny mają jeszcze opcję awaryjną w postaci tzw. czyśćca, czyli miejsca, w którym nie będą już mieli żadnej wątpliwości, co do autentyczności Miłości i będą mogli dopracować tam to, co zaniedbali, a co jest konieczne do tego, żeby mogli w pełni w tej Miłości uczestniczyć.

Czyściec to też bardzo fajna rzecz, można dostąpić bożej miłości poprzez trwające ileś tam czasu cierpienie. W ogóle chrześcijaństwo to jakaś dziwna religia, panuje w niej wszechobecny kult cierpienia. Może wróćcie do czasów średniowiecza i odbywajcie procesje podczas których będziecie się biczować do krwi?

 

Rząd wydaje Ustawy i inne akty normatywne.

Czy uważasz, że Premier i Ministrowie powinny odwiedzić wszystkich obywateli, aby osobiście przekonać ich do potrzeby/konieczności stosowania się do powyższych? :)

Czy monarchowie kiedykolwiek jeździli po wszystkich przysiółkach, aby przekazać ludowi swoją wolę?

Nie. Mieli od tego swoich urzędników/posłów.

Tak samo Bóg posyłał swoich "kolesi". Posyłał ich do ludzi, którzy od pokoleń wiedzieli, że Król jest i wydaje zarządzenia. "Kolesie" mieli im jedynie przypomnieć o konieczności przestrzegania tychże.

Ci, którzy uwierzyli Noemu - ocaleli. Podobnie w Niniwie - posłuchali Jonasza i ocaleli.

Mogli uwierzy (przecież już wcześniej nauczano o Bogu), ale nie musieli - wolna wola.

Ciekawą rzeczą jest to, że osoby, które same doświadczyły działania Boga w swoim życiu często z czasem zapominają o tych doświadczeniach.

Ale zauważ, że prezydent/król/cesarz, nie ma takich "środków" jak bóg, który podobno jest obecny w każdym miejscu o każdym czasie. Nie powinno więc być dla niego problemem "odwiedzenie każdego obywatela". Chyba że po prostu nie chce się zniżać do rozmowy z normalnymi ludźmi i dlatego rozsyła pośredników. Co do mieszkańców Sodomy i Gomory, to owszem, mogli uwierzyć. Ale to, że tego nie zrobili od razu oznacza, że są niewarci życia i należy ich zgładzić co do jednego? Zaiste, bardzo to miłosierne, bóg na pewno uronił łezkę mordując tych upartych grzeszników.

 

 

Bóg nie szuka usprawiedliwienia, ale sprawiedliwości.

"Ktoś Go nie posłuchał"... nie tylko nie posłuchał, ale nadal czynił to, czego On zabronił, a tym samym do złego pociągał innych ludzi, działając tym samym na ich szkodę/zgubę.

Co by się działo na ziemi, gdyby odstępstwa od prawa nie były karane?

Owszem kiedyś kary były dużo bardziej surowe, restrykcyjne, ale i ludzie byli znacznie mniej subtelni.

O tak, rzeczywiście mściwe mordowanie można nazwać sprawiedliwością. Nie mógł na grzeszników zesłać kurzej ślepoty albo grzybicy stóp? :P Myślę, że wystarczyłoby, żeby "walnął ręką w stół" i zagrzmiał na nich z góry a natychmiast staliby się potulni jak baranki. Może nie miał już do nich cierpliwości? Cóż, w takim razie wcale nie jest taki doskonały, za jakiego się podaje.

 

 

Gdyby inni mieli świadomość choćby podobną Bogu, żylibyśmy w raju :)

Gdyby babcia miała wąsy to byłaby dziadkiem ;)

 

 

Bóg nie traktuje ludzi wybiórczo.

Każdy z nas ma te same prawa.

Problem jest w tym, że nie każdy potrafi z nich korzystać.

Dobrze rozumiana i wykorzystywana wolna wola nie może być odłączona od miłości bliźniego (głównego nakazu Boga). A w przykazaniu Miłości zawiera się wszystko :)

Okej, ktoś może sobie być fanatycznym oszołomem, proszę bardzo. Problem jest, gdy przez niego cierpią inni ludzie. Na pewno tego nie chcą, dlaczego więc tak się dzieje, skoro mają wolną wolę?

 

 

:)

Nie objawia się?

A może my nie chcemy tych objawień "widzieć"?

Ileż to razy kwestionuję się potrzebę uwierzenia w objawienia, które mają miejsce wręcz tu i teraz...

Jakieś tam objawienia w Lourdes, jakaś tam siostra Faustyna czy Tereska z Avila....

Wystarczy trochę poszukać :)

Wierz mi jeśli istnieje, to bardzo bym się ucieszył takim objawieniem. Lubię oglądać piękno natury, uwielbiam wręcz obserwować nocne niebo usiane gwiazdami, ale w tym wszystkim widzę tylko atomy, procesy chemiczne, obłoki gazów i kosmiczne skały zapalające się w ziemskiej atmosferze pod wpływem ogromnego tarcia. Nie znajduję w tym boga.

 

Przypuszczam, że w Islamie objawienia również mają miejsce, ale specyfika tej religii bardzo ogranicza możliwości rozpowszechniania wiadomości o nich.

Wiesz co, może lepiej, żeby im się nie objawiał. Bo znowu ubzdura im się jakaś święta wojna czy inny idiotyzm.

 

 

Nie byłabym tego tak do końca pewna :)

Bóg takie zaproszenia rozsyła w przeróżny sposób :)

Pytanie, czy Ty chcesz tą korespondencję odebrać? :)

W takim razie może pomylił adresy, albo przesyłka jeszcze nie dotarła ;) Albo mnie nie lubi, bo brzydko o nim piszę :( :(

 

 

O ile istnieją duchy, astral ...

Zaryzykujesz? :)

Lubię się opierać na twardych dowodach. Te wszystkie religie, rytuały, magia, rozwój duchowy, itd. itp. to naprawdę bardzo ciekawe i fajnie brzmiące "rzeczy", ale dlaczego mam wierzyć akurat w tą czy inną? Na razie nie znajduję żadnych powodów.

Link to comment
Share on other sites

Lubię się opierać na twardych dowodach. Te wszystkie religie, rytuały, magia, rozwój duchowy, itd. itp. to naprawdę bardzo ciekawe i fajnie brzmiące "rzeczy", ale dlaczego mam wierzyć akurat w tą czy inną? Na razie nie znajduję żadnych powodów.

 

Myślałam podobnie , docierały do mnie tylko logicznie układające się fakty bo innego tłumaczenia nie przyjmowałam .Czas przyszedł na otwarcie się na Boga , układanka która zawsze była pokazała mi się przed oczami , dziękuję Bogu że pomógł mi zobaczyć istotę mojego istnienia

Link to comment
Share on other sites

Jestem ciekaw jak niby Bóg miałby w czymkolwiek komukolwiek pomagać? To nie psycholog. To, że twoje życie się zmieniło, nie jest zasługą żadnego Boga. Abstrakcja nie kontaktuje się z ludźmi. Jedyne, co w człowieku jest "boskie", to dusza i to ją mogło coś w Twoim przypadku zmienić - jakieś wydarzenia, sprawy które okazały się nagle banalnie proste. To co nas otacza jest skorupą. Prawdziwa rzeczywistość to Absolut a my nie jesteśmy na ziemi po to, aby kontaktować się z Bogiem i szukać u niego pomocy, tylko przeżyć życie najlepiej, jak potrafimy. Piszesz "czas przyszedł na otwarcie się na Boga" - jestem ciekaw jak to rozumiesz? To otwarcie? Oj oj...coś jeszcze Ci brakuje tych puzzli.

Link to comment
Share on other sites

jeśli dusza zdecydowała się wejść w to wcielenie to powinna wykorzystać to życie na tyle, na ile jest w stanie wykrzesać z siebie potencjału, bo nie wiadomo czy za moment nie będzie wielkie buum i skończy się jakimś potopem albo deszczem meteorytów. Przed przeznaczeniem i tak sie nie ucieknie, a wymyślanie czegoś co ma poprawić nastrój na siłę jest tylko chwilową atrapą. Bóg nie jest psychologiem , ale jest terapią dla duszy i o tym trzeba wiedzieć choćby podświadomie. Psychologiem dla człowieka może być on sam jeśli jest na tyle dojrzały żeby się z tym zmierzyć, lub drugi człowiek ale tylko taki który jest dla niego bratnią duszą, a takiego nie raz trudno znaleźć. Dlatego ludzie tak długo szukają i błądzą, co można nazwać doświadczaniem lub zdobywaniem lekcji karmicznych.

Link to comment
Share on other sites

Jestem ciekaw jak niby Bóg miałby w czymkolwiek komukolwiek pomagać? To nie psycholog. To, że twoje życie się zmieniło, nie jest zasługą żadnego Boga. Abstrakcja nie kontaktuje się z ludźmi. Jedyne, co w człowieku jest "boskie", to dusza i to ją mogło coś w Twoim przypadku zmienić - jakieś wydarzenia, sprawy które okazały się nagle banalnie proste. To co nas otacza jest skorupą. Prawdziwa rzeczywistość to Absolut a my nie jesteśmy na ziemi po to, aby kontaktować się z Bogiem i szukać u niego pomocy, tylko przeżyć życie najlepiej, jak potrafimy. Piszesz "czas przyszedł na otwarcie się na Boga" - jestem ciekaw jak to rozumiesz? To otwarcie? Oj oj...coś jeszcze Ci brakuje tych puzzli.

 

Właśnie tak : wcześniej żyłam zasadami profanum czyli wszystko to co świeckie, wyjaśnione i potwierdzone .Zmieniłam poglądy ,przestałam trzymać się sztywno faktów .Zrozumiałam sacrum,że Bóg jest w każdym z nas a życie to nie tylko suche fakty lecz jeszcze duchowość

 

Bóg to nie psycholog - na pewno nie Bo jest Bogiem , mieszka w nas i to my decydujemy czy go przyjmujemy czy nie. Czy żyjemy z nim i wierzymy w niego

 

Sprawy które wydarzyły się w moim życiu nie były banalnie proste :-) były bardzo trudne , wiele ludzi do tej pory się dziwi jak to możliwe że akurat tak się stało

 

Co do braku puzzli to napiszę tak, że Bóg dał nam wolną wolę i jedni będą mieć całą układankę a innym będzie brakować puzzli zdaniem innych .Każdy ma wolną wolę :-)

 

Prawdziwa rzeczywistość to Absolut - po mojemu to zdanie brzmi prawdziwa rzeczywistość to Bóg w nas :-) tu okazuje się wolna wola w rozumieniu jednego zdania

Link to comment
Share on other sites

Treść trzeciej tajemnicy fatimskiej dotyczy utraty naszej wiary. Duszpasterze

Kościoła będą zaniedbywać swoje obowiązki wynikające z ich stanu. Z ich winy

wiele dusz poświęconych oraz wierni popadną w liczne błędy, zgubne i szeroko

rozpowszechnione. To będzie decydujący moment walki między Dziewicą

i Demonem. Po świecie rozprzestrzeniać się będzie mgła diabelskiej dezorientacji.

Szatan przeniknie do najwyższych stanowisk w Kościele, zaślepi umysły.

