Jump to content

apatia, znuzenie, niechec do wszystkiego


zepst

Recommended Posts

Witam,

 

mam pytanie - od wielu lat dokucza mi niewytlumaczalna apatia powiazana z lekka depresja; poza tym odczuwam niechec do niemal wszystkiego, co wiaze sie z obowiazkami, nauka, praca, zyciem wedlug regul spolecznych. Od dziecka bylem raczej introwertycznie nastawiona osoba, a w okresie, kiedy dorasta sie i przychodzi wiek, w ktorym trzeba zaczac podejmowac decyzje odnosnie tego, co chcialoby sie pozniej robic, u mnie tego nie bylo..i do dzis dnia nie wiem, co tak naprawde chcialbym robic, aby dawalo mi to satysfakcje. Ogolnie to jest tak, ze mam jakies zainteresowania ale one polegaja wylacznie na czerpaniu wiadomosci czy poszerzaniu wiedzy, ale juz praca w tych zawodach zupelnie mnie nie pociaga.

 

Generalnie to jest tak, ze nie potrafie znalezc sobie miejsca w swiecie, do wszystkiego czuje niechec, wszystko neguje, nie czuje sie dobrze w rzeczywistosci, ktora mnie otacza. Wszystko, co wiaze sie z rutyna, przytlacza mnie i doluje. W pracy etatowej wytrzymalem moze dwa tygodnie. Wczesniej, w szkole, to juz w podstawowice mialem problemy z nauka bo nie potrafilem podolac wymaganiom, ktore mnie nuzyly i nie dawaly spokoju. W ogole to jest tak, ze chcialbym nic nie robic ale z drugiej strony nic nierobienie tez nie daje mi satysfkacji. Mam dodatkowo taki problem, ze zajecie z ktorego obecnie sie urzymuje, nie przynosi az takich dochodow jakie chcialbym, poza tym nie bedzie to trwalo wiecznie a nie mam pomyslu na cos innego a perspektywa pojscia do pierwszej lepszej pracy przeraza mnie, powoduje lek i napiecie.

 

Ma ktos pomysl, co to jest ze tak silnie czuje niechec do robienia czegokolwiek i do wszelkiej pracy, rutyny, wpasowania sie w reguly spoleczne? Ja wize to tak, ze cos dziwnego sie stalo ze mna w momencie dojrzewania, ze wtedy powinienem byl jakos samemu zdac sobie sprawe, w czym jestem dobry i co chcialbym robic a tego nie zrobilem i teraz to ciagnie sie za mna. I dodatkowo przeraza mnie perspektywa, ze bede musial pracowac w kiepskich pracach z uwagi na brak onkretnego wyksztalcenia czy ukierunkowania a nie ciagnie mnie tez do tego. I takie bledne kolo powstaje.

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Wygląda na to, że duchowo utkwiłeś w stadium dziecka i nie przeszedłeś jeszcze do formy dorosłej. Wielu ludzi tak ma, a niektórzy wręcz nie dorastają do czasu kiedy odchodzą ich rodzice. Świat nie jest łatwy i nie dziwię się, że przejście w stadium odpowiedzialności za siebie jest bolesne i przykre, ale zostanie tam gdzie się stoi może boleć bardziej. :( Niestety nie mam przepisu jak z tego wyjść. Jedni jakoś bez wyraźnej przyczyny robią ten krok inni potrzebują solidnego kopa od życia i nagle się budzą, jeszcze inni zostają tam gdzie stali.

Link to comment
Share on other sites

Mnie tez sie nie wydaje, aby bylo z tego wyjscie bo to jest cos, co tkwi bardzo gleboko w moim wnetrzu tylko nie wiem, czemu uwazasz, ze brakuje mi odpowiedzialnosci. Po prostu nie widze siebie w zadnej pracy, nie ciagnie mnie do stalosci i ogromnie denerwuje mnie to, ze spoleczenstwo ciagle cos chce ode mnie. Ja chce byc wolny, problem w tym, ze dzisiaj praktycznie w zachodnim swiecie nie ma miejsca dla takich ludzi juz. Trzeba miec wyksztalcenie, ciagle zdobywac nowe, itp. Mnie to meczy i nie potrafie tak. Poza tym, nie kumam, o co chodzi z ta duchowoscia. Jest swiat i jest potem przejscie na druga strone. I tyle.

Link to comment
Share on other sites

i własnie dlatego piszę,że uważam, że brakuje ci odpowiedzialności. Trzeba się rozwijać, nie można stać w miejscu i chodzić na bolesne kompromisy i zbierać razy od świata. Żeby być wolnym trzeba się uniezależnić, a żeby się uniezależnić trzeba mieć co jeść i gdzie mieszkać :) Siłę na pewno masz, ale chęci jak mówisz brakuje.

 

Duchowość nie koniecznie jest terminem związanym ze światem duchowym, kultura jest np przejawem duchowości człowieka. Poza tym świat i przejście na drugą stronę to nie i tyle, ale aż tyle.

Link to comment
Share on other sites

Szczerze, nie wiem. Ja za każdym razem jak wpadałam w coś takiego dostawałam z jednej strony kopa od życia, a z drugiej strony mega fuksa jednocześnie i jakoś szłam dalej. Nie przetestowałam metody rozwiązywania tego samemu. :(

Link to comment
Share on other sites

Ja na te kopy reaguje tak, ze po pierwsze one uodparniaja mnie na bol, po drugie rodzi sie we mnie coraz wieksza frustracja i agresja wobec ludzi i swiata, bo to oni posrednio sa winni temu, ze nie rozumieja takich jednostek jak ja, i ktorzy za wszelka cene chca przyporzadkowac sobie mnie do ich wlasnego systemu. Nie widze tutaj jakiegokolwiek kompromisu bo ja nie umiem popuscic. Wiem gdzies w glebi ze byc moze zaplace za to cene zycia ale jesli tak, bedzie to naprawde ostra wymiana ognia. Nie zartuje w tym momencie. Nie umiem sie dostosowac do rzeczywistosci; nie odnajduje w niej niczego co by mnie pociagalo. tesknie za przeszloscia i za tym, czego juz w naszym swiecie nie ma.

Link to comment
Share on other sites

zepst - zastanawiam się, jakby Ci tu napisać, żeby do Ciebie trafić...

Doskonale Cię rozumiem, bo też kiedyś tak miałam. Frustrowało mnie wszystko, nie rozumiałam niczego i miałam wrażenie, że świat też mnie nie rozumie. Czułam, że nie pasuję do tego miejsca, chciałabym żyć zupełnie gdzie indziej i zupełnie inaczej. Ale żyjemy tu i teraz.

Wyjścia są dwa - albo to zaakceptować i cieszyć się życiem, albo stawać okoniem, jak do tej pory i wciąż się frustrować. Założę się, że masz poczucie, że to Ty masz rację, że Twoje oczekiwania są w porządku. Nie zgadzasz się z systemem i uważasz, że jest zły. I masz rację. Tylko czy wolisz mieć rację, czy być szczęśliwy? Napisałabym Ci tutaj więcej o rozwoju osobistym, ale mówisz, że uważasz, że jest świat, a potem przejście na drugą stronę i tyle. Nie chcesz się rozwijać. Czy na pewno? Bo jeśli jest tylko ten świat - nie pasujący Ci, a potem przejście to trochę mało fajna perspektywa, prawda?

 

Ja na te kopy reaguje tak, ze po pierwsze one uodparniaja mnie na bol, po drugie rodzi sie we mnie coraz wieksza frustracja i agresja wobec ludzi i swiata, bo to oni posrednio sa winni temu, ze nie rozumieja takich jednostek jak ja, i ktorzy za wszelka cene chca przyporzadkowac sobie mnie do ich wlasnego systemu.

Świat nie jest niczemu winien, inni ludzie też nie. Świat jest, jaki jest. Jednak wcale nie musisz się podporządkowywać. Jednak negacja to jedno, a coś w zamian to drugie. Powinieneś mieć jakiś swój stały system wartości i się go trzymać. Nie podoba Ci się świat w obecnej formie, a w jakiej chciałbyś go widzieć? Za jaką przeszłością tęsknisz?

Nie widze tutaj jakiegokolwiek kompromisu bo ja nie umiem popuscic.

Nie popuszczaj więc, ale i nie walcz. Bo to walka z wiatrakami. I nie generalizuj. Świat to nie tylko samo zło:) Na świecie jest mnóstwo takich osób, jak Ty - vide np ja jakiś czas temu. Nie myśl czego nie chcesz, tylko czego chcesz. Wtedy być może znajdą się ludzie podobni Tobie i świat wyda się o wiele bardziej przyjazny.

Wiem gdzies w glebi ze byc moze zaplace za to cene zycia ale jesli tak, bedzie to naprawde ostra wymiana ognia. Nie zartuje w tym momencie.

A jak myślisz co Tobie da taka wymiana ognia? Przeświadczenie, że walczyłeś do końca i zginąłeś jako męczennik?

Nie umiem sie dostosowac do rzeczywistosci; nie odnajduje w niej niczego co by mnie pociagalo.

A zachód albo wschód słońca? Bezinteresowna miłość psa? Dzika przyroda? Myślałeś w tych kategoriach?

tesknie za przeszloscia i za tym, czego juz w naszym swiecie nie ma.

No właśnie konkretnie za czym? Ile masz lat, jeśli to nie tajemnica? I, w związku z wiekiem - jak dawną przeszłość znasz? Bo, jeśli masz na myśli taką, w jakiej Cię nie było - to znając ją tylko z książek czy opisów tak naprawdę jej nie znasz... Więc nie wiesz za czym tęsknisz...

Link to comment
Share on other sites

Założę się, że masz poczucie, że to Ty masz rację, że Twoje oczekiwania są w porządku. Nie zgadzasz się z systemem i uważasz, że jest zły. I masz rację.

 

Tak, wlasnie tak te sprawy postrzegam.

 

Tylko czy wolisz mieć rację, czy być szczęśliwy?

 

Chcialbym byc szczesliwy ale fakt, ze musze sie podporzadkowywac pozbawia mnie szczescia. Nie wiem, dlaczego tak mam. Ja musze po prostu byc soab na 100 procent aby byc szczesliwym..ale wtedy pojawia sie prblem, ze zeby cos miec lub cos robic, co daje mi szczescie, musze sie przynajmniej czesciowo podporzadkowac i kolo sie zamyka.

 

Nie chcesz się rozwijać. Czy na pewno?

 

No te wszystkie medytacje itp. jakos mnie nie pociagaja.

 

Jednak negacja to jedno, a coś w zamian to drugie.

 

Nie umiem dawac w zamian.

 

Powinieneś mieć jakiś swój stały system wartości i się go trzymać. Nie podoba Ci się świat w obecnej formie, a w jakiej chciałbyś go widzieć? Za jaką przeszłością tęsknisz?

 

Mam swoj wlasny system wartosci ale on nie przystaje do dzisiejszych realiow.

 

Moj swiat to swiat bez podzialow na klasy spoleczne, na to, ze aby cos miec, musisz cos udowadniac, np. poprzez skonczenie szkoly czy doswiadczenie zawodowe. Swiat bez podzialu na rzadzacych i rzadzonych. I tak dalej....We mnie jakakolwiek forma wladzy nad moja osoba czy proba podporzadkowania rodzi automatyczna agresje i bunt.

 

Tesknie za spokojem, ktory mialem jako mlodszy czlowiek i za dawniejszymi czasami, w ktorych zylo mi sie latwiej.

 

Nie myśl czego nie chcesz, tylko czego chcesz. Wtedy być może znajdą się ludzie podobni Tobie i świat wyda się o wiele bardziej przyjazny.

 

Tu jest problem bo wlasciwie nie wiem, czego chce doladnie. Ani mnie nie ciagnie do konkretnego wyksztalcenia ani do jakiejs specjalizacji....stad i pewnie dlatego nie przycuagam odpowiednich osob. Mam jakies tam zainteresowania ale to jest zbyt ogolne zeby w czyms sie specjalizowac. Zreszta jak juz mowilem, skupianie sie na czyms rodzi u mnie znuzenie, przygnebienie. No i wymagania aby zdobyc cos konkretnego-niejednokrotnie wiaze sie to albo z nakladami finansowymi na ktore mnie nie stac albo z wyjazdem, co tez mi sie nie podoba bo czuje sie przywiazany troche do miejsca w ktorym mieszkam.

 

A jak myślisz co Tobie da taka wymiana ognia? Przeświadczenie, że walczyłeś do końca i zginąłeś jako męczennik?

 

To jest forma obrony. Nie wierze w zadne meczenstwo dla siebie ani nikogo.

 

No właśnie konkretnie za czym? Ile masz lat, jeśli to nie tajemnica? I, w związku z wiekiem - jak dawną przeszłość znasz? Bo, jeśli masz na myśli taką, w jakiej Cię nie było - to znając ją tylko z książek czy opisów tak naprawdę jej nie znasz... Więc nie wiesz za czym tęsknisz...

