Jump to content

Przekazanie energii


Asmodeus
 Share

Recommended Posts

HELL-0

 

Mam pytanie takie dość błahe w tym dziale

 

Czy jest możliwość przekazania części sił życiowych komuś innemu?

W sytuacji kiedy na naszych kolanach umiera osoba obdarzona przez nas wielkim uczuciem, a jednocześnie sami pozostajemy nieświadomi tego co możemy zrobić a robimy to.

 

Pozdrawiam

Asmodeus

 

Wiem, że to zręby tematu ale nie chcę zasypywać was tematyką jeżeli nie będzie wiedzy:)

Link to comment
Share on other sites

Pod wpływem emocji wywołanych szokiem często zdarza się, że ludzie leczą siebie nawzajem. Jest technika w Metodzie Silvy, która przydaje się na takie sytuacje.

Więc uważam, że jest to możliwe.

Link to comment
Share on other sites

Ale czy jest możliwe przywołanie osoby zza granicy?

Pomimo upływu prawie 4 lat nadal czuję pustkę w jej ciele i bezwład (potem byłem obecny przy jej atakach normalnych i ten "bezwład" padaczkowy to nie było to) i życie jakie pojawiło się w niej potem.

 

Asmodeus

Link to comment
Share on other sites

Radziłabym poszukać permanentnego rozwiązania tego problemu zdrowotnego, a nie skupiać się tylko na łagodzeniu czy usuwaniu objawów.

Jeśli chodzi o usuwanie objawów, to najkorzystniej by było gdyby sama chora osoba zdecydowała się nauczyć jak to robić.

Zaproszenie kogoś z zagranicy? Kogo? Po co?

Link to comment
Share on other sites

zza granicy śmierci:) uzdrawianie kogoś to leczenie chorego a nie przywracanie zmarłego do życia poprzez oddanie "kawałka swojej duszy/energii życiowej"?

Link to comment
Share on other sites

Byłem z dziewczyną kilka lat temu. Ona była epileptyczką. Pewnego wieczoru zjawiłem się na imprezie na której nie miało mnie być ( ja skończyłem nieudany wieczór kawalerski, ona bawiła się na imprezie z naszymi wspólnymi przyjaciółmi) Jak każdy wie epilepsia i alkohol nie współgrają a wręcz jest to zakazane. Ona piła i to dużo. I dostała ataku poważnego. Para przyjaciół pobiegła zadzwonić po karetkę i ściągnąć lekarzy do baru ja zostałem przy stoliku. Owszem przyznam się, to był mój pierwszy "atak" lęk przed utratą. Ale wiedziałem jak to wygląda. Tym razem było inaczej. Ona naprawdę umierała. Ja siedziałem na ławce i trzymałem jej głowę na kolanach. I czułem jak wszystko z niej odchodzi. Pustkę. Ciszę. I chciałem aby wróciła. i wróciła. PO paru minutach znów zaczeła oddychać. To był ciężki atak. Lekarze oczywiście zrobili jej opier... od stóp do głowy za picie podczas choroby. Przeżyła.

 

 

Oto i część historii.

 

Pozdrawiam

Asmodeus

Link to comment
Share on other sites

Dzięki.

Jasne, tak jak mówiłam, pod wpływem silnego szoku emocjonalnego zdarza się, że ludzie leczą innych, a nawet przywracają do życia. Nie wiem jak to się dzieje "energetycznie", ale rzeczywiście ciekawa sprawa. Podejrzewam, że jest to silna afirmacja ogromnie naładowana energią - TO SIĘ NIE ZDARZYŁO! JESTEŚ ZDROWY! (w sensie, pierwszą reakcją może być silne wyparcie, co może prowadzić do błyskawicznej wizualizacji ofiary w stanie zdrowym i proporcjonalnie do energii w to włożonej - wizualizacja i afirmacja się sprawdza).

Jeżeli chcesz czegoś takiego się nauczyć możesz iść na kurs Silvy, jest to w programie.

Edited by bacchante
Link to comment
Share on other sites

Ciekawa sprawa. To co tu opisałeś Asmodeuszu przypomina mi o mojej rozmowie z przyjacielem. Zadałem mu podobne pytanie jak ty ale odpowiedz mnie zbiła tak z tropu że do tej pory nie poruszałem tego tematu ponownie.