Spowoduje u duszpasterzy zatwardziałość serc, tak aby Bóg pozostawił ich samych

sobie, karząc w ten sposób za odmowę posłuszeństwa wymogom Niepokalanego

Serca Maryi. Będzie to wielkie odstępstwo zapowiedziane na „koniec czasów":

„fałszywy prorok", który zwodzi Kościół na rzecz „bestii" według proroctwa

Apokalipsy. Poniżej przytaczamy niektóre fragmenty treści trzeciego sekretu

wydrukowane na łamach „Neues Europa" z 15.10.1963 r. i wysłane drogą

dyplomatyczną do Chruszczowa i Kennediego przez Pawła VI z okazji Konferencji rozbrojeniowej. W dniu 13.07.1917 roku rzekła Matka Boska do Łucji: „Nie bój się

córko moja. Matka Boża mówi do ciebie. Proszę cię, abyś całemu światu ogłosiła

to orędzie w moim imieniu. Przy wykonywaniu tego polecenia napotkasz na wiele

trudności. Lecz bądź mocną we wierze, a zwyciężysz całą opozycję. Ludzie dobrzy

mają stać się lepszymi. Mają prosić Boga, by im przebaczył grzechy popełnione

i które popełnią. Ty mnie prosiłaś o cud, aby wszyscy widząc ten znak, przyjęli

słowa, które kieruję przez twoje pośrednictwo do rodzaju ludzkiego. Ty widziałaś

niedawno cud, wielki cud słońca. Wszyscy go widzieli, wierzący i niewierzący,

wieśniacy i mieszkańcy miast, uczeni i dziennikarze, świeccy i kapłani. A teraz

oznajmij w moim imieniu: „Przyjdzie wielka kara na ludzkość. To co oznajmiłam

w La Salette, przez dzieci Melanię i Maksima, to powtarzam ci teraz. Ludzkość nie

idzie drogami wyznaczonymi przez Boga. Nie ma nigdzie porządku. Nawet na

stanowiskach najwyższych panuje teraz szatan i kieruje wypadkami. On osiągnie

nawet to, że infiltruje się do stanowisk najbardziej wysokich w Kościele. Zanosi

się na to, że straszna próba zbliża się na kościół. Kardynałowie będą się sprzeciwiać

kardynałom, biskupi przeciw biskupom. Szatan wejdzie między nich. W Rzymie

też będzie dużo zmian. To co jest zgniłe upadnie i to co upadnie nie powinno się

utrzymywać dalej, Kościół będzie zaćmiony a świat skazany na zamęt.

 

 

to nie jest juz objawienie

Sobór Watykański II w bardzo dużej części pochodził od szatana. Chyba każdy

widzi jakie przyniósł owoce. Sa to złe owoce. Jak mówi Pismo (Mt 7:18;20)

"Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych

owoców (...) A więc: poznacie ich po ich owocach."

Sobór więc jest złym drzewem, które w dużej mierze nie pochodzi od Boga.

Pozostaje to nieszczęsne błędne przekonanie, ze Sobór musi w pełni pochodzić

od Boga i być zgodny z Jego Wolą. Otóż nie musi. Kosciołem steruje Duch Święty,

ale On nie zniewala człowieka i jesli ten, nawet gdy jest kardynałem, w swej

wolnosci pójdzie za podszeptami szatana, ten ma wtedy dostęp także do Koscioła.

Bramy piekielne Koscioła nie przemogą (por. Mt 16,18), bo tak obiecał Bóg,

ale to nie znaczy, ze Kosciół jest nietykalny. Może On nawet umrzeć,

po to by potem zmartwychwstać wskrzeszony i odnowiony przez Boga.

Można zaryzykować nawet stwierdzenie, ze jest to konieczne. Tak jak to było

konieczne z samym człowiekiem, który także skażony grzechem pierworodnym,

musi umrzeć, by zmartwychwstać odnowiony w Chrystusie. (pisal o tym

św. Ambroży).

Faryzeusze także byli przekonani, ze ich prawo pochodzi od Boga. Byli tak tym

zaślepieni, że nie widzieli, co się tak naprawdę dzieje z nimi, z ich "kosciołem",

i z ich sercami, które stały się zatwardziałe. Efektem było zamknięcie się

na Miłość i Prawdę Boga. Duża część faryzeuszy miala na pewno dobre intencje

i chciali być tylko wierni prawu i nie byli wszystkiemu winni, bo to ich przywódcy

pobladzili. Podobnie jest z dziesiejszym Kosciołem. Wielu księży jest nadal Bożych

i mają dobre intencje, jednak owoce Soboru sprawiły, że przyszlo im chodzić

po bardzo krętych ścieżkach.

Aby wyprostować ścieżki Panu trzeba wrócić do Tradycji Koscioła.

Od Koscioła nie odchodzi ten, kto odchodzi od Jego Magisterium, czyli od Prawa,

ale ten, kto odchodzi od Jedynej Prawdy, jakimi sa Pismo Święte i Tradycja

przez duze "T". Jezus też odszedł od faryzejskiego magisterium i prawa.

Został wzgardzony przez wszystkich i zabity, ale to była jedyna droga.

Droga Prawdy i Miłości.

Link to comment
Share on other sites

@ antubis 12

 

- dzięki za przypomnienie... ;)

- choć sek w tym... że każdy tekst można rozumieć na wiele sposobów...

- wiec ?... właściwie, to każda interpretacja może być tylko interpretacją... ;)

Link to comment
Share on other sites

a co do nieszczęść związanych z kataklizmami na niebie, morzu czy ziemi to i tak nie macie na to wpływu ani Ci modlący ani Ci myślący.

Skąd ta pewność?

Dopóki się nie spróbuje i nie doświadczy siły modlitwy rzeczywiście trudno w to uwierzyć... :)

 

A wiara rzeczywiście góry przenosi :)

 

czy chce wogóle nam coś pokazać, ależ po co ma nam coś pokazywać , sami sobie pokazujemy , jesteśmy dla siebie stworzeni żeby dawać sobie lekcje codziennie. Czy nie dajemy świadectwa naszym zachowaniem i tym czym się otaczamy? Jakie mamy towarzystwo , jakich znajomych? Co nas inspiruje i co nas nakręca , co dla nas ważne i ile "czasu" jesteśmy w stanie ofiarować drugiej osobie bezinteresownie?

Tak, taka jest też nasza rola, aby się wzajemnie nauczać. Budować miłość i pomagać innym ją odnaleźć.

Nie wszyscy jednak w tej nauce potrafią odnaleźć istotę duchową człowieka.

 

nie? religie na czym się opierają ? na wymuszeniu posłuszeństwa na zasadzie kary lub nagrody? więc gdzie tu miejsce na bezwarunkową miłość?

Nie, religie nie polegają na wymuszaniu posłuszeństwa.

To ludzie, którzy chcą poprzez te religie rządzić zmuszają innych do przyłączenia się do uznawanej przez siebie grupy poglądowej zbudowanej na bazie jakiejś religii.

 

Religia jest sposobem pokazania drogi w kontekście wiary, którą opisuje i sama w sobie nie zmusza do niczego. Daje jedynie obraz perspektywy wybrania tej czy innej ścieżki w życiu.

 

Trudno jest również tak naprawdę mówić o karze lub nagrodzie.

Jeżeli ludzie mający wolny wybór wybierają czynienie tego, co powszechnie uznawane jest za złe (bezpośrednio lub w swoich skutkach), to najwyraźniej taka forma życia im odpowiada i taką formę istnienia będą kontynuowali w życiu duchowym. Czy będzie to kara? Nie, to będzie skutek ich wyboru.

 

A ci, którzy będą ćwiczyli się w dobrym? Dalej będą uprawiać tą samą dyscyplinę...

 

Owszem osoby uznające się za dobre odbierają możliwość trafienia po śmierci do złej rzeczywistości (piekła) jako karę, ale z tego co się ostatnio dość często czyta, osoby stroniące od wiary, nie uznające w swoich poglądach Boga tak samo traktują ewentualne przebywanie w przyszłej dobrej rzeczywiści (niebie).

 

Tak więc nie ma ani kary, ani nagrody...

Jest wybór.

 

A że żaden człowiek z natury zły nie jest i Bóg nie chce, abyśmy przez własną głupotę cierpieli, gdy wiara się skończy, nadzieja spełni i ujrzymy Go takim, jaki jest, to próbuje naszej wolnej woli w sposób, który jej nie narusza przekazać, że "Nie chcę śmierci grzesznika, lecz aby się szczerze nawrócił i miał życie".

 

a to ciekawostka, człowiek odrzuca to co sam stworzył...

Czyżby jajko zniosło kurę?

Człowiek stworzył Boga, czy Bóg człowieka?

Kto zostanie, kto się ostoi, jeżeli ziemia przestanie istnieć?

 

dzięki wiedzy jaka nieliczni posiedli i udostępnili na życzenie innych,

Tak, powolutku odkrywany, to co zostało stworzone i wydaje się nam, że w ten sposób stworzyliśmy coś nowego...

Ale nasza wiedza co chwilę okazuje się bardzo niedoskonała: Jak bardzo nieprawdopodobne musi być zdarzenie, by można było słusznie odrzucić hipotezę przypadku?

 

Jednego tutaj nie rozumiem skoro są objawienia Maryjne i innych ludzi to dlaczego nie objawia nam się Bóg?

A w jakiej postaci miałby się nam objawić poza tymi, w których to czyni?

Objawiał się w osobach świętych i mówił przez swoich proroków, a ludzie i tak "byli mądrzejsi"...

Wcieli się w osobie Jezusa, no to wzięli Go ukrzyżowali...

Miałby przyjąć postać Kowalskiej czy Nowaka?

 

Owszem objawił się Izraelitom, których wyprowadzał z Egiptu, jako obłok i słup ognia oraz jako obłok okrywający arkę, ale i to nie pomogło, zrobili sobie cielca...

 

Dlaczego w kościele modlą się do Marii skoro mają Boga?

(...)

Badania pokazały że ludzie modlą się do świętych a nie do Boga Stwórcy

 

Nie będziesz czcił innych Bogów , a ciała zmarłych proroków to nie inni bogowie?

 

Jest Bogiem pragnę z nim rozmawiać i modlić się do niego i nikogo innego :-)

A ten problem starałam się nieco wyjaśnić m.in. tu: link 1, tu: link 2 i tu: link 3

 

Czemu modlą się do Jezusa......... ok Bóg był w tym ciele ale już nie jest .

Może dlatego, że powiedział:

Rzekł do nich Jezus: "Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy". J 10, 25-30

 

i dalej:

Odpowiedział im Jezus: "Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście?* Jeżeli [Pismo] nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: "Bluźnisz", dlatego że powiedziałem: "Jestem Synem Bożym?" Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu". J 10, 24-39

(*Jeżeli przywódcy i sędziowie ludu Bożego nazywani byli "bogami" (Ps 82[81],6), to tym bardziej Jezus nie bluźni, jeżeli nazywa siebie Synem Bożym (J 5,25; J 10,30; J 11,4.27; J 14,11; J 17,21), otrzymawszy posłannictwo Odkupiciela.)

 

...i może dlatego, że Bóg nie tylko był w ciele Jezusa, ale wręcz Jezus był Bogiem, który się wcielił.

Poprzez swoje poczęcie ukazał prawdziwą naturę człowieka. Naturę istoty łączącej w sobie ludzką cielesność i Bożego Ducha.

 

Bo Bóg jest srogi i zbyt dumny by przyznać się do tego że jesteśmy nie udanym eksperymentem nad którym już dawno stracił kontrolę. Nie czuje tego co my, nigdy nie był człowiekiem. :(

Nie był człowiekiem? A Jezus.... On chyba zdążył poznać wszystkie ludzkie ułomności.

Bóg jest konsekwentny i "niestety" sprawiedliwy. Dla Niego tak to tak, a nie to nie.

A że człowiek ma zawsze swoje, "lepsze" teorie..., no cóż, mamy wolną wolę.

 

I nie dość że ludzie stworzyli Boga na podobieństwo człowieka (a nie odwrotnie, jak się często głosi) to jeszcze Bóg czegoś wymaga ot co !!I twardy to gość bo wymagania ma porządne.