 

Mam prawie 35 lat i teksnie za latwiejszym zyciem. Nie daje rady w swiecie, gdzie ciagle trzeba podnosic swoje wyksztalcenie, wlaczyc o pozycje itp. Przerasta mnie to. Dodatkowo coraz czescie pojawiaja sie u mnie napady leku, co bedzie dalej skoro az tak nie daje sobie rady w rzeczywistosci.

 

Mozna to jakos zmienic?

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Mozna to jakos zmienic?

 

Można. Ale jakiś wysiłek trzeba w to włożyć. A Ty piszesz, że nic Ci się nie chce.

Wiesz z niczego nie ma nic. Najłatwiej powiedzieć - nie umiem. Samo się nie zadzieje. Trzeba się naumieć:)

Rozwój osobisty to nie tylko medytacje. To stała praca nad sobą. Metody są różne - coaching, psychoterapia, hipnoterapia i wiele wiele innych.

Jeśli jednak Twoje niechcenie przekłada się również na niechęć do zmian w sobie tak, aby było lepiej, no to nic z tego nie będzie...

Link to comment
Share on other sites

Nie wiem, o jakie zmiany dokladnie ci chodzi. Napisz wiecej, ja powiem czy czuje w tych miejscach blokade czy nie.

 

Jest np. sposob aby zniknely objawy niecheci? Skad one sie biora w ogole?

Link to comment
Share on other sites

Chodzi mi zmianę w sposobie Twojego myślenia i podejścia do życia.

Nie da się wskazać jakichś pojedynczych aspektów, bo cały jesteś zblokowany i na nie.

Niechęć bierze się stąd, że życie w dzisiejszym świecie postrzeganym tak, jak nas zaprogramowano, byśmy go postrzegali jest zwyczajnie niemożliwe.

Chyba, że jest się całkowicie znieczulonym i gruboskórnym. Albo jak zombie.

Trzeba się całościowo przeprogramować.

Ale jak piszę - trzeba chcieć i włożyć w to jakiś wysiłek. Nie ma magicznego guziczka, ani mikstury, która to za Ciebie załatwi.

Domniemywam, iż coś chcesz z tym zrobić, skoro napisałeś ten post. No chyba, że chciałeś się tylko wyżalić i dalej w tym tkwić...

Link to comment
Share on other sites

Ja też sama nie wiem czego chcę. Nie jestem zachwycona swoją pracą, o życiu osobistym też nie ma co wspominać. I najgorsze: chciałoby się coś zmienić, żyć inaczej, być w końcu szczęśliwą, tylko do niczego nie ma motywacji, brak jakiegokolwiek działania, no bo nie wiem czego ja chcę...

Popadłam w taki marazm, obojętność, uznałam, że takie przeznaczenie/los/karma. Widocznie tak ma być i już, jestem z tych pechowych, a nie szczęściarzy. Kiedyś tam może w końcu będę szczęśliwa. Ale ciągle coś nie dawało spokoju, coś popychało, żeby szukać odpowiedzi.

Było szukanie interpretacji snów, korzystanie z wróżb. Trafiłam na to forum. Przeglądałam różne wątki, właściwie to nic mnie nie zainteresowało bardziej. No bo przecież sama nie wiem czego chcę...

Tak było do niedawna... Teraz już wiem, że nic, absolutnie nic, nie dzieje się przypadkiem. Nie ma też jednej odpowiedzi uniwersalnej, właściwej dla wszystkich. Każdy ma swoją "drogę", swoje tempo. Gdzieś tam znalazłam jakieś zdanie, gdzieś indziej linka do innej strony, tam znowu innego linka, cytat z książki, itd, itd.

Kiedyś denerwowało mnie jak czytałam, lub dostawałam porady w stylu: nie ma cudownego sposobu, szukaj, rozwijaj się. No bo przecież skądś biorą się te zdecydowane, zadowolone i szczęśliwe osoby i to dużo młodsze ode mnie. Musi być jakaś metoda...

Ja wiem, że jestem dopiero na początku, że dopiero powolutku zaczynam się dowiadywać kim jestem, ale wierzę, że to jest dobra droga, że dowiem się również czego chcę i jak to osiągnąć... I to jest moim zdaniem właśnie ten rozwój, o którym pisała Kati. To wcale nie musi być jakaś praktyka, studiowanie mądrych książek.

Trzeba raczej obserwować to, jak reagujesz, co przykuwa Twoja uwagę i za tym podążać. To metoda prób i błędów...

Życzę cierpliwości i powodzenia :)

Edited by koralik14
Link to comment
Share on other sites

Chodzi mi zmianę w sposobie Twojego myślenia i podejścia do życia.

 

Nie wiem, czy to bedzie w ogole ozliwe bo u mie znajdziesz czegos takiego, jak pokora i umiejetnosc poddania sie. A szczegolnie brak mi pokory i poddanictwa wzgledem rzadzacych i chcacych abym dostosowal sie do ich regul.

 

Niechęć bierze się stąd, że życie w dzisiejszym świecie postrzeganym tak, jak nas zaprogramowano, byśmy go postrzegali jest zwyczajnie niemożliwe.

Chyba, że jest się całkowicie znieczulonym i gruboskórnym. Albo jak zombie.

Trzeba się całościowo przeprogramować.

 

Mozesz to rzowinac? O jakie przeprogramowani Ci chodzi doladnie? To, ze ten swiat jest niezlym syfem to wiem juz od dawana ale co mozna dalej z tym zrobic?

 

Ale jak piszę - trzeba chcieć i włożyć w to jakiś wysiłek. Nie ma magicznego guziczka, ani mikstury, która to za Ciebie załatwi.

Domniemywam, iż coś chcesz z tym zrobić, skoro napisałeś ten post. No chyba, że chciałeś się tylko wyżalić i dalej w tym tkwić...

 

Ok, pokaz mi co mozna zmienic.

Link to comment
Share on other sites

Nie wiem, czy to bedzie w ogole ozliwe bo u mie znajdziesz czegos takiego, jak pokora i umiejetnosc poddania sie. A szczegolnie brak mi pokory i poddanictwa wzgledem rzadzacych i chcacych abym dostosowal sie do ich regul.

 

Nikt nie każe Ci się dostosowywać. Jednak świat nie dostosuje się do Ciebie, on jest jaki jest, już Ci pisałam. Wiele w Tobie jadu i rozżalenia, spróbuj to zmienić, zobacz dobre strony. Nie walcz, nie stawiaj się.

Świat nie jest dobry, ani zły, on po prostu jest. Jest, jaki jest, przestań wartościować.

 

Mozesz to rzowinac? O jakie przeprogramowani Ci chodzi doladnie? To, ze ten swiat jest niezlym syfem to wiem juz od dawana ale co mozna dalej z tym zrobic?

 

To ciekawe spostrzeżenie, bo mój świat jest piękny. Czy to ten sam świat? Może ja żyję w jakimś innym, jak sądzisz? A, jeśli to ten sam, to może jest to jednak kwestia postrzegania? Może sami kreujemy go sobie tak, jak chcemy?

Na tym polega przeprogramowanie, na zmianie postrzegania.

Twierdząc, ze świat jest syfem - stwarzasz wokół siebie syf. Widzisz go ze zdwojoną siłą. Wypatrujesz wręcz. O, znowu syf! A nie mówiłem?

I cieszysz się, znajdując potwierdzenie. "Cieszysz" to tak trochę ironicznie napisałam. Po prostu się utwierdzasz.

 

Ok, pokaz mi co mozna zmienic.

 

Postrzeganie właśnie. Załatwiasz coś w urzędach? Pewnie się wściekasz, stoisz w kolejce, tracisz czas. Na jakich urzędników trafiasz? Znudzonych i niemiłych?

Ja trafiam na uśmiechniętych i pomocnych. Miejsce na zapchanym parkingu zawsze na mnie czeka.

Jeżdżąc po mieście mam zawsze falę zielonych świateł. Nie stoję w korkach, a mieszkam w Warszawie. Ciekawe, prawda?

 

Zacznij od nienadawania rzeczom znaczeń. Co myślisz patrząc na stół? Widzisz po prostu stół. Nie myśl czy jest ładny, czy brzydki, stary, czy nowy, pięknie pomalowany, czy też odrapany. To jest po prostu stół.

Podobnie ze wszystkim, ze światem też. Jest, jaki jest... Nie nadawaj mu znaczeń, nie szukaj syfu.

Nie oglądaj telewizji, zwłaszcza wiadomości. Nie patrz na reklamy. Przestań narzekać.

Kiedy uda Ci się, choć na jedną małą chwilkę podejść do czegoś bez emocji - odniesiesz pierwsze małe zwycięstwo. I bynajmniej nie chodzi o znieczulicę, nie chodzi o patrzenie jak ktoś kogoś tłucze i nie reagowanie na to. Po prostu na zwykłe rzeczy bez emocji. Jak na stół. Nie uogólniaj, np, że rządzący są źli. Są, jacy są. Działają tak, jak mogą w warunkach, w jakich się znaleźli.

Na marginesie - mam w swojej dzielnicy wspaniałego burmistrza i widzę na własne oczy jak wiele dobrego się dzieje, jak otoczenie zmienia się na lepsze, powstają parki, place zabaw, plenerowe siłownie, wypożyczalnie rowerów prawie, że za darmo, ścieżki rowerowe.

Spójrz na swoje podwórko, czy widok przed blokiem. To jest podwórko. Jest, jakie jest. Nie patrz czy jest zabrudzone, czy leżą śmieci na trawnikach, albo pety. To jest po prostu podwórko.

A potem...

Zastanów się co chcesz widzieć, jakim światem być otoczony? I szukaj tego, wypatruj bardzo uważnie. Zaczniesz widzieć zieloną trawę, a nie śmieci na niej. Zaczniesz spotykać miłych i życzliwych ludzi.

 

Zdaję sobie sprawę, że stan, w jakim się obecnie znajdujesz nakaże Ci stwierdzić, że bredzę.

Ale ja naprawdę mam piękny świat dookoła i odnoszę same sukcesy. Nie zawsze tak było.

Ne potrafię przekazać tego lepiej w formie wypowiedzi na forum. To jest temat na przegadanie nocy, albo i kilku...

Link to comment
Share on other sites

Wiele w Tobie jadu i rozżalenia, spróbuj to zmienić, zobacz dobre strony. Nie walcz, nie stawiaj się.

 

Nie za bardzo potrafie, bo nie potrafie zapomniec wyrzadzonyh mi krzywd. A mam w naturze ze potrafie latami czekac na pokazanie, na co mie stac i odplacenie komus za to, co mi zrobil. Nie wiem, dlaczego tak mam ale czuje wrecz nienawisc do spolezenstwa, a szczegolnie do Polski i Polakow, ktorzy sa nietolerancyjni i pozamykani w sobie.

 

Postrzeganie właśnie. Załatwiasz coś w urzędach? Pewnie się wściekasz, stoisz w kolejce, tracisz czas. Na jakich urzędników trafiasz? Znudzonych i niemiłych?

Ja trafiam na uśmiechniętych i pomocnych. Miejsce na zapchanym parkingu zawsze na mnie czeka.

Jeżdżąc po mieście mam zawsze falę zielonych świateł. Nie stoję w korkach, a mieszkam w Warszawie. Ciekawe, prawda?

 

Nie chodze po urzedach. Wlasciwie to ulozylem sobie zycie tak, aby jak najmniej chodzic gdziekolwiek poza miejscami, w ktorych czuje sie dobrze. Wiec nie ma mowy o pojsciu do pracy lub miejsc, gdzie sa ludzie, wsrod ktorych czuje sie zle. na sam widok kogo ubranego w garnitur lub inny oficjalny ubior chce mi sie rzygac. Podobnie z wiekszoscia ogolnie przyjetych zwyczajow spolecznych.

 

Zacznij od nienadawania rzeczom znaczeń. Co myślisz patrząc na stół? Widzisz po prostu stół. Nie myśl czy jest ładny, czy brzydki, stary, czy nowy, pięknie pomalowany, czy też odrapany. To jest po prostu stół.

Podobnie ze wszystkim, ze światem też. Jest, jaki jest... Nie nadawaj mu znaczeń, nie szukaj syfu.

 

Nie za bardzo potrafie. Zyje w miejscu, ktore z jednej strony lubie a zdrugiej wrecz nienawidze. Wlasciwie to wo ogole Polska malo mi sie pdoba pod wzgledem tego, jakie mamy miasta i ogolnie. Widzialem o wiele piekniejsze rejony na swiecie. I stad bierze sie moze spostrzezenie. Po prostu nie czuje sie tutaj dobrze.

 

Nie oglądaj telewizji, zwłaszcza wiadomości. Nie patrz na reklamy. Przestań narzekać.

 

Nie ogladam.

