Gość Skuld Napisano 29 Listopada 2011 Napisano 29 Listopada 2011 Witam Wśród wielu sennych epizodów dzisiejszej nocy przyśniły mi się 2, które nieco mnie zmartwiły. Nie, raczej zaniepokoiły... Pierwszy. Szłam sobie lasem, byłam w miejscu, gdzie dosyć często zaglądam. Czułam dziwny niepokój. Myślałam sobie, ze to chyba nie jest sen, bo wszystko wygląda identycznie jak w rzeczywistości. Pomyślałam, ze nawet ubrana jestem tak jak zawsze. Zaczęłam oglądać swoje ubrania (które miałam na sobie) i doszłam do wniosku, ze są takie, jak powinny, tylko wszystko było ciut za krótkie (rękawy, nogawki, długość kurtki, itd.). Weszłam na wał, pomyślałam sobie, ze może się nieco przebiegnę. Nagle spojrzałam w prawo, bo wydawało mi się, ze widzę tam ruch. I faktycznie, w lekkiej oddali zauważyłam sarny. Łania była bardzo duża, jak na to zwierze. Ogólnie były 2 duże łanie i mała z nimi. Poczułam lęk. Nie wiem, dlaczego się ich bałam. Stałam w miejscu bojąc się, ze podejdą, ze mnie zaatakują. I jedna faktycznie znalazła się zaraz przy mnie. Nie pamiętam dokładnie, co robiła. Wiem tylko, ze się jej bałam, mimo, ze mnie nie atakowała. Ale nie uciekałam. Tylko ja od siebie odpychałam bodajże. Nie wiem jak to się stało – nie pamiętam- ale po chwili przede mną było całe stado takich właśnie dużych saren. Wzięłam swoja kurtkę i zaczęłam machać, żeby je przepłoszyć, ale nie uciekały. I na tym sen się urwał. Żadne ze zwierząt mnie nie skrzywdziło, owszem, szły na mnie, chciały podejść tuż, ale nie wyglądały na agresywne. A ja się bałam jak cholera... I drugi epizod. Ten uleciał mi z pamięci niemal cały. Nie wiem, gdzie toczyła się akcja. Możliwe, ze była impreza u mnie w domu, ale to nie był mój dom z rzeczywistości. Było dużo ludzi, i rodzinka, i obcy (których w ogóle nie kojarzę). Różne rzeczy się działy, ot takie tam, dziwnowate rozmowy i zdarzenia. Ale pamiętam jedno. Uwaga, będę trochę mieszała teraz Była tam znajoma rodziców. Ja gdzieś z kimś byłam w innym miejscu. Kiedy wróciłam tej znajomej już nie było. Zapytałam matkę, czemu poszła, okazało się, ze złamała jej się sztuczna szczęka. Wyobraziłam sobie, jak stoi kilka szklanek na oknie i w jednej jest owa szczęka. I ktoś niby niechcący tę szklankę strącił. Ogólnie samej szczęki nie widziałam, jeno te szklanki. I matka też wprost nie powiedziała, co się stało, ale ja wiedziałam, ze o to chodzi. Owa znajoma więc sobie poszła, a razem z nią poszła moja ciocia. Cos tam się dalej działo, po chwili weszłam do jakiegoś pokoju i tam wśród innych osób siedziała właśnie ta ciocia (która poszła sobie razem ze wspomniana znajoma). Ucieszyłam się, ze jednak jest, wróciła (lubię ja). Ciocia się uśmiechała i –no właśnie, to mnie najbardziej niepokoi- nie miała zębów. Górna szczęka. Nie było tam ani jednego normalnego, zdrowego zęba. Tylko takie czarne, małe, jakby poukruszane. Pomyślałam sobie – resztki zębów. Resztki, na których jest sztuczna szczęka. No i znowu ten sam motyw, zastanawiałam się we śnie bodajże, czemu ciocia nie ma założonej sztucznej szczęki, czy to jej się ona połamała. I tyle zapamiętałam. Niepokój. Często nęka mnie to uczucie, kiedy przyśni mi się coś dziwnego, czy głupiego. Kiedyś już śniły mi się zęby, i nic się po tym nie stało. Ale wiem, jak złe znaczenie przypisuje się snom z tym symbolem, a ze owy symbol wystąpił u cioci... Może to po prostu nieco zaewaulowany wyraz wyrzutów sumienia, które troszkę mnie ostatnio podgryzają. Albo faktycznie ostrzeżenie, ze przesadziłam (co wiem) i konsekwencje (zdrowotne) nadchodzą. No nie wiem. Myśli różne, obawa jest. Chciałabym poznać Twoja opinię na temat opisanych obrazków, Cyganicho. Z góry Ci dziękuje. Pozdrawiam. Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.