Ludzie nie stworzyli Boga na swoje podobieństwo, ludzie bardzo mocno zniekształcili Jego obraz (na swoje podobieństwo).

Nie potrafiąc wytłumaczyć tego, co się wokół nich dzieje, przyczyn i skutków własnego postępowania, zaleceń mających ich chronić przed nimi samymi, w swojej niedoskonałości przypisują Mu własne słabości i namiętności.

Zamiast wytłumaczyć, czym jest Miłość, straszą konsekwencjami jej nieznajomości.

 

- mięsa nie jeść w piątek, do kościoła chodzić (ale tylko do katolickiego, inne są niewłaściwe), modlić się i w ogóle płaszczyć się i poniżać. Bać się ciągle (bo złamanie takiej reguły kończy miłość a przewiduje wieczne męki). Skoro ludzie warunkują miłość to Bóg tym bardziej.

A jeżeli nie ma kościoła, jeżeli jacyś ludzie nie słyszeli o Kościele Katolickim?

Nauka Kościoła Katolickiego, a szerzej chrześcijaństwo, jest w swojej treści drogowskazem, drogą kształcenia duchowego, ale nie oznacza to, że osoby nie znające tej nauki nie mają miejsca u Boga. Takie myślenie zaprzeczałoby po prostu naturze Boga Wszechobecnego. A o takiej naucza KK.

 

Bóg nie wymaga od człowieka płaszczenia się przed Nim, a tym bardziej poniżania się człowieka, ale oczekuje szacunku i pokory. Modlitwa natomiast jest formą rozmowy z Bogiem, której człowiek nadał taką nazwę.

 

-Bóg jest wszechmocny (!!!) my jednak nędzne małe robaczki jakoś bez problemu możemy złamać każdy z jego WIELKICH ZAKAZÓW. Więc albo on tej wszechmocy nie używa albo sam już nie wiem. (a może nie on wcale te zakazy ustanowił, oj to zagadka ;) )

Bóg jest wszechmocny, ale dał nam wolną wolę, którą szanuje.

Dał nam też sporo wskazówek, jak mamy żyć, abyśmy sami sobie krzywdy nie zrobili. Taką instrukcję użytkowania człowieka, z której możemy korzystać lub nie.

 

Chcesz zobaczyć Boga, chcesz Go spotkać? Ok, jest to jak najbardziej możliwe, ale tylko wtedy, gdy będziesz chciał Go osobiście poznać, a nie "obejrzeć", jak jakąś kolejną atrakcję.

To tak samo jak z miłością... Nie znajdzie jej człowiek, który będzie uganiał się za emocjami w nadziei zaspokojenia swoich potrzeb, własnej ciekawości. Ale przyjdzie ona do tego, który zechce być dla niej.

Link to comment
Share on other sites

Skąd ta pewność?

Dopóki się nie spróbuje i nie doświadczy siły modlitwy rzeczywiście trudno w to uwierzyć...

 

Moja pewność wywodzi się tylko z Jednego Miejsca. To czy ziemia zostanie czy nie nie ma nic wspólnego z uczynkami tylko i wyłącznie z ewolucją i rytmicznym rezonansem. Możesz modlić się całe życie a i tak nie zmienisz przeznaczenia, jeśli zaistnieje jakakolwiek sytuacja , która wyniknie na korzyść człowiekowi i tak jest ona już z góry przesądzona więc cokolwiek zrobisz nie masz na to żadnego wpływu.

 

 

 

 

a to ciekawostka, człowiek odrzuca to co sam stworzył...,

 

Czyżby jajko zniosło kurę?

Człowiek stworzył Boga, czy Bóg człowieka?

Kto zostanie, kto się ostoi, jeżeli ziemia przestanie istnieć?

Jest to odwieczne pytanie związane z teorią ewolucji, ale nikt nie zadaje pytania o jaki rodzaj jajka chodzi.

ludzie stworzyli bogów żywiołów, których czczą i nasycają ich swoją energią i potencjałem i w tym kontekscie powiedzonko o jajku i kurze jest tym co to odzwierciedla, jedno uzupełnia drugie na zasadzie błędnego koła w emanacji materii.

 

...i może dlatego, że Bóg nie tylko był w ciele Jezusa, ale wręcz Jezus był Bogiem, który się wcielił.

Poprzez swoje poczęcie ukazał prawdziwą naturę człowieka. Naturę istoty łączącej w sobie ludzką cielesność i Bożego Ducha.

 

na pewno był wyjątkowy , ale tylko dlatego że dzięki swojej wrodzonej charyzmie potrafił w porę sie przebudzić, a to że jego natchnienie zostało sprytnie wypaczone przez tych co są wyznawcami bożków świata materii to też warto wiedzieć. Poczęcie nie ma tu nic do rzeczy tylko to co wniósł on swoim istnieniem i jaki miało ono wpływ na koleje losu całych społeczności, które nie miały z nim nic wspólnego.

 

To tak samo jak z miłością... Nie znajdzie jej człowiek, który będzie uganiał się za emocjami w nadziei zaspokojenia swoich potrzeb, własnej ciekawości. Ale przyjdzie ona do tego, który zechce być dla niej.

 

no z tym, to się zgodzę, ale pewnie dlatego to wiesz bo sama miałaś okazję tego doświadczyć :usmiech:

 

Miłość jest wtedy gdy patrzysz na drugiego człowieka i widzisz w nim siebie :usmiech:

Edited by peyotl
Link to comment
Share on other sites

Witaj HellVard :)

 

Przepraszam :)

Obiecałam odpowiedź w sobotę, ale zwyczajnie, czasowo nie dałam rady, a nie chciałam odpisywać w pośpiechu :)

A być może nie dane mi było odpisać dlatego, że w weekend miały ukazać się artykuły, do których linki będą poniżej :)

 

Ale przez których proroków? Bo Mojżeszowi kazał wymordować kilka tysięcy ludzi za złamanie jakiegoś zakazu, innym razem polecił Żydom wymordować inne ludy, które wcześniej zasiedliły Kaanan. A za czasów Jezusa głoszono, że Bóg jest dobry, miłosierny i ogólnie cacy. Te wersje nieco się od siebie różnią, nieprawdaż? A idea trójcy świętej jest dla mnie nadal niedorzeczna.

Za czasów Jezusa tłumaczono, że Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale tego, aby się szczerze nawrócił i miał życie, miał je w obfitości. Zobacz: Ez 33, 11 i porównaj np. z Łk 5, 27-32 oraz Ez 18, 21-23, 31b-32 Biblia Tysiąclecia.

Tłumaczono też, że grzech jest odwróceniem się od Boga/Życia, a karą za grzech/skutkiem grzechu jest śmierć. Ale nie śmierć fizyczna, tylko duchowa.

Dlatego Bóg cały czas przypomina człowiekowi o tej drugiej istocie jego natury, o jego istocie duchowej i o tym, że życie ziemskie jest czasem wyboru między rzeczywistościami przyszłego życia. Czasem krótkim, który nieuchronnie w ten czy inny sposób się skończy.

 

Jeżeli chcielibyśmy spojrzeć na wspomnianą przez Ciebie kwestię ziemskiego doświadczania ludzi dobrze by było spróbować uczynić to od strony, od której może być widziana przez Boga. W tym celu musielibyśmy przede wszystkim pozbyć się przywiązania do ziemskiej materialności, a co za tym idzie, przestać wiązać życie li tylko z naszą powłoką cielesną i podejść do tego zagadnienie ponadczasowo, czyli w perspektywie planu zbawienia/uświadomienia całości ludzkości (od zarania dziejów, poprzez czasy ST, aż po czasy ostateczne).

Jeśli nam się to uda, to łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego Bóg nie wartościuje swojego działania wobec ludzkich, ziemskich doświadczeń na "dobre" i "złe", ale stosuje te, które na danym poziomie ludzkiej świadomości będą skuteczne, pomogą człowiekowi w ukształtowaniu się, w dojściu do doskonałości umożliwiającej świadomą egzystencję na wyższym poziomie duchowym, a jednocześnie zmniejszą zasięg, rozmiar deprawacji, odstępstw, które są lub wkrótce stałby się przyczyną zguby dla kolejnych pokoleń.

 

Natomiast tajemnica istoty Trójcy Świętej zawiera się w tym, że Bóg objawił się człowiekowi poprzez swoje działanie w trzech osobach: Boga Ojca (ST), Jezusa Chrystusa (Bóg wcielił się łącząc w tym samym w sposób bezpośredni istotę Boga z fizycznym człowieczeństwem, ukazując tym samym właściwą naturę człowieka), Ducha Świętego, który jako pochodzący od dwóch poprzednio wymienionych Osób działa mocą od Nich pochodzącą bezpośrednio wśród ludzi.

 

Pozwolę sobie tutaj zacytować peyotl'a, gdyż uważam że użył trafnego argumentu: "nie? religie na czym się opierają ? na wymuszeniu posłuszeństwa na zasadzie kary lub nagrody? więc gdzie tu miejsce na bezwarunkową miłość?"

Odpowiem Ci zatem częścią odpowiedzi udzielonej Peyotl'i:

Nie, religie nie polegają na wymuszaniu posłuszeństwa.

To ludzie, którzy chcą poprzez te religie rządzić zmuszają innych do przyłączenia się do uznawanej przez siebie grupy poglądowej zbudowanej na bazie jakiejś religii.

 

Religia jest sposobem pokazania drogi w kontekście wiary, którą opisuje i sama w sobie nie zmusza do niczego. Daje jedynie obraz perspektywy wybrania tej czy innej ścieżki w życiu.

Bezmyślna "religijność" nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem, a zganianie na Boga winy za ludzką niechęć do myślenia, jest delikatnie mówiąc nielogiczne.

Szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a będzie wam otworzone... Bóg nie lubi lizusów

 

Mogę kochać wszystkich dookoła bezwarunkową miłością, ale zwyczajnie nie trawiąc Boga, nie chcieć że tak powiem przebywać w jego towarzystwie. Gdzie wtedy trafię? Przepełniony miłością i tak trafię do piekła czy wbrew swej woli trafię do miejsca w którym jest bóg, którego nie czczę. Jeśli trafię do piekła, to tak naprawdę nie liczy się miłość do innych, a tylko i wyłącznie do boga. Jeśli do nieba, to będzie to złamanie mojej wolnej woli.

W domu mego Ojca jest mieszkań wiele :) (J 14, 2)

Bóg jest Miłością. Jeżeli kochasz bezwarunkową, czystą miłości, to jesteś w Miłości. Nie możesz zatem nie chcieć przebywać w Jej towarzystwie :), bo wtedy nie mógłbyś powiedzieć, że kochasz.

A jeżeli jesteś w Miłości, to czy chciałbyś trafić tam, gdzie Jej nie ma? Bo tylko tam nie ma Boga....

 

Przypuszczam, że tak naprawdę, to nie przeszkadza Ci osoba Boga, ale raczej to, w jaki sposób się go przedstawia.

Każdy z nas jest inny i każdy inaczej Boga czuje, odbiera, rozumie. Dlatego też Bóg inaczej do każdego z nas podchodzi, w inny sposób daje się nam poznać.

 

A jeżeli nawet przepełniony Miłością wybierzesz piekło (co moim skromnym zdaniem jest bardzo mało prawdopodobne :), to Bóg z pewnością uszanuje Twój wybór, przy czym nie będzie to kara..., ale skutek Twojego świadomego wyboru.