 

Kiedy uda Ci się, choć na jedną małą chwilkę podejść do czegoś bez emocji - odniesiesz pierwsze małe zwycięstwo. I bynajmniej nie chodzi o znieczulicę, nie chodzi o patrzenie jak ktoś kogoś tłucze i nie reagowanie na to. Po prostu na zwykłe rzeczy bez emocji. Jak na stół. Nie uogólniaj, np, że rządzący są źli. Są, jacy są. Działają tak, jak mogą w warunkach, w jakich się znaleźli.

 

Ale co dalej? Widzisz, u mnie nie chodzi o to, ze ja na cos podchodze z emocjami czy nie tylko o warunki i o spoleczenstwo, w jakim zyje. Nie odnajduje sie tutaj kompletnie i w tym jest problem.

 

Moze po prostu dopasowalas sie, bo wiedzialas ze inaczej bedzie Ci trudno. ja tak nie potrafie. Cos we mnie jest tak silne, ze reaguje ciagle buntem. Dlatego czuje ze nie bede potrafic pojsc na kompromis w tym kraju i wsrod tych ludzi, ktorzy sa tutaj. Nie widze mozliosci jak to rozwiazac skoro mam az tyle negatywnych emocji wzgledem miejsca w ktorym mieszkam, kraju itp. A wlasciwie to w ogole nie umiem funkcjonowac wsrod ludzi zbytnio, i to niezaleznie od kraju czy kultury. Po prostu nie umiem dzialac w grupie. Stad niechec do wszelkiej pracy, obowiazkow, dopasowania sie. Ja p prostu czuje sie zle, muszac wspolpracowac z kimkolwiek.

 

Masz pomysl, co mozna zrobic, skoro mam az tak silna niechec do wszystkiego co wiaze sie z otaczajaca mnie rzeczywistoscia?

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Moze po prostu dopasowalas sie, bo wiedzialas ze inaczej bedzie Ci trudno. ja tak nie potrafie. Cos we mnie jest tak silne, ze reaguje ciagle buntem. Dlatego czuje ze nie bede potrafic pojsc na kompromis w tym kraju i wsrod tych ludzi, ktorzy sa tutaj. Nie widze mozliosci jak to rozwiazac skoro mam az tyle negatywnych emocji wzgledem miejsca w ktorym mieszkam, kraju itp. A wlasciwie to w ogole nie umiem funkcjonowac wsrod ludzi zbytnio, i to niezaleznie od kraju czy kultury. Po prostu nie umiem dzialac w grupie. Stad niechec do wszelkiej pracy, obowiazkow, dopasowania sie. Ja p prostu czuje sie zle, muszac wspolpracowac z kimkolwiek.

 

Ja tez myślałam, że jak zmienię prace, że jak znajdę faceta, że jak gdzieś wyjadę, że jak bym miała inną rodzinę... Rada jest prosta, nic z zewnątrz nie zmieni Twojego podejścia, Twojego sposobu postrzega. Tylko sam możesz wpłynąć na to jak widzisz świat. Jeśli uważasz, że ludzie są beznadziejni, krzywdzą, nie am sensu mieć z nimi nic wspólnego, to tak samo będziesz myślał w Polsce, w Stanach, Indiach czy gdziekolwiek indziej na świecie, bo to siedzi w Tobie.

I nie chodzi o to, żeby się dopasować na siłę, w domyśle zarzucić swoje pragnienia i robić wszystko pod dyktando innych, albo się izolować, bo inaczej nie da się żyć... Świat naprawdę jest taki, jak go widzimy.

Sam piszesz, że długo nosisz urazę, wręcz czekasz na okazje żeby się na kimś odegrać. A spróbuj wybaczyć, zacznij od jakiś drobiazgów. Naucz się odpuszczać. Wiem, że to trudne, sama ciągle noszę jeszcze w sobie sporo żalu do osób, które mnie skrzywdziły. Ale uczę się tego... Myślę, że to jest jeden z pierwszych kroków, by zacząć się zmieniać

Link to comment
Share on other sites

Czytam te posty i czytam i dochodzę do wniosku, że nie miałeś ani dość siły, żeby się dostosować do społeczeństwa i zwalasz winę za to na społeczeństwo. Nie masz natury wojownika i w związku z tym siedzisz i marudzisz, że chce ci się rzygać na widok norm społecznych, bo trafienie w te normy jest dla ciebie za trudne. Chodzisz tylko w miejsca, które lubisz, bo inne cię stresują. Boisz się współpracować z ludźmi. Nie próbujesz.

 

Nie musisz nic robić z życiem, ale przestań marudzić jak fajtłapa jakaś, bo sobie zniszczysz tę resztkę z życia, która ci została. Sorka za mocne słowa, ale lepiej teraz to powiedzieć niż żebyś czekał aż się w ten trudniejszy sposób przekonasz, że społeczeństwo ma twój sprzeciw pomiędzy lewym, a prawym i nikt się nad tobą nie użali tylko po tobie przejdzie i to będzie bolało.

Link to comment
Share on other sites

A ja widze to inaczej. Jak spotykam ludzi dla mnie milych to i ja inaczej sie zachowuje. problem w tym, ze Polacy generalnie nie sa mili dla siebie i bedac za granica kilkakrotnie pytano sie mnie, dlaczego jestesmy tak negatywnie nastawieni do innych nacji i skad sie bierze nasza nietolerancja i wrogosc. Musialem im spokojnie tlumaczyc, potem bylo juz ok. Wiec nie wiem, czy opcja wyjazdu jest taka zla. Ja ciagle sie nad tym zastanawiam tylko trzyma mnie tu prozaiczna rzecz-mam kiklu dobrych znajomych i przyjaciol oraz to, ze tam gdzies musialbym zaczynac wszystko od nowa, od zera.

Link to comment
Share on other sites

Czytam te posty i czytam i dochodzę do wniosku, że nie miałeś ani dość siły, żeby się dostosować do społeczeństwa i zwalasz winę za to na społeczeństwo. Nie masz natury wojownika i w związku z tym siedzisz i marudzisz, że chce ci się rzygać na widok norm społecznych, bo trafienie w te normy jest dla ciebie za trudne. Chodzisz tylko w miejsca, które lubisz, bo inne cię stresują. Boisz się współpracować z ludźmi. Nie próbujesz.

 

Nie musisz nic robić z życiem, ale przestań marudzić jak fajtłapa jakaś, bo sobie zniszczysz tę resztkę z życia, która ci została. Sorka za mocne słowa, ale lepiej teraz to powiedzieć niż żebyś czekał aż się w ten trudniejszy sposób przekonasz, że społeczeństwo ma twój sprzeciw pomiędzy lewym, a prawym i nikt się nad tobą nie użali tylko po tobie przejdzie i to będzie bolało.

 

Uwierz mi, ze jesli bedzie potrzeba, zrobie innym ludziom krzywde jesli zostane zaczepionym. Ciekawe ccy wtedy tez bedzie mialo mnie gzies....watpie ale to juz bedzie wasz problem, bo was tez zaboli. Nigdy nie ukorze sie przed wami. Nigdy!

 

A to, co mowisz, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, ze wolisz byc niewolnikiem, trzac tylkiem na reakcje spoleczenstwa. Tacy jak ty nigdy nie zaczna negowac porzadku spolecznego, bo w niego slepo wierza. i to jest moim problemem bo przez takich jak Ty mam utrudnione realizacje moich planow. Moich! A nie waszych. Nie znajdziesz we mnie checi dawania czegos innym bo nigdy nie poczulem, ze od innych cokolwiek dostalem. Dlatego zalezy mi wylacznie na sobie. Cale to pierdzelenie o milosierdziu i milosci mam gleboko gdzies bo to sa idealy nie majace miejsca w rzeczywistosci. Jak chcesz, to pracuj sobie za nedzne pieniadze i mysl sobie, ze takie zycie jest potrzebne i przydatne. ja gardze takim podzialem spolecznym. Mam ochote zrobic cos, co chce i nie interesuje mnie, czy to sie komus podoba czy nie. Nie powstrzymacie jednostki. Moge wam to obiecac.

 

Nigdy nie pogodze sie na uklad, ze ten kto ma lepsze wyksztalcenie czy umeiejtnosci ma wiecej. Odbiore to sibie kazdym mozliwym sposobem, chocbym mial zostac zabity. Ale wpierw ja zrobie krzywde tylu z was, ilu mi sie uda. Nie ukorze sie przed wami nidgy!!!!!

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Niechęć bierze się stąd, że życie w dzisiejszym świecie postrzeganym tak, jak nas zaprogramowano, byśmy go postrzegali jest zwyczajnie niemożliwe.

 

ja dodam cos jeszcze. Specjalnie zaprogramowano ludzi abysmy wszyscy byli niewolnikami. Wszelkie struktury spoleczne sa oparte o absurdalny wyzysk dla malej grupy osob zwanej establiszmentem a najsmutniejsze jest to, ze ludzie nie chca przeciwko temu sie buntowac a jednostki takie jak jak ja maja przez to ciezej bo ani nie chca podporzadkowac sie establiszmentowi ani spolecznym regulom, ktore establiszmentowi sa na reke.

 

Wiec to, co powiedzialas o sposobie myslenia kojarzy mi sie tylko z tym, zebysmy przeprogramowali nasze myslenie na taki tor, gdzie zaczniemy myslec, ze te struktury spoleczne sa koniecznym i jedynym wyjsciem do egzystencji. i tu jest u mnie problem bo ja jestem juz tego swiadom i stad wewnetrze buntowanie sie. Cos we mnie nie potrafi ogodzic sie z takim porzadkiem spolecznym i nie widze, aby bylo jakiekolwiek rozwiazanie kompromisowe bo ja nie potrafie funkcjonowac w takich strukturach. Czy to bedzie Polska, czy USa czy jakikolwiek inny kraj, zawsze na dordze beda stali mi wszyscy ci, ktorzy zamiast burzyc ten system, wspieraja go.

 

Czy mam racje odnosnie tego, co chcialas powiedziec wzgledem zmiany myslenia?

 

Mozesz nazwac, to co opisuje, niedostosowaniem spolecznym i ja mam to w dupie. Nie chce sie dostosowywa cdo czegos, co bedzie mnie ograniczalo. Niestety, swiadomosci nie mozna cofnac, podobnie jak i wychowania i tego, co na mnie mialo wplyw. Moglbym sie dostosowac, tylko po co? Zeby chodzic do nudnej pracy przez min 8h/dobe, miec jeden (conajwyzej0 miesiac urlopu, grzecznie i pokornie nie wychylac glowy z obawy ze szef mnie wyleje itp. Mam to gleboko w powazaniu. Stad niechec innych do mnie i mnie do nich. To sa dwa wykluczajace sie swiaty.

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Wiesz co, ja o kozie, Ty o wozie. Nie, nie masz racji odnośnie tego co chciałam powiedzieć.

Kilkakrotnie podkreślałam, że nie o dostosowanie mi chodzi.

I jeszcze wsiadłeś na Oazę, bogu ducha winną. Wykrzyczałeś do niej, jakby była społeczeństwem, którego nienawidzisz.

Niestety muszę stwierdzić, że nie jesteś ani na jotę lepszy, niż owo społeczeństwo.

Uwierz mi, ze jesli bedzie potrzeba, zrobie innym ludziom krzywde jesli zostane zaczepionym. Ciekawe ccy wtedy tez bedzie mialo mnie gzies....watpie ale to juz bedzie wasz problem, bo was tez zaboli. Nigdy nie ukorze sie przed wami. Nigdy!

(...)

Ale wpierw ja zrobie krzywde tylu z was, ilu mi sie uda. Nie ukorze sie przed wami nidgy!!!!!

Przed nami, czyli przed kim? Wsadziłeś nas do jednego worka?

 

Nie jesteś gotów na przyjęcie pomocy, przykro mi. Ty wcale jej nie chcesz, wolisz trwać w swoich uprzedzeniach i złości. Utożsamiłeś się z tymi uczuciami, bez nich nie byłbyś sobą, przynajmniej tak Ci się wydaje.

Nikt tutaj nie ma wobec Ciebie złych zamiarów, a Ty krzyczysz i nam grozisz.

Krzywdę to robisz przede wszystkim sobie. Społeczeństwa, a raczej tej jego części, której nienawidzisz, bo nie lubię generalizacji - nic a nic to nie obchodzi. Ba, ta część nawet nie jest świadoma tego, że tak się wściekasz.

Nie dziwię się wcale, że tak, a nie inaczej postrzegasz świat, bo jest on dokładnie taki, jak Ty... Tyle w Tobie nienawiści...

Nie zmienisz świata, zacznij od siebie, bo to możesz zmienić.

Życzę Ci z całego serca, żebyś się obudził i przejrzał na oczy. Przez kilka pierwszych Twoich postów miałam wrażenie, że się właśnie budzisz...

