Jump to content

Medytacja a nerwica


Kreska771
 Share

Recommended Posts

Dzisiaj po raz pierwszy medytowałam. Prawdę mówiąc poszło mi naprawdę nieźle... Udało mi się zrelaksować na tyle aby poczuć ciężkość własnego ciała, słyszeć szybkie bicie serca i własny oddech. Powracały do mnie wspomnienia z dzieciństwa, przychodziły i odchodziły. Czułam że to naprawdę działa! I z pewnością bym to kontynuowała gdyby z transu nie wyrwał mnie dźwięk wiadomości w komórce. Nich to szlag!!!:icon_evil::killer:

 

Najchętniej zabiłabym wszystko co się rusza. Medytacja powinna mnie uspokoić i wyciszyć.Po to właśnie postanowiłam ją uprawiać. Aby stać się osobą którą jestem w wewnątrz. Dzisiaj przyszło mi do głowy że może branie leków nie jest najlepszym pomysłem. Biorę je od kwietnia tego roku odkąd objawy nerwicy takie jakie przerażenie, drżenia czy kołatanie serca stały się nie do zniesienia. Dodatkowo zaczęły występować u mnie epizody depresyjne. Bezpośrednim powodem wystąpienia choroby jest według mnie konflikt wewnętrzny. Z jednej strony nie cierpię własnych rówieśników z którymi jestem zmuszona obcować na co dzień. Z drugiej zaś wewnątrz duszy jestem osobą towarzyską dla której samotność jest nie do zniesienia. Brak jakichkolwiek przyjaciół doprowadza mnie do szaleństwa.

 

Dzisiejszy epizod z medytacją był skutkiem ograniczenia prze ze mnie pewnego leku który biorę . Dowód na to jak bardzo psychotropy wpływają na psychikę. Jako podsumowanie swojej jakże nieskładnej i pełnej braków wypowiedzi zadaję pytanie:

Brać czy nie brać?

Link to comment
Share on other sites

Hej, też miałem nerwice, też poprzez medytacje chciałem ją wyleczyć, wyszło na to ze lekiem była zmiana sposobu życia wywołana przez medytacje. Odrzuciłem wszystkie używki ograniczyłem kontakt ze znajomymi, a z niekótrymi poprostu zerwałem kontakt, teraz ciesze sie sportem i pracą.

 

Chciałem tylko powiedzieć, że u mnie pierwszy rok był tragiczny, 360% zmiana stylu życia, początki to pogłębienie depresji i nerwicy, ale wyszło na moim ^^

moze u ciebie bedzie ok, powodzenia ^^

Link to comment
Share on other sites

też zależy od tego jaką medytacje stosujesz bo jest tego naprawdę od groma. Mnie też na początku strasznie wyprowadzało z równowagi jak coś mi przeszkodziło w medytacji :). A co do psychotropów to one nie wpływają zbyt dobrze na energetykę. Powodują taki sztuczny stan spokoju umysłu, a tak naprawde wnętrze krzyczy. Także mogą powodować uszkodzenia układu nerwowego. Hmm tak myslę, że trzeba się zdecydować albo medytacja albo tabletki :)

Link to comment
Share on other sites

No ja bym raczej nie próbował radzić w ten sposób, nie znamy twojej sytuacji, nie wiem jak bardzo jesteś już uzależniona od leków, jaka jest twoja sytuacja życiowa, jakie czynniki stresogenne na ciebie wpływaja, jak silną masz nerwice i depresje.

 

w takich sytuacjach medytacja może byc nawet niebezpieczna..

Link to comment
Share on other sites

No ja bym raczej nie próbował radzić w ten sposób, nie znamy twojej sytuacji, nie wiem jak bardzo jesteś już uzależniona od leków, jaka jest twoja sytuacja życiowa, jakie czynniki stresogenne na ciebie wpływaja, jak silną masz nerwice i depresje.

 

w takich sytuacjach medytacja może byc nawet niebezpieczna..

 

Jeżeli chodzi o leki nie jest źle. Biorę jedynie dwa: stabilizator nastroju od miesiąca, od kwietnia zaś zawierający paroksetynę Arketis.

Jak już powiedziałam objawy nerwicy mam od pól roku. Zareagowałam dosyć szybko, nie zwlekałam z leczeniem. Dopiero po zastosowaniu Arketisu zrozumiałam że moje zmiany nastroju, niechęć do robienia czegokolwiek i płaczliwość były objawami zaczątków depresji. Moja szybka reakcja okazała się zbawienna. Gdyby nie to moja sytuacja w tej chwili byłaby nie do pozazdroszczenia. Nie do pozazdroszczenia dla licealisty:spie_na:

 

Tak, przyznaję się. Za tym jakże poważnym stylem pisarskim kryje się pewna 17- latka niezadowolona z własnego życia. Moja sytuacja podobnie jak osobowość podzielona jest na dwa fronty. Z jednej strony Kreska szkolna, dziewczyna uważana za totalne bezmózgowie i stworzenie nader zaniedbane i brzydkie. W domu Kreska kochana przez rodzinę , doceniona przez nią. W domu czuję się sobą, w szkole zupełnie jak obca sobie osoba do której sama czuję niechęć.

