Jump to content
Sign in to follow this  
GraceKrist

Bajki chińskie

Recommended Posts

GraceKrist

Bajka chińska

Jan Brzechwa]

W Pekinie mieszkał szewc Sun-szi-ho, słynny na całe Chiny. Nikt nie był w stanie dorównać jego mistrzostwu i zewsząd przybywali książęta, zamorscy kupcy i zwykli podróżnicy, pragnący nabyć niezrównane wyroby pekińskiego szewca. Kiedy jego sława obiegła już cały świat, Syn Nieba wezwał swych mandarynów i rzekł:

- Nasz sławny Sun-szi-ho marnuje się przy szewskim kopycie. Tak znakomity mąż wart jest lepszego losu. Postanowiłem zamianować go dowódcą mojej floty.

Gdy po kilku dniach Sun-szi-ho przegrał wielką bitwę morską, cesarz nadał mu order Złotego Smoka III klasy i rzekł:

- Mianuję cię Głównym Nadzorcą Plantacji Herbaty.

W porze zbiorów okazało się jednak, że wszystkie zasiewy zgniły i nie osiągnięto nawet jednej setnej dorocznych plonów.

Syn Nieba zasmucił się, wezwał do siebie Sun-szi-ho, przypiął mu własnoręcznie order Złotego Smoka II klasy i rzekł:

- W nagródę za wierną służbę zrobię cię Naczelnym Hodowcą Wielorybów.

Po pół roku jednak wszystkie wieloryby pozdychały i nawet na cesarskim stole nie pojawiała się odtąd zupa z płetw wielorybich, stanowiąca ulubiony chiński przysmak.

Syn Nieba przywołał do siebie Sun-szi-ho, ofiarował mu order Złotego Smoka I klasy i pokiwał ze smutkiem ukoronowaną głową.

A nazajutrz zebrał swych mandarynów i rzekł:

- Nie mogę pojąć, czemu znakomity mój Sun-szi-ho okazał się tak złym Dowódcą Floty, tak nieudolnym Nadzorcą Plantacji Herbaty i tak kiepskim Hodowcą Wielorybów. Co mam z nim teraz począć?

- A może by - odezwał się nieśmiało najstarszy mandaryn - a może by polecić mu, żeby robił buty?

- Dobra myśl - ucieszył się Syn Nieba - świetna myśl! Wcale mi to nie przyszło do głowy.

I wezwawszy do siebie Sun-szi-ho rozkazał mu, aby zajął się szewskim rzemiosłem.

Sun-szi-ho padł na kolana dziękując cesarzowi nowy dowód łaski i zabrał się niezwłocznie do szycia przepięknego obuwia, słynnego na cały świat.

Nikogo to nie zdziwiło, albowiem - jak uczy Konfucjusz - nawet najlepszy szewc nie może dać z siebie więcej, niż potrafi. :wink:

Share this post


Link to post
Share on other sites
bahia1

chilabym napisac cos rownie przenikliwego ale nie jest latwo dorownac chinskiej madrosci narodowej :)

chcialam tylko powiedzec ze bardzo mi sie podobalo

ps

podobno nikt nie moze dac wiecej niz ma w sobie...czy to nie klucz do zrozumienia nieudanych zwiazkow, zawiedzionych soba nawzajem ludzi? jak ktos moze dac cos czego nie ma?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Rita
podobno nikt nie moze dac wiecej niz ma w sobie...czy to nie klucz do zrozumienia nieudanych zwiazkow, zawiedzionych soba nawzajem ludzi? jak ktos moze dac cos czego nie ma?
- to jest klucz do zrozumienia nie tylko nieudanych związków. Chodzi o zawiedzenie wygórowanych oczekiwań, które pojawiają się od początku - nawet Ty Bahia pisałaś, że zakochałaś się w swoim wyobrażeniu o kimś. Tutaj należy jeszcze brać poprawkę na świadome zawodzenie... czyli gdy ktoś może je spełnić, a z różnych przyczyn tego nie robi... bo mu się nagle odmieniło.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bahia1

...czy naprawde mu sie odmienilo czy po prostu myslal ze ma to w sobie czego nie mial lub tez mial ale mu sie "skonczylo"...bo nie warto, bo nie chce mu sie juz starac, bo odkryl ze to jednak nie to...lub wyrachowanie??