 

Taa, wybór faktycznie jest prosty. A właściwie to w ogóle go nie ma. Wygląda to tak: Jesteś na tonącym statku, do burty podpływa koleś na pontonie i mówi: "płyniesz ze mną czy zostajesz?" Co to za wybór? Tylko idiota zostanie na tonącym okręcie. Będę miał wybór, jak wygram na loterii własną motorówkę, albo rejs luksusowym statkiem. Wtedy będę musiał się zastanowić "qrcze, lepiej pośmigać wypasioną motorówką czy płynąć w rej na statku z darmowym spa i alkoholem? To jest wybór! :D Wybór między piekłem a niebem, to w istocie przymus wybrania nieba. Bo co będę siedział na wraku jak mam ponton.

Nie, wybór przedstawia się nieco inaczej.

Wybierając określoną drogę życia, wybierasz już czy płyniesz statkiem, czy motorówką.

Niezależnie od tego, jaki środek transportu wybierzesz obowiązują Cię takie same zasady bezpieczeństwa, bo obie łajby mogą zatonąć i w obu przypadkach możesz być zdany na gościa w pontonie. Uczestnicząc w tym rejsie życia, wiedząc, że żeglowanie nie jest sztuka łatwą i bezpieczną możesz się do tego rejsu przygotować, zapoznając się z instrukcją bezpieczeństwa lub zlekceważyć temat (to jest pierwszy wybór, jakiego możesz dokonać). Po wejściu na pokład możesz dowiedzieć się, gdzie znajdują się szalupy/pontony ratunkowe, tudzież wszystkie inne środki wspomagające Twoje bezpieczeństwo na statku/motorówce, aby w razie niebezpieczeństwa móc z nich skorzystać. Możesz to zrobić lub nie.

Jeżeli zechcesz zapoznać się z powyższym, to zatonięcie statku/motorówki nie będzie Twoim problemem, bo zaim to nastąpi zajmiesz miejsce we właściwej szalupie lub odpalisz własny ponton i w ten sposób bezpiecznie dotrzesz do celu.

Wybór zatem jest: możesz rozeznać sytuację i wybrać wariant dla siebie najbardziej korzystny lub zlekceważyć, to co o żegludze mówią inni.

 

Wybór nieba nie jest przymusem, tak samo jak wybór pontonu podstawionego przez jakiegoś kolesia, czy skorzystanie ze środków ratunkowych wymienionych przeze mnie.

Jest to jednak moim zdaniem wyjście w sposób analogiczny logiczne i rozsądne.

Pytanie czy ktoś chce wieczność spędzić w rzeczywistości wynikającej z Miłości, czy ma życzenie odciąć się od Niej.

 

Czyściec to też bardzo fajna rzecz, można dostąpić bożej miłości poprzez trwające ileś tam czasu cierpienie. W ogóle chrześcijaństwo to jakaś dziwna religia, panuje w niej wszechobecny kult cierpienia. Może wróćcie do czasów średniowiecza i odbywajcie procesje podczas których będziecie się biczować do krwi?

W chrześcijaństwie nie ma kultu cierpienia, ale jest próba zrozumienia sensu cierpienia, jako elementu życia doczesnego.

Cierpienie dla samego cierpienia nie ma sensu i nie o masochizm tu chodzi.

Cierpienie (stany, które takim określeniem nazwał człowiek) mogą służyć kształtowaniu tegoż człowieka.

Cierpienie ma wtedy sens, "można dostąpić bożej miłości poprzez trwające ileś tam czasu cierpienie", gdy potrafimy wyprowadzić z niego naukę, pożytek dla innych ludzi, gdy przez to cierpienie potrafimy pokazać miłość. To o cierpieniu w życiu doczesnym.

 

Natomiast cierpienie dusz w czyśćcu ma zupełnie inny charakter. Jest to stan wewnętrzny duszy, która zrozumiawszy istotę Boga żałuje za to, że nie potrafiła za życia odwzajemnić Mu miłości, którą od Niego otrzymała. Dlatego dana dusza cierpi.

Cierpi też dlatego, że nie zbliżywszy się do Boga za życia nie może być z Nim dopóki nie nadrobi swoich zaległości edukacyjnych, nie udoskonali się na tyle, aby mogła w Nim w pełni uczestniczyć.

 

Ale zauważ, że prezydent/król/cesarz, nie ma takich "środków" jak bóg, który podobno jest obecny w każdym miejscu o każdym czasie. Nie powinno więc być dla niego problemem "odwiedzenie każdego obywatela". Chyba że po prostu nie chce się zniżać do rozmowy z normalnymi ludźmi i dlatego rozsyła pośredników.

A może jednak odwiedza: "Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną." Ap 3, 20.

Pytanie, czy my chcemy to kołatanie usłyszeć?

Bóg jest istotą duchową i w takiej formie, w sposób naturalny do nas przychodzi.

To, że czasem objawiał się w inny sposób niestety nie zmieniło ludzkiego oporu w tej materii.

A jeżeli nawet objawiłby się wszystkim ludziom, to czy automatyczną reakcją nie byłby zarzuty o naruszanie wolnej woli i całej "prywatności", którą sobie obecnie tak bardzo cenimy?

Dowodów działania Boga jest naprawdę mnóstwo i jeżeli one nie są w stanie kogoś przekonać, to żadne inne "fajerwerki" również nie zmienią tego stanu.

 

Co do mieszkańców Sodomy i Gomory, to owszem, mogli uwierzyć. Ale to, że tego nie zrobili od razu oznacza, że są niewarci życia i należy ich zgładzić co do jednego? Zaiste, bardzo to miłosierne, bóg na pewno uronił łezkę mordując tych upartych grzeszników.

Nie wiem czy uronił łzę, ale z pewnością wolałby, aby się nawrócili.

A że ich odpowiedź była kategorycznie odmowna, to Bóg także odmówił im tego daru, którego im wcześniej nie skąpił, aby ich zepsucie nie rozniosło się i nie spowodowało śmierci innych.

 

O tak, rzeczywiście mściwe mordowanie można nazwać sprawiedliwością. Nie mógł na grzeszników zesłać kurzej ślepoty albo grzybicy stóp? :P Myślę, że wystarczyłoby, żeby "walnął ręką w stół" i zagrzmiał na nich z góry a natychmiast staliby się potulni jak baranki. Może nie miał już do nich cierpliwości? Cóż, w takim razie wcale nie jest taki doskonały, za jakiego się podaje.

Gdyby chciał nas stworzyć bezmyślnymi baranami, to pewnie by tak uczynił.

Gdyby co chwilę się objawiał, prosił, prostował, grzmiał itd., to gdzie byłaby nasza wolność?

Wszyscy albo żyliby w strachu przed Jego wszechmocą, albo jak niewolnicy, ślepo wykonując nakazy i nie rozumiejąc ważności istoty wyboru czy wolnej woli.

A my mamy dorosnąć!

 

Okej, ktoś może sobie być fanatycznym oszołomem, proszę bardzo. Problem jest, gdy przez niego cierpią inni ludzie. Na pewno tego nie chcą, dlaczego więc tak się dzieje, skoro mają wolną wolę?

Dlatego, że ów oszołom nie potrafi uszanować wolnej woli innych ludzi.

A ci ludzie mają wolna wolę i mogą ją wykorzystać m.in. do tego, aby swoim postępowaniem nie naruszać wolnej woli innych.

I to jest również lekcja ucząca. Jeżeli nie byłoby aktów naruszenia czyjejś wolnej woli, to czy ktoś pomyślałby o konieczności uszanowania tejże? Czy w ogóle taka relacja zaistniałaby w świadomości?

 

Wierz mi jeśli istnieje, to bardzo bym się ucieszył takim objawieniem. Lubię oglądać piękno natury, uwielbiam wręcz obserwować nocne niebo usiane gwiazdami, ale w tym wszystkim widzę tylko atomy, procesy chemiczne, obłoki gazów i kosmiczne skały zapalające się w ziemskiej atmosferze pod wpływem ogromnego tarcia. Nie znajduję w tym boga.

Jeżeli chcesz Go poznać, to Go po prostu zaproś :)

Jeśli chcesz poznać jakiegoś człowieka, to co robisz? :)

Nasze życie cielesne w bardzo prosty sposób przekłada się na życie duchowe :)

Jeżeli chcesz kogoś poznać osobiście, to nie ma innego wyjścia, jak osobista rozmowa :)

 

Wiesz co, może lepiej, żeby im się nie objawiał. Bo znowu ubzdura im się jakaś święta wojna czy inny idiotyzm.

Może dlatego też w sposób ostentacyjny tego nie robi :)

 

W takim razie może pomylił adresy, albo przesyłka jeszcze nie dotarła ;) Albo mnie nie lubi, bo brzydko o nim piszę :( :(

A ja nadal twierdzę, że nie chcesz otworzyć koperty :D

 

Lubię się opierać na twardych dowodach. Te wszystkie religie, rytuały, magia, rozwój duchowy, itd. itp. to naprawdę bardzo ciekawe i fajnie brzmiące "rzeczy", ale dlaczego mam wierzyć akurat w tą czy inną? Na razie nie znajduję żadnych powodów.

A złapałeś kiedyś atom, że wierzysz w jego istnienie? :)

Link to comment
Share on other sites

Witaj HellVard :)

 

Przepraszam :)

Obiecałam odpowiedź w sobotę, ale zwyczajnie, czasowo nie dałam rady, a nie chciałam odpisywać w pośpiechu :)

A być może nie dane mi było odpisać dlatego, że w weekend miały ukazać się artykuły, do których linki będą poniżej :)

Nie ma za co ;) Ja ostatnio miałem lenia i dlatego odpisuję dopiero teraz.

 

 

Za czasów Jezusa tłumaczono, że Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale tego, aby się szczerze nawrócił i miał życie, miał je w obfitości. Zobacz: Ez 33, 11 i porównaj np. z Łk 5, 27-32 oraz Ez 18, 21-23, 31b-32 Biblia Tysiąclecia.

Tłumaczono też, że grzech jest odwróceniem się od Boga/Życia, a karą za grzech/skutkiem grzechu jest śmierć. Ale nie śmierć fizyczna, tylko duchowa.

 

Dlaczego w takim razie odbierał im te fizyczne? Bóg dał Żydom przykazania. Jedno z nich, bodajże piąte, brzmi: "Nie zabijaj". Dlaczego bóg oczekuje, żeby ludzie tego nie robili, skoro sam wielokrotnie sam to robił, bądź też wysługiwał się innymi. Czy to nie hipokryzja? Przecież przykład idzie z góry. Powinniśmy się zastanowić czy na przestrzeni wieków zabijano innych i toczono wojny religijne właśnie z tego powodu. Ludzie dowiadując się, że bóg zabijał lub kazał zabijać "niewiernych" być może uznawali, że to nic złego? Co byś pomyślała o policjancie, który w sklepie każe Ci trzymać ręce przy sobie, a sam kradnie na potęgę? I dlaczego bóg przedstawiony w ST tak różni się od boga, o którym mówił Jezus?

 

Dlatego Bóg cały czas przypomina człowiekowi o tej drugiej istocie jego natury, o jego istocie duchowej i o tym, że życie ziemskie jest czasem wyboru między rzeczywistościami przyszłego życia. Czasem krótkim, który nieuchronnie w ten czy inny sposób się skończy.
W jaki sposób?

 

Jeżeli chcielibyśmy spojrzeć na wspomnianą przez Ciebie kwestię ziemskiego doświadczania ludzi dobrze by było spróbować uczynić to od strony, od której może być widziana przez Boga. W tym celu musielibyśmy przede wszystkim pozbyć się przywiązania do ziemskiej materialności, a co za tym idzie, przestać wiązać życie li tylko z naszą powłoką cielesną i podejść do tego zagadnienie ponadczasowo, czyli w perspektywie planu zbawienia/uświadomienia całości ludzkości (od zarania dziejów, poprzez czasy ST, aż po czasy ostateczne).