Myliłam się niestety.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Bo nie rozumiem, jak mozna zmienic sposob myslenia. Nie miesci mi sie wto w glowie. To tak jakbys nagle zaczal byc kims innym. A ja nie potrafie zmienic swojej tozsamosci i zapomnec tego, co zrobili mi ludzie. I za kazdym razem poywierdza sie to. Nie potrafie przebaczyc ludziom, ktorzy ciagle - wiedzac, ze jestem inny i ze nie cce przystac na pewne warunki - traktuja mnie tak a nie inaczej. Sami sobie sa winni bo wychodowali sobie przez to wroga w postaci mojej osoby.

 

Za co mam im przebaczyc i co to da skoro nikt sie nie zmieni, ludzie nie przestana byc inni niz sa dotychczas. Czasem odnosze wrazenie ze Polska to jakies wschodnie panstwo, gdzie za wyznawanie innej religii trafia sie do wiezienia. Nie pojmuje, czemu nie mamy tej swobody co inne kraje, dlaczego u nas tak usilnie pilnuje sie kazdego, by kazdy byl taki sam jak inni. Nie rozumiem tego i mecze sie w tym. Nie rozumiem, dlaczego kazdy naokroglo pierprzy mi ze jestem spolecznym pasoytem tylko dlatego ze nie zgadzam sie na ogolnie przyjete normy i ze nie chodze do stalej pracy, nie place podatkow itp. A co dal mi to spoleczenstwo? Ja nie czuje, ze doistalem jakos wiele od tego calego spoleczenstwa poza pogarda i gorszym traktowaniem. Wiec dlaczego mialbym byc dla nich lepszy?? A na Oaze wsiadlem dlatego, ze powiedziala to samo, co mowi wiekszosc tgo psranego spoleczenstwa. Stad moja agresja do niej bo jest taka sama jak reszta Zero zrozumienia dla innosci.

 

Zmienic myslenie ale po co? Czy wtedy problemy typu chodzenie do pracy czy uczestniczenie w spoleczenstwie przestana mnie dotyczyc i znikna? A tutaj jest problem bo ja nie widze miejsca dla siebie. Nie rozumiem o co chodzi z ta praca, zapierdalaniem od rana do wieczora, z ciaglym obowiazakiem. Z tym, ze musisz ciagle rezygnowac dla siebie i z siebie pracujac na rzecz spoleczenstwa z ktorym w ogole nie czuje zadnej wiezi. Po prostu nie pojmuje tego.

 

Jak mi to wytlumaczysz dlaczego tak jest i dlaczego ja mam od zawsze taka niechec to wtedy moze i zaczne cos widziec. Narazie nie widze niczego.

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Zepst - jeśli naprawdę uważasz, że gdzie indziej jest lepiej, inaczej - jedź, przekonaj się. Musisz sam tego doświadczyć.

Ale Ty i chciałbyś i nie. Bo paru przyjaciół, bo musiałbyś od zera. A co masz do stracenia, skoro tutaj tak fatalnie? Zawsze lepiej tam, gdzie nas nie ma.

Nikt Ci nic nie da, sam sobie musisz dać. Dostajesz to, co chcesz, naprawdę. Chcesz się karmić tym narzekaniem, odrzuceniem, itp. To i je dostajesz.

Przecież Ty się własnie przystosowałeś, jesteś dokładnie taki, jak to Twoje znienawidzone społeczeństwo chce!

Ono chce byśmy się bali albo nienawidzili. Najlepiej obie te rzeczy naraz, ale jak jedna to też dobrze.

Chcesz zmiany, ale nie chcesz nic zmieniać. Samo się nie stanie. Pomyśl, skoro cały czas działasz tak samo - efekt będzie zawsze taki sam. Nie ma innej opcji.

Każdą propozycję zmiany w sobie postrzegasz jako atak na swoją niezależność.

A o to temu światu chodzi, byśmy czuli się podzieleni, a nie zjednoczeni. Byśmy bronili swego do upadłego. Byśmy walczyli ze sobą, zagarniali dla siebie. Szybciej, szybciej, bo zabraknie.

Mówisz, bo ja tak chcę i nie będę nic zmieniać. No to nie zmieniaj, ale musisz liczyć się z tym, że będzie zawsze tak samo.

Nie potrafię Ci wytłumaczyć lepiej, niż tak, jak napisałam. Po prostu nie potrafię, trudno. Widać nie jest to moją rolą.

Link to comment
Share on other sites

Zepst - jeśli naprawdę uważasz, że gdzie indziej jest lepiej, inaczej - jedź, przekonaj się. Musisz sam tego doświadczyć.

 

Bylem juz, stad moja wiedza na ten temat. Ale jedno wiem na pewno: tam ludzie sa o wiele bardziej wyrozumiali i tlerancyjni niz my. Cos sie z nami stalo, ze nie mamy juz tej goscinnosci co kiedys i ze dzis tylko myslimy o pieniadzach. Tam, gdzie bylem nie bylo idelanie ale ludzie wydali mi sie o wiele milsi i bardziej spokojni.

 

Ale Ty i chciałbyś i nie. Bo paru przyjaciół, bo musiałbyś od zera. A co masz do stracenia, skoro tutaj tak fatalnie? Zawsze lepiej tam, gdzie nas nie ma.

 

A co w tym dziwnego, ze nie chce tracic kontaktu z ludzmi, ktorzy w jakis sposob mnie rozumieja i wsrod ktorych znajduje odpoczynek?

 

Do stracenia mam kilka rzeczy; poza tym perspektywa ciezkiej pracy fizycznej czy pdobnej na przynajmniej kilk alt skutecznie powstrzymuje mnie od jakiejkolwiek emigracji. Nigdy nie potrafilem ciecko pracowac, szczegolnie fizycznie.

 

Nikt Ci nic nie da, sam sobie musisz dać. Dostajesz to, co chcesz, naprawdę. Chcesz się karmić tym narzekaniem, odrzuceniem, itp. To i je dostajesz.

 

i stad negacja bo w systemie kapitalistycznym wszystko musisz soboie wypracowac samemu. Chesz miec wlasny dom, musisz na niego zarobic. Chcesz miec lepsza prace, musisz sie wykstzalcic i podlizywac szefowi o wyzsze stanowisko. I tak dalej... A co maja zrobic ludzie, ktorzy nie potrafia gonic w tym wyscigu? Zastanawialas sie kiedys nad tym, potrafisz wejsc na moment w polozenie takiej osoby?

 

Odrzucanym to ja zaczalem byc jeszcze jako dziecko, bo n. nie chcialem sie bawic z rowiesnikami. A potem byly kolejne powody. Zawsze cos nie tak....tylko ze to nie jest moja wina tylko wina postepowania ludzi, ktorzy sa nietolerancyjni i mysla utartymi schematami. Jak w sredniowieczu a ponoc jestesmy liberalnym pasnstwem zachodnim.....chyba tylko fikcyjnie.

 

Przecież Ty się własnie przystosowałeś, jesteś dokładnie taki, jak to Twoje znienawidzone społeczeństwo chce!

 

Kompletnie Ciebie tutja juz nie rozumiem. Mnie to spoleczenstwo ma totalnie gdzies i dba tylko o to, abym przypadkiem nie odlaczyl sie od stada. Tu jest problem. Jakbym byl przystosowany, to bym nie mial conajmniej polowy z tych problemow, ktore mam teraz. Bo chodzilbym do pierwszej lepszej roboty, jak inni wiec odpadlby problem z powodu oskarzania mnie o nic nierobienie i zerowaniu na spoleczenstwie. Bo zachowywalbym sie zgodnie z obowiazujacymi normami i nie negowal rzeczy, ktore w oczach wiekszosci uchodza za normalne i ktorych negowac sie nie powinno. Itd. Ale ja niestety nie jestem taka osoba.

 

Ono chce byśmy się bali albo nienawidzili. Najlepiej obie te rzeczy naraz, ale jak jedna to też dobrze.

 

Pelna racja! Od dziecka wpaja nam sie to nienawisc. Szczegolnie u nas - do sasiadow, do wydarzen historycznych (i posrednio do innych nacji winnych za wszelkie nieszczescia, ktore nas spotkaly), do innych wyznan, do innosci w ubiorze; o wiekszych innosciach nie wspomne.

 

Chcesz zmiany, ale nie chcesz nic zmieniać. Samo się nie stanie. Pomyśl, skoro cały czas działasz tak samo - efekt będzie zawsze taki sam. Nie ma innej opcji.

 

Bo co tak naprawde moge jeszcze zmienic? Owszem, lepsze jest podejscie ze skupiasz sie na czyms, co jest w danej chwili pozytywne i fajne a nie na tym, co Ciebie irytuje i doluje ale jak w glebi czujesz, ze twoje potrzeby sa ciagle niezaspokojone i w dodatku masz swiadomosc, ze najprawdopodobniej one nigdy nie zostana spelnione chocby w czesci (bo nie zmienisz np. ustroju ekonomicznego czy spolecznego0 to przestaje ci sie chciec myslec pozytywnie. Mnie wlasnie takie cos spotkalo. Mam potrzeby calkowicie rozne od tego, co moze zaoferowac mi spoleczenstwo. A nie jestem nikim wybitnym, kto moze ominac podzialy klasowe, spoleczne, ekonomiczne. A funkcjonowac wedlug nich tez nie potrafie. Potrafisz takie cos zrozumiec w ogole?

 

Każdą propozycję zmiany w sobie postrzegasz jako atak na swoją niezależność.

 

Moze dlatego, ze przez wiele lat ta niezaleznosc probowano lamac w rozny sposob?

 

A o to temu światu chodzi, byśmy czuli się podzieleni, a nie zjednoczeni. Byśmy bronili swego do upadłego. Byśmy walczyli ze sobą, zagarniali dla siebie. Szybciej, szybciej, bo zabraknie.

 

Nie wize nic zlego w bronieniu swojego. Fajnie sie mysli o spoleczenstwie idealnym, gdzie wszystko jest wspolnei nikomu nikt nic nie zabiera ale to jest utopia. I dlugo bedzie pewnie jeszcze. Dlatego bornie siebie, tego co mam. Tylko nie wiem, dlaczego inni chca mi to az tak bardzo odberac. Moze zwykla zawisc?? To bardzo popularna cecha wsrod Polakow zauwazylem. Nigdzie nie spotkalem sie z taka eskalacja zawisic i zazdrosci jak wlasnie wsrod ludzi z Polski.

 

Po prostu nie umiem fukcjonowac w tym chorym spoleczenstwie. Moze ty zyjesz akurat w takim miescie, gdzie ludzie sa nieco inni i byc moze masz takie warunki ekonomiczne/zawodowe, ktore daja Ci przynajmniej czesciowe poczucie komfortu i dlatego latwiej ci jest myslec pozytywnie. Ja tego nie mam i stad moje narzekanie bo zeby to osiagnac, musialbym podporzadkowac sie a tego nie potrafie.

Link to comment
Share on other sites

"Chesz miec wlasny dom, musisz na niego zarobić" - Zast, a kto twoim zdaniem ma zarobić na twój dom? Donald Tusk? Mama z tatą? Święty Mikołaj i jego małe elfy? Ja może?

Co dziwnego, że praca wymaga wykształcenia, w balecie nie zatańczy ktoś kto tańczyć nie umie, a jak idziesz do dentysty to nie z nadzieją, że ci wytnie migdałki, ale że umie zęby leczyć.

 

chcesz zawodu, który nie wymaga pracy, wykształcenia i rozwiązania problemów - zostań żebrakiem....

 

Piszesz, że chcesz być wolny, ale tak żeby ci ktoś za ciebie żył i wszystko pod nos podstawiał? To nie wolność jest tylko dzieciństwo,a ty już jak mówisz swoje lata masz.

Link to comment
Share on other sites

Guest beneton123

Zepst, wrzeszczysz i nóżkami tupiesz: ,,Ja chcę, ja chcę"... Do złudzenia mi to przypomina dzieciaka, któremu mama nie chce kolejnej zabawki kupić...

Pracować - nie chcesz, uczyć się - nie chcesz, społeczeństwo do niczego, bo się nie buntuje... W dodatku tobie niczego nie chce dać...

Masz może, oprócz tych wszystkich negacji jakiś model społeczeństwa, gdzie podobne tobie pasożyty będą się miały świetnie, bo w/w społeczeństwo zapewni im życie na wymarzonym, wysokim poziomie?

W naszym, polskim społeczeństwie na pewno nie jest idealnie, ale kto chce w tym społeczeństwie żyć powinien również zaakceptować zasady w tym społeczeństwie obowiązujące a jak komuś te zasady nie odpowiadają przenosi się tam, gdzie są zasady, które mu pasują. Niemniej czy tu czy tam utrzymuje się z własnej pracy (obojętnie jakiej) i nie czeka, aż to czy tamto społeczeństwo przyniesie mu wór kasy i poprosi pokornie, by łaskawie raczył wziąć...

