Jump to content

Coś przeszkadza mi w rytuałach.


Skowyt
 Share

Recommended Posts

Kiedy wszystko jest już prawie gotowe, a cały rytuał jest już starannie zaplanowany, nagle pojawia się coś, co wszystko pierdzieli. Np. rytuał miał się rozpocząć o zachodzie słońca, zbliżałem się już do miejsca z którego miałem świetny widok na zachód. Miałem zacząć lada moment, wtedy zadzwonił telefon, zapomniałem go wyłączyć, to był mój brat, przeciągnął rozmowę tak, że przegapiłem zachód. Dzisiaj też planowałem pewien eksperyment, brałem właśnie kąpiel, kiedy sąsiadka zalała mi kuchnie. Woda spłynęła na piecyk gazowy, który zgasł i nie zapali się puki nie wyschnie, a ja czekam z szamponem we włosach aż zagotuje się woda w czajniku, żebym mógł się opłukać. Zapewne znowu nie zdążę na 20:08.

To nie są jedyne przypadki, było ich więcej. Zaczynam się zastanawiać dlaczego tak się dzieje. Zbyt często to się zdarza i to w takim momencie, że trudno to uznać za zbieg okoliczności. Skutek jest taki, że te zdarzenia dezorganizują cały ryt.

 

 

Może Wy macie jakieś pomysły. Jestem otwarty na propozycje.

Link to comment
Share on other sites

Guest Papa Midnite

Zawsze można było nie odbierać telefonu i wykonać rytuał.Tak samo w sytuacji z sąsiadką.Wybrałeś przyziemne rzeczy więc odpowiedź jest oczywista.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Napisałeś Papa Midnite, że wybrałem przyziemne rzeczy. Tak, to prawda. Zdałem sobie sprawę, że nie ważne dlaczego tak się działo, ważne jest to, że kiedy coś się komplikowało postępowałem niewłaściwie. Nie byłem konsekwentny.

Do planowanego rytuału przystąpiłem tydzień po napisaniu pierwszego postu. Cały obrządek miał trwać blisko 3 godziny, przy czym musiałem przejść przez kawał lasu. Gdy zbliżałem się już do wyjścia z gąszczu skręciłem w złą ścieżkę (było ciemno). Po pewnym czasie zorientowałem się, że zabłądziłem, mogłem się cofnąć, ale nie zdążyłbym na miejsce o zaplanowanej godzinie. Zobaczyłem delikatnie żarzące się niebo na zachodzie, wiedziałem już mniej więcej w którą stronę mam iść. Przyznam jednak, że trochę się przestraszyłem, gdy drzewa zaczęły się zagęszczać. Panowała cisza, przede mną korytarz drzew. Zwizualizowałem wtedy dwie tarcze, które pulsowały i przenikały się nawzajem. Chwyciłem też ściętą gałąź i ruszyłem dalej (po chwili poczułem się jak Gandalf, uzbrojony w magię i kostur:_wysmiewacz:). Wiedziałem, że idę we właściwym kierunku, ale bałem się, że nie zdążę. Dotarłem jednak na czas (nawet kwadrans przed czasem), reszta rytuału przebiegła bez zakłóceń. Byłem zadowolony, a nawet dumny z siebie, że udało mi się wybrnąć z tej sytuacji, a co najważniejsze pokonałem samego siebie i swój strach. To tak w skrócie.

 

 

Dzięki wszystkim za odpowiedzi!

Link to comment
Share on other sites

Nie ma co od razu tarczami sie chronic,czasami wystarczy po prostu wspolpracowac z duchami przyrody,okazac szacunek...i dac mala ofiare,wtedy beda one przychylnie do Ciebie nastawione,i poprowadza tam gdzie chcesz.

Link to comment
Share on other sites

czy masz w domu zwierzęta? jeśli tak to one zakłucają magiczną przestrzen lub pomieszczenie jest mocno zanieczyszczone

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...