Jump to content

"Prorocze" sny, co pare miesiecy.


34438_1543264689
 Share

Recommended Posts

Witam serdecznie, mam o to parę snów i sytuacji z zycia które nie do końca rozumiem, jedynie czuje co oznaczają. Postaram się je opisać jak najlepiej potrafię, aby nie był to jeden wielki bełkot.

 

bez żadnych próśb i tym podobnych przejdę do sedna.

 

(Z opowiadań matki i ojca)

 

(odległe daty mogą być dość nie precyzyjne, "i tak tak, muszę to wszystko opowiedzieć aby był sens pisania tego tematu" :))

 

Myślę że było to w okolicach 1992/1993 roku.

 

Leżałem jako niemowlę w łóżeczku, mama podobno poczuła że coś jest ze mną nie tak, i zerwała się z łóżka w pokoju obok, stanęła w progu do mego pokoju i ujrzała nad moim łóżeczkiem postać w białej sukni wiszącą nade mną, podbiegła do mnie a ta postać uciekła/wyleciała przez okno.

 

Okolice 1995 roku,

 

Przez okres około dwóch lub trzech miesięcy, co parę nocy było słychać skrzypienie podłogi w miejscu gdzie stało moje łóżeczko.

 

Parę miesięcy później po zajściu tych dziwnych sytuacji, na strychu w moim domu tak jakby ktoś lub coś przewracało się po podłodze, okazało się że był to krzyż, taki jak stawiano na grobach. nie wiem po co go okradł czy tez wziął / kupił. jedno jest pewne, przebył sam prawie 20 metrów aż do schodów (!). Parę tygodni później moich wujków goniła tam czaszka konia...

 

Po tych incydentach następnym zajściem w moim mieszkaniu było... prawie uduszenie mojego ojca, dusił sie w środku nocy i moja mama nie mogła nic zrobić, po chwili ustało, ale odbite kopyta też było widać.

 

Następnie w okolicach już 2000 roku, mojej mamie albo się śniło, albo też na prawdę widziała małą, młodą złotowłosą dziewczynka. Ta zawisła nad nią i poprosiła ją o pomoc, aby ta ją pochowała bo umarła z rodzina na malarie, i leży pod moim domem...

 

w tym samym okresie, po 9 latach od zajścia z moim łóżeczkiem przebudziłem się w nocy, i ujrzałem kobietę, w szerokiej białej sukni wiszącą nad moim łóżkiem. Nie odważyłem się spojrzeć na twarz czy co tam miało by być.

 

To tak po krotce z mojego wesołego życia rodzinnego.

 

Tu ucina mi się przyjemność z takimi sytuacjami, no może parę razy miałem jeszcze (wydaje mi się) nie znaczące nic incydenty, jak lewitujący obrazem matki boskiej i tym podobne, czy tez dziwne zachowanie psa szczekającego na coś czego nie ma.

 

W tym miejscu zamykam jedną cześć tematu, chętnie wysłucham opinii na jej temat. Teraz jest sedno już moich snów i sytuacji...

 

Chwile przed następnym snem(2004/2005)

 

Wpadam do jaskini pod ziemia, jest dość jasno, nurkuje, woda jest czysta, daleko widzę w niej. Czuje że muszę się wydostać, widzę trzy pary śluz. Wybrałem tą z lewej, otworzyłem... i do środka dostała się masa wody z ciałami ludzi, około 30/50 ciał. budzę się cały spocony...

 

okolice 2005/2006 roku,dalej mieszkam w swoim domu. Śni mi się jakiś mężczyzna, starszy koło 40 i jeden młody koło 20. widzę brata i siebie. jesteśmy w jakimś pokoju, ewidentnie mieszkanie w bloku starszy pan dobija panele podłogę, młodszy opiera się o framugę. 2011 rok - mam deja vu, starszy pan ze snu kiedyś tam okazał się chłopakiem mojej mamy, a młodszy to jego syn, i dobijamy panele w moim pokoju...

 

Następnie przerwa od snów, a przynajmniej nie pamiętam nic a w tym okresie nie notowałem sobie tego co mi się śniło

 

Okolice początku 2011 roku.

 

Sen zaczyna się w moim mieszkaniu, wszystko jest tak jak ma być. Przechodzę z pokoju na przedpokój i przenosi mnie przed blok, okazuje się że wszędzie są ruiny budynków, grupa ludzi jest ze mną. wszędzie szaro, smutno, czuje śmierć ale się nie boję, czuję się odpowiedzialny za grupę ludzi. Próbujemy przedostać się do najbliższego - bezpiecznego budynku, a raczej pozostałości. W śnie czuje "trupy", dosłownie jakby żywe trupy, próbuje przedostać się ale nagle przenosi mnie już do tego budynku, stoję ja, moja mam wujek i ktoś jeszcze, pokoik zrujnowany, prowizorycznie zalatana dziura w ścianie, a raczej brak ściany płytą gipsowa, wujek mówi że załatwił wannę dla mamy. Przeniosłem się koło niej, patrze ta cała z krwi. Mam mówi - dziękuje będę tu bezpieczna. mniej więcej takie słowa. Przebudziłem sie...

 

Następny sen okolice marca br.

 

śni mi się, ze wstałem z łózka i spojrzałem przez okno balkonowe. Na niebie widzę wlatujący w nasza atmosferę ogromny obiekt którego początek tworzy znak krzyża na niebie. Staje koło mnie moja przyjaciółka, boje się a ta mówi spokojnie do mnie, To już jest koniec. (na tle przelatuje a raczej wylatuje z naszej atmosfery steroid wielkości golfa 3.