Żadne społeczeństwo nie ma obowiązku utrzymywania nierobów, którym nie chce się rączek uczciwą pracą skalać...

Łatwiej wrzeszczeć i nóżkami tupać niż się do roboty wziąć...

Z tobą społeczeństwo powinno zrobić to co się kiedyś (bo teraz to zaraz będzie sprawa o znęcanie się:))) z wrzeszczącym i tupiącym nóżkami dzieciakiem robiło - przełożyć przez kolano i wlać dobrze w to miejsce, gdzie plecy swoją szlachetną nazwę tracą, może by cie to pozbawiło wrodzonego lenistwa i oduczyło fochów (choć słaba nadzieja).

Link to comment
Share on other sites

"Chesz miec wlasny dom, musisz na niego zarobić" - Zast, a kto twoim zdaniem ma zarobić na twój dom? Donald Tusk? Mama z tatą? Święty Mikołaj i jego małe elfy? Ja może?

Co dziwnego, że praca wymaga wykształcenia, w balecie nie zatańczy ktoś kto tańczyć nie umie, a jak idziesz do dentysty to nie z nadzieją, że ci wytnie migdałki, ale że umie zęby leczyć.

 

chcesz zawodu, który nie wymaga pracy, wykształcenia i rozwiązania problemów - zostań żebrakiem....

 

Mi nie zalezy zeby mi ktos cos podstawial; mi zalezy aby zyc w noralnym spoleczenstwie a nie kapitalistycznym wyscigu szczurow. Potrafisz to zrozumiec w ogole? To mi przeszkadza.

 

Piszesz, że chcesz być wolny, ale tak żeby ci ktoś za ciebie żył i wszystko pod nos podstawiał? To nie wolność jest tylko dzieciństwo,a ty już jak mówisz swoje lata masz.

 

Bo mi przeszkadza system kapitalistyczny gdzie musisz zapierdalac od rana do wieczora i gdzie jestes traktowany jak niewolnik. Potrafisz to zrozumiec czy tez nie?

Link to comment
Share on other sites

Zepst, wrzeszczysz i nóżkami tupiesz: ,,Ja chcę, ja chcę"... Do złudzenia mi to przypomina dzieciaka, któremu mama nie chce kolejnej zabawki kupić...

Pracować - nie chcesz, uczyć się - nie chcesz, społeczeństwo do niczego, bo się nie buntuje... W dodatku tobie niczego nie chce dać...

Masz może, oprócz tych wszystkich negacji jakiś model społeczeństwa, gdzie podobne tobie pasożyty będą się miały świetnie, bo w/w społeczeństwo zapewni im życie na wymarzonym, wysokim poziomie?

W naszym, polskim społeczeństwie na pewno nie jest idealnie, ale kto chce w tym społeczeństwie żyć powinien również zaakceptować zasady w tym społeczeństwie obowiązujące a jak komuś te zasady nie odpowiadają przenosi się tam, gdzie są zasady, które mu pasują. Niemniej czy tu czy tam utrzymuje się z własnej pracy (obojętnie jakiej) i nie czeka, aż to czy tamto społeczeństwo przyniesie mu wór kasy i poprosi pokornie, by łaskawie raczył wziąć...

Żadne społeczeństwo nie ma obowiązku utrzymywania nierobów, którym nie chce się rączek uczciwą pracą skalać...

Łatwiej wrzeszczeć i nóżkami tupać niż się do roboty wziąć...

Z tobą społeczeństwo powinno zrobić to co się kiedyś (bo teraz to zaraz będzie sprawa o znęcanie się:))) z wrzeszczącym i tupiącym nóżkami dzieciakiem robiło - przełożyć przez kolano i wlać dobrze w to miejsce, gdzie plecy swoją szlachetną nazwę tracą, może by cie to pozbawiło wrodzonego lenistwa i oduczyło fochów (choć słaba nadzieja).

 

Jeszcze raz powtorze - mam gdzies to, ze uwazasz mnie za pasozyta bo tacy jak ty nigdy nie zrozumieja ze sa osoby ktore nie chca i nie potrafie gonic w wyscigu szczurow. Gdybys uwazniej poczytal to, co pisze zrozumialbys ze mi nie o duze pienaidze chodzi tylko o sprawiedliwe treaktowanie wszystkich i rowne szanse a w kapitalizmie nie ma czegos takiego. I dlatego bede begowal ten system i bede na nim (na Was0 pasozytowal. A jak jeszcze raz mnie tak nazwiesz, to obiecuje ci ze zrobie cos, co ci sie bardzo nie spodoba....

Link to comment
Share on other sites

Zepst, co zrobisz? Zbluzgasz nas? Czy może usiłujesz jakieś groźby karalne tu odstawiać?

 

Uczciwie jest tak, że ja pracuję na swój dom, a nie pracuję na twój. I nie zapierdalam od rana do nocy jak niewolnik, głownie dlatego, że zdobyłam własnymi siłami wykształcenie pozwalające mi nie zapierdalać jak niewolnik. Tobie się nie chciało jak sam piszesz więc sam jesteś odpowiedzialny za siebie i będziesz dostawał w dupę za swoje własne błędy.

Edited by OazaSpokoju
Link to comment
Share on other sites

Nic nie roumiesz. ja mam wyksztalcenie tylko co z tego, jak nie ma popytu na kierunek ktory skonczylem i ktory wybralem z pasji a nie dla poiadania papierku.....bledne to jest to, co sie dzis na rynku pracy dzieje a nie moje decyzje. Chyba ze juz doswzlismy do punktu, gdzie licza sie tylko taniosc i komercja.

Link to comment
Share on other sites

no to może nikt nie potrzebuje akurat speca w twojej dziedzinie? Ja skończyłam jeden kierunek, ale przebranżowiłam się na inny równie przyjemny. Nie ma obowiązku robić tego czego się człowiek nauczył na studiach. Można się rozwijać. Mam hobby, dość kasy żeby się utrzymać i nie siedzę ani minuty po godzinach. Da się. Ale nie z podejściem najeżonym wykrzyknikami.

 

Ten kawałek o krzywdzeniu tylu ilu się da brzmi jakbyś był z al-kaidy, a nie jakbyś był potencjalnym pracownikiem, którego każdy poszukuje.

Link to comment
Share on other sites

Ale ja nie chce robic czegos innego, rozumiesz? Mnie zapotrzebawania rynku malo obchodza bo nie chce miec z tym nic wspolnego, trzymam sie z dala od tego, czego chca ludzie czyli tandety.

Link to comment
Share on other sites

to tak jak stanie na deszczu bez parasolki i wyrzekanie, że mokniesz. Rozumiem, że tylko twój kierunek wykształcenia nie jest tandetą. To co to za kierunek jest właściwie?

Link to comment
Share on other sites

Zepst - Ty przede wszystkim nie chcesz nic zmieniać. Jak już pisałam - przywykłeś i dobrze Ci z tym.

Jednego tylko nie rozumiem - dlaczego w takim razie napisałeś tego posta? Po co prosisz o pomoc, jeśli nie chcesz przyjąć żadnej?

Na dom za Ciebie nie zarobimy, ani świata Ci nie zmienimy.

Link to comment
Share on other sites

to tak jak stanie na deszczu bez parasolki i wyrzekanie, że mokniesz. Rozumiem, że tylko twój kierunek wykształcenia nie jest tandetą. To co to za kierunek jest właściwie?

 

Niewazne jaki. Wazne jest to, ze poza tym nie interesuje mnie nic innego. I nie jestem w stanie tego zmienic. Zmuszac sie do robienia czegos, czego nie lubie nie zamierzam bo wystarczajacym przymusem jest dla mnie sama egzystencja posrod spoleczenstwa, z ktorym ciagle musze sie klocic.

Link to comment
Share on other sites

Zepst - Ty przede wszystkim nie chcesz nic zmieniać. Jak już pisałam - przywykłeś i dobrze Ci z tym.

Jednego tylko nie rozumiem - dlaczego w takim razie napisałeś tego posta? Po co prosisz o pomoc, jeśli nie chcesz przyjąć żadnej?

Na dom za Ciebie nie zarobimy, ani świata Ci nie zmienimy.

 

Owszem, bo nie czuje ze to ja mam prolem tylko spoleczenstwo nie potrafi zrozumiec takich jednostek jak ja.

Link to comment
Share on other sites

Zepst, nawet papier toaletowy się rozwija, nie może być tak, że nie umiesz się zmienić. Wstydzisz się swojego kierunku czy jak?

Link to comment
Share on other sites

No niestety Zepst - cały czas usiłujemy Ci wytłumaczyć, że to jednak Ty masz problem.

Ze swoim uporem jesteś jak dziecko walące głową w ścianę i uważające, że to ściana jest winna.

Mama mu mówi - przestań, a ono na to - nie przestanę, chcę robić właśnie to, nic innego.

Cóż, wal dalej, tylko bacz na skutki.

Link to comment
Share on other sites

Guest beneton123

Zepst, poza tupaniem nóżkami jakoś w twoich wypowiedziach nie można się niczego konstruktywnego doszukać...

Może przedstawisz nam ten wymarzony, jedynie słuszny model społeczeństwa?

Wspólną cechą wszelkiej maści nieudaczników życiowych i pasożytów jest to, że wszystko krytykują, natomiast nie mają żadnych konstruktywnych pomysłów...

 

Jako moderator tego forum publicznie ostrzegam cię, że kolejna groźba skierowana przez ciebie do kogokolwiek skończy się banem.

Link to comment
Share on other sites

Guest beneton123

Hrefna, jednym z charakterystycznych objawów depresji jest ewidentna niechęć do kontaktów ze światem zewnętrznym (jeden z objawów z tzw. triady depresyjnej). Ten przypadek jak widać od kontaktów nie stroni, moim zdaniem jest to problem psychologiczny, ewidentnego niedostosowania społecznego, co z kolei powoduje narastająca frustrację która powoduje obwinianie za swoje niepowodzenia otoczenia (społeczeństwa) i generuje skierowaną na sprawcę (w/w społeczeństwo) agresję.

Link to comment
Share on other sites

zepst nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym Cię poznać. miałam tak samo, wiele lat temu - tylko bez agresji do innych. nawet powiem, ze jesteś "zdrowszy" niż ja wówczas.

 

 

ktoś powiedział, ze zepst nie jest buntownikiem. buntownikiem nie jest ten, kto godzi się na taki swiat i jeszcze umie ubrać to co mamy w definicje typu: " rozwój wewnętrzny" itp. haha wszędzie pełno "przystosowania". jakby wycięto ludziom instykt przetrwania.

 

przepraszam jeżeli kogoś uraziłam ale blizej mi do zepsta niż do tzw. "oświeconych"

Link to comment
Share on other sites

No to współczuję Spokojna.

Nie napisaliśmy, że zepst nie jest buntownikiem, a raczej, że ze swymi przejawami agresji upodabnia się do świata, z którym walczy.

Zepst - pomyśl o farmakologii, jak radzi Hrefna, niekoniecznie musi ona trwać do końca życia. Czasem wystarczy czas jakiś.

A jak się już ta serotoninka wytworzy, wtedy psychoterapia.

Dobrze, że to tak skwitowałaś Hrefna, bo, jak widać, gadanie nie trafia...

Edited by KatiJo
Link to comment
Share on other sites

Zepst, poza tupaniem nóżkami jakoś w twoich wypowiedziach nie można się niczego konstruktywnego doszukać...

Może przedstawisz nam ten wymarzony, jedynie słuszny model społeczeństwa?

Wspólną cechą wszelkiej maści nieudaczników życiowych i pasożytów jest to, że wszystko krytykują, natomiast nie mają żadnych konstruktywnych pomysłów...

 

Jako moderator tego forum publicznie ostrzegam cię, że kolejna groźba skierowana przez ciebie do kogokolwiek skończy się banem.

 

To ty mnie posluchaj, jak i cala reszta obecnych tutaj.

 

Problemem nie jest to, ze jestem niedostosowany (bo jestem i potrafie na miare swoich potrzeb dostosowac sie do tzw. minimum wymagan spolecznych) tylko to, ze ludzie (czyli spoleczenstwo) bazuje na mniej lub bardziej nieuswiadomionych instynktach, ktore - w zaleznosci od potrzeb - maja zaspokajac np. podstawowe potrzeby, zalozenie rodziny, hobby itp. Piramida Maslowa. Caly paradoks waszego ,,rozwoju" polega na tym, ze na prawo i lewo trabicie o tzw. tolerancji jednoczesnie nie potrafiac tolerowac czyjejs innosci (powtarzam: innosci nie powodujacej krzywdzenia kogos w taki lub inny sposob). W historii jest wiele przykladow nietolernacji grupy wobec jednostek - poczawszy od zachowan spolecznych, poprzez wyznawanie innej religii/kultury skonczywszy na agresji bezposredniej (terroryzm, wojna itp.).