Postaram się zacytować tak jak umiem najlepiej to co mi powiedział.

" Jeżeli zbierzesz całą swoją moc życiową w jednym punkcie i wyzwolisz w odpowiednim momęcie, będziesz w stanie zmienić bieg tego co ma dopiero sie wydażyć. Lub nawet przywrućić do życia zmarłego."

W twoim przypadku Asmodeuszu to jej nie wyciągnołeś z tamtąd tylko zawróciłeś spowrotem ona tam jeszcze nie odeszła w całości. Ale coś juz tam pozostało.

Link to comment
Share on other sites

caliah biorąc pod uwagę ową osobę i hm... moje późniejsze doświadczenia życiowe z nią to mam pełne prawo mieć w nosie to co w sobie nosi a czego nie nosi. Jednak są pytania na które nie mogę znaleźć odpowiedzi - brak mi po prostu wiedzy. I nie boję się tego, że mogłem to zrobić. A raczej obawiam się tego, że jeżeli przyjaciel Nezumi'ego miał rację to jeżeli coś zostało Tam to coś mogło przywędrować Tutaj. Ale to takie sobie dywagacje na temat:)

 

Ja skieruję temat na sprawę też ciekawą - czy mogłem w takim wypadku dać jej część energii siebie? (wiem, wiem - stare legendy o przekazaniu części życia swojego aby ktoś mógł żyć itd) Ale pytanie pozostanie pytaniem:)

 

POzdrawiam

Asmodeus

Link to comment
Share on other sites

Asmodeuszu,

 

czy mogłem w takim wypadku dać jej część energii siebie? (wiem, wiem - stare legendy o przekazaniu części życia swojego aby ktoś mógł żyć itd) Ale pytanie pozostanie pytaniem:)

Z pewnością przekazałeś jej część energii.

Czy swojej, czy może byłeś medium, które skupiło w sobie energię z zewnątrz i przekazało jej, tego nie potrafię powiedzieć.

Możesz się tego dowiedzieć tylko Ty.

Jeżeli zaczniesz pracować z energią, poznawać swoje kanały energetyczne, to sam dojdziesz do właściwych wniosków dotyczących tamtego zdarzenia.

Pozaglądaj do tematów energetycznych oraz e-książek dostępnych i oferowanych na tym forum.

 

Pozdrawiam :)

Link to comment
Share on other sites

Asmodeusie zawsze jak przekazujesz energię,a zwłaszcza w takim przypadku dajesz swojemu "dawcy" cząstkę siebie i dostajesz też "cząstkę" tej drugiej osoby - to taka jakby "wymiana".

W zasadzie,gdyby tak na to patrzęć to prawie połowa mnie jest "po tamtej stronie".

Link to comment
Share on other sites

Dama Trefl - jeżeli pójdziemy tym krokiem i przypuścimy czysto hipotetycznie, że jakaś osoba przywróciła inną do życia to ile przekazali sobie siebie? I czy istnieje możliwość odzyskania tej cząstki?

 

Eh.. nie ma to jak poruszać się w ciemnym lesie gdzie widzi się drzewa i czuje ich zapach ale za cholerę nie można ich określić słowami - Drzewa w nocy ;)

 

Pozdrawiam

Asmodeus

Link to comment
Share on other sites

Nie jestem pewna,ale to,co zrobiłeś było w pewnym sensie "transkacją" to tak jak bioenergoterapeuta leczy chorych ludzi swoją energią. On daje im ulgę i wyleczenie (biorą jego energię),a on jest przez to trochę osłabiony i ma w "sobie" w energetyce ich choroby i musi się "oczyścić".

W Twoim przypadku Ty dałeś jej energię, ona ją przyjęła więc ona ma coś Twojego w swojej energetyce,mógłbyś to odebrać poprzez odebranie jej energii,ale osłabiłbyś ją. Wniosek jest taki,że Twoja energia będzie w niej przez pewien czas (oby nie powiedzieć na zawsze,bo nie jestem takim specjalistą od tych sparw). Tyle,co wiem to z czytania,rozmów ze specami i z własnego stwierdzenia ;).

Link to comment
Share on other sites

Dziękuję próby wytłumaczenia tego problemu:)

Ktoś może poradzić w jakiej książce szukać czegoś na ten temat? Jak coś znajdę więcej i podeprę się waszą wiedzą to wrócę do tego tematu i rozwinę wątek.