Share this post


Link to post
Share on other sites
Rita
...czy naprawde mu sie odmienilo czy po prostu myslal ze ma to w sobie czego nie mial lub tez mial ale mu sie "skonczylo"...
- myślał, że ma to w sobie bardziej,... ale nie z wyrachowania. Na początku znajomości nie zna się "gołych" oczekiwań drugiej osoby, więc zakładajmy że istniały dobre intencje. Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
GraceKrist

Przytoczę Wam slowa Berta Hellingera:

 

O MIŁOŚCI

Chciałbym coś powiedzieć na temat miłości, miłości pomiędzy mężczyzną a kobietą. Mówimy na przykład o miłości od pierwszego wejrzenia. Bardzo często, kiedy mężczyzna i kobieta się spotkają i spojrzą sobie w oczy, zakochują się. Mówi się, że to wspaniałe uczucie. To jest miłość od pierwszego wejrzenia. Co się dzieje w duszy kiedy się zakochujemy? Czy widzimy tę drugą osobę? Nie. Widzimy pewien obraz i jesteśmy pełni nadziei, że będzie nam wspaniale. Co się dzieje w głębi duszy kiedy się zakochujemy? Oczekujemy, że nareszcie spełnią się nasze pragnienia z dzieciństwa. Dlatego też, ukrytym obrazem w duszy kiedy jesteśmy zakochani, jest obraz matki. Zakochujemy się w matce, zarówno mężczyzna jak i kobieta. Oczywiście, po pewnym czasie, oboje partnerzy muszą zauważyć, że ich partner nie jest ich matką, że on lub ona są zupełni inni, i że nie mogą spełnić oczekiwań, które mieliśmy w stosunku do matki. Oczywiście, kiedy mężczyzna i kobieta się zakochują, oddziaływają również zupełnie inne siły, tajemnicze siły, które nad nami wtedy panują. Używają nas w jakimś celu. Z tego również musimy zdać sobie sprawę.

http://www.hellinger.pl/

Share this post


Link to post
Share on other sites
GraceKrist

Przeznaczenie zapewne także, niemniej bardzo często w miłości żyjemy w świecie iluzji, którą tworzymy wokół podmiotu tejże miłości. Zamiast koncentrować się na poznawaniu drugiego człowieka i braniu go takim, jaki jest, tworzymy wokół niego magiczny świat iluzji i oczekiwania na spełnienie naszych potrzeb. Iluzja i fakty, często przeczą sobie, a wtedy czujemy rozczarowanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
mrowa86

el algrento napisala: "I co jest ważniejsze - spełnić się w życiu czy spełnić się w relacji z drugą osobą?" ja odpowiadam zdecydowanie, ze wazniejsze jest spelnienie z ta druga osoba, bo wtedy zycie jest piekniejsze!

Share this post


Link to post
Share on other sites
AnnaS

El Argento, opowiedz troszkę więcej o tej książce, bo mnei zainteresowałaś :grin: O czym jest, tylko o duchowym podejściu, jakiego jest typu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
kael
Nikogo to nie zdziwiło, albowiem - jak uczy Konfucjusz - nawet najlepszy szewc nie może dać z siebie więcej, niż potrafi. :wink:
Konfucjusz mówi tu aby nikt człowiekowi nie kazał robić więcej niż sam może, np. stomatolog nie zostanie ot tak górnikiem, albo szef jakiegoś biura, który nigdy nie pracował fizycznie nie pójdzie pracować na budowie. więc musimy ludziom dawać, jeżeli chodzi o prace, takie zajęcie do których mają odpowiednie kwalifikacje, nie ma ludzi którzy potrafią wszystko