 

Co do tego przywiązania do materialności. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego ludzie wierzący często tak bardzo boją się śmierci? Dlaczego po śmierci bliskich obchodzą żałobę, zamiast cieszyć się, że są oni w innym, lepszym świecie, do którego oni przecież też trafią.

 

Jeśli nam się to uda, to łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego Bóg nie wartościuje swojego działania wobec ludzkich, ziemskich doświadczeń na "dobre" i "złe",

 

Może jednak powinien? Jeśli chcesz, żeby niesforne dziecko Cię słuchało, możesz je oczywiście bić, aż stanie się posłuszne, ale czy to na pewno najwłaściwsza metoda?

 

 

ale stosuje te, które na danym poziomie ludzkiej świadomości będą skuteczne, pomogą człowiekowi w ukształtowaniu się, w dojściu do doskonałości umożliwiającej świadomą egzystencję na wyższym poziomie duchowym, a jednocześnie zmniejszą zasięg, rozmiar deprawacji, odstępstw, które są lub wkrótce stałby się przyczyną zguby dla kolejnych pokoleń.

 

Rzeczywiście, dla bezrozumnych starożytnych barbarzyńców metodą, którą zrozumieją, jest tylko i wyłącznie wymordowanie jakiejś części populacji ;) Wiesz, myślę, że jednak mógł się bardziej wysilić i wymyślić coś innego. Ograniczyć zasięg deprawacji też mógłby inaczej, np. zamykając w jakiś sposób dostęp do reszty świata, coś w stylu więzienia. Byłoby to wprawdzie ograniczenie ich wolnej woli, ale czy zabijanie ich przed ich naturalną śmiercią również tym nie było? Gdyby w tym "więzieniu" dalej grzeszyli, pomordowali się czy cokolwiek, to sami byliby sobie winni. Ale mieliby szansę na poprawę i być może by z niej skorzystali.

 

Natomiast tajemnica istoty Trójcy Świętej zawiera się w tym, że Bóg objawił się człowiekowi poprzez swoje działanie w trzech osobach: Boga Ojca (ST), Jezusa Chrystusa (Bóg wcielił się łącząc w tym samym w sposób bezpośredni istotę Boga z fizycznym człowieczeństwem, ukazując tym samym właściwą naturę człowieka), Ducha Świętego, który jako pochodzący od dwóch poprzednio wymienionych Osób działa mocą od Nich pochodzącą bezpośrednio wśród ludzi.

 

Ale czy są to 3 "osobne" byty? Czy wszystkie istnieją od zawsze? Bóg sam zstąpił na ziemię jako Jezus czy zesłał na Ziemię część swej mocy w jego postaci? (Ciekawostka: Jeśli bóg ma nieskończoną moc, to czy można z niej wyodrębnić jakąś określoną część? Ile to jest 50% mocy boga? ;) ) Jeśli Jezus jednocześnie był bogiem-ojcem to po co się sam do siebie modlił?

W czasie ostatniej wieczerzy mówiąc im o duchu świętym, tak naprawdę sam się na nich zesłał? Troszkę to dziwne, nie uważasz? :)

 

Odpowiem Ci zatem częścią odpowiedzi udzielonej Peyotl'i:

Nie, religie nie polegają na wymuszaniu posłuszeństwa.

To ludzie, którzy chcą poprzez te religie rządzić zmuszają innych do przyłączenia się do uznawanej przez siebie grupy poglądowej zbudowanej na bazie jakiejś religii.

 

Dlaczego w takim razie bóg pozwala im na wykorzystywanie wiary w niego dla zaspokajania chciwości, żądzy władzy?

 

Religia jest sposobem pokazania drogi w kontekście wiary, którą opisuje i sama w sobie nie zmusza do niczego. Daje jedynie obraz perspektywy wybrania tej czy innej ścieżki w życiu.

Bezmyślna "religijność" nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem, a zganianie na Boga winy za ludzką niechęć do myślenia, jest delikatnie mówiąc nielogiczne.

Szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a będzie wam otworzone... Bóg nie lubi lizusów

 

Być może zganianie winy na boga jest niewłaściwe, ale dlaczego teraz nie daje ludziom "kopa" jak w starożytności, kiedy ciągle robią coś nie po jego myśli? No chyba, że mu to odpowiada.

 

 

W domu mego Ojca jest mieszkań wiele :) (J 14, 2)

Bóg jest Miłością. Jeżeli kochasz bezwarunkową, czystą miłości, to jesteś w Miłości. Nie możesz zatem nie chcieć przebywać w Jej towarzystwie :), bo wtedy nie mógłbyś powiedzieć, że kochasz.

A jeżeli jesteś w Miłości, to czy chciałbyś trafić tam, gdzie Jej nie ma? Bo tylko tam nie ma Boga....

 

Mówisz o piekle po prostu jako o miejscu, w którym nie ma miłości. Skąd się więc wzięło przedstawianie piekła, jako miejsca pełnego demonów, które będą się znęcać nad grzesznikami całą wieczność? Lucyfer właściwie tylko raz sprzeciwił się bogu i został strącony do piekła. Co z ludźmi, którzy robią to nagminnie? Ciekawe jak to by wyglądało na sądzie ostatecznym. :) Po wydaniu wyroku grzesznik jest teleportowany do piekła, prowadzony tam pod eskortą dwóch "przypakowanych" aniołów? ;)

 

Przypuszczam, że tak naprawdę, to nie przeszkadza Ci osoba Boga, ale raczej to, w jaki sposób się go przedstawia.

Każdy z nas jest inny i każdy inaczej Boga czuje, odbiera, rozumie. Dlatego też Bóg inaczej do każdego z nas podchodzi, w inny sposób daje się nam poznać.

 

Na razie to mi jakoś specjalnie nie przeszkadza, bo po prostu w niego nie wierzę. Po prostu dla mnie fakt, że ludzie czczą istotę, która moim zdaniem wcale taka dobra nie jest i że wykorzystują wiarę do zabijania, zdobywania władzy, wpływów, itp. jest wielce zadziwiający. Wiem, że człowiek nie jest doskonały, ale czasem myślę, że lepiej żeby nie było żadnych religii i ludzie otwarcie zabijaliby się w celu zdobycia kasy, dla przyjemności czy czegokolwiek, niż udawali świętojebliwych i udawali, że są strasznie pobożni i bóg im to nakazał.

 

A jeżeli nawet przepełniony Miłością wybierzesz piekło (co moim skromnym zdaniem jest bardzo mało prawdopodobne :), to Bóg z pewnością uszanuje Twój wybór, przy czym nie będzie to kara..., ale skutek Twojego świadomego wyboru.

 

Według mnie to mocno przesadzone, by nasze trwające powiedzmy kilkadziesiąt lat życie miało decydować o całej wieczności. A jak się np. zreflektuję powiedzmy po dwóch miliardach lat? Już za późno? Miałem tylko jedną szansę podczas tego jakże krótkiego życia? Uważam to za wysoce niesprawiedliwe.

 

 

Nie, wybór przedstawia się nieco inaczej.

Wybierając określoną drogę życia, wybierasz już czy płyniesz statkiem, czy motorówką.

Niezależnie od tego, jaki środek transportu wybierzesz obowiązują Cię takie same zasady bezpieczeństwa, bo obie łajby mogą zatonąć i w obu przypadkach możesz być zdany na gościa w pontonie. Uczestnicząc w tym rejsie życia, wiedząc, że żeglowanie nie jest sztuka łatwą i bezpieczną możesz się do tego rejsu przygotować, zapoznając się z instrukcją bezpieczeństwa lub zlekceważyć temat (to jest pierwszy wybór, jakiego możesz dokonać). Po wejściu na pokład możesz dowiedzieć się, gdzie znajdują się szalupy/pontony ratunkowe, tudzież wszystkie inne środki wspomagające Twoje bezpieczeństwo na statku/motorówce, aby w razie niebezpieczeństwa móc z nich skorzystać. Możesz to zrobić lub nie.

Jeżeli zechcesz zapoznać się z powyższym, to zatonięcie statku/motorówki nie będzie Twoim problemem, bo zaim to nastąpi zajmiesz miejsce we właściwej szalupie lub odpalisz własny ponton i w ten sposób bezpiecznie dotrzesz do celu.

Wybór zatem jest: możesz rozeznać sytuację i wybrać wariant dla siebie najbardziej korzystny lub zlekceważyć, to co o żegludze mówią inni.

 

caliah, naprawdę bardzo fajnie to opisałaś ale niestety... nadal mnie nie przekonałaś ;) Najbardziej korzystny wariant? W sumie mamy tylko korzystny i niekorzystny, nic poza tym. Mam możliwość płynięcia dalej, albo pójścia na dno i tyle. Nadal mam do wyboru tylko niebo i piekło. Kiedy wybiera się drogę życia? Rzadko bywa tak, że ktoś ją sobie szybko obierze i trzyma się jej do końca życia. Jeśli całe życie mordowałem, paliłem i gwałciłem, ale na łożu śmierci zaleję się łzami prawdziwego, szczerego żalu, to co ze mną będzie?

 

 

Wybór nieba nie jest przymusem, tak samo jak wybór pontonu podstawionego przez jakiegoś kolesia, czy skorzystanie ze środków ratunkowych wymienionych przeze mnie.

Jest to jednak moim zdaniem wyjście w sposób analogiczny logiczne i rozsądne.

Pytanie czy ktoś chce wieczność spędzić w rzeczywistości wynikającej z Miłości, czy ma życzenie odciąć się od Niej.

 

Gdyby się komuś za życia pokazało jak wygląda niebo, a jak piekło, to wątpię, żeby się zastanawiał, co jest dla niego lepsze. Postaw przed kolesiem bmw i mercedesa, wtedy będzie musiał się zastanowić co woli.

 

 

W chrześcijaństwie nie ma kultu cierpienia, ale jest próba zrozumienia sensu cierpienia, jako elementu życia doczesnego.

Cierpienie dla samego cierpienia nie ma sensu i nie o masochizm tu chodzi.

Cierpienie (stany, które takim określeniem nazwał człowiek) mogą służyć kształtowaniu tegoż człowieka.

Cierpienie ma wtedy sens, "można dostąpić bożej miłości poprzez trwające ileś tam czasu cierpienie", gdy potrafimy wyprowadzić z niego naukę, pożytek dla innych ludzi, gdy przez to cierpienie potrafimy pokazać miłość. To o cierpieniu w życiu doczesnym.

 

Powiedz mężczyźnie, którego żona nagle umarła, żeby wyciągnął z tego naukę. Powiedz to matkom, których dzieci giną w Somalii. Powiedz to ludziom, którzy zostają dożywotnio okaleczeni w wyniku zamachów terrorystycznych. Czego miało to ich nauczyć? Czy w Biblii była gdzieś mowa np. o samobiczowaniu? Nie przypominam sobie. Dlaczego więc ludzie zaczęli to praktykować? Czy to naprawdę miłe bogu? Nie lepiej poświęcić mu swą miłość niż cierpienie? Owszem, są ludzie, którzy po przeżyciu tragedii wychodzą z niej silniejsi niż kiedykolwiek. Ale jest wielu złamanych na całe życie.

 

Natomiast cierpienie dusz w czyśćcu ma zupełnie inny charakter. Jest to stan wewnętrzny duszy, która zrozumiawszy istotę Boga żałuje za to, że nie potrafiła za życia odwzajemnić Mu miłości, którą od Niego otrzymała. Dlatego dana dusza cierpi.

Cierpi też dlatego, że nie zbliżywszy się do Boga za życia nie może być z Nim dopóki nie nadrobi swoich zaległości edukacyjnych, nie udoskonali się na tyle, aby mogła w Nim w pełni uczestniczyć.