 

Wy dzialacie na bardzo podobnej zasadzie poniewaz w kwestii podswiadomej kieruje wami instynkt, ktory powoduje, ze w sytuacji gdzie napotykacie taka jednostke lub odmienny model zachowania (jak ja), wlacza wam sie poczucie zagrozenia zwiazane ze strachem rozbicia grupy spolecznej, ktorej czescia sie czujecie i ktora Was uksztaltowala, bazujacej na podobnie wyuczonych wzorcach zachowan spolecznych/kulturowych. Brutalnym przykladem oddawania sie tego typu instynktom sa konflikty w swiecie 3go swiata, gdzie jedna populacja/grupa spoleczna/kulturowa dokonuje czystek etnicznych na innej grupie, ktora jest calkowicie odmienna pod wzgledem wiary/spososbu zachowania/kultury itp. U Was nie ma agresji bezposredniej, natomiast wychodzi na to, ze bardzo boicie sie tego, ze gdyby taka jednostka jak ja miala swoj udzial w spoleczenstwie, moglaby zaczac walczyc o odebranie pewnych postaw lub otwarcie by je lamala, aby moc zyc po swojemu. To w Was budzi wciesklosc i poczucie zagrozenia polegajace na tym, ze musielibyscie przyjac pewne zachowania oraz wyobrazenia z ktorymi calkowicie sie nie identyfikujecie.

 

Jak widzicie, wcale nie jestem ani glupi, ani nie jestem osoba, ktora nie potrafi rzetelnie dyskutowac. Mozna powiedziec, ze moje zachowanie jest zbiorem regul czy bardziej form obronnyh, wyksztalconych na przestrzeni lat i spowodowanych ciagla nieakceptacja ze wzgledu na wyznawanie odmiennych od wiekszosci zasad przyjetych w modelu spolecznym. Fachowo nazywa sie to wykluczeniem i w wiekszosci tzw. cywilizowanych krajow podlega paragrafowi o nietolerancji i pozwala poszkodowanemu walczyc o swoje prawa w oparciu o dany system prawny istniejacy w danym kraju/spoleczenstwie. Niestety, Polska pomimo ciaglych upominan ze strony chocby Helsinskiej Fundacji Praw Czlowieka, ciagle notorycznie lamie wiele praw przynaleznych wszystkim ludziom na Ziemi a polskie spoleczenstwo, choc w wiekszosci deklarujace sie jako narod tolerancyjny i otwarty, w rzeczywistosci bardziej trzyma sie swoich przyzwyczajen anizeli proboje z nimi walczyc, aby stac sie nowoczesnym, kosmopolitycznym narodem otwartym na wszelkiego rodzaju odmiennosci religijne, rasowe, wyznaniowe itp.

 

Farmakologia nic tu nie pomoze bo nie o poziom serotoniny tu chodzi a o zabranie jednostce godnosci oraz podstawowego prawa o wyrazanie siebie w nieskrepowany sposob zgodnie z jej danymi potrzebami. Aby to zrozumiec, warto zainteresowac sie problemem chocby mniejszosci seksualnych, ktore w Polsce sa ciagle przesladowane (podobnie, jak mniejszosci religijne). Charakter przesladowan jest tutaj bardziej ukryty, i czesto trudny do udowodnienia za sprawa tzw. zmowy milczenia czyli spolecznego przyzwolenia na traktowanie w taki sposob jednostek majacych inne poglady itp. Jest to wygodne dla wiekszosci poniewaz pozwala to owej wiekszosci na kontynuowanie dotychczasowego trybu zycia bez ogladania sie na potrzeby jednostek.

 

Ciekaw teraz jestem, kto jest tym egoista i pasozytem - ja czy Wy?.... Mi nasuwa sie oczywista odpowiedz, a Wam? Czy teraz rowniez ktos z Was bedzie mi proponowal zmiane myslenia? A moze to Wy powinniscie zaczac inaczej myslec?.......

Link to comment
Share on other sites

Niestety, Polska pomimo ciaglych upominan ze strony chocby Helsinskiej Fundacji Praw Czlowieka, ciagle notorycznie lamie wiele praw przynaleznych wszystkim ludziom na Ziemi a polskie spoleczenstwo, choc w wiekszosci deklarujace sie jako narod tolerancyjny i otwarty, w rzeczywistosci bardziej trzyma sie swoich przyzwyczajen anizeli proboje z nimi walczyc, aby stac sie nowoczesnym, kosmopolitycznym narodem otwartym na wszelkiego rodzaju odmiennosci religijne, rasowe, wyznaniowe itp.

 

Dla mnie cały świat 'choruje", helsinska "choruje", ja " choruję" i Ty. Ale - trudno - z chorobą jakoś trzeba żyć...

Link to comment
Share on other sites

Jestem chora dopóki nie wiem JAK uszczęśliwić wszystkich, by poczuli się dobrze. A później - dopóki nie mam takiej mocy, by to uczynić. Też mi przykro.

Link to comment
Share on other sites

Nie ma sensu uszczesliwianie kogos na sile. Altruizm to taka sama choroba jak egoizm. A raczej skrzywienie psychiczne dzis uznawane za jeden z tzw. walorow dostosowania spolecznego nazywanego umiejetnoscia walki o przetrwanie (kosztem innych oczywiscie).

Link to comment
Share on other sites

Nie ma sensu uszczesliwianie kogos na sile.

 

Przemoc i siła jest mi obca. Nie jestem altrustką. Chciałabym, by osoby, które kocham nigdy nie poznały smaku łez. Tylko tyle.

Edited by Spokojna
Link to comment
Share on other sites

Zepst. Na początek napisałeś posta z prośbą o pomoc, ale to była całkiem fajna zmyłka. Szczerze wątpię czy chcesz pomocy, bo raczej nie chcesz się zmienić, to świat ma się zmienić dla Ciebie. Wahasz się pomiędzy tolerancją, smutkiem, a agresją, tworząc paradoks, domagając się zrozumienia i zaakceptowania Cie jako jednostki nieprzeciętnej, lecz jak Raskolnikow jednostką nieprzeciętną nie jesteś i czeka Cie długa mroźna droga na Sybir, żeby to zrozumieć. Masz jakieś zarzuty, szczerze nieokreślone, potrzebę buntu, zarzucasz brak tego buntu wśród innych, snujesz wizję jak z matrixa.

No kurde masz 35 lat chłopie, a żalisz się jak małe dziecko, w obcym miejscu, w internecie, wylewasz swoje frustracje i winisz wszystkich tylko nie siebie.

To Twoja wina, że nie dajesz sobie rady, to Twoja wina, że jest Ci źle. Świat nie jest uroczym i kolorowym miejscem, trzeba sobie radzić. To chyba wina telewizji, która tworzy nam tą utopijną rzeczywistość, paradoksalnie spokojną, szczęśliwą i liberalną do kwadratu.

Nie rozumiem tych zarzutów, żyje nam się zdecydowanie lepiej niż kiedyś, świadczy o tym fakt, że mamy czas żalić się jak nam niedobrze obcym ludziom.

Link to comment
Share on other sites

... lecz jak Raskolnikow jednostką nieprzeciętną nie jesteś

 

Raskolnikow tez nie był. Doznał ponadprzeciętnej miłości, sam nie umiejąc kochać...

 

To Twoja wina, że nie dajesz sobie rady, to Twoja wina, że jest Ci źle

 

Bardzo bym polemizowała. A może równiez Twoja?

Link to comment
Share on other sites

Świat nie jest uroczym i kolorowym miejscem, trzeba sobie radzić. To chyba wina telewizji, która tworzy nam tą utopijną rzeczywistość, paradoksalnie spokojną, szczęśliwą i liberalną do kwadratu.

 

Czemu wiec negujecie agresje z mojej strony, skoro sposowodowana jest ona proba radzenia sobie w rzeczywistosci jako metoda na przetrwanie? Dostrzegasz tutaj hipokryzje?

 

Nie rozumiem tych zarzutów, żyje nam się zdecydowanie lepiej niż kiedyś, świadczy o tym fakt, że mamy czas żalić się jak nam niedobrze obcym ludziom.

 

A to ciekawe, bo jakos pamietam inne czasy i generalnie jakos ludziom zylo sie spokojniej kilkanascie lat temu. Poza tym....to ma byc argument przemawiajacy za tym, ze to co jest dzis, jest w/g Ciebie normalne?

 

Powiedziec Ci cos? Wiesz, dlaczego tak bardzo Cie trzesie na to, co pisze? Bo pokazuje, jak bardzo zniewoleni jestescie przez system spoleczny, ktory sami zbudowaliscie i ktory obraca sie przeciwko Wam. A paradoksem jest to, ze zamiast go zmieniac, kultywujecie dotychczasowe modele zachowan bo strach Wam sie przyznac do popelnianych bledow.

 

Proponuje zapoznac sie wpierw z terminem tolerancja, a dopiero pozniej krytykowac cos, czego nie rozumiesz. Nie jest to argument przemawiajacy w swietle prawa na Twoja korzysc.

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Czemu wiec negujecie agresje z mojej strony, skoro sposowodowana jest ona proba radzenia sobie w rzeczywistosci jako metoda na przetrwanie? Dostrzegasz tutaj hipokryzje?

 

bo... ILUZJO - TRWAJ! (?)

Link to comment
Share on other sites

Czemu wiec negujecie agresje z mojej strony, skoro sposowodowana jest ona proba radzenia sobie w rzeczywistosci jako metoda na przetrwanie? Dostrzegasz tutaj hipokryzje?

 

 

 

A to ciekawe, bo jakos pamietam inne czasy i generalnie jakos ludziom zylo sie spokojniej kilkanascie lat temu. Poza tym....to ma byc argument przemawiajacy za tym, ze to co jest dzis, jest w/g Ciebie normalne?

 

Powiedziec Ci cos? Wiesz, dlaczego tak bardzo Cie trzesie na to, co pisze? Bo pokazuje, jak bardzo zniewoleni jestescie przez system spoleczny, ktory sami zbudowaliscie i ktory obraca sie przeciwko Wam. A paradoksem jest to, ze zamiast go zmieniac, kultywujecie dotychczasowe modele zachowan bo strach Wam sie przyznac do popelnianych bledow.

 

Proponuje zapoznac sie wpierw z terminem tolerancja, a dopiero pozniej krytykowac cos, czego nie rozumiesz. Nie jest to argument przemawiajacy w swietle prawa na Twoja korzysc.

 

No, ale ja nie popieram moich przedmówców. Moja tolerancja jest ograniczona czyli tak długo jak ktoś nie wchodzi mi w drogę może robić co chce, a to co tutaj piszesz ma znikomy wpływ emocjonalny na odbiorców, serio takich frustracji jest wiele.

Tylko, że mi się żyje całkiem dobrze, potrafię przetrwać, dobrze się ustawić, sprawić żeby moje życie było dobre. Uczciwie nie interesuje mnie co będzie z Tobą, albo Tobie podobnymi, tak samo większość ludzi, ale oni będą poprawni politycznie i zaprzeczą. Pojęcie normalności nie istnieje i nie istniało, bo norma to coś przyjęte przez większość i tyle.

Prawa i zasady się łamie, prawa i zasady się zmieniają, nie trzeba na nie zbytnio zwracać uwagi. Nie neguje Twojej agresji, przekształć ją w coś twórczego, np wole do działania i zmianę swojego położenia życiowego, bo agresja na poziomie terrorysty zapewni Ci kulkę w głowę, no i może skrzywdzisz wcześniej niewinnych ludzi.

Link to comment
Share on other sites

Prawa i zasady się łamie, prawa i zasady się zmieniają, nie trzeba na nie zbytnio zwracać uwagi.

 

i czym sie róznisz od zepsta?

 

bo agresja na poziomie terrorysty zapewni Ci kulkę w głowę, no i może skrzywdzisz wcześniej niewinnych ludzi.

 

nie zauważyłam tutaj terrorysty. jedno zdanie wypowiedziane w emocjach nie czyni jeszcze ofiar...

Link to comment
Share on other sites

No, ale ja nie popieram moich przedmówców. Moja tolerancja jest ograniczona czyli tak długo jak ktoś nie wchodzi mi w drogę może robić co chce, a to co tutaj piszesz ma znikomy wpływ emocjonalny na odbiorców, serio takich frustracji jest wiele.

Tylko, że mi się żyje całkiem dobrze, potrafię przetrwać, dobrze się ustawić, sprawić żeby moje życie było dobre. Uczciwie nie interesuje mnie co będzie z Tobą, albo Tobie podobnymi, tak samo większość ludzi, ale oni będą poprawni politycznie i zaprzeczą. Pojęcie normalności nie istnieje i nie istniało, bo norma to coś przyjęte przez większość i tyle.

Prawa i zasady się łamie, prawa i zasady się zmieniają, nie trzeba na nie zbytnio zwracać uwagi. Nie neguje Twojej agresji, przekształć ją w coś twórczego, np wole do działania i zmianę swojego położenia życiowego, bo agresja na poziomie terrorysty zapewni Ci kulkę w głowę, no i może skrzywdzisz wcześniej niewinnych ludzi.

