Jump to content

Sen o lekcji języka francuskiego i lataniu


BALA

Recommended Posts

A więc tak. Śniło mi się dzisiaj, że byłem w Paryżu (chociaż nigdy tam nie byłem). Otoczenie było piękne, lato przechodzące w jesień, piękne kamienice. Przyśniła mi się osoba, na której bardzo mi zależy, ale ta osoba jest daleko, właśnie w Paryżu. Weszliśmy razem do sali w kamienicy, która wyglądała jak typowe zabudowania paryskie. W środku było dość obskurnie. Prostokątna sala i cztery stoły. Jak się dowiedziałem były to lekcje języka francuskiego. Weszła profesorka, wyglądała jak sępica tj. groźna, bląd włosy bardzo krótkie i usta pomalowane czerwoną szminką, bardzo czerwoną, do tego miała akwamarynową garsonkę/marynarkę. Zaczęła mówić po francusku, niczego nie rozumiałem, potem każdy musiał powiedzieć coś po francusku (nie wiem skąd to wiedziałem). Na sali było 4 osoby :przy jednym stoliku, na przeciwko mnie jakaś obca dziewczyna w czerwonym sweterku i w kucku na głowie, ale ona jakby cały czas spoglądała w okno (okna były ciekawe ponieważ były zamontowane tak jak w piwnicach osiedlowych), gdzieś tam stała jeszcze jedna osoba, chyba chłopak, potem ja i po mojej lewej była osoba, na której mi obecnie niesamowicie zależy. Jak pisałem każdy z nas musiał coś powiedzieć po francusku, pierwsza zaczęła mówić dziewczyna, o której pisałem, każdy mówił skąd pochodzi, gdzie mieszka i ile ma lat. Ja się strasznie stresowałem, że powiem źle i to nie dlatego, że obawiałem się tej babki, tylko własnie, że się skompromituję przed osobą tak bliską memu sercu. (uczyłem się kiedyś franc tak w ogole:)), no i zacząłem mówić, nie było chyba tak źle, powiedziałem, ze jestem z Polski, mieszkam w Warszawie i mam 20 lat, babka nie miała zadowolonej miny. Dalej podeszła do osoby dla mnie tak ważnej, a ta osoba zaczęła (no bo faktycznie bardzo dobrze mówi po francusku) mówić po francusku jeszcze dodając do tego jakiś tam specjalny akcent i wymieniając ze mną porozumiewawcze spojrzenia, uśmiechając się do mnie (wiek tej osoby to 26 lat). Nauczycielka była zachwycona. Potem oceniała nas każdego z osobna, powiedziała mi, że mam dobrą wymowę, i że jest bardzo dobrze z moim francuskim. Nagle z kobiety sępicy stała się przemiłą osobą! Potem była przerwa, siedziałem razem z tak ważną osobą dla mnie pod ławkami, i ta osoba dała mi do zjedzenia na sniadanie parówkę (hehe no to pamiętam, no i bardzo lubie parowki :D), gadała dużo ze mną,( dawno się widzielismy, a wyglądała dokładnie tak samo jak się poznaliśmy pierwszego razu, te cudowne oczy, uśmiech, troska w czynach, ciepły głos, poczułem się w tym śnie jakby się o mnie troszczyła, odczułem, że jest mi ta osoba potrzebna, że cieszę się, że znowu ją widzę, że możemy porozmawiać bez facebooka i smsow, tylko bezpośrednio), nasze spojrzenia, wszystko było takie ciepłe, byłem po prostu szczęśliwy. Potem zaczęła się lekcja, ja zamiast siedzieć i słuchac tak jak wszyscy, to chodziłem po klasie i oglądałem jakieś mapy(?). Nauczycielka powiedziała "że nasz wariat pójdzie teraz...." i właśnie nie wiem po co, wyszedłem z klasy a tam szkoła wyglądała hmmm dziwnie, jak jakieś więzienie, białe płachty porozwieszane na ścianach, stalowe kraty, przybiegł jakiś tłum, mieli chyba pochodnie, nie wiem jak byli ubrani, chyba w jakieś białe szaty, przed tłum wyszła dziewczyna i rzuciła we mnie