 

Jak w takim razie wygląda ten czyściec? Dostajemy ileś tam batów, żeby zrozumieć miłość boga do nas? Czy siedząc tam jakąś ilość czasu bez miłości w końcu ją zrozumiemy? I tu znowu wraca kwestia piekła, dlaczego tam musimy cierpieć wieczność za grzechy jednego życia. Mówisz, że piekło to nie kara, ale świadomy wybór. Dlaczego możemy wybrać tylko raz, nie do końca rozumiejąc konsekwencji? Ludzie często zmieniają zdanie.

 

A może jednak odwiedza: "Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną." Ap 3, 20.

Pytanie, czy my chcemy to kołatanie usłyszeć?

Bóg jest istotą duchową i w takiej formie, w sposób naturalny do nas przychodzi.

To, że czasem objawiał się w inny sposób niestety nie zmieniło ludzkiego oporu w tej materii.

A jeżeli nawet objawiłby się wszystkim ludziom, to czy automatyczną reakcją nie byłby zarzuty o naruszanie wolnej woli i całej "prywatności", którą sobie obecnie tak bardzo cenimy?

Dowodów działania Boga jest naprawdę mnóstwo i jeżeli one nie są w stanie kogoś przekonać, to żadne inne "fajerwerki" również nie zmienią tego stanu.

 

Hehe, co do tych zarzutów to może masz rację. Dzisiaj ludzie są tak bezczelni, że jeszcze zaciągnęliby boga do sądu ;D Czy przyszedł już do Ciebie? Jeśli tak, to jak to wyglądało? Przemówił do Ciebie? Czy wierzysz tylko dlatego, że zostałaś w tej wierze wychowana?

 

 

Nie wiem czy uronił łzę, ale z pewnością wolałby, aby się nawrócili.

A że ich odpowiedź była kategorycznie odmowna, to Bóg także odmówił im tego daru, którego im wcześniej nie skąpił, aby ich zepsucie nie rozniosło się i nie spowodowało śmierci innych.

 

Odmówili, bo to nie bóg do nich nie przemówił, tylko "jakiś gość". Gdyby dzisiaj do mnie przyszedł jakiś ksiądz i kazał mi się natychmiast nawrócić, to też bym go wyśmiał. Niby dlaczego miałbym mu uwierzyć? A dalsze zepsucie mógł powstrzymać w inny sposób, zabijanie nie jest żadnym wyjściem. Poza tym, oprócz dorosłych, grzeszących z premedytacją, na pewno przebywały tam też dzieci jak to w normalnym mieście. Przecież nie mogły jeszcze pojmować tak abstrakcyjnych spraw jak bóg czy grzech. Dlaczego one też zginęły? Jego wszystkowidzące oczy jakoś je przegapiły? Zwierzęta też wyrżnął. Po co? Co one były winne?

 

 

Gdyby chciał nas stworzyć bezmyślnymi baranami, to pewnie by tak uczynił.

Gdyby co chwilę się objawiał, prosił, prostował, grzmiał itd., to gdzie byłaby nasza wolność?

Wszyscy albo żyliby w strachu przed Jego wszechmocą, albo jak niewolnicy, ślepo wykonując nakazy i nie rozumiejąc ważności istoty wyboru czy wolnej woli.

A my mamy dorosnąć!

 

Część ludzi, jak to mówisz dorasta. Część olewa nakazy boga, część tylko udaje, że ich przestrzega. Niektórzy naprawdę wierzą, i pragną trafić do boga, inni ze strachu przed karą. Niektórzy po prostu nie wierzą, tak jak ja, "nie czują" żadnego boga i w takiej świadomości umierają. Często krytykują boga, są przekonani o jego nie istnieniu. Nie dostrzegają drogowskazów postawionych przez niego, uważają je za błędne i prowadzące donikąd czy mijają je tylko wzruszając ramionami. Czy oni "nie dorosną"? Co bóg robi z takimi ludźmi? Którzy nie zauważają jego istnienia?

 

 

Dlatego, że ów oszołom nie potrafi uszanować wolnej woli innych ludzi.

A ci ludzie mają wolna wolę i mogą ją wykorzystać m.in. do tego, aby swoim postępowaniem nie naruszać wolnej woli innych.

I to jest również lekcja ucząca. Jeżeli nie byłoby aktów naruszenia czyjejś wolnej woli, to czy ktoś pomyślałby o konieczności uszanowania tejże? Czy w ogóle taka relacja zaistniałaby w świadomości?

 

Być może nie. Ale tak naprawdę nikt nie ma do końca wolnej woli. Będziesz chciała żyć, a ja Cię zabiję. I co? Gdzie Twoja wolna wola? Dlaczego to się stało, skoro tego nie chciałaś? Nawet bóg tego nie robi, przecież to pogwałcenie bodaj najważniejszego prawa człowieka. Jeśli będę chciał Cię zabić, a ktoś mnie powstrzyma, to przecież ograniczy moją wolną wolę. Powinien mi na to pozwolić, bo mam wolną wolę? System prawny też ogranicza naszą wolną wolę, wsadzając za kratki za przestępstwa.

 

 

Jeżeli chcesz Go poznać, to Go po prostu zaproś :)

Jeśli chcesz poznać jakiegoś człowieka, to co robisz? :)

Nasze życie cielesne w bardzo prosty sposób przekłada się na życie duchowe :)

Jeżeli chcesz kogoś poznać osobiście, to nie ma innego wyjścia, jak osobista rozmowa :)

 

Wiesz, ale wydaje mi się trochę głupie i niedorzeczne mówienie "do powietrza". :)

 

 

Może dlatego też w sposób ostentacyjny tego nie robi :)

 

W sumie jednak mógłby to zrobić. Ale po to, żeby wrzucić coś konstruktywnego do ich pustych głów.

 

 

A ja nadal twierdzę, że nie chcesz otworzyć koperty :D

 

A ja, że jej nie dostałem ;)

 

 

A złapałeś kiedyś atom, że wierzysz w jego istnienie? :)

 

Nie. Ale mogę włączyć mikroskop elektronowy, żeby go zobaczyć ;)

Link to comment
Share on other sites

w hinduizmie też jest cierpienie

 

cierpisz bo nagrabiłeś sobie w poprzednim życiu i nikt ci nie pomoże

bo z natury człowiek jest grzeszny więc cierpienie jest wieczne żeby przerwać ten stan ćwiczą jogę

 

a w chrześcijaństwie możesz iść do nieba

 

żeby uniknąć piekła trzeba zadośćuczyni czyli odpukutowac ten grzech

 

Boski Zbawiciel objawił się Św. Brygidzie z następującą modl1twy”ą i powiedz Wiedzcie, że Ja tym, którzy przez 12 lat będą odmawiać „7 Ojcze nasz i 7 Zdrowaś Maryjo na CZEŚĆ MOJEJ DROGOCENNEJ KRWI, udzielę 5 następujących łask:

1. Zostanie w godzinę śmierci zabrany bezpośrednio do Nieba.

2. Będzie zaliczony do grona największy świętych, jakoby przelewał krew za wiarę Chrystusową.

3. Bóg Ojciec będzie utrzymywał w jego rodzinie trzy Dusze w stanie łaski uświęcaj według jego wyboru.

4. Dusze waszych krewnych aż do czwartego pokolenia nie pójdą do piekła.

5. Będą powiadomieni przed swą śmiercią.

Link to comment
Share on other sites

Heh, co to za głupoty. Mam się zaprogramować jak robot i przez 12 lat klepać te same formułki? Może nagram się na dyktafonie i będę codziennie go włączał? A 2 punkt to już mnie kompletnie rozwalił, bezmyślne powtarzanie tego samego byle wyrobić normę, jest warte tyle samo co męczeńska śmierć? Qrcze, to wielu świętych mogło po prostu spędzić 12 lat na klęczkach, zamiast dać się zadźgać, ukrzyżować czy cóś. A to pech... 3 punkt też jest niedorzeczny, dlaczego akurat 3 dusze? A nie 2 albo 4? I kto ma o tym decydować, bo nie do końca zrozumiałem, modlący się czy bóg? Za to czwarty punkt to rewelacja, wystarczy organizować modły co 4 pokolenia i nikt nie trafi do piekła, ale czad.

Link to comment
Share on other sites

Dlaczego w takim razie odbierał im te fizyczne? Bóg dał Żydom przykazania. Jedno z nich, bodajże piąte, brzmi: "Nie zabijaj". Dlaczego bóg oczekuje, żeby ludzie tego nie robili, skoro sam wielokrotnie sam to robił, bądź też wysługiwał się innymi. Czy to nie hipokryzja? Przecież przykład idzie z góry. Powinniśmy się zastanowić czy na przestrzeni wieków zabijano innych i toczono wojny religijne właśnie z tego powodu. Ludzie dowiadując się, że bóg zabijał lub kazał zabijać "niewiernych" być może uznawali, że to nic złego? Co byś pomyślała o policjancie, który w sklepie każe Ci trzymać ręce przy sobie, a sam kradnie na potęgę? I dlaczego bóg przedstawiony w ST tak różni się od boga, o którym mówił Jezus?
"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo."

Później Bóg stworzył świat i wszystko, co w nim żyje. Żyje, czyli zostało obdarowane tym, co my nazywamy życiem. Skoro stan życia pochodzi od Boga, On je podtrzymuje (dostarcza tego, co do podtrzymania tego życia jest niezbędne), to logicznym jest, że jedynie On jest władny decydować o tym, kiedy nasza egzystencja w tym stanie zostanie zakończona.

 

Powołując poszczególnych ludzi do życia Bóg powołuje ich do konkretnych misji, na konkretne drogi kształcenia/rozwoju i tylko On wie jak, gdzie i kiedy owe drogi powinny się zakończyć, aby dana osoba/dusza wykształciła się w najlepszy dla siebie sposób.

Dlatego właśnie człowiekowi nie wolno decydować o życiu/śmierci drugiego człowieka.

 

Wojny religijne, mam na myśli te z okresu "nowotestamentalnego", niezależnie od tego pod jakimi hasłami prowadzone, miały tak naprawdę charakter polityczno-ekonomiczny. Usprawiedliwianie zabójstwa/wojny tłumaczeniem, że to "niewierny"/murzyn/kaleka jest po prostu naiwną próbą dorobienia "światłej" teorii do chorych ambicji. W Nowym Testamencie jest na tyle dużo treści mówiących o miłowaniu ludzi, którzy nie są naszymi przyjaciółmi i o tym, że Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi, że niemożliwym jest usprawiedliwienie jakiejkolwiek tego typu wojny.

 

Natomiast wojny starotestamentalne były wynikiem wędrówki ludu i wynikały z konieczności zdobycia terytorium, na którym mógłby osiąść. Izrael był narodem bez ziemi, więc prawo do ziemi musiał sobie niestety wywalczyć. Jakoś nikt nie chciał przyjąć ich z otwartymi ramionami... W moim rozumieniu Bóg w ten sposób pomógł Izraelitom przetrwać. Dlaczego spośród wszystkich rodów opisanych w ST akurat Izraelitom ? Być może dlatego, że jako jedyni zachowali wierności wobec Boga.

 

Gdyby policjant był właścicielem tego sklepu, to nie dziwiłoby mnie, gdyby brał z półek to, co uważa.

Zauważ, że ów policjant musiałby również zadbać o zaopatrzenie tego sklepu, a na samym początku cały ten sklep zorganizować :)

 

W jaki sposób?
W jaki sposób kończy się czas naszej ziemskiej ezgystencji?

Standardowo - śmiercią doczesnego ciała.