Link to comment
Share on other sites

bacchante - gdybym ja wiedział co robię to też pewnie bym się zastanowił a ja żyłem sobie nadal w błogiej nieświadomości przez kolejne kilka mc puki ktoś mi nie powiedział - że te "przeciągi w domu" i "spokojne i niespokojne" pomieszczenia to nie głupie przeczucia a coś więcej:) Mineły lata a ja nadal mam orzech do zgryzienia :]

Link to comment
Share on other sites

Co do pozycji książkowych byłabym hipokrytką gdybym Ci podała jakieś, najlepiej zajrzyj w siebie, tam jest odpowiedź.

 

Ale jednak... Jeśli nie miałeś z tematem w ogóle nic wspólnego, to proponuję Ci zacząć może od A. Powella, który opisuje Ciała Eteryczne, Astralne, Mentalne i Przyczynowe. Jest tam trochę informacji, nie bezpośrednio odpowiadające na Twoje wątpliwości, ale mogą wytłumaczyć Ci jak widzimy energetykę.

Link to comment
Share on other sites

Owa osoba wyczyściła dom z hm.. zbędnych dusz. Pozostawiła je tylko w jednym pokoju. Wchodząc tam czułem inną atmosferę niż w reszcie domu.

Zresztą kiedy zamieszkałem samotnie w mieszkaniu po babci w starym poniemieckim domu a mieszkanie znajdowało się na poziomie strychu czasami wyjść na strych w słoneczny dzień to było wyzwanie a czasami w środku nocy można tam było spać w najlepsze:D Wot - przeciągi w domu i spokojne i niespokojne pomieszczenia.

Link to comment
Share on other sites

Na pewno jesteś bardziej wyczulony na te energie, po tym jak zrobiłeś to tamtej dziewczynie. Czasami wystarczy mały impuls aby otworzyć się na doświadczanie tego.

Chciałabym zobaczyć ten dom, uwielbiam starą architekturę! :)

Link to comment
Share on other sites

bacchante - nie, nie chciałabyś. Kiedy wyobrażę go sobie aby ci opisać w świetle ludzi z tego forum to wyobraź sobie stary dom 1pt dom z spadzistym dachem i mieszkaniem jeszcze w tym dachu.. taki typowy dom niemiecki - ale ten dach jest aż czarny od strażników - nie, chciałbym tam zabierać do środka nikogo ani wroga a tym bardziej przyjaciela. Za dużo tam byłem w dość podłym nastroju. A stare Domy tak dobrze słuchają, czasami aż za dobrze.

Link to comment
Share on other sites

:) Jak wrócę do kraju przodków na dłużej to dam znać. Spotkamy się i po tym spotkaniu ocenisz czy chcesz ruszać coś co stworzyłem wespół z półwiecznym Domem:D
Link to comment
Share on other sites

Dama Trefl - a tam, dusze wałęsają się ciągle naokoło to jak można na nie nie być wyczulonym:) A co do medium... nieee.. nie wchodzę w to, tabliczki OuiJa nie tknę - parzy palce:P

Link to comment
Share on other sites

Ja nie mówię, że nie biorę ich pod uwagę:) Bo jak można nie brać pod uwagę błękitu nieba czy tego, że nie ugryzę się pod kolanem.. choć ten drugi przykład jest raczej nie na miejscu to jest tak późno, że go nie skasuję - i tak załapiesz o co chodzi mi:)

Link to comment
Share on other sites

A uwierz mi, że niektórzy oczywistych rzeczy nie dostrzegają. To nasz wybór gdzie skierujemy percepcję. Jak wiesz, człowiek jest w stanie wychwytychwać tylko ileśtam tysięcy bodźców naraz. Można przeprogramować świadomość i podświadomość aby zwracać uwagę na inne, albo można ją rozszerzyć i wyłapywać więcej bodźców.