czarnym kamieniem wielkości kobiecej dłoni, ale nie trafiła, podniosłem kamień i trafiłem w nią, w czoło. Bałem się, chciałem uciec do klasy. Ale w szkole włączył się alarm, zaczęli mnie ścigać. Wybiegłem ze szkoły, a na zewnątrz już nie było słonecznej pogody, padał deszcz, zimny deszcz. Biegałem po jakims dachu i szukałem szyby, przez którą zobaczę moją klasę. Podbiegłem do jednego okna i to nie tam, osoby wewnątrz zaczęły pokazywać sobie mnie palcami. Pobiegłem dalej, czułem ogromny stach przed tym, że ważna dla mnie osoba, też mnie oceni, że to niby ja pierwszy rzuciłem tym kamieniem i to moja wina, chciałem ją odnalezc i wytlumaczyć, deszcz coraz zimniejszy. Zatrzymuję się koło jakiegoś okna. Otworzyło się. I to właśnie ta osoba! Miała srogą minę jakby była zła, ale niesamowicie tak samo jak zawsze ciepłe, niebieskie, piękne oczy. Pamiętam te oczy nawet teraz przypominając sobie ten sen. Poczułem pewnego rodzaju ambiwalencje, z jednej strony przerażony miną tej osoby, a z drugiej maksymalnie spokojny, ciepło mi się zrobiło, totalne zakochanie. Podała mi mały pakunek. Wyglądało to jak bułka zawinięta w folię aluminiową i jeszcze w foliowy woreczek. Wziąłem to od niej. Ta osoba zamknęła okno i wróciła do klasy. Ja poszedłem prosto, zszedlem z dachu i skręciłem za budynek. Deszcz już nie padał. Pogoda była taka jak przedtem, jesienna, ciepla, tylko, że teraz pojawił się wiatr. Wiatr był umiarkowany choć chwilami porywisty, ale czułem się bezpieczny, zobaczyłem za kamienicą wielkie pole, rodzinne osiedle, boisko, w którego miejscu było właśnie to pole. Poczułem się taki bezpieczny, ale tęskniłem do tamtej osoby. I Nagle zauważyłem, że mam na sobie taki hmm lazurowy sweterek, rozpiety.(nie wiem co się stało z pakunkiem, który podarowała mi tamta osoba) Złapałem dwa końce, wiatr mnie podźwignął do góry, leciałem coraz wyżej i wyżej i zobaczyłem to pole z góry, po jego południowo-wschodniej stronie rosły trawy zielone, piękne a po północno-zachodniej coś jakby pomarańczowe krzewy, takie zboże już bardzo dojrzałe. Wiatr je muskał w przepiękny sposób łączył je ze sobą i rodzielał, to był przepiękny widok. Czułem się tak bezpieczny. Nie wiedziałem jak mam lecieć by wylądować. Czułem tym razem strach, okazało się, że wszystko zależy od poruszania tym sweterkiem. Opanowałem technike, w oddali zobaczyłem lasy. Ale cały czas spoglądałem na to pole, bylo takie piękne, w kształcie koła. Zielono-pomarańczowe i ten wiatr, i to słońce i w ogole piękna pogoda, a w tle śpiewałem piosenke "Kolorowy wiatr" po polsku (śpiewam profesjonalnie btw:D), i czułem ten spokój, tylko zastanawiałem się gdzie jest osoba, na której mi tak zależy, ale nie byłem z tego powodu zaniepokojony, to myśl ciekaowści po prostu, czułem wielki spokój patrząc na to pole i nad nim swobodnie fruwając, czułem się szczęśliwy. Tyle :)

 

Mam nadzieję, że ktoś wytrwał :P Proszę o interpretacje. Dzięki temu snu, obudziłem się dzisiaj spokojniejszy. Dawno się widzielismy z tą osobą. Bardzo za nią tęsknie. Ostatnio troszke zerwał nam się kontakt, ale jednak jesteśmy nieprzerwanie w kontakcie od naszego przypadkowego poznania (potem jeszcze sie widywalismy). ja mam 20 lat, ta osoba 26. Mieszka daleko, bo w Paryzu. Wiec prosze o interpretacje. I serdecznie dziękuję! :)

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...