Hrefna Napisano 27 Grudnia 2011 Napisano 27 Grudnia 2011 Nie sądziłam, że kiedykolwiek odezwę się w dziale próśb o interpretację snu. Zwykle radzę sobie z tym sama, tym razem jednak ogłupiałam kompletnie, przy czym nie mogę sobie pozwolić na rozmowę czy wymianę korespondencji z osobą, która być może byłaby w stanie na treść tego snu rzucić mi jakieś sensowne światło. Więc wkleję go tutaj - proszę o wszelkie interpretacje, mitologiczne, niemitologiczne, podświadomościowe i tym podobne - i z góry za nie serdecznie dziękuję. Sen zaczyna się zawsze od wielokrotnie powtarzającego się ciągu, zaczynającego się lotem w postaci kruka nad lasem, aż po jego skraj, na którym znajduje się świeże pobojowisko, takie hm... średniowieczne. I zmianą postaci do mojej własnej, biegiem przez to pobojowisko, między licznymi zwłokami, bardzo zmasakrowanymi, splecionych w walce mężczyzn i kobiet. Z ogromnym natężeniem męczyło mnie to wiosną i wczesnym latem, później na kilka miesięcy odpuściło, żeby wrócić w sposób znacznie bardziej wyrazisty i męczący. Początkowo kończył się upadkiem z kostką oplątaną jelitami wylewającymi się z brzucha jednego z trupów, wcześniej przeze mnie nierozpoznawanego. W takim kształcie, jak poniżej, śnił mi się już trzeci raz, przypuszczam zresztą, że to nie koniec historii. Jest zdecydowanie z Tych snów, różni się od tzw. "przeciętnych" (przynajmniej ja już dawno nauczyłam się je rozróżniać) i deprywacja, polegająca na niespaniu przez kilka dób, by spowodować sen na tyle głęboki, by nie pamiętać pojawiających się w nim obrazów (tu zresztą obecne są nie tylko obrazy, ale wrażenia właściwe wszystkim zmysłom, węchowi, dotykowi i słuchowi także), tym razem kompletnie nie skutkuje, mimo kilku nocy całkowicie bezsennych i porządnego złojenia pracą, wrócił nawet w dziennej półtoragodzinnej drzemce. Powtórki różnią się w nieistotnych szczegółach, różnice dotyczą przede wszystkim pojawiających się na tkaninie obrazów i wyglądu poszczególnych kruczych kobiet, reszta wraca dokładnie w tym samym kształcie jak pijanemu grzybek Umieściłam go w pewnym, moim własnym miejscu sieci, dlatego tu wyląduje jako cytat. Wydaje się być ważny. Zamieszczę i tu, może ktoś pomoże mi go zrozumieć. Cytat Sen mnie dopadł, ciężki i krwawy — jeden z Tych. Nie powinnam była sobie na spanie pozwolić, ale nie miałam już siły niespać. Zaczęło się powtórką tego, co męczyło mnie wiosną. Lotu nad lasem, zapachu krwi i biegu przez pobojowisko. Ale tym razem nie skończyło się upadkiem z kostką oplątaną ludzkimi jelitami. Był ciąg dalszy. Niezły horror na motywach mitologicznych zresztą... I to rzeczywiście były flaki osoby, która je niegdyś jako swoje rozpoznała. Tylko... po wyplątaniu uwiązanej przez nie stopy, spokojnie i metodycznie zaczęłam nawijać je na czółenko. Takie zwykłe, proste, tkackie czółenko. I wyciągnęłam z torby archaiczne krosna... takie, których jedną stronę przyczepia się do pasa, a drugą do drzewa. Znalazłam na skraju pobojowiska brzozę. Delikatną, białokorą brzozę o gałęziach zwisających niemal do skrwawionej ziemi, a na jednym z jej mocniejszych konarów na grubym sznurze wisiały dość świeże, nagie zwłoki młodej kobiety, z niewielką, prostą i czystą, krwawiącą jeszcze raną w lewym boku, od strony mostka, mniej więcej na wysokości serca. Do tej właśnie brzozy przywiązałam moje krosna. I zaczęłam tkać. Jelitami, które nawinięte na czółenko stały się połyskującą tęczowo nicią. Tkałam powoli, mozolnie, a na szerokim pasie powstającego materiału zaczęły pojawiać się obrazy. Ludzi, których znam i których nie znam. Żywe, ruchome i zmienne. Wokół mnie zaczęły przysiadać inne kruki. Lądując zmieniały się w kobiety. Otoczyły mnie kręgiem i zaczęły śpiewać w niezrozumiałym dla mnie języku piękną, rzewną i niezwykle łagodną pieśń [...]. Kołysankę? W każdym razie bardzo transową i rozklejającą. W pewnej chwili krąg rozstąpił się i weszły weń dwie postaci. Zakapturzony mężczyzna o niewidocznej twarzy, cały spowity gołębim płaszczem i kobieta, która kiedyś, w innym śnie, dała mi do ręki srebrny ciężarek do kądzieli i kazała prząść, a towarzyszyły jej dwa bociany. Ten w kapturze podszedł do mnie. Spomiędzy fałd płaszcza wyjął pakunek. Rozwinął go i na tkany przeze mnie materiał wypadła ludzka głowa. Żywa głowa, choć odcięta od ciała. Znana mi głowa. Głowa spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Takim ciepłym i serdecznym uśmiechem, jak ten z pewnego starego zdjęcia, które kiedyś mi przypomniano, a później osoba, która mi na nim towarzyszy postanowiła zapomnieć, że kiedykolwiek się znaliśmy i udawać, że żadnej znajomości nigdy nie było... Tymczasem w tym miejscu się budzę, zapłakana i we śnie i w rzeczywistości, podejrzewam jednak, że to nie koniec, te sny rozbudowują się z czasem. Cytuj
sikorka11 Napisano 27 Grudnia 2011 Napisano 27 Grudnia 2011 Witaj wydaje mi się,że te sny informują cię o twoim rozwoju duchowym To,że leciałaś jako kruk może znaczyć to,że widzisz więcej niż przeciętne osoby. Krwawe pobojowisko może symbolizować ziemie. To co na niej się dzieje/lub się działo. Dużo złości,wrogości pomiędzy ludźmi,krwawe krucjaty wobec wiary,aż w końcu stopniowa przemiana. Dzięki zmienianym się pokoleniom. Stąd te walki. Tkanie oznacza według mnie układanie i planowanie swojego życia. Obrazy osób,które znałaś czyli to co już jest się wydarzyło i nieznane osoby,to co czeka cię w przyszłości. Być może niektóre wydarzenia będą zainicjowane przez istoty wyższe,lub przez innych... I bardzo prawdopodobne jest to,że ten sen mówi także o twoim otwarciu na sprawy duchowe,to co inne... Ale oczywiście mogę się mylić,podchodź do tego z dystansem Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.