 

A skad Ty mozesz wiedziec, ze nie dzialam? Dzialam....na wlasna korzysc i na szkode spoleczenstwa poniewaz nie zgadzam sie z jego ogolnie przyjetymi normami i nic tego jak narazie nie zmieni.

 

Uczciwie nie interesuje mnie co będzie z Tobą, albo Tobie podobnymi, tak samo większość ludzi, ale oni będą poprawni politycznie i zaprzeczą. Pojęcie normalności nie istnieje i nie istniało, bo norma to coś przyjęte przez większość i tyle.

 

Stad samemu sobie przydalem prawo pozwalajace mi na lamanie zasad innych skoro innych nie interesuje moje zdanie. Chcieliscie wojny, macie wojne. Tylko nie wiem, kto tak naparwde tutaj wygrywa bo chyba nie tacy jak Ty....

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Działam. Nie narzekam. Gadać łatwo.

 

hohoho...a ja nie działam, narzekam, żyję bardziej z ideologią "by zepst" ....i też mi niczego nie brakuje. tak więc - mam czas na rozmowy.

Link to comment
Share on other sites

Chcieliscie wojny, macie wojne. Tylko nie wiem, kto tak naparwde tutaj wygrywa bo chyba nie tacy jak Ty....

 

na wojnie nie ma wygranych - są tylko przegrani

Link to comment
Share on other sites

na wojnie nie ma wygranych - są tylko przegrani

 

Zalzy jak widziec termin wojna. jestem na tyle inteligentny, aby wojowac nie mieczem tylko sprytem...niestety obawiam sie, ze dla wielu z ludzi ow spryt bedzie kojarzyc sie z czyms wyjatkowo niewlasciwym....antyspolecznym, nastawionym wylacznie na moja wlasna osobe. I duzo racji w tym tylko czy ktos sie zastanowil, aby sprobowac mi w ogole wytlumaczyc i przekonac do swoich racji? Nie pamietam takiej sytuacji ze swojego zycia....

Link to comment
Share on other sites

a co to jest "spryt"? Nie potrzebuję antyspołecznego sprytu, by żyć. Dlatego jestem wolna:)

 

Spryt dajacy mi sposobnosc omijanaia szeroko pojetej suzby wobec spoleczenstwa, ktore mi nic nie daje a tylko rzada.

Link to comment
Share on other sites

a dla mnie i tak pozostaniesz gostkiem, który uważa, że to niesprawiedliwe, że musi zarobić na swój dom. Chociaż, może jak poprosisz Spokojną to ona na ciebie zarobi ;p

Link to comment
Share on other sites

a dla mnie i tak pozostaniesz gostkiem, który uważa, że to niesprawiedliwe, że musi zarobić na swój dom

 

z tego co sie doczytałam dla Niego niesprawiedliwe jest to, ze musi użyć sposobów, o których wie, ze istnieją. Zresztą to, ze musimy "zarobkować" jest niesprawiedliwe.

Link to comment
Share on other sites

słonce moje drogie i nieuświadomione :) nie chodzę w kieracie, mam czas na zainteresowania, nie narzekam na brak kasy i otaczam się ludźmi, którzy mnie inspirują, i zarabiam na swój dom w fajnej relaksującej pracy

 

w przeciwieństwie do Zepsta, który jak widzę wzbudza macierzyńskie uczucia w twoim sercu, który wyrzeka na apatię, znużenie i niechęć do wszystkiego, od pracy począwszy. Wartość człowieka określa się tym ile razy dał z siebie wszystko, na ile przekroczył swoje granice i na ile poprawił świat dookoła. Gdyby jednakowoż mierzono stopień oświecenia zrzędzeniem to twój podopieczny wylewitowałby na Marsa w aurze ektoplazmy i mógłby tam wyrzekać dalej. Nawet Nietzsche, który był nałogowym hejterem nie cierpiał tak jak Zepst.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

No nie wiem. Mam wrazenie, że cierpisz jednak na jakieś braki. Nikt, naprawdę spełniony, tak o sobie nie mówi, wymieniając wszystko to co zdaje się elementarzem zwykłego życia.

 

Nie mam żadnych uczuć do zepsta. Oprócz tych, którymi darzę siebie.

 

zepst, a Ty mnie lubisz;)?

Edited by Spokojna
Link to comment
Share on other sites

 

a dla mnie i tak pozostaniesz gostkiem, który uważa, że to niesprawiedliwe, że musi zarobić na swój dom. Chociaż, może jak poprosisz Spokojną to ona na ciebie zarobi ;p

 

 

Dodałbym jeszcze kwestię bycia ofiarą naszego systemu edukacji, co też się w jednym z postów przewinęło.

Link to comment
Share on other sites

przyznaję się, brak mi czegoś - mogłabym mieć kolejną tabliczkę czekolady :) zeżarłam już wszystkie, a sklep jest aż po drugiej stronie ulicy ;p

Link to comment
Share on other sites

OS - to na pewno jakiś znak ;) Z pewnością zaraz ktoś Ci wyłoży co dokładnie ów znak znaczy.

 

 

No nie wiem. Mam wrazenie, że cierpisz jednak na jakieś braki. Nikt, naprawdę spełniony, tak o sobie nie mówi, wymieniając wszystko to co zdaje się elementarzem zwykłego życia.

 

Znaleźć spełnienie w codziennych czynnościach to dopiero coś (że tak filozoficznie stwierdzę).

Link to comment
Share on other sites

Edukacja? Fakt, jest błędna. Mi też nic nie dała. Ale już jej wybaczyłam...

 

A tak na marginesie - zepst i po co Ci wymyślać coś "antyspołecznego"? Wchodzisz na forum i masz dawkę "antyspołeczności" na rok. A w realu mozesz żyć jak "mumia" .

Link to comment
Share on other sites

no i masz, jak jestem społeczna to jestem złym społeczeństwem, a jak jestem niespołeczna to też jestem tym złym społeczeństwem. :)

 

Jak ci się edukacja nie przydała? Czytać i pisać najwyraźniej umiesz.

Link to comment
Share on other sites

 

Edukacja? Fakt, jest błędna. Mi też nic nie dała. Ale już jej wybaczyłam...

 

Kwestia tego na co człowiek się nastawia i czego oczekuje.

 

U nas jest tak, że edukacja sama z siebie niestety niewiele daje, daje natomiast możliwość wzięcia sobie różnych rzeczy jeśli człowiek ma na to chęć.

 

Inna sprawa to pełne bezsensu i absurdu szkolnictwo wyższe. Szkoły potrzebują kasy więc otwierają coraz bardziej bzdetne kierunki albo zwiększają liczbę miejsc tam gdzie da się ją zwiększyć. Wynikiem tego wszystkiego jest sytuacja, w której całej tej chmary absolwentów nie jest w stanie wchłonąć rynek pracy.

Link to comment
Share on other sites

umiałam przed szkołą.

 

Raffard jednak ludzie muszą żyć i ich " rynek" i " reforma szkolnictwa" mało obchodzi. A ja ich rozumiem.

Edited by Spokojna
Link to comment
Share on other sites

cóż, tak dzisiaj żyje większość... o ile nie wyrządzasz krzywdy drugiej osobie, to jest to dla mnie do przyjęcia.

 

A dla mnie nie za bardzo, bo musze z********C podczas gdy garsta bawi sie kosztem innych a glupie spoleczenstwo, zamiast sie przeciw temu buntowac, siedzi cicho i nic nie robi aby to zmienic.

 

a dla mnie i tak pozostaniesz gostkiem, który uważa, że to niesprawiedliwe, że musi zarobić na swój dom. Chociaż, może jak poprosisz Spokojną to ona na ciebie zarobi ;p

 

Bo widzisz, kwiatuszku, kiedys ktos nie na darmo wymyslil politye socjalna bo zdawal sobie sprawe, ze nie kazdy ma tyle sprytu i mozliwosci, aby moc na ow dom zapracowac. Ale ty raczej tego nie pojmiesz, bos wychowana juz w pokoleniu epoki kapitalizmu.

 

z tego co sie doczytałam dla Niego niesprawiedliwe jest to, ze musi użyć sposobów, o których wie, ze istnieją. Zresztą to, ze musimy "zarobkować" jest niesprawiedliwe.

 

Niesprawiedliwe jest to, w jaki sposob musimy zarobkowac. Duza roznica.

 

zepst, a Ty mnie lubisz;)?

 

Nie czuje zadnej emocji wobec Ciebie. Neutralnosc. Co do innych.....napisalbym cos, ale ponoc jest to sprzeczne z regulaminem. Dodam tylko, ze stoja na poziomie niewiele wyprzedzajacym poziom zwierzta z ta roznica, ze oni swiadomie wybrali instynkt choc w kolko gadaja o tym, jak sa duchowo rozwinieci. Dlatego uwielbiam sie z nimi kocic i udowadniac raz po raz ichnia hipokryzje i brak umiejetnego podawania argumentow przemawiajacych na ich korzysc.

 

Dodałbym jeszcze kwestię bycia ofiarą naszego systemu edukacji, co też się w jednym z postów przewinęło.

 

Zadna ofiara systemu edukacji sie nie czuje, slonko. Zostalem wszechstronnie wyksztalcony i teraz daje mi to sposobnosc szerokiego widzenia wielu rzeczy i umiejetnosci laczenia ich w logiczne fakty, poparte dowodami i rzeczowymi argumentami. Ofiarami sa dzis mlodzi ludzie, gdzie od malego proboje ukierunowac sie czlowieka wylacznie w jedym kierunku. Potem powstaje spoleczenstwo nieswiadome, tzw. przystosowane do otaczajacej go rzeczywistosci, ktora w duzym skrocie kreowana jest przez pewne grupy polityczno-spoleczne, dla ktorych utrzymywanie czlowieka w takim kieracie jest bardzo na reke. Bo jak ktos mysli ze wolny rynek jest naprawde wolny to proponuje troche postudiowac historie rozwoju wspolczesnego kapitalizmu i tego, co kryje sie za idea owego systemu i kto tym systemem zarzadza.

 

Inna sprawa to pełne bezsensu i absurdu szkolnictwo wyższe. Szkoły potrzebują kasy więc otwierają coraz bardziej bzdetne kierunki albo zwiększają liczbę miejsc tam gdzie da się ją zwiększyć. Wynikiem tego wszystkiego jest sytuacja, w której całej tej chmary absolwentów nie jest w stanie wchłonąć rynek pracy.

 

i to sie nie skonczy dopoi wy bedziecie ten syste wspierac, chocby godzac sie na proponowane warunki. A bedzie jeszcze gorzej, poniewaz naczelna idea kapitalizmu jest sprowadzenie czlowieka do tego samego stanu umyslu, ktory byl propagowany w komunizmie - uczynienie z przecietnego zjadacza chleba bezmozgiego niewolnika z ta roznica, ze w komunizmie nagroda bylo wspolne zycie w obywatelskim spoleczenstwie w ktorym wszystk jest wspolne i nikt na nic nie cierpi, w kapitalizmie zas oferuje sie czlowiekowi niezliczona game oglupiaczy w postaci roznego rodzaju przyjemnosci (od gadzetow po stanowiska w pracy) - czyli konsumcja. W jednym i idrugim przypadku czlowiek pozostaje nieswiadomy prawdziwego sesnu zycia, a co za tym idzie, latwiej sie nim rzadzi.

Link to comment
Share on other sites

a glupie spoleczenstwo, zamiast sie przeciw temu buntowac, siedzi cicho i nic nie robi aby to zmienic.

 

Tu przyznam Ci rację. Nigdy i nigdzie nie słyszałam o "nowej" idei, nowym porządku (zreszta jakim?) itp. Zawsze będę powtarzała, że aby powiedzieć B nalezy poszukać A ("czyli: wiedzieć JAK to zmienić).

 

W skali psychologicznych "kar" między jednostkami - "obojętność" jest najdogłębniejszą z nich;) Mnie na szczęście to nie dotyczy.

Link to comment
Share on other sites

Guest beneton123

Komunizm - do niczego, kapitalizm - do niczego...

Trzeci raz sugeruję, byś podał ten idealny model społeczeństwa... Bez nadziei, że się do mojej sugestii zastosujesz... Z prostej przyczyny... Jesteś ustawiony na krytykowanie wszystkiego, ale konstruktywnych pomysłów brak...

Tak najłatwiej...

Ty oczekujesz, że wszyscy (społeczeństwo) zaakceptują twój bunt i głoszone przez ciebie tezy, ale ty jakoś nie potrafisz zaakceptować tego, że wielu piszącym w tym wątku odpowiadają reguły w tym społeczeństwie obowiązujące... Twoja postawa to: albo akceptujecie moje cudowne poglądy albo jesteście niewiele wyżej od małp...