Share this post


Link to post
Share on other sites
bahia1

dokladnie i sobie samym takich prac nie zecac...ani bron boze dzieciom

Share this post


Link to post
Share on other sites
kael

dzieci nie powinny pracować, chociaż moim zdaniem dzieci powinno się uczyć pracować bo potem kończą 18 lat, szkołe i do śmierci mamy są na jej garnuszku, mama umiera a oni nawet nie potrafią prostej pracy wykonać :|:/

Share this post


Link to post
Share on other sites
Boadicea

Hmm, pierwsze mądre zdanie które napisałeś na tym forum.

Brawo !! Może jeszcze kiedyś doczekam się drugiego?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Endriu

Nie wdawajcie się dyskusje. Kaelu proszę Cie o posty na temat i to takie które mozesz potwierdzic argumentami bazującymi na wiedzy ksiązkowej lub doświadczeniu. To dotyczy tego tematu jak równiez i innych. Innych użytkowników prosze o "nie karmienie trolla".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Agulindula

Był sobie młody człowiek.

Całe życie marzył, aby przejść przez las, który był ciemny, ponury a nocą nawet straszny. Słyszał bowiem legendy,

że komu uda się dotrzeć na jego drugi koniec będzie już zawsze młody, szczęśliwy i bogaty.

Udał się więc, w swą podróż mając radość w sercu i siłę młodego człowieka, kiedy idzie w nieznane. Wyruszył z

samego rana nie żegnając się nawet z przyjaciółmi chciał bowiem iść samotnie, by u kresu swej drogi nie musieć

dzielić się z nikim własnym sukcesem. Będzie pomagał przyjaciołom jak tylko osiągnie to, o czym marzy. Pierwsze

godziny minęły bardzo szybko. Droga była prosta, równa i opromieniona letnim słońcem.

W południe, kiedy słońce było nie do wytrzymania zatrzymał się na posiłek. Wcześniej przygotował się do drogi:

miał jedzenie i picie, lecz choć wiedział, że droga nie będzie łatwa, wziął zapasu tylko na jeden dzień. Jadł siedząc na

pniu i patrzył na niekończącą się drogę znikającą z zasięgu wzroku w gęstym lesie. Nagle spostrzegł małego chłopca

wynurzającego się z leśnych zarośli. Był wręcz przeraźliwie brudny, ale uśmiech dziecka nie znikał z jego twarzy.

Kiedy człowiek zapytał chłopca co robi tak daleko od domu, ten odpowiedział mu, że bawił się w lesie i teraz wraca

do domu. Chłopiec zapytał nieznajomego czy nie podzielił by się z nim jedzeniem, nie jadł bowiem nic od rana, a droga

powrotna jest bardzo długo. Młody człowiek odmówił. Powiedział, że czeka go jeszcze daleka droga i musi wszystko

zostawić dla siebie. Doradził chłopcu, żeby poszukał sobie leśnych jagód, których w lesie jest mnóstwo. Chłopiec

wyraźnie posmutniał, ale nie nalegał. Odwrócił się i poszedł w kierunku domu. Człowiek pomyślał przez chwilę, że

może źle zrobił odsyłając chłopca głodnego, ale od razu uświadomił sobie grozę sytuacji, kiedy u kresu drogi

zabrakłoby mu jedzenia.

Wypoczęty i z pełnym brzuchem zaczął iść dalej. Kolejne godziny upływały, a las gęstniał coraz bardziej. Kiedy

słońce zaczęło zachodzić i w lesie zrobiło się bardzo ciemno. Las pierwszy raz w czasie wędrówki zaczynał przerażać

człowieka. Skończyło się już jedzenie, a końca drogi nie było nawet widać. Nastała ciemna noc, silny wiatr niósł ze

sobą silny zapach lasu, szelest liści zdawał się być melodyjną pieśnią, a coraz to częściej łamiące się gałęzie zdawały

się zdradzać skradające istoty. Człowiek czuł coraz większy lęk. Nie spodziewał się, że noc zastanie go tak szybko,

przez własną pychę jedzenia wziął tylko na ten jeden dzień, był też zmarznięty i zmęczony, lecz teraz bał by się nawet

zatrzymać. Idąc coraz wolniejszym krokiem wspominał słowa dawnych przyjaciół, którzy przestrzegali go przed tą drogą.