 

Co do tego przywiązania do materialności. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego ludzie wierzący często tak bardzo boją się śmierci? Dlaczego po śmierci bliskich obchodzą żałobę, zamiast cieszyć się, że są oni w innym, lepszym świecie, do którego oni przecież też trafią.
Prawdę mówiąc też mnie to kiedyś zastanawiało i doszłam do wniosku, że wynika to różnych przyczyn, zależnych od np.: świadomości wiary, emocjonalnego przywiązania do osoby zmarłej, tradycji nakazującej "uczczenie" w ten sposób zmarłego (im więcej płaczek, tym bardziej "godny" zmarły), "bo tak wypada" itd.

 

Natomiast, gdy rozmawiam z ludźmi "żywej wiary", to oprócz tego smutku, który jest wynikiem zdrowych, naturalnych emocji, słyszę w ich głosach również radość i nadzieję :)

Takie osoby oprócz łez, ofiarują zmarłym modlitwę :)

 

Może jednak powinien? Jeśli chcesz, żeby niesforne dziecko Cię słuchało, możesz je oczywiście bić, aż stanie się posłuszne, ale czy to na pewno najwłaściwsza metoda?
Nie jestem zwolenniczką kar cielesnych. Co jednak można zrobić, gdy do malucha nie docierają żadne inne argumenty?

Zauważ, że klaps ma sens tylko w przypadku małych dzieci, na początku ich rozwoju/wychowania/nauczania.

Dlatego środki wychowawcze dobiera się w zależności od poziomu świadomości wychowanków

 

Byłoby to wprawdzie ograniczenie ich wolnej woli, ale czy zabijanie ich przed ich naturalną śmiercią również tym nie było? Gdyby w tym "więzieniu" dalej grzeszyli, pomordowali się czy cokolwiek, to sami byliby sobie winni. Ale mieliby szansę na poprawę i być może by z niej skorzystali.
A czy w takich warunkach przyszłaby im do głowy jakakolwiek koncepcja poprawy?

Taką szansę otrzymali, gdy Jezusa trzy dni nie było na ziemi :)

 

Ale czy są to 3 "osobne" byty? Czy wszystkie istnieją od zawsze? Bóg sam zstąpił na ziemię jako Jezus czy zesłał na Ziemię część swej mocy w jego postaci? (Ciekawostka: Jeśli bóg ma nieskończoną moc, to czy można z niej wyodrębnić jakąś określoną część? Ile to jest 50% mocy boga? ;) ) Jeśli Jezus jednocześnie był bogiem-ojcem to po co się sam do siebie modlił?

W czasie ostatniej wieczerzy mówiąc im o duchu świętym, tak naprawdę sam się na nich zesłał? Troszkę to dziwne, nie uważasz? :)

Bóg jako byt jest jedną istotą, ale o charakterze trenscendentalnym, który w swoim ponadczasowym i pozaprzestrzennym (w znanym nam znaczeniu tych pojęć) charakterze istniał od zawsze.

Na ziemię zstąpił łącząc swoją istotę duchową z cielesną naturą człowieka w osobie Jezusa.

Ze względu na nieskończoność i nieograniczoność Boga nie da się wyodrębnić lub procentowo określić Jego części :)

Jezus był i jest Bogie-Synem, a jako że był Bogiem wcielonym, posiadającym ograniczoną przez swoje człowieczeństwo jedność, jednoczył się z Bogiem Ojcem w modlitwie.

Ducha Świętego zesłał po swoim wniebowstąpieniu, czyli gdy Go już na ziemi nie było. Masz rację, tak jakby sam siebie na nich zesłał :) A mówiąc inaczej udzielił im swoich darów i mocy.

 

Dlaczego w takim razie bóg pozwala im na wykorzystywanie wiary w niego dla zaspokajania chciwości, żądzy władzy?
Bóg dał człowiekowi wolna wolę oraz możliwość poznania dobra i zła, a także to, co z połączenia tych darów wynika: możliwość wyboru między czynieniem dobra, a czynieniem zła.

Identyfikowanie się z jakąkolwiek religią nie chroni człowieka przed jego słabościami/ułomnościami.

 

Być może zganianie winy na boga jest niewłaściwe, ale dlaczego teraz nie daje ludziom "kopa" jak w starożytności, kiedy ciągle robią coś nie po jego myśli? No chyba, że mu to odpowiada.
Być może dlatego, że ludzie są już "zbyt starzy" i przestali być wrażliwi na te "starożytne kopy", nie odbierają ich już jako sygnału od Boga, ale tłumaczą to zachowaniem natury.

A być może właśnie takiego "kopa" dostaliśmy...

Może dostajemy wiele takich "kopów", tylko giną one gdzieś w natłoku informacji...

 

Mówisz o piekle po prostu jako o miejscu, w którym nie ma miłości. Skąd się więc wzięło przedstawianie piekła, jako miejsca pełnego demonów, które będą się znęcać nad grzesznikami całą wieczność? Lucyfer właściwie tylko raz sprzeciwił się bogu i został strącony do piekła. Co z ludźmi, którzy robią to nagminnie?
Po prostu nie ma miłości?

A co by pozostało, gdybyśmy tą miłość ze świata usunęli? Ale tak całkowicie, do najmniejszej iskierki, całkowicie...

Teraz tym, co zostało, trzeba wypełnić całą "przestrzeń" egzystencji danej duszy.

Czyż nie będą to demony rozpaczy, bólu, złości, ogień nieskończonej żądzy itd?

 

Lucyfer to czysty duch, anioł, stworzony w rzeczywistości wieczności, dlatego jego wybór to tej wieczności się odnosi.

Ludzie zanim przejdą do rzeczywistości poza znanym nam czasem i przestrzenią mają czas na poznanie dobra i zła, mają czas decyzję.

 

Ciekawe jak to by wyglądało na sądzie ostatecznym. :) Po wydaniu wyroku grzesznik jest teleportowany do piekła, prowadzony tam pod eskortą dwóch "przypakowanych" aniołów? ;)
Spróbuj podejść do tego nieco mniej materialnie :)

Poza tym grzesznik, który wybierze piekło sam się w nim umieści...

 

I tu znowu wraca kwestia piekła, dlaczego tam musimy cierpieć wieczność za grzechy jednego życia. Mówisz, że piekło to nie kara, ale świadomy wybór. Dlaczego możemy wybrać tylko raz, nie do końca rozumiejąc konsekwencji? Ludzie często zmieniają zdanie.
Konsekwencje i realność konieczności dokonania wyboru podobno każdy człowiek zrozumie w momencie śmierci, w czasie przejścia od życia ziemskiego, do przyszłej egzystencji.

 

Gdyby się komuś za życia pokazało jak wygląda niebo, a jak piekło, to wątpię, żeby się zastanawiał, co jest dla niego lepsze. Postaw przed kolesiem bmw i mercedesa, wtedy będzie musiał się zastanowić co woli.
Jeżeli dasz kolesiowi do wyboru brak wrotek (brak miłości, czyli perspektywę piekła) lub samochód (obfitość miłości w jej doskonałej postaci), to co wybierze? :)

Jeżeli wybierze samochód, to wybór marek będzie miał naprawdę olbrzymi :)

Człowiek z natury dąży do dobrostanu :)

 

Jak w takim razie wygląda ten czyściec? Dostajemy ileś tam batów, żeby zrozumieć miłość boga do nas? Czy siedząc tam jakąś ilość czasu bez miłości w końcu ją zrozumiemy?
Jak to dokładnie technicznie wygląda....?

Przypuszczam, że jest to zależne od duchowości poszczególnych osób, ale generalna zasada polega na "dojrzewaniu duszy" do zrozumienia, nauczenia się tej nowej, doskonalszej duchowości.

Jest to rodzaj pracy na poziomie "umysłowym" duszy, a jeżeli trafią się jakieś baty, to raczej na zasadzie wyrzutów sumienia na wspomnieniem tego, co można było zrobić za życia, a się zlekceważyło i teraz trzeba odrabiać. Dołączenie do tego świadomości doskonałości, w której skutkiem ziemskiego lenistwa dana dusza uczestniczyć jeszcze nie może, może powodować dodatkowy ból/cierpienie.

 

Według mnie to mocno przesadzone, by nasze trwające powiedzmy kilkadziesiąt lat życie miało decydować o całej wieczności. A jak się np. zreflektuję powiedzmy po dwóch miliardach lat? Już za późno? Miałem tylko jedną szansę podczas tego jakże krótkiego życia? Uważam to za wysoce niesprawiedliwe.
Nasze życie jest proporcjonalnie dość krótkie, ale na tyle bogate w doświadczenia, że bez problemu daje możliwość poznania dobra i zła, nauczenia się ich odróżniania oraz dokonania wyboru między nimi.

A gdzie Ty chcesz spędzić te dwa miliardy lat? :)

 

Najbardziej korzystny wariant? W sumie mamy tylko korzystny i niekorzystny, nic poza tym. Mam możliwość płynięcia dalej, albo pójścia na dno i tyle. Nadal mam do wyboru tylko niebo i piekło.
Tak jak w życiu :)

Nie ma rzeczy obojętnych, coś jest dla nas korzystne/dobre, albo niekorzystne/szkodliwe, choć skutków naszych wyborów nie zawsze doświadczamy od razu...

Płynąć dalej - korzystne, utonąć - nie korzystne.

 

Kiedy wybiera się drogę życia? Rzadko bywa tak, że ktoś ją sobie szybko obierze i trzyma się jej do końca życia. Jeśli całe życie mordowałem, paliłem i gwałciłem, ale na łożu śmierci zaleję się łzami prawdziwego, szczerego żalu, to co ze mną będzie?
Drogi życia się szuka, rozeznaje :)

I jak widać nie jest to proste.

Jeżeli z kimś dzieje się tak jak napisałeś, a nie było w nim świadomości moralnego ciężaru popełnianych czynów, to ów szczery żal może mu otworzyć możliwość do odpracowania zła, które wyrządził.

Jeśli natomiast działał on w pełnej świadomości wyrządzanego zła, żył tym złem, to raczej nie spodziewam się w nim pokory w chwili śmierci...

 

Odmówili, bo to nie bóg do nich nie przemówił, tylko "jakiś gość". Gdyby dzisiaj do mnie przyszedł jakiś ksiądz i kazał mi się natychmiast nawrócić, to też bym go wyśmiał. Niby dlaczego miałbym mu uwierzyć?
I znowu wracamy do żądania osobistego, "namacalnego" odwiedzania ludzi przez Boga. A Bóg sam mówi: mieliście proroków i ich nie słuchacie, nie wierzycie, więc choćby i kolejny "ktoś" przyszedł, to i tak nie uwierzycie.

Taki to już jest problem z doświadczeniami duchowymi. Nawet osoby, które w swoim życiu bezpośrednio doświadczyły działania istot duchowych po jakimś czasie o nich zapominają, same poddają je w wątpliwość, albo domagają się kolejnych dowodów. Tak było też z Izraelitami. Jak często zatem Bóg musiałby się objawiać osobiście i indywidualnie, aby zadowolić wszystkich ludzi?

 

A dalsze zepsucie mógł powstrzymać w inny sposób, zabijanie nie jest żadnym wyjściem. Poza tym, oprócz dorosłych, grzeszących z premedytacją, na pewno przebywały tam też dzieci jak to w normalnym mieście. Przecież nie mogły jeszcze pojmować tak abstrakcyjnych spraw jak bóg czy grzech. Dlaczego one też zginęły? Jego wszystkowidzące oczy jakoś je przegapiły? Zwierzęta też wyrżnął. Po co? Co one były winne?
W jaki inny sposób? Zmienić ich wbrew ich woli? Ludzie będą bezkarnie czynić zło, a Bóg będzie cały czas po nich sprzątał? To chyba nie nauczyłoby ludzi niczego.