Link to comment
Share on other sites

Byłem z dziewczyną kilka lat temu. Ona była epileptyczką. Pewnego wieczoru zjawiłem się na imprezie na której nie miało mnie być ( ja skończyłem nieudany wieczór kawalerski, ona bawiła się na imprezie z naszymi wspólnymi przyjaciółmi) Jak każdy wie epilepsia i alkohol nie współgrają a wręcz jest to zakazane. Ona piła i to dużo. I dostała ataku poważnego. Para przyjaciół pobiegła zadzwonić po karetkę i ściągnąć lekarzy do baru ja zostałem przy stoliku. Owszem przyznam się, to był mój pierwszy "atak" lęk przed utratą. Ale wiedziałem jak to wygląda. Tym razem było inaczej. Ona naprawdę umierała. Ja siedziałem na ławce i trzymałem jej głowę na kolanach. I czułem jak wszystko z niej odchodzi. Pustkę. Ciszę. I chciałem aby wróciła. i wróciła. PO paru minutach znów zaczeła oddychać. To był ciężki atak. Lekarze oczywiście zrobili jej opier... od stóp do głowy za picie podczas choroby. Przeżyła.

 

Oto i część historii.

 

Pozdrawiam

Asmodeus

 

Jeśli wierzysz w 'Nieznane' to pierwszym najważniejszym Twoim obowiązkiem jest staranie się wytłumaczyć wszelkie 'zjawiska' w racjonalny sposób.

Atak epilepsji ma to do siebie że wystarczy taką osobę ułożyć w bezpiecznej pozycji i przykryć kocem-sama dojdzie do siebie.W tym co opisałeś nic nadzywyczajnego nie widać.

 

Wszystko co robimy powinno mieć początek,pracę i zakończenie.U ciebie wygląda to tak jakbyś pernamentnie nie robił 'zamknięcia' czynności.To tak jakbyś chodził z ciągle otwartymi drzwiami i oknami i narzekał że masz przeciągi i ciągle Ci coś wywiewa i brakuje.

Zacznij więc od podstaw.

:papa2:

Link to comment
Share on other sites

Blondynka - byłem z tą dziewczyną dwa lata i wiem jak wygląda jej atak (bezobjawowy) Bo jak to mawiają epileptycy nie miała całego tego obciachu z drgawkami. I owszem ataki wyglądały jakby mdlała. Na parę minut z bardzo słabym oddechem. Ale tamten wieczór był inny. I gdyby było racjonalne wytłumaczenie tego - będę bardziej niż zadowolony. Ale to już rozpatrywania sceptyka - ona miała atak, ty nic nie zrobiłeś, nie ma przekazywania energii, przyjechała karetka i atak jej przeszedł. Jeżeli tak to będziemy rozpatrywać - to ja pomyliłem chyba forum:):)

 

Caliah - dziękuję za poradę, będzie co robić w pracy na przerwach.

Link to comment
Share on other sites

Oprócz tego całego ezoterycznego blablania, o którym tutaj piszemy jest jeszcze jeden ważny aspekt. Przyszliśmy tu i zdecydowaliśmy ograniczyć się jakoś, więc (pod warunkiem, że nie jesteśmy na tyle rozwinięci) przy spadku z dużej wysokości możemy się zabić. Dlatego warto sprawdzić to wszystko najpierw spokojnie, poszukać wytłumaczenia. Oczywiście wszystko co robimy ma wielki energetyczny sens i rozumiem Twoją niecierpliwą chęć rozpatrywania tego pod tym kątem. Ale przecież świat fizyczny też ma swoje prawa (takie jakie mu nadaliśmy) :)

Link to comment
Share on other sites

bacchante - widzę, widzę ten znak STOP :) spokojnie, niecierpliwą chęć uzyskania odpowiedzi mam za sobą :) Teraz nie pytam - jak to zrobić? ale - czy jest możliwe?

Uzyskałem odpowiedź pozytywną - jest to możliwe, teraz sam muszę dowiedzieć się (książki, ćwiczenia, książki, ćwiczenia^) jak :)

Link to comment
Share on other sites

bacchante a może on się już siebie spytał i wie co musi zrobić i teraz szuka wiedzy jak tego dokonać i dlatego czyta i ćwiczy. Bioenergoterapełta faktycznie nie odaje swojej energi tylko przekazuje przez siebie energię uzyskaną z źródła tu też się z tobą zgodzę bo wiem jak to działa gdyz się sam zajmuję leczeniem pranicznym w domu. Jak dla mnie to należało by tylko zakonczyć to co wtedy zaczołeś Asmodeus bo mogłes faktycznie zostawić otwarte drzwi do siebie i do tej dziewczyny, co na dłóższą metę jest raczej niemile widziane. Równie dobrze mogłeś również stwożyc połączenie energetyczne między tobą a tą dziewczyną na zasadzie że przekazujesz jej swoja własna energię kiedy tylko ona jej potrzebuje. Co tym samym osłabia ciebie i sprawia że stajesz się bardziej wyczulony na potencjalne źródła energii jakie są w pobliżu ciebie, i zarazem zmniejszasz twoja obronę przed mętalnymi atakami istot z astralu (dlatego mozesz czuć się nieprzyjemnie gdy jest w twoim pobliżu sporo takich stwożonek).