Proponowali mu swą pomoc, wsparcie, nie chcieli, żeby szedł sam. Co ja bym teraz dał, że mieć chociaż jedno z nich

przy sobie.. myślał nieustannie. Z każdą minutą było coraz ciemniej i mroczniej, wiatr był coraz silniejszy, a las zdawał

się żyć i ostrzegać wędrowca, namawiać do powrotu do domu. Lecz człowiek już nie słuchał swego rozumu ani głosu

ostrzegającej go natury, lecz szedł dalej w imię tego szczęścia, które dopiero znajdzie, lecz w które coraz mniej już

wierzył.

Nagle niespodziewanie wszedł na ogromną przestrzeń, gdzie po trawie stąpało się mięciutko, a wiatr zdawał się być

spokojniejszy. Miejsce to okazało się leśną polaną. Nowa nadzieja wstąpiła w człowieka i po raz kolejny zagłuszył

słowa serca, które nieustannie nakazywały powrót do domu. Lecz nie serce było jego przewodnikiem Idąc po trawie

niczym po perskim dywanie, raz po raz zauważał błyski jakby ślepi nieustannie wpatrujących się w niego, miał wrażenie,

że ten wszechobecny las przeszywa go wzrokiem.

Po chwili zauważył sylwetki kilku zwierząt, lecz te nie wyglądały na zainteresowane, jakby w ogóle nie wiedziały o

przybyszu. Od razu pomyślał, że uda mu się przemknąć między nimi niezauważonym, zwolnił więc kroku, starał się

wyrównać oddech i bardzo cicho szedł naprzód. Lecz serce biło mu niczym dzwon, cały czas jakby mówiąc: zawróć,

jeszcze nie jest za późno, czekają na ciebie, nie warto Lecz on nie słyszał go już zupełnie, im dalej bowiem był w

podróży bym bardziej stawał się głuchy na głos własnego serca.

Kiedy był jeszcze w sporej odległości od zwierząt, usłyszał za sobą przerażający ryk jakiegoś ogromnego zwierzęcia.

Ryk ten zdawał się być przepełniony niewysłowionym bólem. Człowiek odwrócił się gwałtownie i zamarł. Ogromne

stado zwierząt zmierzało w jego stronę. Stanął ze strachu i ze zdziwienia, bowiem zwierzęta te jakby się nie poruszały a

płynęły w jego stronę w każdym swym ruchu dowodząc swej majestatyczności i siły. A nadchodziły ze wszystkich stron:

były ogromne niedźwiedzie i groźnie dziki, maleńkie wiewiórki, i zwinne zające, nadleciały gromady ptaków, krążąc nad

polaną oraz głośno skrzecząc, i zdawało się, że wzywają w ten sposób pozostałych mieszkańców tego niezwykłego

lasu. Człowiek stał w miejscu. Wiedział, że nie uda mu się uciec i cały trząsł się ze strachu, i poczucia porażki. Zaczął

przyglądać się zwierzętom i zauważył, że ich oczy są jakieś inne. Patrzyły one bowiem na niego oczami mądrości i

smutku, który przeszywał na wylot. Kiedy były oddalone już tylko o kilka metrów zaczęły tworzyć krąg wokół niego,

coraz bardziej go zacieśniając. Największym zwierzęciem był potężny niedźwiedź, który stał bacznie spoglądając mu w

oczy. Chwilę stali tak nieruchomo, a reszta zwierząt przyglądała się tej mowie ciał.

- Kim jesteś? - zapytał nagle niedźwiedź, a człowiek z wrażenie zapomniał wypuścić powietrze.