 

Nie wiele nocy później...

 

Znajduje się przed schodami do mojej szkoły, wydaje mi się że jest ich z kilometr, na szczycie widzę kumpla który o coś jest bardzo zły na mnie, jednak postanawiam tam nie wchodzić (w miarę kontrolowany sen). Przenoszę się na wejście w pola, widzę na niebie 5 obiektów, za atmosfera (jak gwiazdy) poruszających się w jednym szyku, w jedna stronę z jedna prędkością, słyszę głos za sobą i widzę jednocześnie coś na wzór portali czasoprzestrzennych (to nie są kur..a żarty !) i ktoś do mnie mówi właśnie, to są portale, tędy przenoszą się miedzy galaktykami.

 

Przebudziłem się, wstaje cały spocony.. wieczorem idę odprowadzić dziewczynę na przystanek.. a na niebie coraz bardziej zbliżający sie obiekt emitujący czerwone światło, zawisł gdy był wielkości polowy 10 groszówki, przeszedłem około 200 metrów, a ten jak nie podleci do nas, wielkości około monety 5 gr, pali się cały na około i stoi, tak jakby wędrował za nami. ogień był w okół niego, a wiatr czy cokolwiek innego nie działało na płomienie, jak się palił tak się palił nie zależnie z jaką prędkością się przemieszczał, potem uciekł w stronę centrum mojego miasta, znikł... ledwo doszedłem na skrzyżowanie a to znów widoczny, lecz ino na chwile...

 

następny sen, w miarę świeży.

 

06.04.2011

 

Znajduje się koło ulicy dwu pasmowej, jestem z dziewczyna. o coś nam chyba poszło, nic nie mówiła ale czułem że jest zła. nagle w niedalekie miejsce (około 100 metrów) uderzył piorun, ta zaczeła przechodzić bardzo szybko przez ulice i prawie potraciło ją auto, zacząłem za nią biec aż dobiegliśmy pod drzewo aby nas piruny bezpośrednio nie uderzyły, objęliśmy drzewo i włożyliśmy dłonie do ziemi.Z tej panoramy widziałem dość daleko nad lasem nasze miasto, i ogólnie horyzont. ujrzałem ogromne tornado, większe od tych Katrin itd. Tornado nie było zwykłe, bo widziałem w środku pomarańczowe wybuchy, nazwałem to, a raczej powiedziałem swojej kobiecie że są to wybuchy jonowe. A samo tornado nazwałem "Nowy Saturn". Rozbłyski czy też wybuchy były coraz częstsze jak i większe, "nowy Saturn" również. tak chyba z 3 sekundy coś tam się działo, az nagle wybuchło.. i cytuje to co napisałem z rana

 

"...Wybuchło! Poszła złota fala, rzuciłem się na dziewczynę i ja zakryłem tak jakby miało to coś dać, fala przeszła, żałowałem że nie jesteśmy w bunkrze, nic nie widziałem lecz po chwili zakończyło się. Nic nam nie było, tylko wiedziałem że muszę załatwić środki popromienne, miałem 22XX jednostek radów"

 

(nie jestem fizykiem ani chemikiem). potem przenieśliśmy się na inna dzielnice miasta, tam szła grupa dziewczyn które mówiły że w barze nie ma już miejsca...

 

No i to tyle, z takich ciekawych sytuacji i snów które moim zdaniem miedzy sobą mają jakieś połączenie.

liczę na jakiej opinię albo chociaż zrozumienie jaki to typ snów czy też sytuacji.

 

Ps. Co dziwne, tylko podczas snów sie boje, gdy się przebudzę to czuję radość i spokój z tego co się w śnie stało, za każdym razem czuję że to co mi się śniło mnie i tak nie minie, i ciesze się że chociaż wiem czego mam unikać i gdzie iść ewentualnie.

 

Nie liczę na całą konferencje, nie chce aby ktoś się śmiał, obrażał mnie czy coś w tym stylu, chce po prostu przeczytać wasze opinie :) i może z kimś pogadać kto miał chociaż dość podobnie.

 

Ps2. Z niewiadomych nawet mi przyczyn, wybazgrałem po ostatnim śnie na kartce tekst mniej więcej taki "Jasnowidz, okolice Mysłowic. On wiedział już dawno, teraz mu wierze" wydaje mi się że chodzi tu o tego znanego jasnowidza, nie wiem jak on tam ma ale go pozdrawiam :)

Link to comment
Share on other sites

Hmm, po przeczytaniu tego tekstu jestem jakby zahipnotyzowana. To na pewno nie są jakieś tam sny czy zwidy. Sny te mają drugie dno, zapewne. Co do tych duchów to wydaje mi się, że jest to dosłowne. Pewnie jakoś przed wojną, albo jakoś tak, umarła tam rodzina. I teraz Ci się ujawniła. Co do krzyży to ... jesteś pewnie katolikiem, więc mają one podłoże czysto religijne. Według mnie nie oznaczają one czegoś specjalnego, są bardziej związane z duchami. A ten wybuch "Nowego Saturna", miałam podobny sen. I do tej pory nie wiem co oznacza, tak samo od jakiegoś czasu śnią mi się planety i ... nie wiem co mam sobie myśleć. Ech, myślę, że powinieneś iść do jakiegoś wróżbity. Oni wiedzą o tych sprawach więcej. I według mnie, nie powinieneś zapominać o tym. Sny te są jak najbardziej prorocze, ale, nie są dosłowne. Za nimi kryje się coś jeszcze, coś bardzo ważnego. Pozdrawiam :)

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...