Dzieci owszem, wiele z nich było pewnie jeszcze nie świadomych. Ale jaką świadomość wykształciłby w takim środowisku?

Nie przypuszczam, aby Jego oczy je przegapiły.

Jeżeli osądzana była świadomość dobra i zła, sprawiedliwość i niesprawiedliwość, to nieświadome dzieci nie zostały uznane ani za sprawiedliwe. Można przypuszczać, że zostały potraktowane jako dusze czyste.

A co się z nimi stało później...o to musiałbyś już zapytać Boga :)

 

Część ludzi, jak to mówisz dorasta. Część olewa nakazy boga, część tylko udaje, że ich przestrzega. Niektórzy naprawdę wierzą, i pragną trafić do boga, inni ze strachu przed karą. Niektórzy po prostu nie wierzą, tak jak ja, "nie czują" żadnego boga i w takiej świadomości umierają. Często krytykują boga, są przekonani o jego nie istnieniu. Nie dostrzegają drogowskazów postawionych przez niego, uważają je za błędne i prowadzące donikąd czy mijają je tylko wzruszając ramionami. Czy oni "nie dorosną"? Co bóg robi z takimi ludźmi? Którzy nie zauważają jego istnienia?
Pokaże im swoje istnienie w chwili odejścia tych ludzi z tego świata i jeżeli zdecydują się z Nim pozostać, prawdopodobnie da im "czas" na dorośnięcie.

 

Ale tak naprawdę nikt nie ma do końca wolnej woli. Będziesz chciała żyć, a ja Cię zabiję. I co? Gdzie Twoja wolna wola? Dlaczego to się stało, skoro tego nie chciałaś? Nawet bóg tego nie robi, przecież to pogwałcenie bodaj najważniejszego prawa człowieka. Jeśli będę chciał Cię zabić, a ktoś mnie powstrzyma, to przecież ograniczy moją wolną wolę. Powinien mi na to pozwolić, bo mam wolną wolę? System prawny też ogranicza naszą wolną wolę, wsadzając za kratki za przestępstwa.
Najważniejsze prawo człowieka, to prawo do życia, a z nim związane jest prawo do wolności.

Dorosłość polega m.in. na umiejętności korzystania z własnej wolnej woli i umiejętności uszanowania wolnej woli innych ludzi. Kara więzienia jest karą za naruszenie wolnej woli innego człowieka i powinna mieć wymiar edukacyjny.

Jeżeli mnie zabijesz, to będzie to Twój, a nie mój problem :)

 

Powiedz mężczyźnie, którego żona nagle umarła, żeby wyciągnął z tego naukę. Powiedz to matkom, których dzieci giną w Somalii. Powiedz to ludziom, którzy zostają dożywotnio okaleczeni w wyniku zamachów terrorystycznych. Czego miało to ich nauczyć? Czy w Biblii była gdzieś mowa np. o samobiczowaniu? Nie przypominam sobie. Dlaczego więc ludzie zaczęli to praktykować? Czy to naprawdę miłe bogu? Nie lepiej poświęcić mu swą miłość niż cierpienie? Owszem, są ludzie, którzy po przeżyciu tragedii wychodzą z niej silniejsi niż kiedykolwiek. Ale jest wielu złamanych na całe życie.
Osoby, które zostały dotknięte nieszczęściem powinny nauczyć się pokory, tego, że jako ludzie tak naprawdę nie mamy wpływu na nasze losy. Nie wiemy co będzie za chwilę. Możemy planować, ale na to, co się faktycznie wydarzy wpływu nie mamy. A jeżeli nie my, to kto? Bo jakoś tak jest, że nic nie dzieje się przypadkiem....

Jeżeli osoby te nauczyłyby się ufać Bogu, Jego wyborom, powierzyłyby Mu swoje cierpienie, to nie byłoby ono dla nich tak wielkim ciężarem.

Nie wiemy jaki byłby los np. owej zmarłej żony, gdyby żyła dalej. Może jednak śmierć była dla niej albo dla jej bliskich lepszym wyjściem... Tu każdy przypadek jest inny, nie da się wszystkich ująć w jednej, krótkiej odpowiedzi.

Dlaczego ludzie zaczęli praktykować biczowanie i inne formy samoumartwienia? Ano po to, aby fizycznie okazać Bogu swoje wyrzeczenie się materialności tego świata.

Czy jest to Bogu miłe...? Heh, przypuszczam, że nie do końca. Lepszą formą jest ta, o której Ty napisałeś.

Bóg sam zresztą mówi: "miłości pragnę, a nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń" Oz 6, 6

"Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata." Jk 1, 27

Może zacznij czytać Biblię :)

Tam są odpowiedzi na Twoje pytania :)

 

Na razie to mi jakoś specjalnie nie przeszkadza, bo po prostu w niego nie wierzę. Po prostu dla mnie fakt, że ludzie czczą istotę, która moim zdaniem wcale taka dobra nie jest i że wykorzystują wiarę do zabijania, zdobywania władzy, wpływów, itp. jest wielce zadziwiający. Wiem, że człowiek nie jest doskonały, ale czasem myślę, że lepiej żeby nie było żadnych religii i ludzie otwarcie zabijaliby się w celu zdobycia kasy, dla przyjemności czy czegokolwiek, niż udawali świętojebliwych i udawali, że są strasznie pobożni i bóg im to nakazał.
Gdyby ludzie potrafili żyć w Prawdzie, to nie mieliby problemów/trudności ze zrozumieniem Boga.

 

Czy przyszedł już do Ciebie? Jeśli tak, to jak to wyglądało? Przemówił do Ciebie? Czy wierzysz tylko dlatego, że zostałaś w tej wierze wychowana?
Nie zostałam wychowana w wierze. Może dziadkowie ze strony ojca, których dość krótko/mało znałam byli w jakimś stopniu wierzący, ale czegoś takiego jak wiara w moim rodzinnym domu nie było.

Tak, Bóg przyszedł do mnie.

Długo nie potrafiłam poukładać sobie tego co na świecie widziałam. Wiary, niewiary, nieszczęść, powodzenia, zmienności losu. Zaczęłam zadawać pytania i zaczęły przychodzić odpowiedzi. W końcu doszłam do miejsca, w którym styka się wola Boga i wola człowieka, i Bóg dał mi doświadczyć rzeczy, które do niedawna ustawiałam na półce z napisem bajki, baśnie, legendy, filmy fantazy.

Nie chcę tu opisywać całego świadectwa, bo zajęłoby ono co najmniej drugie tyle co tekst powyższy :)

Jeżeli chce wyślę Ci je na pw.

 

Nie. Ale mogę włączyć mikroskop elektronowy, żeby go zobaczyć ;)
Przypuszczam, że czasowo dotarcie do owego mikroskopu i uzyskanie możliwości skorzystania z niego zajmie Ci tyle samo czasu, co dotarcie do Boga :)

Przepraszam, że zamieniłam kolejność tekstu z Twojego postu, ale próbowałam jakoś uporządkować tematycznie naszą rozmowę :)

 

 

Możesz modlić się całe życie a i tak nie zmienisz przeznaczenia, jeśli zaistnieje jakakolwiek sytuacja , która wyniknie na korzyść człowiekowi i tak jest ona już z góry przesądzona więc cokolwiek zrobisz nie masz na to żadnego wpływu.
Jestem innego zdania :)

I ma ono coś wspólnego z wolna wolą :)

 

Jest to odwieczne pytanie związane z teorią ewolucji, ale nikt nie zadaje pytania o jaki rodzaj jajka chodzi.

ludzie stworzyli bogów żywiołów, których czczą i nasycają ich swoją energią i potencjałem i w tym kontekscie powiedzonko o jajku i kurze jest tym co to odzwierciedla, jedno uzupełnia drugie na zasadzie błędnego koła w emanacji materii.

Rodzaj jajka nie ma tu znaczenia, to bez różnicy jakie jajko weźmiemy pod uwagę :)

Jakie by nie było zostało zniesione przez jakąś "kurę", bo samo niestety nie było w stanie się stworzyć.

Gdyby ludzie stworzyli jakichkolwiek bogów, w tym bogów żywiołów, to należałoby założyć, że stworzyli również owe żywioły...

Problem w tym, że żywioły istniały zanim powstał człowiek, dużo wcześniej niż był on w stanie na tyle abstrakcyjnie myśleć, aby pokusić się o ich stworzenie.

 

na pewno był wyjątkowy , ale tylko dlatego że dzięki swojej wrodzonej charyzmie potrafił w porę sie przebudzić, a to że jego natchnienie zostało sprytnie wypaczone przez tych co są wyznawcami bożków świata materii to też warto wiedzieć. Poczęcie nie ma tu nic do rzeczy tylko to co wniósł on swoim istnieniem i jaki miało ono wpływ na koleje losu całych społeczności, które nie miały z nim nic wspólnego.
Wyznawcy bożków świata materii? Postaram się zapamiętać :)

Całe szczęście, że chrześcijaństwo opiera się na duchowości. Zarówno w odniesieniu do Boga, jak i istoty człowieczeństwa :)

Czy poczęcie nie ma tu nic do rzeczy? Z tego co wiem istnienie na ziemi zaczyna się od poczęcia, a kończy się na śmierci lub .... na zmartwychwstaniu. A wszystko jest jakoś dziwnie ze sobą powiązane :)

 

no z tym, to się zgodzę, ale pewnie dlatego to wiesz bo sama miałaś okazję tego doświadczyć
Tak.

Najpierw spotkałam Boga, a później On uleczył moją miłość.

W sumie to nadal mnie jej uczy :)

 

Miłość jest wtedy gdy patrzysz na drugiego człowieka i widzisz w nim siebie
Mi to bardziej przypomina definicję egoizmu.

 

 

 

Edited by caliah
jakieś problemy systemowe
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

wiecie dlaczego wierze w garabantal bo to co ona opisuje

to juz mnie spotkało zobaczyłem wszystkie swoje grzechy jak na filmie

 

każdy na całym świecie zobacy znak, łaskę, lub karę w samym sobie - innymi słowy, ostrzeżenie. Poczuję się jakby na całym świecie byli sami, nie ważne gdzie będą się wtedy znajdować. Poczują się sam na sam ze swoim sumieniem, przed obliczem boga. Zobaczą wtedy wszystkie swoje grzechy oraz efekty działania tych grzechów. (Dodany komentarz): Trzeba zauważyć, że 'aviso' nie tłumaczy się dosłownie jako 'ostrzeżenie'. To bardziej jak przygotowanie lub zauważenie.

 

Q.: Pozwól, że zapytam czy dobrze to rozumiem. Pewnego dnia poczuję ostrzeżenie. Bez względu na to gdzie będę, poczuję to?

Conchita: Gdziekolwiek będziesz.

 

Q.: Czy będę w domu, czy na ulicy, w Rosji, w Puerto Rico, w Santo Domingo czy na Kubie, nieważne gdzie będę, poczuję to ostrzeżenie?

Conchita: Poczujesz je .

 

Q.: Kto poczuje to ostrzeżenie? Katolicy, Protestanci, Komuniści, Żydzi?

Conchita: Każdy, kto żyje na świecie .

 

Q.: Wszyscy poczujemy to tego samego dnia?

Conchita: Tak, tego samego dnia .

 

Q.: Więc każdy poczuje to tego samego dnia, o tej samej godzinie. Jak długo będzie to trwało?

Conchita: Nie wiem jak długo. Jednak każdy inaczej to odczuje.

 

Q.: Czy to będzie trwało pół godziny? Godzinę?

Conchita: Naprawdę nie wiem. Myślę, że pięć minut to adekwantny czas.

 

tu jest pełny wywiad

Garabandal

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...