- Jestem człowiekiem. - odpowiedział człowiek, kiedy po chwili doszedł do siebie.

- Człowiekiem... - powtórzył jakby ze zrozumieniem niedźwiedź.

- A dokąd zmierzasz? - tym razem pytanie zadał dzik.

- Szedłem na drugi koniec lasu... - głos człowieka był bardzo cichy.

- A co cię prowadziło? - zapytał poważnie zając ze srebrnym futerkiem.

- U kresu swej drogi miałem znaleźć wieczne szczęście...- ostatnie słowa człowieka załamywały się ze strachu, rozpaczy

i samotności.

- A co byś zrobił ze znalezionym szczęściem? - padło pytanie gromady zwierząt stojących z tyłu.

- Jak to ? Byłbym szczęśliwy niepewnie... - odpowiedział człowiek. - Pomagał bym przyjaciołom! - wypalił po krótkiej

chwili, jednak nie było w tych słowach dawnej pewności.

- A gdzie są twoi przyjaciele? - znowu spytał niedźwiedź. - Czy nie powinni iść z tobą?

- Ja widziałam, ja widziałam - piskliwie powiedziała jaskółka. - Widziałam jak wychodził ukradkiem z domu! On porzucił

swoich przyjaciół! - mówiła dalej. - Zostali sami i byli tacy smutni. - dokończyła cichutko.

- Ja też go pamiętam - powiedział dzik. - Widziałem jak wchodził do lasu, a za nim wybiegła młoda dziewczyna. Była

piękna. Mimo, że bardzo płakała modliła się za niego, żeby odnalazł to czego szuka. - skończył z wyrzutem.

- I ja miałam okazję go zobaczyć... - powiedziała złowrogo maleńka wiewiórka zwracając się do człowieka. - Nie

podzieliłeś się jedzeniem z małym chłopcem, każąc mu szukać leśnych jagód - przerwała w pół słowa. Po krótkiej chwili

mówiła dalej. - Wiesz, że nie dotarł do domu? Kiedy się rozstaliście poszłam za nim. Szybko znalazł jagody. Okazały

się trujące... Nigdy się już nie zobaczy z rodzicami! Umarł w tym lesie! - jej słowa cięły duszę jak brzytwa. Kiedy człowiek słuchał słów kolejnych zwierząt łzy zaczęły powoli spływać mu po policzkach. Wszystko to, o czym

teraz słyszał sprawiało mu niemal fizyczny ból. Nie mógł uwierzyć jak do tego doszło i choć przecież to, i tak nie miało już

znaczenia przez głowę przelatywały mu setki myśli o jego własnej bezmyślności, egoizmie i głupocie. W tym momencie

usłyszał gruby głos niedźwiedzia:

- Mimo iż twoja wyprawa była niewykonalna, poszedłeś zostawiając swoich przyjaciół, którym na tobie zależało - zaczął

poważnie. - Pozostawiłeś także bez słowa dziewczynę, która cię naprawdę kochała. Nie podzieliłeś się z drugim

człowiekiem jedzeniem, którego miałeś w nadmiarze. Pozwoliłeś małemu chłopcu samemu wracać do domu, zamiast go

po prostu odprowadzić do jego rodziców. Z tego powodu umarł przez ciebie człowiek. Wreszcie mogłeś uniknąć tego

chłodu, głodu i strachu. - kontynuował. - Tyle razy mogłeś dzisiaj zdobyć szczęście, a rezygnowałeś... Ale w imię czego?

Co jest ważne w takim razie dla ciebie ? Czy ty na pewno jesteś człowiekiem? zakończył.