 

Jeżeli chodzi o czynniki stresogenne mogę za nie uznać samo przebywanie z rówieśnikami. Z dorosłymi takich problemów nie mam (30 lat wzwyż). Uważam za niezwykle upokarzające samo to jaką osobę sobą reprezentuje. Ostatnio doszłam do wniosku że jestem dumna i to chorobliwie. Przebywanie na samym dnie szkolnej drabiny społecznej doprowadza mnie do szału. Kiedy mam wrażenie że ktoś ze mnie szydzi chcę wrzeszczeć. Wiem jednak że nie mogę. Mój problem nie pojawia się znikąd. Ma swoje podłoże w rozbieżności między moimi pragnieniami ( bardzo egoistycznymi) a czynami.

Link to comment
Share on other sites

Jako że spotykałem się z różnymi przypadkami osób biorących leki psychotropowe w podobnych sytuacjach, to z tego co zauważam są one głównie znieczulone, a nie rozwiązują tak naprawdę swojego problemu. Gdy kończą z lekami, natrafiają na te same problemy, aczkolwiek trudniej jest się im w tym połapać, bo już są odurzone po "terapii" lekowej.

 

A z tego co piszesz problem nie zniknie, póki nie popracujesz nad swoją samooceną i rozwinięciem poczucia zadowolenia z siebie i z życia. Możesz być oczywiście niezadowolona, możesz oczywiście się wkurzać tym, co inni mówią, myślą na twój temat (albo czego się po nich spodziewasz że myślą), ale czy warto? Czy naprawdę warto czuć się źle z tego powodu, że komuś coś się uroiło na twój temat w jego/jej głowie?

Nerwica to stan przy którym przede wszystkim trzeba chcieć - mieć motywację do popracowania nad sobą, stosunkiem do swojego życia i samego siebie. Pracować nad poprawą tego aż do skutku. Większość niepowodzeń w wychodzeniu z nerwicy czy depresji, wynika właśnie z braku odpowiedniego podejścia do nich i systematycznej, konsekwentnej pracy w wychodzeniu z nich. Innymi słowy, jak ktoś rzeczywiście się za temat zabierze, to prędzej czy później osiąga sukces i rozluźnienie w psychice i życiu.

 

A teraz mała analiza (mam nadzieję że nie weźmiesz jej do siebie, tylko potraktujesz jako pewną podpowiedź i inspirację która może Ci coś rozjaśni).

Jesteś w domu, wszystko jest ok, ludzie potrafią Cię traktować z szacunkiem, życzliwością, okazywać Ci że Cię lubią - są to zewnętrzne warunki, które nie budzą w Tobie negatywnych odczuć. W szkole pojawiają się inne warunki, inne zasady - tu są różne osoby z różnych biegunów, które mogą mieć różny, dowolny stosunek do Ciebie. A ponieważ każdy ma wolną wolę i swój rozum, to może myśleć o Tobie czy innych, cokolwiek tylko chce. Ciebie to razi i drażni, bo chciałabyś by postrzegano Cię w jakiś określony sposób, zwłaszcza gdy te osoby, kompletnie depczą po tym wizerunku Ciebie, jaki chciałabyś mieć w ich oczach (w tym w sposobie traktowania Cię) - to budzi w Tobie szał, który z kolei zamykasz w sobie tłumisz, nie wyrażając go, co nakręca nerwicowe zachowania i odczucia. Zamykasz tę część siebie i odrzucasz ją, nerwica dalej się nakręca. Zaczynasz się może winić czy oskarżać o te części Ciebie, do których inni robią przytyki, traktujesz te części siebie, jako źródło swojego problemu, jednocześnie dalej się wkurw.. na otaczającą Cię rzeczywistość. To tak jakbyś chwyciła samą siebie (część siebie) i jej dowalała jednocześnie wkurzając się na otoczenie, że to co wobec Ciebie przejawia, sprawia że czujesz że musisz sobie dowalić. NA tym wszystkim siedzi właśnie ta duma, której podtrzymywanie kosztuje te konsekwencje, te wszystkie odczucia i cierpienia. Duma nie pozwala zaakceptować siebie takiej. Mówi też to o tym, że najwyżej cenisz osoby, które są na tym co ty określasz jako szczyt drabiny społecznej. A przynajmniej że ty samą siebie cenisz wyłącznie taką która jest na tym szczycie. Ale ja zawsze mam takie pytanie na podobne okazje - czy naprawdę warto? Czy naprawdę warto za cenę tych wszystkich cierpień, szamotaniny ze samą sobą trzymać się tego, tej dumy i odrzucania samej siebie? Czy naprawdę duma jest tego warta? I czy ta duma naprawdę jest ważniejsza od tego, żeby czuć się dobrze ze samą sobą, bez względu na wszystko?

 

Ja jednak uważam że bardziej warto - zaakceptować siebie, taką jaką się jest. zaakceptować że częścią siebie są te wszystkie rzeczy które inni wyśmiewają czy z których szydzą, zastanowić się, czy nie warto by zaakceptować tych rzeczy mimo wszystko. I całkowicie uniezależnić się od opinii innych ludzi. To ostatnie dokonuje się właśnie poprzez akceptację, polubienie, czy nawet pokochanie siebie, taką jaką się jest.

To nie uczyni popularnym, to nie sprawi że w oczach innych jakoś się zmienimy. To sprawia że człowiek czuje się dobrze sam ze sobą i umie słuchać opinii innych na swój temat, w sposób który go nie dotyka. Korzyścią jest z tego to, że żadna opinia innych osób nie jest w stanie zakłócić naszego dobrego samopoczucia. No ale do tego to najpierw trzeba właśnie siebie, polubić, zaakceptować, docenić i pokochać (tak, tak, taką właśnie osobę, taką właśnie siebie). To się po prostu opłaca.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...