Link to comment
Share on other sites

bacchante a może on się już siebie spytał i wie co musi zrobić i teraz szuka wiedzy jak tego dokonać i dlatego czyta i ćwiczy.

 

Nie wiem czy to zrobił, więc pytam jego, a nie Ciebie.

 

Co do reszty, daj chłopcu zdecydować samemu w co wierzy i czego się boi a nie strasz tu bytami, potworami i połączeniami wysysającymi energię ;)

PAX

Link to comment
Share on other sites

Nie wiem czy to zrobił, więc pytam jego, a nie Ciebie.

A gdzie wolność słowa? Każdy może zadawać pytania.

 

PAX

O tym chyba zadecyduje ktoś inny ;)

 

 

ps.Twoja wypowiedź była na poważnie?

Link to comment
Share on other sites

Nezumi - dobre pytania, i takie właśnie sobie postawiłem jakiś czas temu, teraz muszę znaleźć sposób na rozwiązanie tej zagadki.

bacchante - chłopca? hm.. po prostu zignoruję twoją wypowiedź jak i dalsze

Calipso - ładnie proszę o rozstrzygnięcie tej jakże miłej dyskusji kto i co może pisać w odrębnym temacie bo robi się tutaj tłoczno od wątków :):) a nie o to pytałem w pierwszym poście swoim. Choć poprę twoją stronę w tym sporze ale cii.. bo się wyda:]

 

Pozdrawiam

Asmodeus

Link to comment
Share on other sites

bacchante - chłopca? hm.. po prostu zignoruję twoją wypowiedź jak i dalsze

 

Ależ już ignorujesz moje wypowiedzi przez interpretowanie moich słów pod innym kątem. Chłopiec, to wyrażenie, które stosuję zamiennie z innymi określeniami samca, nie oznacza to, że komuś patronuję, traktuję protekcjonalnie. Bo pewnie stąd obraza. Ale skoro to tak odebrałeś, to zastanów się skąd się u Ciebie coś takiego wzięło.

Skoro ja nie mam złych intencji (pisząc to słowo nie miałam żadnych), a Ty to tak odbierasz - to znaczy, że może być jakiś problem na tym tle u Ciebie.

 

Cóż, trzeba przejść przez okres zabawy (co do wypowiedzi Nezumi).

Link to comment
Share on other sites

Guest truskawka
Chłopiec, to wyrażenie, które stosuję zamiennie z innymi określeniami samca,

 

Bacchante, tym sformułowaniem obrażasz wszystkich chłopaków i mężczyzn pisząc "samiec".

Link to comment
Share on other sites

Nikogo nie obrażam. To tylko określenie, podobnie jak mężczyzna, chłopak etc. Odsyłam kolejny raz do przypowiastki De Mello. Nie ma się co obrażać, bo nie siedzicie w mojej głowie i nie wiecie co mam na myśli. Różne terminy mogą wywoływać różne odczucia u różnych ludzi i uważam, że nikt nie bierze odpowiedzialności za emocje, które powstają w innym człowieku, lecz on sam - ten który je odbiera i interpretuje. Czego jaskrawym przykładem jest ta rozmowa chociażby. Nie zamierzam dostosowywać się do uniwersalnych wzorców skoro wybrałam się z nich wyrwać.

Przykro mi jeśli tak mnie odebraliście jakbym próbowała kogoś obrazić.

Link to comment
Share on other sites

W skrócie opierając się głównie na pierwszym poście, tak jest to możliwe, ale muszą być spełnione też warunki. Wcześniej sądziłem że samo wyzwolenie energii i przekazanie jej starczy aby kogoś uratować, niestety pomyliłem się, jest haczyk.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...