Człowiek nie znalazł odpowiedzi na żadne z tych pytań. Choć jeszcze dzień wcześniej z pewnością opowiedziałby na

wszystkie. Niedźwiedź mówił dalej:

- Okazałeś się jednak na tyle silny i uparty, że dotarłeś aż tutaj. Choć nie udało się to przed tobą żadnemu z ludzi: wszyscy

albo rezygnowali wcześniej i wracali do domu idąc za głosem serca albo ginęli w leśnych gęstwinach nie widząc nawet

tej polany. Wszyscy byli tacy jak ty: egoistyczni, pragnący sukcesu i szukający pustego szczęścia. Walka i wyzwania było

dla nich, tak jak dla ciebie przybyszu, usprawiedliwieniem dla tak głupiej wędrówki. Mieliście bowiem wszyscy tyle szans

na odnalezienie szczęścia, jednak zawsze odchodziliście w imię idei, w którą sami nie wierzyliście. Przyznam się nie

rozumiem tego i nie takie człowieczeństwo sobie wyobrażałem! Bowiem tak wielu już widzieliśmy ludzi niszczących

własne życie. - Dlatego przybyszu, mimo iż nie zasłużyłeś na życie będziesz żył - wtrącił dzik. - Wrócisz do swojego świata i

opowiesz ludziom tą historię. Będziesz uczył ludzi radości życia i dostrzegania szczęścia w każdym promyku słońca, który

padnie na ich twarz...

- Nie chcemy oglądać już umierających ludzi w naszym lesie. - powiedziała wiewiórka. - Nie chcemy widzieć samotności,

cierpienia i płaczu...

- Nie chcemy widzieć żalu za grzechy, które nie powinny być popełnione - zaczęły odzywać się kolejne głosy.

- Nie chcemy widzieć ludzi ślepych na los innych!

- Nie chcemy egoizmu ani zakłamania!

- Nie chcemy widzieć ludzi wyrzekających się przyjaźni i miłości! - coraz to nowi mieszkańcy lasu zabierali głos.

Człowiek z powagą patrzył na wypowiadające się zwierzęta, bowiem każde z nich mówiło z pasją, ze zrozumieniem

i powagą. Wydawali się bardziej ludzcy niż wiele osób, które spotykał w życiu. A przecież mówili tylko o rzeczach tak

oczywistych

- Tak bardzo chcieliście stać się wolnymi i otwartymi, że zapomnieliście o własnym człowieczeństwie! - niedźwiedź zbliżył

się do człowieka i spojrzał mu w oczy. - Czy obiecujesz wypełniać powierzoną ci misję do końca swych dni? - zapytał.

- Ale co mam dokładnie robić?

- BYĆ CZŁOWIEKIEM! ... i uczyć tego innych na nowo - odpowiedział niedźwiedź nie spuszczając wzroku.

- Przysięgam. - odpowiedział człowiek.

- Jesteś wolny. Lecz pamiętaj, że wszyscy się spotkamy na końcu naszej drogi życia i zostaniesz rozliczony ze swej

przysięgi.

Człowiek kiwnął głową, nie mógł już nic powiedzieć. Miał wrażenie, że urodził się na nowo, nie znajdował żadnych

słów, by określić to co uczuł. Nie znalazł też słów, aby podziękować zwierzętom, choć bardzo tego pragnął, lecz im nie

zależało na słowach podziękowania. Człowiek ukłonił się więc z szacunkiem, odwrócił się i zaczął iść w stronę domu.

Dopiero kilka kroków dalej udało mu się wyszeptać: "Dziękuję" , cały czas myśląc, że już nikt nie słyszy.

- Bywaj zdrów przybyszu - usłyszał krzyki odpowiedzi zwierząt i trzepot ptasich skrzydeł. - Te ptaki wskażą ci drogę!

Uśmiechnął się pod nosem, poczuł na twarzy delikatny powiew wiatru i ruszył spotkać się z ludźmi....

 

 

http://humanity.republika.pl/bajka5.html

 

Autor niestety nie podpisał się, od trzech lat nie napisał też niczego nowego, ale uważałam, że ta bajka warta jest tego aby ujrzeć światło....

 

Ja pozostaję pod wrażeniem i chylę czoła przed Autorem...

Ag.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...