Czy ty naprawdę nie dostrzegasz, jak bardzo jesteś z tym wszystkim (przynajmniej w mojej ocenie) żałosny?

Link to comment
Share on other sites

Komunizm - do niczego, kapitalizm - do niczego...

Trzeci raz sugeruję, byś podał ten idealny model społeczeństwa... Bez nadziei, że się do mojej sugestii zastosujesz... Z prostej przyczyny... Jesteś ustawiony na krytykowanie wszystkiego, ale konstruktywnych pomysłów brak...

Tak najłatwiej...

Ty oczekujesz, że wszyscy (społeczeństwo) zaakceptują twój bunt i głoszone przez ciebie tezy, ale ty jakoś nie potrafisz zaakceptować tego, że wielu piszącym w tym wątku odpowiadają reguły w tym społeczeństwie obowiązujące... Twoja postawa to: albo akceptujecie moje cudowne poglądy albo jesteście niewiele wyżej od małp...

Czy ty naprawdę nie dostrzegasz, jak bardzo jesteś z tym wszystkim (przynajmniej w mojej ocenie) żałosny?

 

Nie, poniewaz zalosny to dla mnie Ty jestes ze swoimi pseudo-psychologicznymi wywodami, ktorych bronisz wylacznie tym, ze sa one uznawane przez wiekszosc. Wierzysz w poglady oraz przekonania wyrosle na gruncie europocentryzmu i ktore koncentruja sie na uznawaniu wyzszosci swojej cywilizacji nad innymi i smiesz jeszcze udawadniac, ze to Ty masz racje. Stad tak Cie trzesie na kazda moja wypowiedz, ktora stoi w opozycji o 360 stopni w stosunku do Twojej. A wiesz dlaczego tak jest? Bo ja nigdy nie czulem sie czescia tego spoleczenstwa. Od dziecka nie potrzebowalem zbytnio zabaw z rowiesnikami, dobrze czulem sie smameu i nie znosze jakiejkolwiek formy wspolpracy grupowej, chocby nawet na odleglosc. Ludzie nie sa mi niezbedni do szczescia a mowiac szczerze, coraz bardziej denerwuja mnie i przeszkadzaja w codziennym zyciu.

 

Podsumowujac - czy Ty, i cala reszta, pojmiecie w koncu, ze ja do zycia nie potrzebuje zadnej grupy spolecznej, zadnego przyporzadkowania, zadnego systemu spolecznego? Nie potrzebuje go a Wy z tupetem ciagle probojecie wkraczac w moje zycie i narzuca mi reguly, uwazajac ze macie do tego prawo. Sami prowadzicie do otwartego konfliktu, ktory koniec koncow kiedys nastapi i nie bedzie to dla was nic milego.

Link to comment
Share on other sites

Tu przyznam Ci rację. Nigdy i nigdzie nie słyszałam o "nowej" idei, nowym porządku (zreszta jakim?) itp. Zawsze będę powtarzała, że aby powiedzieć B nalezy poszukać A ("czyli: wiedzieć JAK to zmienić).

 

W skali psychologicznych "kar" między jednostkami - "obojętność" jest najdogłębniejszą z nich;) Mnie na szczęście to nie dotyczy.

 

A o swiatowej finansierze i establiszmencie slyszalas? Jesli nie, warto troche poczytac. Wtedy bedziesz wiedziec, dla kogo i na kogo pracujesz tak naprawde i ile Ci ludzie Tobie zabieraja w imie ,,prawa".

Link to comment
Share on other sites

wielu piszącym w tym wątku odpowiadają reguły w tym społeczeństwie obowiązujące...

 

Narkomanowi też odpowiadają narkotyki. Większość nie zawsze ma rację. Tym bardziej jeżeli jest ona "otumaniona".

 

Czy ty naprawdę nie dostrzegasz, jak bardzo jesteś z tym wszystkim (przynajmniej w mojej ocenie) żałosny

 

Patrzeć i widzieć coś dalej...niż tylko siebie w innych. Oto sztuka!

 

A o swiatowej finansierze i establiszmencie slyszalas? Jesli nie, warto troche poczytac. Wtedy bedziesz wiedziec, dla kogo i na kogo pracujesz tak naprawde i ile Ci ludzie Tobie zabieraja w imie ,,prawa".

 

Słyszałam i ubolewam

Link to comment
Share on other sites

Narkomanowi też odpowiadają narkotyki. Większość nie zawsze ma rację. Tym bardziej jeżeli jest ona "otumaniona".

 

Nie przetlumaczymy im tego, poniewaz ich ,,nakrokytkiem" jest tak gleboka wiez z innymi osobnikami tego samego gatunku, ze dadza sie predzej zabic niz spokojie popatrzec na siebie i na swiat z boku i dojsc do logicznych wnioskow. Stad moja otwarta wrogosc do wszelkich strutur spolecznych typu religie, kultury, cywilizacje poniewaz od malego narzucaja kazdej nowo narodzonej jednostce swoj subietkywny punkt widzenia, oczywiscie broniacy wylacznie racji danej cywilizacji/kregu kulturowego, a takie postrzeganie nie uznaje widzenia ,,poza' horyzont bo to wiazaloby sie z utrata wlasnej tozsamosci (bazujacej zreszta najczesciej na nieswiadomosci i roznego rodzaju kodach splecznych i roznego rodzaju form manipulacji podprogowej).

 

Słyszałam i ubolewam

 

Dlatego, skoro wiekszosc spoleczenstwa popiera w taki czy inny sposob narzucone im prawa przez owa finansiere i establiszment, doszedlem do wniosku, ze czuje sie zwolniony z obowiazujacych regul i majac prawo do wolnego wyboru i zycia podlug wlasnej filozofii zyciowej, wybralem model ktory nie zaklada dokladania sie do takiego spoleczenstwa.

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

Nie przetlumaczymy im tego, poniewaz ich ,,nakrokytkiem" jest tak gleboka wiez z innymi osobnikami tego samego gatunku, ze dadza sie predzej zabic niz spokojie popatrzec na siebie i na swiat z boku i dojsc do logicznych wnioskow.

 

Spotkałam kilka innych osób. "Myslenie" nie zawsze wiąże się u nich z izolacją. Jesteśmy różni i niektórzy po prostu potrzebują bliskości, która "nie dusi".

 

wybralem model ktory nie zaklada dokladania sie do takiego spoleczenstwa.

 

Już mówiłam. Nie znam takiego modelu. Nie wiem o czym mówisz. Jezeli ktoś myśli, że np. nie płacąc podatków jest "poza", to ja niestety stwierdzam, że przyczynia się bardziej do zła tego świata, niż ten kto jest ślepcem i te podatki płaci.

 

 

Finansjera objeła sferę "legalności" i "nielegalności" (o ile istnieje).

Edited by Spokojna
Link to comment
Share on other sites

Już mówiłam. Nie znam takiego modelu. Nie wiem o czym mówisz. Jezeli ktoś myśli, że np. nie płacąc podatków jest "poza", to ja niestety stwierdzam, że przyczynia się bardziej do zła tego świata, niż ten kto jest ślepcem i te podatki płaci.

 

Podaj mi chocby kilka powodow, dla ktorych te podatki mialbym placic. Podaj mi kilka powodow, dla ktorych warto przebywac w grupie, chodzic do etatowej pracy, prowadzic ustabilizowane, nudne, rutynowe zycie.

 

Ja mam ten swiat gdzies, tak na maginesie. A w zasadzie to ludzi bo swiat jest piekny.

Link to comment
Share on other sites

Podaj mi chocby kilka powodow, dla ktorych te podatki mialbym placic. Podaj mi kilka powodow, dla ktorych warto przebywac w grupie, chodzic do etatowej pracy, prowadzic ustabilizowane, nudne, rutynowe zycie. .

 

Bo masz na tym świecie tylko dwa wybory: albo będziesz spał spokojnie i płacił na finasjerę; albo będziesz brał prochy na uspokojenie lub zamienisz się w psychopatę i płacił na finasjerę. Nie znam trzeciej drogi.

 

Ja mam ten swiat gdzies, tak na maginesie. A w zasadzie to ludzi bo swiat jest piekny.

 

Tak. Jest piękny.

Link to comment
Share on other sites

Bo masz na tym świecie tylko dwa wybory: albo będziesz spał spokojnie i płacił na finasjerę; albo będziesz brał prochy na uspokojenie lub zamienisz się w psychopatę i płacił na finasjerę. Nie znam trzeciej drogi.

 

Tez tak myslalem do pewnego momentu dopoki nie zauwazylem, ze taki sposob myslenia jest mi odgornie narzucony i nie bazuje na samodzielnym mysleniu.

 

Trzecia droga to dzialanie w podziemiu, a szanse, ze Cie znajda sa bardzo male. A wiesz dlaczego? Bo wykorzystujesz dokladnie takie same metody, jakie wykorzystuja oni. I tu twki caly paradoks tego chorego systemu. On jest w stanie bronic sie na zewnatrz ale nie potrafi zauwazyc, ze wrog moze byc ukryty wewnatrz a to dlatego, ze posluguje sie tymi samymi trikami, zachowaniami. Jest po prostu niezauwazalny.

 

Tak czy tak, Ty tez wolisz pokornie pochylic glowe wiec nie dogadamy sie. Nie ma u Ciebie ani troche ochoty na walke i zmiane. Masz po prostu mentalnosc niewolnika i dobrze ci z tym. Wolisz spac niz sie obudzic i walczyc o swoje. I wlasnie o to im chodzi. Spowodowac calkowity brak nadziei na lepsze jutro.

Edited by zepst
Link to comment
Share on other sites

zepst już powiedziałam, ze zyski odprowadzane sa prawdopodobnie z każdej działalności, również tej duchowej, również emocjonalnej. Tak myślę. O ile coś takiego istnieje.

 

Jezeli masz na mysli materię, to sądzę, ze nie da sie nic zrobić. Można oszukać na podatkach. Ale pamiętaj, ze zarobione pieniądze wydasz na "dobra" po ich cenie. I kto ostatecznie zarobi?

Edited by Spokojna
Link to comment
Share on other sites

Ale ja nie odprowadzam praktycznie zadnych zyskow. Zreszta nawet nie o to mi chodzi juz. Po prostu mam gdzies prace, sluzenie spoleczenstwu itp. Nie daje mi ono aboslutnie nic, co by mnie osobiscie pociagalo a nie zamierzam robic czegos, co mnie osobscie nie interesuje.

Link to comment
Share on other sites

Guest beneton123
Nie, poniewaz zalosny to dla mnie Ty jestes ze swoimi pseudo-psychologicznymi wywodami, ktorych bronisz wylacznie tym, ze sa one uznawane przez wiekszosc. Wierzysz w poglady oraz przekonania wyrosle na gruncie europocentryzmu i ktore koncentruja sie na uznawaniu wyzszosci swojej cywilizacji nad innymi i smiesz jeszcze udawadniac, ze to Ty masz racje. Stad tak Cie trzesie na kazda moja wypowiedz, ktora stoi w opozycji o 360 stopni w stosunku do Twojej. A wiesz dlaczego tak jest? Bo ja nigdy nie czulem sie czescia tego spoleczenstwa. Od dziecka nie potrzebowalem zbytnio zabaw z rowiesnikami, dobrze czulem sie smameu i nie znosze jakiejkolwiek formy wspolpracy grupowej, chocby nawet na odleglosc. Ludzie nie sa mi niezbedni do szczescia a mowiac szczerze, coraz bardziej denerwuja mnie i przeszkadzaja w codziennym zyciu.

 

Podsumowujac - czy Ty, i cala reszta, pojmiecie w koncu, ze ja do zycia nie potrzebuje zadnej grupy spolecznej, zadnego przyporzadkowania, zadnego systemu spolecznego? Nie potrzebuje go a Wy z tupetem ciagle probojecie wkraczac w moje zycie i narzuca mi reguly, uwazajac ze macie do tego prawo. Sami prowadzicie do otwartego konfliktu, ktory koniec koncow kiedys nastapi i nie bedzie to dla was nic milego.

 

To po co w ogóle tu przyszedłeś i marudzisz? Skoro nikt ci nie jest do szczęścia potrzebny?

Taki model chciałbyś mieć? Każdy sobie? Bez państwowości, praw, podatków, policji, sądów? To nawet nie jest model z ery kamienia łupanego... Bo w hordach też jakieś zasady obowiązywały..

Człowiek z natury jest gatunkiem stadnym, dlatego wykształcił państwowość i prawa...

Ty proponujesz model gatunku samotniczego, który w gatunku Homo Sapiens ze względu choćby na jego liczebność oraz poziom rozwoju nauki i techniki jest nie do zrealizowania...

Co każdy w miarę inteligentny człowiek jest w stanie zrozumieć i zaakceptować...

 

Ostrzegałem cię, że za kierowanie pod czyimkolwiek adresem gróźb będzie ban, więc masz tydzień na przemyślenia.

Edited by beneton123